Archiwum dla Styczeń, 2018

Tu zawsze chodzi o miłość

Posted: 19 stycznia 2018 by Magdalena Maraj in przemyślenia
Tagi:

Jeśli chcesz poznać ogrom tej miłości, rozważaj dzieła Boże, spełnione dla człowieka, a mianowicie trzy wieczne pomniki miłości: żłóbek, krzyż i ołtarz – św. Józef Sebastian Pelczar

Czasem zastanawiamy się o co chodzi w życiu. Czy o to by znaleźć tą wymarzoną drugą połówkę? O to by w końcu wybudować dom? Odłożyć określoną kwotę? Znaleźć przyjaciela? Najeść się? Można tak bez końca. Czasem szukamy w życiu wielkich rzeczy, wielkich rad itd. Zapominamy jednak, że w życiu nie chodzi tak naprawdę o nic więcej, jak tylko o miłość.

Dlaczego? W miłości wszystko jest zanurzone i na miłości się kończy. W dzisiejszym świecie o tej miłości tak często zapominamy. Jak to kiedyś już pisałam – miłość jest niemodna.

Józef Sebastian Pelczar to święty pochodzący z Korczyny, którego wspomnienie obchodzimy 19 stycznia. Jego najbardziej znanym dziełem jest „Życie duchowe czyli doskonałość chrześcijańska”. Święty odznaczał się wielką gorliwością do Najświętszego Sakramentu, Najświętszego Serca Jezusowego oraz Matki Najświętszego. Troszcząc się o najbardziej potrzebujących oraz o rozszerzenie Królestwa Serca Bożego w świecie, założył w Krakowie w 1894 r. Zgromadzenie Służebnic Najświętszego Serca Jezusowego (Sercanki).

Biskup Pelczar dbał o poziom wiedzy nie tylko wiernych, ale i duchowieństwa. Dbał również o chorych i ubogich. Założone przez niego Siostry Sercanki na swoich habitach noszą wyhaftowane serca. Jeden rozdział w Życiu Duchowym nasz święty poświęcił sprawie miłości. Bardzo lubię wracać do Jego pism, szukać w nich odpowiedzi na ważne pytania dotyczące wiary. Na jednym miejscu św. Józef Sebastian Pelczar pisze tak:

Jaka to chwała, jakie szczęście dla nas, iż Pan Bóg pozwala miłować siebie, iż nas przypuszcza do słodkiej poufałości z sobą i przyjaciółmi nawet swoimi nazywa. „Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję”. Nie dosyć na tym – Bóg pragnie naszej miłości, nie jakoby jej potrzebował do szczęścia swojego, lecz iż my jej potrzebujemy do szczęścia naszego. On dlatego dał nam serce usposobione do miłości i tego serca żąda od nas jako jedynie miłej ofiary. On też dlatego zesłał Syna swego, aby rzucić na ziemię ogień miłości, mający płonąć na ołtarzach serc ludzkich. Co więcej, Bóg prosi o to serce: „Synu, daj mi serce twoje” i stara się to serce pozyskać, objawiając mu nieskończoną miłość swojego Serca. Stąd, gdziekolwiek się człowiek obróci, wszędzie widzi miłość Bożą, wszędzie potrąca o miłość; a świat cały widzialny i niewidzialny woła do niego ustawicznie tajemniczym głosem: Człowiecze, miłuj Boga.

Święty Biskup w piękny sposób ukazuje nam co znaczy kochać, skąd wypływa ta potrzeba a jednocześnie w sposób jednoznaczny wskazuje, że to miłość do Boga czyni nas szczęśliwymi, to jej potrzebujemy do szczęścia. Patrząc dziś na naszego patrona, możemy dostrzec w nim Bożą miłość, która go przenikała, ale także tą, którą pokazywał i uczył innych.

Ten człowiek – błogosławiony Józef Sebastian Pelczar – był waszym biskupem. A wcześniej jeszcze był synem tej ziemi. Tu się urodził. Tu, w swej korczyńskiej rodzinie i parafii, usłyszał głos powołania do kapłaństwa. Jako kapłan przeszedł przez studia w Rzymie, a potem przez Uniwersytet Jagielloński w Krakowie, był także rektorem tej czcigodnej uczelni – aby wrócić do was. Był waszym przemyskim biskupem w okresie przed I wojną światową i podczas tej wojny, która tutaj pozostawiła także swe ślady. I po wojnie w Polsce znów niepodległej od 1918 r. aż do śmierci w 1924. Jednakże pielgrzymowanie człowieka, który nie tylko mówi: „Panie, Panie”, ale który czyni wolę Ojca, prowadzi dalej niż na katedrę profesorską, dalej niż na tron biskupi – prowadzi do tego „królestwa niebieskiego”, które Chrystus, Syn Ojca, ukazał nam jako cel ziemskiego pielgrzymowania. Cel ostateczny, w którym wypełnia się do końca powołanie ludzkiej osoby, stworzonej na obraz i podobieństwo Boga samego. – św. Jan Paweł II – homilia beatyfikacyjna Biskupa Sebastiana Pelczara

Reklamy

Przerwa Działu Powiadomień

Posted: 15 stycznia 2018 by Sandra Kwiecień in Uncategorized

Od dnia dzisiejszego, tj. 15 stycznia Dział Powiadomień będzie nieczynny na okres tygodnia. Wasze maile będą przyjmowane, adopcje wpisywane, lecz powiadomienia zostaną wysłane dopiero 22-23 stycznia (będzie ich zapewne sporo, więc będzie to rozłożone na dwa dni).

Za utrudnienia bardzo przepraszamy i prosimy o cierpliwość.

O Wy, małej wiary!

Posted: 13 stycznia 2018 by Agnieszka Dankiewicz in przemyślenia
Tagi:

Tak niedawno przeżywaliśmy radość ze Świąt Bożego Narodzenia. Uczestniczyliśmy w adwentowych przygotowaniach do tych wyjątkowych dni. Wsłuchując się w słowa z Pisma Świętego na Mszach świętych uczestniczyliśmy we wszystkich wydarzeniach związanych z przyjściem Jezusa na świat. W zwiastowaniu Maryi; śnie, którego doświadczył Józef; nawiedzeniu Elżbiety; poszukiwaniu gospody; wyprawie Mędrców ze Wschodu; ucieczce do Egiptu…

Byliśmy niejako świadkami wszystkich tych wydarzeń.

Czas mija. Mijają kolejne dni od zakończenia się Świąt, rozpoczął się też nowy rok kalendarzowy.

Wracamy do naszych środowisk – do pracy, na uczelnie, do szkoły. Czeka nas wiele spotkań z ludźmi, stawienie czoła codziennym obowiązkom. Jak co roku, to ważny moment!

Dlaczego?

Święta to wyjątkowo piękny i radosny moment. W czasie świątecznym całą naszą uwagę koncentrujemy na odpowiednim przygotowaniu (duchowym i zewnętrznym) do tych szczególnych świątecznych dni. Kiedy trwamy w tej radosnej atmosferze, łatwo poczuć się świadkiem tych wydarzeń, przejąć się nimi. Łatwo jest nabrać entuzjazmu – entuzjazmu do tego, aby jeszcze bardziej żyć wiarą (również wśród tych codziennych spraw); entuzjazmu do tego, aby podejmować nowe postanowienia i starać się żyć lepiej; entuzjazmu do tego, aby ze świadka stać się także apostołem, który swoją radością będzie dzielił się także z innymi.

Powrót do codzienności jest dla nas ważnym momentem właśnie z tego powodu. W okresie adwentowego oczekiwania i radosnego świętowania byliśmy świadkami. A teraz przychodzi moment, aby stać się apostołem – tym, który zaniesie nowonarodzone Słowo innym; tym, który będzie głosił Dobrą Nowinę.

W naszej konfrontacji z rzeczywistością bardzo często na pierwszy plan wychodzą dwie kwestie, które mogą przysłonić nam bycie świadkiem i apostołem Dobrej, Radosnej Nowiny w codziennym życiu. Pierwsza z nich to strach przed przyszłością i tym, co się zdarzy; strach przed wydarzeniami, które z naszej ludzkiej perspektywy są trudne, czasem być może nawet niewykonalne lub nawet niebezpieczne. Druga jest związana z bagażem naszych codziennych obowiązków, trosk i zwyczajnych spraw, o które możemy martwić się tak bardzo, że zbytnio pochłonie naszą uwagę – pozbawiając nas Bożego entuzjazmu i radości.

Obydwie wspomniane sprawy to nie tylko problem naszych czasów. Z takimi problemami musiało zmierzyć się również grono apostołów, którzy żyli w czasach Jezusa i byli przecież tak blisko Nauczyciela.

Wydawałoby się, że dwunastu apostołów znalazło się w wyjątkowo komfortowej i dobrej sytuacji do tego, aby chłonąć naukę Jezusa, żyć wiarą, poznawać Boga, a później głosić Słowo Boże.
Słuchali Jezusa i wszystkich Jego słów, byli obecni przy cudach – uzdrowieniach, rozmnożeniu chleba, wypędzaniu złych duchów… Moglibyśmy pomyśleć, że to idealne warunki! Być tak blisko wszystkich tych ważnych wydarzeń i uczestniczyć we wszystkim „na żywo”.

Jednak i tamci apostołowie musieli stawić czoła swoim wątpliwościom i lękom. Oni także musieli zmierzyć się z codziennymi troskami i zwyczajnymi sprawami. Ciekawą zależność możemy zauważyć w związku z tym w Piśmie świętym.

Biblia pokazuje dwie sytuacje, w których Jezus określa apostołów jako „Wy, małej wiary”. To bardzo ciekawe – zwłaszcza, kiedy porównamy ten obraz z sytuacjami, w których Chrystus chwali wiarę cudzoziemców lub ludzi, którzy nie byli Mu tak bliscy jak apostołowie.

W Ewangelii według św. Mateusza pierwszą sytuacją, w której Jezus określa Apostołów w ten sposób, jest ta podczas uciszenia burzy (Mt 8,23-27). Apostołowie wraz ze swoim Nauczycielem wsiadają do łodzi, aby przeprawić się przez jezioro. Nagle zerwała się bardzo gwałtowna burza. Apostołowie byli przerażeni – z ludzkiego punktu widzenia przerosła ich siła żywiołu, który w realny sposób mógł zagrażać ich zdrowiu i życiu. Z ludzkiego punktu widzenia czuli się bezradni, nie wiedzieli, jak poradzić sobie w tej sytuacji. A lęk był przecież ogromny! Jezus spał, choć najważniejsze było to, że przecież był wtedy z nimi – tak blisko, jak zwykle. U apostołów zwyciężyło ludzkie przekonanie i ludzki strach – dlatego też prosili Jezusa, aby ich ratował, bo giną. Wówczas Jezus zbudził się i zapytał: „czemu bojaźliwi jesteście, małej wiary?” – po czym uspokoił wichry i burzę.

Kolejna sytuacja została opisana kilka rozdziałów dalej (Mt 16,5-12). Apostołowie wędrowali wraz z Jezusem, podczas gdy Ten nauczał, stawiał czoła próbom, które stawiali Mu faryzeusze i saduceusze. Jezus ostrzegł wówczas apostołów, aby strzegli się kwasu faryzeuszów i saduceuszów. W tamtej sytuacji przypomnieli sobie, że zapomnieli zabrać ze sobą chleb. Codzienna i tak bardzo podstawowa potrzeba – chleb. Rozmawiali na ten temat – nie przejmując się wtedy innymi sprawami. Jezus zorientował się wtedy, co ich martwi i zapytał: „ludzie małej wiary czemu zastanawiacie się nad tym, że nie wzięliście chleba?”. Przypomniał im też cuda rozmnożenia chleba i ryb; przypomniał, jak ogromne tłumy najadły się w tamtych sytuacjach i jak wiele resztek zebrali apostołowie. Znów patrzyli na zwyczajne, codzienne sprawy jedynie z ludzkiej perspektywy – zapominając, że Chrystus jest tak blisko i Jego możliwości są nieograniczone! Z Nim przecież nie ma powodów do lęku, strachu, zmartwień i trosk! Nie ma takich sytuacji, które byłyby dla Niego trudne albo niemożliwe.

Teraz i my ruszamy w dalszą drogę – w drogę naszej codzienności. I my byliśmy świadkami wszystkich wyjątkowych wydarzeń związanych z narodzinami Jezusa. Regularnie uczestniczymy w Mszach świętych, regularnie czytamy Pismo święte… regularnie i wciąż na nowo jesteśmy świadkami wydarzeń z życia Jezusa. W każdej chwili naszego życia Bóg jest obecny przy nas – nawet wtedy, kiedy pierwszoplanową rolę grają nasze ludzkie wątpliwości, słabości, lęki czy troski.

Wyruszając w drogę ze świątecznym entuzjazmem, z radością płynącą z bycia świadkiem wspaniałych wydarzeń – nigdy nie pozwólmy, aby ta radość i entuzjazm zgasły w konfrontacji z rzeczywistością i codziennością. Bądźmy zawsze apostołami Dobrej Nowiny – pełnymi radości, uśmiechu, zapału i gorliwości. Święty Franciszek z Asyżu pouczał swoich braci: „zawsze głoście Ewangelię, a gdyby okazało się to konieczne, także słowami!”. Niech i nasze życie będzie pięknym przykładem życia Ewangelią – oby ono samo w sobie było pięknym świadectwem i apostołowaniem!

PRZYPOMINAMY ZASADY WYSYŁKI:

***

Nie wyślesz danych? Zapewne kapłan nie dostanie Karty.

Dlaczego?

Przy kilku tysiącach adopcji i dziesiątkach maili przychodzących każdego dnia, nie mamy możliwości przeszukiwania każdego kapłana z osobna. Jeżeli adoptowaliście kapłana nawet kilka lat temu – proszę, zwróćcie uwagę na to, czy otrzymał Kartę. Jeśli chcecie, by ją otrzymał, to wysłanie stosownych danych jest częścią Waszej troski o swoje zobowiązanie. Prześlijcie nam wymagane informacje, a my wówczas sporządzimy dla kapłana Kartę.

Na Kartę trzeba troszkę poczekać. Zależy to bowiem od tego, ile przychodzi zgłoszeń i iloma materiałami w danym momencie dysponujemy (czy trzeba zamówić koperty, dokupić znaczki, papier wizytówkowy na Karty itd.). Czas oczekiwania – do 3 tygodni. 

Karty Adopcyjne są całkowicie bezpłatne.

Więcej pytań – zakładka „KARTA ADOPCYJNA” pomoże Wam znaleźć odpowiedź 🙂

Maila należy wysłać TYLKO na adres: karty.adopcyjne@gmail.com

Treść według wzoru:

  1. Temat maila: Wysyłka- KA X 2017
  2. Treść: imię i nazwisko adoptowanego przez Was kapłana,
  3. data rozpoczęcia adopcji,
  4. czy chcecie, aby Wasze dane pojawiły się na Karcie (jeśli tak, to proszę to wyraźnie zaznaczyć, np. „Chcę, by na Karcie znalazły się moje dane”), i podać imię i nazwisko,
  5. czy chcecie osobiście wręczyć Kartę kapłanowi (jeśli tak, prosimy o podanie swojego adresu pocztowego),
  6. jeżeli natomiast chcecie, aby Karta została wysłana bezpośrednio do kapłana, prosimy o wpisanie jego aktualnego adresu.

****

W tym miesiącu mamy do Was także prośbę. Jeśli mielibyście możliwość, będziemy bardzo wdzięczni za pomoc w postaci znaczków. Grudzień był dla nas finansowo trudnym miesiącem (opłata domeny, zakup materiałów) i ciułamy jeszcze na znaczki. Dziękujemy tym, którzy nas wspierają – w część znaczków się już zaopatrzyliśmy, ale obawiamy się, że zabraknie nam na wszystkie potrzeby. Jeśli macie możliwość nam pomóc, napiszcie maila na: sandra.kwiecien.ddak@gmail.com

Wszystkim z całego serca dziękujemy!

Przyjął chrzest

Posted: 7 stycznia 2018 by Magdalena Maraj in święta
Tagi:

W pierwszą niedziele po Objawieniu Pańskim (święcie Trzech Króli) obchodzimy w Kościele niedziele Chrztu Pańskiego. Ta niedziela przenosi nas nad Jordan, gdy Pan Jezus przyjmuje chrzest z rąk Jana Chrzciciela. Chrystus jest Bogiem i Człowiekiem. Jako Bóg nie potrzebuje chrztu, przyjmuje jednak chrzest jako człowiek. Gdy Jezus wszedł do wody z nieba dało się słyszeć głos Ojca, który wskazał na Jezusa jako na Swojego umiłowanego Syna.

Ta niedziela powinna nam przypomnieć nasz chrzest. I mimo, że go nie pamiętamy, Sakrament ten zostawił na naszej duszy ślad. I jakąkolwiek drogę wybierzemy i cokolwiek dalej się wydarzy to znamię będziemy mieć już zawsze wyryte na sercu. Chrzest nazywany jest także Bramą Sakramentów, otwiera bowiem człowieka na inne sakramenty. Chrzest jest bowiem tym pierwszym, pozwalającym na przyjmowanie innych.

Jak podpowiada nam Katechizm Kościoła Katolickiego: Chrzest święty jest fundamentem całego życia chrześcijańskiego, bramą życia w Duchu (vitae spiritualis ianua) i bramą otwierającą dostęp do innych sakramentów. Przez chrzest zostajemy wyzwoleni od grzechu i odrodzeni jako synowie Boży, stajemy się członkami Chrystusa oraz zostajemy wszczepieni w Kościół i stajemy się uczestnikami jego posłania: „Chrzest jest sakramentem odrodzenia przez wodę i w słowie” KKK 1213

Będąc w Czechach byłam świadkiem przygotowania do chrztu dla ludzi dorosłych – katechumenów. Czas takiego przygotowania trwa około roku. Przez ten czas kandydat bierze udział w katechezach, naukach, modlitwach. Uczestniczyłam tam w dwóch obrzędach dla osób przygotowujących się do przyjęcia chrztu. Pierwszym był obrzęd przyjęcia do katechumenatu, drugim był obrzęd przyjęcia modlitwy „Ojcze nasz”. Piękne obrzędy, pokazujące niezwykłą głębie naszej wiary.

Na chrzcie świętym każdy z nas otrzymał imię. Nie tylko to, którym posługujemy się na co dzień, ale także imię Dziecka Bożego. Każdy z nas przez chrzest stał się dzieckiem samego Boga, zostaliśmy włączeni w Mistyczne Ciało Chrystusa. Poprzez chrzest zostaliśmy także włączeni we wspólnotę Kościoła. To ważne, bo od tej pory nigdy nie jesteśmy sami. We wspólnocie Kościoła możemy dawać i przyjmować miłość. W tej wspólnocie wierzących możemy dzielić się także świadectwem i wiarą. To niezwykle ważny i cenny dar.

W niedziele Chrztu Pańskiego widząc oczami wiary Jezusa zanurzającego się w Jordanie chciejmy dostrzec łaskę i dar wiary, jaki został nam przekazany na chrzcie świętym. Chrzest zobowiązuje nas także  do życia według Bożego Słowa i Jego praw. Na naszym sercu została wyryta pieczęć, staliśmy się Dziećmi Bożymi. Nie traktujmy więc tego sakramentu jako obowiązek czy tradycję. Popatrzmy na niego jak na niezwykły dar. Sam Jezus przyjmując chrzest wskazał nam na jego wartość i ważność.

Chrzest jest najpiękniejszym i najwspanialszym darem Boga… Nazywamy go darem, łaską, namaszczeniem, oświeceniem, szatą niezniszczalności, obmyciem odradzającym, pieczęcią i wszystkim, co może być najcenniejsze. Darem – ponieważ jest udzielany tym, którzy nic nie przynoszą; łaską – ponieważ jest dawany nawet tym, którzy zawinili; chrztem – ponieważ grzech zostaje pogrzebany w wodzie; namaszczeniem – ponieważ jest święty i królewski (a królów się namaszcza); oświeceniem – ponieważ jest jaśniejącym światłem; szatą – ponieważ zakrywa nasz wstyd; obmyciem – ponieważ oczyszcza; pieczęcią – ponieważ strzeże nas i jest znakiem panowania Boga –  Grzegorz z Nazjanzu

f67eae1086c65e6a87fab7afd5e61454.jpg

Sakrament święceń jest sakramentem, dzięki któremu posłanie, powierzone przez Chrystusa Apostołom, nadal jest spełniane w Kościele aż do końca czasów. Jest to więc sakrament posługi apostolskiej. Obejmuje on trzy stopnie: episkopat, prezbiterat i diakonat.

Łaciński wyraz ordo oznaczał w czasach rzymskich stany ustanowione w sensie cywilnym, zwłaszcza stan rządzący. Ordinatio oznacza włączenie do ordo. W Kościele istnieją pewne stany, które Tradycja na podstawie Pisma świętego już od starożytności określa terminem taxeis (po grecku), ordines (po łacinie). I tak liturgia mówi o ordo episcoporum, ordo presbyterorum, ordo diaconorum. Inne grupy także otrzymują nazwę ordo: katechumeni, dziewice, małżonkowie, wdowy…

Włączanie do jednego z tych stanów Kościoła dokonywało się na mocy obrzędu nazywanego ordinatio, który stanowił akt religijny i liturgiczny, będący konsekracją, błogosławieństwem lub sakramentem. Dzisiaj wyraz ordinatio jest zarezerwowany dla aktu sakramentalnego, który włącza do stanu biskupów, prezbiterów i diakonów. Jest to coś więcej niż zwykłe wybranie, wyznaczenie, delegacja lub ustanowienie przez wspólnotę. Ten akt sakramentalny udziela daru Ducha Świętego, pozwalającego wykonywać „świętą władzę” , która może pochodzić jedynie od samego Chrystusa, przez Jego Kościół.

Święcenia określa się także jako consecratio, są bowiem pewnym wyłączeniem i przyjęciem przez samego Chrystusa w służbę Kościołowi. Włożenie rąk przez biskupa i modlitwa konsekracyjna stanowią widzialny znak tej konsekracji.

Lud wybrany został ustanowiony przez Boga „królestwem kapłanów i ludem świętym” (Wj 19, 6). Jednak w narodzie izraelskim Bóg wybrał jedno z dwunastu pokoleń, pokolenie Lewiego, przeznaczając je do służby liturgicznej. Sam Bóg był częścią jego dziedzictwa. Specjalny obrzęd zapoczątkował kapłaństwo Starego Przymierza. Kapłani zostali ustanowieni „dla łudzi w sprawach odnoszących się do Boga, aby składali dary i ofiary za grzechy”.

Kapłaństwo, ustanowione w celu głoszenia słowa Bożego i przywracania na nowo jedności z Bogiem przez ofiary i modlitwę, było jednak nieskuteczne, ponieważ nie mogło przynieść zbawienia, potrzebowało nieustannego powtarzania ofiar i nie mogło dokonać ostatecznego uświęcenia. Mogła tego dokonać jedynie ofiara Chrystusa. Liturgia Kościoła widzi jednak w kapłaństwie Aarona i posłudze lewitów, a także w ustanowieniu siedemdziesięciu „Starszych” , zapowiedzi posługi święceń Nowego Przymierza.

Wszystkie zapowiedzi kapłaństwa w Starym Przymierzu znajdują swoje wypełnienie w Chrystusie Jezusie, „jedynym Pośredniku między Bogiem a ludźmi”.

Odkupieńcza ofiara Chrystusa jest jedyna, wypełniona raz na zawsze, a jednak uobecnia się w Ofierze eucharystycznej Kościoła. To samo dotyczy 1367 jedynego kapłaństwa Chrystusa; uobecnia się ono przez kapłaństwo służebne, nie pomniejszając jedyności kapłaństwa Chrystusa: „Dlatego sam Chrystus jest prawdziwym kapłanem, a inni są tylko Jego sługami”.

Chrystus, Arcykapłan i jedyny Pośrednik, uczynił Kościół „królestwem – kapłanami dla Boga i Ojca swojego” (Ap 1, 6). Cała wspólnota wierzących jako taka jest kapłańska. Wierni wykonują swoje kapłaństwo, wynikające ze 1268 chrztu, przez udział w posłaniu Chrystusa, Kapłana, Proroka i Króla, każdy zgodnie z własnym powołaniem. Przez sakramenty chrztu i bierzmowania wierni „poświęcani są jako święte kapłaństwo”.

Podczas gdy kapłaństwo wspólne wiernych urzeczywistnia się przez rozwój łaski chrztu, przez życie wiarą, nadzieją i miłością, przez życie według Ducha, to kapłaństwo urzędowe służy kapłaństwu wspólnemu. Przyczynia się ono do rozwoju łaski chrztu wszystkich chrześcijan. Jest ono jednym ze środków, przez które Chrystus nieustannie buduje i prowadzi swój Kościół. Dlatego przekazuje się je przez osobny sakrament, a mianowicie sakrament święceń.

(KKK 1536 – 1541.1544 – 1547)