Błogosławiony ks. Adam Bargielski

Posted: 3 sierpnia 2017 by Sandra Kwiecień in kapłani
Tagi:

Tę postać poleciła nam uczestniczka DDAK, rodzina ks. Adama.

 

Urodził się 7 stycznia 1903 r. w Kalinowie, wsi niedaleko Łomży. Był synem Franciszka i Franciszki z domu Jankowskiej.

W 1924 r., już w odrodzonej Rzeczypospolitej, ukończył Państwowe Gimnazjum Męskie im. Tadeusza Kościuszki (dziś Zespół Szkół Ogólnokształcących im. T. Kościuszki) w Łomży. Myślał wówczas o karierze wojskowej i dlatego też wstąpił do Szkoły Podchorążych Piechoty Polskich Sił Zbrojnych w Ostrowii Mazowieckiej.

Pół roku później wszelako przeważyło powołanie Chrystusa i  5 stycznia 1925 r. rozpoczął studia w Wyższym Seminarium Duchownym w Łomży, utworzonym w 1919 r. przez ówczesnego biskupa łomżyńskiego Romualda Jałbrzykowskiego (1876, Łętowo-Dębie – 1955, Białymstoku), późniejszego metropolitę wileńskiego.

24 lutego 1929 r., już jako członek powołanej w 1925 r. diecezji łomżyńskiej, przyjął święcenia kapłańskie z rąk ordynariusza bpa Stanisława Kostki Łukomskiego (1874, Borek – 1948, k. Łomży). Bp Łukomski, który do Łomży przybył z archidiecezji poznańskiej, gdzie był sufraganem, skierował go najpierw do tejże diecezji, do parafii pw. św. Wojciecha w Poznaniu, gdzie posługę rozpoczął 7 marca 1929 r. Tam pierwsze szlify wikariuszowskie zdobywał u boku ks. Narcyza Putza, późniejszego męczennika…

W 1936 r., wyraził pragnienie wstąpienia do Zgromadzenia Księży Marianów Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, czyli marianów, z zamiarem posługi misyjnej w USA, ale bp Łukomski nie wyraził zgody i prosił go o kontynuowanie pracy duszpasterskiej w swojej diecezji. Adam decyzję biskupa przyjął z pokorą…

Znany był z zamiłowania do pracy z młodzieżą i szacunku do każdego spotkanego człowieka. Decyzje podejmował szybko, co miało przykre konsekwencje. W pewnym momencie bp Łukomski musiał mu nawet udzielić krótkiej, trzydniowej kary suspensy, za opuszczenie bez zezwolenia placówki. Wynikało to raczej z jego entuzjazmu, niż wyrafinowania. Wobec swego przełożonego zachował pokorę i spokój…

Od 1939 r. był wikariuszem parafii pw. Trójcy Przenajświętszej we wsi Myszyniec (prawa miejskie odebrały Myszyńcowi rosyjskie władze zaborcze po powstaniu styczniowym, w 1869 r.), uznawanej często za stolicę Kurpi, czyli mieszkańców terenów dwóch puszcz mazowieckich: Puszczy Zielonej (zwanej też Puszczą Kurpiowską lub Zagajnicą) i Puszczy Białej.

Tam też 1 września 1939 r. zastał go wybuch II wojny światowej. Diecezja łomżyńska znalazła się w obrębie dwóch okupacji. Jej stolica, Łomża, zajęta początkowo przez Niemców, przekazana została na podstawie IV rozbioru Polski – umowy niemiecko-rosyjskiej, zwanej paktem Ribbentrop-Mołotow – w ręce drugiego okupanta, Rosjan.

Myszyniec natomiast, gdzie posługiwał Adam, pozostał w obrębie okupacji niemieckiej, w tzw. rejencji ciechanowskiej, części województwa warszawskiego przyłączonej bezpośrednio do Niemiec – jej prowincji Prus Wschodnich. A to oznaczało natychmiastowe represje wobec ludności polskiej i przymusową germanizację. Ks. Adam, mimo rosnącego terroru, ofiarnie próbował dalej prowadzić posługę duszpasterską.

W kwietniu 1940 r. Niemcy rozpoczęli, we wszystkich rejonach Rzeczypospolitej „przyłączonych” bezpośrednio do Rzeszy, kolejną turę masowych aresztowań duchowieństwa katolickiego oraz polskiej inteligencji, przed wywiezieniem do przygotowywanych na gwałt obozów koncentracyjnych. Także duchowieństwo kurpiowskie znalazło się na celowniku Niemców i 9 kwietnia 1940 r. niemiecka „tajna” policja państwowa, czyli Gestapo, zatrzymała proboszcza parafii Myszyniec, 83-letniego ks. Klemensa Sawickiego. Ks. Adama akurat nie było na plebanii – odwiedzał z posługą duszpasterską chorego. Gdy wrócił natychmiast udał się na posterunek Gestapo w Myszyńcu. Tam zwrócił się z prośbą o zwolnienie proboszcza i w zastępstwie zaofiarował siebie. Niemcy prośbę uwzględnili. Adam znalazł się w celi.

Skierowano go do niemieckiego obozu koncentracyjnego Soldau w Działdowie, który dla setek polskich kapłanów stał się obozem przejściowym przed wysłaniem do obozów w głąb Niemiec. Dla wielu stał się stacją końcową – zostali w Soldau przez Niemców zamordowani.

Ks. Adam Soldau przeżył i wywieziony został do niemieckiego obozu koncentracyjnego Dachau. Otrzymał wówczas obozowy ubiór – tzw. pasiak – oraz tzw. winkiel, czyli trójkąt malowany farbą lub naszywany na odzieży więźnia, na wysokości piersi, z literką „P” na oznaczenie więźnia polskiego, oraz numerem 4860.

Po miesiącu, został zabrany – w pierwszym wielkim transporcie z Dachau obejmującym 1 084 więźniów – do niemieckiego obozu koncentracyjnego Mauthausen-Gusen w Austrii, a dokładnie do podobozu Gusen. Tam zmuszano ich do niewolniczej pracy, m.in. w największych austriackich kamieniołomach granitu. Wśród aresztowanych było ok. 300 polskich duchownych, z których 80 w Mauthausen-Gusen zginęło.

Ks. Adam piekło Mauthausen-Gusen przeżył. Po ponad pół roku, w ramach gromadzenia polskich duchownych z różnych obozów koncentracyjnych, zawieziono go, całkowicie wycieńczonego, z powrotem do Dachau. Tam zarejestrowano go ponownie, tym razem jako więźnia o numerze 22061. Polscy duchowni zostali zgrupowani w dwóch blokach. Wprawdzie w obozie istniała kaplica, ale polscy księża nie mieli od pewnego momentu do niej dostępu. Zmuszani byli do wyczerpującej pracy fizycznej, poddawani licznym szykanom i prześladowaniom fizycznym. Pozbawiono ich cieplejszej odzieży, co w surowym klimacie podalpejskim – obóz wybudowano na bagnistym terenie o dużej wilgotności, szczególnie dokuczliwej jesienią i zimą, gdy więźniowie godzinami musieli stać na placu apelowym – kończyło się wyniszczającymi chorobami…

Kapłanom polskim nie wolno było odprawiać Mszy św., odmawiać brewiarza, modlić się czy mieć przy sobie jakiekolwiek przedmioty kultu religijnego. Zakazano niesienia pomocy duchowej umierającym. Mimo tego, za pośrednictwem więźniów zmuszanych do pracy w Monachium, postarano się o hostie, komunikanty i Msze św. odprawiano potajemnie…

Większość niewolniczo pracowała na tzw. „plantagach”, polach przylegających do obozu: w upalne dni dokuczało górskie słońce, zimą deszcz, mróz i śnieg. Panował nieopisany głód, który nie pozwalał myśleć o niczym innym, jak tylko o jednym – w jaki sposób zdobyć kawałek chleba. Waga więźnia nie przekraczała często 40 kg. A w 1942 r., najtragiczniejszym okresie w historii obozu Dachau, Niemcy głodowe racje jeszcze zmniejszyli…

Ów najgorszy dla polskich kapłanów okres zaczął się po tzw. „apelu pokuty”. Mianowicie 15 września 1941 r. kapłani odmówili wpisania na tzw. listę „volksdeutschów” (pl. „etnicznych Niemców” albo: „folksdojczów”), i nie wyparli się polskości i godności kapłańskiej. Represje się nasiliły. Rozpoczęły się wywózki w tzw. „transportach inwalidów” do centrum eutanazyjnego, gdzie Niemcy mordowali wszystkich w komorach gazowych.

Nawet w tych tragicznych dniach i miesiącach ks. Adam zawsze niósł pomoc współwięźniom, a prześladowania nie wpłynęły na jego głęboki spokój. Kazimierz Stefanowicz (1914, Myszyniec – 1986, Sadowne), aresztowany przez Niemców razem z Adamem w Myszyńcu i razem z nim zesłany do obozów Soldau, Dachau i Mauthasen-Gusen, widział w Adamie „nadzwyczaj prawego człowieka, bardzo sympatycznego i miłego, od którego emanowała wprost niespotykana szlachetność i dobroć”. Stefanowicza po roku zwolniono i całkowicie wyczerpany wrócił do Myszyńca.

Ks. Adam wywózki do Hartheim uniknął. Ale nie uniknął stania się ofiarą niemieckiej decyzji o fizycznej likwidacji polskiego duchowieństwa w Dachau. Zamordowany został 8 września 1942 r. przez obozowego strażnika. Ciało spalono w obozowym krematorium a prochy rozrzucono po okolicznych polach. Beatyfikował go 13 kwietniu 1999 r. w Warszawie Jan Paweł II w gronie 108 polskich męczenników II wojny światowej.

8 lat wcześniej, 4 czerwca 1991 r., w Łomży, podczas uroczystej Mszy św., Jan Paweł II mówił:

„Wszyscy siewcy słowa Chrystusowego czerpią moc swej posługi z tej niewypowiedzianej tajemnicy, jaką stało się – raz na zawsze – zjednoczenie Boga-Słowa z ludzką naturą, z każdym poniekąd człowiekiem, jak uczy ostatni Sobór. Upadają słowa Ewangelii na glebę ludzkich dusz, ale nade wszystko samo Słowo Przedwieczne, narodzone za sprawą Ducha Świętego z Dziewicy-Matki, stało się źródłem życia dla ludzkich dusz.

W przypowieści ewangelicznej Chrystus zwraca uwagę nade wszystko na glebę dusz ludzkich i sumień ludzkich i ukazuje, co dzieje się ze słowem Bożym w zależności od rodzaju owej szczególnej gleby. Słyszymy więc o ziarnie, które zostało porwane i nie przyjęło się w ludzkim sercu, bo człowiek uległ Złemu i nie zrozumiał słowa. Słyszymy o ziarnie, które padło na ziemię skalistą, na glebę oporną – i nie potrafiło zapuścić korzeni, nie wytrzymało więc pierwszej próby. Słyszymy o ziarnie, które padło między osty i ciernie – i zostało przez nie zagłuszone; te osty i ciernie to ułuda doczesności, dobrobytu, który przemija. Jedynie to ziarno, które padło na ziemię żyzną, urodzajną, wydaje plon.

Kto jest tą ziemią żyzną? Ten, kto słucha słowa i rozumie je. Słucha i rozumie.

Nie wystarczy usłyszeć, trzeba przyjąć rozumem i sercem.”

Tak jak przyjął, rozumem i sercem, i sam stał się „siewcą słowa Chrystusowego” – ks. Adam Bargielski; siewca, o którym na tablicy pamiątkowej w Myszyńcu parafianie napisali »Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich«.

Reklamy
Komentarze
  1. x pisze:

    ♪ Błogosławiona, pełna Miłości módl się za nami, Maryjo!.. ♪

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s