Niechciana modlitwa

Posted: 25 sierpnia 2013 by Sandra Kwiecień in modlitwa, przemyślenia
Tagi: ,

no

Moja modlitwa nie była chciana.

Pierwsza adopcja nie była zbyt szczęśliwa. Spotkała się z podejrzliwością i zdziwieniem. Po trzech latach zresztą nadal tak jest. Po prostu tak bywa.

Nie każda modlitwa jest mile widziana. Może wzbudzić niechęć lub nawet drwinę, która wzbudzi w nas żal, smutek i gorycz. Jak to tak? Robi nam się przykro i zniechęcamy się. Lub idziemy dalej: zaczynamy czuć złość i rezygnujemy na dobre, mówiąc sobie: „Nie, to nie”. To zachowanie jak najbardziej ludzkie. Ale nie tak postępuje chrześcijanin.

Modlitwa to potężny środek przemieniający oblicze świata. Dzięki naszej modlitwie świat przekształca się bez przerwy w królestwo Boże, w królestwo dobra, miłości i prawdy. Pismo św. bardzo często wspomina, że Chrystus wiele czasu poświęcał na rozmowę z Ojcem niebieskim. Oddalał się od tłumu i w samotności rozmawiał z Bogiem Ojcem. Przed wyborem dwunastu apostołów „Jezus wyszedł na górę, aby się modlić, i całą noc spędził na modlitwie do Boga”. Zbawiciel modlił się o jedność swoich uczniów, którzy mieli pojednać i scalić rozbitą przez nienawiść i grzech ludzkość. Prosił więc Ojca niebieskiego: „Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie postał”.

Jezus modlił się przede wszystkim za tych, którzy tego nie chcieli. Nie chodził do każdego z osobna i nie pytał: „Przepraszam, czy nie masz nic przeciwko temu, żebym się za ciebie pomodlił?”. Modlił się On nawet o to, czego sam nie chciał. „Ojcze, jeżeli możesz, oddal ode mnie ten kielich”. Czytamy: „Ojcze, nie poczytuj im tego za złe, bo nie wiedzą, co czynią”. Tak jest także wtedy, gdy ktoś odrzuca dar modlitwy. Tylko głupiec uważa, że jej nie potrzebuje.

Wiedząc, jak wielkie znaczenie będzie mieć modlitwa dla naszego wiecznego zbawienia, dla naszej przemiany oraz dla przekształcania świata Jezus napomina nas: „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam.” Ile razy jeszcze On musi nam to powtarzać? A powtarza: w Ewangeliach czytanych na Mszach świętych, w osobistej lekturze Pisma Świętego, podczas rekolekcji, spotkań we wspólnocie. Wciąż i wciąż – byśmy nigdy nie zapominali i byśmy nie upadali na duchu. Modlącego się człowieka Bóg umacnia swoją wszechmocą. Mamy wiele przykładów świętych, których modlitwa zmieniała świat, a zostali powołani także dlatego, by dawać świadectwo temu, że można, że da się, że nie warto się poddawać.

Zdarza się, że sami kapłani nie chcą naszej modlitwy i odwracają się od naszego daru. Ale to jest wówczas prawdziwa miłość bliźniego. Gdy nic z tego nie mamy, a wszystko rozgrywa się między nami a Bogiem. Jak inaczej mamy się modlić za nawrócenie braci i sióstr lub ludzi, którzy błądzą? Jak inaczej scalić rozbitą przez nienawiść i grzech ludzkość, jeśli nie modlitwą?

Może i uwierzymy, że mamy się modlić. Ale wątpimy, że ma to jakikolwiek sens, skoro przez rok, dwa, pięć – nie widzimy rezultatów.

To jest szkoła wiary dla tego, który się modli i dla tego, który jest omadlany. Bóg powoli, lecz nieustępliwie przemienia serca człowieka. Czasem trzeba lat lub całych dekad, by człowiek w końcu zrozumiał jak bardzo czuje się pusty i nieszczęśliwy bez prawdziwej Miłości. Chyba każdy z nas wie, jak smakuje owoc pychy, który sprawia, że trudno przełknąć nam własną dumę i przekonanie o samowystarczalności i uklęknąć w pokorze przed Stwórcą. A przecież dzisiaj panuje kult człowieka i wszystko wokół nam mówi, że to MY, ludzie rządzimy światem. To nieustannie wpajane przekonanie tym bardziej utrudnia nawrócenie. Ale nie czyni go niemożliwym.

Im bardziej ktoś nie chce, by się za niego modlono, tym bardziej należy to czynić. W przeciwnym przypadku zostawiasz swojego bliźniego samemu sobie. Kto mu wówczas pomoże, jeśli nie Ty? Bóg tak bardzo pragnie, byśmy się modlili za siebie i za innych. Miłość, cierpliwość i modlitwa to nasz oręż, to właśnie to, co ma nas wyróżniać spośród innych.

Nie poddawaj się.

Reklamy
Komentarze
  1. Rafał pisze:

    „Modlitwa to potężny środek przemieniający oblicze świata. Dzięki naszej modlitwie świat przekształca się bez przerwy w królestwo Boże, w królestwo dobra, miłości i prawdy.”

    Co do tego „bez przerwy”… Owszem, świat przekształca się bez przerwy, ale ogólnie rzecz ujmując niestety nie w „królestwo dobra i miłości”. Każdy może tłumaczyć to czym chce, ale fakt jest faktem, że na gorsze. Wystarczy obejrzeć wiadomości w telewizji, by dowiedzieć się o strasznych katastrofach, atakach, naturalnych żywiołach niszczących wszystko co stoi na ich drodze, głodnych, chorych… Dziwne to, bo modlitw jest coraz więcej.

    Mimo wszystko, zgadzam się, że „modlitwa to potężny środek przemieniający oblicze świata”. Więc nie ustawajmy w modlitwie, tej formalnej i całkiem intymnej, spontanicznej. Może dzięki temu będziemy choć trochę lepsi? Nie zaszkodzi spróbować!

  2. D. pisze:

    Ja mam od prawie roku 2 adoptowanych kapłanów na stałe i powiem Wam, że kiedy dowiedzieli się o adopcjach to od razu zapewnili też o swojej modlitwie w mojej intencji i bardzo się ucieszyli. Znam się z nimi bardzo dobrze i pomimo tego, że dzieli nas miejsce zamieszkania to jesteśmy w kontakcie. Jak na razie nic się nie popsuło. W ogóle to ja bardzo często dostaje od nich sms-a treści: „Pozdrawiam i pamiętam przed Panem”. Czasem jest z mojej strony trudno sie za nich modlić, ale taki sms dodaje jakoś skrzydeł. Pozdrawiam serdecznie.

    • MW pisze:

      To prawda. Takie krótkie: Pamiętam w modlitwie. ” – uskrzydla, gdy człowiek czuje się taki :mały”… Ktoś, może nawet daleko, ale PRZY TOBIE BLISKO…

  3. Agnesee pisze:

    Moja adopcja stała została przyjęta z radością ze strony kapłana. Jednak od chwili, gdy otrzymał kartę adopcyjną, do akcji z całą mocą wkroczył Szatan. Nieustannie i adoptowany przeze mnie kapłan i ja jesteśmy atakowani przez Złego. Czasami, tak jak dzisiaj, nie mam siły walczyć.( Hmmm i chyba mi też przydałaby się tak adopcja modlitewna.)

  4. Anna pisze:

    Myślę, że pogorszenie relacji z adoptowanym kapłanem może wynikać z jego rozczarowania osobą adoptującą. Być może oczekuje on, że to będzie ktoś „lepszy”, bardziej godny… Jeśli jednak kapłan sam oddaje się do duchowej adopcji, to powierza się Bogu i działaniu Ducha świętego, który skłania adoptującego do podjęcia tego dzieła. Tak więc trzeba Panu Bogu zaufać i uznać, że to właśnie ta, a nie inna osoba, była dla konkretnego kapłana przeznaczona.

  5. eMka pisze:

    Ja mam dwie stałe adopcje i jedną terminową. Jest ciężko, szczególnie wtedy, kiedy samemu się podupada na duchu. Jest ciężko, bo od momentu adopcji moje relacje z tymi kapłanami się pogorszyły i to niezależnie od tego, czy dany ksiądz wiedział o mojej adopcji, czy nie. Jest ciężko, bo kusi, żeby zrezygnować, bo czasem to wydaje się bez sensu. Ale przecież my modlimy się za nich, by wypraszać potrzebne dla nich łaski, by byli kapłanami na wzór Chrystusa. Zawsze warto, niezależnie od reakcji kapłana. Kapłan to przede wszystkim człowiek – może różnie zareagować przecież.

    • A. pisze:

      Dzięki serdeczne za te słowa, może sprawią że „zacznę od nowa”, choć dawno się już poddałam.
      Szczęść Boże!

      • A. pisze:

        Proszę doradzić
        ak się modlić za kapłana, który skarży na mnie do lidera wspólnoty, który jak mały przedszkolak boi się prawdy, tej Ewangelicznej i nie przyznaje się do żadnej ludzkiej słabości bo chyba za grzesznika się nie uważa i powtarza tylko, że ma czyste serce???
        Czy ktoś, kto ma czyste serce przed Bogiem musi ogłaszać to światu? Czyny świadczą o sercu, a jeśli czyny są złe moralnie i etycznie, to po co kłamać?
        Jak się modlić za kapłana, który straszy i śledzi tych co niepochlebnie coś o nim powiedzą, bo jak mają czelność?
        Boże uwolnij nas od takich kapłanów, którzy zamiast być jak Pasterz strzegący swych owiec, są jak Wilk w przebraniu, „zabijający” owce.
        Maryjo módl się za nami.

  6. Kristina pisze:

    Bardzo dziękuję za ten wpis, myślę, że dotyka ważnej sprawy i chyba problemu w modlitwie za kapłanów. Myślę, ze czymś w rodzaju heroizmu jest modlitwa „niechciana”, zwłaszcza wtedy, gdy wydawało nam się, że spotka nas wdzięczność (nie chodzi mi o oczekiwanie, tylko o podświadome takie myślenie analogiczne z własną=wdzięczną reakcją na czyjąś modlitwę za nas).
    Mnie bardzo odpowiada idea adopcji duchowej kapłanów, bo mam wrażenie/przeczucie, że oni bardzo potrzebują ochrony modlitewnej, będąc na szczególnym celowniku Złego (na zasadzie „uderz w pasterza, rozproszą się jego owce”).
    Nie mogę zrozumieć jednak, dlaczego modlitwa może być niechciana i zastanawiałam się nad tym. Może w grę wchodzi samooobrona kapłana, nawet podświadoma, przed jakimś zaangażowaniem się w relację z osobą adoptującą?
    Co wtedy robić? Myślę, że zawierzać i ofiarować modlitwę Matce Bożej Kapłańskiej, warto Jej ofiarować w ogóle relację z adoptowanym kapłanem/kapłanami i często ponawiać to zawierzenie, zwłaszcza w trudnościach.
    Serdecznie pozdrawiam wszystkich adoptujących, zwłaszcza tych z problemem modlitwy niechcianej!

    • Rafał pisze:

      Ta granica przed zaangażowaniem się w relację pomiędzy osobą świecką a kapłanem czy zakonnikiem jest bardzo cienka. Księża i bracia zakonni to też ludzie, a relacje międzyludzkie mają to do siebie, że ewoluują, mogą czasem przerodzić się u obojga w coś o wiele bardziej głębszego, a nawet intymnego. Trzeba uważać.

  7. B. pisze:

    26 sierpnia przed dwoma laty podjęłam się duchowej adopcji xm – najpierw na rok, potem przedłużyłam na kolejny rok. Dziś jest rocznica i zarazem ostatni dzień mojej deklaracji w ramach DDAK. Dokładnie 730 dni modlitwy, 60 Mszy świętych i przyjętych w Jego intencji Komunii…(pewnie było dużo, dużo więcej – ale te w ramach DDAK to zawsze 12 i 13 dnia miesiąca – dzień urodzin i święceń kapłańskich) Można rzec – dużo i mało, bo cóż to jest na 15 lat kapłaństwa? Może i niewiele, ale jednak coś…

    Czy było trudno? Nie. Chociaż, może czasem… Kiedy między nami były jakieś zgrzyty lub niedomówienia – a ja miałam akurat Mszę i Komunię ofiarować.. To bywało trudne! Ale może właśnie to ratowało nas, jako ludzi – modlitwa… I, nawet jak czasem nie chciało mi się modlić za samą siebie – to za niego się modliłam.

    Ktoś powie – bez sensu. Może. Ale ja wierzę, że ta modlitwa wiele dawała i daje. Że może nie namacalnie, ale jednak pomagała, jemu – jako kapłanowi, może nie raz spojrzeć – nie oczyma człowieka, a samego Boga, na niejedną z ludzkich spraw.

    Zachęcam więc – do podjęcia się tego dzieła. Macie przecież w swoich kościołach tylu księży. Oni się modlą – ale modlitwy też potrzebują! Takiej właśnie cichej towarzyszki dnia codziennego…

  8. Sorella pisze:

    Moi Drodzy,żałuje że cokolwiek napisalam wywołując tym tyle przykrych słów. Kapłanów tych adoptowałam świadomie(od 1,5 roku) i wiem czym jest duchowa adopcja. I nie oczekuje żadnych profitów moralnych,ani żadnych innych. I nie zrezygnowałam z modlitwy za nich. I nie obnosze się z tym że cierpie i nie jest to moje Ja. Ale nie życzę nikomu nawet przysłowiowemu wrogowi przeżyć i doświadczyć tego co ja. Tymbardziej że pracowałam z dwoma (jednocześnie) 15 godzin na dobę i doświadczać nawet złośliwości i być „jedyną przyczyną wszystkich niepowodzeń” jednego z nich. Pozdrawiam wszystkich moich „za i przeciw”.

    • A. pisze:

      Proszę nie żałować, każda wypowiedź ma swoją wartość. Jednemu pomoże, innego zadziwi ale tacy jesteśmy my ludzie – różni. Ze swej strony wyrażam uznanie za wytrwanie. To najważniejsze, zwłaszcza kiedy jest trudno. Bóg patrzy na serce, ofiarę i intencję i na pewno cieszy Go każda modlitwa za swoich wybranych. Szczęść Boże!

  9. Każdy adoptujący kapłana powinien zadać sobie pytanie co to jest adopcja i co znaczy otoczyć drugą osobę modlitwą.Jeśli wspieramy kogoś modlitwą to nie oczekujmy ogromnej wdzięczności i tego że kapłan będzie 24 godziny myślał o nas i naszym poświęceniu. Ma przecież dużo innych spraw do przemyślenia rozwiązania przemodlenia.Tu właśnie zaczyna się nasza rola;ciche modlitewne towarzyszenie mu w jego pracy ewangelizacyjnej.Bóg na pewno da nam i kapłanowi poznać owoce naszej modlitwy jeśli nie teraz to na pewno w niebie. Tam dopiero będziemy zaskoczeni w ilu sytuacjach trudnych Bóg słuchając naszej modlitwy pomagał kapłanowi i dzięki niemu ilu ludziom udzielał łask.Tak jak Maryja towarzyszyła Jezusowi tak i my w cichości modlitwy towarzyszmy kapłanom adoptowanym. Zamiast wpatrywać się czy kapłan jest lub nie jest zadowolony z naszej adopcji czy się uśmiechnie do nas czy nie wpatrujmy się w oblicze Jezusa,który patrzy na nas i naszą adopcję.Jeśli nad naszymi adopcjami będzie górowało nasze JA to nigdy nie będziemy mogli pięknie przeżywać adopcji. Zawsze wkradnie się żal oczekiwanie wdzięczności od kapłana bo to JA jestem kimś ważnym bo się modlę. przecież nie o to w opiece modlitewnej chodzi.Duchową adopcję kapłana można pięknie przeżywać jeśli potrzeby kapłana jego radości i trudy będziemy na modlitwie omawiać tylko z Bogiem i będą one ważniejsze od naszego JA.Taką modlitwę Bóg z radością przyjmie bo będzie widział naszą troskę o świętość życia i zbawienie naszego podopiecznego adoptowanego duchowo kapłana.Miejmy zawsze świadomość że w duchowej adopcji istnieją dwie strony ;pierwszą jest kapłan a drugą jesteśmy MY adoptujący i Bóg Który właśnie nam a nie komuś innemu powierzył pod opiekę tego a nie innego kapłana i To Bóg liczy na nas i na naszych kapłanów.Nie obrażajmy się na tych naszych kapłanów ale bądżmy ich podporą i pomocą w zmienianiu świata i nas na lepsze. Pozdrawiamy wszystkich adoptujących i naszych kochanych kapłanów.

  10. aga pisze:

    Drogie Panie zupełnie nie rozumiem dlaczego [czytaj dla czyjej właściwie chwały] adoptująca obnosi się ze swoją adopcją i oczekuje podświadomie, czy też nie, z tego tytułu jakichś profitów moralnych. Myślę, że dostateczne wyjaśnienie tego o co mi chodzi daje Mt 6,5-8.

    • Myślę, że nie należy wrzucać do jednego worka „obnoszenia się” ze zwykłą chęcią sprawienia komuś radości tym, że obiecało się modlitwę, tj. wsparcie i swoją pamięć. Mimo wszystko dla wielu wciąż kapłanów jest to coś, co już na samym poziomie psychicznym pomaga: świadomość, że jest ktoś, kto wymadla łaski i uczestniczy w ich kapłaństwie.

    • Kasia pisze:

      A ja myślę, że nie znając całej sytuacji Ago, zupełnie niepotrzebnie oceniasz autorkę. Czasem zupełnie przypadkiem wychodzi na jaw adopcja, czasem ksiądz mówi o adopcji w sposób pogardliwy nie wiedząc, że mówi do osoby, która go adoptowała…

  11. dziunius pisze:

    Myślę, że to był jeden z najbardziej potrzebnych postów tutaj… Dzięki, bo było to jak potwierdzenie,że to co robię jest słuszne. 🙂

  12. Sorella pisze:

    Dawno już nie wchodziłam na tę stronę. Dzisiaj jednak przez prawie przypadek otworzyłam i zainteresował mnie tytuł artykułu. Ja także mam niemiłe doświadczenie związane z adopcją. Mam kilku ‚podopiecznych’ na stałe i każda adopcja to oddzielny rozdział. Nie oczekuje nadzwyczajnych postępów „moich synów”,zniechęcona ich zachowaniem przestałam nawet tutaj zaglądać. Pierwszy podopieczny najpierw ucieszył się gdy mu powiedziałam,ale zaraz nasze relacje pogorszyły się do tego stopnia że stały sie nie do wytrzymania. Stał się arogancki i chamski,do tego stopnia był dziwny że zupełnie mnie unikał. Odrzucił moją przyjaźń i traktował mnie jak zło konieczne. Drugi potraktował moją adopcję jako zapewnienie powodzenia. Pierwsze i jedyne pytanie które mi zadał to czy ma wobec mnie jakieś zobowiązania i był b.zadowolony gdy usłyszał że nie. Trzeci nawet nie zareagował. Nie oczekiwałam nadzwyczajności ale to co mnie spotkało z ich strony zupełnie mnie przerosło. Długo nosiłam się z zamiarem rezygnacji…ale w końcu doszłam do wniosku że nie będę im żałować modlitwy. Zerwałam z nimi wszelkie kontakty,została modlitwa…i żal

    • Karolina pisze:

      Nie wiem czy to faktycznie po duchowej adopcji, ale moje relacje z podopiecznym także sie pogorszyły. Ale w modlitwie trwam. i tak jak osoba wyżej odczuwam żal.

  13. mZungu pisze:

    I zapraszam jeszcze do polubienia dobrych słów tutaj: https://www.facebook.com/dobreslowa12 Chwała Panu 🙂

  14. Olka pisze:

    Dlatego znajomego kapłana lepiej adoptować i modlić się za niego anonimowo.

  15. Joanna pisze:

    Dzięki za tekst! 🙂 W związku z tym, że w tym tygodniu wypada wspomnienie świętej Moniki, przypomina mi się też jeden z wcześniejszych artykułów, z maja, poświęcony właśnie jej. Ona to potrafiła wytrwać w modlitwie, pozornie daremnej i niewysłuchanej: kilkanaście lat! I jaki efekt? Syn nie tylko się nawrócił, ale i został świętym! Niesamowita kobieta o niesamowitej wierze.
    Czasem jak mam problemy z modlitwą, to myślę właśnie o niej, o jej wytrwałości i to mi pomaga, to mnie umacnia, przekonuje, że każdy wysiłek jest wart, aby go podjąć. Nawet kiedy my czujemy się zniechęceni, nie widzimy sensu, to wcale nie znaczy, że tak jest – Bóg jest większy od wszelkich naszych trudności, choć nie zawsze widzimy Jego działanie.
    „Bogu, który mocą działającą w nas może uczynić nieskończenie więcej, niż prosimy czy rozumiemy, Jemu chwała w Kościele i w Chrystusie Jezusie po wszystkie pokolenia wieku wieków. Amen.” (Ef 3,20-21)

  16. antonina pisze:

    🙂
    tak..”Bóg pragnie, byśmy modlili się za siebie i za innych (może nawet bardziej za innych niż za siebie..?)
    Miłość, cierpliwość i modlitwa – to nasz oręż..”
    i jeśli nawet czasami wydaje nam się, że nie warto modlić się za daną osobę (bo nie widzimy rezultatów),
    to jednak ZAWSZE warto modlić się DLA JEZUSA !

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s