Archiwum dla Sierpień, 2013

clipboard01

„To, kim się stałem i w jaki sposób, zawdzięczam mojej matce”

Co roku 28 sierpnia Kościół wspomina świętego Augustyna. Przez wiele lat pozostawał poza Kościołem, prowadząc życie dalekie od ideału. Często nawiązywał kolejne romanse, korzystał z porad wróżek i astrologów, nie traktował poważnie nauczania Kościoła… Jego nawrócenie przyszło jako dar i wielka łaska, które wymodliła jego matka, święta Monika.

Dziś, kiedy po raz kolejny przeżywamy wspomnienie świętego Augustyna, przyjrzyjmy się drodze jego nawrócenia, a także sile modlitwy, która doprowadziła do tak wielkich zmian w jego życiu. Najpełniej i najlepiej przedstawią to fragmenty z „Wyznań”, w których patron dnia dzisiejszego opisał swoje doświadczenie i powolne kierowanie swoich myśli ku Bogu.

„W pierwszym okresie młodości zapragnąłem rozkoszy niegodziwych. Pozwoliłem na to, by serce, jak dziczejące pole, zarosło chwastami miłostek rozmaitych i nie przynoszących chluby. Przed oczyma Twymi wszystko, co było we mnie piękne, zgniło aż do rdzenia, gdy podobałem się samemu sobie i bardzo pragnąłem ludziom się podobać. Jedyną moją troską było to, żeby kochać i być kochanym. Ale nie poprzestawałem wówczas na takim przywiązaniu duszy do duszy, jakim jest wyznaczony słoneczny krąg przyjaźni. Opary wyłaniające się z mętnych namiętności okresu dojrzewania osnuwały i zaciemniały moje serce tak bardzo, że już nie umiało odróżnić pogody umiłowania od mroku żądzy. Jedno i drugie kipiało razem w pomieszaniu, gnając niedojrzałą jeszcze duszę przez urwiska pożądań i pogrążając ją w topielach grzechów.

Pogrążyłem się też wreszcie w takim romansie, jakiego szukałem. Boże, Boże miłosierny, jakże gorzką żółcią pokropiłeś tę błogość — i jakąż dobroć mi przez to okazałeś. Byłem wtedy kochany wzajemnie i w ukryciu dałem się spętać łańcuchami wypełnienia. Ochoczo oplotłem siebie więzami udręki. Chłostany byłem żelaznymi, rozpalonymi prętami zazdrości i podejrzeń, lęku, gniewu, sporów. Nie wahałem się też przed zasięganiem rad u oszustów zwanych astrologami. Oni wprawdzie nie składają ofiar ani nie zanoszą modłów do żadnych duchów, aby się udała wróżba, ale prawdziwa pobożność chrześcijańska stanowczo odrzuca to, co robią. Nie rozumiejąc tych spraw, szydziłem ze świętych Twoich sług i proroków. Jedynym skutkiem było to, że zasłużyłem na Twoje szyderstwo.

Ale wyciągnąłeś rękę z wysoka i wydobyłeś duszę mą z tej ciemnej przepaści. Bo przed Tobą płakała nad moja dolą wierna Ci matka moja, bardziej niż płaczą matki nad mogiłami dzieci. W świetle bowiem wiary i ducha, którego miała z Ciebie, uważała mnie za umarłego. I wysłuchałeś ją, Panie, wysłuchałeś, nie pogardziłeś łzami, co rzęsiście spływały z jej oczu na ziemię w każdym miejscu, gdzie się modliła. Wysłuchałeś ją. Bo jakże inaczej można by wytłumaczyć ten sen, przez który udzieliłeś jej takiej pociechy, że zgodziła się mieszkać ze mną i jadać przy tym samym stole w naszym domu, czego w ostatnim okresie odmawiała, ze zgrozą odsuwając się od moich błędów bluźnierczych.

Śniło się jej mianowicie, że stoi na drewnianej belce do mierzenia, a oto kroczy ku niej młodzieniec jaśniejący i uśmiecha się do niej radośnie, chociaż ona była przygnębiona i smutna. Zapytał ją, dlaczego tak się smuci i każdego dnia tyle łez wylewa (nie jakoby nie wiedział, lecz po to, aby jej coś potem oznajmić, jak zwykle się dzieje w widzeniach). Gdy odpowiedziała, że nad zgubą moją płacze, kazał jej, żeby była spokojna i żeby przypatrzyła się uważnie: niech zobaczy, że gdzie jest ona, tam i ja jestem. Gdy spojrzała, zobaczyła, że stoję przy niej na tej samej belce. Czymże to można wytłumaczyć, jeśli nie tym, żeś głosu jej serca wysłuchał?

O najlepszy i wszechmocny, który tak się troszczysz o każdego z nas, jakbyś tylko nim jednym się opiekował, i tak czuwasz nad wszystkimi, jakby każdy był dla Ciebie tym jedynym. Jakże inaczej można by wytłumaczyć i to, że gdy mi opowiedziała widzenie, a ja próbowałem interpretować je tak, jakoby nie powinna wątpić, że to ona kiedyś stanie się tym, czym ja byłem — odparła natychmiast, bez żadnego wahania: „Nie! On mi nie powiedział: «Gdzie on, tam i ty», lecz przeciwnie: «Gdzie ty, tam i on»”. Nieraz już to wspominałem i oto jeszcze raz przed Tobą, Panie, wyznaję, starając się dokładnie sobie przypomnieć, jak wielkie wrażenie uczyniła na mnie ta odpowiedź, której mi udzieliłeś przez usta mojej matki. Nie zwiodła jej ani przez chwilę moja błędna, a mająca tak wielki pozór prawdy interpretacja snu. Ona od razu zrozumiała to, co trzeba było pojąć, a czego ja zupełnie nie dostrzegłem, dopóki ona mi nie powiedziała.

Poruszyło mnie to jeszcze bardziej niż sam ów sen, w którym radość mająca nadejść znacznie później została tej pobożnej kobiecie na tak wiele czasu naprzód zapowiedziana, aby ją w jej udręce pocieszyć. Bo miało jeszcze upłynąć prawie dziewięć lat, podczas których nurzałem się głęboko w bagnie i ciemności fałszu. Nieraz usiłowałem się z niego wydobyć, miotałem się, ale wtedy błoto jeszcze gęściej mnie oblepiało i głębiej zapadałem. A przez cały ten czas owa cnotliwa, pobożna i roztropna kobieta, taka wdowa, jaka bliska jest Twemu upodobaniu, już podniesiona na duchu owym widzeniem, lecz wcale nie mniej płacząca nadal, wzdychająca ku Tobie, każdej godziny wśród wielu łez zanosiła w mojej intencji modlitwy do Ciebie. Docierały jej modlitwy przed oblicze Twe; a jednak pozwalałeś, abym nadal się miotał i omotywał w ciemności. Jak pamiętam, jeszcze raz przemówiłeś w owym okresie do niej. Wiele zresztą spraw pomijam, bo spieszno mi jest do innych, które jeszcze gorliwiej pragnę Ci wyznać; a wiele też szczegółów zapomniałem. Ale pamiętam, że dałeś jeszcze jedną odpowiedź na jej modlitwy, tym razem przez usta Twego kapłana, pewnego biskupa, który życie spędził w Kościele i dobrze znał Twoje Księgi. Moja matka prosiła go, by zechciał ze mną porozmawiać i odeprzeć moje błędy: wybić mi z głowy złe przekonania, a zaszczepić poglądy właściwe. Ów biskup nieraz to czynił, gdy spotykał odpowiednich słuchaczy. Ale tej prośbie odmówił, co było — jak później zrozumiałem — na pewno rozsądne. Powiedział, że jeszcze nie dojrzałem do słuchania pouczeń. Szumiała mi bowiem w głowie nowość owej herezji, a wielu prostych ludzi udawało mi się zaskoczyć moimi sofizmatami, jak o tym ona sama biskupowi opowiedziała. „Zostaw go — rzekł — i tylko módl się za niego do Pana. Sam studiując odkryje, jak niedorzeczny to jest błąd i jak niegodziwa bezbożność.”

Jednocześnie opowiedział jej, że jego samego jako dziecko własna matka, której zamącono w głowie, oddała na wychowanie manichejczykom i nie tylko przeczytał on prawie wszystkie ich księgi, ale nawet sporządził ich odpisy. I chociaż nikt mu nie wyjaśnił, jak się sprawy mają, sam zrozumiał, że trzeba od tej sekty uciec jak najdalej, i opuścił ją. To wszystko jeszcze nie przekonało mojej matki. Nadal płacząc, błagała go, by zechciał się ze mną spotkać i podyskutować. W końcu, już zniecierpliwiony, rzekł: „Zostaw mnie, idź w pokoju. Nie może się to stać żeby syn takich łez miał zginąć”. W późniejszych latach nieraz mi mówiła, że słowa te przyjęła jako orędzie z nieba.”

Nawrócenie świętego Augustyna nastąpiło, gdy wyjechał do Rzymu i poznał świętego Ambrożego. Początkowo nie przyjmował głoszonych przez niego treści, podziwiając jedynie jego talent oratorski i retoryczny. Jednak z czasem zaczął zachwycać się trafnością tej nauki. To właśnie wtedy pokochał tego człowieka i jego słowa. Wtedy poczuł, że św. Ambroży to osoba zesłana mu przez Boga, a w nim samym zaczęło kiełkować ziarenko wiary. Modlitwy jego matki zostały wysłuchane.

Przytoczone fragmenty to tylko urywki z całej historii upadków i wzlotów, który dzięki wytrwałej modlitwie swojej matki nawrócił się i został wyniesiony na ołtarze jako święty. To także wyjątkowe świadectwo gorliwości świętej Moniki. Sam Augustyn mówił: „To, kim się stałem i w jaki sposób zawdzięczam mojej matce”.

Każda modlitwa może zdziałać cuda! Nie ustawajmy!

Wysyłka materiałów promocyjnych

Posted: 27 Sierpień 2013 by Sandra Kwiecień in materiały
Tags:

IMG_20130827_094816

Nie wszędzie możemy dotrzeć, lecz z Waszą pomocą informacje o Dziele Duchowej Adopcji Kapłanów mogą pojawić się w Waszych parafiach, uczelniach, szkołach czy wspólnotach 🙂 Tuż przed rozpoczęciem roku szkolnego DDAK organizuje kolejną wysyłkę materiałów promocyjnych. Wszyscy chętni, którzy chcieliby pomóc nam w promowaniu akcji mogą bezpłatnie otrzymać paczkę zawierającą następujące materiały:

  • dwa plakaty A3 (jeden poziomy i jeden pionowy),
  • trzy zestawy ulotek A5 (łącznie kilkadziesiąt sztuk),
  • paczuszka ulotek informujących, dwustronna, w formacie A5,
  • jedna „gazetka” informująca, do wywieszenia – dwie kartki A4,
  • zestaw formularzy zgłoszeniowych (można pośredniczyć w przekazywaniu adopcji i wysłać nam wpisane zgłoszenia mailem),
  • dla katechetów – płyta CD z dwoma prezentacjami o DDAK.

Przykładowy zestaw obejmuje:

IMG_20130827_102211

Z całego serca dziękujemy wydawnictwu Hlondianum za przygotowanie graficzne oraz dostarczenie nam kilkuset plakatów A3, a także w sposób szczególny pragniemy podziękować Agnieszce Dankiewicz za ogrom pracy włożony w przygotowanie ulotek oraz płyt z prezentacjami.

Aby otrzymać zestaw materiałów, wystarczy napisać maila na adres:

sandra.kwiecien@gmail.com

o tytule: „Materiały promocyjne”. W treści wiadomości należy podać adres, na który mamy przesłać paczkę. W przypadku tych osób, które mają możliwość dotarcia do kilku parafii/wspólnot/szkół możemy załączyć większą ilość plakatów A3 oraz ulotek A5. Katecheci mający możliwość przedstawienia prezentacji na zajęciach, otrzymają także płytę CD. Wystarczy tylko zaznaczyć to w mailu.

Mądrzejsi o doświadczenia z poprzedniej wysyłki, nieco lepiej spakujemy zamawiane przez Was materiały. Dostarczane będą one w kopertach bąbelkowych o gigantycznym rozmiarze A3 – nie ma więc szans, by zmieściły się w skrzynce 🙂 Do każdej koperty wkładany będzie karton usztywniający, utrudniający Poczcie Polskiej zmiażdżenie przesyłki 😉 Miejsce zaklejenia koperty będzie dodatkowo oklejone taśmą klejącą. Mamy nadzieję, że materiały dotrą do Was w przyzwoitym stanie. Wszystkie koperty będą wysyłane priorytetem, od czwartku do poniedziałku.

Z uwagi na ogromną ilość zamówień (jak do tej pory – największą, przekraczającą nasze najśmielsze oczekiwania), termin przyjmowania Waszych zamówień to TYLKO 27.08. i 28.08.

IMG_20130827_095010

Niechciana modlitwa

Posted: 25 Sierpień 2013 by Sandra Kwiecień in modlitwa, przemyślenia
Tags: ,

no

Moja modlitwa nie była chciana.

Pierwsza adopcja nie była zbyt szczęśliwa. Spotkała się z podejrzliwością i zdziwieniem. Po trzech latach zresztą nadal tak jest. Po prostu tak bywa.

Nie każda modlitwa jest mile widziana. Może wzbudzić niechęć lub nawet drwinę, która wzbudzi w nas żal, smutek i gorycz. Jak to tak? Robi nam się przykro i zniechęcamy się. Lub idziemy dalej: zaczynamy czuć złość i rezygnujemy na dobre, mówiąc sobie: „Nie, to nie”. To zachowanie jak najbardziej ludzkie. Ale nie tak postępuje chrześcijanin.

Modlitwa to potężny środek przemieniający oblicze świata. Dzięki naszej modlitwie świat przekształca się bez przerwy w królestwo Boże, w królestwo dobra, miłości i prawdy. Pismo św. bardzo często wspomina, że Chrystus wiele czasu poświęcał na rozmowę z Ojcem niebieskim. Oddalał się od tłumu i w samotności rozmawiał z Bogiem Ojcem. Przed wyborem dwunastu apostołów „Jezus wyszedł na górę, aby się modlić, i całą noc spędził na modlitwie do Boga”. Zbawiciel modlił się o jedność swoich uczniów, którzy mieli pojednać i scalić rozbitą przez nienawiść i grzech ludzkość. Prosił więc Ojca niebieskiego: „Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie postał”.

Jezus modlił się przede wszystkim za tych, którzy tego nie chcieli. Nie chodził do każdego z osobna i nie pytał: „Przepraszam, czy nie masz nic przeciwko temu, żebym się za ciebie pomodlił?”. Modlił się On nawet o to, czego sam nie chciał. „Ojcze, jeżeli możesz, oddal ode mnie ten kielich”. Czytamy: „Ojcze, nie poczytuj im tego za złe, bo nie wiedzą, co czynią”. Tak jest także wtedy, gdy ktoś odrzuca dar modlitwy. Tylko głupiec uważa, że jej nie potrzebuje.

Wiedząc, jak wielkie znaczenie będzie mieć modlitwa dla naszego wiecznego zbawienia, dla naszej przemiany oraz dla przekształcania świata Jezus napomina nas: „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam.” Ile razy jeszcze On musi nam to powtarzać? A powtarza: w Ewangeliach czytanych na Mszach świętych, w osobistej lekturze Pisma Świętego, podczas rekolekcji, spotkań we wspólnocie. Wciąż i wciąż – byśmy nigdy nie zapominali i byśmy nie upadali na duchu. Modlącego się człowieka Bóg umacnia swoją wszechmocą. Mamy wiele przykładów świętych, których modlitwa zmieniała świat, a zostali powołani także dlatego, by dawać świadectwo temu, że można, że da się, że nie warto się poddawać.

Zdarza się, że sami kapłani nie chcą naszej modlitwy i odwracają się od naszego daru. Ale to jest wówczas prawdziwa miłość bliźniego. Gdy nic z tego nie mamy, a wszystko rozgrywa się między nami a Bogiem. Jak inaczej mamy się modlić za nawrócenie braci i sióstr lub ludzi, którzy błądzą? Jak inaczej scalić rozbitą przez nienawiść i grzech ludzkość, jeśli nie modlitwą?

Może i uwierzymy, że mamy się modlić. Ale wątpimy, że ma to jakikolwiek sens, skoro przez rok, dwa, pięć – nie widzimy rezultatów.

To jest szkoła wiary dla tego, który się modli i dla tego, który jest omadlany. Bóg powoli, lecz nieustępliwie przemienia serca człowieka. Czasem trzeba lat lub całych dekad, by człowiek w końcu zrozumiał jak bardzo czuje się pusty i nieszczęśliwy bez prawdziwej Miłości. Chyba każdy z nas wie, jak smakuje owoc pychy, który sprawia, że trudno przełknąć nam własną dumę i przekonanie o samowystarczalności i uklęknąć w pokorze przed Stwórcą. A przecież dzisiaj panuje kult człowieka i wszystko wokół nam mówi, że to MY, ludzie rządzimy światem. To nieustannie wpajane przekonanie tym bardziej utrudnia nawrócenie. Ale nie czyni go niemożliwym.

Im bardziej ktoś nie chce, by się za niego modlono, tym bardziej należy to czynić. W przeciwnym przypadku zostawiasz swojego bliźniego samemu sobie. Kto mu wówczas pomoże, jeśli nie Ty? Bóg tak bardzo pragnie, byśmy się modlili za siebie i za innych. Miłość, cierpliwość i modlitwa to nasz oręż, to właśnie to, co ma nas wyróżniać spośród innych.

Nie poddawaj się.

Kapłan – pasterz i przewodnik

Posted: 20 Sierpień 2013 by Agnieszka Dankiewicz in kapłani, religia
Tags: ,

10.04.2012 Wroclaw , konfesjonal spowiedz kosciol Fot. Pawel Koziol / WP.PL

W Liście Novo Millennio ineunte zostało wyliczonych siedem priorytetów duszpasterskich: świętość, modlitwa, Najświętsza niedzielna Eucharystia, sakrament pojednania, pierwszeństwo łaski, słuchanie słowa i przepowiadanie słowa. Owe priorytety, które ukazały się szczególnie dzięki przeżyciu Wielkiego Jubileuszu, stanowią nie tylko istotną treść zagadnień, nad którymi winni z uwagą rozmyślać proboszczowie i wszyscy kapłani uczestniczący w duszpasterstwie parafialnym, lecz także streszczają w sobie ducha, który winien być natchnieniem dzieła duszpasterskiej odnowy.

Bez kapłanów prawdziwie świętych trudno byłoby o dobry laikat i wszystko zostałoby jakby przygaszone; podobnie też bez chrześcijańskich rodzin – domowych Kościołów – trudno marzyć o nadejściu wiosny powołań. Dlatego popełniają błąd ci, którzy dla uwydatnienia roli laikatu spychają w cień sakramentalne kapłaństwo. Czyniąc tak, ostatecznie wymierzają karę samemu laikatowi i narażają na bezpłodność całą misję Kościoła.

Wytyczanie drogi i budowanie fundamentu dla całego programu duszpasterskiego polega więc na tym, aby pomagać naszym wspólnotom w ponownym odkryciu powszechnego powołania wszystkich chrześcijan do świętości. Trzeba przypominać, że dusza wszelkiego apostolstwa zakorzenia się w wewnętrznym życiu Bożym; że niczego nie można stawiać ponad miłość Chrystusa; że w każdej sprawie mamy szukać większej chwały Bożej, że mamy przeżywać chrystocentryczny dynamizm  maryjnej zasady „totus tuus!” Pedagogia świętości jest „fundamentem programu duszpasterskiego” i stanowi główne duszpasterskie wyzwanie w kontekście obecnego czasu. W Kościele świętym wszyscy wierni są powołani do świętości.

Z całą pewnością nie omijają proboszczów i innych prezbiterów służących różnym wspólnotom, duszpasterskie trudności, duchowe i fizyczne zmęczenie i przepracowanie, któremu nie zawsze mogą zaradzić poprzez okresy zdrowego wewnętrznego skupienia i zasłużonego wypoczynku. Jakiej wreszcie doznają goryczy, gdy często muszą stwierdzić, że podmuch sekularyzacji wysusza glebę, na której z długotrwałym trudem siali dobre ziarno!

Szerząca się kultura sekularyzmu, która usiłuje uwięzić kapłana w systemie właściwych jej kategorii myślenia, ogołocić go z podstawowego dla jego życia wymiaru misteryjno-sakramentalnego, jest w znacznej mierze odpowiedzialna za to zjawisko. Stąd rodzą się przypadki zniechęcenia, które mogą prowadzić do izolacji, do pewnego rodzaju depresyjnego fatalizmu albo do rozpraszającego aktywizmu. Nie przeszkadza to jednak, że znaczna większość kapłanów w całym Kościele, podzielając zatroskanie swoich biskupów, mężnie stawia czoło trudnym wyzwaniom obecnego biegu historii oraz potrafi przeżywać z niezmąconą radością swoją kapłańską tożsamość i ofiarnie pełnić pasterską posługę.

Oby każdy z nich pełniąc swój codzienny „urząd” pasterskiej posługi, mógł się cieszyć macierzyńską pomocą Królowej Apostołów i był z Nią złączony więzią głębokiej komunii. „Jest [bowiem] w naszym służebnym kapłaństwie zdumiewający i przejmujący wymiar bliskości wobec Matki Chrystusa”. Pociechą jest dla nas świadomość, że „towarzyszy nam Matka Odkupiciela, która wprowadza nas w misterium odkupieńczej ofiary swojego Boskiego Syna. „Ad Iesum per Mariam”: niech to będzie nasz codzienny program życia duchowego i duszpasterskiego!”.

Instrukcja Kongregacji do spraw Duchowieństwa

„Kapłan – pasterz i przewodnik wspólnoty parafialnej”

4 sierpnia 2002 roku

Maryja – człowiek modlitwy

Posted: 15 Sierpień 2013 by Agnieszka Dankiewicz in święta
Tags:

blog_dk_4572995_6851959_tr_19

Dziś, 15 sierpnia, Kościół obchodzi uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Prawda ta była przekazywana z ogromną wiarą w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, ponieważ uważano, że ciało Maryi, kobiety bez grzechu pierworodnego poczętej, nie może zostać skalane – dlatego też została wzięta do nieba.

Święto to zaczęto obchodzić już w VII wieku w Rzymie, jednak oficjalny dogmat został ogłoszony dopiero w 1950 roku. Dla każdego z nas jest to dobra okazja, aby jeszcze raz przyjrzeć się Tej, która została obdarzona szczególną łaską przez Boga. Na kartach Pisma świętego każdy z nas potrafi wskazać wiele fragmentów, które opisują Maryję jako bezpośredniego uczestnika tych biblijnych wydarzeń. Jednym tchem możemy wymienić zwiastowanie, nawiedzenie świętej Elżbiety, poszukiwanie gospody przed narodzinami Jezusa… Czytając kolejne wersety możemy wyobrazić sobie matkę, która z największym oddaniem zajmuje się swoim Dzieckiem, obserwuje każdy postęp w Jego rozwoju. Łatwo wczujemy się w Jej strach, kiedy szukała zagubionego Jezusa w Jerozolimie i radość, gdy się odnalazł. Widzimy także Jej całkowite zaufanie i wiarę w Syna, kiedy na weselu w Kanie Galilejskiej mówi do sług: „Uczyńcie wszystko, cokolwiek Wam powie”. Śledząc Jej losy, mamy także obraz Jej cierpienia i bólu, przeżywanego podczas drogi krzyżowej i śmierci Syna.

W dniu dzisiejszym, oprócz wspomnianych wyżej sytuacji, warto przytoczyć jeszcze fragment opisujący stan pierwotnego Kościoła po wniebowstąpieniu Chrystusa. Jest to także biblijne wydarzenie, w którym po raz ostatni wspomniany jest bezpośredni udział Maryi. „Wtedy wrócili do Jerozolimy z góry, zwanej Oliwną, która leży blisko Jerozolimy, w odległości drogi szabatowej. Przybywszy tam weszli do sali na górze i przebywali w niej: Piotr i Jan, Jakub i Andrzej, Filip i Tomasz, Bartłomiej i Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Szymon Gorliwy, i Juda, [brat] Jakuba. Wszyscy oni trwali jednomyślnie na modlitwie razem z niewiastami, Maryją, Matką Jezusa, i braćmi Jego.” (Dz 1, 12-14) W ten sposób odkrywamy to, co było najważniejsze w życiu Maryi – modlitwa.

Wydarzenia, w których uczestniczyła były ciągłym rozważaniem Słowa Bożego w Jej sercu. Wielbiła Boga, oddając Mu wszystkie codzienne obowiązki, sprawy, troski, problemy i radości – na tym polegała Jej modlitwa. Wszystko to, co ludzkie podporządkowywała temu, co Boże. O modlącej się Maryi napisze o. Alfono Milagro CMF w swoich rozważaniach: „Maryja modląca się stanowi dla nas wzór w naszych relacjach osobistych i wewnętrznych z Panem Bogiem. Maryja zawsze trwała na modlitwie, cały czas żyła rozmową z Ojcem jako Jego umiłowana Córka, ze Słowem, które było Jej umiłowanym Synem (…). Dlatego w swoim życiu Maryja bardziej była przejęta tym, aby kochać, niż tym aby rozumieć. Kochała to, co rozumiała i kochała choć czegoś nie rozumiała. Kochała ponad wszystko i wszystko przeżywała w wymiarze miłości.”. Wpatrując się w Maryję, pozwólmy Jej prowadzić nas ku Chrystusowi, ku Bogu, ku niebu. Przyjmijmy Ją jako wzór. To od niej możemy uczyć się tego, jak codziennie zawierzać się Bogu poprzez modlitwę i jak wśród ludzkich spraw dostrzegać Boży pierwiastek – miłość.

Dźwięk złamanej ciszy

Posted: 11 Sierpień 2013 by Sandra Kwiecień in przemyślenia
Tags:

Wiedza i łaska wiary.  Teologia i ufność. Jak poznać Boga? Jak naprawdę uwierzyć?

Nie wystarczy sama łaska lub tylko rozum. Potrzeba czegoś więcej.

Doświadczenia Boga.

Wiele mi dano. Między innymi łaskę wiary tak silną, że nie potrafię – choćbym chciała – zanegować istnienia Boga. Niezależnie od tego jak wiele złego mnie spotyka, jak wiele przykrości doświadczam, jak bardzo próbuje się wykpić Stwórcę i Kościół – nie potrafię. Silne przekonanie o Jego istnieniu, całkowicie niezachwiane i dogłębne, sprawia, że musiałabym podważyć swoje własne istnienie. A przecież jestem.

By jednak żyć święcie i powstawać uparcie z najgorszych nawet upadków – to dla mnie wciąż za mało. Szybko przychodzi rozczarowanie swoją postawą, pojawia się zniechęcenie i gorycz. Co mi przychodzi z mojej pewności? Tylko świadomość jak mała i grzeszna jestem wobec Stwórcy, który jest Miłością. Mimo wszystko – poddaję się.

Doświadczenie Boga przemienia jednak nawet tak zatwardziałe, rozgoryczone serce.

Bardzo lubię fragment z Księgi Królewskiej, w którym Eliasz doświadcza Pana. Znamy to zdanie: „w szmerze łagodnego powiewu”. I ja także właśnie tak przeżywam swoje spotkanie z Bogiem. Gdy wyrzucam z głowy wszystkie niepotrzebne bzdury, gdy przestaję rozmyślać nad swoimi problemami, gdy przestaję prosić o łaski – gdy po prostu milknę i ucicha we mnie wszystko, wtedy następuje Spotkanie. Każdy ma inne miejsce, co innego do niego przemawia. Dla mnie wyjątkowym jest właśnie szmer liści na wietrze. Mogę przechodzić obojętnie i nie zwrócić na to uwagi. A mogę też przystanąć i posłuchać. Za każdym razem moja wiara rodzi się wówczas na nowo.

W języku hebrajskim doświadczenie Eliasza brzmi jednak inaczej. Dosłownie opisane jest nie jako „szmer łagodnego powiewu”, lecz qol demamah daqqah – „głos złamanej ciszy” lub „lekki głos ciszy”. Oczekujemy od Boga, że objawi się nam wśród fajerwerków, spektakularnych cudów, a tymczasem On – niewidzialny i niewypowiedzialny – przemawia do nas łagodnie, daje się odkryć w cichej izdebce naszego serca i umysłu.

Dziś Dzień Pański. Usiądź więc razem ze mną. Posłuchajmy ciszy.

Nuże więc, człeczyno, oderwij się nieco od swych zajęć, schroń się na chwilę przed naporem twych burzliwych myśli. Odrzuć teraz przytłaczające cię niepokoje i odłóż na później wyczerpujące cię troski. Zajmij się nieco Bogiem i spocznij w Nim na chwilę. Wejdź do izdebki twego umysłu, wyrzuć z niej wszystko prócz Boga i tego, co cię wspomaga w poszukiwaniu Go, i zamknąwszy drzwi, szukaj Go. Mów teraz, całe serce moje mów teraz do Boga: Szukam oblicza Twego, oblicza Twego, o Panie, poszukuję!”

św. Anzelm z Canterbury