Wiara to dar

Kilka dni temu oglądałam młodego polskiego jutubera, opowiadającego o swojej wierze – a konkretnie – dlaczego wierzy w Boga. W pewnym sensie była to odpowiedź na działania różnych ateistów (włącznie z zaprzyjaźnionymi), próbującymi go odwieść od wiary. Jakby to było coś, z czego się wyrasta. Obejrzałam całość, więc chyba mogę bezpiecznie założyć, że wiem, o co mu chodziło i o czym mówił. Ma dar mówienia jasno, bez powodowania zamieszania wśród swoich słuchaczy. Tym niemniej było w tym filmie coś, co mnie uderzyło – następnego dnia po obejrzeniu filmiku, i to tak zaraz po przebudzeniu. I dlatego właśnie postanowiłam napisać ten tekst, czując się do tego zmotywowana.

To, co mi się wydało uderzające to fakt, że ów młody człowiek, mówiąc o swojej wierze, skupiał się prawie wyłącznie na znakach (jak to my je nazywamy – dla ateistów to zdecydowanie coś zupełnie innego), które dla niego stanowiły dowód, że Bóg istnieje, a wszystkie były bardzo osobiste. Nie w tym sensie, że były znane tylko jemu, ale w tym, że były bezpośrednio związane z wydarzeniami z jego życia. Wszyscy to znamy, nieprawdaż? Mamy swoje osobiste „cuda”, że tak to nazwę – rzeczy, które nawet być może inni katolicy nie uznaliby za zadziwiające, ale dla nas, znających wszystkie szczegóły i okoliczności – małe cuda.

Z jednej strony, to wspaniale, że mówił o tych znakach, zawsze to przyjemne do słuchania świadectwo – zwłaszcza dla tych, którzy już wierzą, ale ich wiara jest jeszcze dość słaba i potrzeba wzmocnienia przez różne świadectwa. Z drugiej strony, zestawił te znaki z oskarżeniami wysuwanymi przeciwko chrześcijanom, jakoby wierzyli tylko dlatego, że mają z tego powodu jakieś odczucia, doznają niesamowitych emocji, których udziela im Bóg etc. On to odrzucił, przedstawiwszy sensowne argumenty i swoje własne stanowisko. Jednak wciąż w tym wszystkim zabrakło mi czegoś, co mi się wydaje o wiele bardziej fundamentalne, głębsze, a przede wszystkim niezbędne – o tym, że do wiary w Boga potrzebna jest dobra wola człowieka oraz łaska Boża.

Po pierwsze, Bóg dał nam wolną wolę. Możemy wybrać czy chcemy wierzyć czy nie. Są takie rzeczy jak fakty, rzecz jasna, i dla mnie istnienie Boga to fakt absolutny, poza jakąkolwiek wątpliwością – a jednak! – opiera się on na wierze. Nie jest możliwym dojść do takiego wniosku wyłącznie za pomocą swojego umysłu, bez wiary. Jak posumował to kiedyś zwięźle św. Augustyn: „dla tych, co wierzą, żaden dowód nie jest potrzebny, dla tych co nie wierzą, żaden dowód nie jest wystarczający”. Byłam kiedyś ateistką, przez dość długi okres czasu, a potem agnostyczką. Ale ów młody człowiek z Youtube’a miał tylko wypełnione miłością doświadczenie wierzących rodziców, co jest ogromnym darem od Boga, więc on być może nie dostrzega, że on też miał i ma jakiś wybór w kwestii wiary.

I nie są to tylko moje własne myśli i wnioski. Jezus powiedział: „A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków.” (J 3, 19-20) To wszystko opiera się na woli – chcesz uwierzyć czy też nie? Jest to pierwszy, niezbędny, nieodzowny krok ku wierze. Jak ktoś, kto nie chce uwierzyć w Boga, kto uważa, że to jest śmiesznie głupie i dla głupich ludzi, kto chce być może grzeszyć bez poczucia wstydu, zakłopotania itp., ale wręcz przeciwnie, znajduje przyjemność w tych rzeczach – jak ktoś taki ma chcieć uwierzyć?

Muszę też odnieść się do przypowieści o bogaczu i ubogim Łazarzu. Oto fragment:

Tamten rzekł: „Proszę cię więc, ojcze, poślij go do domu mojego ojca! Mam bowiem pięciu braci: niech ich przestrzeże, żeby i oni nie przyszli na to miejsce męki”. Lecz Abraham odparł: „Mają Mojżesza i Proroków, niechże ich słuchają!” „Nie, ojcze Abrahamie – odrzekł tamten – lecz gdyby kto z umarłych poszedł do nich, to się nawrócą”. Odpowiedział mu: „Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą”” (Łk 16, 27-31)

Jest oczywiste, że żadna ilość przekonywania, włącznie z najbardziej zadziwiającymi cudami nie nawróci niechętnego serca i umysłu. Wszak czyż sam Lucyfer nie wie, że Bóg istnieje? A czy zdecydował by Mu służyć?

Co znaczące, to wciąż tylko pierwszy krok. Podobny do otwarcia drzwi Bogu, kiedy drzwi mają klamkę tylko od wewnątrz. Jest taki słynny obraz Jezusa stojącego tuż przy drzwiach, pukającego i czekającego. Jeśli Mu nie otworzysz, nie wejdzie. Nigdy nie wchodzi nieproszony. Jest delikatny i okazuje szacunek każdej duszy, nie łamie niczyjej woli. Sam Jezus powiedział o sobie, że jest „bramą dla owiec” (J 10, 7) i „drogą” jednocześnie: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie” (J 14, 6). Nie wystarczy chcieć otworzyć drzwi – trzeba to jeszcze faktycznie zrobić, i przejść przez drzwi/bramę; a potem trzeba dalej iść, bo życie to podróż, a w tym wypadku jest wędrówką w wierze. Albo idziemy naprzód, albo się cofamy (jak powiedział św. Augustyn), nie ma czegoś takiego jak zatrzymanie się na jakimś „wystarczająco dobrym” poziomie (zwłaszcza jeśli jest raczej niski).

Dla tych, którzy szczerze szukają Boga, On się zawsze ujawnia. Co do tych, którzy tylko twierdzą, że szukają, ale „po prostu nie znajdują nic, co by ich przekonało”, najwyraźniej nie ma tu woli odnalezienia Boga, ponieważ On zawsze chce zostać „odnaleziony” – co więcej, to On sam nas ściga swoimi łaskami (jak powiedział św. Faustynie). On pokochał nas pierwszy, jeszcze nim zaistnieliśmy. Najlżejsza więc potrzeba Boga, prawie niewidoczna, nieznaczna skłonność duszy – a on przychodzi natychmiast, nawet jeśli niektórym poskładanie puzzli zabiera trochę więcej czasu, to widzą oni później całą swoją drogę, jak i to, że zaczęła się właśnie od ich „tak”. Wiara to dar, nie jakiś tam mały, nieznaczący dar – ale ogromny, nieopisanie wielki dar.

Zdarzają się czasem sytuacje aczkolwiek, nie wiem jak często, kiedy jakaś osoba naprawdę szuka i chce uwierzyć a nie może. I możliwe, ze już o tym pisałam – o człowieku, który nawet zaczął rozmawiać z kapłanami, bo naprawdę chciał uwierzyć. A jednak wiary wciąż brakowało. Dopiero po jakimś czasie, po serii wydarzeń, ów człowiek doszedł do tego, co stanowiło przeszkodę, a wiem o tym, ponieważ opowiadał o tym ksiądz, który znał osobiście tę historię i był upoważniony by ją opowiedzieć. Tamten człowiek chciał wierzyć, ale wcześniej zrobił coś, co jest grzechem śmiertelnym w oczach Boga, a on był całkowicie przekonany, że postąpił właściwie, wręcz miłosiernie. Dopiero zrozumiawszy swój błąd, był w stanie żałować, pokutować i prosić o miłosierdzie. A Bóg udzielił mu łaski wiary i odtąd jego wiara pięknie wzrastała z czasem.

Ostatnia rzecz przychodzi mi na myśl, a jest takie angielskie powiedzenie, „gdzie jest wola tam się i sposób znajdzie.” [„When there’s a will, there’s a way”] Sposób czyli way, a to oznacza również drogę. I można by zmodyfikować to stwierdzenie by było mniej makiaweliczne, a bardziej chrześcijańskie: „Tam gdzie jest wola [by uwierzyć], tam jest i Droga; a tam gdzie jest Droga [Jezus], tam jest i Wola [Boga by spełnić to życzenie].”

Anna Garbaczewska

This entry was posted by Anna.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: