Archiwum dla Sierpień, 2015

Modlitwa za kapłana

Posted: 11 Sierpień 2015 by Sandra Kwiecień in modlitwa
Tags:

Swiecenia1

Poniżej uroczy wiersz pani Marii Młynarczyk z Wałbrzycha, która nadesłała do nas ten tekst 🙂

MODLITWA ZA KAPŁANA

Chwila bezcenna, chwila ofiarowana,

Wtedy gdy modlisz się za kapłana.

Twoja modlitwa cenną się stanie,

Umocni, wesprze to powołanie.

Wielką sprawą jest powołanie,

Odpowiedzieć „TAK” na Boże wołanie.

Wybrać służbę dla Boga i ludzi

I całe życie przejść w wielkim trudzie.

Odpowiedzialność wziąć na ramiona.

Pozyskać ludzi przez swoje słowa.

Jednać ich z Bogiem, karmić Ciałem Chrystusa,

A co na to powie nasza dusza ?

Modlitwą objąć kapłana trzeba,

Prosić o łaski dla niego z nieba.

Niech Bóg pomaga w tym powołaniu,

Duch Święty wspiera w każdym zadaniu.

A Matka Boża niechaj go chroni,

Od złego ducha zawsze obroni.

Znajdź chwilę wolną, porę dogodną,

Odmów modlitwę jakąś dowolna.

Twoja modlitwa ofiarowana,

Niech będzie przez Boga wysłuchana.

Modlitwa łączy

Posted: 6 Sierpień 2015 by Sandra Kwiecień in świadectwa
Tags:

Nadesłane już dawno świadectwo pewnej uczestniczki. Zdaje się, że czekało na właściwy moment… Czytając Wasze maile oraz komentarze, uświadamiam sobie, że ten tekst czekał tak długo, by trafić na chwilę, gdy tak wyjątkowo wiele, od czasu trwania tej akcji, podejmuje się rezygnacji z adopcji – często z tego powodu, że omadlanego księdza już nie widujecie i czujecie, że więź została zerwana. Dlatego zapraszamy Was do lektury tego świadectwa 🙂 Mam nadzieję, że wielu z Was podniesie na duchu.

Prayer-connects-our-hearts

Zbieram się, żeby to napisać od bardzo dawna. TO, to znaczy coś w rodzaju świadectwa…? Tak mi się wydaje. Od razu powiem szczerze, że wtedy, kiedy miałam największą potrzebę napisać, nie miałam na to kompletnie czasu, bo sesja, bo pracowity początek wakacji. I tak się złożyło, że kiedy piszę te słowa mam nieco więcej luzu, ale też nieco więcej „trudności”. Zwłaszcza tych w modlitwie. Nie wiem dlaczego, nie próbuję na siłę szukać odpowiedzi. Po prostu. Ten czas przypomina „ciche dni”, choć w bardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu, bo między mną a Panem Bogiem dużo jest milczenia, poprzedzonego moim „Panie Boże, Ty wiesz…”.

Ale nie o tym. A raczej nie bezpośrednio o tym chciałam napisać. Z Dziełem Duchowej Adopcji Kapłanów zetknęłam się nieco ponad dwa lata temu. W Internecie, na jakiejś stronie zobaczyłam „reklamę” akcji. Poczytałam, od razu wydało mi się wartościowe, ale też nieco szalone – tak wielkie przedsięwzięcie obsługiwane przez tak niewiele osób, z praktycznie żadnym kapitałem… Ale przeglądałam dalej stronkę i oczom nie mogłam uwierzyć jakim zainteresowaniem cieszy się całe Dzieło. Upłynęło kilka czy kilkanaście dni, przemyślałam trochę to, co zobaczyłam i postanowiłam, że spróbuję dołączyć… Tak też zrobiłam. Ale ostrożnie, znając swoje możliwości i słomiany nieraz zapał „zaczęłam” od adopcji na dwa lata. Te dwa lata właśnie teraz mijają, a ja chciałam się podzielić tym, co się wydarzyło przez ten miniony czas.

Wspomnę tutaj, że jestem mocno zaangażowana w młodzieżową wspólnotę w swojej parafii i z księżmi mam kontakt, z nimi współpracuję – zarówno tymi z parafii, dekanatu, jak i innymi, których poznaję na różnego rodzaju wyjazdach i rekolekcjach. Mimo tego jednak dokonywałam pochopnych nieraz ocen i wyrabiałam sobie opinie o nich zanim czasem zdążyłam poznać. Potrafiłam, najczęściej w duchu, ale nieraz i w rozmowie, narzekać, bo „ten ksiądz mówi nudne kazania, ten za szybko i niedbale odprawia Mszę św., a o proboszczu to już w ogóle szkoda gadać…”. Wychowywałam się w bardzo tradycyjnej rodzinie, więc wpojone mi zostało, że kapłan to osoba, którą trzeba bezwzględnie szanować, że jest to ktoś wyjątkowy, niemalże nietykalny, idealny i otoczony nimbem świętości… Potem dostrzegłam, że nie jest tak do końca. I nieraz się mocno rozczarowałam odkrywając, że to tak samo słabi i grzeszni ludzie, z również przyziemnymi problemami i tęsknotami. Może to zabawne, ale też rzadko przychodziło mi na myśl, żeby się za nich pomodlić, nie mówię codziennie, ale chociaż z raz na tydzień…

Natomiast od czasu podjęcia adopcji – nie mówię od razu, ale stopniowo, powoli – coś zaczęło się zmieniać… Zaczęłam patrzeć nieco łagodniej, ze zrozumieniem, albo jego próbą. Nieraz modląc się za mojego adoptowanego kapłana dopowiadałam jeszcze jakąś (czasem krótką) modlitwę za innego, potem jeszcze kolejnego i następnego… I tak praktycznie za każdym razem. Nim się spostrzegłam, już modliłam się nawet za księdza proboszcza, z którym zawsze współpraca była wyjątkowo trudna, najłagodniej mówiąc. Wciąż jest. Najbardziej zadziwiało mnie to, że potrafię się już za niego (czy też innego kapłana) modlić zwłaszcza w najtrudniejszych momentach tej współpracy, wtedy kiedy – co tu dużo mówić – jestem najbardziej zdenerwowana, czy rozczarowana i nie mogę na niego patrzeć. Dotarło w końcu i bardzo mocno, że to są tylko ludzie, a Pan Bóg ich sobie sam wybiera. I na pewno doskonale wie co robi. A mnie w sumie nic do tego. W takim sensie, że to nie ja wybieram, ale bardziej mi do tego, że tych już wybranych trzeba mocno wspierać. Choćby nie wiem jacy byli wspaniali i choćby nie wiem jak bardzo rozczarowywała ich postawa…

Jeśli chodzi zaś o samą modlitwę… Na początku było trudno. Czasem, przyznam szczerze, zdarzało się, że zapominało się. Ale nie na długo. Było i jest trudno. Ale czy to coś nowego? Z modlitwą nigdy nie jest łatwo. Trzeba walczyć, być wytrwałym, bo nie tylko mnie się to przydarza… Czasem łatwo powiedzieć, a nieraz już słysząc te słowa bardziej chciało mi się płakać, niż czułam się zmotywowana. Ale staram się nie rezygnować. I z adopcji nie zrezygnuję. Nie mogę. Nie teraz. Już nie. Już za późno. Teraz nie jestem w stanie zrezygnować z tej modlitwy – co nie wynika z kwestii przyzwyczajenia czy rutyny, ale mojej własnej potrzeby modlitwy za adoptowanego. Wierzę i widzę, że on szczególnie potrzebuje tego modlitewnego wsparcia. Ciągle.

A czego się bałam, że „tylko” na dwa lata? Swój udział w Dziele zgłosiłam w dniu, kiedy adoptowany przeze mnie kapłan został przeniesiony na inną parafię i pozornie nasze drogi się rozchodziły. Bałam się, że za więcej niż dwa lata nie będziemy mieć już prawie żadnego kontaktu i nie będę potrafiła się wtedy modlić za osobę, która stanie mi się obca. Dwa lata minęły. Ze wspomnianym kapłanem widuję się może kilka razy do roku, a nie stał się obcym człowiekiem ani trochę. Co więcej, ciągle zadziwia mnie fakt, że możemy rozmawiać godzinami, jakbyśmy widzieli się wczoraj…

Bardzo jestem wdzięczna Panu Bogu za Dzieło Duchowej Adopcji Kapłanów, za ludzi, którzy go stworzyli i tych, którzy biorą w nim udział. Widzę jak wiele dał mi fakt, że przed dwoma laty natrafiłam na nie i podjęłam wyzwanie (myślę, że to będzie trafne stwierdzenie). Widzę jakie ogromne łaski ja otrzymuję, choć ta moja modlitwa ta skupia się na kapłanach, a szczególnie jednym…

Chwała Panu!

Nadesłane przez p. Annę