Archiwum dla Wrzesień, 2017

Prosząc o cud

Posted: 20 września 2017 by Agnieszka Dankiewicz in przemyślenia
Tagi:

Żyjemy wśród ludzi – spotykamy ich na każdym kroku: w szkole, na uczelni, w pracy, w środkach komunikacji miejskiej, w sklepach. Czasem podejmujemy rozmowę, poznajemy ich historię. Każda z tych historii jest inna i w każdej z nich przeplatają się chwile radosne i smutne. Ludzie doświadczają sukcesów, powodzenia, radości, ale czasem także porażki, cierpienia, smutków.

W każdej historii ludzkiego życia pojawiają się takie momenty, kiedy ze swojej ludzkiej perspektywy nie widzi już możliwości dalszego działania i wyjścia z sytuacji. Niektóre problemy dotyczą nas bezpośrednio, powodują u nas rezygnację, poddanie się, może nawet rozpacz. Czasami różne trudne doświadczenia mogą dotyczyć naszych bliskich. Wtedy również może pojawić się bezradność – zdarza się przecież, że tak bardzo chcielibyśmy pomóc w rozwiązaniu jej / jego problemów, ulżyć komuś w cierpieniu, wesprzeć… Jednak wszystkie nasze działania mogą pozostać bezskuteczne, a efektów – jak nie było, tak nie ma. Ludzkie sposoby i ludzka perspektywa zawodzi.

Jeśli więc „z ludzkiego punktu widzenia” nie można zrobić już nic, może pojawić się w człowieku ogromna nadzieja na cud – od Boga albo od losu. Najczęściej kojarzy się on człowiekowi z jakimiś „magicznymi okolicznościami”, które nagle odmienią całe nasze życie.

Kiedy żyjemy wiarą w Boga, nadzieję na cud pokładamy właśnie w Nim. Podejmujemy modlitwę, różne wyrzeczenia, składamy Panu Bogu najróżniejsze obietnice, które spełnimy, jeśli tylko przychyli się do naszej prośby.

Po ludzku czasem „wyobrażamy sobie”, co byłoby najlepsze w danej sytuacji. Choć czasem możemy czuć się bezradni i bezsilni wobec tego, co dzieje się w naszym życiu (lub w życiu naszych bliskich), mamy swoje ludzie nadzieje, swoje ludzkie pomysły na to, co byłoby dla nas dobre. A więc bardzo konkretnie stawiamy nasze prośby do Pana Boga, prosząc Go o konkretne cuda. Oznacza to, że nasze prośby o cud mogą być najróżniejsze i mogą przyjmować najróżniejszy kaliber: w zależności od tego, co dzieje się w naszym życiu. Kiedy zaczynamy prosić o cud i polecać Bogu nasze sprawy, może pojawić się jeszcze jeden problem.

Problem polega na tym, że ta „Boża interwencja”, której tak bardzo oczekujemy, może różnić się od naszego pomysłu. Prosimy Boga o pewną konkretną rzecz, modlimy się o jakieś konkretne rozwiązanie sprawy… Mimo to czasami dana sytuacja nie zmienia się przez dłuższy czas. Cudu nie ma, problem pozostaje, a człowiek ulega jeszcze większym wątpliwościom, jeszcze większej rozpaczy. Na zasadzie: „jeśli ja sam nie mogę nic zrobić, zwracam się do Boga – a jeśli teraz nawet Bóg milczy?”.

Na tym nie można się zatrzymać – nie można założyć, że Bóg milczy i nie chce czy nie potrafi rozwiązać naszych problemów. Ile ludzi, tyle reakcji – każdy z nas inaczej przyjąłby to „milczenie Boga”. Na czym polega problem naszego spojrzenia na cuda? Odpowiedzią mogą stać się tutaj słowa ks. Jana Kaczkowskiego:

O cuda można się modlić, ale cudu nie należy się spodziewać. One nie dzieją się na zawołanie ani nie można ich na Bogu wymusić.

Jaki jest więc z tego wniosek?

Bóg bardzo chce naszego szczęścia, On wie, co będzie dla nas najlepsze. Nasze szczęście jest głównym elementem Jego planu na nasze życie – choć może czasem trudno jest nam ten plan przyjąć, zwłaszcza, jeśli spotykają nas trudności, problemy, cierpienie czy ból. Jednak wszystkie doświadczenia (nawet te najtrudniejsze) dzieją się z jakiegoś konkretnego powodu – być może mają nas czegoś nauczyć, być może mają pokazać nam jakąś prawdę o nas samych. Być może wszystkie te doświadczenia mają wpłynąć w jakiś sposób na naszą relację z Bogiem i przyczynić się do rozwoju duchowego. Kto wie – może poprzez trudne doświadczenia, które nas spotykają, mamy szansę na zyskanie lub odnowienie kontaktu z najbliższymi ludźmi, odkrycie prawdziwych przyjaźni… Wydaje nam się, że patrząc w przyszłość, widzimy jedynie ciemność – nie zauważamy sensu naszych doświadczeń, nie potrafimy ich sobie wytłumaczyć. Podczas gdy w gruncie rzeczy: zrozumienie tych doświadczeń, zauważenie ich sensu i dostrzeżenie wspaniałego Bożego planu może być odpowiednio odczytane dopiero z perspektywy czasu.

Przyjmując to, że Bóg chce naszego szczęścia, nie możemy spodziewać się konkretnego cudu – konkretnego rozwiązania danej sytuacji. Nie możemy Mu niczego „narzucić” – to On wie, co robić.

Zaufajmy, dajmy się poprowadzić Jemu.

Powierzajmy Mu swoje sprawy, prośmy o cuda, ale się ich nie spodziewajmy tak, jak tego oczekujemy.

Pozwólmy się zaskoczyć Temu, który NAPRAWDĘ chce naszego szczęścia.

Nauczmy się cierpliwie czekać na to, co przed nami i pokornie przyjmować to, co bieżące.

I przede wszystkim – uwierzmy w to, że On jest, działa i nigdy nas nie zostawi, bez względu na różne okoliczności naszego życia. A jak pisał ks. Twardowski: „wierzyć – to znaczy nawet nie pytać, jak długo jeszcze mamy iść po ciemku”.

Reklamy

Pierwszy czwartek miesiąca – Święty Piotr Kanizjusz

Posted: 7 września 2017 by Sandra Kwiecień in Uncategorized

Piotr Kanizjusz przyszedł na świat 8 maja 1521 roku w Nijmegen w Holandii. Wychowywał się w bogatej rodzinie, na utrzymanie której zarabiał przede wszystkim ojciec, Jakuba Kanijs, który był burmistrzem. Jakub pragnął, aby jego syn został prawnikiem. Piotr od najmłodszych lat był bardzo zaangażowany w życie Kościoła i lokalnej wspólnoty parafialnej. Zawsze chętnie służył podczas nabożeństw. Z tego względu zdecydował się na podjęcie studiów teologicznych na uniwersytecie w Kolonii.

Nauka Piotra w Kolonii przypadła na lata 1536 – 1546. Wśród wszystkich teologicznych działów Piotrowi najbardziej przypadła do gustu apologetyka. Wnikliwie starał się zbadać i zgłębić te prawdy wiary, które w tamtym czasie były szczególnie podważane przez protestantów. W 1543 roku postanowił wstąpić do jezuitów. Na polecenie Ignacego Loyoli był kierowany do Włoch w celu pogłębienia swojej formacji. Swoją mądrością i talentami potrafił bardzo szybko zyskać autorytet – dzięki temu zanim został jeszcze wyświęcony na kapłana, zdecydowano się wysłać go kilkukrotnie z wizytą do cesarza Karola V, aby tam prosić o usunięcie z urzędu ówczesnego biskupa Kolonii (problemem był fakt sprzyjania protestantom przez biskupa). Piotr przyjął święcenia kapłańskie w 1546 roku.

W latach 1559- 1568 był głównym kaznodzieją w augsburskiej katedrze. Sposób przekazywania treści przyciągał kolejnych odbiorców. Jego kazania i pisma zawsze wywierały duże wrażenie na słuchaczach – dzięki temu wielu Niemców nawracało się i powracało do Kościoła. Był to główny punkt jego apostolstwa, dzięki któremu mógł być uznany za jednego z najbardziej wpływowych katolików tamtego czasu. Jego dużym osiągnięciem było stworzenie Niemieckiego Katechizmu, w którym najważniejsze prawdy wiary były wyjaśnione w przystępny sposób w języku niemieckim. Dzięki temu możliwy był odbiór tych treści przez szersze grono osób.

Wiedza i doświadczenie Piotra było doceniane na każdym kroku. biskup Augsburga (kardynał Otton Truchsess) zaprosił go, aby towarzyszył mu na Soborze Trydenckim. Dodatkowo, był bardzo zaangażowany w udział w zjazdach i obradach dotyczących problemów spowodowanych wystąpieniem Marcina Lutra. Podczas wykładów nauczał swoich studentów i odrzucał wszelkie ataki protestantów na katolickie prawdy wiary.

Poza wydanym „Niemieckim Katechizmem” ojciec Piotr prowadził bardzo ożywioną działalność pisarską – tworzył modlitewniki, broszury, zbierał w biuletynach kazania i nauki. Swoim zaangażowaniem, wiedzą i talentami przyczynił się do odnowy ówczesnego Kościoła w Niemczech. Jego kazania, listy i inne pisma były pełne treści świadczących o tym, że w jego życiu istotną rolę odgrywał kult maryjny.

Ostatnich 20 lat swojego życia spędził we Fryburgu (Szwajcaria). Założył tam szkołę jezuicką. W wieku 70 lat został częściowo sparaliżowany na skutek udaru. Pomimo problemów zdrowotnych nie zaprzestał działalności apostolskiej i nadal głosił kazania. Piotr Kanizjusz umarł w 1597 roku we Fryburgu. Został beatyfikowany w 1864 roku przez papieża Piusa IX. Natomiast beatyfikował go Pius XI w 1925 roku. Kościół wspomina go 21 grudnia.

Źródła:

http://brewiarz.pl/czytelnia/swieci/12-21a.php3

 

PRZYPOMINAMY ZASADY WYSYŁKI:

***

Nie wyślesz danych? Zapewne kapłan nie dostanie Karty.

Dlaczego?

Przy kilku tysiącach adopcji i dziesiątkach maili przychodzących każdego dnia, nie mamy możliwości przeszukiwania każdego kapłana z osobna. Jeżeli adoptowaliście kapłana nawet kilka lat temu – proszę, zwróćcie uwagę na to, czy otrzymał Kartę. Jeśli chcecie, by ją otrzymał, to wysłanie stosownych danych jest częścią Waszej troski o swoje zobowiązanie. Prześlijcie nam wymagane informacje, a my wówczas sporządzimy dla kapłana Kartę.

Na Kartę trzeba troszkę poczekać. Zależy to bowiem od tego, ile przychodzi zgłoszeń i iloma materiałami w danym momencie dysponujemy (czy trzeba zamówić koperty, dokupić znaczki, papier wizytówkowy na Karty itd.). Czas oczekiwania – do 3 tygodni. 

Karty Adopcyjne są całkowicie bezpłatne.

Więcej pytań – zakładka „KARTA ADOPCYJNA” pomoże Wam znaleźć odpowiedź 🙂

Maila należy wysłać TYLKO na adres: karty.adopcyjne@gmail.com

Treść według wzoru:

  1. Temat maila: Wysyłka- KA IV/V 2017
  2. Treść: imię i nazwisko adoptowanego przez Was kapłana,
  3. data rozpoczęcia adopcji,
  4. czy chcecie, aby Wasze dane pojawiły się na Karcie (jeśli tak, to proszę to wyraźnie zaznaczyć, np. „Chcę, by na Karcie znalazły się moje dane”), i podać imię i nazwisko,
  5. czy chcecie osobiście wręczyć Kartę kapłanowi (jeśli tak, prosimy o podanie swojego adresu pocztowego),
  6. jeżeli natomiast chcecie, aby Karta została wysłana bezpośrednio do kapłana, prosimy o wpisanie jego aktualnego adresu.