Archiwum dla Grudzień, 2013

Uschła modlitwa

Posted: 30 grudnia 2013 by Sandra Kwiecień in modlitwa, przemyślenia
Tagi: ,
Ze strony: ewangelizatory.sthajenka.pl

Ze strony: ewangelizatory.sthajenka.pl

W dzień szabatu Jezus wszedł do synagogi. Był tam człowiek, który miał uschłą rękę. A śledzili Go, czy uzdrowi go w szabat, żeby Go oskarżyć. On zaś rzekł do człowieka, który miał uschłą rękę: Stań tu na środku! A do nich powiedział: Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego czy coś złego? Życie ocalić czy zabić? Lecz oni milczeli. Wtedy spojrzawszy wkoło po wszystkich z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serca, rzekł do człowieka: Wyciągnij rękę! Wyciągnął, i ręka jego stała się znów zdrowa. A faryzeusze wyszli i ze zwolennikami Heroda zaraz odbyli naradę przeciwko Niemu, w jaki sposób Go zgładzić.

Panie, spójrz. Jestem chory.

Co to znaczy „uschła ręka”? Kiedyś zdrowa, normalna ręka stała się martwa, nieżywa, bezwładna, dotknięta paraliżem… Niby jest, ale kompletnie do niczego się nie nadaje. Zwisa bezładnie jak kikut. Jest tylko cieniem tego, czym była wcześniej lub czym powinna być.

Zupełnie jak modlitwa, która niegdyś ożywiana zapałem i radością, na skutek choroby stała się martwa i sparaliżowana. Przyszło znużenie duchowe, lenistwo i pojawiło się, niczym zaraza, zniechęcenie i oziębłość. A może pojawiły się trudności? Problemy? Tak czy inaczej – przestało się o swoją modlitwę dbać i ją pielęgnować. Przecież i tak jest do niczego. Najgorzej jest, gdy ta modlitwa musi być codzienna. Na przykład – do końca życia. Za kogoś. Za kapłana. I nie cieszy mnie już ta modlitwa. Stała się kłopotem. I dlatego nie chcę jej leczyć. Wyrok: amputacja.

Stań na środku!

Patrzę na swój martwy kikut, gdy oto słyszę głos: podnieś się i stań na środku! Posłusznie wstaję, ale wcale nie mam ochoty wychodzić na środek. Wolę ukryć się w kącie. Niemniej głos przynagla, więc idę. Staję pośrodku i w pełnym świetle tym bardziej widzę jak żałosny widok sprawia moja ręka. I z przerażeniem zdaję sobie sprawę, że ten paraliż postępuje. To już nie tylko ręka. Za miesiąc, dwa być może nawet połowa mojego ciała będzie nieruchoma.

Wokół mnie jest wielu ludzi, którzy widzą moją słabość. Dlaczego Ten Człowiek to uczynił?  Sama widziałam, że człowieka niemego i głuchego wziął osobno, z dala od spojrzeń innych i uzdrowił ich. A mnie postawił na środku. Jaka jest tego przyczyna? Jaką motywację ma Jezus, żeby postawić mnie pod ostrzałem innych ludzkich spojrzeń? Dlaczego przywołał mnie publicznie?

Żadna modlitwa, tak jak żadne uzdrowienie, nie jest tylko dla mojego prywatnego użytku lub tylko dla mnie samej. Każda modlitwa i każdy cud wpływa na wspólnotę i ma być świadectwem dla innych. Ma dawać nadzieję i być światłem dla innych – dla tych, którzy stoją w kącie, w ciemności i nie odpowiedzieli na głos, który wywoływał ich do światła. Potrzebują świadectwa, muszą zobaczyć tę nadzieję.

Wyciągnij rękę!

Niedowład jest tak silny, że z uschłą ręką tak naprawdę nie można uczynić nic. Ale nie myślę o tym. Nie kalkuluję, nie zastanawiam się: da się czy się nie da. Po prostu to robię, „w ciemno”. I słyszę głosy wokół mnie: „Jak można wyciągnąć rękę, którą nie można poruszyć? Nie da się. To po prostu fizycznie niemożliwe!” Głosy zdziwienia, zaskoczenia i… strachu. On sprawił, że niemożliwe stało się faktem. Jedyne co zrobiłam, to zapragnęłam wyciągnąć rękę. I stało się. Oto widzę ją na własne oczy. Znów zdrową, sprawną, pełną życia.

Tak, słyszę strach w głosie tych ludzi. Część z nich cieszy się z cudu, lecz część jest po prostu wściekła. Szemrzą przeciw Niemu i przeciw mnie. Nie tak to miało się potoczyć. Spodziewali się porażki, a choć uzdrowienie jest cudowne, to oni wcale nie są zadowoleni. Bo to oznacza dla nich rozczarowanie: są wezwani do tego, by i oni wyciągnęli rękę. Ale oni tego nie chcą. Wolą amputować swoje dłonie. Tak jest im po prostu łatwiej i wygodniej.

Jestem dezerterem

Rezygnacja z modlitwy zawsze jest wygodniejsza, aniżeli podejmowanie codziennego wysiłku, by nieustannie pielęgnować ją, dbać i poddawać leczniczej mocy Bożej. Potrzeba wielkiego nakładu sił i ofiary, by wytrwać w postanowieniu modlitwy i nie złamać danego słowa. Oczywistym jest, że mowa tu nie tylko o naszej codziennej modlitwie, ale i o tej, do której zobowiązujemy się tutaj – publicznie, na świadectwo innym, w celu uświęcenia Kościoła. Wielu podejmuje się zobowiązania pod wpływem impulsu. I nie ma w tym nic złego, dopóki pamiętamy, że bierzemy odpowiedzialność za swoją modlitwę na dobre i złe. Łatwo być konsekwentnym w godzinie entuzjazmu, trudno w godzinie smutku. Każdy mierzy się z trudnościami. Ja tak samo jak i Ty. Zachęcam Cię jednak do tego, byś wyciągnął swoją rękę i pozwolił się uzdrowić. Czasem zamiast amputacji, wystarczy zaufać. Stań razem ze mną na środku. Potrzeba tego i mnie i innym, na świadectwo dla nas – bo czasem staję się dezerterem. Może i wychodzę ze swoją uschłą modlitwą, lecz cofam się pod ścianę i kulę w kącie, nie chcąc nikomu pokazać, że nie wszystko mi wychodzi.

Zanim zdecydujesz się na amputację, powalcz o uzdrowienie. Nie rezygnuj z modlitwy tak łatwo!

—————————————————

Z dedykacją dla Pani Marii, która „zbiera” kapłanów, z których adopcji zrezygnowano – jak anioł ułomki chleba, by nic się nie zmarnowało. Ze wzruszeniem dziękuję. 

Reklamy

Jesteśmy razem

Posted: 24 grudnia 2013 by Sandra Kwiecień in ddak, święta
Tagi: , ,

Away_In_a_Manger_by_WacPac

Jesteśmy tu już od ponad 3 lat. To nasze czwarte święta Bożego Narodzenia. Z niektórymi z Was znamy się od początku, z niektórymi dopiero od niedawna.  Ale i tak razem tworzymy niesamowitą, duchową wspólnotę, choć pewnie nie zdajemy sobie z tego na co dzień sprawy.

Dziękujemy za to, że jesteście z nami. Że modlicie się i toczycie boje o niebo dla siebie i całego Kościoła. Z całego serca i ze wszystkich sił życzymy Wam tego, co dla Was najlepsze: Boga w sercu, myśli i duszy. Niech obecność Nieskończonego przemienia każdą chwilę Waszego życia. Niosąc w sobie Boga, przemieniajcie nie tylko siebie, ale i wszystkich, których spotkacie, aby widząc Wasze świadectwo, zwrócili się ku temu, który jedyny jest Dobry. Bądźcie świadkami Bożej miłości.

Dziękujemy Wam, kapłani, że w Waszych dłoniach codziennie dzieje się Boże Narodzenie. Nie tylko Wielki Piątek, ale i Wcielenie – Wieczny schowany w małej hostii. W tym trudnym i zabieganym dla Was czasie, prosimy Stwórcę o siły i światło dla Was, abyście wierni swojemu powołaniu, każdego dnia otwierali nam drogę do nieba.

Czuwajmy razem – wszyscy – na modlitwie.

Z pokorną wdzięcznością wobec każdego z Was,

ekipa Dzieła Duchowej Adopcji Kapłanów

Bóg Cię kocha i koniec kropka!

Posted: 23 grudnia 2013 by apolnik in świadectwa
Tagi:

_MG_2268-karmel

Nie wiem jak Wam minęły ostatnie miesiące, ale dla mnie czas od października do dziś był, i w zasadzie wciąż jest, czasem szczególnej łaski. Łaski, która spłynęła na mnie z zupełnym zaskoczeniem. Pozwólcie, że podzielę się z Wami tym, czym Pan mnie obdarował.

Pamiętam doskonale moją wrześniową spowiedź i ten moment, w którym kapłan wspomniał mi o Seminarium Odnowy Wiary, które miało się rozpocząć początkiem października u przemyskich Karmelitów. „Warto, żebyś to przeżyła” – usłyszałam z ust kapłana. „Nie  ma takiej opcji. Tam będą sami idealni ludzie. To nie miejsce dla mnie” – pomyślałam. I z tą myślą odeszłam. Czasem gdzieś przez głowę przeszła mi myśl o tym, co powiedział kapłan, jednak za każdym razem skutecznie ją odpychałam. Pan Bóg jednak zna mnie lepiej niż ja samą siebie i podszedł mnie od innej strony. Któregoś dnia przyszła taka myśl, że jak przyjdzie co do czego i będę musiała stanąć przed tym kapłanem to, co ja mu powiem jak zapyta o Seminarium? Znów się okaże, że nie słucham co się do mnie mówi. Może pójdę chociaż na jedno spotkanie i zobaczę. Tak się jakoś złożyło, że jak sobie postanowiłam, że pójdę to było już po pierwszym spotkaniu. Z niemałymi oporami poszłam jednak na drugie. Moje pierwsze wrażenie po dojściu na miejsce było: „Boże, co ja tu robie? Sami starsi ludzie.” Nie powiem Wam jak to dokładnie wszystko wyglądało, bo jeśli Was to ciekawi idźcie i sami zobaczcie. Jak dobrze poszukacie, to w każdym mieście takie coś jest organizowane. Nie mniej jednak pragnę podzielić się z Wami kilkoma rzeczami.

dobry-pasterz-2Otóż tematem spotkania na które akurat trafiłam była Boża miłość. Do czasu tego Seminarium ten temat był dla mnie akurat najbardziej trudnym tematem. No bo jak Bóg mnie może kochać skoro… ?  A nawet jeśli kocha, to czemu pozwala na… ? A jednak Bóg kocha Ciebie i mnie pomimo wszystko takimi, jacy jesteśmy. I żeby było mało, to kocha nas za nic, nie musimy na Jego miłość zasługiwać. Możemy nawet tej Jego miłości nie chcieć, ale On i tak nie przestanie nas kochać. Im dłużej słuchałam tego, co mówił karmelita głoszący konferencję, tym bardziej czułam jak mi coś, a może Ktoś ryje po sercu, wchodząc w najskrytsze jego zakamarki. Gdybym siedziała bliżej drzwi chyba bym wyszła, ale jak na złość usiadłam sobie na końcu sali, daleko od drzwi. Słuchałam tego, co mówił ten kapłan i widziałam tę jego wewnętrzną pewność co do tego, co mówi. To nie było jakieś górnolotne kazanie, to było mówione prosto z jego serca do naszych serc. Nie ma się co okłamywać -potrzebujemy Bożej miłości! Potrzebujemy, by księża mówili nam o tej Jego miłości do nas, która jest mocniejsza niż nasza słabość czy nasz grzech. Patrzyłam tamtego dnia na tych wszystkich ludzi, którzy tam siedzieli w tej sali – wszyscy potrzebowaliśmy tych słów. Ciągle mówi się nam, jakimi to wielkimi grzesznikami jesteśmy, mówi się nam, że to i tamto nam nie wyszło. Dziś człowiek jeszcze bardziej niż kiedykolwiek potrzebuje tego, by mu powtarzać, że Bóg go kocha. Świadomość a w konsekwencji wiara w to, że Bóg mnie kocha może zmienić wiele. Spotykałam się z tymi ludźmi na kolejnych spotkaniach. Im lepiej ich poznawałam, tym bardziej świadoma byłam tej ich biedy z jaką przyszli, ale widziałam też jak bardzo my wszyscy uczepiliśmy się tej myśli, że Bóg nas kocha. A On naprawdę nas kocha.

Drodzy kapłani, proszę przypominajcie nam o tej Bożej miłości do nas. Przecież to Wy jesteście tymi, którzy w pierwszym rzędzie, w szczególny sposób doświadczyli miłości Boga. W Wasze ręce oddał się Bóg, przez Wasze usta pragnie mówić, Waszymi dłońmi pragnie błogosławić, Waszymi nogami kroczy do ludzi i Waszym sercem pragnie kochać. Was wybrał, a wcześniej umiłował pomimo Waszych upadków, grzechów i słabości. Takimi, jacy jesteście chce Was miłować. Mówcie o Bożej miłości. My tego potrzebujemy!

Tak sobie jakoś Pan Bóg wszystko w stosunku do mnie obmyślił, że nie poprzestał tylko na tym, by przypomnieć mi, że mnie kocha, ale ubogacił jeszcze moje duchowe macierzyństwo o dwóch nowych synów. Tak naprawdę nie tylko ubogacił, ale pokazał jeszcze głębszy sens duchowej adopcji. W zasadzie będąc w tym Dziele już ponad 3 lata myślałam, że już dużo wiem – ale się myliłam. Kluczowym momentem była dla mnie chwila, w której zapytałam jednego z owych dwóch nowych adoptowanych o to, o co tak naprawdę mam się dla niego modlić. „O to, żebym był takim karmelitą, jakim chce mnie mieć Jezus” – taką odpowiedź usłyszałam. Wtedy zrozumiałam, że ta modlitwa za kapłana, to nie ma być modlitwa w moim poniekąd własnym interesie. Czyli, żeby był gorliwy, cierpliwy, mówił piękne kazania, przyprowadził jak najwięcej ludzi do Boga, żeby mnie dobrze wyspowiadał, był dobrym kierownikiem duchowym. To jest potrzebne, ale to za mało. Trzeba pójść głębiej. Trzeba w pierwszym rzędzie prosić o to, co tyczy się bezpośrednio tej relacji, która jest pomiędzy kapłanem, a Bogiem. Kiedy modlimy się o to, by Pan wypełnił serce kapłana Swą Miłością, kiedy prosimy, o to, co bezpośrednio tyczy się kapłana, o to czego on potrzebuje, a o czym wie tylko Pan – wtedy to jest modlitwa za kapłana. Wtedy nie ma w tym naszego prywatnego interesu. Taka modlitwa wymaga zaufania do Pana i może być o tyle trudna, że już tym bardziej możemy nie widzieć jej owoców, bo przemiana serca ludzkiego dokonuje się zazwyczaj w głębi. Nasz adoptowany nie stanie za pewne przed nami i nie powie nam, że zmieniło się to i tamto w nim samym, ale zaufajmy Bogu. Każdy kapłan jest ukochanym dzieckiem Boga i Bóg na pewno nie zrobi nic, co by  ostatecznie nie służyło dobru Jego dziecka. Bóg się o niego zatroszczy, módl się tylko za niego wytrwale. Gdy ta nasza modlitwa będzie wytrwała, szczera, pełna zatroskania o dobro kapłana i pełna zaufania względem Boga, to Bóg poprowadzi ją w takim kierunku, że sami będziemy bardzo zaskoczeni. Nie będziemy wtedy czuć sznurka na szyi, bo zobowiązałam się do modlitwy i muszę ją wypełnić. Ja osobiście w sercu już od jakiegoś czasu odczuwam, że ja nie muszę – ja chcę. Ja nie wyobrażam sobie dnia, by nie szepnąć do Pana słówka, by rozgościł się w sercu tych moich duchowych dzieci, by tym ich sercem zawładną i czynił je Swoim mieszkaniem. I owszem prędzej czy później przyjdą trudności, ale Pan Bóg jest tak Wielki i Niesamowity, że ze wszystkim może sobie poradzić. Bóg to, co jest najtrudniejsze w naszym życiu może uczynić pięknym. Nie bójmy się w modlitwie za kapłanów iść coraz głębiej. Nie bójmy się modlić za kapłana, który akurat widzimy, że spowiada. Jakaż to wielka łaska i radość wspomagać go wtedy modlitwą. Przecież podczas spowiedzi dzieją się wielkie cuda. Cuda powrotów do Pana, cuda przemiany ludzkich serc, spotkania z Bożą miłością.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOstatnia rzecz, którą pragnę się z Wami podzielić to taka, że na tym Karmelu po raz kolejny doświadczyłam jak ważna jest posługa kapłanów. My sobie możemy mówić, że ich nie potrzebujemy, że nie potrzebujemy Boga, ale okłamujemy tylko samych siebie. Potrzebujemy Boga, by nas Sobą przemieniał, by umacniał naszą słabość. Sami z siebie to w gruncie rzeczy jesteśmy takie chodzące bidusie, co to chodzą i co kawałek się przewracają. Mamy swoje ograniczenia, wewnętrzne rany, smutki, troski, wady i grzechy, trzeba by w to wszystko wszedł Pan , by nas Sobą umacniał. W tym wszystkim bardzo istotna jest posługa księdza, przez którego przychodzi sam Bóg. Dobry, oparty mocno na Bogu kapłan, może w naszym życiu zdziałać więcej niż kilkunastu psychologów. Może, o ile naprawdę chce, by Bóg się nim posługiwał, o ile chce być sługą.

Wspólnota przemyska liczy 9 kapłanów i 1 brata zakonnego i uwierzcie mi, że nikomu się tam nie nudzi. Nie mają czasu. Albo ktoś przychodzi, albo dzwoni, bo potrzebuje, albo ojcowie posługują w konfesjonale – non stop coś. To takie miejsce,  w którym przyjmą cię takim, jakim jesteś. Miejsce, w którym zostaniesz cierpliwie wysłuchany. Bez patrzenia na zegarek i wyliczania przez księdza ile to on ma dziś jeszcze zajęć. Miejsce, w którym kapłan zrozumie, co do niego mówisz i nie potępi cię, bo jest świadom tego, że sam jest słaby i grzeszny. Zamiast potępienia doświadczysz jedynie przez posługę kapłana miłości Boga, który bierze cię z tym wszystkim, co w tobie słabe i grzeszne i z miłością przytula Cię do Swego serca. Nie wierzysz? Przyjedź do Przemyśla, zapytaj kogoś o kościół Karmelitów, idź na Eucharystię, a po niej zapytaj kogoś z wychodzących stamtąd ludzi. Zobaczysz, że usłyszysz to, co napisałam. Tu krzyż człowieka spotyka się z krzyżem Samego Chrystusa.

Pragnę zakończyć to, co napisałam słowami jednej piosenki. W ostatnich miesiącach jakoś tak szczególnie kojarzą mi się z samym Bogiem.

„Świat szybki jak młody wiatr
Pędzi co tchu
I nie ma czasu na miłość już
Więc proszę Cię blisko bądź
Kochaj mnie, trwaj przy mnie bo
Wokół wzburzone morze
Tylko Twoja dłoń..stały ląd
Żyj z całych sił
Życie tli się płomieniem co
Wątły i łatwo zagasić go
Więc proszę Cię blisko bądź
Kochaj mnie, trwaj przy mnie bo
Wokół wzburzone morze
Tylko Twoja dłoń..stały ląd
Co los chce dać lub zabrać mi
Dziś oprócz Ciebie, wiem, nie mam nic x2
Więc blisko bądź i kochaj mnie
Trwaj przy mnie bo
Wokół wzburzone morze
Tylko Twoja dłoń..stały ląd”

(Kayah& Krzysztof Kiliański – Prócz Ciebie Nic)

Jesteś gotowy?

Posted: 21 grudnia 2013 by Sandra Kwiecień in przemyślenia
Tagi:

czekamy

Cały miesiąc przygotowujemy się do świąt Bożego Narodzenia. O tym ważnym dniu przypominają nie tylko księża w kościele, ale i sprzedawcy w sklepach. Wszędzie promocje, kolorowe witryny, atrakcyjne ceny, zabawki, bibeloty, ozdóbki, bombeczki…

Nie jesteśmy gotowi.

Tak jak i wtedy, gdy Jezus przychodził na świat. Ileż to proroków zapowiadało Jego przyjście? Ile ksiąg o tym spisano? Zapowiadany był od stuleci, wszyscy wiedzieli, że ma przyjść. A mimo to, gdy przyszedł – nikt na Niego nie czekał. Nic nie było gotowe. Maryja musiała szukać schronienia, bo nikt go jej nie ofiarował.

W ówczesnej Jerozolimie panowały nastroje mesjańskie. Czekano na Wybawiciela. Zacierano ręce, snuto wizje i plany, chętnie przyłączano się do nauczycieli. Przez wiele wieków wyglądano skąd nadejdzie Mesjasz. My też czekamy. Odpalamy kolejne świece na wieńcu adwentowym, ustawiamy choinki, przystrajamy kościoły i domy. Ale w gruncie rzeczy wciąż pozostajemy tak samo ślepi, jak wówczas. On przyjdzie. A my Go nie zobaczymy.

Nie widzimy Go, bo oczy mamy zasłonięte. Przez nasze grzechy, niedbałą modlitwę, świąteczny pośpiech. Przez zwykłą, ludzką słabość. Jednak Bóg pomaga nam w dojściu do Siebie. Daje nam światło gwiazdy i zsyła aniołów, by nas pobudzili. Trzeba więc wstać i odpowiedzieć na Bożą łaskę, gdyż bez niej nie mamy szans odnaleźć Pana Jezusa. Będziemy czekać, będziemy błądzić po Betlejem – a i tak na Niego nie natrafimy, dopóki nie pójdziemy za głosem Pana.

I tak nie jesteśmy gotowi. Nawet w połowie tak, jak powinniśmy, choćbyśmy chodzili na wszystkie roraty i Msze od rana do wieczora. Niemniej Pan i tak przyjdzie. Zapuka do bram – ale nie pałacu, lecz naszych serc – małych, ubogich stajenek. Jeśli będziemy czuwali, usłyszymy Jego pukanie i wpuścimy Go do środka.

Zostało tylko kilka dni.
Jesteś gotowy?

Modlitwa atrakcyjna

Posted: 16 grudnia 2013 by Agnieszka Dankiewicz in modlitwa, przemyślenia
Tagi: ,

„Ubogi farmer wracając późnym wieczorem z rynku do domu, znalazł się na drodze bez swojego modlitewnika. Koła jego wozu odpadły w samym środku lasu, więc zmartwił się, że dzień ten będzie musiał upłynąć bez odmówienia przez niego modlitwy.

Ułożył więc następującą: „Panie, uczyniłem coś bardzo głupiego. Opuściłem dom dziś rano bez mojego modlitewnika, a pamięć zawodzi mnie tak często, że nie mogę bez niego odmówić ani jednej modlitwy. Postanowiłem więc, że pięć razy wolno wyrecytuję alfabet, a Ty, który znasz wszystkie modlitwy poskładasz razem litery alfabetu, aby stworzyły modlitwę, której słów nie pamiętam.”

I rzekł Pan do swoich aniołów: „Ze wszystkich modlitw, które dzisiaj usłyszałem, ta jedna była niewątpliwie najlepsza, ponieważ płynęła z prostego i szczerego serca”.”

(autor nieznany; tradycja chasydzka)

Współczesny świat kusi nas wieloma możliwościami. Każda z nich wydaje się być ciekawa i pod wieloma względami – atrakcyjna. To właśnie tę ostatnią cechę człowiek może bardzo często utożsamiać z jakością danej możliwości lub produktu.

Idąc do sklepu poszukujemy najlepszego i najbardziej odpowiedniego produktu, który spełni nasze wymagania i oczekiwania. Jakże często w takich sytuacjach kierujemy się właśnie tym, co jest ładne i atrakcyjne. Kiedy oglądamy poszczególne kanały telewizyjne, słuchamy radia lub przeglądamy strony internetowe znajdujemy wiele informacji o atrakcyjnych ofertach banków, o atrakcyjnych cenach oraz wysokiej jakości produktów w supermarketach. Sieci komórkowe przekonują nas o tym, że mają dla nas idealne, atrakcyjne promocje i usługi na najwyższym poziomie. Wymieniając wszystkie te sytuacje, jeszcze bardziej możemy odnieść wrażenie, że jedynie to, co uważamy za piękne i atrakcyjne jest dobre.

Podobne przekonanie może nam towarzyszyć w kwestii modlitwy.

Często możemy zastanawiać się, jaka powinna być „dobra” modlitwa. Wiele osób mogłoby pomyśleć, że dobra modlitwa to taka, która też w jakiś sposób jest „atrakcyjna” dla Boga. W takim rozumieniu byłaby ona oparta na wielu pięknych, wspaniałych słowach, dzięki którym Bóg na pewno spojrzałby przychylnym okiem na przedstawiane Mu prośby.

Nie o to jednak chodzi!

Słowa i gesty, które towarzyszą naszej modlitwie są istotne, ale nie najważniejsze.

Przytoczone na wstępie opowiadanie może wydawać się proste – dla niektórych może nawet dziecinne lub banalne. Mimo to, przekazuje nam ono prawdę bardzo ważną dla każdego z nas. Farmer, był zwykłym, prostym człowiekiem. Pracował na roli, być może nie był wykształcony, a pamięć zawodziła go do tego stopnia, że nie potrafił odmówić jakiejkolwiek modlitwy. Bez względu na okoliczności, w jakich się znalazł – chce wychwalać Boga, chce podzielić się z Nim swoją radością i codziennymi sprawami. Z tego powodu zaczyna modlić się tak, jak potrafi – nawet jeśli w powszechnym rozumieniu jego postępowanie jest banalne i nieatrakcyjne. Farmer modlił się całym sercem. I to właśnie jest nauką dla każdego z nas: modlitwa powinna wypływać z serca człowieka.
O tym, gdzie powinna mieć swoje źródło modlitwa mówi także Katechizm Kościoła Katolickiego. Czytamy tam:

„Skąd pochodzi modlitwa człowieka? Niezależnie od tego, jaki byłby język modlitwy (gesty, słowa), zawsze modli się cały człowiek. Aby jednak określić miejsce, z którego wypływa modlitwa, Pismo święte mówi niekiedy o duszy lub o duchu, najczęściej zaś o sercu (ponad tysiąc razy). Modli się serce. Jeśli jest ono daleko od Boga, modlitwa pozostaje pusta. Serce jest mieszkaniem, w którym jestem, gdzie przebywam (według wyrażenia semickiego lub biblijnego: gdzie „zstępuję”). Jest naszym ukrytym centrum, nieuchwytnym dla naszego rozumu ani dla innych; jedynie Duch Boży może je zgłębić i poznać. Jest ono miejscem decyzji w głębi naszych wewnętrznych dążeń. Jest miejscem prawdy, w którym wybieramy życie lub śmierć. Jest miejscem spotkania, albowiem nasze życie, ukształtowane na obraz Boży, ma charakter relacyjny: serce jest miejscem przymierza. Modlitwa chrześcijańska jest związkiem przymierza między Bogiem i człowiekiem w Chrystusie. Jest działaniem Boga i człowieka; wypływa z Ducha Świętego i z nas, jest skierowana całkowicie ku Ojcu, w zjednoczeniu z ludzką wolą Syna Bożego, który stał się człowiekiem.” (KKK 2562-2564)

Klękając do modlitwy zapomnijmy o tym, co z ludzkiej perspektywy może wydawać się „atrakcyjne”. Przy choćby najprostszej modlitwie, zawsze pamiętajmy o sercu skierowanym ku Bogu!

Rachunek sumienia

Posted: 11 grudnia 2013 by Sandra Kwiecień in modlitwa
Tagi:

modlitwa 2

Budzę się rano…

mówię…
jak celnik Zacheusz będę rozdawać,
jak Szymon będę nosić krzyże innych,
jak Weronika będę ocierać twarze,
jak Szczepan dam się kamienować,
jak Jezus na krzyżu będę przebaczać,
jak Franciszek będę kochać.

Wieczorem
spoglądam w lustro…
widzę…
Adama, który dopiero co zjadł owoc,
Kaina, który dopiero co zabił,
Judasza, który dopiero co zdradził,
Piotra, który dopiero co się zaparł,
Piłata, który dopiero co obmył ręce,

I zasypiam
na mokrej od łez
poduszce.

A w nocy
przychodzi Jezus i pyta:
MIŁUJESZ MNIE?

(modlitwa – wiersz, znaleziona po śmierci w brewiarzu śp. + Abp Józefa Życińskiego)