Archive for the ‘media’ Category

Artykuł w tygodniku „Niedziela”

Posted: 3 lipca 2017 by Sandra Kwiecień in media
Tagi:

Z okazji 7. urodzin DDAK, pan Witold Iwańczak, napisał artykuł w tygodniku „Niedziela” pod tytułem: „Duchowe usynowienie”. Tekst pojawił się w wydaniu 25/2017. Zapoznać się z nim można TUTAJ:

Naszym zdaniem jest to jeden z najlepszych i najrzetelniejszych artykułów na temat DDAK. Zachęcamy do lektury 🙂

Reklamy

Ponad 8000 polubień

Posted: 7 marca 2017 by Sandra Kwiecień in media, modlitwa, świadectwa
Tagi: , ,

1477799669-19708-1-1_236px

A my znowu o liczbach.

„Mamy XXI wiek. To jakiś zabobon, żeby ludzie wierzyli w Boga i się modlili. Co za ciemnogród.”

Mam kolegę, który często mi to mówi, zwykle używając powyższych słów. Dobrze wie o akcji modlitewnej za kapłanów. Bardzo go to bawi, a jednocześnie uważa, że takie rzeczy powinny „naturalnie zniknąć” i że ludzie dojrzeli już i zmądrzeli na tyle, by nie zajmować się takimi „bzdurami”. Nie powinno już być księży. Powinni odejść.

Dla niektórych liczba „lajków” na Facebooku to oznaka tego, jak bardzo są lubiani i ile osób ich obserwuje. To wyznacznik jakiegoś statusu, czy rodzaj konkursu popularności, w którym chętnie biorą udział. I walczą, zabiegają, troszczą się o kolejnych obserwatorów. My nie. I może właśnie o to chodzi, że nie zabiegamy o popularność, ani z nikim nie konkurujemy. Chcemy dotrzeć do ludzi z wezwaniem do modlitwy, wszędzie, gdzie tylko się da. To jest nasz priorytet.

Cieszymy się jednak, gdy ta liczba rośnie. Obecnie przekroczyła ona już liczbę 8 tysięcy użytkowników. W jakiś sposób pokazuje nam to fakt, że wspomniany kolega nie ma racji – my nie znikamy. Wciąż jesteśmy i nie jest nas mało.

Krótkie świadectwo dla nas wszystkich:

Cieszę się, że ta akcja istnieje. Że jest taka, jaka jest – ludzka, świecka, z ludu dla kapłanów. Na mojej uczelni jest mnóstwo niewierzących osób, a że jestem przyjezdna, nie znalazłam jeszcze wspólnoty. I czuję się czasem osamotniona, jak jakiś odludek. Ale mogę zawsze zajrzeć tutaj. I wiem, że wciąż jest mnóstwo ludzi, którzy modlą się, wierzą, i że im zależy na Kościele. Bo ja czasami się łamię i boję się przyznać. A wy – wszyscy – dajecie mi odwagę. Widzę, że nie było takiego miesiąca, żeby nie było choć jednej adopcji. Że lista nazwisk w Księdze ciągle się powiększa. Kościół żyje. I widząc to, ja też walczę o to, by żyć jako członek Kościoła. Jest tak trudno… Czasem aż to jest straszne. Proszę, działajcie i módlcie się dalej.

Jan Paweł II – Świadek Miłosierdzia

Posted: 30 marca 2014 by Sandra Kwiecień in media
Tagi:

abp. K. Krajewski

Poniżej zamieszczamy świadectwo ks. abp. K. Krajewskiego o Janie Pawłe II, które opublikowało czasopismo „Caritas” nr 1/2014.

*

Jan Paweł II – Świadek Miłosierdzia

Nie można w kilku zdaniach ująć Człowieka, który cały należał do Boga. Wskazałbym jednak na trzy wymiary obrazu: „Jan Paweł II”.

Papież całkowicie ufał Panu Bogu. Kiedy się modlił, wydawało się, że ufa Mu do szaleństwa. Z abp. Marinim byliśmy zdumieni tym, co działo się w zakrystii przed celebracjami, a także po ich zakończeniu. Ojciec Święty wchodził, witał się z nami, a potem klękał; kiedy już nie mógł klękać – zatrzymywał się na fotelu, na którym się przemieszczał i stawał się… nieobecny. Zanim wyszedł do ludzi najpierw rozmawiał z Bogiem. Zanim otrzymał mitrę i pastorał, najpierw w modlitwie prosił o to wszystko, co niezbędne, by nie zasłaniać Boga swoją osobą. Trwało to nieraz bardzo długo; bywało, że spóźnialiśmy się z rozpoczęciem Eucharystii. Ks. Stanisław Dziwisz próbował nieraz ten czas przygotowania skrócić, ale mu się to nie udawało. Ojca Świętego po prostu „nie było”…

Podczas pielgrzymek musieliśmy bardzo często wyjmować Ojcu Świętemu z rąk różaniec. Wysiadał z samochodu, witał się z prezydentami czy ministrami, podając im dłoń razem z różańcem. Trzeba było go odebrać, by mógł się normalnie przywitać. Ile tych różańców w ciągu dnia odmawiał, nikt z nas nie wie. Podczas jednej z wieczornych audiencji dla Polaków, w pewnym momencie Ojciec Święty wyciągnął z kieszeni różaniec, podniósł go do góry i powiedział: „patrzcie, najprostszy egzorcyzm przeciw złu”. Potem chwilę się zastanowił i dodał: „jeśli mu nikt jeszcze nie nadał takiego tytułu, to ja w tej chwili mu go nadaję jako papież Jan Paweł II”.

Kiedy papież celebrował Eucharystię, wszyscy, którzy byliśmy blisko Niego, wiedzieliśmy, że tam, gdzie jest Jan Paweł II jest centrum świata. Sposób, w jaki dotykał On Najświętszych Postaci, przyklękał, podnosił je czy adorował – uświadamiał nam, że największym skarbem jaki mamy w Kościele jest Jezus Eucharystyczny.

Jan Paweł II nie sięgał po żadne nadzwyczajne środki, które nie byłby w zasięgu zwykłego człowieka: odmawiał różaniec, o godz. 15.00 koronkę do Miłosierdzia Bożego, w maju śpiewał litanię loretańską, w październiku – na dachu Pałacu Apostolskiego – odmawiał z siostrami różaniec. Codziennie odmawiał modlitwę do Ducha Świętego, której nauczył go ojciec. Karmił się pobożnością „zwykłą’, pobożnością naszych rodziców i dziadków. Myślę, że jednym z owoców pontyfikatu Jana Pawła II powinien być nasz powrót do „normalności”. Do zwykłych codziennych praktyk religijnych.

Godzina Miłosierdzia ratunkiem dla człowieka

Od czasu odejścia Ojca Świętego do domu Ojca kilka razy w tygodniu o godzinie 15.00 chodzę spowiadać do kościoła Ducha Świętego „in Sassia” w Rzymie. Kościół wypełnia się śpiewem koronki do Bożego Miłosierdzia, po której odprawiana jest Droga Krzyżowa. Wielokrotnie sugeruję moim penitentom, by poszli do Bazyliki Św. Piotra, do Grobu Jana Pawła II i polecili Bogu swoje problemy właśnie za Jego pośrednictwem, ponieważ On pokazywał nam, jak można przezwyciężać samego siebie. Pokonywał cierpienia własnego ciała. Kiedy ukazywał się w oknie – choć przecież nie mógł już mówić – wszyscy dobrze wiedzieliśmy, co nam chciał powiedzieć. Gdy z trudnością podnosił drżącą dłoń, natychmiast czyniliśmy znak krzyża. Bo On zawsze nam błogosławił. Zadziwiające, że wiele osób odpowiada mi wtedy: Ja właśnie przychodzę od Grobu Jana Pawła II i dlatego się spowiadam. Nie wiedziałem, że o tej godzinie można tu przyjść do spowiedzi, ale widząc światełko w konfesjonale, zrozumiałem, że jest to moja godzina miłosierdzia…

Chorzy – skarb Kościoła

Ojciec Święty podchodził do ludzi chorych z wielkim namaszczeniem; nie bał się ich wszystkich dotykać. Obserwując to wielokrotnie, przypominał mi się zawsze ten fragment Ewangelii, kiedy podczas drogi jakaś kobieta, która długo cierpiała, dotknęła się Jezusowego płaszcza i „wyszła moc z Niego”. Nagle została uzdrowiona. Podobnie było także wtedy, kiedy między ludźmi przechodził Jan Paweł II – wielu chciało go dotknąć; ilu płakało, a i nam często spływały łzy po policzkach, kiedy wiedzieliśmy, z jaką wiarą ludzie dotykają się Ojca Świętego. Wydawało się, że był to najszczęśliwszy moment w ich życiu. Z Ojca Świętego emanowała jakaś przedziwna moc… Te dotknięcia były dla wielu dotknięciami wielkiej łaski. Jest dużo świadectw osób, które czują się uzdrowione; które są uzdrowione…

Ewangelia miarą życia

Byłem jeszcze w liceum. Świat kojarzył mi się z nieustanną wiosną, miłością i zajmowaniem się samym sobą. Właśnie wtedy z Watykanu dotarła wręcz nieprawdopodobna wiadomość o zamachu na Jana Pawła II; a później jeszcze bardziej niepojęta, że po wyjściu ze szpitala udał się do więzienia, aby spotkać się z zamachowcem Ali Agcą. Był to dla mnie na początku po prostu miły i sympatyczny gest, którego zupełnie nie rozumiałem. Nie zdawałem sobie sprawy, że to była Ewangelia w czystym wydaniu. Dziś, gdy ludzie mi mówią, że nie mogą przebaczyć mężowi, żonie, jakiejś osobie, często przywołuję właśnie to spotkanie pełne miłosierdzia – zamachowca ze swoją ofiarą.

Jan Paweł II pospieszył do więzienia, gdzie przebywał Ali Agca, jakby był jego przyjacielem czy dobrym znajomym. Uczynił tak, ponieważ miarą swojego życia uczynił Ewangelię. Ona porządkowała całe Jego życie. Miał Ją nieustannie w pamięci. Według Niej żył. Zgodnie z Nią rozwiązywał też wszystkie problemy Kościoła i świata. To według Niej urządził całe swoje życie wewnętrzne i zewnętrzne.

Papież doskonale wiedział, że człowiek jest wielkim marnotrawcą darów Bożych, ale wiedział także, że drugim imieniem miłości jest miłosierdzie. A miłosierdzie znaczy: przebaczyć temu, kto na to nie zasługuje.

Wydawało mi się wtedy, że gest Papieża narusza zasadę sprawiedliwości. Jak każdy młody człowiek byłem surowy wobec innych i bardzo pobłażliwy wobec siebie. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że zasada sprawiedliwości reguluje społeczne życie ludzi, natomiast zasada miłosierdzia odnosi się do bezpośrednich relacji osobowych.

Jan Paweł II swoim gestem pokazał, że miłosierdzie jest bólem pełnym nadziei; że wszystko może być jeszcze do uratowania; że nie ma straconych i przekreślonych sytuacji; że Bóg czeka, a Jego drzwi i ramiona są zawsze otwarte. Papież tym gestem z więzienia powiedział więcej niż encykliką o miłosierdziu Bożym (Dives in misericordia z 1980 r.), którą przecież przeczytali tylko nieliczni. Dla mnie przesłanie tego gestu jest bardzo czytelne: Bóg jest otwarty na wszelką biedę człowieka. Nie ma takiego grzechu, który może nas oddalić od Boga. Można zmarnować majątek, stracić dobre imię, ale za wszelką cenę trzeba ocalić człowieka. Odnaleźć go na nowo. Siłą miłosierdzia jest zaufanie do Boga – i to bez granic!

Nie dziwię się, że Jan Paweł II ukochał koronkę do Miłosierdzia Bożego, nabożeństwo zapoczątkowane przez s. Faustynę. W koronce są sformułowania doprawdy wstrząsające: Boże, ze względu na mękę Jezusa, miej miłosierdzie dla nas! Popatrz na Syna, na Jego cierpienie, i popatrz na nas – przez Niego. Zlituj się nad nami! Dla Jego bolesnej męki, miej miłosierdzie dla nas i świata całego!

Miłosierdzie jest wydobywaniem dobra spod wszelkich nawarstwień zła, które jest w świecie i w każdym człowieku. Najbardziej upodabniamy się do Boga, kiedy jesteśmy miłosierni. Właśnie dlatego Papież Jan Paweł II pojechał do Ali Agcy!

Ks. Konrad Krajewski

współpraca Małgorzata Kołodziejczyk

Ks. abp. Konrad Krajewski – 1 października 1998r został pracownikiem Urzędu Papieskich Celebracji Liturgicznych. Od maja 1999r ceremoniarz Ojca Świętego Jana Pawła II. 3 sierpnia 2013r papież Franciszek mianował go arcybikupem i jałmużnikiem papieskim. Mówi o sobie: „jestem biskupem ulicy”. 

———————————————————————-

Ogromne podziękowania kierujemy w stronę pani Małgorzaty Kołodziejczyk, która zezwoliła na publikację.

caritas201401

DDAK w miesięczniku „Msza święta”

Posted: 6 lipca 2013 by Sandra Kwiecień in media
Tagi:

201307

„Msza święta” to miesięcznik biblijno-liturgiczny, który wydawany jest od 1936 roku przez Towarzystwo Chrystusowe dla Polonii Zagranicznej. Wydawnictwo nosi nazwę Hlondianum – niektórym Czytelnikom jest ono doskonale znane. Jest to bowiem to samo, które kilka miesięcy temu ofiarowało naszej akcji kilkaset plakatów w formacie A3.

plakat przygarnij ksiedza 1 A3.indd

Po raz kolejny tamtejsza redakcja wspomogła Dzieło i tym razem umożliwili nam napisanie artykułu do wakacyjnego numeru „Mszy świętej”. Całość zajmuje 4 strony i nosi tytuł „Duchowa kampania”. Jeśli tylko macie taką możliwość – koniecznie zapoznajcie się z artykułem 🙂 Poniżej fragment:

STRONA 1

Artykuł w „Apostolstwie Chorych”

Posted: 16 Maj 2013 by Sandra Kwiecień in media
Tagi:

apchor1

Za dwa tygodnie będzie dostępny do zakupienia najnowszy numer miesięcznika „Apostolstwo Chorych”. W czerwcowym wydaniu poruszany będzie temat ojcostwa, zarówno tego o wymiarze fizycznym jak i duchowym. W tym kontekście pojawi się artykuł o Dziele Duchowej Adopcji Kapłanów, który to polecany jest nie tylko na okładce, ale i na jej odwrocie. Artykuł ma formę wywiadu i obejmuje aż 5 stron tekstu! No to cierpliwie czekamy na ukazanie się numeru 🙂

Wraz ze wzrastającą liczbą artykułów o Dziele Duchowej Adopcji Kapłanów, proporcjonalnie wzrasta liczba komentarzy na jego temat, w tym komentarzy nieprzychylnych, a czasem nawet wrogich. Zdarza się to, co mnie nieco dziwi, przede wszystkim na portalach katolickich, gdzie prymat wiedzie spór o nazwę „adopcja”. Dotychczas bardzo rzadko poruszałam ten temat, lecz ostatnie ataki – przede wszystkim na mnie, jaką winną rozpowszechniania „infantylnego zlepku kościelnej nowomowy” – zaostrzyły się tak bardzo, że ciężko mi już po prostu zbywać to milczeniem.

Rozumiem, że w większości przypadków słowo „adopcja” może wydawać się nieodpowiednie. Najczęściej podnoszony argument przeciwko słowu „adopcja” to to, iż „pierwotnie” znaczy to słowo coś innego – przysposobienie dziecka (odnosząc się do przepisów prawnych). Jako osoba, która studiowała prawo, miałam taki przedmiot jak prawo rzymskie, więc termin „przysposobienie” jest mi doskonale znany. Podnoszona argumentacja, że kapłan nie może być adoptowany, bo sam ma być ojcem duchowym trąci o nieznajomość zasad logicznego myślenia, albowiem powyższy argument wysnuwa wniosek z nieprawdziwej przesłanki: ojciec nie może być dzieckiem. Tak więc, jeśli można stać się dla kogoś duchowym dzieckiem, to równie dobrze można stać się także duchowym rodzicem. Kapłana, za którego podejmujemy duchową opiekę, niejako przysposabiamy, duchowo usynawiamy i bierzemy odpowiedzialność za jego losy. Tego typu opieka to coś znacznie głębszego, aniżeli tylko wsparcie.

Biorąc pod uwagę przekonanie o zarezerwowanie terminu „adopcja” jedynie do przewodów sądowych, mających na celu w sposób prawny przyjąć za swoje osobę obcą, nawet już św. Hilary – Ojciec i Doktor Kościoła – pisał o tym, iż nie należy odrzucać jakiegoś terminu, nawet jeśli bywa błędnie lub inaczej rozumiany. To, że niektórzy nie potrafią pojąć głębi duchowego zjednoczenia, tajemnicy Mistycznego Ciała, jakiego jesteśmy częścią, jeszcze nie dają podstaw do rezygnacji z terminu, który nie tylko oddaje piękno poświęcenia i dobrowolnie podjętej odpowiedzialności za kapłana Chrystusowego, ale także jest używany przez hierarchów Świętej Matki Kościoła.

Światowy Dzień Modlitw o Uświęcenie Kapłanów, obchodzony oficjalnie w uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa, jest zwyczajem wprowadzonym przez Jana Pawła II w 1995 roku. Z tej okazji Kongregacja ds. Duchowieństw, wydaje co roku okolicznościowy dokument. W jednym z listów do kapłanów, prefekt tej dykasterii watykańskiej, kardynał Dario Castrillon Hoyos oraz jej sekretarz, arcybiskup Mauro Piacenza, przypomnieli o „pierwszeństwie modlitwy przed działaniem, ponieważ to od niej zależy jego skuteczność”. Wskazali oni także jak istotna jest osobista więź każdego z kapłanów z Jezusem, naszym Panem. Wyraźnie podkreślili, że kapłani modlitwy potrzebują. Hierarchowie watykańscy podkreślili potrzebę „macierzyństwa duchowego” („maternita spirituale”):

Zawierzmy się z ufnością modlitwie całego Kościoła – naszej Świętej Matki, macierzyństwa Ludu, którego jesteśmy pasterzami, ale któremu powierzona została piecza o nas i naszą świętość – prośmy o to zasadnicze wsparcie.

Warto tutaj zwrócić się do przykładu św. Teresy, która pokazywała na czym polega macierzyństwo duchowe: matka to ta, która daje życie i która to życie podtrzymuje. Macierzyństwo takie jest na mocy uczestnictwa w królewskim kapłaństwie wiernych naszym powołaniem – właśnie to macierzyństwo duchowe Kościoła. W kręgach żeńskich zgromadzeń zakonnych, czynnych i kontemplacyjnych, na wielu kontynentach – podjęto modlitwę za kapłanów, właśnie poprzez duchowe przysposobiebie, ową adopcję, konkretnego, znanego z imienia i nazwiska kapłana. Gdy Matka z Kalkuty poinformowała o tym papieża Jana Pawła II, ten zareagował z radością pytając: „Czy mnie też? Ja także jestem kapłanem!”. Przywołując dokument – list kongregacji ds. duchowieństwa „Adoracja eucharystyczna w intencji uświęcenia kapłanów oraz duchowe macierzyństwo”:

będąc świadomi, że działanie jest wyrazem bytu i że duszą wszelkiego apostolstwa jest zażyłość z Bogiem, chcemy dać początek ruchowi duchowemu, który pogłębiając świadomość ontologicznego związku między Eucharystią i kapłaństwem (…) pomagać, ofiarowując się za nich, modląc i pokutując (…) głównym celem będzie wypraszanie dostatecznej liczby świętych powołań kapłańskich, a zarazem duchowe towarzyszenie — jako Mistyczne Ciało — poprzez swoiste macierzyństwo duchowe tym wszystkim, którzy zostali powołani do kapłaństwa służebnego i są ontologicznie upodobnieni do jedynego Najwyższego i Wiecznego Kapłana, aby coraz lepiej służyli Jemu i braciom jako ci, którzy są «w» Kościele i zarazem «wobec» Kościoła, działając w imieniu Chrystusa i reprezentując Go jako Głowę, Pasterza i Oblubieńca Kościoła (por. Pastores dabo vobis, 16).

Duchowe macierzyństwo całego Ludu Bożego, to nie tylko zakonnice i dziewice konsekrowane, lecz także świeccy: kobiety i mężczyźni, którzy razem tworzą wspólnotę dzieci Bożych.

Dla wielu spośród tych, którzy regularnie i aktywnie atakują akcję, powyższe argumenty, w tym powołanie się na autorytet samego Rzymu (dokumenty wydane przez Kongregację, a nie lokalną parafialną gazetkę), nic nie dadzą i absolutnie do niczego nie przekonają. Starałam się jednak wykazać, że w najmniejszy nawet sposób, DDAK nie uchybia absolutnie niczemu względem Świętej Matki Kościoła. Nie prowadzimy tu dysput, nie kłócimy się który ksiądz lepszy, a który gorszy, nie mamy żadnych rankingów, nie poruszamy kwestii politycznych, ekonomicznych – robimy swoje – modlimy się.

Udział w akcji DDAK jest całkowicie i absolutnie dobrowolny. Jeśli komuś idea akcji lub sama jej nazwa nie  odpowiada, uczestniczyć w tym Dziele nie musi. Są przecież inne, dość liczne organizacje, kółka, wspólnoty, w które można się zaangażować, polecam więc poszukanie tego, co komu odpowiada.

Mając na uwadze zdania powyższe, fragmenty dokumentów zatwierdzonych przez biskupa Rzymu – wybranego przez kardynałów oraz Ducha Świętego („Postanowiliśmy, Duch Święty i my”) – zdecydowałam się na stosowanie terminu „duchowej adopcji” – pozostając w absolutnej wierności Kościołowi Katolickiemu. Roma locuta, causa finita.

Z poważaniem,

Sandra Kwiecień