Archiwum dla Sierpień, 2017

Czy Ty w to wierzysz?

Posted: 21 sierpnia 2017 by Agnieszka Dankiewicz in przemyślenia
Tagi:

Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już od czterech dni spoczywającego w grobie.
Kiedy więc Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta więc rzekła do Jezusa: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga».
Rzekł do niej Jezus: «Brat twój zmartwychwstanie».
Marta Mu odrzekła: «Wiem, że powstanie z martwych w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym».
Powiedział do niej Jezus: «Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, to choćby umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?»
Odpowiedziała Mu: «Tak, Panie! Ja mocno wierzę, że Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat».
Jezus wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: «Gdzie go położyliście?»
Odpowiedzieli Mu: «Panie, chodź i zobacz!» Jezus zapłakał. Żydzi więc mówili: «Oto jak go miłował!» Niektórzy zaś z nich powiedzieli: «Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?»
A Jezus, ponownie okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień.
Jezus powiedział: «Usuńcie kamień!»
Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: «Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie».
Jezus rzekł do niej: «Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?»
Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: «Ojcze, dziękuję Ci, że Mnie wysłuchałeś. Ja wiedziałem, że Mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie tłum to powiedziałem, aby uwierzyli, że Ty Mnie posłałeś». To powiedziawszy, zawołał donośnym głosem: «Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!» I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce przewiązane opaskami, a twarz jego była owinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: «Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić».
Wielu zatem spośród Żydów przybyłych do Marii, ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego.

 

(J 11, 3-7. 17. 20-27. 33b-45)

Wiele może być spojrzeń na tę doskonale znaną biblijną scenę.
Każdy z nas może zwrócić uwagę na zupełnie inny aspekt tego tekstu, wynosząc dla siebie rozmaite wnioski.

Choć wiadomo, że głównym wątkiem w tej scenie jest wskrzeszenie Łazarza, to jednak piękna jest rozmowa Marty z Jezusem. Chrystus przychodzi do Judei w bardzo trudnym dla Marty momencie. Umarł jej brat – jedna z najbliższych osób w rodzinie. Przyszła śmierć – wszystko wydaje się stracone i można by było uznać, że nic nie da się zrobić. Choć śmierć jest naturalną koleją rzeczy, to jednak gdy dotyka ona kogoś z naszych bliskich, zawsze towarzyszy temu rozczarowanie, ból i cierpienie.

W tej smutnej chwili Marta spotyka Chrystusa – już na wstępie wita go pięknym wyznaniem wiary: „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci to wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga”. Następnie pojawia się dialog o zmartwychwstaniu – Jezus zapewnia, że Łazarz powstanie z martwych, a Marta potwierdza swoją wiarę, że nastąpi to w czasach ostatecznych. „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, to choćby umarł, żyć będzie.”

W innym ewangelicznym opisie tej sceny po tym stwierdzeniu Jezusa pada bardzo ważne pytanie: „Czy Ty w to wierzysz?”. Marta w zasadzie bez wahania odpowiada, że tak i wyznaje wiarę w to, że Chrystus jest Mesjaszem, Synem Bożym. Wówczas Jezus nakazuje, by odsunąć kamień, modli się i wzywa Łazarza do wyjścia z grobu.

Można zaryzykować stwierdzeniem, że i dziś ta historia się powtarza.
Dominikanin, o. Krzysztof Popławski OP, pisał:

“Śmierć jest powszechnie obecna w codzienności, informacji, prasie, filmie, grach komputerowych. Ale jako możliwe, nasze doświadczenie – jest tabu.”.

Nie tylko śmierć jest takim problemem, który pozostaje powszechny, ale wciąż nie do końca “oswojony”. Każdemu człowiekowi przytrafiają się w życiu różne chwile, w których sytuacja może się wydawać całkowicie beznadziejna. I choć nie dotyka nas może śmierć bliskich, a inne problemy – schemat pozostaje taki sam. Ulegamy wrażeniu, że sytuacja jest trudna, że nie ma już dobrego rozwiązania, że nic nie da się zrobić. Być może pojawia się u nas podobne zachowanie jak w przypadku Marty. Spotykamy się z Bogiem i mówimy Mu: „Panie, gdybyś był ze mną w tym konkretnym doświadczeniu, nic by się nie stało”.

Jednak we wszystkich takich momentach nie wolno nam zapomnieć o wszechmocy Boga. On jest Tym, który może wszystko: dla Niego nie ma nic możliwego. Bóg to Ten, który (jak czytamy w Księdze Izajasza) „otwiera groby”. Groby przyzwyczajeń, trudności, grzechu, problemów, lęków… A więc Bóg to Ten, który uwalnia nas od tego, co złe, aby obdarować nas szczęściem i tym, co dobre.

Czego więc potrzeba, aby tak się stało?

Odpowiedź na to pytanie może wydawać się oczywista i prosta. Potrzebna jest wiara. Jednak nie taka „teoretyczna”, a „praktyczna” – szczera, z głębi serca, pełna przekonania.

Czy Ty w to wierzysz?
To pytanie skierowane w fragmencie Ewangelii jest kierowane współcześnie także do każdego i każdej z nas. Dla Boga nie ma ABSOLUTNIE niczego, co byłoby niemożliwe. Z drugiej strony: to właśnie ten moment, kiedy słyszymy także to pytanie: czy wierzymy, że rzeczywiście On może wszystko.

Wszystkie te biblijne fragmenty zachęcają nas do tego, aby zadać sobie właśnie to pytanie, które usłyszała Marta: czy Ty w to wierzysz?

No właśnie. Wierzysz?

Wysyłka plakatów

Posted: 16 sierpnia 2017 by Sandra Kwiecień in materiały
Tagi:

W końcu ogłaszamy zaplanowaną wysyłkę plakatów promocyjnych DDAK!

Plakat pionowy:

Plakat poziomy:

Łącznie przygotowaliśmy 50 kopert ze znaczkami o wartości 5,10 zł. Na zdjęciu jest ich dokładnie 45, gdyż 5 kopert wysłaliśmy już parę dni wcześniej.

Jakiś czas temu dziękowaliśmy Wam za ogromną pomoc (zwłaszcza finansową), dzięki której pomogliście nam opłacić ponad połowę kosztów przeznaczonych na akcję promocyjną. W tym miejscu jeszcze raz Wam za to dziękujemy!

Koperty te są przeznaczone na wysyłkę plakatów DDAK. Plakaty otrzymaliśmy za darmo od Wydawnictwa Hlondianum. Każdy, kto miałby chęć i możliwość rozwiesić takie plakaty w swojej parafii, salce katechetycznej (wszak niedługo zacznie się rok szkolny) lub na uczelni – śmiało możecie pisać na adres:

sandra.kwiecien.ddak@gmail.com

Tytuł wiadomości: „Plakaty”

W treści należy wpisać ile sztuk i jakiego rodzaju (poziome czy pionowe) plakaty są Wam potrzebne.

Prosimy o rozwagę w szacowaniu ilości – plakaty powoli się nam kończą, a szkoda, by wylądowały gdzieś w kącie.

Pamiętajcie o trzech rzeczach:

  1. przesyłka jest awizowana i trzeba po nią pójść na pocztę,
  2. podajcie swój adres pocztowy, na który można przesłać materiały,
  3. miejcie pewność, że uzyskacie zgodę na rozwieszanie naszych plakatów.

***

Materiały, jak zawsze, są całkowicie bezpłatne. 

Jeśli jednak ktoś miałby taką możliwość (może nagroda w pracy lub zwrot podatku 🙂 ), to istnieje opcja wsparcia nas poprzez przesłanie znaczków pocztowych lub drobnej, finansowej „cegiełki”, np 5 zł lub 10 zł.

Adres pocztowy lub numer konta są udostępniane mailowo. Pamiętajcie jednak, że jest to tylko i wyłącznie opcjonalne. Samo wsparcie nas jest ogromną i wspaniałą pomocą, za którą jesteśmy BARDZO wdzięczni.

Jak widać na zdjęciach, Wasze darowizny są przekazywane w całości na potrzeby akcji. Detaliczny koszt takiej przesyłki to 5,10 zł (jeśli plakatów jest mało, bo przy większej ilości jest to 7,10 zł) oraz 3,60 zł za kopertę bąbelkową. Czyli jedna przesyłka to (najniższy koszt) 8,70 zł. Z tego też powodu prosimy, by zamówienie na plakaty było na co najmniej dwa plakaty.


Wysyłka będzie organizowana tylko w dniach 16-21 sierpnia.

Kto chce pomóc – niech pisze na maila 🙂

Dziękujemy!

Bądź przezroczysty

Posted: 15 sierpnia 2017 by viaspei in prawa autorskie, przemyślenia, religia, świadectwa

Wiemy, czujemy, jak ważne są ostatnie słowa wypowiedziane przez danego człowieka.
Jak ostatnia modlitwa, testament.
Jak podsumowanie i nakaz.
To słowa, które będą powtarzane, zapamiętane.

„Zróbcie wszystko, cokolwiek Wam powie.”
Dzięki jednemu z wysłuchanych kazań uświadomiłam sobie, że to właśnie są ostatnie słowa wypowiedziane przez Maryję na kartach Ewangelii.
Jak ważne i pełne znaczenia jest to ostatnie zdanie!
Matka wskazuje na Syna Bożego.
To jest jej testament.
Mamy Jego słuchać i robić to, co On każe.
Ona żyje jeszcze wiele lat… widzimy jej cień, gdy Jezus przemierza Ziemię Świętą.
Czujemy jej ból podczas Drogi Krzyżowej i jej bezsilność pod Krzyżem.
Zawsze jednak to Jezus Chrystus jest przez nią ukazywany, jako ten najważniejszy.
Ona już nic nie ma do powiedzenia, skoro do głosu przychodzi On – w Nim spełnia się wszystko.

I tak, nie widzimy już samej Maryi i jej historii, ale patrząc na nią, widzimy jakby przez nią Chrystusa.
Dlatego jej życie jest tak pięknym wzorem dla nas.
Nie po to patrzymy na Maryję, żeby stawać się podobnym do niej samej, nie ona jest celem (byłoby to niezgodne z Jej wolą).
Gdy próbujemy spojrzeć na Matkę, jak w soczewce, która skupia światło, widzimy właśnie Jezusa.

A ja?
Ja często chcę być w centrum uwagi.
Podnoszę głos i jest mi przykro, jeśli moje słowa się nie przebiją, kiedy nikt mnie nie posłucha.
Nawet gdy coś komuś daję, to gdzieś w głębi serca liczę na wdzięczność (może nawet na odwdzięczenie się?).
Bo jeśli jestem dla kogoś dobra i tyle dla niego robię, to i on powinien być dla mnie trochę milszy.
Tak mi się wydaje.
Ciągle więc liczę na to, że ktoś zauważy mój wysiłek.

Maryja za to pokazuje, że wcale nie tak powinno być.
Inni nie mają być wdzięczni mi, ale przede wszystkim widzieć przeze mnie Jezusa.
To Bogu samemu należy się chwała, nie mnie.
Ja mam iść za Jezusem cały czas, chować się w Jego cieniu i wskazywać na Niego.

A nagroda?

Patrząc na dzisiejszą uroczystość mogę mieć pewność, że o swoich sługach Bóg nie zapomina.
A nagroda czeka nas najwspanialsza!

Kubki wysłane!

Posted: 10 sierpnia 2017 by Sandra Kwiecień in kubki
Tagi:

Zdjęcie pani Stefanii

Zamówienia (w zdecydowanej większości) zostały już zrealizowane i zaczęły nadchodzić od Was wiadomości o tym, że do Was dotarły. Mamy nadzieję, że Wam się podobają 🙂

Poniżej prezentujemy zdjęcia tych projektów, które cieszyły się największą popularnością. Te kubki będą dostępne cały rok w sprzedaży, ale tylko powyżej 2 sztuk. Pojedyncze zamówienia niestety nie będą realizowane (chyba, że ogłosimy możliwość ich zamawiania, tak jak to było w lipcu, czy w latach ubiegłych).

Koszt za jeden kubek – 25 zł. Przy zamówieniach od 5 sztuk cena będzie ustalana indywidualnie. Zamówienia będą realizowane w ciągu do 10 dni kalendarzowych od dnia opłacenia.

W przypadku zainteresowania, można wysłać maila na adres:

sandra.kwiecien.ddak@gmail.com

w tytule „Zamówienie – kubek”

***

Po kliknięciu na obrazek, możecie zobaczyć kubek w powiększeniu 🙂

***

Kubek „serce”:

Kubek „bohater”

Kubek „brąz”


Kubek „kwiaty”

I wciąż popularny nasz pierwszy projekt „biały”

Projekty do dokładniejszego przyjrzenia się całości dostępne są TUTAJ.

Błogosławiony ks. Adam Bargielski

Posted: 3 sierpnia 2017 by Sandra Kwiecień in kapłani
Tagi:

Tę postać poleciła nam uczestniczka DDAK, rodzina ks. Adama.

 

Urodził się 7 stycznia 1903 r. w Kalinowie, wsi niedaleko Łomży. Był synem Franciszka i Franciszki z domu Jankowskiej.

W 1924 r., już w odrodzonej Rzeczypospolitej, ukończył Państwowe Gimnazjum Męskie im. Tadeusza Kościuszki (dziś Zespół Szkół Ogólnokształcących im. T. Kościuszki) w Łomży. Myślał wówczas o karierze wojskowej i dlatego też wstąpił do Szkoły Podchorążych Piechoty Polskich Sił Zbrojnych w Ostrowii Mazowieckiej.

Pół roku później wszelako przeważyło powołanie Chrystusa i  5 stycznia 1925 r. rozpoczął studia w Wyższym Seminarium Duchownym w Łomży, utworzonym w 1919 r. przez ówczesnego biskupa łomżyńskiego Romualda Jałbrzykowskiego (1876, Łętowo-Dębie – 1955, Białymstoku), późniejszego metropolitę wileńskiego.

24 lutego 1929 r., już jako członek powołanej w 1925 r. diecezji łomżyńskiej, przyjął święcenia kapłańskie z rąk ordynariusza bpa Stanisława Kostki Łukomskiego (1874, Borek – 1948, k. Łomży). Bp Łukomski, który do Łomży przybył z archidiecezji poznańskiej, gdzie był sufraganem, skierował go najpierw do tejże diecezji, do parafii pw. św. Wojciecha w Poznaniu, gdzie posługę rozpoczął 7 marca 1929 r. Tam pierwsze szlify wikariuszowskie zdobywał u boku ks. Narcyza Putza, późniejszego męczennika…

W 1936 r., wyraził pragnienie wstąpienia do Zgromadzenia Księży Marianów Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, czyli marianów, z zamiarem posługi misyjnej w USA, ale bp Łukomski nie wyraził zgody i prosił go o kontynuowanie pracy duszpasterskiej w swojej diecezji. Adam decyzję biskupa przyjął z pokorą…

Znany był z zamiłowania do pracy z młodzieżą i szacunku do każdego spotkanego człowieka. Decyzje podejmował szybko, co miało przykre konsekwencje. W pewnym momencie bp Łukomski musiał mu nawet udzielić krótkiej, trzydniowej kary suspensy, za opuszczenie bez zezwolenia placówki. Wynikało to raczej z jego entuzjazmu, niż wyrafinowania. Wobec swego przełożonego zachował pokorę i spokój…

Od 1939 r. był wikariuszem parafii pw. Trójcy Przenajświętszej we wsi Myszyniec (prawa miejskie odebrały Myszyńcowi rosyjskie władze zaborcze po powstaniu styczniowym, w 1869 r.), uznawanej często za stolicę Kurpi, czyli mieszkańców terenów dwóch puszcz mazowieckich: Puszczy Zielonej (zwanej też Puszczą Kurpiowską lub Zagajnicą) i Puszczy Białej.

Tam też 1 września 1939 r. zastał go wybuch II wojny światowej. Diecezja łomżyńska znalazła się w obrębie dwóch okupacji. Jej stolica, Łomża, zajęta początkowo przez Niemców, przekazana została na podstawie IV rozbioru Polski – umowy niemiecko-rosyjskiej, zwanej paktem Ribbentrop-Mołotow – w ręce drugiego okupanta, Rosjan.

Myszyniec natomiast, gdzie posługiwał Adam, pozostał w obrębie okupacji niemieckiej, w tzw. rejencji ciechanowskiej, części województwa warszawskiego przyłączonej bezpośrednio do Niemiec – jej prowincji Prus Wschodnich. A to oznaczało natychmiastowe represje wobec ludności polskiej i przymusową germanizację. Ks. Adam, mimo rosnącego terroru, ofiarnie próbował dalej prowadzić posługę duszpasterską.

W kwietniu 1940 r. Niemcy rozpoczęli, we wszystkich rejonach Rzeczypospolitej „przyłączonych” bezpośrednio do Rzeszy, kolejną turę masowych aresztowań duchowieństwa katolickiego oraz polskiej inteligencji, przed wywiezieniem do przygotowywanych na gwałt obozów koncentracyjnych. Także duchowieństwo kurpiowskie znalazło się na celowniku Niemców i 9 kwietnia 1940 r. niemiecka „tajna” policja państwowa, czyli Gestapo, zatrzymała proboszcza parafii Myszyniec, 83-letniego ks. Klemensa Sawickiego. Ks. Adama akurat nie było na plebanii – odwiedzał z posługą duszpasterską chorego. Gdy wrócił natychmiast udał się na posterunek Gestapo w Myszyńcu. Tam zwrócił się z prośbą o zwolnienie proboszcza i w zastępstwie zaofiarował siebie. Niemcy prośbę uwzględnili. Adam znalazł się w celi.

Skierowano go do niemieckiego obozu koncentracyjnego Soldau w Działdowie, który dla setek polskich kapłanów stał się obozem przejściowym przed wysłaniem do obozów w głąb Niemiec. Dla wielu stał się stacją końcową – zostali w Soldau przez Niemców zamordowani.

Ks. Adam Soldau przeżył i wywieziony został do niemieckiego obozu koncentracyjnego Dachau. Otrzymał wówczas obozowy ubiór – tzw. pasiak – oraz tzw. winkiel, czyli trójkąt malowany farbą lub naszywany na odzieży więźnia, na wysokości piersi, z literką „P” na oznaczenie więźnia polskiego, oraz numerem 4860.

Po miesiącu, został zabrany – w pierwszym wielkim transporcie z Dachau obejmującym 1 084 więźniów – do niemieckiego obozu koncentracyjnego Mauthausen-Gusen w Austrii, a dokładnie do podobozu Gusen. Tam zmuszano ich do niewolniczej pracy, m.in. w największych austriackich kamieniołomach granitu. Wśród aresztowanych było ok. 300 polskich duchownych, z których 80 w Mauthausen-Gusen zginęło.

Ks. Adam piekło Mauthausen-Gusen przeżył. Po ponad pół roku, w ramach gromadzenia polskich duchownych z różnych obozów koncentracyjnych, zawieziono go, całkowicie wycieńczonego, z powrotem do Dachau. Tam zarejestrowano go ponownie, tym razem jako więźnia o numerze 22061. Polscy duchowni zostali zgrupowani w dwóch blokach. Wprawdzie w obozie istniała kaplica, ale polscy księża nie mieli od pewnego momentu do niej dostępu. Zmuszani byli do wyczerpującej pracy fizycznej, poddawani licznym szykanom i prześladowaniom fizycznym. Pozbawiono ich cieplejszej odzieży, co w surowym klimacie podalpejskim – obóz wybudowano na bagnistym terenie o dużej wilgotności, szczególnie dokuczliwej jesienią i zimą, gdy więźniowie godzinami musieli stać na placu apelowym – kończyło się wyniszczającymi chorobami…

Kapłanom polskim nie wolno było odprawiać Mszy św., odmawiać brewiarza, modlić się czy mieć przy sobie jakiekolwiek przedmioty kultu religijnego. Zakazano niesienia pomocy duchowej umierającym. Mimo tego, za pośrednictwem więźniów zmuszanych do pracy w Monachium, postarano się o hostie, komunikanty i Msze św. odprawiano potajemnie…

Większość niewolniczo pracowała na tzw. „plantagach”, polach przylegających do obozu: w upalne dni dokuczało górskie słońce, zimą deszcz, mróz i śnieg. Panował nieopisany głód, który nie pozwalał myśleć o niczym innym, jak tylko o jednym – w jaki sposób zdobyć kawałek chleba. Waga więźnia nie przekraczała często 40 kg. A w 1942 r., najtragiczniejszym okresie w historii obozu Dachau, Niemcy głodowe racje jeszcze zmniejszyli…

Ów najgorszy dla polskich kapłanów okres zaczął się po tzw. „apelu pokuty”. Mianowicie 15 września 1941 r. kapłani odmówili wpisania na tzw. listę „volksdeutschów” (pl. „etnicznych Niemców” albo: „folksdojczów”), i nie wyparli się polskości i godności kapłańskiej. Represje się nasiliły. Rozpoczęły się wywózki w tzw. „transportach inwalidów” do centrum eutanazyjnego, gdzie Niemcy mordowali wszystkich w komorach gazowych.

Nawet w tych tragicznych dniach i miesiącach ks. Adam zawsze niósł pomoc współwięźniom, a prześladowania nie wpłynęły na jego głęboki spokój. Kazimierz Stefanowicz (1914, Myszyniec – 1986, Sadowne), aresztowany przez Niemców razem z Adamem w Myszyńcu i razem z nim zesłany do obozów Soldau, Dachau i Mauthasen-Gusen, widział w Adamie „nadzwyczaj prawego człowieka, bardzo sympatycznego i miłego, od którego emanowała wprost niespotykana szlachetność i dobroć”. Stefanowicza po roku zwolniono i całkowicie wyczerpany wrócił do Myszyńca.

Ks. Adam wywózki do Hartheim uniknął. Ale nie uniknął stania się ofiarą niemieckiej decyzji o fizycznej likwidacji polskiego duchowieństwa w Dachau. Zamordowany został 8 września 1942 r. przez obozowego strażnika. Ciało spalono w obozowym krematorium a prochy rozrzucono po okolicznych polach. Beatyfikował go 13 kwietniu 1999 r. w Warszawie Jan Paweł II w gronie 108 polskich męczenników II wojny światowej.

8 lat wcześniej, 4 czerwca 1991 r., w Łomży, podczas uroczystej Mszy św., Jan Paweł II mówił:

„Wszyscy siewcy słowa Chrystusowego czerpią moc swej posługi z tej niewypowiedzianej tajemnicy, jaką stało się – raz na zawsze – zjednoczenie Boga-Słowa z ludzką naturą, z każdym poniekąd człowiekiem, jak uczy ostatni Sobór. Upadają słowa Ewangelii na glebę ludzkich dusz, ale nade wszystko samo Słowo Przedwieczne, narodzone za sprawą Ducha Świętego z Dziewicy-Matki, stało się źródłem życia dla ludzkich dusz.

W przypowieści ewangelicznej Chrystus zwraca uwagę nade wszystko na glebę dusz ludzkich i sumień ludzkich i ukazuje, co dzieje się ze słowem Bożym w zależności od rodzaju owej szczególnej gleby. Słyszymy więc o ziarnie, które zostało porwane i nie przyjęło się w ludzkim sercu, bo człowiek uległ Złemu i nie zrozumiał słowa. Słyszymy o ziarnie, które padło na ziemię skalistą, na glebę oporną – i nie potrafiło zapuścić korzeni, nie wytrzymało więc pierwszej próby. Słyszymy o ziarnie, które padło między osty i ciernie – i zostało przez nie zagłuszone; te osty i ciernie to ułuda doczesności, dobrobytu, który przemija. Jedynie to ziarno, które padło na ziemię żyzną, urodzajną, wydaje plon.

Kto jest tą ziemią żyzną? Ten, kto słucha słowa i rozumie je. Słucha i rozumie.

Nie wystarczy usłyszeć, trzeba przyjąć rozumem i sercem.”

Tak jak przyjął, rozumem i sercem, i sam stał się „siewcą słowa Chrystusowego” – ks. Adam Bargielski; siewca, o którym na tablicy pamiątkowej w Myszyńcu parafianie napisali »Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich«.

Bez względu na osoby

Posted: 1 sierpnia 2017 by Agnieszka Dankiewicz in przemyślenia
Tagi:

Pan rzekł do Samuela: «Napełnij oliwą twój róg i idź: Posyłam cię do Jessego Betlejemity, gdyż między jego synami upatrzyłem sobie króla».
Kiedy przybył, spostrzegł Eliaba i powiedział: «Z pewnością przed Panem jest jego pomazaniec». Pan jednak rzekł do Samuela: «Nie zważaj ani na jego wygląd, ani na wysoki wzrost, gdyż odsunąłem go, nie tak bowiem, jak człowiek widzi, widzi Bóg, bo człowiek widzi to, co dostępne dla oczu, a Pan widzi serce». I Jesse przedstawił Samuelowi siedmiu swoich synów, lecz Samuel oświadczył Jessemu: «Nie ich wybrał Pan».
Samuel więc zapytał Jessego: «Czy to już wszyscy młodzieńcy? » Odrzekł: «Pozostał jeszcze najmniejszy, lecz on pasie owce». Samuel powiedział do Jessego: «Poślij po niego i sprowadź tutaj, gdyż nie rozpoczniemy uczty, dopóki on nie przyjdzie».
Posłał więc i przyprowadzono go: był on rudy, miał piękne oczy i pociągający wygląd. Pan rzekł: «Wstań i namaść go, to ten». Wziął więc Samuel róg z oliwą i namaścił go pośrodku jego braci. Od tego dnia duch Pański opanował Dawida.

(1 Sm 16, 1b. 6-7. 10-13b)

Jest to jeden z wielu tekstów, który może wydawać się dobrze znany, a jednak nie można przestać go przypominać – tak, aby nie przestał do nas przemawiać i abyśmy nie zapomnieli prawdy, która się w nim kryje.

Prawda tego tekstu jest wyjątkowo prosta – choć dla nas (z ludzkiego punktu widzenia) być może wciąż tajemnicza i niezrozumiała. Bóg jest wszechmogący i powołuje ludzi, obdarzając ich zaproszeniem do pełnienia niezwykłej posługi wśród Ludu Bożego. Jednak to nie koniec. Bóg nie ma względu na osoby – „bo nie tak bowiem, jak człowiek widzi, widzi Bóg”.

Bardzo łatwo nam dzisiaj krytykować księży. Ich posługa jest wyjątkowo specyficzna – w związku z tym każdy ksiądz (nie tylko jako „specjalista od spraw Boga”, ale także jako człowiek) jest postawiony na świeczniku. Ludzie otaczają kapłana z każdej strony, bo to przecież do nich właśnie został on posłany. Jednak właśnie ci ludzie mają wobec kapłana niemalże nieskończony szereg oczekiwań. Co więcej – można byłoby zaryzykować stwierdzeniem, że każdy człowiek i każdy wierny będzie oczekiwał od kapłana czegoś innego.

Bez względu na to, czy powie to osoba wierząca czy nie – od księdza będzie się oczekiwało tego, żeby był idealny. Tak idealny, że aż „nadludzki”. Bardzo łatwo ulec wrażeniu, że wraz z przyjęciem święceń kapłańskich znikają wszystkie błędy, pomyłki i słabości.

Wierzący prawdopodobnie będą oczekiwali gorliwości w wierze, bycia wspaniałym przykładem relacji z Bogiem. Idąc dalej – innymi oczekiwaniami może być głoszenie pięknych kazań: takich, które lepiej pozwolą zrozumieć Słowo Boże. Chcemy, aby księża byli wspaniałymi szafarzami sakramentów i aby wspaniale, z oddaniem sprawowali sakramenty.

Osoby niezwiązane z Kościołem też mogą mieć jakieś oczekiwania wobec kapłanów.
Na przykład takie, aby nie wskazywali błędów lub nie przypominali o tym, że grzech jest grzechem i nie powtarzali „średniowiecznych”, przestarzałych prawd o zasadach moralnych.

Wymagania, które stawiamy kapłanom, można by było mnożyć. Prawdopodobnie każdy z nas mógłby jeszcze przytoczyć całą listę swoich własnych oczekiwań – cech, które powinien mieć dobry ksiądz. A kiedy zdarzy się tak, że nasze oczekiwania zderzą się z rzeczywistością, a kapłan popełni błędy mamy otwarte pole do krytyki, oceny i narzekania.

Wśród wszystkich tych oczekiwań (które będą miały zarówno osoby uczestniczące w życiu Kościoła, jak i pozostające poza nim) tak łatwo jest zapomnieć, że rzeczywistość jest zupełnie inna. Moment święceń w istocie bardzo dużo zmienia – jest momentem przełomowym w życiu człowieka, który je przyjmuje. Jednak ksiądz pozostaje człowiekiem – takim samym człowiekiem jak Ty czy ja.

Boża logika powołania działa właśnie tak, jak przedstawia to przytoczony na początku tekstu fragment biblijny.
On powołuje tych, których On sam wybiera – bo On nie kieruje się ludzkimi kryteriami w swoich ocenach.
On wie, jakie możliwości i ograniczenia ma każdy konkretny człowiek – i właśnie takiego Pan Bóg go potrzebuje: z tymi wszystkimi cechami czy zdolnościami, które ten człowiek posiada. Bóg nie patrzy na kolor włosów czy oczu, nie patrzy na błędy przeszłości…

Oznacza to, że bez względu na nasze ludzkie kryteria, oceny, narzekania i oczekiwania, ksiądz pozostaje człowiekiem. Człowiekiem ze wszystkimi swoimi ludzkimi przyzwyczajeniami, cechami i przede wszystkim: słabościami. Ksiądz pozostaje człowiekiem – zwyczajnym człowiekiem z nadzwyczajnym darem. A pozostając człowiekiem wciąż może przecież popełniać błędy, mieć gorszy dzień, być zmęczonym. Właśnie tak wygląda rzeczywistość Bożego powołania.

Bóg powołał Dawida, bo wiedział, jaka czeka go przyszłość. Tak samo powołuje kapłanów z jakichś powodów – wiadomych tylko Jemu. I choć z ludzkiej perspektywy mógł się wydawać skreślony – prawdopodobnie wielu kandydatów mogłoby się „lepiej nadawać” na bycie wybranym przez Boga i na Jego namaszczenie. Co więc zrobić, kiedy na pierwszy plan wychodzą kapłańskie ludzkie słabości, problemy, trudności albo ograniczenia. Jednak do znudzenia trzeba powtarzać tę prostą prawdę, że Bogu zależało na TYM KONKRETNYM człowieku i powołaniu go. Dlaczego? Dla nas, z ludzkiej perspektywy, pozostanie to tajemnicą.

Tajemnica tego niezwykłego powołania i nadzwyczajnego daru pośród ludzkiej słabości, tajemnica Bożych wyborów to pewnego rodzaju wyzwanie także dla nas, wiernych. Jest to wyzwanie polegające na wyrozumiałości – tak, aby nie oceniać zbyt szybko, nie krytykować, nie narzekać, ale starać się zrozumieć.

Jak więc sprostać temu wyzwaniu?
Matka Teresa z Kalkuty mówiła, że jeśli oceniamy drugiego człowieka, to nie mamy czasu go kochać. I to właśnie parafraza tych słów może stać się dla nas receptą na sukces w tym wyzwaniu.

Jeśli oceniamy kapłanów i narzekamy na nich, nie mamy czasu, żeby postarać się ich zrozumieć. Możemy więc sprostać temu wyzwaniu poprzez wybranie zmiany – zamiast tego, co złe i nie-wspierające, wybieramy to, co dobre i co pomaga. A pomóc możemy poprzez wybranie modlitwy – aby w ten sposób powierzyć Bogu nasze ludzkie spojrzenie na tego człowieka, którego On powołał. Bóg zna serce każdego z nas. On troszczy się o nas – a więc i my troszczmy się o siebie nawzajem. Podejmijmy wyzwanie i zacznijmy modlić się za kapłanów – aby nigdy nie zabrakło nam świętych „specjalistów od spraw odnoszących się do Boga”.