Archiwum dla Czerwiec, 2013

Powołanie ojca

Posted: 23 czerwca 2013 by apolnik in kapłani
Tagi:

family praying

Jednym z podstawowych i najważniejszych powołań człowieka jest powołanie do ojcostwa, do którego wezwani są zarówno ludzie świeccy – dając to życie w  wymiarze cielesnym, jak i dbając o rozwój wewnętrzny swoich dzieci, ale także do ojcostwa powołany jest każdy kapłan, który choć nigdy nie będzie miał swoich dzieci, to jednak zostaje powołany do bycia ojcem duchowym tych ludzi, do których Pan go pośle.

Pierwszym i najdoskonalszym spośród ojców jest nasz Ojciec Bóg. To On każdego z nas powołał do życia. Obdarował życiem zarówno duchowym, jak cielesnym. Wybrał nas, gdy planował stworzenie. Dla Niego nikt z nas nie jest i nigdy nie był wpadką ani pomyłką. On ukształtował każdego z nas w łonie naszej mamy. Znał dokładny czas naszych narodzin. Nie jest Ojcem odległym, a bliskim. Wie o nas wszystko. Zn każdy nasz ruch. Wie kiedy siedzimy i kiedy wstajemy. Zna wszystkie nasze pragnienia. Wszelkie dobro jakie otrzymujemy pochodzi od Niego, a nawet jest w stanie dać nam o wiele więcej, niż jesteśmy sobie nawet w stanie wyobrazić. Jest zawsze obok nas. Cieszy się naszymi radościami, sukcesami, a pociesza, gdy jest nam smutno. Obdarował nas wolną wolą, gdyż nigdy do niczego nie chciał nas zmuszać. Pragnie, byśmy czuli się wolni, a nie zniewoleni przez Niego. Dał nam wolną wolę, choć wiedział, że nie jeden raz będziemy robić głupstwa, a Jemu nie jeden raz z tego powodu, z powodu naszego cierpienia będzie pękało serce. Dał nam wolną wolę, byśmy mogli wybrać Jego i Jego Miłość w całkowitej wolności. Jego ukochany Syn, Jezus Chrystus umarł, byśmy mogli być z Nim pojednani. Jego śmierć była najwyższym wyrazem miłości do nas. Oddał wszystko, co kochał, by zdobyć naszą miłość. Wciąż nas kocha i czeka na każdego z nas. Tylko On ukochał nas miłością wieczną i niezmienną. Nie ma drugiej takiej osoby, która kochała by nas tak, jak On. Gdyby nawet zebrać miłość wszystkich ludzi na ziemi razem, gdyby zebrać miłość wszystkich matek i ojców, to jest ona niczym w stosunku do miłości jaką Bóg obdarza każdego z nas z osobna.

Pan Bóg powołując mężczyzną i kobietę do małżeństwa, obdarza ich potomstwem. Obecność obydwojga rodziców w wychowywaniu dzieci jest niezwykle istotna. Ojciec jako głowa rodziny uczy swe dzieci odpowiedzialności, troski o dobro najbliższych, o to, by nigdy niczego nie brakowało. Wymagając od siebie samego, uczy swe dzieci tego samego. Kochając swoją żonę, odnosząc się do niej z szacunkiem uczy swoje potomstwo, zwłaszcza syna, szacunku do kobiety – matki. Towarzysząc swoim dzieciom od najmniejszych lat – otwiera je na świat, pokazuje go, odpowiada na wszelkie pytania od tych najbardziej banalnych aż po pytania dotyczące wiary. Bawiąc się z dziećmi, staje się dla nich bliski i obecny w ich życiu. Jest nie tylko osobą dochodzącą, ale kimś kto jest z nimi. Jest dla nich kimś, kto pomimo nawału pracy jest dla nich, bo dla niego jego dzieci są najważniejsze. Prawdziwy ojciec darzy swoje dzieci miłością. Zawsze jest gotów je wysłuchać, wesprzeć. Chroni je przed wszelkim złem, ale niekiedy dla ich własnego dobra pozwala na popełnianie błędów, niekiedy z bólem serca patrząc na ich upadki, a to po to, by na błędach dzieci mogły się uczyć, by uczyły się powstawać i wytrwale, z nową mądrością iść do przodu. Każdy ojciec ma być nie tylko tym, który uczy życia, ale także tym, który jest dla dzieci świadkiem i przykładem wiary. Poprzez swoje życie z Bogiem ukazuje wiarę i powinien stanowić swoim życiem i postępowaniem  przykład dla nich.

Kiedy dziś patrzymy na naszych ojców, kiedy dziękujemy Bogu za ich przykład, świadectwo, a nade wszystko miłość, warto podziękować Bogu także za ojców naszych kapłanów. To od nich uczyli się odpowiedzialności za powierzonych ludzi, wytrwałości w działaniu, ciągłego wymagania od siebie, dyspozycyjności dla ludzi, którzy przyjdą do nich po pomoc. Widząc szacunek i miłość, jaką ich ojcowie darzą mamę, uczyli się od nich szacunku do kobiety jako osoby, ale także i do kobiety jako matki. To ich ojcowie byli dla nich pierwszymi mistrzami wiary. Gdy bowiem syn widzi ojca klękającego do modlitwy, to jest to bardzo mocne i budujące.

Ostatnio zapytałam znajomego kapłana: jaka jest rola ojca w powołaniu kapłańskim syna? Odpowiedź brzmiała tak:

„Tata się od początku za mnie modlił. Mama zresztą też. Oboje ciągle to praktykują. Modlitwa w mojej intencji, Msza Święta, a jak są w kondycji to także i post.”

Rola ojca w powołaniu kapłańskim syna jest istotna tak od strony tej duchowej (modlitwa za syna, wsparcie duchowe), jak i pod względem czysto ludzkim. Wiele razy słyszałam opowieści kapłanów, którzy decydując się na drogę życia poświęconego Bogu i informując o tym swoich rodziców od ojców słyszeli bardzo często tylko: „chcesz to idź, ale pamiętaj, że masz być dobrym kapłanem, bo jak masz być złym księdzem, to lepiej, żebyś w ogóle nim nie był”.

Mówiąc o ojcostwie, warto wspomnieć tu o tym, do którego zostali powołani sami kapłani, czyli o ojcostwie duchowym, które jest przede wszystkim towarzyszeniem i wspieraniem poprzez modlitwę człowieka, który prosi o kierownictwo. To bycie z nim w radościach i smutkach, ale z dystansem, jako obserwator. Jako ten, który idzie ciągle z tym człowiekiem tuż obok. Nie przed nim, nie za nim. Wymaga ono zaangażowania, wsłuchania się w drugiego człowieka, stawiania mu wymagań, czasem mocniejszego zwrócenia uwagi na pewne istotne rzeczy, ale także udzielenia pomocy, gdy upadnie – tak, aby powstał i szedł dalej. To jest trudne i odpowiedzialne. Trudne, bo to towarzyszenie jest wykańczające, gdyż absorbuje. Jednak w tej trudności to duchowe ojcostwo jest szczęśliwe, bo przez nie, przez konkretnego kapłana, Pan Bóg pozwala się człowiekowi doświadczyć.

Stając dziś przed Panem, przed naszym ukochanym Tatą dziękujmy Mu przede wszystkim za Jego Ojcowską miłość. Wypowiadając słowa Modlitwy Pańskiej uświadamiajmy sobie jeszcze bardziej, że jest On konkretnie naszym Ojcem, że jest Ojcem twoim i moim, że jest Ojcem, który troszczy się o ciebie w każdej sekundzie twego życia, nawet jeśli ty myślisz, że o tobie zapomniał, że jest gdzieś tam daleko i ma w nosie co się z tobą dzieje i że cierpisz. Bóg Ojciec jest stale blisko i cię kocha. On nigdy nie przestanie cię kochać, bo JEST SAMĄ NAJCZYSTSZĄ I NAJWIERNIEJSZĄ MIŁOŚCIĄ. Gdyby miał przestać cię kochać, musiałby wyprzeć się Samego Siebie, Swej od wiecznej natury, a to jest niemożliwe.

Dziękujmy mu także za tych naszych ziemskich ojców tych, którzy są jeszcze z nami i tych, którzy odeszli od Pana. Dziękujmy Bogu i im samym za ich przykład życia i przekazaną wiarę.

Wspomnijmy też i o tych duchowych ojcach, którzy towarzyszą nam na drogach naszej wiary. Uczmy się od nich miłości do Boga i do Świętej Matki Kościoła.

Prośmy dziś, by to ojcostwo we wszystkich swych wymiarach dawało życie  i to w obfitości.

Najpiękniejsze serce

Posted: 18 czerwca 2013 by Agnieszka Dankiewicz in historie

broken-heart

Pewien młodzieniec chwalił się że ma najpiękniejsze serce w dolinie. Chwalił się nim na rynku, gdzie zebrał się ogromny tłum by je podziwiać. Nie miało żadnej skazy, było przepiękne, gładkie i błyszczące. Biło bardzo żywo. Chłopak krzyczał na cały głos, że nikt nie ma piękniejszego serca od niego i wszyscy mu potakiwali bowiem jego serce było idealne. Jednak w pewnym momencie jakiś strzec z tłumu krzyknął:

-Dlaczego twierdzisz że twoje serce jest najpiękniejsze skoro moje jest o wiele piękniejsze od twojego.

Młodzieniec bardzo się zdziwił słysząc te słowa a potem spojrzał na serce starca i się zaśmiał. Serce starca biło bardzo żywo, być może nawet żywiej od serca młodzieńca ale było to serce poorane rozlicznymi bruzdami, serce w którym było wiele brakujących kawałków. Wiele tez w nim było kawałków które do tegoż serca nie pasowały. Było to serce brzydkie które w żaden sposób nie mogło się równać z nieskazitelnym sercem młodzieńca. Chłopak zapytał się dlaczego starzec uważa że jego serce jest piękniejsze skoro wszyscy widzą, że nie jest ono nawet w części tak piękne jak jego własne. Wtedy starzec rzekł, że w życiu nie zamieniłby tego serca na serce młodzieńca. Powiedział też, aby młodzieniec spojrzał na jego serce i wskazując na blizny rzekł.

-Widzisz te blizny i brakujące kawałki? Nie ma ich tu dlatego, że ofiarowałem je z miłości dla wielu osób, a to niesie za sobą ryzyko. Często się zdarza, że sami ofiarowujemy uczucie dla innych, ale oni nie dają nam nic w zamian. Stąd te blizny bo choć dałem im cześć swojego serca, oni nie dali mi nic. Jeśli natomiast spojrzysz uważnie dostrzeżesz, że wiele kawałków do mojego serca niezupełnie pasuje. Są to kawałki serca innych, które oni mi ofiarowali i które znalazły stałe miejsce w moim sercu. Dlatego moje serce jest piękniejsze od twojego. Natomiast te bruzdy, które widzisz zrobili ludzie nieczuli, ludzie, którzy mnie zranili.

Wtedy młodzieniec spojrzał na starca, zrozumiał i zapłakał. Potem wziął kawałek swojego przepięknego serca i ofiarował go starcowi, a starzec zrobił to samo. Padli sobie w ramiona i rozpłakali się po czym odeszli razem w wielkiej przyjaźni. Młodzieniec włożył część serca starca do swojego serca w miejsce brakującego kawałka który dał starcowi. Ten nowy kawałek pasował tam, choć nie idealnie, co zmąciło doskonałą harmonię serca młodzieńca. Nigdy jednak wcześniej serce młodzieńca nie było tak piękne jak w tym momencie i młodzieniec dopiero teraz to zrozumiał.

(Bruno Ferrero)

Czerwiec to wyjątkowy miesiąc, w którym tak wiele uwagi poświęca się Najświętszemu Sercu Pana Jezusa. W każdej parafii codziennie odmawiana jest litania, tak zwane „czerwcowe”. Od czasu do czasu możemy trafić na okolicznościowe święto związane właśnie z Sercem Jezusowym. Jednak czy tak naprawdę rozumiemy, jak wielką Miłością i Dobrocią obdarzył nas Bóg, ofiarując nam swojego Syna i Jego Serce? To właśnie Jego Serce jest tym Jednym, najpiękniejszym i powinno stanowić dla każdego z nas wzór do naśladowania.

Serce Jezusa można byłoby porównać do tego, o którym mówił starzeć w przytoczonej opowieści. Pomimo cierpienia, bólu, rozczarowań, krzywd, Ono wciąż jest otwarte dla każdego z nas. Jezus wciąż przychodzi do nas, oczekując, że pójdziemy za Nim ku Bogu, Ojcu, który jest w niebie.

Przy okazji litanii do Najświętszego Serca Jezusowego powtarzamy „Jezu, uczyń serca nasze według Serca Twego”. Warto przypominać sobie to zdanie. Każdy dzień, nasze codzienne obowiązki i napotkani ludzie to dobra okazja, aby zastanowić się, na ile nasze decyzje i postępowanie wobec Boga i bliźnich upodabnia nasze serce do Serca Jezusowego. Nie bójmy się zaryzykować za Panem! To właśnie wpatrywanie się w Jego Najświętsze Serce może być dla nas źródłem nadziei, pokoju i siły, aby każdego dnia walczyć o piękno naszego, ludzkiego serca.

——————————————————-

Agnieszka Dankiewicz

Dwie Matki Benedykta XVI

Posted: 16 czerwca 2013 by Agnieszka Dankiewicz in historie
Maria Ratzinger (matka)

Maria Ratzinger (matka)

Maria Ratzinger, z domu Peintner Rieger, urodziła się 8 I 1884 roku w jednej z bawarskich miejscowości. Matka Marii przed ślubem pracowała jako służąca, jednak bardzo dobrze znała katechizm – zauważył to proboszcz miejscowej parafii, który udzielał ślubu rodzicom Marii. Jednak po ślubie oboje rodzice, Maria i Isidor, pracowali jako piekarze. Był to ciężki zawód, ponieważ wiązał się on z wieloma wymaganiami – wszyscy klienci codziennie oczekiwali świeżego, dobrego pieczywa. Dlatego też Maria wzrastała w atmosferze pomocy rodzicom przy wykonywaniu ich codziennej pracy – często zdarzało się, że jeszcze przed zajęciami w szkole brała udział w roznoszeniu pieczywa do klientów piekarni.

Maria uczyła się w szkole przez 7 lat, a później podjęła pracę jako służąca. Jej pierwszym pracodawcą był pewien szanowany koncertmistrz, który bardzo często ćwiczył w domu. To właśnie wtedy Maria zetknęła się z muzyką i zachwyciła się nią. W późniejszych latach zamiłowanie do muzyki było widoczne w jej życiu.

W wieku 30 lat wyszła za mąż za Josepha Ratzingera – ich ślub odbył się 9 XI 1920 roku. Od tego momentu rozpoczęła się nowa droga w życiu Marii. Joseph Ratzinger był żandarmem, dlatego Maria (jako młoda małżonka) musiała liczyć się z tym, że rodzina zamieszka tam, gdzie aktualnie będzie pełnił służbę wojskową jej mąż. Początkowo mieszkali w Altötting. To właśnie tam w 1921 roku urodziło się pierwsze dziecko państwa Ratzingerów – córeczka, której według tradycji nadano imię Maria. Po 3 latach,15 I 1924 roku, urodził się Gregor. Był to czas szczególnie wytężonej pracy dla Josepha Ratzingera, ponieważ służba wymagała od niego dużej dyspozycyjności, a powiększająca się rodzina pociągała za sobą dodatkowe obowiązki. W Altötting znajdowała się kaplica z obrazem Czarnej Madonny – zarówno Maria, jak i Joseph szczególną czcią otaczali ten obraz, często odwiedzali tę kaplicę, prosząc o potrzebne łaski i Boże błogosławieństwo. W czasie trwającej wojny niejednokrotnie doświadczyli, że Bóg wysłuchiwał ich modlitwy.

Ze względu na nowe zobowiązania, które musiał podjąć Joseph, rodzina Ratzingerów przeprowadziła się do Marktl. Tam urodziło się trzecie dziecko małżonków – dnia 16 IV 1927 roku przyszedł na świat Joseph – później znany światu jako papież Benedykt XVI. Wraz z pojawieniem się trzeciego dziecka, Maria musiała jeszcze bardziej poświęcić się opiece nad swoimi dziećmi. Otaczała je ogromną miłością, czułością i serdecznością. Wszystkie te uczucia równoważyły surowość i rygor wprowadzany przez ojca. Mąż Marii, z racji swojego zawodu, niektóre elementy swojej „wojskowej natury” przenosił także do domu, na płaszczyznę życia rodzinnego. Należy jednak powiedzieć, że pomimo wielu obowiązków i wojskowego trybu życia, dobrze wywiązywał się z roli ojca – starał się przekazywać swoim dzieciom wiedzę i doświadczenia, które posiadał. Opowiadał im wiele historii dotyczących ich rodziny, przedstawiając jednocześnie poszczególnych krewnych.

Ze względu na postawę Josepha Ratzingera (ojca), który w dość otwarty sposób sprzeciwiał się nazizmowi, rodzina była skazana na częste przeprowadzki. Uważał, że ten system polityczny jest całkowicie niezgodny z wyznawaną przez niego wiarą, dlatego też pomimo zajmowanego stanowiska, wykazywał swój sprzeciw wobec nazistowskiej doktryny. Takie poglądy doprowadziły do kilkukrotnej degradacji Josepha w wojskowej hierarchii.

Czarna Madonna z Altötting

Czarna Madonna z Altötting

Mimo wielu zmian i przeprowadzek, Maria idealnie sprawdzała się w roli gospodyni. Zawsze była otwarta, przyjacielska, życzliwa dla innych, bardzo chętnie pomagała w potrzebie. Odznaczała się niebywałą praktycznością, zaradnością i gospodarnością. W ogrodzie uprawiała grządki pełne owoców i warzyw, z których zawsze przygotowywała pyszne posiłki. Własne plony ziemi zapewniały rodzinie Ratzingerów pewnego rodzaju niezależność, ponieważ w trudnym okresie wojny stanowiły prawdziwy ratunek dla domowego budżetu (w tamtym okresie wszystkie te produkty były trudno dostępne oraz bardzo drogie). Jednocześnie: ogród był dla Marii formą pasji, ponieważ mogła tam sadzić kwiaty, które każdego dnia cieszyły oczy całej rodziny. Uwielbiała także robić na drutach  – wystarczyło jedynie kupić wełnę, a Maria potrafiła stworzyć z niej wiele elementów garderoby. Jej dzieci wspominają ten wyjątkowy talent matki – Gregor Ratzinger pisał w swojej książce, że jego matka, Maria, była mistrzynią w tego typu robótkach, a ubrania, które powstawały w ten sposób, bardzo dobrze chroniły całą rodzinę w mroźne dni.

Wiara była nieodłącznym elementem życia państwa Ratzingerów. Podczas wykonywania domowych obowiązków, Maria śpiewała pieśni maryjne. Po posiłkach rodzina podejmowała wspólną modlitwę. Rodzice zaszczepili w swoich dzieciach sentyment do Czarnej Madonny z Altötting – bardzo często chodzili tam na pielgrzymki. W kapliczce, przed obrazem Matki Bożej synowie, Gregor i Joseph, odkrywali wyjątkową cześć, którą oddawano tam Maryi. W ich rodzinie w sposób szczególny przygotowywano się do Świąt Bożego Narodzenia – oprócz udziału w roratach, Adwent stanowił czas pogłębionej modlitwy i refleksji. Duchowość maryjna została w młodych Josephie tak mocno zakorzeniona, że odbiło się to mocno na całym jego życiu. Zwłaszcza jako papież, dawał temu wyraz, zawierzając Matce Bożej siebie oraz cały Kościół. Podczas pierwszej Mszy papieskiej wygłosił orędzie do kardynałów zakończone słowami: – „Uciekam się do macierzyńskiego wstawiennictwa Najświętszej Maryi Panny. W Jej ręce składam teraźniejszość i przyszłość mojej osoby i Kościoła. Przyzywam także wstawiennictwa świętych apostołów Piotra i Pawła oraz wszystkich świętych”.

Najmłodszy syn, Joseph, od dzieciństwa pragnął zostać księdzem. Powołanie rosło także i u jego bata, Gregora. W 1945 roku obaj wstąpili do seminarium, a 29 czerwca 1951 roku zostali wyświęceni na kapłanów. Maria, siostra Josepha i Gregora, nigdy nie wyszła za mąż (była gospodynią Josepha aż do 1991 – w tym też roku zmarła).

Zdjęcie rodziny Ratzinger

Zdjęcie rodziny Ratzinger

Dom pełen miłości, dobroci i służby drugiemu człowiekowi, który stworzyła razem ze swoim mężem, wywarł ogromny wpływ na późniejszą postawę jej dzieci. Natomiast przykład wiary obojga rodziców, ich trud włożony w religijne wychowanie dzieci, zaowocował wyjątkowym powołaniem dwóch synów. W połowie sierpnia 1963 r. lekarze wykryli u pani Ratzinger raka żołądka: „Jej dobroć stała się jeszcze bardziej promieniująca i przebijała się przez narastający ból”. Zmarła 16 grudnia 1963 r., a kardynał Ratzinger napisał: „Dla mnie pozostało jednak świadectwo jej dobroci, będące świadectwem wiary, przez którą pozwoliła się kształtować”.

—————————————————————————————

Agnieszka Dankiewicz

Kilka ogłoszeń

Posted: 14 czerwca 2013 by Sandra Kwiecień in ogłoszenie
Tagi:

Wysyłka Kart Adopcyjnych została już zamknięta. Całość przedłużyła się o kilka dni, gdyż mimo wyznaczonego terminu końcowego, nadal napływały wiadomości z prośbą o wysłanie Karty. Niemniej koperty zostały zaniesione już na pocztę i wznowienie regularnej wysyłki Kart nastąpi dopiero 30 września. Mamy nadzieję, że w poniedziałek, a najdalej wtorek – wszystkie przesyłki dotrą do adresatów. Aktualizacja w Księdze Adoptowanych Kapłanów pojawi się jutro w godzinach wieczornych.

Z uwagi na liczne maile uczestników dotyczące Kart Adopcyjnych, zwracamy się do wszystkich z prośbą, by przed wysłaniem pytania, zajrzeć do zakładki „Najczęściej zadawane pytania”. Czym jest Karta Adopcyjna, jak wygląda, kto ją otrzymuje i kiedy można się jej spodziewać – odpowiedzi na te pytania można uzyskać po lekturze wspomnianej zakładki. Zdajemy sobie sprawę, że tekstu jest dużo i wymaga nieco wysiłku przejrzenie kilkunastu pytań, lecz podejmując się takiego zobowiązania, jakim jest duchowa opieka nad kapłanem, warto poświęcić kilkanaście minut na poznanie szczegółów akcji, w której pragniecie wziąć udział.

We wrześniu, przed otwarciem regularnej wysyłki, wrócimy do wszystkich adopcji stałych podjętych przed rokiem 2013. Są bowiem takie adopcje, które zostały podjęte wcześniej, lecz dopiero niedawno zostały przedłużone na stałe lub też takie, których opiekunowie zapomnieli zgłosić do wysyłki. We wrześniu będzie szansa to nadrobić. Opublikujemy listę wszystkich tych kapłanów, którzy Karty jeszcze nie otrzymali. W lipcu oraz sierpniu nie będą w ogóle wysyłane Karty Adopcyjne. Dla Dzieła bowiem okres wakacyjny to nie odpoczynek, lecz czas prowadzenia akcji promocyjnych oraz czas „wielkiego sprzątania” – swoista inwentaryzacja: co zamówiliśmy i w jakich ilościach, ile nas to kosztowało, czy zostało nam cokolwiek i ile musimy zainwestować na przyszły rok, by utrzymać płynność całej akcji, no i jakie czekają nas wydatki na miesiące wakacyjne.

Wznowienie regularnej wysyłki nastąpi z początkiem października 2013 roku i przewidujemy następujące rozłożenie:

  • październik 2013: adopcje stałe ze stycznia, lutego i marca 2013 roku
  • listopad 2013: adopcje stałe z kwietnia, maja i czerwca 2013 roku
  • grudzień 2013: adopcje stałe z lipca i sierpnia 2013 roku

W tym miejscu warto więc wspomnieć o naszych dobroczyńcach: wielu ludziach dobrej woli, którzy wsparli DDAK albo jakąś kwotą pieniężną, albo znaczkami pocztowymi, czasem nawet jednym i drugim! Wszystkie ofiarowane nam środki zostały w całości przeznaczone na funkcjonowanie Dzieła. Z całego serca za wszystkie dary materialne, ale i modlitewne – dziękujemy!

podziekowania

O dobrym pasterzu

Posted: 12 czerwca 2013 by Sandra Kwiecień in historie

Z dedykacją dla wszystkich kapłanów, którzy nie tylko dziś, ale w i ostatnich tygodniach obchodzili rocznicę święceń prezbiteratu 🙂

———————

pasterz

Pewien młodzieniec został wezwany przed oblicze swojego Króla. Choć królewskie posiadłości były przeogromne, a jego władza potężna, był to jednak Król niezwykle miłościwy i troskliwy. Mądrzy ludzie powiadali, że ten wszechwładny Pan znał nie tylko wszystkich swoich poddanych, ale także ich marzenia i myśli.

– Czy chcesz być pasterzem mojej trzody? Jest bardzo liczna, a mam za mało pasterzy, którzy mogą się nią zająć. Zanim mi jednak odpowiesz na to pytanie, musisz się dobrze zastanowić, bowiem by być dobrym pasterzem, musisz opuścić swoich bliskich i rodzinne strony. To wymaga od ciebie ogromnego poświęcenia, ponieważ od tej pory najważniejsze będzie dla ciebie to, by wszystkie moje owce były zadbane, syte i bezpieczne. Opieka nad nimi zajmie więc ci tyle czasu,  że odtąd nie będziesz go miał dla samego siebie. Nie możesz zatem mieć żony i dzieci, gdyż moja owczarnia będzie twoją rodziną. Nie martw się jednak o swój byt, zatroszczę się bowiem o wszystko i kiedyś sowicie nagrodzę.

Młodzieniec zasmucił się, miał bowiem inne plany. Marzyła mu się własna rodzina – piękna i kochająca żona oraz gromadka dzieci, bezpieczny, przytulny domek  z ogródkiem  i własnym warsztatem. Czy można jednak odmówić słynącemu z mądrości Królowi? On, jak najlepszy ojciec, znał przecież to, co każdemu jest potrzebne do szczęścia, więc pewnie nie bez przyczyny poprosił go o to, by poszedł na jego służbę. Młodzieniec wiedział, że to zaszczyt być sługą  tego władcy, więc po chwili odrzekł:

– Mój miłościwy Panie! Ty wiesz, że marzyłem o innej przyszłości. Wiem też, że kochasz nas bardziej niż rodzony ojciec, dlatego przystaję na twoją propozycję. Choć służba wydaje się trudna, a ty jesteś wymagającym pracodawcą, wierzę, że w każdych okolicznościach nie zostawisz mnie bez pomocy.

Po pożegnaniu się z najbliższymi, powrócił do Króla, by udać się do powierzonej owczarni.

Król wyposażył go we wszystko, co mogło się przydać młodzieńcowi w pasterskim życiu. Udzielił mu wielu cennych rad, sam bowiem był doskonałym pasterzem. Wskazał młodzieńcowi okolicę, która odtąd miała być jego ojczyzną i owczarnię, którą się miał zająć.

owce na pastwisku

– Zaopiekuj się moimi owcami bardzo troskliwie, otocz je baczną uwagą, gdyż w pobliżu grasuje groźna wataha wilków, polująca nie tylko na bezbronne owce, ale i pasterzy. Wielu z nich nie tylko poraniły, ale i zagryzły. Strzeż się więc ich we dnie i w nocy, bo to bardzo podstępna zgraja.

Młodzieniec z zapałem przystąpił do wypełniania swoich obowiązków. Podczas gdy owieczki pożywiały się soczystą trawą na pastwisku, on postanowił zapoznać się z zagrodą, która od tej pory miała być jego domem. Najpierw sprawdził ogrodzenie. Wymagało w wielu miejscach naprawy, co niezwłocznie uczynił, by grasujące wilki nie przedostały się na teren zagrody przez dziury w płotach i grodzących murkach. Zajęcie przeciągnęło się do późnych godzin wieczornych, nie mógł więc przygotować sobie wygodnego miejsca do nocnego wypoczynku. I ono wymagało remontu, gdyż przez dziury w dachu szałasu widać było gwiazdy na pogodnym niebie.  Był jednak tak zmęczony, że niemal natychmiast usnął na skleconym pospiesznie posłaniu. Niedługo spał, gdyż obudziło go szuranie – jakby ktoś skradał się po splecionym z gałęzi i pokrytym trzciną dachu szałasu. Młodzieniec spojrzał w górę ku otworowi w dachu, w którym zamiast gwiazd, dostrzegł straszliwe, świecące wilcze oczy.

Jak on się tam znalazł? Szałas wprawdzie był wprawdzie niewysoki, ale ogrodzenie, które miało chronić zagrodę przed wilkami, było o wiele niższe, a jednak chroniło zagrodę przed niepożądanymi gośćmi! Wilk włożył łeb przez otwór w dachu i przemówił do niego ludzkim głosem.

– Jestem królem wilków! Wiem kim jesteś, dlatego tej nocy przyszedłem do ciebie osobiście, aby zawrzeć z tobą układ. Ty codziennie rzucisz nam przez mur okalający zagrodę trzy tłuste owce, albo zniszczysz jedną z tych dziur jakie dziś zatkałeś, a damy ci spokój. Będziemy także czuwać, by inne wilcze stada nie kradły twoich owiec – wyjaśnił.

– Nie myśl, rabusiu, że przystanę na twoje warunki. Król powierzył mi swoje stado, bym je chronił i doglądał, więc zamierzam dotrzymać swojej obietnicy. Precz, bestio, bo wygarbuję ci skórę moją laską pasterską!

– Pożałujesz tego, młokosie! Nie wiesz, że królowi, nawet wilczemu, nie odmawia się? Sam wyszeptałeś te słowa, gdyś wracał do domu, by pożegnać się z rodzicami i rodzeństwem! Nie pamiętasz? Szedłem za tobą, choć mnie nie widziałeś, i wszystko słyszałem! Nie zaznasz od nas ani chwili spokoju. Nawet gdy będzie ci się wydawało, że jesteśmy daleko, ktoś z nas będzie nieustannie śledził twoje ruchy, by w chwili nieuwagi lub zmęczenia narobić tak wielką szkodę, że twój Król wybuchnie na ciebie gniewem! Głupiś, młokosie! Inni pasterze przystali na moje warunki i żyli spokojnie, nie narażając się na nasze ataki. Twój Król bogaty, ma niezliczone stada, nawet nie zauważy, że z jego stada zginie kilka tłustych owiec!

– Nie będę z tobą paktował! Król zna każdą owcę po imieniu, więc z pewnością dostrzeże, że część owiec zginęło od twoich zębisk i pazurów!

Wilczy król zeskoczył z dachu i pognał w kierunku pobliskich zarośli. Pasterz niezwłocznie wstał i ruszył, aby obejść stado. Wiedział, że wilk spełni pogróżki i rychło pojawi się pod ogrodzeniem z całą watahą, by porwać kilka owiec.- Jak sobie życzysz, głupi młokosie. Od tej pory nie licz na moje względy. Między nami wojna! Jeszcze przyczołgasz się do mnie, gdy będziesz zmęczony ciągłą walką, by prosić mnie o łaskę, ale ja nie mam zamiaru być dla ciebie litościwy!

wilk

Rzeczywiście, zanim nastał świt, pod kamiennym murem pojawiło się kilka ciemnych sylwetek. Złowieszczo zapaliły się ogniki wilczych oczu, ale pasterz nie uląkł się i rozpalił ognisko. Zdemaskowani rabusie odskoczyli w las.  Przez kilka dni i nocy sytuacja powtórzyła się. Ogień skutecznie odstraszał watahę, ale którejś z kolei nocy spadł ulewny deszcz. Przygotowany stos drewna nie zapalił się. Rozzuchwalone wygłodzone wilki wskoczyły na kamienny mur, ale pasterz był uzbrojony w potężną, sękatą laskę. Uderzał nią w kudłate grzbiety napastników. Wilki skowycząc spadały z muru i słaniając się na nogach, umykały w stronę zarośli. Jednak nie wszystkie bały się pasterskiej laski. Trzy najstarsze mimo bolesnych razów, jakie spadały na ich grzbiety, rzuciły się na dzielnego pasterza, raniąc go dotkliwie. Gdy wydawało mu się, że nie zdoła ich odpędzić, wilki niespodzianie puściły go, jakby czymś przerażone. Pasterz jednak nie dostrzegł niczego, co mogło spowodować taki obrót sprawy. Gdyby mógł, dostrzegły za sobą  ogromną postać wspierającego go Króla – który był widzialny w tym momencie jedynie dla wilków.

Tak mijały kolejne dni, miesiące i lata. Pasterz stracił rachubę czasu, zajęty doglądaniem owiec i ich obroną. Walka z wilkami spowodowała, że jego ciało pokryły liczne blizny. Niektóre z nich były bardzo widoczne, inne – mniej, choć wynikały z ran równie niebezpiecznych dla życia. Co dziwne, wszystkie odniesione urazy bardzo szybko zasklepiały się, gdy tylko pomyślał o swoim Królu i o ukochanej owczarni. Nie czuł więc bólu i niezmiernie cieszył się, że nie uległ żądaniom króla wilków.

Przywiązał się do owieczek niezmiernie i pokochał owce jak własne dzieci. Nie wyobrażał sobie życia bez nich, więc nawet nie chciał myśleć o tym, że kiedyś będzie musiał opuścić je, gdy zabraknie mu sił i będzie musiał oddać je w ręce kogoś innego. Gdy wieczorami siadał na ławce przed szałasem i spoglądał na owce spędzone z pastwiska i zgromadzone w zagródce, radowało się jego serce. Były zdrowe i zadbane. Przywiązały się bardzo do swojego opiekuna. Król, który od czasu do czasu przybywał do jego owczarni, by wybrać najstarsze, był z nich bardzo zadowolony. I pasterz czuł się szczęśliwy, bo niczego mu nie brakowało. Król zatroszczył się bowiem o wszystkie jego potrzeby. Tak upływały mu kolejne lata. Nawet nie zauważył, jak bardzo jego serce upodobniło się do dobrego serca jego Króla.

Kiedyś, gdy po burzy na polnej dróżce pojawiła się spora kałuża, pasterz ujrzał w niej swoją twarz. Nie poznał się – jego krucze włosy zmieniły barwę na siwą, a ogorzałą twarz pokrywały blizny i zmarszczki.

– Czyżbym się już tak zestarzał? –pomyślał zdumiony. Czuł jednak, że nie ma już tyle sił, jak wówczas, gdy przeniósł się w te strony na prośbę Króla. Zmęczyło go nie tyle doglądanie owieczek, co ciągłe potyczki z wilkami.

– Co się stanie, jeśli całkiem opadnę z sił? Kto obroni moje kochane dzieci? Nie chciałbym, aby którejkolwiek z owieczek stała się krzywda i padła ofiarą zgrai wilków. Chciałbym być z nimi do końca moich dni, ale wiem, że musi kiedyś nadejść dzień, w którym będę musiał rozstać się z nimi, aby ktoś młodszy i silniejszy zatroszczył się o nie, gdy nie zdołam obronić ich swą pasterską laską.

Gdy tylko to pomyślał, natychmiast obok niego zjawił się, jakby wyrósł spod ziemi, znienawidzony król wilków.

– Widzę, że dojrzałeś już do podjęcia odpowiedniej decyzji. Jesteś stary i zmęczony. Nie masz już sił, by walczyć z moją watahą. Decydujesz się na układ? – zapytał.

– Nie! Idź precz! Nie pójdę z tobą na żadną ugodę, już ci raz powiedziałem, że nie wydam ci ani jednej owcy, bo jestem za wszystkie odpowiedzialny. Są jak moje dzieci. Każdą nosiłem na ramionach, gdy była mała i słaba. Leczyłem chore, doglądałem karmiące i choćbym miał zginąć, nie wydam ci ani jednej!

– Jak chcesz! Twardym byłeś przeciwnikiem, nie znalazłem tu więc pożywienia, ale teraz, kiedy odkryłeś, że jesteś za słaby na walkę ze mną, musisz się ugiąć!

– Nie! O każdą będę walczył, choćbym miał zginąć od waszych zębisk i pazurów!

– Trudno, wkrótce przekonasz się, że wybrałeś nieroztropnie!

Rzeczywiście, nim słońce ukryło się za horyzontem, usłyszał złowieszcze wycia za kamiennym murem.  Wataha wskoczyła na mur i rzuciła się na niego z niebywałą wściekłością. Król wilków, który tym razem sam jej przewodniczył, rzucił się mu do gardła. Poranione ręce z trudem trzymały sękatą laskę, która wydawała się mu cięższa niż zwykle. Po długiej, morderczej walce, gdy ostatni napastnik umykał skowycząc i liżąc rany, poraniony pasterz spojrzał w niebo. Błyszczały na nim przepiękne gwiazdy ułożone w przemyślne konstelacje.

-Mój miłościwy Królu! Jestem już bardzo stary i zmęczony. Boję się, że nie zdołam już następnym razem uchronić Twojej ukochanej trzódki przed wilczym stadem. Zabierz mnie do siebie, a poślij tu silnego, młodego i wiernego ci pasterza, jak mnie posłałeś tu przed laty.

– Sługo mój wierny, byłeś mi jak rodzony syn – oddany i troszczący się o powierzoną owczarnię. Byłem tu podczas każdej walki, choć mnie nie widziałeś. Wiele twojego potu wsiąkło w tę murawę i wiele kropel krwi. Pójdź do mojego pałacu po zasłużoną nagrodę i wypoczynek, zasłużyłeś na nie jak niewielu z tych, których niegdyś powołałem tu na służbę. Nie martw się o owieczki. Dziś jeszcze wezmę je wraz z tobą do siebie na moje bezpieczne i bogate w soczystą trawę pastwiska, by już nigdy nie zagroził im żaden wilk.

I powędrowali razem na bezpieczne zielone łąki miłosiernego Króla – pasterz i jego owczarnia, którą tak bardzo ukochał, że nie uląkł się ran zadanych przez żarłoczne wilki, gdy je chronił od straszliwej śmierci w wilczych kłach i pazurach.

Autor zdjęcia: Tomasz Baran

Autor zdjęcia: Tomasz Baran

Zaprezentuj DDAK!

Posted: 10 czerwca 2013 by Sandra Kwiecień in materiały
Tagi:

Do końca roku szkolnego zostało już tylko kilka dni. Materiał przerobiony, oceny wystawione… Jeżeli została choć jedna wolna, zwyczajowo „luźna” lekcja religii, to mamy propozycję dla katechetów, by wykorzystali choć kilka minut na opowiedzenie o naszej akcji. Przygotowaliśmy króciutką prezentację przedstawiającą najważniejsze informacje o Dziele Duchowej Adopcji Kapłanów. Klikając na poniższy obrazek, zostaniecie przeniesieni na stronę prezi.com, na której wyświetli się prezentacja. Klikając na strzałki, można będzie przechodzić pomiędzy kolejnymi slajdami opowiadającymi o celach i zasadach inicjatywy. Dla zainteresowanych, na samym dole znajduje się link, z którego można pobrać plik w spakowanej formie. Przygotowany materiał można wyświetlić na lekcji (jeżeli dysponujecie laptopem) lub też podesłać linka swoim uczniom.

Do obejrzenia prezentacji zachęcamy także nowych uczestników, których liczba wciąż wzrasta 🙂

prezentacja

Kliknij na obrazek, by obejrzeć prezentację.

Plik do pobrania jest dostępny pod tym linkiem: TUTAJ