Wielbisz?

Posted: 19 marca 2017 by Agnieszka Dankiewicz in przemyślenia
Tagi:

Dobra praca, sukcesy zawodowe, zadowolenie z powierzonych obowiązków. Talent, zdolności, rozległa wiedza – powodzenie w szkole lub na uczelni. Zdrowie i brak jakichkolwiek poważnych dolegliwości. Dostatek – poczucie, że można zaspokoić wszystkie podstawowe potrzeby. Szczęście życia rodzinnego – obecność i wsparcie bliskich. Możliwość zapewnienia rodzinie godnego życia. Grono sprawdzonych przyjaciół, życzliwość napotkanych ludzi, łatwość w nawiązywaniu kontaktów. Wiele wspaniałych przygód, podróże, niezapomniane chwile. Radości, małe lub duże sukcesy w życiu prywatnym (rodzinnym czy towarzyskim).

Zmartwienia dnia codziennego – mniejszego lub większego “kalibru”. Cierpienie, choroba, uciążliwe problemy zdrowotne. Długotrwały brak pracy lub jej nagła utrata. Brak możliwości uzyskania wymarzonego wykształcenia. Niewystarczające środki, aby zaspokajać swoje potrzeby i zapewnić byt rodzinie. Problemy rodzinne, konflikty, nieporozumienia, utrata bliskiej osoby. Brak przekonania o wsparciu ze strony najbliższych, trudność w nawiązywaniu kontaktów, poczucie osamotnienia. Monotonia, smutek, rozczarowania…

To zestawienie pokazuje dwa skrajne stany, które można byłoby określić z grubsza jako szczęście i nieszczęście.
Bóg ma wobec każdego z nas pewien plan – wspaniały, wyjątkowy plan. I każdego dnia zaprasza nas do przeżycia tej niezwykłej przygody, zapewniając nas nieustannie o Swojej obecności i działaniu. Każda chwila naszego życia to znak Jego wsparcia i tego Bożego działania.

Powyższe zdania o Bożym wsparciu, o Jego obecności i działaniu mogą się nam wydawać banalne – tak często słyszymy na Mszach lub nabożeństwach takie i inne, podobne zdania, wszystkie motywowane są niezbitym argumentem o Bożej miłości ku nam.

Po co więc po raz kolejny przypominać te zdania? Jaki ma to związek z poczuciem zadowolenia albo nieszczęścia? Otóż, odpowiedź jest wyjątkowo oczywista. W życiu spotykają nas różne chwile – te dwa skrajne stany, poczucie szczęścia i nieszczęścia, przeplatają się ze sobą. Ale! W każdej z tych chwil naszego życia jest obecny Bóg – nawet jeśli nie zawsze potrafimy Go dostrzec.

Obserwując ludzi i świat można odnieść wrażenie, że zauważenie Boga w trudnych chwilach jest proste. Mając poczucie niezadowolenia albo nawet nieszczęścia często przecież „uciekamy się” do Boga, prosząc go, aby zmienił daną sytuację. Czasem, kiedy jednak tak bardzo trudno zauważyć sens naszego cierpienia, może pojawić się inna forma „zauważenia Boga”, polegająca na „obwinianiu” Go za aktualny stan rzeczy. A przecież – nie można nam zapomnieć, że w naszym życiu każda chwila jest nie tylko pełna Bożej obecności, ale także jest pełna sensu. Zapytacie: jak to możliwe, żeby w cierpieniu i nieszczęściu był sens? Jan Paweł II mówił, że nie ma takiego zła, z którego Bóg nie wyprowadziłby wielokrotnie większego dobra. Toteż cierpienie w naszym życiu może mieć sens – być może ma ono pokazać nam nasze zachowanie czy reakcje w danych sytuacjach; może poprzez wszystkie nasze osobiste trudności mamy zbliżyć się do naszego Niebieskiego Ojca… Każda jedna historia jest inna. Jeśli napotykamy na trudności, Bóg przygotował dla nas także i dobro – na które czasem musimy cierpliwie poczekać. Jednak wniosek pozostaje niezmienny – łatwo przychodzi nam mówienie Bogu, jak bardzo nam ciężko.

Z drugiej strony, można odnieść wrażenie, że kiedy człowiek ma poczucie spełnienia i szczęścia, nie dostrzega Jego obecności. Wówczas człowiek cieszy się, ma dużo zapału do dalszego działania.

17 rozdział Ewangelii według św. Łukasza (Łk 17,11-29) przedstawia nam sytuację analogiczną do tej współczesnej. Jezus zmierza do Jerozolimy, przechodząc przez obszar Samarii i Galilei. Spotkał tam 10 trędowatych wołających do Niego z prośbą o litość i pomoc. Jezus nakazał im udać się do kapłanów – a oni poszli. Kiedy już grupa dziesięciu trędowatych była w drodze, jeden z nich zorientował się, że został uzdrowiony. Nietrudno było zauważyć ustąpienie trądu, ponieważ w tamtych czasach była to choroba nieleczona, w związku z czym dawała bardzo wyraźne objawy (w postaci plam na skórze przekształcających się z czasem w deformacje ciała lub nawet twarzy). Jak podaje Ewangelia – uzdrowiony człowiek zaczął się ogromnie radość i chwalić Boga. Co więcej – zamiast udać się w dalszą drogę do kapłanów, wrócił do Jezusa, „następnie upadł na twarz u stóp Jezusa i dziękował Mu” (Łk 17,15). Wrócił jeden, choć zostało uzdrowionych dziesięciu.


Choć w życiu spotykają nas różne okoliczności i wydarzenia, nie możemy zapomnieć, aby w każdej z nich szukać obecności Boga. Powinniśmy uciekać się do Niego, ufając, że On ma dla nas coś lepszego – nawet jeśli na razie nie mamy pojęcia, co to takiego. Podobnie jak dziewczynka, która ma oddać swojego misia Jezusowi – jest jej ciężko, bo jak czytamy na rysunku: to jej ULUBIONY miś, a nie jakiś jeden z wielu przypadkowych. Czasem więc trzeba przeżyć coś, co z ludzkiej perspektywy jest trudne. Czasem trzeba zrezygnować z czegoś, co po ludzku jest dla nas bardzo ważne. Jednak ufając Bogu na pewno się nie rozczarujemy – On wie co robi!

Dlatego nie zastanawiaj się, zaufaj! Oddaj Bogu swoje problemy, trudności i troski, ale nie zapominaj także o tych „radosnych powrotach” pełnych uwielbienia Boga za całe dobro, które od Niego pochodzi.

Jest jeszcze jeden biblijny obraz, który warto tu przywołać.
W Łukaszowej Ewangelii jest zdanie, które wszyscy doskonale znamy:
Wielbi dusza moja Pana,
i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy.
(Łk 1,46-47)
W tym jednym zdaniu kryje się naprawdę niezwykła postawa Maryi. Stało się przecież coś, czego zupełnie nie rozumiała. Oto dowiedziała się, że zostanie matką Syna Bożego – a to z jej ludzkiego punktu widzenia niemożliwe. Nie rozumiała tego, więc z pewnością była zaskoczona, przerażona i pełna wątpliwości. Mimo wszystko, zawierzyła i zaufała woli Bożej – a te niezwykłe i niezrozumiałe wydarzenia były dla niej wystarczającym powodem, żeby wypowiedzieć słowa uwielbienia dla Boga.

A Ty? Potrafisz wrócić do Jezusa i tak jak człowiek uzdrowiony z trądu podziękować? Dzielisz się z Nim swoją radością ze swoich sukcesów – wśród których przecież i On jest obecny? Potrafisz jak Maryja uwielbić Boga – pomimo niezrozumiałych i zaskakujących wydarzeń?

Reklamy
Komentarze
  1. Małgosia pisze:

    Świetny rysunek 😉

    • WielbijmyJezusa! pisze:

      Tak, obrazek z misiem małym i misiem dużym jest bardzo trafiony.
      Przypomina mi to trochę słowa O. Pio, który powiedział, że widzisz w wyszywance swego życia pogmatwane nici tylko bo siedzisz pod nią i patrzysz od dołu, Bóg zaś widzi piękny haft, który powstaje jako obraz twego życia, którego On sam jest autorem. I choć może ta parafraza nie jest najlepsza to myślę, że każdy ma nadzieję na jakąś granice swego cierpienia, której Bóg nie
      przekroczy. Podobno przecież każdy krzyż dźwiga na miarę swoich sił i możliwości, podobno…
      Kto ufa Jego miłosierdziu, ten pewnie w to nie wątpi.
      Biorąc pod uwagę, że Bóg Ojciec własnego Syna nie oszczędził, dlaczego miałyby z nami postępować inaczej?
      Ta prawda jednak wcale nie napawa mnie radością ani odwagi nie dodaje, bo kto tak naprawdę chce cierpieć? Jedynie pewnie podobni do o. Pio czy św. Faustyny etc., tak tylko z miłości, szczerej, nie obłudnej, wyzutej z wszelkich przywar. Zatem jak bardzo trzeba kochać Boga i człowieka, żeby cierpienie każde przyjąć w wolności, bez żadnych narzekań?
      Czy jest jeszcze jakiś wybór, skoro raz już został dokonany? Wybrać Jezusa oznacza bowiem niejako skazać się na cierpienie i choć wydaje mi się czasem, że mógłby nim obdzielić całą armię, to jakoś dziwnie uznał, że jeden człowiek da mu radę. Patrząc zaś z perspektywy czasu i wydarzeń, gdyby nie Jego Matka, już dawno nie bylibyśmy razem z Jezusem, po tej samej stronie, bo kto chce cierpieć tak na prawdę?
      Często mówi się tak ładnie – wzrastać w miłości każdego dnia, tylko że bez Jezusa się nie da tak…bo jak w wyszywance mojego życia widzę tylko węzełki, pętle i zawijasy bez sensu żadnego, tak tylko miłość Boga nadaje jej kształt i tworzy piękno obrazu.
      „Wszystko, co istnieje jest zawarte we wnętrznościach Mojego miłosierdzia głębiej niż niemowlę w łonie matki. Jak boleśnie rani Mnie niedowierzanie Mojej dobroci. Najboleśniej ranią Mnie grzechy nieufności.” /Dz. 1076/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s