Archiwum dla Grudzień, 2016

Święta, święta i…?

Posted: 28 grudnia 2016 by Agnieszka Dankiewicz in przemyślenia
Tagi:
Illustration by Gary Smith of a family eating their Christmas dinner.

Illustration by Gary Smith

W Piśmie Świętym możemy znaleźć wiele fragmentów odnoszących się do narodzin Jezusa. Część z nich towarzyszyło nam w czasie adwentowych przygotowań  – niedzielnych Mszy świętych albo rorat. Wszyscy doskonale znamy scenę zwiastowania Maryi, kiedy Anioł Gabriel przekazuje Jej informację, że zostanie Matką Syna Bożego. Znana jest też scena, w której Józefowi objawia się we śnie anioł i zapewnia: „nie bój się przyjąć twojej żony Maryi, gdyż to, co się w Niej poczęło, pochodzi z Ducha Świętego” (Mt 1,20).

Wszyscy znamy też scenę nawiedzenia Elżbiety, kiedy Maryja wyrusza w drogę i wybiera się do swojej krewnej.  To właśnie w odniesieniu do tej sceny chciałabym zachęcić Was do podjęcia pewnego bożonarodzeniowego wyzwania.

Kilka lat temu wzięłam udział w bożonarodzeniowych dniach skupienia. Trafiłam wtedy na komentarz do Ewangelii według św. Łukasza – właśnie do fragmentu opisującego spotkanie Maryi i Elżbiety. W komentarzu do Pisma świętego Starego i Nowego Testamentu wydanego przez Towarzystwo świętego Pawła znalazły się następujące słowa:
Od momentu, gdy Bóg w Jezusie stał się człowiekiem, obecność Boga nie wyraża się już przez znaki, lecz zawiera się w osobie Jezusa. Od tej pory ograniczenie obecności Boga tylko do jakiegoś narodu, miejsca lub przedmiotu, jest niemożliwe. Podstawowym „miejscem” obecności Boga stał się Jego Kościół, symbolizowany tu przez pierwszą z wierzących – Maryję. Ukazanie Maryi jako Tej, która jest w drodze i przynosi Jezusa konkretnej osobie, stanowi wyraz apostolskiego wymiaru Kościoła, który swoją misją obejmuje całe stworzenie.

To piękny obraz! Maryja dowiaduje się o tym, że zostanie matką, że urodzi Syna Bożego, który zbawi każdego człowieka. Przyjmuje tę tajemnicę, mimo, że jej w pełni nie rozumie. I rusza w drogę, aby dzielić się radością tej wielkiej Tajemnicy, której doświadczyła.

Przez czas Adwentu przygotowywaliśmy się do Bożego Narodzenia. Przed naszymi oczyma przewijały się kolejne sceny biblijne – nie tylko te nowotestamentalne przywołane na początku tego tekstu, ale także wiele innych. Wszystko po to, abyśmy mogli jeszcze pełniej przeżyć te Święta i dobrze zrozumieć ich sens. Minęło już kolejne Boże Narodzenie w naszym życiu. Wyzwaniem, które chciałabym Wam zaproponować w tym czasie jest ruszanie w codzienną drogę za Maryją.

Trwamy w bożonarodzeniowej radości. Wszystko, co nas otacza, wciąż przypomina nam o Świętach. W tym okresie w szczególny sposób żyjemy pełni wiary w to, że Słowo stało się Ciałem, aby zamieszkać pośród nas i zagościć w sercu każdego człowieka. Jednak czas leci. Niedługo każdy z nas ruszy w drogę przez codzienność – wrócą codzienne sprawy i obowiązki. A przecież Jezus chce być obecny w naszym życiu nie tylko od święta, nie tylko w czasie Świąt – ale przede wszystkim w tej codzienności.

Dlatego też pozostając w tej radosnej, świątecznej atmosferze postarajmy się odpowiedzieć sobie na pytanie postawione w tytule tego tekstu: Święta, święta i…?

Maryja usłyszała od Anioła Gabriela radosną, choć tajemniczą nowinę. I ruszyła w drogę, aby tę właśnie radość nieść innym – konkretnym ludziom.

A my? Czy ruszymy w drogę za Maryją, aby nieść nowonarodzonego Chrystusa konkretnym ludziom w naszej codzienności?

Reklamy

Dla Ciebie, nasz Czytelniku

Posted: 27 grudnia 2016 by Sandra Kwiecień in przemyślenia
Tagi:

battlefield-3-lying-man

To Dzieło istnieje sześć lat. Sześć bardzo długich lat. Czy wiecie jak wygląda prowadzenie takiej akcji?

Nieskończona przygoda. Odbierasz maile. Czytasz te radosne, z nowymi cudami, jakimi są adopcje i podjęte modlitwy oraz te smutne, w których ktoś pisze o swoim bólu i cierpieniu wyrażając go w słowach czasem pełnych pogardy. To znaczy, że widzi coś złego lub nawet spotkało go coś złego. Takie maile także uczą. Pokory. Dystansu. Pełnej świadomości, że świat jest pełen różnych doświadczeń – dobrych i złych. I żadne z nich nie może mną zachwiać.

Niełatwo jest wytrwać sześć lat. Codziennie robisz to samo. Czytasz maile, odpisujesz, wpisujesz na stronę, wysyłasz powiadomienia, robisz Karty Adopcyjne, zbierasz pieniądze, znaczki, koperty. Codziennie. To nie jest jednak praca – nie daje wypłaty, ubezpieczenia, ani sławy. Gorzej, kiedy są jeszcze problemy techniczne – nie ma internetu, zachoruje się, jest się zapracowanym, skrzynka przepełniona, a ludzie – bardzo słusznie – się niecierpliwią. Trzeba zawsze służyć – jak tylko się umie najlepiej. Tym właśnie to jest. Służbą. Służyć to być używanym. Być użytecznym.

Wiele osób pracowało w DDAK na przestrzeni tych lat. Mało kto miał możliwość zostać z nami dłużej. To ogromne wyrzeczenie, by poświęcić swoje życie, swój wolny czas czemuś tak abstrakcyjnemu, jak gigantyczna lista anonimowych kapłanów, czy tysiące maili ludzi, których nigdy w tym życiu nie poznamy. Podziwiam Was, moi współpracownicy, że trwacie. Także w Dziele Duchowej Adopcji Sióstr Zakonnych jest podobnie. Jak w innych inicjatywach, których są tysiące.

Czy wiecie jak to w ogóle możliwe?

Wytrwałość, u której podstaw leży – w moim przypadku dość chybotliwa – wiara. Wiara nie w człowieka, nie w księdza, nie w dobrą wizję Kościoła. Brzmi dziwnie? Na pewno. Ostatecznie bowiem dochodzisz do punktu, że ani dobry kapłan, ani ten zły, nie potrafią już wpływać na to, co jest najgłębiej w sercu człowieka. Tam jesteś tylko Ty i Twój Bóg. Twój Stworzyciel.

Tylko Bóg sprawia, że jesteś w stanie podjąć się prawdziwych wyzwań.

Nikt i nic nie daje takiej siły i wytrwałości. A najlepsze w tym jest to, że nie czujesz się silny. Nie widzisz w sobie wytrwałości. Po prostu idziesz drogą i gdy przystaniesz i oglądasz się za siebie, ze zdumieniem spoglądasz jak wiele przeszedłeś.

Moja wiara jest jak rachityczne drzewko. Malutkie, słabiutkie, ciągle uginam się pod ciężarem różnych rzeczy, które czasem nawet mnie łamią. Poznałam tysiące ludzi wielokrotnie lepszych ode mnie. Bardziej bezinteresownych, dobrych, wytrwałych. Kiepska jest moja służba. Czasem czytam, że niektórzy obawiają się o swoje zobowiązania, bo zaniedbali modlitwę raz, dwa lub kilkanaście razy. Wtedy odpisuję – czy myślisz, że ja byłam tak silna, by codziennie pamiętać? Otóż nie. Upadałam wielokrotnie. Gdy czytałam wiadomości tych, którzy nigdy nie zapominają i nigdy nie opuścili nawet jednego dnia czuję radość, ale i wstyd. Tysiące razy Was zawiodłam – adoptujących, adoptowanych, współpracowników, samego Boga. Ale głos w sercu nigdy nie ustaje. I niezależnie jak wiele razy uskrzydlą mnie Wasze dobre i życzliwe słowa i niezależnie od tego, jak wiele oskarżeń mnie przygniecie – nie wolno mi się poddać. Nie wstaję bowiem dla kapłana. Nie wstaję dla idei. Powstaję dla Boga.

Powstań i Ty. Nieskończenie ode mnie lepszy człowieku.

Witaj

Posted: 25 grudnia 2016 by Sandra Kwiecień in święta
Tagi:

915

Pomódlmy się w Noc Betlejemską,
W Noc Szczęśliwego Rozwiązania,
By wszystko się nam rozplątało,
Węzły, konflikty, powikłania.
Oby się wszystkie trudne sprawy
Porozkręcały jak supełki,
Własne ambicje i urazy
Zaczęły śmieszyć jak kukiełki.
Oby w nas paskudne jędze
Pozamieniały się w owieczki,
A w oczach mądre łzy stanęły
Jak na choince barwnej świeczki.
Niech anioł podrze każdy dramat
Aż do rozdziału ostatniego,
I niech nastraszy każdy smutek,
Tak jak goryla niemądrego.
Aby wątpiący się rozpłakał
Na cud czekając w swej kolejce,
A Matka Boska – cichych, ufnych –
Na zawsze wzięła w swoje ręce.”

Wesołych Świąt Wam wszystkim. Naprawdę wesołych. Nie ze sztucznymi uśmiechami, czy tylko chwilową radością, lecz przepełnionych wiarą, siłą i nadzieją na każdy dzień. Miłością życzliwą, nawet jeśli trudną. Z człowieczeństwem pełnym wyrozumiałości – nie tylko dla siebie samego, ale dla wszystkich wokół. Tak trudno być człowiekiem… Lecz Bóg się nim stał. I przeżył swoje człowieczeństwo dobrze, godnie i pełnie. I tego prezentu Wam życzymy – człowieczeństwa Prawdziwej Miłości.

Witaj Boże.