Archive for the ‘ddak’ Category

Piąte urodziny DDAK!

Posted: 2 lipca 2015 by Sandra Kwiecień in ddak
Tagi:

5th20Birthday20Balloons-800x800

Kto by pomyślał? DDAK doczekało się piątych urodzin. 2 lipca 2010 roku, późnym wieczorem, powstała strona internetowa Dzieła Duchowej Adopcji Kapłanów. Zrobienie jej zajęło mi zaledwie kilka godzin. Krótko, bo pisałam kolejne zakładki  jak pod dyktando. Nigdy bowiem nie twierdziłam, że jestem autorem tej inicjatywy. Natchnienie przyszło z góry, niespodziewanie. Siedziałam bezmyślnie przy komputerze, cieszyłam się właśnie rozpoczętymi wakacjami i zajmowałam się kompletnymi głupotami, gdy nagle przyszła myśl prosto z Góry – co mam zrobić. Nie miałam pojęcia ani po co, ani dlaczego ja, ani czy to w ogóle ma jakąś przyszłość. Nie zastanawiałam się. Po prostu zrobiłam, co mi powiedziano. Wszystko było podane jak na tacy: jakie zasady, jakie filary, jaki ma być charyzmat tej akcji i czemu ma ona służyć. Ja tego nie wymyśliłam. Ilekroć mnie ktoś pyta, skąd wzięłam na to pomysł… Odpowiedź jest wstydliwa – nie zajmowałam się takimi sprawami. W ogóle. Po prostu pewnego dnia wyznaczono moje (a później także i pozostałych członków i Was – uczestników) powołanie. Z dnia na dzień. Z godziny na godzinę.

I tak zaczęła się Boża Przygoda.

Gdyby Pan zapytał mnie o zdanie w tej sprawie, to nogami i rękami zapierałabym się przed podjęciem się czegoś takiego. Uczciwie przyznaję, że gdyby ktoś inny wystartowałby z taką inicjatywą, to pokiwałabym z aprobatą głową, ale nie zaangażowałabym się czynnie w taką działalność. Za duża odpowiedzialność. Bo widzicie, ja nie mogę stąd odejść. Nie mogę powiedzieć, że mam dość i odchodzę. A chciałam – i to parę razy. Mam swoje problemy, lęki, kryzysy. A być każdego dnia „na służbie”, bez ani jednego dnia wolnego to ciężka harówka.

Wiem, że często naszej pracy nie widać. Notki to tylko drobny wycinek ogromnej pracy, jaka się tu toczy, choć to one rzucają się jako pierwsze w oczy Czytelników. Brak notek utożsamiany jest często z zastojem. A wierzcie mi – to nieprawda.

Bywają dni, a czasem całe tygodnie, gdy czekacie długo na odpowiedź. Nie nadążam, czasem problemy zdrowotne bardzo przeszkadzają i powodują, że nie odbieram Waszych wiadomości, nie wysyłam Kart na czas. Cóż, piszę szczerze, jak jest. Nie zamierzam nikomu wmawiać, że wszystko robię cudownie. Ale wciąż tu jestem. A każda próba nadrobienia zaległości, każdy mail – to wszystko uczy mnie wciąż na nowo, że wytrwałość w codzienności jest prawdziwą potęgą. Przez swoje trudności, doświadczam swojej słabości. A piszę o tym, by pokazać, że mimo moich niedomagań, DDAK istnieje dalej. Rozsądny człowiek zapytałby: „Dlaczego?”. Bez ogromnych środków finansowych, bez umiejętności robienia grafik, które podbijałyby internet, bez niesamowitej promocji – to nie zgadza się z dzisiejszymi standardami. By były adopcje – potrzeba reklamy i PR. A ta skromna inicjatywa, w której pracują ludzie, którzy zwykle mają roboty tak dużo, że wygospodarowanie czasu na DDAK graniczy z cudem – jest wręcz obrazą dla świata. Mamy się sprzedawać i lansować. A my tego nie robimy. Mamy bowiem coś lepszego, niż speca od reklamy. Mamy Ducha Świętego.

Dlatego w piąte urodziny dziękujemy – ja i inni członkowie – samemu Trójjedynemu Bogu. Wybrał mnie, beznadziejne narzędzie i powierzył coś cennego. Serca i dusze kapłanów i tych, którzy się za nich modlą. Wasza otwartość, Wasza odpowiedź na Boże wołanie o modlitwę, bezinteresowność – to wielka szkoła człowieczeństwa. Często piszecie do mnie zwierzając się ze swoich problemów i trudności, chwil zwątpienia i słabości. Nie ma nic piękniejszego, niż afirmowanie siebie – człowieka – w każdym z tych aspektów. Tylko bowiem wtedy, gdy czujemy, że sami nie dajemy rady, możemy naprawdę otworzyć się na Boga. Samozadowolenie zabiłoby w nas wrażliwość i chęć szukania Miłości. A doświadczając trudności – możemy wejść w relację z tą Miłością, która naucza nas, że nie jesteśmy stworzeni sami dla siebie i że mamy wchodzić w relacje: z innymi ludźmi, z Bogiem. Tylko razem stanowimy pełnię.

Akcja ma wspaniałych członków. Gosię Kramarz, Magda Lenę, Monikę Papst, Danusię Kucharską, Krzysia Kęsika, Ewelinę Drelę, Wiolę Seredyńską oraz nową członkinię – Magdę Maraj, naszego nowego redaktora. Szczególne podziękowania chcę skierować jeszcze w kierunku dwóch członków: Via Spei oraz Agnieszki Dankiewicz. Te dwie osoby to prawdziwi giganci, którzy CODZIENNIE pracują w DDAK – Wam szczególnie dziękuję i szczególnie przepraszam, bo obciążam Was najbardziej… W modlitwie pamiętamy także o wszystkich tych, którzy okazjonalnie pomagają akcji lub którzy kiedyś byli jej stałymi członkami. Wasz wkład był niepowtarzalny i jego ślady są na tej stronie do dziś.

Chciałabym podziękować także Wam – Czytelnikom i Uczestnikom tej akcji. Za waszą cierpliwość i łaskawość, dobroć i wsparcie. Bez Waszej odpowiedzi, bez Waszych decyzji i pragnienia wsparcia Kościoła – nie byłoby tej strony.

Jest jeszcze jedna osoba, której bardzo dziękuję. Jest to moja mama. Mimo różnic religijnych między nami, jest ona człowiekiem dobrej woli. Dziękuję jej za to, że gdy nie dawałam sobie rady, to pomagała mi. Zawoziła paczki i koperty na pocztę, gdy ja już nie dawałam rady lub nie miałam czasu. Pomagała przyklejać znaczki na koperty, przybijała pieczątki, dbała o ulotki. To praca wydawałaby się drobna, lecz jest w rzeczywistości szalenie czasochłonna. Dzięki temu czasem mogłam się wyspać lub pouczyć, bo gdyby mi nie pomogła – nie miałabym w ogóle szans, by nadążyć za wszystkim. Dzięki niej nie musiałam chodzić po 6 razy dziennie na pocztę, bo nie wszystko mogłam zabrać ze sobą za jednym zamachem. Wsparła mnie kiedy jej potrzebowałam i podnosiła na duchu dobrym słowem. Mamo, dziękuję.

No to… Pracujemy dalej 🙂

Reklamy

Czerwiec

Posted: 19 czerwca 2015 by Sandra Kwiecień in ddak, materiały
Tagi: , ,

DSC04192

Czerwiec to jeden z cięższych okresów pracy w akcji. Studia i związana z nimi sesja, praca, prywatne sprawy… Trudno nadążyć. Niemniej dziękujemy Wam za cierpliwość w oczekiwaniu na odpowiedź na Wasze wiadomości i przepraszamy, że czasem długo to trwa, nim ze wszystkim się uporamy.

Powoli zbliża się koniec czwartego roku naszej działalności. Od początku wiedzieliśmy, że nie jest to łatwa sprawa, ale Pan zawsze nas jakoś prowadził i wspierał. Za to, że jesteście z nami mimo naszych słabości – wielkie Bóg zapłać.

Ostatnie Karty Adopcyjne zostaną wysłane pod koniec tego miesiąca. W okresie wakacyjnym nie ma regularnej wysyłki Kart – jedynie takie, które są zaległe i które osobiście zgłaszacie do Działu Kart Adopcyjnych. Pamiętajcie proszę o tym, że Wasza adopcja to także Wasza odpowiedzialność. Jeśli brakuje „KA” przy nazwisku Waszego kapłana, a podczas wakacji będzie można wręczyć mu Kartę – napiszcie, a sporządzimy zaległą pamiątkę Waszego zobowiązania.

Pojawia się także od dłuższego czasu mało wpisów. Od odejścia głównego redaktora, tj. Agnieszki Polnik, której teksty do dziś cieszą się dużą popularnością, natłok obowiązków, a czasem i moich talentów w tej materii sprawia, że rozmyślania czy przemyślenia są dużo rzadsze. Jeśli więc ktoś chciałby się do nas przyłączyć w charakterze autora tekstów – zapraszamy do współpracy 🙂 Nie jest to zadanie łatwe, gdyż wymaga systematyczności, a jak pokazała nam praca w tym Dziele oraz duża rotacja współpracowników – umiejętność poświęcenia swojego czasu na rzecz czegoś, co nie daje widocznych, ani materialnych profitów, sprawia, że nawet największy zapał studzi się w ogniu absorbującej codzienności.

Dla wszystkich tych, którzy podczas wakacji chcieliby jakoś zaangażować się w promocję akcji – cały rok, nie tylko podczas oficjalnych ogłoszeń, możliwe jest rozsyłanie materiałów promocyjnych. W ich skład wchodzą: dwa plakaty A3, około setka ulotek jednostronnych i kilkanaście ulotek o większej ilości informacji – dwustronnych. Dla chętnych dołączamy także formularze zgłoszeniowe oraz płyty CD, na których zamieszczone są prezentacje na temat DDAK. Podczas zajęć katechetycznych lub wakacyjnych spotkań we wspólnotach – nadają się one dobrze do odtworzenia i zaprezentowania innym. Materiały promocyjne są dostępne dla wszystkich, całkowicie bezpłatnie.

10574420_702209403161908_1720787313199990011_n

Zauważyliśmy, że niektórym odpowiada sposób promowania inicjatywy przez kubki. Nie tylko do własnego użytku, ale także do rozprowadzania we wspólnotach. Taka możliwość będzie także cały rok, ale jedynie w ilościach nieco hurtowych. Każda wspólnota lub grupa, zainteresowana takim rozwiązaniem, może złożyć zamówienie na białe kubki (według wzoru zamieszczonego powyżej), jednakże zamówienia realizowane są od 10 sztuk. Cena jednego kubka zwyczajowo wynosiła 25 zł, lecz w przypadku większych ilości (od 10 sztuk), spada ona do 20 zł. Ponadto, całe zamówienie jest dostarczane nie Pocztą Polską, lecz kurierem. W przypadku jeszcze większych ilości mamy możliwość obniżenia ceny.

Ostatnie tygodnie 2014 roku spędziliśmy nad Kartami Adopcyjnymi. Pragniemy podziękować wszystkim ofiarodawcom, którzy przysłali nam znaczki – trochę Kart do wysłania się uzbierało, więc były naprawdę pomocne. Wielkie Bóg zapłać wszystkim za wsparcie!

Ubiegły rok nie należał do najłatwiejszych. Każdy z członków poświęcał akcji tyle czasu, ile mógł, ale praca, nauka czy codzienne problemy często przeszkadzały nam, by wszystko funkcjonowało jak w szwajcarskim zegarku. Nie jesteśmy przecież anonimową, biurokratyczną machiną. Za Waszymi mailami kryjecie się WY – konkretne osoby z całym bagażem radości, doświadczeń, smutków i wiary. Podobnie jest z nami. DDAK to inicjatywa, którą tak naprawdę nie tworzą jej członkowie „oficjalni”, lecz MY WSZYSCY – to jest Ci, którzy piszą do DDAK i Ci, którzy odpowiadają. Tworzymy to Dzieło wspólnie. Dlatego tak bardzo cieszą Wasze maile z poprawkami, korektami czy pytaniami – bo to znaczy, że czujecie się częścią inicjatywy, macie poczucie odpowiedzialności za swoje zobowiązanie i jesteście naprawdę zaangażowani. Przy tysiącach adopcji trochę się można pogubić, więc jesteśmy wdzięczni, że możemy liczyć na Waszą pomoc 🙂

Rok 2014 był czasem stabilnym, ale i nieco statycznym. Wszak my  nigdy nie miewamy wolnego, więc trochę z  sił opadliśmy, co było głównie widać po tym, że pojawiało się mniej notek – za to więcej mieliśmy zakulisowej „roboty”.  Ale to… bardzo dobrze 🙂 Po pierwszych falach zachwytu i euforii, przyszedł czas na spokój i systematyczność, niezależną od kryzysów i powątpiewań.  To zawsze jest krok na przód i to nas bardzo cieszy. Podjęto ponad 2200 zobowiązań modlitewnych, a ponadto wzrosła liczba przedłużeń wcześniej podjętych adopcji. Wasza wytrwałość jest dla nas potężnym zastrzykiem energii i mobilizacji do dalszej walki.

Dzięki za miniony rok. A sporej części z Was – za minione lata, bo mnóstwo jest takich osób, które są z nami niemal od początku. Dziękujemy Wam za modlitwę, wiadomości, ponaglenia, nawet drobne szturchańce – bo są potrzebne. Wszak jesteśmy Kościołem, wspólnotą. I za dar tej wspólnoty z Wami – jesteśmy wdzięczni Panu Bogu – bo to przecież tak naprawdę Jego pomysł i akcja 🙂

*

Dla sporej części członków DDAK zbliża się czas sesji egzaminacyjnych na studiach, dlatego ruszamy z kolejną wysyłką możliwie szybko.

Jeśli czekacie na Kartę Adopcyjną dla swojej adopcji – pamiętajcie o możliwości subskrypcji. Wówczas na Wasz adres mailowy przychodzą wiadomości o nowych wpisach na stronie. Po samym tytule poznacie, że przyszedł czas także na Was 🙂

Jeżeli nie wyśle się maila z potrzebnymi danymi, Karta dla takiego kapłana na ogół jest pomijana. Dlaczego? Przy kilku tysiącach adopcji i dziesiątkach maili przychodzących każdego dnia, nie mamy możliwości przeszukiwania każdego kapłana z osobna. I nie jest to nasza zła wola – chodzi przede wszystkim o czas. Każdy z nas ma także inne obowiązki i zadania, które staramy się wypełniać. Dlatego bardzo potrzebujemy Waszego zaangażowania i pomocy – potrzebujemy Waszego maila z wypełnionymi danymi, według poniższego wzoru.

Jeżeli ktoś przegapił poprzednią wysyłkę – nie ma problemu. Wystarczy mail, a my na bieżąco będziemy sporządzać Karty Adopcyjne.

*

Prosimy wszystkich zainteresowanych o pomoc, jeśli tylko istnieje taka możliwość. Jeżeli na załączonej poniżej liście zobaczycie swoją adopcję, to bardzo gorąco prosimy Was o to, byście wspomogli nas poprzez wysłanie maila na adres:  karty.adopcyjne@gmail.com z poniższymi informacjami:

  1. temat maila: Wysyłka – KA sierpień/wrzesień 2014
  2. w treści:  imię i nazwisko adoptowanego przez Was kapłana,
  3. data rozpoczęcia adopcji,
  4. czy chcecie, aby Wasze dane pojawiły się na Karcie (jeśli tak, to proszę  to wyraźnie zaznaczyć np. “chcę, by na Karcie znalazły się moje dane” i wpisać swoje imię i nazwisko),
  5. czy chcecie osobiście wręczyć Kartę kapłanowi (jeśli tak, to proszę o podanie swojego adresu pocztowego),
  6. jeżeli natomiast chcecie, aby Karta została wysłana bezpośrednio do kapłana, to  prosimy o wpisanie jego aktualnego adresu.
  • Bardzo prosimy o stosowanie się do powyższego wzoru. Ułatwi nam to odczytywanie wiadomości.

*

Sierpień 2014:

  1. ks. Barylak Paweł SDB – adopcja stała od 09 VIII 2014 roku
  2. ks. Bensz Sebastian – adopcja stała od 02 VIII 2014 roku
  3. o. Bielecki Leonard Piotr OFM – adopcja stała od 05 VIII 2014 roku
  4. ks. Bunia Daniel – adopcja stała od 26 VIII 2014 roku
  5. o. Czwichocki Wojciech OP – adopcja stała od 16 VIII 2014 roku
  6. ks. bp Dajczak Edward – adopcja stała od 15 VIII 2014 roku
  7. ks. Derdziński Damian – adopcja stała od 05 VIII 2014 roku
  8. o. Doroziński Tomasz OSPPE – adopcja stała od 03 VIII 2014 roku
  9. ks. Faron Krzysztof – adopcja stała od 10 VIII 2014 roku
  10. ks. Godlewski Andrzej – adopcja stała od 11 VIII 2014 roku
  11. ks. Grelewicz Łukasz – adopcja stała od 24 VIII 2014 roku
  12. ks. Grochla Mateusz – adopcja stała od 24 VIII 2014 roku
  13. ks. Grzegorzewski Zbigniew – adopcja stała od 17 VIII 2014 roku
  14. ks. Gwiazda Paweł – adopcja stała od 26 VIII 2014 roku
  15. ks. Hołda Łukasz MS – adopcja stała od 03 VIII 2014 roku
  16. ks. Iwańczuk Bogdan – adopcja stała od 06 VIII 2014 roku
  17. ks. Izbicki Adam – adopcja stała od 03 VIII 2014 roku
  18. ks. Jabłkowski Rafał – adopcja stała od 27 VIII 2014 roku
  19. ks. Jaskuła Michał – adopcja stała od 04 VIII 2014 roku
  20. o. Jednoróg Michał OFMConv. – adopcja stała od 10 VIII 2014 roku
  21. ks. Kaczkowski Jan – adopcja stała od 26 VIII 2014 roku
  22. o. Kałdowski Artur SVD – 1. adopcja stała od 01 VIII 2014 roku P; 2. adopcja stała od 01 VIII 2014 roku
  23. ks. Kasperczyk Jacek – adopcja stała od 13 VIII 2014 roku
  24. ks. Kopacz Mariusz – adopcja stała od 29 VIII 2014 roku
  25. ks. Koterbski Radosław – adopcja stała od 16 VIII 2014 roku
  26. ks. Krajewski Dariusz – adopcja stała od 27 VIII 2014 roku
  27. ks. Kubicki Mariusz – adopcja stała od 12 VIII 2014 roku
  28. ks. Kulczyński Maciej – adopcja stała od 06 VIII 2014 roku
  29. ks. Kuliński Mateusz – adopcja stała od 04 VIII 2014 roku
  30. ks. Langenfeld Łukasz – 1. adopcja stała od 23 VIII 2014 roku; 2. adopcja stała od 23 VIII 2014 roku
  31. ks. Laskowski Grzegorz – adopcja stała od 27 VIII 2014 roku
  32. ks. Listopad Piotr – adopcja stała od 04 VIII 2014 roku
  33. ks. Lubaszka Stanisław – adopcja stała od 04 VIII 2014 roku
  34. ks. Ludwin Sebastian TChr – adopcja stała od 28 VIII 2014 roku
  35. ks. Makowski Tomasz – adopcja stała od 03 VIII 2014 roku
  36. o. Marszałkowski Rajmund OFMConv. – adopcja stała od 14 VIII 2014 roku
  37. ks. Maśnica Piotr – adopcja stała od 04 VIII 2014 roku
  38. ks. Mendyk Łukasz – adopcja stała od 27 VIII 2014 roku
  39. ks. Miciński Alosza MIC – adopcja stała od 26 VIII 2014 roku
  40. ks. Mrzygłód Michał – adopcja stała od 11 VIII 2014 roku
  41. ks. Myrta Łukasz – adopcja stała od 23 VIII 2014 roku
  42. ks. Parys Andrzej – 1. adopcja stała od 13 VIII 2014 roku; 2. adopcja stała od 25 VIII 2014 roku
  43. ks. Paśko Tomasz – adopcja stała od 13 VIII 2014 roku
  44. o. Pawłowski Wojciech SVD – adopcja stała od 06 VIII 2014 roku
  45. ks. Pazdan Witold – adopcja stała od 22 VIII 2014 roku
  46. o. Piechocki Piotr OSPPE – adopcja stała od 26 VIII 2014 roku
  47. ks. Piotrowski Maciej – adopcja stała od 11 VIII 2014 roku
  48. ks. Płonka Jakub – adopcja stała od 07 VIII 2014 roku
  49. ks. Rechul Czesław – adopcja stała od 06 VIII 2014 roku
  50. ks. Rysztowski Edward – adopcja stała od 01 VIII 2014 roku
  51. o. Safian Wiesław OMI – adopcja stała od 05 VIII 2014 roku
  52. ks. Sikora Janusz SDB – adopcja stała od 28 VIII 2014 roku
  53. o. Skorupa Euzebiusz Damian OFM – adopcja stała od 15 VIII 2014 roku
  54. ks. Skrzypczyk Tadeusz – adopcja stała od 29 VIII 2014 roku
  55. ks. Skwarka Leszek – adopcja stała od 28 VIII 2014 roku
  56. ks. Słomiński Adam TChr – adopcja stała od 11 VIII 2014 roku
  57. ks. Soczek Łukasz MS – adopcja stała od 03 VIII 2014 roku
  58. ks. Sroka Andrzej – adopcja stała od 13 VIII 2014 roku
  59. ks. Sroka Janusz – adopcja stała od 20 VIII 2014 roku
  60. ks. bp Stepnowski Janusz – adopcja stała od 03 VIII 2014 roku
  61. o. Szczygieł Grzegorz CP – adopcja stała od 16 VIII 2014 roku
  62. ks. Tomczak Janusz – adopcja stała od 06 VIII 2014 roku
  63. ks. Urban Marek – adopcja stała od 04 VIII 2014 roku
  64. ks. Wachowiak Daniel – adopcja stała od 17 VIII 2014 roku
  65. ks. Waliczek Dawid SDB – adopcja stała od 17 VIII 2014 roku
  66. ks. Węsierski Marek – adopcja stała od 01 VIII 2014 roku
  67. ks. Winiarski Maciej – adopcja stała od 13 VIII 2014 roku
  68. ks. Wojakiewicz Paweł CSMA – adopcja stała od 01 VIII 2014 roku
  69. ks. Zdon Marcin – adopcja stała od 28 VIII 2014 roku

*

Wrzesień 2014:

  1. o. Bartczak Krzysztof OFMConv. – adopcja stała od 03 IX 2014 roku
  2. o. Biedalak Łukasz OSPPE – adopcja stała od 25 IX 2014 roku
  3. ks. Celiński Łukasz – adopcja stała od 03 IX 2014 roku
  4. ks. Cichosz Stanisław – adopcja stała od 22 IX 2014 roku
  5. ks. Cholewa Marcin – adopcja stała od 30 IX 2014 roku
  6. ks. Chyza Mirosław SDB – adopcja stała od 04 IX 2014 roku
  7. ks. Cichoń Piotr – adopcja stała od 11 IX 2014 roku
  8. ks. Cisło Damian – adopcja stała od 19 IX 2014 roku
  9. ks. Dąbrówka Michał – adopcja stała od 11 IX 2014 roku
  10. o. Dybka Paweł OFMConv. – adopcja stała od 02 IX 2014 roku
  11. ks. Fabiańczyk Adam – adopcja stała od 22 IX 2014 roku
  12. ks. Fedorowicz Piotr MIC – adopcja stała od 27 IX 2014 roku
  13. ks. Fiećko Kazimierz – adopcja stała od 08 IX 2014 roku
  14. ks. Filipowicz Jakub – adopcja stała od 08 IX 2014 roku
  15. ks. Flis Krzysztof – adopcja stała od 02 IX 2014 roku
  16. ks. Galle Maciej – adopcja stała od 14 IX 2014 roku
  17. ks. Golus Piotr – adopcja stała od 10 IX 2014 roku
  18. ks. Hałucha Artur – adopcja stała od 20 IX 2014 roku
  19. ks. Jackowiak Mieczysław – adopcja stała od 03 IX 2014 roku
  20. ks. Jakubiec Józef – adopcja stała od 25 IX 2014 roku
  21. o. Jasiulewicz Robert OSPPE – adopcja stała od 25 IX 2014 roku
  22. ks. Kaczmarczyk Paweł – adopcja stała od 12 IX 2014 roku
  23. ks. Kłeczek Andrzej – adopcja stała od 25 IX 2014 roku
  24. ks. Kołkiewicz Adam – adopcja stała od 04 IX 2014 roku
  25. ks. Kraska Roland – adopcja stała od 13 IX 2014 roku
  26. ks. Król Paweł – adopcja stała od 02 IX 2014 roku
  27. ks. Langenfeld Łukasz – adopcja stała od 03 IX 2014 roku
  28. ks. Lech Wojciech – 1. adopcja stała od 11 IX 2014 roku; 2. adopcja stała od 14 IX 2014 roku
  29. ks. Lipiński Krzysztof – adopcja stała od 17 IX 2014 roku
  30. ks. Łamasz Andrzej – adopcja stała od 14 IX 2014 roku
  31. o. Majewski Roman OSPPE – adopcja stała od 03 IX 2014 roku
  32. ks. Marczyński Adam – adopcja stała od 13 IX 2014 roku
  33. ks. Maszczyk Robert – adopcja stała od 23 IX 2014 roku
  34. ks. Mazur Radosław – adopcja stała od 02 IX 2014 roku
  35. ks. Mądry Grzegorz – adopcja stała od 20 IX 2014 roku
  36. ks. Mielnik Bogusław – adopcja stała od 09 IX 2014 roku
  37. ks. Mikuła Jerzy SDB – adopcja stała od 25 IX 2014 roku
  38. ks. Nalborski Andrzej – adopcja stała od 24 IX 2014 roku
  39. o. Nesterowicz Jakub OP – adopcja stała od 08 IX 2014 roku
  40. ks. Nowak Jarosław – adopcja stała od 03 IX 2014 roku
  41. ks. Nowicki Kazimierz – adopcja stała od 28 IX 2014 roku
  42. o. Okrój Piotr OFMConv. – adopcja stała od 01 IX 2014 roku
  43. o. Ostoja-Lniski Damian OSPPE – adopcja stała od 25 IX 2014 roku
  44. o. Pacan Michał OSPPE – adopcja stała od 25 IX 2014 roku
  45. ks. Paciorek Piotr – adopcja stała od 14 IX 2014 roku
  46. ks. Pieprz Daniel – adopcja stała od 03 IX 2014 roku
  47. ks. Pieróg Andrzej – adopcja stała od 25 IX 2014 roku
  48. ks. Pierzchało Marcin – adopcja stała od 27 IX 2014 roku
  49. ks. Plewa Tomasz – adopcja stała od 22 IX 2014 roku
  50. ks. Podfigórny Stanisław – adopcja stała od 04 IX 2014 roku
  51. ks. Ponitka Paweł – adopcja stała od 08 IX 2014 roku
  52. ks. Rechul Czesław – adopcja stała od 13 IX 2014 roku
  53. o. bp Reimann Antoni Bonifacy OFM – adopcja stała od 23 IX 2014 roku
  54. ks. Romański Marek – adopcja stała od 19 IX 2014 roku
  55. ks. Raszpla Andrzej – adopcja stała od 18 IX 2014 roku
  56. o. Rydzyk Tadeusz CSsR – adopcja stała od 03 IX 2014 roku
  57. ks. Ryś Mateusz – adopcja stała od 25 IX 2014 roku
  58. ks. Skiba Michał TChr – adopcja stała od 25 IX 2014 roku
  59. ks. Smoleń Jerzy – adopcja stała od 02 IX 2014 roku
  60. ks. Sobol Paweł – adopcja stała od 02 IX 2014 roku
  61. o. Sroka Bogusław OSPPE – adopcja stała od 03 IX 2014 roku
  62. ks. Strzelichowski Krzysztof – adopcja stała od 25 IX 2014 roku
  63. ks. Sztamberek Wojciech – adopcja stała od 21 IX 2014 roku
  64. o. Szymczyk Tomasz SJ – adopcja stała od 02 IX 2014 roku
  65. o. Ścibor Piotr OCD – adopcja stała od 30 IX 2014 roku
  66. ks. Trąbka Józef – adopcja stała od 19 IX 2014 roku
  67. o. Twaróg Jacek Jerzy OFM – adopcja stała od 23 IX 2014 roku
  68. ks. Wąsat Bartosz – adopcja stała od 04 IX 2014 roku
  69. o. bp. Wilk Jan Kazimierz OFM – adopcja stała od 23 IX 2014 roku
  70. ks. Wyszyński Grzegorz – adopcja stała od 17 IX 2014 roku
  71. ks. Zug Gerard – adopcja stała od 24 IX 2014 roku
  72. ks. Żołądkiewicz Mariusz – adopcja stała od 08 IX 2014 roku
  73. ks. Żuk Łukasz – adopcja stała od 02 IX 2014 roku
  74. ks. Życiński Wojciech SDB – adopcja stała od 25 IX 2014 roku

Gdybyś chciał pomóc

Posted: 27 września 2014 by Sandra Kwiecień in ddak
Tagi:

znaczki pocztowe

DDAK to organizacja… Nie, nawet nie organizacja. Po prostu inicjatywa, która nieoczekiwanie dla wszystkich rozrosła się do niesamowitych rozmiarów, ogarniając modlitewnie na dzień dzisiejszy aż 1/5 polskiego duchowieństwa i kilkudziesięciu kapłanów katolickich spoza Polski – ze Stanów, Ukrainy, Hiszpanii, Australii, Nowej Zelandii…

Jak każda inicjatywa, prędzej czy później wiąże się z pewnymi kosztami. Dlatego z pewnym zawstydzeniem kierujemy do Was prośbę. Wydatki staramy się pokrywać z własnej kieszeni i z dobrowolnych ofiar kilku osób, które wykazały się wobec nas ogromnym zaufaniem ofiarowując wsparcie materialne (takie jak papier, czy znaczki) oraz finansowe. Z całego serca dziękujemy wszystkim za to zawierzenie i bezinteresowną pomoc.

Ostatnio jednak pojawiła się pewna ogromna potrzeba. Adopcji przybywa – co szalenie nas cieszy – lecz, jak wiecie, adopcje stałe pociągają za sobą konieczność wysyłki Kart Adopcyjnych. Nie zamierzamy z tego rezygnować, gdyż wielu kapłanów przesyła swoje wyrazy wdzięczności za ten drobny, lecz niesamowity dowód czyjejś ofiary – pamięci, wsparcia, modlitwy na każdy dzień niełatwej posługi. I w tej właśnie materii chcielibyśmy poprosić o wsparcie.

Nie prosimy w żadnym wypadku o pieniądze. Potrzeba nam jednak znaczków dla przesyłek listowych, zwykłych priorytetów. Koszt jednego znaczka to 2,35 zł. Przeznaczone są one do wysyłki Kart Adopcyjnych. Jeżeli ktoś chciałby nas w tej sposób wesprzeć, to drogą mailową udostępnimy adres, na który można by przesłać tego typu pomoc. Nie przesadzę, gdy stwierdzę, że nawet jeden znaczek jest dla nas bardzo dużym odciążeniem. Zmniejsza on bowiem koszt jednej Karty Adopcyjnej aż o 40%, co przy kilkudziesięciu Kartach miesięcznie stanowi ogromną kwotę. Wysyłając np. 40 Kart we wrześniu, koszta maleją o zawrotną dla nas kwotę 94 zł. Większość z nas to studenci lub pracujący studenci, więc takie pieniądze są naprawdę niemałe, bo przecież dochodzi konieczność przygotowania Kart, ich wydruku, zakupu kopert. A przecież Karty to nie jedyny wydatek. Dlatego też prosimy o zrozumienie dla naszego apelu o pomoc. Jeśli miałby ktoś możliwość podesłania także naklejek z napisem „Priorytet” – także będziemy wdzięczni.

W razie chęci udzielenia nam pomocy, prosimy pisać na adres: sandra.kwiecien@gmail.com w tytule wpisując „Znaczki”.

Za najdrobniejszy nawet dar z góry dziękujemy!

Przy okazji także chciałabym zaznaczyć, że jest waluta, którą cenimy ponad wszystko – jest nią modlitwa. Jeśli więc chciałby ktoś nam pomóc, lecz nie ma możliwości uczynienia tego w sposób materialny, to króciutka prośba o Boże błogosławieństwo da nam to, co jest absolutnie najważniejsze. Ostatecznie bez znaczków można się obejść, lecz bez Bożego wsparcia cały nasz wysiłek będzie pustym gestem.

Wspomnienie

Posted: 4 sierpnia 2014 by Sandra Kwiecień in ddak, święci i błogosławieni

Henri Ghéon, francuski poeta i dramaturg urodzony ponad sto lat temu, napisał biografię świętego proboszcza z Ars.

W pierwszym rozdziale autor mówi, że życie tego świętego jest przepełnione prostotą i cudami tak, iż przychodzi pokusa, by opowiadać je jako bajkę. A brzmiałaby ona mniej więcej tak:

Pewnego razu we Francji, w prowincji Lion, pewien drobny gospodarz, chrześcijanin, od początku swojego ziemskiego życia kochał samotność i dobrego Boga. A ponieważ panowie z Paryża, którzy wywołali rewolucję, zabraniali ludziom modlić się, dziecko i jego rodzice udawali się na Mszę Świętą do stodoły. W owym czasie księża żyli w ukryciu, a kiedy któregoś złapano, zwyczajnie ucinano mu głowę. Z tego powodu Jan Maria Vianney marzył by zostać księdzem. Umiał modlić się, lecz brakowało mu wykształcenia. Pasł owce i pracował na roli. Do seminarium poszedł dość późno, potykał się na wszystkich egzaminach, lecz ze względu na to, że powołania były wówczas rzadkością, w końcu dostał promocję i otrzymał nominację na proboszcza Ars, gdzie pozostał aż do śmierci. „Ostatni” proboszcz Francji w „ostatniej” francuskiej wsi. Był nim jednak w pełnym tego słowa znaczeniu, co nie zdarza się często. Był nim w całej pełni tak, że „ostatnia” wieś miała „pierwszego” proboszcza, a cała Francja udawała się w podróż, żeby się z nim zobaczyć. Nawracał wszystkich, którzy do niego przybywali i gdyby nie umarł, nawróciłby całą Francję. Leczył ciała i dusze. Czytał w sercach jak w książce. Nawiedzała go święta Dziewica, a szatan wyrządzał mu wiele przykrości, jednak nie zdołał przeszkodzić być człowiekiem świętym. Został mianowany kanonikiem, następnie kawalerem Legii Honorowej, a w końcu uważano go za świętego. Lecz dopóki żył, nie zdawał sobie sprawy dlaczego tak się dzieje. Było to jego najpiękniejsze doświadczenie, bo na taką cześć zasługiwał. Wszystko to wydarzyło się w wieku dziewiętnastym, który w Raju, gdzie ujawnia się prawdziwa wartość człowieka był nazywany ‚wiekiem proboszcza z Ars’. Jednak Francja nawet nie zdawała sobie z tego sprawy.”

Czuje się w tym opowiadaniu rękę artysty, który bardzo krótkimi pociągnięciami pióra jest w stanie opisać, prawie całościowo, jego profil osobowy. Jednak autor nagle zatrzymuje się, spostrzegłszy, że w przedstawionej tak różowo rzeczywistości kryje się głęboki dramat, którego rozmiaru, na pierwszy rzut oka, nie podejrzewa się. Nakreślone wydarzenia są prawdziwe. Ów wieśniak z prowincji Lion miał siedem lat, gdy w Paryżu panował terror i pod karą śmierci wygnani zostali wszyscy ci księża, których nie zdołano zmusić do odstępstwa. Wielu z nich zostało zamordowanych. Co więcej, oddziały Konwentu przemierzały okolice Dardilly, gdzie zamieszkiwał, po to, aby zdławić w Lionie powstanie. Kościół był zamknięty. Proboszcz najpierw zrzekł się, zgodnie z tym co mu kazano, wszystkich przysiąg, a następnie przestał pełnić funkcje kapłańskie. Vianneyowie co jakiś czas, ryzykując życiem, udzielali gościny niektórym utajnionym księżom. W jednym z ukrytych pomieszczeń, zastawionych wozem z sianem oraz pod strażą trzymaną przez chłopów, Jan Maria w wieku trzynastu lat mógł przyjąć Pierwszą Komunię Świętą, a trzeba pamiętać, że był to czas tak zwanego „drugiego terroru”.

Jego powołanie pojawiło się bardzo szybko. Jak sam powiedział – „w następstwie pewnego spotkania ze spowiednikiem”, gdy zrozumiał, że zostać księdzem oznacza równocześnie być gotowym umrzeć za to posłannictwo. Ale jeżeli dziecko nie mogło uczęszczać do kościoła parafialnego, tym bardziej nie mogło chodzić do szkoły, która nie istniała.

Pierwszy raz zasiadł w szkolnej ławce, gdy miał siedemnaście lat. Z desperacją usiłował uczyć się, wspomagany przez pewnego przyjacielskiego księdza, który wierzył w powołanie chłopca. Jednak wyniki były mizerne. Mówił później: „ów ksiądz, przez pięć lub sześć lat, usiłował nauczyć mnie czegokolwiek, lecz był to daremny trud, gdyż nie byłem w stanie niczego utrzymać w głowie”. W tym wyrażeniu jest wiele pokory, ale także wiele prawdy.

Trudności w seminarium duchownym, z biegiem czasu, stały się nie do rozwiązania, jeśli wziąć pod uwagę filozofię i teologię. Nadto musiał zdawać egzaminy pisemne i w języku łacińskim komentować. Jednakże proboszcz z Ecuilly, bardzo szanowany w diecezji, stworzył mu wszystkie możliwe ułatwienia w studiach i egzaminach, doprowadzając do tego, że otrzymał święcenia kapłańskie i stał się jego pomocnikiem.

Kapłaństwo otrzymał w roku 1815 w wieku 29 lat. Był to rok, w którym w Turynie urodził się ksiądz Bosko. Pierwsze lata nauki ten święty kapłan przebrnął z pomocą w nauce. „Była to wina – powie później Jan Maria Vianney – o której trudno przesądzać przed Bogiem, że dopuszczono mnie do święceń”.

Trzeba dobrze zrozumieć, że Jan Maria pragnął tego z całego serca, lecz czuł się niegodny. Z drugiej strony ów proboszcz rozwijał je, gdyż był przekonany, że jest to prawdziwe powołanie, a braki wykształcenia będzie można skompensować poprzez szczególną wiarę. I miał rację. Jan Maria, ze swej strony, był świadom, że otrzymał ogromny i niezasłużony dar. „Myślę – powie – że Pan chciał wybrać najbardziej ograniczonego człowieka ze wszystkich parafii, aby dać najwięcej dobra. Nie znalazł nikogo gorszego na moje miejsce, okazał więc swoje wielkie miłosierdzie mnie „.

W słowach tych zawarty został cały duchowy dramat, w którego tajemniczą głębię trzeba się dobrze wczuć.

Charyzmatem owego młodego kapłana będzie takie zatracenie się w swojej posłudze i byciu wyłącznie księdzem, szafarzem sakramentów, do tego stopnia, że całkowicie zatopi się w darze kapłaństwa. Proboszcz z Ars stał się patronem wszystkich parafii na świecie, ponieważ żył nieodpartą potrzebą unicestwienia swojej osoby w relacji z otrzymanym bez żadnej zasługi darem i zatraceniu siebie w jego wypełnianiu. A uczynił to jednocześnie poprzez pokutę, wyniszczając fizycznie, w najbardziej twardych umartwieniach, swoją ludzką naturę.

Proboszcz z Ars powie o sobie, że nie był w stanie zrozumieć pokusy pychy. Przeżywał rozpacz z powodu poczucia ogromnej dysproporcji, niechęci by tworzyć nierówność, która uspokaja się jedynie w opuszczeniu samego siebie dla Boga. Ważnym jest abyśmy wychodząc od niektórych naszych doświadczeń, dobrze zrozumieli wszystkie korzenie owego dramatu.

Wielokrotnie chrześcijanie czują się ograniczeni ludzką ograniczonością swoich kapłanów. Powiadają: „nie umie głosić kazań” albo „nie zna problemów ludzi”, „nie jest człowiekiem świętym”, „jest takim samym grzesznikiem jak wszyscy?”, „dlaczego mam się przed nim spowiadać, skoro jest gorszy ode mnie??” i temu podobne.

Zbierzcie razem wszystkie te uwagi odnoszące się do kapłanów, które w waszym doświadczeniu przeżyliście lub usłyszeliście. Zatem, najpoważniejszym ich aspektem jest fakt, że oddają nagą prawdę o szafarzu, jednak to, co jest ważne, to święte działanie Boga, które wypełnia się poprzez owego człowieka. Ów święty z Ars, wobec siebie i przed Bogiem, osobiście ucieleśnia ten znamienny dramat.

„Kapłana – powiada – zrozumie się jedynie w niebie. Gdybyśmy to pojęli na ziemi, umarlibyśmy, nie ze strachu lecz z miłości?Po Bogu kapłan jest wszystkim. Pozostawcie przez dwadzieścia lat jakąś parafię bez księdza, a zacznie się tam oddawać cześć zwierzętom!”

Lecz z drugiej strony dodaje:

„Jakże przerażające jest być księdzem! Jakże godny opłakiwania jest ksiądz odprawiający Mszę Świętą jak coś powszedniego! Jakże nieszczęśliwy jest kapłan bez życia wewnętrznego!”

Tak naprawdę, nie był to jego problem. Co więcej, gdy odprawiał Mszę Świętą wydawało się, że widzi Boga, tak bardzo było to poruszające. Jednak żył w niepokoju wynikającym z faktu, że był proboszczem i ponosił odpowiedzialność za całą parafię, a nie czuł się tego godny. Stale, aż do ostatnich chwil swojego życia, miał nadzieję, że zostanie od tej odpowiedzialności uwolniony po to, żeby nie musiał – jak powiadał – „udać się prosto z parafii na sąd Boży”. Będzie bez przerwy, aż do ostatnich dni przed śmiercią, odczuwał ustawiczny lęk, aby nie ulec pokusie rozpaczy. Trzy razy usiłował, pod osłoną nocy uciekać, aby udać się do biskupa i poprosić o pozwolenie na wycofanie się na odosobnienie „aby opłakiwać swoje grzechy”. Ostatni raz uczynił to dokładnie wtedy, gdy był podziwiany w całej Francji, trzy lata przed swoją śmiercią. Uciekał nocą, podczas gdy parafianie, podejrzewając coś, czuwali by go zatrzymać; najbliżsi współpracownicy otoczyli ze wszystkich stron, prosząc o to, aby odmówić wspólnie poranne modlitwy. Schowali przy tym jego brewiarz do czasu, aż tłum parafian nie zatarasował drogi, z płaczem prosząc by pozostał:

„Księże proboszczu, jeżeli sprawiliśmy jakąś przykrość, prosimy, powiedz, a uczynimy wszystko co zechcesz by sprawić Tobie radość.” Pozwolił zaprowadzić się jak „więzień” (w sensie duchowym) do kościoła, do swojego konfesjonału, mówiąc do siebie „co stałoby się z tak wieloma grzesznikami?” Następnego dnia, gdy przypomniano mu wydarzenia z ubiegłej nocy, odpowiadał pokornie: „zachowałem się jak dziecko!” Nie uciekał jednak z powodu trudów, ale dlatego, że nie czuł się godny. „Nie ubolewam nad tym – powiadał – że będąc księdzem muszę odprawiać Mszę Świętą, lecz nie chciałbym być proboszczem”. Uważał, że nominacja wynikała z faktu, iż biskup pomylił się w ocenie jego zdolności, a on zachował się jak hipokryta chcący ukryć swoją nędzę. „Jakże jestem nieszczęsny! Wszyscy, nawet Monsignor, został oszukany na mój temat! Muszę pozostać hipokrytą!” Mówiąc prawdę, niejeden go lekceważył. Pewien proboszcz z sąsiedniej parafii, widząc jak jego penitenci udają się w podróż w kierunku Ars, pisał do niego w liście: „Drogi proboszczu, gdy ma się tak nikłą wiedzę teologiczną, nie powinno się nigdy zasiadać w konfesjonale”. Inny, po prostu, wygłaszał przeciw niemu kazania.

Jan Vianney odpowiedział: „Mój najdroższy i ukochany współbracie, jakże wiele powodów mam by darzyć Cię miłością! Jesteś jedynym który mnie dobrze poznał!” Prosił go przy tym usilnie, aby pomógł mu otrzymać od biskupa uwolnienie od tego ciężaru, ponieważ: „będąc postawiony w takim miejscu, do którego zajmowania nie jestem godzien z powodu mojej niewiedzy, mógł wycofać się na ubocze i opłakiwać swoje biedne życie”.

Jednak owo tak pokorne i bolesne mniemanie o sobie – trzeba to dobrze zrozumieć – nie wynikało ze smutnego charakteru, melancholii czy strachu. Przeciwnie, był to człowiek wesoły, zdolnym do humoru. Wypływało ono raczej z dwu różnych względów. Było, niewątpliwie, wynikiem uwarunkowań historycznych i kulturowych. Otrzymał bardzo surowe wykształcenie, naznaczone piętnem jansenowskiego rygoryzmu, pełne niepokoju o tajemnicę przeznaczenia i potępienia. Początkowo stosował go w kazaniach i względem swoich penitentów. Później coraz bardziej ustępował miejsca zachwytowi nad ogromną miłością Boga. Coraz bardziej wnikał w to pewien mistycyzm. Sam ujawnił to jednej ze swoich penitentek: „Córko moja, nie proś Boga o to, abyś całkowicie poznała swoją nędzę. Ja o to kiedyś prosiłem i trzymałem. Gdyby Bóg wówczas mnie nie podtrzymał, byłbym natychmiast popadł w rozpacz!” Innym razem, do swojej współpracownicy w dziele duszpasterskim, tak powiedział: „Prosiłem Boga o poznanie mojej nędzy. Poznałem, i tak zostałem zgnębiony, że modliłem się o pomniejszenie poczucia winy jakiego doświadczyłem. Wydawało mi się że nie będę mógł tego znieść”. Innym razem wyznał: „Jestem tak bardzo przestraszony z powodu mojej nędzy, że natychmiast błagałem o łaskę jej zapomnienia. Bóg mnie wysłuchał, lecz pozostawił mi wystarczające światło, abym poznał, że wcale nie jestem dobry”.

W życiu wielu mistyków znajduje się tego rodzaju doświadczenie, pewien rodzaj „nocy ciemnej”, koniecznej dla uczestnictwa w tajemnicy męki Chrystusa, poczucie całkowitego opuszczenia w rękach Ojca i nasycenie Jego miłością.  „Bóg jest wszystkim, a ja niczym” to również wyrażenia świętego Augustyna, świętego Franciszka, świętej Katarzyny ze Sieny, a także niektórych młodych świętych naszych czasów.

W życiu proboszcza z Ars to doświadczenie całkowicie łączy się z posłannictwem, o którym już mówiłem; stać się całkowicie kapłanem, bez jakiejkolwiek ludzkiej pychy, wniknąć w moc łaski, jaką Bóg obdarza swoje stworzenia. „Dobry Bóg, który niczego nie potrzebuje, chociaż jestem nieuczonym księdzem, posługuje się mną do wykonania wielkiej pracy. Gdyby miał innego proboszcza, który miałby więcej ode mnie powodów do upokorzenia się, wziąłby go i uczynił poprzez niego sto razy więcej dobra.” Ale jak w tej „mistycznej nocy” żył proboszcz z Ars? Przede wszystkim nie był pewny czy nie traci czasu na „lizanie ran”, jak to się nieuchronnie dzieje, gdy zamiast świętej pokory, chodzi jedynie o kompleksy psychiczne.

Ofiarowuje całe swoje człowieczeństwo na Bożą służbę. Przede wszystkim ze świadomością konieczności „umartwienia się”. Jeszcze dzisiaj robią wrażenie używane przez niego narzędzia pokutne, opowiadania o stylu życia, praktykowanych postach, czuwaniach, braku jakichkolwiek fizycznych wygód. Jeżeli spał, to niewiele godzin na gołej pryczy, jeśli je, to niewiele, zadowalając się garnkiem gotowanych ziemniaków, które musiały mu starczyć na kilka dni. Biczował się do omdlenia, a czynił to przede wszystkim dlatego, że był proboszczem, a zatem do niego należała modlitwa o przebaczenie grzechów dla swoich dzieci. Spowiadał wiele, a więc musiał podjąć wielką pokutę za grzeszników, którzy na nią zasługiwali. „Mój Boże, udziel łaski nawrócenia mojej parafii. Jestem gotów cierpieć wszystko, co tylko zechcesz, przez całe moje życie? byleby się nawrócili.”

Z drugiej strony, gdyby nie opanowywał w ten sposób swojego ciała i swojej wrażliwości, jak mógłby wytrzymać w tym powołaniu, które go uwięziło na więcej niż dwadzieścia lat w konfesjonale, nieprzerwanie przez piętnaście do szesnastu godzin dziennie, bez możliwości wyczerpania kolejki penitentów, którzy schodzili się z całej Francji, prosząc usilnie o spowiedź?

Z drugiej strony, proboszcz z Ars żył stałą troską, aby być dla swoich wiernych dobrym pasterzem. Przede wszystkim uczyć ich. Poprzednik w jednej ze swoich relacji pozostawił zapis, że ludzie w owej okolicy byli tak niedouczeni, tak pozbawieni wiedzy religijnej, że większość dzieci „nie różniła się od zwierzą ttylko otrzymanym Chrztem”. To samo tyczyło się dorosłych mężczyzn, dalekich od Kościoła albo rzadko i od niechcenia chodzących do Kościoła. Spotykał ich wszędzie, znał każdego, przyciągał ich poprzez kazania, które trwały nawet godzinę. Czasami się mylił, niekiedy wzruszał albo przerywał, a wskazując na tabernakulum, tonem który rozbrajał, mówił: „On tam jest „.

1336-15Zwracał się do nich na ty, używając ich języka, ich porównań. Trzeba powiedzieć, że nie był inteligentem. Kazania ujawniały żywość języka oraz podstawy budzące podziw. Oto jak mówił do swoich wiernych o ich budzących obrzydzenie modlitwach, opisując typową rodzinę:

„W domu w najmniejszym stopniu nie myśli się o pomodleniu się przed jedzeniem, ani o dziękczynieniu po posiłku, ani nawet o Anioł Pański. Uważam, że mówicie je z powodu starego przyzwyczajenia, a przy tym czujecie się źle. Kobiety wypowiadają słowa modlitwy w czasie krzątaniny i wołania podniesionym głosem na dzieci i domowników, mężczyźni w tym czasie obracają w rękach beret albo kapelusz, jakby chcieli przekonać się, czy nie ma w nim dziury.

Myślą o Panu jakby mieli pewność, że On naprawdę nie istnieje i jest czymś śmiesznym.

Innym razem o miłości Boga: „Nasz Pan jest na ziemi jak matka, która swoje dziecko nosi na rękach. Dziecko to jest niegrzeczne, kopie ją, gryzie, drapie, lecz matka nie daje ku temu żadnego powodu. Wie jednak, że gdy je uwolni, dziecko upadnie, ponieważ samo chodzić nie może. Oto jaki jest nasz Pan. Znosi wszystkie nasze złe zachowania, znosi całą naszą arogancję, przebacza nam wszystkie głupstwa, ma dla nas miłosierdzie wbrew nam samym”.

I jeszcze na temat pychy: „Oto taki, co jest pełen niepokoju, który czyni wokół siebie zgiełk, który chce dominować nad wszystkimi, który chce powiedzieć słońcu ‚przestań świecić, mnie pozostaw oświetlanie świata!?’ Pewnego dnia ów pyszny człowiek zostanie zrównany z pyłkiem popiołu i poniesiony przez rzekę w dal? aż do morza.”

Taka oto jest kultura pastoralna Proboszcza z Ars. Innymi razy rzecze: „Nie usiłujmy pozbyć się Pana jak kamyka z buta.” Albo: „Biedny grzesznik jest jak dynia, którą gospodyni rozcina na czworo i znajduje się w niej pełno robactwa.” Albo: „Grzesznicy są czarni jak rura w piecu”. Jedną sprawą jest wykaz fraz, inną zobaczyć i poczuć jak rodzą się w sercu i drążą duszę. Jest faktem, że wychodząc z Kościoła wszyscy mówili: „Żaden kapłan nie mówił nam tak o Bogu jak nasz proboszcz”.

Biskup jego powiadał: „Mówi się, że proboszcz z Ars nie jest wykształcony, lecz ja nie wiem czy to jest prawdą. Jestem jednak przekonany, że Duch Święty zajął się jego oświeceniem”. Aktywność duszpasterska (a nadto zbudowanie sierocińca dla dzieci a następnie Instytutu dla kształcenia dzieci) dotyczyła trzech aspektów życia parafialnego, które określił on jako oznaki głębokiej dechrystianizacji, w jakiej była uwikłana ówczesna Francja. Z drugiej strony, praca w dni świąteczne, zwyczaj przeklinania to znaki wypływające z praktycznego ateizmu, poprzez które neguje się fakt istnienia Boga, a o którym mówi się że się w Niego wierzy. Wiedział, że dla chłopów, praca w dni świąteczne oznaczała przywiązanie do pieniądza, oznaczała dehumanizację życia. Nie bez powodu panowie z Paryża nieco wcześniej usiłowaliznieść święta i niedziele, aby je zastąpić dekadami; jeden dzień laickiego wypoczynku na każde dziesięć, aż się zapomni Dzień Pański i dni święte. Jan Maria Vianney nie zaznał spokoju, dopóki w kwestionariuszu swojej parafii nie mógł zapisać, że w dni świąteczne pracuje się „rzadko”, a przechodzący obcokrajowcy byli zdziwieni widząc trzech wozaków przy spłoszonym koniu, który tratował wóz, że nie zdenerwowali się ani nie przeklinali. Zrobiło to na nich tak wielkie wrażenie, iż opowiadali to jako obiegową nowinę.

Wydał walkę knajpom, które nazywał „sklepami diabła, miejscem, gdzie sprzedaje się dusze, gdzie niszczy się rodziny, zdrowie, gdzie zaczynają się kłótnie, gdzie staje się mordercą”. Zanim zaczniemy się śmiać, pomyślmy o miejscowości, którą zamieszkuje dwustu siedemdziesięciu mieszkańców w czterdziestu domach, a wśród których znajdują się cztery gospody, z czego dwie oparte o kościół. Pomyślmy o nich jako o miejscach alternatywnych dla kościoła w dniach świątecznych oraz miejscach alternatywnych dla własnych domów w długie wieczory i noce. Pomyślmy o nich jako o miejscach, gdzie sprzedawano środek odurzający jakim wówczas było wino, gdzie traci się potrzebne rodzinie pieniądze, i gdzie w czasie upojenia znajdowały pożywkę nienawiść i kłótnie. Kazania i interwencja proboszcza były tak stanowcze, że najpierw zmuszeni byli zamknąć dwie knajpy blisko kościoła a następnie dalsze. Siedmiokrotne próby otwarcia ich na nowo, poszły na marne.

Również te wady społeczne powoli i prawie w całości znikły z powodu miłości i szacunku jaki ludzie otaczali tego świętego człowieka, który za nich modlił się i czynił pokutę.

Działanie edukacyjne odbywało się przede wszystkim w konfesjonale.

Około roku 1827 zaczęła się szerzyć opinia o jego świętości. Na początku przychodziło piętnastu do dwudziestu pielgrzymów dziennie. W roku 1834 liczono ich na trzydzieści tysięcy rocznie, która to liczba powiększyła się w ostatnich latach jego życia od osiemdziesięciu do stu tysięcy. Stało się konieczne zorganizowanie stałej, codziennej służby transportowej z Lionu do Ars. Co więcej, trzeba było na stacji Lion otworzyć specjalne okienko, gdzie sprzedawano bilety w obie strony, ważne osiem dni (bilety, które wówczas były czymś szczególnym), biorąc po uwagę fakt, że potrzeba było średnio tygodnia na wyjazd do spowiedzi. Zaczęła się prawdziwa misja proboszcza i jego „męczeństwo w konfesjonale”. W ciągu ostatnich dwudziestu lat przebywał w nim średnio 17 godzin dziennie, rozpoczynając około pierwszej albo drugiej w nocy, w okresie ładnej pogody, a około czwartej w okresie pogody złej i kończąc późno w nocy. Jedyne przerwy robił dla odprawienia Mszy Świętej, modlitwę brewiarzową, katechezy i kilka minut na skromny posiłek. W okresie lata było tak duszno, że pielgrzymi musieli, od czasu do czasu, wychodzić na zewnątrz dla zaczerpnięcia powietrza aby móc wytrwać. W zimie było przejmująco zimno: „Pytałem: jak można wytrzymać tak wiele godzin, w tak surowej pogodzie, bez możliwości rozgrzania nóg?”. „Mój przyjacielu – rzekł – sprawa polega na tym, że od Wszystkich Świętych do Wielkanocy nie czuję nóg wcale „.

Ale to umartwienie, stałe otoczenie tłumem, niezależnie od pory dnia, nie było jego największym cierpieniem. Cierpienia dostarczały mu fale grzechów i zło jakie wylewało się na niego jak trudne do zniesienia morze błota. „To wszystko, co wiem na temat grzechu – powiadał – nauczyłem się od nich”. Słuchał ich, czytał w nich jak w otwartej księdze, ale przede wszystkim nawracał. Często starczało mu czasu na niewiele słów, a miał w ostatnich latach głos tak pełen żałości, że trudno go było słuchać. Jednak penitenci odchodzili od jego konfesjonału poruszeni. „O gdybyż Pan nie był tak dobry! – mówił – a jest bardzo! Co złego wam Pan uczynił, że musicie traktować Go w taki sposób!” Albo inaczej: „Dlaczego mnie tak bardzo obraziłeś? – pewnego dnia Pan powie do ciebie – a nie będziesz wiedział co odpowiedzieć”.

Bardzo często, a przede wszystkim, gdy stawali przed nim grzesznicy mało świadomi swoich grzechów, święty proboszcz zaczynał płakać. Było to znamienne doświadczenie na własne oczy prawdziwego bólu, prawdziwego cierpienia tak, że przez chwilę mogłeś dostrzec ból Boga spowodowany twoim złem, ucieleśniony w obliczu spowiadającego cię kapana.

Jan Paweł II, wygłaszając kazanie dla kapłanów na placu w Ars, w październiku pewnego roku, mówił o konieczności dawania wiernym owego świadectwa przebaczenia.

Powiedział wtedy:

„Wiem, że napotykacie na wiele trudności, brak kapłanów, a przede wszystkim niechęć wiernych dla Sakramentu Przebaczenia. Mówicie, że od dłuższego czasu nie przychodzą spowiadać się. Czyż nie kryje się za tym brak wiary, brak poczucia grzechu, brak poczucia pośrednictwa Chrystusa i Kościoła, pogarda dla praktyki, z której pozostały jedynie deformacje związane z przyzwyczajeniem?

Zauważmy, że Jego zastępca na ziemi powiedział o proboszczu z Ars:

‚Nie ma w tej parafii zbyt wiele miłości Boga, wy ją wprowadzajcie’. A święty z Ars odnalazł także tych penitentów mało żarliwych. Dzięki jakiej tajemnicy, przyciągał jednocześniewierzących i niewierzących, świętych i grzeszników? W rzeczywistości, ów święty, surowy w tak wielu kazaniach, nieprzejednany względem grzechu, był, podobnie jak Jezus, bardzo miłosierny w spotkaniu z każdym grzesznikiem. Opat Monnin powiadał o nim: ‚jest płomieniem łagodności i miłosierdzia’. Płonął miłosierdziem Chrystusa.”

Dożył 73 lat, miał długie białe włosy, ciało kruche i zniszczone, a oczy zawsze głębokie i błyszczące. W czasie gorącego lata roku 1859, czwartego sierpnia, umarł spokojnie, bez strachu „jak lampa, w której skończyła się oliwa”, „mając – jak mówił jeden ze świadków – w oczach nadzwyczajny wyraz wiary i radości.”

Jego parafianie zgromadzeni wokół swojej ubogiej plebani, rozwiesili namoczone płótna, aby zbytnio, przynajmniej w tych ostatnich dniach, nie cierpiał z powodu straszliwego upału. Przez dziesięć dni i nocy śmiertelne szczątki wystawione były w owej kaplicy, gdzie tak wiele wysłuchał spowiedzi, a pielgrzymi przechodzili nieprzerwanie tysiącami. Powracam do tej samej wypowiedzi papieża, który parafrazując tytuł pewnej włoskiej powieści, jednak w znaczeniu przeciwnym powiedział:

„Chrystus naprawdę zatrzymał się w Ars, w okresie w jakim był tu Jan Maria Vianney. Tak, zatrzymał się i zobaczył rzesze mężczyzn i kobiet z tamtego wieku, zmęczone i wyczerpane jak owce bez pasterza. Chrystus zatrzymał się tutaj jako Dobry Pasterz. ‚Dobry pasterz, ukształtowany według serca Boga – powiadał Jan Maria Vianney – jest największym skarbem, jaki Bóg może przydzielić parafii. Jest to najcenniejszy dar Bożego miłosierdzia’.”

Tego wszystkiego potrzebujemy także w naszych czasach.

Antonio Sicari „Nowe Portrety Świętych” – Święty Jan Maria Vianney

(tłumaczył Jerzy Kąkol)

4 lata DDAK – konkurs!

Posted: 2 lipca 2014 by Sandra Kwiecień in akcje, ddak
Tagi: ,

Z okazji czwartej rocznicy powstania Dzieła Duchowej Adopcji Kapłanów, ogłaszamy konkurs. Do wygrania jest aż 20 kubków z logiem DDAK!

KONIEC KONKURSU!

Wszystkie nagrody zostały rozdane.

IMG_20140701_233901 IMG_20140701_233939

Aby zostać szczęśliwym zwycięzcą, należy uzupełnić poniższą krzyżówkę. Na maila: sandra.kwiecien@gmail.com można podesłać same tylko odpowiedzi lub wypełniony skan/obrazek.

  • W tytule wiadomości należy wpisać: Konkurs 2014
  • Należy podać jedenaście poprawnych haseł oraz hasło główne.
  • Każdy Uczestnik otrzyma odpowiedź z podziękowaniem za udział w konkursie. Pierwszych 20 osób zostanie poinformowane o zwycięstwie i poproszone o podanie adresu, na który będą rozsyłane nagrody.
  • Kubki trafią do Was w przyszłym tygodniu, bowiem spakowanie ich i zaniesienie na pocztę wymagać będzie troszkę czasu, toteż bądźcie cierpliwi!

Pytania do krzyżówki:

  1. Na nim „mocuje się” sakrament święceń.
  2. Zapis dotyczący przebiegu liturgii i wykonywania poszczególnych obrzę­dów zawarte w księgach liturgicznych.
  3. Inaczej „tajemnica”.
  4. Przypomnienie (w liturgii).
  5. Opozycja do teokracji.
  6. Rodzaj papieskiego dokumentu.
  7. Np. poświęcenie kościoła.
  8. Trzymana w rękach ministranta podczas udzielania Ciała Chrystusa.
  9. Dobrowolne bezżeństwo.
  10. Insygnium biskupie.
  11. Kapłaństwo wiernych i kapłaństwo…

krzyżówka 2014