Archiwum dla Styczeń, 2013

road_damascus-1800

Jeden z najgorliwszych przeciwników i prześladowców Kościoła Chrystusowego I wieku. Szaweł z Tarsu, nawrócony Żyd. Chrześcijanin wierny do końca swemu Bogu. Autor prawie połowy ksiąg Nowego Testamentu. Święty Paweł, zwany Apostołem – choć nie dane mu było na ziemi poznać Jezusa. Apostoł pogan i narodów. Niósł światło Ewangelii dla wszystkich ludzi. Dla Chrystusa oddał wszystko. Gdy znalazł się ze Słowem Bożym w Rzymie, zostawił w tej kolebce kultury europejskiej samego siebie, umierając za wiarę w Chrystusa, aby Dobra Nowina o Jezusie rozchodziła się stąd na cały świat.

Szaweł urodził się w Tarsie, w rodzinie żydowskiej silnie przywiązanej do swoich korzeni i tradycji i posiadającej obywatelstwo rzymskie. Zdobył gruntowne wykształcenie, znał wiele języków, był znakomitym mówcą. Oddany temu, w co wierzył. Będąc młodym mężczyzną stał się zagorzałym przeciwnikiem chrześcijan. Był świadkiem ukamienowania św. Szczepana. Jednak nie tak miało wyglądać jego życie – Bóg potrzebował jego gorliwości i zaangażowania, by wysłać go do świata pogan, by im zaniósł słowa Ewangelii. Dlatego też na drodze do Damaszku „olśniła go nagle światłość z nieba”.

conversi„Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?” – „Kto jesteś, Panie?” – powiedział. A On: „Jestem Jezus, którego ty prześladujesz. Wstań i wejdź do miasta, tam ci powiedzą, co masz czynić.” [Dz 9, 4b-6]

I tak poprzez to tajemnicze, mistyczne i osobiste spotkanie z Jezusem, Szaweł został cudownie odmieniony i wręcz porwany przez samego Chrystusa. Stał się tym, który Żydom i poganom niósł Słowo Boże. Zmienił imię na Paweł. Głosząc Dobrą Nowinę odbył 3 podróże misyjne i napisał 13 listów do gmin chrześcijańskich, które stanowią znane każdemu księgi Nowego Testamentu, między innymi list do Rzymian, Efezjan, Filipian i Kolosan, listy do Koryntian, Tymoteusza i Tesaloniczan. Odchodził z miejsc, w których głosił Ewangelię dopiero wtedy, gdy był pewien, że zostawia za sobą silne podwaliny wiary, że powstałe wspólnoty chrześcijańskie przetrwają.

Do Rzymu został odesłany na swoją prośbę, by Trybunał Cesarski rozpatrzył jego winę bycia chrześcijaninem. Zginął śmiercią męczeńską w tym samym roku – 67 – co św. Piotr. Przywilej obywatelstwa rzymskiego uchronił go od śmierci przez ukrzyżowanie, ponieważ zgodnie z prawem rzymskim, obywatela należało ściąć mieczem poza miastem. Tak też uczyniono ze św. Pawłem. Przy drodze prowadzącej do Ostii, poza murami Rzymu, w  IV wieku złożono szczątki Pawła Apostoła w grobowcu, nad którym następnie wybudowano bazylikę św. Pawła za Murami.

Zapłońmy dla Boga, jak św. Paweł, silnym płomieniem, gorliwością w wypełnianiu Jego przykazań i żarliwością w głoszeniu Dobrej Nowiny.  Każdy z nas może w życiu codziennym być Apostołem Jezusa Chrystusa. Czy umiem bronić mojego Boga? Czy potrafię innym przekazać prawdy mojej wiary? Czy nie wstydzę się przyznać do Chrystusa przed ludźmi? Czy umiem, jak św. Paweł, wykorzystać dane mi przez Boga talenty, by po prostu być narzędziem w rękach Chrystusa?

Warto wzbudzić w sobie pragnienie bycia jak św. Paweł, by w ostatnich dniach życia móc powiedzieć:

„W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia.” [2 Tm 4, 7-8a]

Wioletta Seredyńska

Powszedni, czarny, razowy… ksiądz

Posted: 23 Styczeń 2013 by Sandra Kwiecień in przemyślenia

co_przygotowac_gdy_przychodzi_ksiadz_662x240_crop_rozmiar-niestandardowy

Z racji wykonywanego zawodu bardzo  lubię obserwować ludzi, ich zachowania i reakcje. Po koniec lata byłam świadkiem pewnej historii. Rzecz działa się w gwarnym i pełnym ludzi centrum Krakowa.  Stałam pod Empikiem (dla osób spoza Krakowa – Empik na Rynku jest to miejsce, gdzie ludzie najczęściej umawiają się na spotkania), gdzieś w pobliżu kręcił się młody kapłan (o dziwo – w sutannie!). On chyba również na kogoś czekał. W pewnym momencie wyjął z kieszeni smartfona, pewnie chciał zadzwonić do osoby, która się spóźniała.

Rozejrzałam się wokół i wzrok utkwił mi na dwóch młodych dziewczynach. Nietrudno było nawet usłyszeć ich komentarze. Zapewne już się domyślacie. „Jak to jest, że ksiądz używa smartfona? Po co mu takie urządzenie? Temu to się powodzi” etc. Po chwili ksiądz znalazł się na celowniku większości osób stojących w pobliżu. Na twarzach – oburzenie i zgorszenie. Uwagi dotyczące smartfona zamieniły się w retoryczne pytania, dlaczego on przesiaduje w centrum, zamiast siedzieć na plebanii, dlaczego urządza sobie schadzki zamiast się modlić, spowiadać itp, że na pewno umówił się z jakąś dziewczyną, a co gorsza – z facetem. Tymczasem po dłuższej chwili na spotkanie przyszło małżeństwo w średnim wieku.  Może rodzice, może znajomi, w każdym razie wszyscy razem poszli do pobliskiej kawiarni.

Pewnie teraz zastanawiacie się, po co ta opowieść? Bardzo łatwo nam wyrażać swoje zgorszenie, oceniać innych, krytykować, wydawać opinię, zwłaszcza, kiedy dotyczy to kapłanów, księży, zakonników. Z jednej strony pragniemy kapłana, który jest blisko naszych spraw, rozumie wszelkie problemy, dylematy, który żyje w tym samym świecie. Czasami denerwujemy się, kiedy ksiądz nie potrafi nas zrozumieć, potrafimy się złościć, że jest zacofany i nie na czasie. Z drugiej strony gorszy nas fakt, że używa smartfona, a co gorsza, korzysta z laptopa i umie poruszać się po Internecie. Ksiądz to przecież zwyczajny człowiek, żyjący w tym samym świecie, mające podobne potrzeby, jak każdy z nas. Oczywiście, wszystko powinno być czynione z umiarem, trudno, żeby co tydzień zmieniał model telefonu na inny. Telefon, smartfon, laptop – to tylko przedmioty, narzędzia. Zapewne na tymże smartfonie ma wgraną Biblię i aplikację do Liturgii Godzin, a na profilu w serwisach społecznościowych nie umieszcza raczej zdjęć z ostatnich imprez.  Z doświadczenia wiem, że kapłani na Facebooku publikują ciekawe teksty, cytaty, informują o różnych inicjatywach, słowem, są blisko ludzi i ich spraw, a jednocześnie głoszą Dobrą Nowinę. Już nie tylko w kościele, ale również w Internecie.

Nie tak dawno znajomy ksiądz powiedział mi coś, co dało dużo do myślenia: „z tym zgorszeniem to czasem już robi się paranoja. Jak pojechałem ze swoją rodzoną siostrą nad morze, ktoś mnie rozpoznał, powiedzieli, że mam babę, jakbym pojechał z przyjaciółmi – wyszłoby że jestem gejem. Wyjeżdżam z dziećmi na obóz – od razu są plotki, że mam pewnie skłonności pedofilskie, kiedy nic nie organizuję – mówią, że jestem gbur, snob i nic tylko siedzę na plebanii. Niedawno kupiłem samochód – stary, używany – to szeptali, że mi się powodzi, że za dobrze mi tu, a jak nie miałem auta, dochodziły mnie słuchy, że mnie nie stać, bo płacę alimenty”. Wiem, że czasem nam, świeckim, wydaje się, że ksiądz, zakonnik, mnich, powinien być już święty na ziemi, być blisko ludzi, na bieżąco z nowościami, ale nie wychodzić z celi czy plebanii i cały czas się modlić. To właśnie o tym mówi o. Madej w wierszu:

„myślisz że ja mam dojścia w niebie
że Bóg wcześniej wysłucha
mojej modlitwy
niż twoich łez
myślisz że u mnie w pokoju
aniołki tylko latają
że ja wiem wszystko
że ja zawsze w białym
a ja jestem powszedni
czarny razowy ksiądz”.

Prosimy kapłanów o modlitwę i złościmy się, jeśli nie zostanie wysłuchana tak, jak MY byśmy chcieli. Przecież w końcu modlitwa księdza powinna być wysłuchana zawsze. Wydaje nam się, że na plebanii są osobne pokoje dla aniołów, którzy są na każde zawołanie. Nic bardziej mylnego. Kapłan jest osobą namaszczoną i wybraną, ma moc udzielania i sprawowania sakramentów. Ale raczej żaden z nich nie urodził się w koloratce, każdy był normalnym chłopakiem, dzieckiem jak my wszyscy. Teraz również – jest kapłanem, zakonnikiem, mnichem – ale jest też normalnym, zwyczajnym człowiekiem. Człowiekiem, który nie jest ani święty, ani doskonały, który grzeszy, upada i bardzo potrzebuje naszej modlitwy.

Bardzo pięknie napisał o tym ks. Krzysztof Wons, salwatorianin:

Bóg mnie zabrał z tej młodzieńczej i dziecięcej codzienności. Ubrał mnie w habit i 7 lat mozolił się, zanim wyświęcił na księdza […]. A potem kazał wracać do codzienności podobnej do tej, którą znałem z dzieciństwa i młodości. Mijają lata kapłańskiego życia, w którym dokładnie tak samo jak u wszystkich ludzi, niedziela trafia się raz na siedem dni , a Święta Bożego Narodzenia i Wielkanoc są nie częściej niż raz do roku. Najwięcej jest chwil powszednich, zwykłych, szarych dni. […] Jednak to za drzwiami jest droga i ludzie, z którymi trzeba razem iść. Potrzebują księdza jak przewodnika. Ksiądz też potrzebuje ludzi, ich życzliwości, serca nieraz porady a najbardziej modlitwy.

 Ewelina Drela

On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym

Posted: 13 Styczeń 2013 by Sandra Kwiecień in święta
Tags:

427673_4258540744171_1220276001_n

„A gdy Jezus został ochrzczony, natychmiast wyszedł z wody. A oto otworzyły Mu się niebiosa i ujrzał Ducha Bożego zstępującego jak gołębicę i przychodzącego na Niego.
A głos z nieba mówił: Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie.”

(Mt 3,16-17)

Dziś, w niedzielę po uroczystości Objawienia Pańskiego, Świętem Chrztu Pańskiego kończymy liturgiczny okres Bożego Narodzenia. Jest to dość nowe święto, wprowadzone do liturgii w roku 1955, lecz sięgające swoją tradycją do liturgii Kościoła wschodniego.

Ewangeliczny obraz Chrztu Pańskiego stanowi epifanię trynitarną. Bóg objawia się nam w Trzech Osobach. To pierwsze w historii świata pojawienie się całej Trójcy Świętej w widzialnej postaci: Bóg Ojciec przemawia do ludzi ukazując Chrystusa jako Syna Bożego umiłowanego przez Ojca, Syn Boży stoi w widzialnej, ludzkiej postaci w nurtach rzeki Jordan, a Duch Święty pojawia się nad Nim w postaci gołębicy.

Po swoim chrzcie w rzece Jordan Jezus udał się na pustynię, gdzie stoczył walkę z szatanem. Zwyciężył. Wydarzenie to obrazowo ukazuje nam, jak wyglądać będzie rzeczywistość życia każdego, kto uwierzył w Chrystusa. Nasze życie to nieustanna walka z pokusami szatana, to doświadczenia, przez które musi przejść każdy ochrzczony. Sakrament chrztu daje nam nowe życie, daje nam siły, by tą walkę zwyciężyć.

Pamiętajmy, iż nasz chrzest ma swoje źródło w chrzcie Jezusa Chrystusa, gdyż Jezus właśnie po to wszedł do Jordanu i dał się ochrzcić przez Jana Chrzciciela, mimo iż był Barankiem bez grzechu, abyśmy mieli źródło i wzór dla każdego chrztu, dla naszego chrztu; nie po to, by stać się jednym z nas, lecz po to, byśmy my stali się do Niego podobni.

Przez chrzest, będący początkiem nowego życia, spływa na nas łaska Boża, tak też my wszyscy ochrzczeni możemy traktować Święto Chrztu Pańskiego jako naszą wspólną uroczystość, dzień, w którym świętujemy dar chrztu, który swoje źródło ma w tamtej płynącej wodzie, w rzece Jordan, dar łaski, którą na chrzcie zostaliśmy obdarowani. Dzięki temu sakramentowi doświadczamy mocy zbawczej Jezusa Chrystusa, zostajemy obmyci z grzechu, napełnieni Duchem Świętym i stajemy się umiłowanymi dziećmi Boga. Bóg nigdy nie przestanie nas kochać, w Jego oczach i sercu zawsze każdy z nas pozostanie tym „umiłowanym, w którym ma upodobanie…”

Wioletta Seredyńska

Dinozaury Pana Boga

Posted: 12 Styczeń 2013 by apolnik in modlitwa
Tags: , , ,

TN_franciszkanie_archiwum_www.franciszkanie.net_(4)Jako mała dziewczynka naiwnie myślałam, że księża całą Mszę odprawiają z pamięci. Jeździłam na niedaleką Kalwarię Pacławską i patrzyłam na posługę tamtejszych ojców. Jedni siedzieli w konfesjonałach i spowiadali tłumy pielgrzymów i parafian. Inni chodzili uśmiechnięci po placu przyklasztornym i myślałam, że ci wszyscy, z którymi rozmawiają to wyłącznie rodzina lub znajomi. A ja patrzyłam na nich, jakbym zobaczyła jakieś nadzwyczajne istoty, które w zwykłej codzienności są niespotykane. Byli z ludźmi i dla ludzi. Dla mnie wtedy było to coś nowego. Na szczęście jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy, że ksiądz śpi w sutannie lub habicie i to w dodatku w trumnie. Czas płynie, ja się starzeję i wiem już, że moje dziecięce myśli były błędne.

Dziś jednak media i ludzie na tyle nakręcają szum i niekiedy błędne myślenie o kapłanach, że jak widzi się posługę kapłanów i ich zachowanie, które w sumie są normalne, to człowiek wybałusza oczy i zdziwiony mówi: „Wow, to jeszcze są tacy z powołania?!”

Tak! Wbrew temu co mówią niektórzy ludzie – wciąż mamy jeszcze kapłanów naprawdę z powołania. Poniektórzy podniosą głos, że jest ich bardzo malutko, a nawet „okazy” końcowe i niebawem stanie się z nimi to, co z dinozaurami – nie będzie ich już wcale.

Ciekawi mnie bardzo, jak na to nasze klasyfikowanie, który to kapłan jest z powołania, a który nie – patrzy sam Bóg. Śmiem stwierdzić, że różnice w patrzeniu będą wielkie, bo On wie co się dzieje w głębi każdego serca, przenika człowieka w całości i wie wszystko, a my ludzie wiemy często tylko to, co widzimy, usłyszymy i co sobie dopowiemy sami. Dla wielu z nas najlepszy i z powołania to jest taki ksiądz który:

  • siedzi cały czas w konfesjonale, ale ważne, by zbyt głośno nie mówił pouczenia i pokuty, bo co to będzie jak inni usłyszą i żeby ta spowiedź zbyt długo nie trwała;
  • pięknie i pobożnie odprawia Eucharystię, ale tak, by nie trwała ona dłużej niż 45 minut i żeby kazanie nie było z kartki, bo będzie długie i nudne i wyjdzie na to, że kapł
    anowi się kazania nawet nie chciało przygotować;
  • za odprawienie Eucharystii nie chce więcej niż 30 zł, a dobrze byłoby, gdyby za inne posługi w stylu pogrzeb, ślub czy chrzest też nie chciał zbyt wiele;
  • pracuje z młodzieżą, z którą przygotowuje różne nabożeństwa, wyjeżdża z młodymi na pielgrzymki, spotkania młodych czy inne wycieczki. Wspaniale by było jeszcze, gdyby stał się cudotwórcą i sprawił, że ta młodzież będzie dosłownie idealna i bez wad;
  • jest wszędzie obecny, zawsze się uśmiecha, z wszystkimi rozmawia, na żadne nabożeństwo się nie spóźnia, a już wielkie oburzenie, pojawi się gdy w trakcie koncelebrowanej Mszy (gdy drugi kapłan głosi homilię) zaśnie. Śpioch jeden nie wiadomo gdzie chodzi po nocach, a na Eucharystii śpi;
  • mówi tylko to, co jest dla ludzi wygodne, nikomu nie zwraca uwagi i robi to, co chcą parafianie.

Tak można by wymieniać i wymieniać. Choćby nawet znalazł się taki, który wypełni wszystko to, co tu napisałam, to i tak wszystkim nie dogodzi.  Nie zamierzam tu całkowicie bronić kapłanów, bo naprawdę wiem, że są oni różni. Wiem, że są tacy, przez których ludzie bardzo cierpią i oddalają się od Pana. I to jest bardzo bolesne! Jednakże nie uogólniajmy i nie mierzmy wszystkich kapłanów jedną miarą.

Mają być odzwierciedleniem Pana w świecie, być dobrymi pasterzami, którzy – gdy zajdzie potrzeba – oddadzą życie za owce. Każdego dnia mają pomagać ludziom kochać Boga i swoim życiem oraz słowem pokazywać innym, że warto iść za Mistrzem, że warto poświęcić Mu swoje życie. Mają być przewodnikami po drogach wiary, cierpień i modlitwy. Ich życie ma być drogą krzyża, drogą rezygnacji z siebie, oczyszczenia, uświęcenia i duchowej przemiany. Tacy mają być… A jacy są?

Zanim zabrałam się do pisania tego tekstu próbowałam sobie sama odpowiedzieć na pytanie jaki jest według mnie „kapłan z powołania”.  Dla mnie to taki, po spotkaniu z którym czuje, że spotkałam i doświadczyłam w nim samego Chrystusa. Czy to dziś możliwe? Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że tak! Spotkałam takich w swoim życiu i myślę, że Wy także. Kapłan z powołania to nie chodzący ideał, który nie popełnia błędów, nie ma chwil słabości i trudności. To nie taki, który nigdy nie grzeszy – wszyscy jesteśmy grzesznikami, księża także. Kapłan Boży z powołania to taki, który jest zanurzony w Chrystusie, który z Chrystusem dzieli się swoimi radościami, smutkami, myślami, marzeniami i troskami. To taki kapłan, który z Chrystusem dzieli całe swoje życie.

Gdy zadałam takie samo pytanie paru moim znajomym – jaki według nich jest ksiądz z powołania i czy takiego spotkali, otrzymałam takie odpowiedzi:

„Powiem Ci, że spotkałam już kilku kapłanów z pięknym powołaniem. Prawdziwych, szczerych, bezgranicznie oddanych Bogu i ludziom. Służących innym kiedy jest potrzeba, mających żywą, prawdziwą więź z Chrystusem, której się zazdrości, a przy tym zwykłych, normalnych, mających swoje humory, swoje radości i swoje smutki. Takich żywych ludzi, którzy tym co robią oddają Bogu chwałę, a gdy na nich patrzysz, chcesz poznać, porozmawiać, wyspowiadać się. Nie czujesz lęku ani obaw, bo wiesz, że on wybrał tę drogę, bo Bóg go powołał, bo Bóg dał mu wszystko co potrzebne, dał mu swoje talenty, by je wykorzystywał, by dawał je innym. Powiem Ci, że są kapłani z powołania i za to Bogu dzięki! Na pewno to mój spowiednik. Zwykły, młody facet, który poświęcił życie dla Boga. Jest powalony jak mało kto, ale kiedy siada do konfesjonału zmienia się. Wszystko, co mówi jest Boże. Ty to czujesz, widzisz jak Duch działa, jak go kieruje. Kiedy jest w konfesjonale, zamyka oczy, modli się. Słucha, nic go nie rozprasza, czeka ile potrzeba. Pomaga, pociesza, poucza. A kiedy wychodzi znów jest sobą, tym samym człowiekiem, którym był przed spowiedzią.”

„Taki, który ma serce otwarte dla Boga, ale i dla drugiego człowieka. Taki, na którego wiem, że mogę liczyć jeśli chodzi o modlitwę, ale też jeśli chodzi o rozmowę i o spowiedź. Takim jest ksiądz z mojej parafii, jeden z wikariuszy, który jest opiekunem wspólnoty osób niepełnosprawnych. Jest dla mnie osobiście przykładem życia dla Pana i drugiego człowieka. Wiem, że zawsze mogę na niego liczyć kiedy coś źle się układa, ale też wiem, że często można go znaleźć w kaplicy u nas w kościele przed Najświętszym Sakramentem. Dzieciaki ze wspólnoty mogą na nim polegać, jest zawsze do ich dyspozycji.”

„Według mnie kapłan z powołania to przede wszystkim taki, który nade wszystko pragnie pełnić wolę Boga i jest świadomy, że sam jest tylko narzędziem, a Pan działa. To taki który jest świadomy swej małości i godności zarazem. Daru jaki otrzymał. To taki, który daje się przemieniać Jezusowi. Gotowy poświęcać się i oddawać życie. Który w Bogu pokłada całą ufność, a wszelkie swe wysiłki oddaje dla zbawienia swego i dusz, które Bóg mu powierza. I taki zwyczajny, ludzki, bliski każdemu, dostępny. A jednocześnie mający tak silną relację z Najwyższym.”

„Oddany temu, co robi, bezinteresowny, kochający każdego człowieka, a przede wszystkim rozmodlony i szukający Pana Boga w każdym wydarzeniu i każdym człowieku.”

„Gdy w internecie pojawiają się kolejne niepochlebne opinie dotyczące jakiegoś kapłana, zadaję sobie za każdym razem pytanie „dlaczego nie mówimy o wspaniałych, dobrych kapłanach, tych „z powołania”, tych, którym dużo zawdzięczamy, tych, którzy nam wskazali drogę do Chrystusa?”. W mojej drodze ku Bogu poznałam takich kapłanów. Wśród nich był mój nauczyciel religii w liceum, kapłan, franciszkanin, z zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych. Jakimi słowami można go opisać? Prostota w życiu codziennym, niedbanie o dobra materialne, pełne zaufanie Bogu, oddanie wierze i modlitwie… Potrafił dla nas, jego uczniów, zostawić swoje prywatne sprawy i „biec na na ratunek”, gdy ktoś potrzebował wsparcia za strony kapłana. Spowiednik, który nie tylko wysłuchiwał grzechów i udzielał rozgrzeszenia, ale potrafił na każdy temat porozmawiać, poradzić, wskazać drogę. Tak po ludzku pomóc drugiemu człowiekowi. Tak po prostu wskazać mu drogę do Boga. O takich kapłanów się powinniśmy modlić i każdego dnia dziękować za nich Bogu.”

7f1ae36fe0c488205eece820fc18a94bGdybym takie samo pytanie zadała jeszcze kilku innym osobom, to każda z nich wynalazłaby w pamięci jakiegoś Bożego kapłana, który sprawił, że dana osoba przybliżyła się do Pana. Myślę, że i Ty także. Czy to swojego katechetę ze szkoły, który nie bał się rozmawiać z Wami nawet na najtrudniejsze tematy. A może będzie to proboszcz z Twojej parafii, który godziny spędzał w konfesjonale, by każdego pojednać z Bogiem i który zawsze znalazł czas dla swoich parafian i nie tylko. Starszy kapłan, który zna troski i zmartwienia nie jednej rodziny, a który uratował nie jedno małżeństwo przed rozpadem. A ci wszyscy kapłani, którzy organizują różnorakie rekolekcje dla dorosłych i dla młodzieży, którzy odpowiedzialni są za spotkania młodych – oni nie robią tego dla siebie. Powiedzmy sobie jasno, oni nie mają z tego nic, poza wieloma nieprzespanymi nocami, nerwami i masą zajęć z tym związaną. No bo trzeba załatwić jakieś zespoły, gości, trzeba poprowadzić nabożeństwa, spowiadać itp. A ilu jest takich kapłanów, którzy na spotkaniach spowiadają praktycznie non stop z drobną dwugodzinną przerwą na sen, a dla których stuła staje się ciągłą towarzyszką. Nawet, gdyby się chciało powiedzieć, że takie rekolekcje to przynęta do zakonów, seminariów. Każde jedno spotkanie młodych gromadzi większą liczbę dziewczyn niż chłopaków, a dziewczyn do zakonów męskich jeszcze nie przyjmują. Oni to robią dla nas. Bardzo często zapominamy o kapłanach, którzy są odpowiedzialni za powołania, którzy są formatorami w seminariach, zakonach. Oni są odpowiedzialni za tych, którzy w przyszłości mają być posłani do służby nam. Mają im pomóc rozeznać czy kapłaństwo to faktycznie ta droga, którą Pan dla nich wymarzył i jak najlepiej ich do tej posługi przygotować. Ciąży na nich wielka odpowiedzialność, bo tu chodzi o czyjeś życie – życie tych, których formują, ale także o ludzi do których ci młodzi pójdą. Formatorzy dzień w dzień muszą być świadectwem i przykładem dla tych, których wychowują. To także wiele godzin spędzonych na klęczkach przed Panem w kaplicy, wiele rozmów z Nim, masa trosk i nieprzespanych nocy. Jednakże wielokrotnie służą też pomocą na parafiach, gdzie spowiadają, głoszą Słowo Boże, odprawiają Eucharystię, głoszą rekolekcje czy też najnormalniej w świecie służą rozmową i pomocą ludziom.

twk2bDzieląc się z Wami swoim doświadczeniem z nieukrywaną radością muszę powiedzieć, że też wielu takich kapłanów z powołania spotkałam w swoim życiu. Nigdy nie zapomnę kapłana, który prowadził pierwsze rekolekcje dla młodzieży (poza szkołą) na których byłam, a który z pełnym przekonaniem mówił nam, że: „Pan Bóg kocha Cię taką, jaka jesteś. Wbrew wszystkiemu i pomimo wszystko.” Spotkałam tego kapłana potem jeszcze wiele razy i nigdy nie silił się na jakieś słowa, które wypowiadałby, bo tak trzeba, bo tak wypada. Mówił zawsze tylko to, do czego miał wewnętrzne, głębokie przekonanie. Zawsze był prawdziwy, autentyczny w tym, co mówił i co robił. Mówiąc o kapłanach z powołania nie mogę nie wspomnieć o dawnym wikariuszu z mojej parafii, który był opiekunem Oazy parafialnej, a który nas młodych prowadził do chorych do Palium. Chodziliśmy tam 3 razy w roku (to było minimum), z gitarą i ze śpiewem, z dobrym słowem i uśmiechem, by być z tymi ludźmi, w których przecież jest sam Chrystus cierpiący. Uczył nas przez to, że życie nie polega na tym tylko, żeby brać, ale także a może nawet przede wszystkim na tym, by dawać innym samego siebie. To był (myślę, że dalej jest) kapłan, który dla każdego człowieka od malutkiego dziecka, po babcie staruszkę miał uśmiech i dobre słowo, który umiał się zatrzymać i dostrzec drugiego człowieka. Przypomina mi się także kapłan, który niedawno spowiadał mnie i moją koleżankę, a który choć ona poszła bez przygotowania i wprost mu to powiedziała, to on jednak nie odesłał jej z krzykiem i reprymendą, ale pomógł jej się wyspowiadać i powrócić do Pana. Przed oczami staje mi również młody kapłan, który hojnie, na wszystkie strony i przy każdej okazji błogosławiąc rozdziela Boże błogosławieństwo, nikomu go nie żałując. Sprawia tym, że życie wielu ludzi napełnia się radością i Bożą obecnością. Który choć posiada olbrzymie doświadczenie i wiedzę, to jednak pozostał bardzo pokorny i życzliwie nastawiony do każdego człowieka, zawsze gotowy we wszystkim pomóc niczym taki radosny tatuś.

Zapytasz – po co to piszę? Otóż po to, by pokazać Ci, że to nie jest tak, że wykładam tu teorię, że gdzieś tam są kapłani zdolni do tego, by „umrzeć dla siebie” i poświęcić się innym bez reszty, bez patrzenia na zegarek. Piszę o tym, co dane było mi doświadczyć na własnej skórze. Dla mnie osobiście posługa tych księży jest dowodem na to, że choć ja w różnych okresach swego życia sądziłam i głośno krzyczałam, że Pan Bóg ma mnie w nosie, że zapomniał o mnie i zostawił mnie samą – to tak nie było. On posłużył się kapłanem, by pokazać mi, że w tamtym najtrudniejszym momencie mnie wcale nie zostawił. Jak powiedział mi pewien ksiądz:

„Bóg czasem dopuszcza, byśmy zbłądzili, byśmy doświadczyli czegoś trudnego, by nas oczyścić, z czegoś wyleczyć, coś pokazać w nas, po to byśmy na Nim się oparli. Nie można obwiniać Boga o zło! Bóg taki nie jest. Jest przecież dobrem. Bóg, który się cieszy z naszych upadków i cierpień nie byłby Bogiem miłości, takim Bogiem o jakim mówi nam Biblia.”


Jeśli pomimo tego wszystkiego, co tu przeczytałeś drogi Czytelniku, wciąż uważasz, że nigdy nie spotkałeś kapłana z powołania, że nie przypominasz sobie takiego, to życzę Ci, by Pan takiego postawił na Twojej drodze i byś Ty miał  wówczas szeroko otwarte oczy, abyś mógł go dojrzeć. Jeśli natomiast twierdzisz, że tacy kapłani są, ale jest ich bardzo niewielu, zaledwie pojedyncze jednostki, to przypominam Ci o modlitwie za kapłanów, by Pan pobudzał ich do większej gorliwości, udzielał potrzebnych łask i dodawał sił. Ksiądz to nie robot, któremu wystarczy naładować od czasu do czasu baterie, by znów sprawnie działał. Kapłan to człowiek z krwi i kości, który potrzebuje modlitwy jak powietrza, bo bez niej jego powołanie, posługa i on sam zaczyna umierać. Jeśli nie chcesz, by z kapłanami z powołania stało się to, co z dinozaurami (a chyba wiesz co się z nimi stało) to się za nich proszę pomódl.

Jestem sam, Panie, tego wieczoru.
W Kościele szum z wolna się uciszył,
Ludzie się rozeszli,
A ja wróciłem do domu
Sam.
Minąłem ludzi idących na spacer.
Przeszedłem koło kina ,które wyrzucało swoją porcję tłumu.
Przeszedłem koło kawiarnianych tarasów ,gdzie zmęczeni spacerowicze starali się przedłużyć radość życia w świąteczny dzień.
Otarłem się o dzieciarnię bawiącą się na trotuarze.
Dzieciarnia, Panie.
Dzieci cudze, które nigdy nie będą moimi.
Więc jestem Panie.
Sam.
Cisza przygniata mnie,
samotność gnębi.
Mam 35 lat, Panie,
Ciało takie samo, jak inni,
Ramiona zdolne do pracy,
Serce zachowane dla miłości.
Ale Tobie wszystko oddałem.
To prawda, że były ci potrzebne.
Dałem Ci wszystko, ale ciężko było, Panie.
Ciężko dać swoje ciało, gdy ono chciałoby oddać się komu innemu.
Ciężko kochać wszystkich, a nikogo nie zachować dla siebie.
Ciężko ściskać czyjąś dłoń, a nie móc jej zatrzymać.
Ciężko rozbudzić czyjeś uczucie i Tobie je oddać.
Ciężko niczym być dla siebie, żeby być wszystkim dla bliźnich.
Ciężko być takim jak inni i wśród innych, a być innym.
Ciężko zawsze dawać ,a nie ubiegać się o to, żeby brać.
Ciężko wychodzić naprzeciw bliźnich, a wiedzieć, że nikt nigdy nie wyjdzie naprzeciw mnie.
Ciężko cierpieć za grzechy innych i nie móc odmówić słuchania i dźwigania ich.
Ciężko wysłuchiwać tajemnic, a nie móc podzielić się nimi.
Ciężko nieustannie dźwigać innych i nie móc ani na chwilę pozwolić, żeby mnie inni dźwigali.
Ciężko podtrzymywać słabych, a samemu nie móc oprzeć się na silnym.
Ciężko być samotnym.
Samotnym w obliczu wszystkich,
Samotnym wobec świata,
Samotnym w cierpieniu,
w śmierci,
w grzechu.

Synu ,nie jesteś sam.
Ja jestem z tobą,
Ja jestem tobą.
Bo potrzebne mi było dodatkowe człowieczeństwo ,żeby móc kontynuować moje Wcielenie i Odkupienie.
Jam cię wybrał odwiecznie,
Potrzebny mi jesteś.
Potrzebne mi są twoje wargi, bym mógł dalej mówić,
Potrzebne mi jest twoje ciało, bym mógł dalej cierpieć,
Potrzebne mi jest twoje serce, bym mógł dalej kochać,
Potrzebny mi jesteś ty, bym mógł dalej zbawiać.
Zostań ze mną, synu.

Otom ja, Panie,
Oto moje ciało,
moje serce,
moja dusza.
Uczyń mnie tak wielkim, bym mógł ogarnąć świat,
Tak silnym ,bym mógł go dźwignąć,
Tak czystym, bym mógł go objąć bez chęci zatrzymania go przy sobie.
Uczyń mnie miejscem nie spotkania, lecz przejścia, drogą, która nie zatrzymuje na sobie, bo nie ma na niej nic człowieczego, co by nie wiodło ku Tobie.
Tego wieczoru, Panie gdy wszystko milczy i gdy w mym sercu czuję bolesne kąsanie samotności,
Gdy jednocześnie moje ciało bezustannie wyje z pragnienia przyjemności,
Gdy ludzie zżerają mi duszę, a ja czuję się niezdolnym do nasycenia ich,
Gdy cały świat ciąży mi na barkach swym ciężarem nędzy i grzechu,
Powtarzam ci moje „tak”, nie w wybuchu radości, ale wolno, świadomie, pokornie.

Samotny, Panie, przed Tobą, w ukojeniu wieczoru……

Karty Adopcyjne – wysyłka z marca 2012 roku

Posted: 7 Styczeń 2013 by Sandra Kwiecień in karta adopcyjna
Tags:

Poniżej znajduje się lista tych kapłanów, którzy zostali adoptowani w marcu 2012 roku. Ilość adopcji, w tym adopcji stałych, ciągle rośnie, dlatego też poszczególne wysyłki obejmują tylko jeden miesiąc (zamiast zaplanowanych dwóch).

Ważna zmiana w regulaminie wysyłki:

Z uwagi na rosnącą – i tak już olbrzymią ilość Kart, które należy sporządzić oraz astronomiczne koszta z tym związane – ta wysyłka obejmuje tylko adopcje z marca, co oznacza, że nawet jeśli kapłan ma więcej adopcji stałych, to nie zostaną one w tej wysyłce uwzględnione. Brane są tylko pod uwagę adopcje stałe z marca 2012 roku.

W związku z ogromną ilością Kart, które należy wykonać, bardzo proszę Was wszystkich o dokładnie zapoznanie się z poniższymi instrukcjami:

*

  • Prosimy wszystkich zainteresowanych o pomoc, jeśli tylko istnieje taka możliwość. Jeżeli na załączonej poniżej liście zobaczycie swoją adopcję, to bardzo gorąco prosimy Was o to, byście wspomogli nas poprzez wysłanie maila na adres:  karty.adopcyjne@gmail.com z poniższymi informacjami:
  1. temat maila: Wysyłka – adopcje marzec 2012
  2. w treści:  imię i nazwisko adoptowanego przez Was kapłana,
  3. data rozpoczęcia adopcji
  4. czy chcecie, aby Wasze dane pojawiły się na Karcie (jeśli tak, to proszę  to wyraźnie zaznaczyć i wpisać swoje imię i nazwisko)
  5. czy chcecie osobiście wręczyć Kartę kapłanowi (jeśli tak, to proszę o podanie swojego adresu pocztowego)
  6. jeżeli natomiast chcecie, aby Karta została wysłana bezpośrednio do kapłana, to – o ile będzie taka możliwość – prosimy o wpisanie jego aktualnego adresu.
  • Bardzo prosimy o stosowanie się do powyższego wzoru. Ułatwi nam to odczytywanie wiadomości.
  • Maile będą przyjmowane od 07.01. do 17.01., czyli przez pełnych jedenaście dni. Bardzo proszę, by zmieścić się w tym czasie, albowiem należy zamówić odpowiednią ilość materiałów i przygotować kosztorys. Wyznaczona data końcowa, tj. 16.01. jest terminem nieprzekraczalnym.
  • Przewidziany termin wysyłki Kart to 17.01. – 23.01.2013 roku

*

Lista kapłanów:
  1. ks. Andrzejewski Krzysztof – adopcja stała od 1 III 2012 roku
  2. o. Bagdziński Jan Paweł OFM – adopcja stała od 3 III 2012 roku
  3. ks. Begierski Robert – adopcja stała od 18 III 2012 roku
  4. ks. Biel Robert TChr – adopcja stała od 7 III 2012 roku
  5. ks. Bonecki Zenon – adopcja stała od 5 III 2012 roku
  6. ks. Brachaczek Adam – adopcja stała od 3 III 2012 roku
  7. ks. Bubicz Andrzej – adopcja stała od 19 III 2012 roku
  8. o. Dembicki Joachim OSPPE – adopcja stała od 25 III 2012 roku
  9. ks. Denisiuk Dariusz – adopcja stała od 13 III 2012 roku
  10. ks. Dohnalik Jan – adopcja stała od 11 III 2012 roku
  11. ks. Fischer Tomasz – adopcja stała od 26 III 2012 roku
  12. ks. Foltyński Mariusz – adopcja stała od 1 III 2012 roku
  13. ks. Franc Jan – adopcja stała od 5 III 2012 roku
  14. ks. Gilmeister Jan – adopcja stała od 8 III 2012 roku
  15. ks. Głaz Łukasz – adopcja stała od 7 III 2012 roku
  16. ks. Hinc Daniel CR – adopcja stała od 26 III 2012 roku
  17. o. Idziak Piotr SJ – adopcja stała od 5 III 2012 roku
  18. ks. Jarnot Damian – adopcja stała od 13 III 2012 roku
  19. ks. Jodaniewski Marcin MSF – adopcja stała od 2 III 2012 roku
  20. br. Jóźwiak Marcin – adopcja stała od 13 III 2012 roku
  21. ks. Kasiak Józef – adopcja stała od 1 III 2012 roku
  22. ks. bp Kaszak Grzegorz – adopcja stała od 30 III 2012 roku
  23. ks. Kawczyński Mirosław – adopcja stała od 20 III 2012 roku
  24. ks. Kielian Andrzej – adopcja stała od 19 III 2012 roku
  25. ks. Korbik Robert – adopcja stała od 22 III 2012 roku
  26. ks. Kowalski Wojciech – adopcja stała od 15 III 2012 roku
  27. ks. Kramarz Damian MS – adopcja stała od 15 III 2012 roku
  28. ks. Kraska Roland – adopcja stała od 9 III 2012 roku
  29. ks. Kraszewski Adam SAC – adopcja stała od 14 III 2012 roku
  30. ks. Krawiec Przemysław SAC – adopcja stała od 31 III 2012 roku
  31. ks. Krupa Andrzej – adopcja stała od 11 III 2012 roku
  32. ks. Krupa Piotr MSF – adopcja stała od 11 III 2012 roku
  33. o. Kujałowicz Tadeusz OCD – adopcja stała od 24 III 2012 roku
  34. ks. Lesicki Sławomir – adopcja stała od 6 III 2012 roku
  35. ks. Leszczyński Grzegorz – adopcja stała od 13 III 2012 roku
  36. ks. Lewiński Jacek – adopcja stała od 26 III 2012 roku
  37. o. Ludwiczak Tomasz OFMConv – adopcja stała od 19 III 2012 roku
  38. ks. Łamasz Andrzej – adopcja stała od 4 III 2012 roku
  39. o. Małysa Andrzej Kuba SMJM – adopcja stała od 16 III 2012 roku
  40. ks. Marchewka Marcin – adopcja stała od 13 III 2012 roku
  41. ks. Markiewicz Piotr – adopcja stała od 28 III 2012 roku
  42. o. Marszałkowski Grzegorz OFMCap – adopcja stała od 22 III 2012 roku
  43. ks. Matynia Grzegorz – adopcja stała od 28 III 2011 roku
  44. ks. Muzolf Arkadiusz – adopcja stała od 31 III 2012 roku
  45. ks. Pawłowski Andrzej – adopcja stała od 14 III 2012 roku
  46. ks. Pęksa Artur – adopcja stała od 12 III 2012 roku
  47. ks. Piekielny Jakub – adopcja stała od 17 III 2012 roku
  48. o. Ratajczyk Mariusz CP – adopcja stała od 14 III 2012 roku
  49. ks. Siergiejuk Arkadiusz – adopcja stała od 3 III 2012 roku
  50. ks. Siwicki Damian CPPS – adopcja stała od 27 III 2012 roku
  51. ks. Sorkowicz Rafał SChr – adopcja stała od 15 III 2012 roku
  52. ks. Sowiński Zbigniew – adopcja stała od 5 III 2012 roku
  53. o. Stanikowski Piotr OSPPE – adopcja stała od 10 III 2012 roku
  54. ks. Stencel Joachim SDS – adopcja stała od 4 III 2012 roku
  55. ks. Stębelski Sławomir – adopcja stała od 29 III 2012 roku
  56. ks. Styczyński Paweł – adopcja stała od 27 III 2012 roku
  57. o. Stypa Hieronim OFM – adopcja stała od 21 III 2012 roku
  58. ks. Szczygielski Krzysztof – adopcja stała od 10 III 2012 roku
  59. ks. Tabor Marek – adopcja stała od 22 III 2012 roku
  60. ks. Tkaczyk Łukasz – adopcja stała od 28 III 2012 roku
  61. o. Trochimowicz Adam OFMCap – adopcja stała od 25 III 2012 roku
  62. ks. Turowski Marcin – adopcja stała od 26 III 2012 roku
  63. ks. Tykfer Mirosław – adopcja stała od 7 III 2012 roku
  64. ks. Wencławek Mariusz SDB – adopcja stała od 25 III 2012 roku
  65. o. Wilk Rafał OSPPE – adopcja stała od 21 III 2012 roku
  66. ks. Woźniak Zbigniew – adopcja stała od 23 III 2012 roku
  67. ks. Zborowski Rafał – adopcja stała od 31 III 2012 roku
  68. ks. Zganiacz Henryk – adopcja stała od 21 III 2012 roku
  69. o. Żak Tomasz OFMCap – adopcja stała od 1 III 2012 roku

*

W razie zauważenia jakichś błędów, pomyłek lub powtórzeń – napisz na:

sandra.kwiecien@gmail.com

Mędrcy świata, monarchowie…

Posted: 6 Styczeń 2013 by Sandra Kwiecień in święta
Tags:

734913_488762157833041_1633898240_n

(…) oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy (…) Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon.

(Mt 2, 1b. 11a )

6 stycznia Kościół Katolicki obchodzi uroczystość Objawienia Pańskiego. Dzień ten tradycyjnie nazywamy Świętem Trzech Króli. Pokłon Mędrców przybyłych do Dzieciątka Jezus ze Wschodu jest symbolem pokłonu narodów pogańskich, wszystkich ludzi z całego świata, którzy klękają przez nowonarodzonym Jezusem uznając Jego Bóstwo. Składając przyniesione dary świat pogan wchodzi do Kościoła z całym bogactwem swojej kultury i przyjmuje orędzie zbawienia. Do Dzieciątka wiodła Mędrców gwiazda, będąca znakiem narodzin Króla, ukazująca, iż cały wszechświat został poruszony tym niezwykłym betlejemskim wydarzeniem.

Jest to jedna z najstarszych uroczystości w Kościele, którą datuje się już na IV wiek.  Nazwa „objawienie” pochodzi od greckiego słowa epifania (objawienie się, ukazanie) i oznacza ukazanie się Boga w ludzkiej postaci.

Uroczystość Objawienia Pańskiego każdemu z nas kojarzy się ze zwyczajem święcenia kredy, kadzidła i wody. Zabieramy je ze sobą do domu, by poświęconą kredą wypisać na drzwiach napis K+M+B oraz bieżący rok. W czasach obecnych litery te interpretujemy jako inicjały imion trzech króli (Kacper, Melchior i Baltazar). W wielu rodzinach żywa jest jednak stara, średniowieczna tradycja. W ówczesnych czasach napis C+M+B był znakiem błogosławieństwa Christus mansionem benedicat (Niech Chrystus błogosławi temu domowi). Kadzidło palone w naszym domu czyni go miejscem modlitwy, uświęconym pokropieniem wodą święconą.

Zgodnie z tradycją Mędrcy złożyli Dzieciątku dary: złoto, kadzidło i mirrę, symbolizujące godność królewską i kapłańską Chrystusa oraz wypełnienie proroctw związanych z przyjściem na świat Mesjasza, jak też zapowiedź śmierci Zbawiciela. Jednocześnie był to wyraz wiary ludzi w Chrystusa jako człowieka (mirra), Boga (kadzidło) oraz Króla (złoto).

I my w tym dniu, jak trzej Mędrcy, upadnijmy na kolana i oddajmy pokłon Chrystusowi, jako naszemu jedynemu Bogu, Królowi, Kapłanowi i Bratu. Ofiarujmy Dzieciątku nasze dary: złoto naszych serc, kadzidło naszych słów i czynów, mirrę naszych cierpień i udręk codzienności.

Jak gwiazda Mędrcom, tak nam objawia się Boża prawda, byśmy idąc za jej światłem, doszli do Chrystusa i dostąpili zbawienia. Niech w tej drodze za Bożym światłem towarzyszy nam błogosławieństwo i nadzieja, które towarzyszyły tym, którzy szukali Dzieciątka narodzonego w Betlejem Judzkim. I pamiętajmy: prawdziwy mędrzec oddaje pokłon tylko Bogu samemu.

Wioletta Seredyńska