Archive for the ‘przemyślenia’ Category

Czy Ty w to wierzysz?

Posted: 21 sierpnia 2017 by Agnieszka Dankiewicz in przemyślenia
Tagi:

Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już od czterech dni spoczywającego w grobie.
Kiedy więc Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta więc rzekła do Jezusa: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga».
Rzekł do niej Jezus: «Brat twój zmartwychwstanie».
Marta Mu odrzekła: «Wiem, że powstanie z martwych w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym».
Powiedział do niej Jezus: «Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, to choćby umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?»
Odpowiedziała Mu: «Tak, Panie! Ja mocno wierzę, że Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat».
Jezus wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: «Gdzie go położyliście?»
Odpowiedzieli Mu: «Panie, chodź i zobacz!» Jezus zapłakał. Żydzi więc mówili: «Oto jak go miłował!» Niektórzy zaś z nich powiedzieli: «Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?»
A Jezus, ponownie okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień.
Jezus powiedział: «Usuńcie kamień!»
Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: «Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie».
Jezus rzekł do niej: «Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?»
Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: «Ojcze, dziękuję Ci, że Mnie wysłuchałeś. Ja wiedziałem, że Mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie tłum to powiedziałem, aby uwierzyli, że Ty Mnie posłałeś». To powiedziawszy, zawołał donośnym głosem: «Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!» I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce przewiązane opaskami, a twarz jego była owinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: «Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić».
Wielu zatem spośród Żydów przybyłych do Marii, ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego.

 

(J 11, 3-7. 17. 20-27. 33b-45)

Wiele może być spojrzeń na tę doskonale znaną biblijną scenę.
Każdy z nas może zwrócić uwagę na zupełnie inny aspekt tego tekstu, wynosząc dla siebie rozmaite wnioski.

Choć wiadomo, że głównym wątkiem w tej scenie jest wskrzeszenie Łazarza, to jednak piękna jest rozmowa Marty z Jezusem. Chrystus przychodzi do Judei w bardzo trudnym dla Marty momencie. Umarł jej brat – jedna z najbliższych osób w rodzinie. Przyszła śmierć – wszystko wydaje się stracone i można by było uznać, że nic nie da się zrobić. Choć śmierć jest naturalną koleją rzeczy, to jednak gdy dotyka ona kogoś z naszych bliskich, zawsze towarzyszy temu rozczarowanie, ból i cierpienie.

W tej smutnej chwili Marta spotyka Chrystusa – już na wstępie wita go pięknym wyznaniem wiary: „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci to wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga”. Następnie pojawia się dialog o zmartwychwstaniu – Jezus zapewnia, że Łazarz powstanie z martwych, a Marta potwierdza swoją wiarę, że nastąpi to w czasach ostatecznych. „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, to choćby umarł, żyć będzie.”

W innym ewangelicznym opisie tej sceny po tym stwierdzeniu Jezusa pada bardzo ważne pytanie: „Czy Ty w to wierzysz?”. Marta w zasadzie bez wahania odpowiada, że tak i wyznaje wiarę w to, że Chrystus jest Mesjaszem, Synem Bożym. Wówczas Jezus nakazuje, by odsunąć kamień, modli się i wzywa Łazarza do wyjścia z grobu.

Można zaryzykować stwierdzeniem, że i dziś ta historia się powtarza.
Dominikanin, o. Krzysztof Popławski OP, pisał:

“Śmierć jest powszechnie obecna w codzienności, informacji, prasie, filmie, grach komputerowych. Ale jako możliwe, nasze doświadczenie – jest tabu.”.

Nie tylko śmierć jest takim problemem, który pozostaje powszechny, ale wciąż nie do końca “oswojony”. Każdemu człowiekowi przytrafiają się w życiu różne chwile, w których sytuacja może się wydawać całkowicie beznadziejna. I choć nie dotyka nas może śmierć bliskich, a inne problemy – schemat pozostaje taki sam. Ulegamy wrażeniu, że sytuacja jest trudna, że nie ma już dobrego rozwiązania, że nic nie da się zrobić. Być może pojawia się u nas podobne zachowanie jak w przypadku Marty. Spotykamy się z Bogiem i mówimy Mu: „Panie, gdybyś był ze mną w tym konkretnym doświadczeniu, nic by się nie stało”.

Jednak we wszystkich takich momentach nie wolno nam zapomnieć o wszechmocy Boga. On jest Tym, który może wszystko: dla Niego nie ma nic możliwego. Bóg to Ten, który (jak czytamy w Księdze Izajasza) „otwiera groby”. Groby przyzwyczajeń, trudności, grzechu, problemów, lęków… A więc Bóg to Ten, który uwalnia nas od tego, co złe, aby obdarować nas szczęściem i tym, co dobre.

Czego więc potrzeba, aby tak się stało?

Odpowiedź na to pytanie może wydawać się oczywista i prosta. Potrzebna jest wiara. Jednak nie taka „teoretyczna”, a „praktyczna” – szczera, z głębi serca, pełna przekonania.

Czy Ty w to wierzysz?
To pytanie skierowane w fragmencie Ewangelii jest kierowane współcześnie także do każdego i każdej z nas. Dla Boga nie ma ABSOLUTNIE niczego, co byłoby niemożliwe. Z drugiej strony: to właśnie ten moment, kiedy słyszymy także to pytanie: czy wierzymy, że rzeczywiście On może wszystko.

Wszystkie te biblijne fragmenty zachęcają nas do tego, aby zadać sobie właśnie to pytanie, które usłyszała Marta: czy Ty w to wierzysz?

No właśnie. Wierzysz?

Bądź przezroczysty

Posted: 15 sierpnia 2017 by viaspei in prawa autorskie, przemyślenia, religia, świadectwa

Wiemy, czujemy, jak ważne są ostatnie słowa wypowiedziane przez danego człowieka.
Jak ostatnia modlitwa, testament.
Jak podsumowanie i nakaz.
To słowa, które będą powtarzane, zapamiętane.

„Zróbcie wszystko, cokolwiek Wam powie.”
Dzięki jednemu z wysłuchanych kazań uświadomiłam sobie, że to właśnie są ostatnie słowa wypowiedziane przez Maryję na kartach Ewangelii.
Jak ważne i pełne znaczenia jest to ostatnie zdanie!
Matka wskazuje na Syna Bożego.
To jest jej testament.
Mamy Jego słuchać i robić to, co On każe.
Ona żyje jeszcze wiele lat… widzimy jej cień, gdy Jezus przemierza Ziemię Świętą.
Czujemy jej ból podczas Drogi Krzyżowej i jej bezsilność pod Krzyżem.
Zawsze jednak to Jezus Chrystus jest przez nią ukazywany, jako ten najważniejszy.
Ona już nic nie ma do powiedzenia, skoro do głosu przychodzi On – w Nim spełnia się wszystko.

I tak, nie widzimy już samej Maryi i jej historii, ale patrząc na nią, widzimy jakby przez nią Chrystusa.
Dlatego jej życie jest tak pięknym wzorem dla nas.
Nie po to patrzymy na Maryję, żeby stawać się podobnym do niej samej, nie ona jest celem (byłoby to niezgodne z Jej wolą).
Gdy próbujemy spojrzeć na Matkę, jak w soczewce, która skupia światło, widzimy właśnie Jezusa.

A ja?
Ja często chcę być w centrum uwagi.
Podnoszę głos i jest mi przykro, jeśli moje słowa się nie przebiją, kiedy nikt mnie nie posłucha.
Nawet gdy coś komuś daję, to gdzieś w głębi serca liczę na wdzięczność (może nawet na odwdzięczenie się?).
Bo jeśli jestem dla kogoś dobra i tyle dla niego robię, to i on powinien być dla mnie trochę milszy.
Tak mi się wydaje.
Ciągle więc liczę na to, że ktoś zauważy mój wysiłek.

Maryja za to pokazuje, że wcale nie tak powinno być.
Inni nie mają być wdzięczni mi, ale przede wszystkim widzieć przeze mnie Jezusa.
To Bogu samemu należy się chwała, nie mnie.
Ja mam iść za Jezusem cały czas, chować się w Jego cieniu i wskazywać na Niego.

A nagroda?

Patrząc na dzisiejszą uroczystość mogę mieć pewność, że o swoich sługach Bóg nie zapomina.
A nagroda czeka nas najwspanialsza!

Bez względu na osoby

Posted: 1 sierpnia 2017 by Agnieszka Dankiewicz in przemyślenia
Tagi:

Pan rzekł do Samuela: «Napełnij oliwą twój róg i idź: Posyłam cię do Jessego Betlejemity, gdyż między jego synami upatrzyłem sobie króla».
Kiedy przybył, spostrzegł Eliaba i powiedział: «Z pewnością przed Panem jest jego pomazaniec». Pan jednak rzekł do Samuela: «Nie zważaj ani na jego wygląd, ani na wysoki wzrost, gdyż odsunąłem go, nie tak bowiem, jak człowiek widzi, widzi Bóg, bo człowiek widzi to, co dostępne dla oczu, a Pan widzi serce». I Jesse przedstawił Samuelowi siedmiu swoich synów, lecz Samuel oświadczył Jessemu: «Nie ich wybrał Pan».
Samuel więc zapytał Jessego: «Czy to już wszyscy młodzieńcy? » Odrzekł: «Pozostał jeszcze najmniejszy, lecz on pasie owce». Samuel powiedział do Jessego: «Poślij po niego i sprowadź tutaj, gdyż nie rozpoczniemy uczty, dopóki on nie przyjdzie».
Posłał więc i przyprowadzono go: był on rudy, miał piękne oczy i pociągający wygląd. Pan rzekł: «Wstań i namaść go, to ten». Wziął więc Samuel róg z oliwą i namaścił go pośrodku jego braci. Od tego dnia duch Pański opanował Dawida.

(1 Sm 16, 1b. 6-7. 10-13b)

Jest to jeden z wielu tekstów, który może wydawać się dobrze znany, a jednak nie można przestać go przypominać – tak, aby nie przestał do nas przemawiać i abyśmy nie zapomnieli prawdy, która się w nim kryje.

Prawda tego tekstu jest wyjątkowo prosta – choć dla nas (z ludzkiego punktu widzenia) być może wciąż tajemnicza i niezrozumiała. Bóg jest wszechmogący i powołuje ludzi, obdarzając ich zaproszeniem do pełnienia niezwykłej posługi wśród Ludu Bożego. Jednak to nie koniec. Bóg nie ma względu na osoby – „bo nie tak bowiem, jak człowiek widzi, widzi Bóg”.

Bardzo łatwo nam dzisiaj krytykować księży. Ich posługa jest wyjątkowo specyficzna – w związku z tym każdy ksiądz (nie tylko jako „specjalista od spraw Boga”, ale także jako człowiek) jest postawiony na świeczniku. Ludzie otaczają kapłana z każdej strony, bo to przecież do nich właśnie został on posłany. Jednak właśnie ci ludzie mają wobec kapłana niemalże nieskończony szereg oczekiwań. Co więcej – można byłoby zaryzykować stwierdzeniem, że każdy człowiek i każdy wierny będzie oczekiwał od kapłana czegoś innego.

Bez względu na to, czy powie to osoba wierząca czy nie – od księdza będzie się oczekiwało tego, żeby był idealny. Tak idealny, że aż „nadludzki”. Bardzo łatwo ulec wrażeniu, że wraz z przyjęciem święceń kapłańskich znikają wszystkie błędy, pomyłki i słabości.

Wierzący prawdopodobnie będą oczekiwali gorliwości w wierze, bycia wspaniałym przykładem relacji z Bogiem. Idąc dalej – innymi oczekiwaniami może być głoszenie pięknych kazań: takich, które lepiej pozwolą zrozumieć Słowo Boże. Chcemy, aby księża byli wspaniałymi szafarzami sakramentów i aby wspaniale, z oddaniem sprawowali sakramenty.

Osoby niezwiązane z Kościołem też mogą mieć jakieś oczekiwania wobec kapłanów.
Na przykład takie, aby nie wskazywali błędów lub nie przypominali o tym, że grzech jest grzechem i nie powtarzali „średniowiecznych”, przestarzałych prawd o zasadach moralnych.

Wymagania, które stawiamy kapłanom, można by było mnożyć. Prawdopodobnie każdy z nas mógłby jeszcze przytoczyć całą listę swoich własnych oczekiwań – cech, które powinien mieć dobry ksiądz. A kiedy zdarzy się tak, że nasze oczekiwania zderzą się z rzeczywistością, a kapłan popełni błędy mamy otwarte pole do krytyki, oceny i narzekania.

Wśród wszystkich tych oczekiwań (które będą miały zarówno osoby uczestniczące w życiu Kościoła, jak i pozostające poza nim) tak łatwo jest zapomnieć, że rzeczywistość jest zupełnie inna. Moment święceń w istocie bardzo dużo zmienia – jest momentem przełomowym w życiu człowieka, który je przyjmuje. Jednak ksiądz pozostaje człowiekiem – takim samym człowiekiem jak Ty czy ja.

Boża logika powołania działa właśnie tak, jak przedstawia to przytoczony na początku tekstu fragment biblijny.
On powołuje tych, których On sam wybiera – bo On nie kieruje się ludzkimi kryteriami w swoich ocenach.
On wie, jakie możliwości i ograniczenia ma każdy konkretny człowiek – i właśnie takiego Pan Bóg go potrzebuje: z tymi wszystkimi cechami czy zdolnościami, które ten człowiek posiada. Bóg nie patrzy na kolor włosów czy oczu, nie patrzy na błędy przeszłości…

Oznacza to, że bez względu na nasze ludzkie kryteria, oceny, narzekania i oczekiwania, ksiądz pozostaje człowiekiem. Człowiekiem ze wszystkimi swoimi ludzkimi przyzwyczajeniami, cechami i przede wszystkim: słabościami. Ksiądz pozostaje człowiekiem – zwyczajnym człowiekiem z nadzwyczajnym darem. A pozostając człowiekiem wciąż może przecież popełniać błędy, mieć gorszy dzień, być zmęczonym. Właśnie tak wygląda rzeczywistość Bożego powołania.

Bóg powołał Dawida, bo wiedział, jaka czeka go przyszłość. Tak samo powołuje kapłanów z jakichś powodów – wiadomych tylko Jemu. I choć z ludzkiej perspektywy mógł się wydawać skreślony – prawdopodobnie wielu kandydatów mogłoby się „lepiej nadawać” na bycie wybranym przez Boga i na Jego namaszczenie. Co więc zrobić, kiedy na pierwszy plan wychodzą kapłańskie ludzkie słabości, problemy, trudności albo ograniczenia. Jednak do znudzenia trzeba powtarzać tę prostą prawdę, że Bogu zależało na TYM KONKRETNYM człowieku i powołaniu go. Dlaczego? Dla nas, z ludzkiej perspektywy, pozostanie to tajemnicą.

Tajemnica tego niezwykłego powołania i nadzwyczajnego daru pośród ludzkiej słabości, tajemnica Bożych wyborów to pewnego rodzaju wyzwanie także dla nas, wiernych. Jest to wyzwanie polegające na wyrozumiałości – tak, aby nie oceniać zbyt szybko, nie krytykować, nie narzekać, ale starać się zrozumieć.

Jak więc sprostać temu wyzwaniu?
Matka Teresa z Kalkuty mówiła, że jeśli oceniamy drugiego człowieka, to nie mamy czasu go kochać. I to właśnie parafraza tych słów może stać się dla nas receptą na sukces w tym wyzwaniu.

Jeśli oceniamy kapłanów i narzekamy na nich, nie mamy czasu, żeby postarać się ich zrozumieć. Możemy więc sprostać temu wyzwaniu poprzez wybranie zmiany – zamiast tego, co złe i nie-wspierające, wybieramy to, co dobre i co pomaga. A pomóc możemy poprzez wybranie modlitwy – aby w ten sposób powierzyć Bogu nasze ludzkie spojrzenie na tego człowieka, którego On powołał. Bóg zna serce każdego z nas. On troszczy się o nas – a więc i my troszczmy się o siebie nawzajem. Podejmijmy wyzwanie i zacznijmy modlić się za kapłanów – aby nigdy nie zabrakło nam świętych „specjalistów od spraw odnoszących się do Boga”.

Nie stój, chodź!

Posted: 28 Maj 2017 by Agnieszka Dankiewicz in przemyślenia
Tagi:

 

Kiedy uporczywie wpatrywali się w Niego, jak wstępował do nieba, przystąpili do nich dwaj mężowie w białych szatach. I rzekli: „Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba”.

(Dz 1,10-11)

Moment Wniebowstąpienia Pana Jezusa jest opisywany w Ewangelii według św. Mateusza oraz Ewangelii według św. Łukasza. Jednak każdy z tych dwóch ewangelicznych opisów jest dość szczątkowy i nie zawiera zbyt wielu szczegółów. Przytoczony opis, pochodzący z Dziejów Apostolskich, również wydaje się dość ogólny. Jednak jest w nim jedno piękne i bardzo ciekawe zdanie.

Jezus wielokrotnie zapowiadał wszystkie wydarzenia, które będą miały miejsce. Mówił apostołom o cierpieniu, męce, zmartwychwstaniu, powrocie do Ojca. Jednak apostołowie mieli dość konkretne oczekiwania względem Jezusa. Niemalże do końca spodziewali się, że Jezus przywróci królestwo Izraela w dosłownym sensie. Przeżyli już Jego mękę, zmartwychwstanie, w większym stopniu rozumieli już Pisma, a dwóch apostołów przeżyło szczególną „katechezę” w drodze do Emaus. Jednak być może nadal nie do końca rozumieli, jakie jeszcze działanie było przed nimi.

W momencie, gdy Jezus wstąpił do nieba i „przeszedł” do Ojca, pewien etap w ich życiu został zamknięty. Oto nie ma już z nimi Nauczyciela, który chodził i głosił, wyjaśniając im przypowieści i nieustannie objawiając Siebie jako Syna Bożego.

Apostołowie stoją i wpatrują się w niebo. I tu właśnie pojawiają się dwaj mężczyźni w białych szatach i wybijają apostołów z tego „zastoju”.

Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba.”

Te słowa to nic innego jak zaproszenie apostołów do tego, aby nie pozostali w miejscu i nie poprzestali na wpatrywaniu się w niebo. To zaproszenie, aby „nie zmarnować” wszystkich tych chwil spędzonych z Jezusem – Nauczycielem. To zaproszenie, aby ruszyć w drogę i dzielić się tym doświadczeniem Jego obecności i Jego nauką.

W kolejnych wersetach Dziejów Apostolskich znajdujemy dalszy ciąg tej historii. Apostołowie wypełniają zalecenie Jezusa i pozostają w Jerozolimie. Uzupełniają grono uczniów – po modlitwie przyjmują w swoje szeregi Macieja. Następnie, w dzień Pięćdziesiątnicy, miało miejsce zesłanie Ducha świętego. Wówczas uczniowie nabrali odwagi, mądrości, a także wszystkich potrzebnych darów, aby rzeczywiście iść i głosić.

Jednak te słowa to także wyjątkowa i piękna wskazówka dla nas.

Dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo?

Być może i my w swoim życiu duchowym mamy taki etap, kiedy stoimy i spoglądamy w niebo, szukając Boga, ulegając wrażeniu, że być może jest On gdzieś daleko. Nasze zatrzymanie się może wynikać z różnych powodów. Jednak nie należy skupiać się na „analizie” tej sytuacji i rozważaniu, dlaczego zatrzymaliśmy się w miejscu. Najważniejsze jest to, aby nie stać już dłużej i ruszyć w drogę.

Nieznajomi mężczyźni w białych szatach zwracają uwagę na inny równie ważny element, który wyznacza nam kierunek tej drogi.

Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba.

To wyjątkowo jasna sugestia, aby podjąć drogę z Jezusem i ku Jezusowi. Drogę, która będzie prowadziła na powtórne spotkanie z Nim.

Nie stójmy i nie wpatrujmy się w niebo! Wyruszmy wszyscy w tę drogę, aby na jej końcu spotkać się z Tym, który tak bardzo nas umiłował!

Wybrani do służby

Posted: 7 Maj 2017 by Magdalena Maraj in kapłani, przemyślenia
Tagi: ,

W Kościele trwa Tydzień modlitw o nowe i święte powołania kapłańskie i zakonne (7-13 maj). W tym roku przebiega on pod hasłem: „Idźcie i głoście”. Po co nam taki czas w Kościele? Pewnie nie tylko po to, by przez siedem dni w szczególny sposób otoczyć modlitwą kapłanów i osoby konsekrowane, ale także prosić Boga, „żeby wyprawił robotników na swoje żniwo” (Mt 9,37), ale także po to, by uświadomić nam pewne prawdy.

Gdy słyszymy słowo „powołanie” najczęściej nasze myśli biegną w stronę kapłanów, braci i sióstr zakonnych, seminariów duchownych i klasztorów, ale powołanie przecież dotyczy każdego. Każdy chrześcijanin został powołany przede wszystkim do świętości, do której ma dążyć poprzez sumienne wypełnianie swojego stanu, który wybrał. Można uświęcić się w rodzinie, można w klasztorze czy też wybierając bezżeństwo. Bóg powołuje człowieka na różne sposoby i do różnych stanów. Jednak jakikolwiek z nich nie wybierzemy, musimy pamiętać, że kresem naszej wędrówki jest niebo. A do niego będziemy wchodzić z tymi, których kochamy i z tymi, których przyprowadzimy do Boga.

Dzisiejszy świat jest pełen chaosu, który nie pomaga nam wsłuchiwać się w głos Boga. Nawet w ciszy Wielkiego Piątku trudno jest nam się zatrzymać. Zapominamy, że Prawda nigdy nie krzyczy. Jest cicha. Jezus mówi w ciszy ludzkich serc. Nie będzie wchodził w nasze życie, jeśli nie będziemy Go chcieli. Nie będzie rozpychał się łokciami, jeśli człowiek nie otworzy Mu drzwi, jeśli nie będzie chciał usłyszeć pukania Dobrego Pasterza.

W tym szczególnym czasie nasze oczy biegną w stronę kapłanów i osób konsekrowanych. Czasem wiele od nich wymagamy, ale czy modlimy się za nich? Rozwija się wiele apostolatów, które zachęcają do modlitw za kapłanów, są ludzie, którzy ofiarują za księży i siostry zakonne swoje cierpienia i trudności. Chrystus ustanawiając sakrament Kapłaństwa związał go z sakramentem Eucharystii. Aniołowie, czy nawet Matka Boża, nie mogą dać nam żywego Boga w kawałku chleba. Bóg „zarezerwował” ten przywilej dla kapłanów, których sam wybiera i przez biskupów ustanawia do posługi w Kościele świętym.

Czas biegnie szybko. Za tydzień powiemy, że tydzień szczególnej modlitwy o nowe i święte powołania za nami. Jednak przed nami kolejne dni, majówki i inne nabożeństwa. Chciejmy pamiętać o modlitwie za tych, którzy świadczą o Chrystusie w ten szczególny sposób; tych, którzy dają nam żywego Boga, rozgrzeszają, wiążą przed Nim, czy towarzyszą w ostatniej drodze. Niech Słowa Papieża Franciszka zachęcą nas do wsłuchiwania się w Słowo, które nieustannie kieruje do nas Bóg, niech będą także zachętą do modlitwy za osoby, które On wybrał do swojej szczególnej służby w Kościele.

„Uczyńmy zatem z naszych serc „żyzną glebę”, aby słuchać Słowa, przyjąć je, żyć nim i w ten sposób przynosić owoce. Im bardziej potrafimy jednoczyć się z Jezusem przez modlitwę, Pismo Święte, Eucharystię, sakramenty celebrowane i przeżywane w Kościele, przez życie w braterstwie, tym bardziej będzie wzrastała w nas radość ze współpracy z Bogiem w służbie królestwa miłosierdzia i prawdy, sprawiedliwości i pokoju. A żniwo będzie obfite, proporcjonalnie do łaski, którą pokornie potrafimy w sobie przyjąć.” (Orędzie na 51 Światowy Dzień Modlitw o Powołania, 2014).

Idźcie i głoście

Posted: 30 kwietnia 2017 by Agnieszka Dankiewicz in przemyślenia
Tagi:

Zdjęcie ze strony: http://judagdynia.pl/

Twoje słowo jest lampą dla moich stóp i światłem na mojej ścieżce.
(PS 119,105)

Dziś,w III niedzielę wielkanocną, rozpoczynamy kolejny już Tydzień Biblijny. Obchodzenie tego wyjątkowego czasu refleksji nad Słowem Bożym zostało zapoczątkowane w 2009 roku przez Dzieło Biblijne im. Jana Pawła II. Co roku Tygodniowi Biblijnemu towarzyszy inne hasło.

Pismo święte to „przestrzeń”, w której Bóg przedstawia nam Siebie, ale także historię stworzenia świata, człowieka, wszystkich innych istot żyjących.
Pismo święte jest „światłem na naszej ścieżce” prowadzącej ku Bogu.
Pismo święte to Słowa Boga, które wskazuje drogę ku szczęściu.
Pismo święte przedstawia historie związane z relacją pomiędzy Bogiem a ludem Izraela.
Pismo święte to obraz Bożej Miłości do każdego z nas.
Pismo święte to historia zbawienia każdego człowieka, ale także zwycięstwa Miłości nad śmiercią i grzechem.

Tegoroczne hasło Tygodnia Biblijnego brzmi: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu”. Doskonale wiemy, że głoszenie Ewangelii, przekazywanie i wyjaśnianie Słowa Bożego, to szczególne zadanie kapłanów. Jest to bardzo istotny element ich posługi, ponieważ oni w wyjątkowy sposób zostali powołani do bycia specjalistami „od Bożych spraw”. Jednak nikt z nas, wiernych, nie jest „zwolniony” z powołania do głoszenia Ewangelii – na różne sposoby, w różnych sytuacjach, różnych środowiskach, wśród różnych ludzi.

Pismo święte daje płaszczyznę do spotkania Boga z człowiekiem – do spotkania, które rozwinie i wzmocni wiarę.
Naszym głoszeniem Ewangelii będzie więc wprowadzeniem owoców tego spotkania do swojego życia, a także dawanie przykładu poprzez konkretne, codzienne działanie. Może to być też głoszenie w pełnym tego słowa znaczeniu – polegające na dzieleniu się swoim doświadczeniem spotkania z Bogiem poprzez Pismo święte. Głosić Słowo Boże można również poprzez media – tak bardzo dostępne w naszym współczesnym, nowoczesnym świecie.

Głoszenie Słowa Bożego za każdym razem zaczyna się od osobistego spotkania – od doświadczenia Boga w Piśmie świętym. Trudno jest być wiarygodnym świadkiem, przekonywującym głosicielem Słowa Bożego bez tego osobistego doświadczenia. W rozmowach bardzo łatwo jest przecież wyczuć „kompetencje” drugiego człowieka – prawdopodobnie każdemu z nas zdarzyło się rozmawiać z kimś, kto nie do końca wie, o czym mówi. Czy byliśmy w stanie łatwo uwierzyć tej osobie w to, do czego być może próbuje nas przekonać? W większości przypadków odpowiedź zdecydowanie brzmiałaby: „NIE!”.

Spotkanie to zaczyna się od naszej decyzji. Najważniejsze jest to, aby sięgnąć po Pismo święte, otworzyć je, zaczytać się i „dać się porwać” przez zapisaną tam treść. Czasem przychodzi pokusa, aby podziwiać osoby dobrze znające Pismo święte – a może nawet zazdrościć im takiej znajomości tego Tekstu. Jednak: czy nie powinno być to dla nas mobilizacją, aby także podjąć wyzwanie lepszego poznania Słowa Bożego?

Tak często słuchamy fragmentów Pisma świętego podczas Mszy świętych (Liturgii Słowa) oraz nabożeństw. Za każdym razem możemy też wsłuchać się w naukę płynącą z tych fragmentów. I bardzo często właśnie do tego ograniczają się nasze spotkania z Biblią. Dlatego też, rozpoczynając ten IX Tydzień Biblijny, chciałabym Was zaprosić do podjęcia bardziej długotrwałego “wyzwania” związanego z Pismem Świętym.

Każdy prawdopodobnie mógłby znaleźć całe mnóstwo wymówek, aby nie sięgnąć po Pismo Święte i nie rozpocząć lektury. Mnóstwo obowiązków, szkoła, uczelnia, praca, rodzina, opieka nad domem, spotkania z najbliższymi, wyjścia z przyjaciółmi czy znajomymi, odpoczynek… Jest wyjście z tej sytuacji. Okazuje się, że nie potrzebna jest ogromna ilość czasu, aby rozpocząć przygodę systematycznego poznawania Pisma Świętego.

Rozwiązaniem jest skorzystanie z rocznego planu czytania Biblii, który dostępny jest na stronie wskazanej TUTAJ.
Jest to plik w uniwersalnym formacie .pdf, dzięki czemu z łatwością można go pobrać i wydrukować. I choć w tym rocznym planie znajdujemy wyraźny podział na kolejne dni i miesiące, to jednak nic nie szkodzi na przeszkodzie, aby zacząć czytanie Biblii już dziś – począwszy od fragmentów zaproponowanych na 1 stycznia, przechodząc przez kolejne dni (według kolejności zgodnej z tą kalendarzową).

Pan Bóg przychodzi do nas każdego dnia – także poprzez Słowo, które skierował do nas w Piśmie świętym. Otwórzmy się na Jego wskazówki zawarte w tym Słowie. A kolejny Tydzień Biblijny niech będzie dla nas nie tylko zachętą do zgłębiania naszej znajomości Słowa Bożego, ale także do dzielenia się radością z niego płynącą.