Archiwum dla Grudzień, 2017

Jaki był ten rok?

Posted: 30 grudnia 2017 by Magdalena Maraj in przemyślenia
Tagi:

Nowy rok przynosi zawsze nowe nadzieje. Zamykamy pewien okres w życiu, rozpoczynamy inny. Pewien mądry kapłan powiedział mi kiedyś, że każda rocznica czy święto to dobry czas nie tylko do radości, ale także do rachunku sumienia. Może warto dziś pochylić się nad tymi słowami i zastanowić się nad minionym czasem.

Nie chodzi o to, by usiąść przy kartce papieru i zacząć wyliczać wszystkie zyski i straty. Nie w tym rzecz. Warto może zapytać o najszczęśliwszą chwilę tego roku. Co udało nam się zrealizować, jakie spełnić marzenie. Może drobne, małe, z pozoru niepozorne, ale coś co dało nam radość. Może dla innych było to coś błahego, ale dla nas było przyczyną radości.

Czasem zatrzymujemy się w życiu nad tym co nam nie wyszło, nad porażkami. One mogą bardzo zniechęcić człowieka. Niestety nasze życie jest tak skonstruowane, że nie obejdziemy się bez porażek. Nie unikniemy ich. Ważne jest jednak, by one nie brały góry nad naszym życiem. Każde niepowodzenie czegoś uczy – to pewne. Jednak nasze sukcesy są nie mniej ważne. Często gdy uda nam się zrobić choćby małą, ale ważną rzecz sami sobie udowadniamy, że jest to możliwe. Że potrafimy wychodzić także poza nasze granice.

Kończymy 2017 rok. Rok pełen różnych wydarzeń. Radosnych i smutnych, tych społecznych i tych prywatnych. Faktem jest jednak, że przeżyliśmy kolejny rok. Prawdą jest także, że mogliśmy się dziś nie obudzić. Nikt nie zagwarantował nam rok temu, że dziś będziemy mogli cieszyć się nowy czasem. Każdy dzień jest darem. Mimo, że tak ciężko nam to zauważyć. Ostatnio usłyszałam bardzo cenne słowa Wdzięczność jest egzorcyzmem, pomaga nam wyjść z goryczy codzienności. Często nie zwracamy uwagi na to, żeby być wdzięcznym. Na zwykłe „dziękuje” ale także na taką wewnętrzną wdzięczność. Wobec Boga za nowy dzień, za obudzenie się, za zdrowie, rodzinę… każdy za coś innego. Ale i wdzięczność ludziom, podobnie za różne rzeczy. Że znoszą nasze humory, że się do nas czasem uśmiechną, że pamiętają, za pomoc a czasem i za o wiele większe rzeczy. Każdy wie w sercu co i od kogo otrzymał.

Nowy rok przynosi nowe nadzieje. Robimy wiele planów, liczymy wydatki. Czasem powtarzamy sobie, że ten rok na pewno będzie lepszy, że zdarzy się coś dobrego. I dobrze. Nie zapominajmy także w nowym roku do wszystkiego co się dzieje, ale też do naszych planów i marzeń zapraszać Pana Boga. On jest Panem czasu, On dał nam życie, dał nam ten dzisiejszy dzień. U progu nowego roku trzeba nam zawierzyć go Bogu, ufając, że On wie co dla nas jest najlepsze.

Umieć dziękować, umieć wielbić Pana za wszystko, co dla nas czyni, jakże jest to ważne! Możemy zatem zadać sobie pytanie: czy umiemy powiedzieć: dziękuję? Jak często mówimy dziękuję w rodzinie, we wspólnocie, w Kościele? Ile razy dziękujemy tym, którzy nam pomagają, którzy są blisko nas, którzy towarzyszą nam w życiu? Często wszystko bierzemy za oczywiste! Dzieje się tak również w relacji z Bogiem. Łatwo jest pójść do Pana z prośbą o coś, ale wrócić by Mu podziękować… Dlatego Jezus mocno podkreśla brak dziewięciu niewdzięcznych trędowatych: «Czyż nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? Czy się nie znalazł nikt, kto by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec? – Papież Franciszek

Nowy rok to dobry czas na rachunek sumienia. Spójrzmy dziś na to co się wydarzyło, co już za nami. Spróbujmy popatrzeć na ten czas w sposób pozytywny. Poszukajmy w nim dobra, spróbujmy się nimi ucieszyć raz jeszcze, a ponad wszystko podziękować za niego Bogu.

Reklamy

Zaproś Chrystusa

Posted: 23 grudnia 2017 by Magdalena Maraj in święta
Tagi:

Ten, któremu moglibyśmy powiedzieć: „Jesteś daleko i zostawiasz nas samych. Co Ty robisz z człowiekiem, którego stworzyłeś?” — ten Bóg wydaje nam samego siebie, przyjmując na siebie naszą własną słabość. Bóg daje siebie, stając się tym, czym my jesteśmy. Tajemnica i niepojęty dar, ofiarowany w tajemniczy sposób nam, uczniom Chrystusa.
kard. Jean-Marie Lustiger

Niebawem szczególna niedziela. Będziemy obchodzić wigilię Bożego Narodzenia. W około pachnie już choinka, kuchnie są pełne smakołyków. Usiądziemy do wigilijnego stołu, podzielimy się opłatkiem, zaśpiewamy kolędy…

Bóg się urodzi. Małe dziecko leży na sianie. Dlaczego Bóg przyszedł do człowieka jako dziecko? Bo dziecko wykazuje wiele cech, których nie mają dorośli.  Dzieci nie można się bać, są niewinne. Chrystus przychodzi jako małe dziecko byśmy nie bali się do Niego przyjść, pokochać Go.

Boże narodzenie. Cały Adwent czekamy na Boże przyjście. Ale święta to nie tylko dwa czy trzy dni w roku, nie tylko wtedy trzeba nam pamiętać o żłóbku i radości z przyjścia Chrystusa. Musimy pamiętać, że Bóg rodzi się każdego dnia i każdego dnia schodzi z nieba na ziemię w Eucharystii, pod postacią białego chleba. Może przychodzić do naszego serca gdy tylko Go do niego zaprosimy.

Tajemnicą Bożego Narodzenia jest prawda o Bożej miłości. Czasem w święta zapominamy o Bogu. Traktujemy ten czas jak dni odpoczynku, spotkania z rodziną… choć to też jest ważne,  nie pamiętamy, że to Bóg obchodzi wtedy swoje urodziny. Kilka lat temu moją uwagę zwróciło pewne hasło znalezione w internecie: „na święta zaproś Chrystusa, urodziny bez solenizanta są do bani!”. No właśnie…

Boże Narodzenie to czas radości. Prawda o tym, że Bóg zszedł do człowieka, żeby go zbawić mocno dobija się do naszej głowy. Jak się więc nie cieszyć? Nadeszło zapowiadane zbawienie. Prorok Izajasz przez cały Adwent głosił nadejście Zbawiciela. Niech ten czas radości, będzie pełny Chrystusa. Chciejmy w te dni prawdziwie świętować Jego narodziny.

Przyszedł, aby nam pomóc żyć: żeby poprzez naszą małość, podłość, nędzę, poprzez chęć prześlizgnięcia się przez świat w wygodzie i spokoju potrafiła się przebić nasza wspaniałość; żebyśmy, mali spryciarze, potrafili rzucić na szalę służby Dobru – siebie samych.
ks. Mieczysław Maliński

Przed nami piękny czas zagłębiania się w tajemnice Bożego wcielenia. Czego można więc życzyć sobie na święta? Przede wszystkim na nowo odkrycia Bożej miłości schodzącej do człowieka w osobie Chrystusa Pana. Wiele spokoju, radości, ciepła. Niech Bóg, który przychodzi wleje w nasze serca miłość, by to ona prowadziła nas na drogach naszej codzienności – tego wszystkiego Wam drodzy Czytelnicy z całego serca życzymy.

Przerwa świąteczna

Posted: 21 grudnia 2017 by Sandra Kwiecień in ogłoszenie
Tagi:

Święta już za pasem, dlatego żeby dobrze przeżyć ten czas, a Wam dać możliwość ostatnich zgłoszeń, informujemy, że Dział Powiadomień i Dział Kart Adopcyjnych będzie nieczynny w czasie świątecznym.

Pracujemy w niedzielę 24.12. do godziny 10:00.

Pracę zaczynamy w środę 27.12. o godzinie 10:00.

Jeśli więc chcecie, by powiadomienie dotarło do kapłana przed świętami, to koniecznie się pospieszcie!

Mail: sandra.kwiecien.ddak@gmail.com jest jak zwykle „czynny” przez cały czas 🙂

Ile razy…

Posted: 20 grudnia 2017 by Magdalena Maraj in przemyślenia
Tagi:

Cierpienie nie jest karą za grzechy ani nie jest odpowiedzią Boga na zło człowieka. Można je zrozumieć tylko i wyłącznie w świetle Bożej miłości, która jest ostatecznym sensem wszystkiego, co na tym świecie istnieje – św. Jan Paweł II

Ile razy chciałeś zrezygnować, zmęczony drogą wędrowcze? Ile razy siedziałeś samotnie na jakimś przydrożnym kamieniu zadając pytanie o sens wszystkiego co cię w życiu spotkało? Ile razy odpowiedzią na twoje pytania było tylko echo, które wciąż powtarzało je w twojej głowie. Ile razy stawiałeś sobie to tajemnicze pytanie: czy to wszystko dalej ma sens?

W życiu są takie pytania, na które nie można odpowiedzieć. I nie chodzi tutaj o pytanie, czy Bóg może stworzyć kamień, którego nie mógłby podnieść, bo tego typu pytania nic nie wnoszą do naszej wiary. Chodzi mi o pytania dotyczące naszej wiary i ważne dla nas.

Kiedyś pewien Ksiądz powiedział mi, że przed czymś czego nie można zrozumieć trzeba po prostu uklęknąć. To prawda.

Chyba jednym z pytań powracających do człowieka jak bumerang jest pytanie o cierpienie. O choroby, kataklizmy, nagłą śmierć itd. Pytania: dlaczego? Po co? Gdzie był Bóg? – nasuwają się niemal automatycznie. Możemy próbować stawiać odpowiedzi na te pytania. Jedni zaufają Bogu i przyjmą w jakiś sposób to co się stało, innym przyjdzie to o wiele ciężej. Wiele osób próbowało odpowiedzieć na pytanie o sens cierpienia. Oczywiście odpowiedź wiary pokazuje nam Jezus Chrystus przybity do krzyża, ten cierpiący, w koronie z cierni, oddający się w ręce Ojcu.

Gdzie zmysł próżno dojść się stara,

Serce żywa wzmacnia wiara,

Porządkowi rzeczy wbrew – z Sekwencji na Boże Ciało

Cierpienie jest tajemnicą. I ilekroć byśmy nie pytali o jego sens, tyle razy nie otrzymamy odpowiedzi. Jedni mówią, że cierpienie ma niezwykłą wartość zbawczą. Ofiarując cierpienie możemy pomagać innym braciom w wierze. Trzeba nam o tym pamiętać.

Zatrzymajmy się jeszcze chwilę przy Chrystusie wiszącym na krzyżu. Popatrzmy na Jego cierpienie. To, że jest Bogiem nie znaczy, że nie czuł cierpienia. Jest także człowiekiem, zna więc doskonale co znaczy ból i ten fizyczny i ten psychiczny. Można mówić, że Bóg nie rozumie, pytać gdzie jest itd. jednak nie mamy argumentów gdy popatrzymy na Chrystusowy krzyż. On właśnie z wysokości krzyża uczy nas wartości cierpienia.

Ludzką reakcją jest chęć poddania się i rezygnacji, bo czasem jest nam za ciężko, jednak w takich chwilach trzeba nam uchwycić się krzyża. Pewien Ksiądz w trudnych chwilach często powtarzał mi, że może być gorzej, długo nie chciałam się zgodzić z tym twierdzeniem, ale w końcu zrozumiałam. Tak, to prawda zawsze można cierpieć bardziej. A dziś trzeba nam dziękować za to co mamy. Czasem zamiast patrzeć czego nam brak, trzeba zobaczyć to co dostaliśmy, czym się możemy cieszyć. A mamy za co Bogu dziękować. Może to na co dziś odpowiada tylko echo, może te wszystkie trudne chwile i sytuacje, całe to cierpienie jest jakimś kluczem do jutra. Nie wiem bowiem co wydarzy się jutro. Może jutro echo nie odpowie, może jego miejsce zajmie blask słońca i ciepły powiew wiatru, który wszystko wyjaśni i ukoi. Chrystus nie po to dał się przybić za mnie i za ciebie na drzewie krzyża, żebyś się poddał. Po każdej nocy wschodzi dzień…

Trwamy w Adwencie, czasie radosnego oczekiwania, czemu więc dziś o cierpieniu? Bo ono nie jest oderwane od ludzkiego, codziennego życia. Mimo, że różnie je przeżywamy to jest ono obecne także w czasie Adwentu. Nie pozwólmy mu jednak zabrać nam radości z przyjścia Zbawcy. Pamiętajmy, że Bóg przychodzi, by nas zbawić, a przez swoją miłość pokazuje nam, że dźwiga z nami wszystko co trudne.

Ból i cierpienie nie są czymś daremnym, czymś, co trzeba znosić w samotności.
Chociaż w dalszym ciągu trudno jest pojąć cierpienie, to jednak Jezus ukazał nam jasno, że wartość ludzkiego cierpienia jest związana z Jego własnym cierpieniem i śmiercią, z Jego własną ofiarą. Innymi słowy, przez wasze cierpienie pomagacie Jezusowi w Jego dziele zbawienia –
św. Jan Paweł II

Być idealnym?

Posted: 15 grudnia 2017 by Agnieszka Dankiewicz in przemyślenia
Tagi:

W przeżywaniu Adwentu towarzyszy nam wiele postaci. Oczywistym jest, że najbardziej „widoczna” jest Święta Rodzina – przecież to właśnie na przyjście Jezusa czekamy i to ze względu na Niego ten czas jest tak bardzo wyjątkowy.

Jednak w czasie Adwentu często przypadają także wspomnienia innych postaci – świętych i błogosławionych.  Na jedną z tych postaci można zwrócić szczególną uwagę – właśnie w tym wyjątkowym czasie adwentowych przygotowań.

Niedawno przeżywaliśmy wspomnienie św. Ambrożego – biskupa i doktora Kościoła. O jego rodzinie, wykształceniu, drodze do biskupstwa i posłudze duszpasterskiej można by opowiadać wiele. Jego biografia jest naprawdę imponująca i bogata w fakty.  Wśród nich jest jedno wydarzenie, na które warto zwrócić szczególną uwagę – zarówno w czasie naszych adwentowych przygotowywań do Bożego Narodzenia, jak i w każdy zwyczajny dzień.

Św. Ambroży urodził się w katolickiej rodzinie, zdobywał solidne doświadczenie. W wyniku nieoczekiwanej serii zdarzeń został wybrany na biskupa Mediolanu. Posiadał wówczas stosowne umiejętności, wymowę, wykształcenie w różnych dziedzinach nauki, jednak nie posiadał odpowiedniego przygotowania teologicznego. Z czasem – nadrobił wszystkie te braki i dziś jest uważany za wielkiego świętego. Ba! Doktora Kościoła!

To właśnie z tym uzupełnianiem wiedzy wiąże się ważna historia w życiu świętego Ambrożego. Przez pewien czas wielu jego przeciwników wskazywało mu błędy w jego postępowaniu, wiedzy i przemowach. Kiedy ogień krytyki nie gasł, św. Ambroży podjął niesamowicie ważną i godną podziwu decyzję. Istnieją przekazy, że na swojego nauczyciela wybrał swojego najbardziej zawziętego wroga! To właśnie dzięki niemu święty Ambroży zyskał wiedzę teologiczną stosowną do sprawowanego urzędu. Co ciekawsze – ten najbardziej zacięty przeciwnik świętego Ambrożego z czasem stał się jego przyjacielem. Dzięki uzyskanej wiedzy święty Ambroży mógł stać się wielkim teologiem, który prowadził ku Bogu rzesze ludzi. To właśnie jego słowa były jedną z „iskierek”, które doprowadziły do nawrócenia innego wielkiego świętego – świętego Augustyna!

Przedstawiona historia być może wydaje się zupełnie odarta ze szczegółów i oparta jedynie na mało konkretnych przekazach. Jednak leży w niej bardzo, bardzo głęboka prawda i nauka dla nas wszystkich!

Współcześnie podejmujemy wiele działań – staramy się angażować w wiele spraw, mamy mnóstwo dobrych intencji w podejmowanych działaniach na różnych polach. Podejmujemy różne decyzje – czasami przynoszą one dobre owoce, innym razem pociągną za sobą mniej korzystne efekty, a jeszcze innym razem – okażą się całkowitym błędem. Trudno uniknąć sytuacji, w której nie spotkalibyśmy się z krytyką.

Przywołana historia św. Ambrożego (jakkolwiek banalna by się nie wydawała na pierwszy rzut oka) konfrontuje nas właśnie z tematem krytyki.

Współczesny świat bardzo często pokazuje nam obrazy kłótni, wojen,  konfliktów… Wystarczy tak niewiele, aby ludzie stanęli przeciwko sobie. Czasami „punktem zapalnym” staje się jedno nieopatrznie wypowiedziane słowo krytyki lub uwagi skierowane pod czyimś adresem.

Czy nie ulegliśmy wrażeniu, że jesteśmy idealni i nie ma już konieczności, abyśmy cokolwiek zmieniali w naszym życiu? Ile razy my po prostu obrażamy się na innych – właśnie za krytykę skierowaną w naszym kierunku? Ile razy zdarzyło nam się denerwować i gniewać na tych, którzy nas krytykowali?  Czy nie odgrażaliśmy się i nie czuliśmy bardzo dużej złości wobec tych, którzy sprawili nam ból swoimi krytycznymi słowami?

A czy kiedykolwiek zastanawialiśmy się, jak bardzo ta krytyka może być twórcza? Czy zastanawialiśmy się nad sensem tej krytyki? Ilu z nas podjęło wysiłek, aby przemyśleć, czy właśnie w tej krytyce nie było jakiejś prawdy o nas i o tym, co możemy zmienić, aby stać się lepszym człowiekiem?

Kto z nas myślał, czy przypadkiem ta krytyka może w jakikolwiek sposób przyczynić się do twórczych wartościowych zmian w naszym życiu – tak, jak to miało miejsce w przypadku św. Ambrożego? Czy potrafimy tak jak św. Ambroży przyjąć z pokorą to, że nie jesteśmy idealni i czasem potrzebujemy w naszym życiu zmian? Czy potrafilibyśmy przyjąć nauki i uwagi od kogoś, kto z początku wydaje się naszym wrogiem?

Nie da się ukryć, że podejmując temat krytyki i przyjmowania uwag ze strony innych nie da się uniknąć jeszcze jednego bardzo istotnego elementu. A co jeśli krytyka wynika po prostu z czyjejś zawiści, zazdrości, niechęci do nas?

W tej sytuacji rada może być tylko jedna. Podjąć refleksję i modlitwę. Takie rozwiązanie może wydawać się proste (albo nawet zbyt proste!) – ale na pewno okaże się skuteczne. Upływ czasu, refleksja nad tym, co dzieje się w naszym życiu, modlitwa o światło Ducha świętego i właściwe rozeznanie skierowanych w naszym kierunku krytycznych słów niewątpliwie będą cennymi „kierunkowskazami” – tak, aby z dnia na dzień stawać się jeszcze lepszym człowiekiem!

Zarówno w przeżywanym Adwencie, jak i w każdym, zwyczajnym dniu, nie zapomnijmy o modlitwie – właśnie w intencji tego, abyśmy potrafili dobrze przyjmować krytyczne słowa, abyśmy potrafili wyciągnąć z nich właściwe wnioski i w efekcie: abyśmy wytrwale dążyli do stawania się coraz lepszym i lepszym człowiekiem! 🙂

Tak jak miłość na spotkanie…

Posted: 10 grudnia 2017 by Magdalena Maraj in przemyślenia
Tagi:

fot. shutterstock.com

Trwamy w Adwencie. Jak dobrze wiemy, to czas oczekiwania na przyjście Jezusa. W ten sposób chcemy przygotować się w bliższej perspektywie na święta Bożego Narodzenia,  dalszej do ponownego przyjścia Jezusa na końcu czasów. Adwent trwa cztery kolejne niedziele, a kończy się wieczorem 24 grudnia.

Prawda, że Jezus powtórnie przyjdzie jest niezwykle ważną i pocieszającą prawdą. Przed nami zadanie dobrego przeżycia tego czasu. I jak co roku wraca pytanie o to, jak go nie zmarnować. Świece, które będą niejako odliczały czas do Bożego Narodzenia są także przypomnieniem, że czas biegnie niezwykle szybko.

Niebawem w sklepach i hipermarketach pojawią się świąteczne piosenki, ozdoby… ogarnie nas szał świąteczny mimo, że adwentowe świece cięgle będą się palić żywym płomieniem. W mediach społecznościowych pojawiły się prośby, by przedsiębiorcy zatrzymali się z marketingiem świątecznym i nie odbierali nam „magii” świąt.

Adwent, jakkolwiek byśmy na niego nie popatrzyli, ma nas do czegoś przygotować. Co roku przeżywamy to samo, pozornie ten sam czas. Jednak tylko pozornie. Każdy Adwent jest inny nie ze względu na powód oczekiwania, ale ze względu na nasze życie. Jesteśmy starsi niż rok temu, mądrzejsi o pewne życiowe doświadczenie, bogatsi o wiele radości, jak i cierpienia… jesteśmy inni. I tacy „inni” chcemy też inaczej przeżyć ten Adwent. Chcemy zrobić kolejny krok w naszej wierze, przybliżyć się do Boga, lepiej przygotować się do świąt. Ale święta to tylko wymiar pośredni.

Całe nasze życie w pewnym sensie jest Adwentem. Wciąż bowiem czekamy na nasze spotkanie z Bogiem w niebie – to jest przecież celem każdego wierzącego człowieka. O tym także przypominać będzie nam Liturgia Słowa szczególnie w pierwszej części Adwentu (do 16 grudnia).

Kościół pomaga nam w przeżywaniu tego czasu, nie tylko poprzez Liturgię Słowa, ale także poprzez specjalne Msze św. nazywane „roratami”. Mają one szczególne znaczenia, uświadamiają nam, że przyjście Jezusa na świat opromieniło także i nasze życie. Symbolem tego są lampiony ale także chwila, gdy podczas wyśpiewywania „Chwała na wysokości Bogu” w Kościele zapalają się wszystkie światła. Tajemnica wcielenia Syna Bożego rzuciła nowy blask na życie ludzi.

Chrystus jest światem, za którym nieustannie mamy podążać także w czasie Adwentu. Powinniśmy tak jak świecie na ołtarzu zapalić nasze serca do wiary, nadziei i miłości, tak by żadna chwila Adwentu nie była zmarnowana, by nasze życie było przepełnione miłością.

Ta podróż nigdy się nie kończy. Tak jak w życiu każdego z nas zawsze trzeba wyruszać na nowo, podnieść się, odnajdywać na nowo poczucie celu naszego istnienia, tak też wielka rodzina ludzka musi zawsze odnawiać wspólną perspektywę, ku której zdążamy. Perspektywę nadziei, by dokonać dobrej podróży! Okres Adwentu, który dziś na nowo rozpoczynamy przywraca nam perspektywę nadziei, nadziei, która nie zawodzi, ponieważ opiera się na Słowie Bożym. Nadzieja ta nie zawodzi, bo Pan nigdy nie zawodzi! On jest wierny! On nie zawodzi! Odczujmy, pomyślmy o tym pięknie! – Papież Franciszek


Świat na Ciebie czeka Panie, jak na sen zmęczony dzień.  Tak jak miłość na spotkanie, jak na deszcze kwiatów cień.
To jest nasze radosne czekanie, choć fioletem zasnute są dni. Teraz Gabriel, Nazaret i Maria, a w Betlejem ta noc jeszcze śpi.