Archiwum dla Lipiec, 2015

Odwagi Boży wojowniku!

Posted: 30 Lipiec 2015 by Magdalena Maraj in przemyślenia
Tags:

soldier_of_god_by_seasonsong-d333e1p

Tak jak każdy z nas ma swój sposób, wypracowany, sprawdzony, na przeżycie dnia, skoszenie trawy czy nawet zjedzenie ciasta, tak też każdy z nas ma sposób na wiarę. Może brzmi to troszkę śmiesznie, ale wiara nie jest uniwersalnym kombinezonem, który można włożyć i po sprawie! Nie. Prostym przykładem może być modlitwa. Każdy ma jakąś ulubioną, „wypróbowaną”. Jedni modlą się do Matki Bożej inni do innych świętych, modlitwa zawsze jednak, przez wstawiennictwo naszych orędowników, trafia do Boga.

Każdy z nas jest wojownikiem. Walczymy codziennie, choć może nie zdajemy sobie z tego sprawy. Niektórzy już niejako mechanicznie po przebudzeniu rozpoczynają dzień znakiem krzyża, dla innych to jeszcze trudność, zapomnienie… Walka nie toczy się na widocznych polach bitew, dużo trudniejsze walki toczą się w nas.

Jesteśmy niewolnikami. Trudna to prawda. Zmienił się jednak obraz niewolnictwa. Nasze społeczeństwo jest dziś, między innymi, niewolnikiem czasu i niewolnikiem mediów. Ale nie tylko. Jesteśmy niewolnikami ludzkich opinii, niewolnikami innych ludzi, niewolnikami pracy, niewolnikami ….. i można by tak długo. Wydaje się nam, że czas wakacji to czas kiedy rzucamy choć na chwilę swoje codzienne życie i … odpoczywamy. Ale czy na pewno?

Chrześcijanin to człowiek walczący. To człowiek świadomy wartości jakie powinny mu przyświecać. W świecie, w naszych serach zawsze będzie walka dobra ze złem. Ale wojownik nie jest sam, bez względu na to na jaką walkę idzie, bo oczywistym jest, że w pojedynkę nie wygrałby żadnej wojny. Idąc na wojnę ma jasno obrany cel – musi wiedzieć gdzie dąży, ma przywódcę – mądrego człowieka, który nie pozwoli zboczyć z drogi, ale sam ją przeciera i odważnie prowadzi naprzód. Ma zbroję i tarczę, która chroni go przed ciosami nieprzyjaciela.

Mamy więc cel: niebo, przywódcę: Jezusa Chrystusa, którzy przeszedł ziemską wędrówkę pierwszy, zbroję i tarczę: modlitwę, a nade wszystko Eucharystię.

Obleczcie pełną zbroję Bożą, byście mogli się ostać wobec podstępnych zakusów diabła. Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich. Dlatego weźcie na siebie pełną zbroję Bożą, abyście w dzień zły zdołali się przeciwstawić i ostać, zwalczywszy wszystko. Stańcie więc [do walki] przepasawszy biodra wasze prawdą i oblókłszy pancerz, którym jest sprawiedliwość, a obuwszy nogi w gotowość [głoszenia] dobrej nowiny o pokoju. W każdym położeniu bierzcie wiarę jako tarczę, dzięki której zdołacie zgasić wszystkie rozżarzone pociski Złego. Weźcie też hełm zbawienia i miecz Ducha, to jest słowo Boże. Ef 6, 11-17

Oczywiście każdy czasem chciałby się poddać, bo brakuje sił, bo wszystko idzie nie tak. Każdy ma także inną sytuację, inny krzyż który niesie. Jednak Bóg nie chce śmierci grzesznika. Jeśli postawił cię na tej właśnie drodze i dał ci takie doświadczenie to zaufał ci, że przejdziesz przez nie wygrywając. Nie spisywał by cię na straty. On wie, że dasz radę. A w  najtrudniejszych chwilach On sam cię niesie.

Dlatego stań do walki o siebie, o swoje serce, o dobro. Ale także o drugiego człowieka, bliźniego, dostrzeż w Jego oczach samego Boga. Walcz! „Pan jest z tobą dzielny wojowniku!” Sdz 6,12

Po co i dlaczego?

Posted: 13 Lipiec 2015 by Magdalena Maraj in modlitwa, przemyślenia, świadectwa
Tags: , ,

49

Przed laty ktoś zaproponował mi włączenie się w modlitwę za moderatora mojej wspólnoty. Zgodziłam się. I tak się wszystko zaczęło. Od tej pory codziennie modle się za kapłanów. Dlaczego?

Kapłan, mówi się, że z ludu wybrany dla ludu dany. To prawda. Zawsze jednak fascynuje i zastanawia mnie dar kapłaństwa. Jak Bóg musi kochać człowieka – że oddaje się w ludzkie ręce. Kapłan sprowadza Boga na ołtarz, a On przychodzi zawsze. Nie mówi, że jest zajęty, zmęczony, że nie ma czasu. A kapłan? Kapłan nie jest ani Aniołem ani świętym. Jest zwykłym człowiekiem z wielkim zadaniem. Często oceniamy kapłanów po negatywach. Bo coś powiedział, bo zrobił, bo się nie uśmiechnął, bo nie przyszedł … wymagamy od nich wiele. To dobrze. Ale wymagania to nie wszystko.

Każdy dar to obowiązek, ale i wyzwanie. Kapłanom Bóg dał wielką odpowiedzialność, za prowadzenie ludzi. Kapłan to człowiek słuchający. Słuchający w sakramencie spowiedzi, ale także w codzienności, w rozmowach, udzielanych radach i pomocy. Kapłan to człowiek zaufania. Ale to też tylko człowiek z ograniczeniami fizycznymi, zdrowotnymi… My, jako ludzie wierzący, potrzebujemy kapłanów. Po co? Bez kapłanów Jezus nie rodziłby się dla nas na ołtarzu. Oni dostali taki przywilej, którego nie mają nawet Aniołowie. Nie wiem co czuje kapłan podczas Eucharystii, gdy podnosząc biały opłatek wypowiada słowa: „bierzcie i jedzcie”, ale sprowadzać Boga na ziemię i rozdawać Go ludziom – „wow”!

Narzekamy na kapłanów, a ile się za nich modlimy?

Amalekici przybyli, aby walczyć z Izraelitami w Refidim. Mojżesz powiedział wtedy do Jozuego: „Wybierz sobie mężów i wyruszysz z nimi na walkę z Amalekitami. Ja jutro stanę na szczycie góry z laską Boga w ręku”. 

Jozue spełnił polecenie Mojżesza i wyruszył do walki z Amalekitami. Mojżesz, Aaron i Chur wyszli na szczyt góry. Jak długo Mojżesz trzymał ręce podniesione do góry, Izrael miał przewagę. Gdy zaś ręce opuszczał, miał przewagę Amalekita. Gdy ręce Mojżesza zdrętwiały, wzięli kamień i położyli pod niego, i usiadł na nim. Aaron zaś i Chur podparli jego ręce, jeden z tej, a drugi z tamtej strony. W ten sposób aż do zachodu słońca jego ręce były stale wzniesione wysoko. Wj 17, 8-12

Wzniesione ręce do góry to znak modlitwy, to znak zawierzenia. Kapłani w sposób szczególny są tymi, którzy „mają wzniesione ręce”. Oni dają nam możliwość uczestnictwa w najpiękniejszej i doskonalonej modlitwie – Eucharystii i to oni zanoszą nasze modlitwy i prośby, intencje Bogu. A my powinniśmy być tymi mężami z Księgi Wyjścia, którzy swoją modlitwą podtrzymują ręce kapłanów.

Modlitwa to niezwykły dar. Ona potrafi wiele zmienić, potrafi czasem przewrócić życie do góry nogami. Potrafi wzmocnić, sprawić, że człowiek potrafi się wyprostować. Modlitwa ma niepojętą moc.

Może dla nas to tylko kilka minut, może chwilka, ale dla kogoś może być to deszcz łask.

Dlaczego więc modlę się za kapłanów? Bo chcę podtrzymywać ich ręce w górze jak najdłużej, by nie ustali, by codzienność życia, troski i zmartwienia nie odebrały im nadziei, siły do mówienia o Bogu, by nie poddawali się, by byli silni. Szatan nie oszczędza kapłanów, każdego z nas chce wyrwać Bogu. A jeśli kapłani w naszych oczach stracą szacunek, to o ile łatwiej my, jakby lawinowo, stracimy szacunek do Boga, którego przecież kapłani w sposób szczególny są sługami? Swoją modlitwą stwórzmy pancerz ochronny nad duszami i sercami kapłanów, pancerz, przez który szatan nie będzie mógł do nich dojść.

Codziennie marnujemy tyle możliwości na modlitwę. Modlitwa bowiem to nie tylko formułka czy trwanie przed Panem w sposób fizyczny. Możemy oddawać Bogu swoją codzienność, trudy i radości dnia i wiązać je w bukiety modlitwy. Ostatnio odkryłam modlitwę do Anioła Stróża kapłana, za którego się modlę. Każdego wieczora dziękując za przeżyty dzień, dziękując za udzielony temu człowiekowi dar kapłaństwa proszę jego Anioła Stróża o opiekę nad nim kolejnego dnia i dobrą noc. Nasi niebiescy Przyjaciele, w co wierzę, czuwają nie tylko nad nami, ale także nad osobami za których się modlimy. Nie ustawajmy więc w modlitwie za kapłanów.

Magdalena Maraj

Piąte urodziny DDAK!

Posted: 2 Lipiec 2015 by Sandra Kwiecień in ddak
Tags:

5th20Birthday20Balloons-800x800

Kto by pomyślał? DDAK doczekało się piątych urodzin. 2 lipca 2010 roku, późnym wieczorem, powstała strona internetowa Dzieła Duchowej Adopcji Kapłanów. Zrobienie jej zajęło mi zaledwie kilka godzin. Krótko, bo pisałam kolejne zakładki  jak pod dyktando. Nigdy bowiem nie twierdziłam, że jestem autorem tej inicjatywy. Natchnienie przyszło z góry, niespodziewanie. Siedziałam bezmyślnie przy komputerze, cieszyłam się właśnie rozpoczętymi wakacjami i zajmowałam się kompletnymi głupotami, gdy nagle przyszła myśl prosto z Góry – co mam zrobić. Nie miałam pojęcia ani po co, ani dlaczego ja, ani czy to w ogóle ma jakąś przyszłość. Nie zastanawiałam się. Po prostu zrobiłam, co mi powiedziano. Wszystko było podane jak na tacy: jakie zasady, jakie filary, jaki ma być charyzmat tej akcji i czemu ma ona służyć. Ja tego nie wymyśliłam. Ilekroć mnie ktoś pyta, skąd wzięłam na to pomysł… Odpowiedź jest wstydliwa – nie zajmowałam się takimi sprawami. W ogóle. Po prostu pewnego dnia wyznaczono moje (a później także i pozostałych członków i Was – uczestników) powołanie. Z dnia na dzień. Z godziny na godzinę.

I tak zaczęła się Boża Przygoda.

Gdyby Pan zapytał mnie o zdanie w tej sprawie, to nogami i rękami zapierałabym się przed podjęciem się czegoś takiego. Uczciwie przyznaję, że gdyby ktoś inny wystartowałby z taką inicjatywą, to pokiwałabym z aprobatą głową, ale nie zaangażowałabym się czynnie w taką działalność. Za duża odpowiedzialność. Bo widzicie, ja nie mogę stąd odejść. Nie mogę powiedzieć, że mam dość i odchodzę. A chciałam – i to parę razy. Mam swoje problemy, lęki, kryzysy. A być każdego dnia „na służbie”, bez ani jednego dnia wolnego to ciężka harówka.

Wiem, że często naszej pracy nie widać. Notki to tylko drobny wycinek ogromnej pracy, jaka się tu toczy, choć to one rzucają się jako pierwsze w oczy Czytelników. Brak notek utożsamiany jest często z zastojem. A wierzcie mi – to nieprawda.

Bywają dni, a czasem całe tygodnie, gdy czekacie długo na odpowiedź. Nie nadążam, czasem problemy zdrowotne bardzo przeszkadzają i powodują, że nie odbieram Waszych wiadomości, nie wysyłam Kart na czas. Cóż, piszę szczerze, jak jest. Nie zamierzam nikomu wmawiać, że wszystko robię cudownie. Ale wciąż tu jestem. A każda próba nadrobienia zaległości, każdy mail – to wszystko uczy mnie wciąż na nowo, że wytrwałość w codzienności jest prawdziwą potęgą. Przez swoje trudności, doświadczam swojej słabości. A piszę o tym, by pokazać, że mimo moich niedomagań, DDAK istnieje dalej. Rozsądny człowiek zapytałby: „Dlaczego?”. Bez ogromnych środków finansowych, bez umiejętności robienia grafik, które podbijałyby internet, bez niesamowitej promocji – to nie zgadza się z dzisiejszymi standardami. By były adopcje – potrzeba reklamy i PR. A ta skromna inicjatywa, w której pracują ludzie, którzy zwykle mają roboty tak dużo, że wygospodarowanie czasu na DDAK graniczy z cudem – jest wręcz obrazą dla świata. Mamy się sprzedawać i lansować. A my tego nie robimy. Mamy bowiem coś lepszego, niż speca od reklamy. Mamy Ducha Świętego.

Dlatego w piąte urodziny dziękujemy – ja i inni członkowie – samemu Trójjedynemu Bogu. Wybrał mnie, beznadziejne narzędzie i powierzył coś cennego. Serca i dusze kapłanów i tych, którzy się za nich modlą. Wasza otwartość, Wasza odpowiedź na Boże wołanie o modlitwę, bezinteresowność – to wielka szkoła człowieczeństwa. Często piszecie do mnie zwierzając się ze swoich problemów i trudności, chwil zwątpienia i słabości. Nie ma nic piękniejszego, niż afirmowanie siebie – człowieka – w każdym z tych aspektów. Tylko bowiem wtedy, gdy czujemy, że sami nie dajemy rady, możemy naprawdę otworzyć się na Boga. Samozadowolenie zabiłoby w nas wrażliwość i chęć szukania Miłości. A doświadczając trudności – możemy wejść w relację z tą Miłością, która naucza nas, że nie jesteśmy stworzeni sami dla siebie i że mamy wchodzić w relacje: z innymi ludźmi, z Bogiem. Tylko razem stanowimy pełnię.

Akcja ma wspaniałych członków. Gosię Kramarz, Magda Lenę, Monikę Papst, Danusię Kucharską, Krzysia Kęsika, Ewelinę Drelę, Wiolę Seredyńską oraz nową członkinię – Magdę Maraj, naszego nowego redaktora. Szczególne podziękowania chcę skierować jeszcze w kierunku dwóch członków: Via Spei oraz Agnieszki Dankiewicz. Te dwie osoby to prawdziwi giganci, którzy CODZIENNIE pracują w DDAK – Wam szczególnie dziękuję i szczególnie przepraszam, bo obciążam Was najbardziej… W modlitwie pamiętamy także o wszystkich tych, którzy okazjonalnie pomagają akcji lub którzy kiedyś byli jej stałymi członkami. Wasz wkład był niepowtarzalny i jego ślady są na tej stronie do dziś.

Chciałabym podziękować także Wam – Czytelnikom i Uczestnikom tej akcji. Za waszą cierpliwość i łaskawość, dobroć i wsparcie. Bez Waszej odpowiedzi, bez Waszych decyzji i pragnienia wsparcia Kościoła – nie byłoby tej strony.

Jest jeszcze jedna osoba, której bardzo dziękuję. Jest to moja mama. Mimo różnic religijnych między nami, jest ona człowiekiem dobrej woli. Dziękuję jej za to, że gdy nie dawałam sobie rady, to pomagała mi. Zawoziła paczki i koperty na pocztę, gdy ja już nie dawałam rady lub nie miałam czasu. Pomagała przyklejać znaczki na koperty, przybijała pieczątki, dbała o ulotki. To praca wydawałaby się drobna, lecz jest w rzeczywistości szalenie czasochłonna. Dzięki temu czasem mogłam się wyspać lub pouczyć, bo gdyby mi nie pomogła – nie miałabym w ogóle szans, by nadążyć za wszystkim. Dzięki niej nie musiałam chodzić po 6 razy dziennie na pocztę, bo nie wszystko mogłam zabrać ze sobą za jednym zamachem. Wsparła mnie kiedy jej potrzebowałam i podnosiła na duchu dobrym słowem. Mamo, dziękuję.

No to… Pracujemy dalej 🙂