Archive for the ‘święci i błogosławieni’ Category

Błogosławiony ks. Władysław Bukowiński

Posted: 2 lutego 2017 by Agnieszka Dankiewicz in kapłani, święci i błogosławieni
Tagi:

ks-bukowinski

Władysław Bukowiński urodził się 22 grudnia 1904 roku w Berdyczowie (obecnie jest to teren Ukrainy). Jego ojciec, Cyprian Józef, był agronomem i dyrektorem cukrowni. Natomiast matka, Jadwiga, była Polką włoskiego pochodzenia. Miał dwoje rodzeństwa (siostrę Irenę i brata Zygmunta). W 1914 roku podjął naukę w rosyjskim gimnazjum filologicznym w Kijowie. Trzy lata później podjął naukę w polskiej szkole. Z czasem, po śmierci jego matki w 1918 roku, przeprowadził się wraz z rodziną do Polski i osiedlił się w okolicach Sandomierza.

W 1921 roku zdał maturę i podjął studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisał prace dotyczące historii prawa średniowiecznego (otrzymał również wyróżnienia ze strony Rady Wydziału). Podczas studiów był zaangażowany w działalność społeczną. Należał do Koła Kresowego i przez pewien czas sprawował funkcję prezesa. Dodatkowo, był redaktorem czasopisma „Czas”. Po 5 latach nauki ukończył studia ze stopniem magistra.

Po zakończeniu studiów podjął decyzję o wstąpieniu do Seminarium Duchownego w Krakowie. Do tej decyzji zainspirowała go rozmowa z jednym z krakowskich kleryków. 28 czerwca 1931 roku Władysław przyjął święcenia kapłańskie z rąk ówczesnego arcybiskupa krakowskiego, abp. Adama Sapiechy. Od początku września 1931 roku rozpoczął posługę w Rabce – był tam wikariuszem. Pracował także jako katecheta w tamtejszym gimnazjum. W 1935 roku został skierowany do parafii w Suchej Beskidzkiej. W parafii utworzył wspólnotę dla studentów. Poza posługą duszpasterską pracował także jako nauczyciel religii w szkole powszechnej. Rozpoczął wówczas działalność dobroczynną na rzecz chorych i potrzebujących.

W 1936 roku ks. Władysław złożył prośbę o możliwość wyjazdu na Kresy. Po otrzymaniu zgody, wyjechał do Łucka. Podjął tam pracę na stanowisku wykładowcy – prowadził zajęcia z katechetyki oraz socjologii w Seminarium Duchownym. Po dwóch latach otrzymał skierowanie do posługi jako sekretarz Akcji Katolickiej, a także dyrektora Wyższego Instytutu Wiedzy Religijnej. Pełnił też obowiązki redaktora czasopisma „Spójnia” oraz zastępcy redaktora „Życia Katolickiego”.

Na terenach ówczesnego ZSSR Kościół był silnie prześladowany. Skutkowało to koniecznością ukrywania się ludzi wierzących (prawosławnych oraz katolików). Wszystkie modlitwy oraz nabożeństwa musiały być sprawowane w konspiracji – najczęściej były to prywatne domy.

W 1939 roku, kiedy wybuchła II Wojna Światowa, podjął posługę proboszcza katedry w Łucku. Był oddanym i bardzo gorliwym duszpasterzem. W parafii zajmował się katechizacją dzieci, organizował pomoc ubogim i chorym (zarówno materialną, jak i duszpasterską). Ze względu na okoliczności wojenne, ks. Władysław wspomagał też żołnierzy. Był znany ze swoich wyjątkowych kazań, które zawsze przyciągały wiernych i były dobrze przez nich przyjmowane. Ksiądz Władysław starał się podtrzymywać na duchu wiernych – pomimo tego, że czas był trudny i niespokojny.

22 sierpnia 1940 roku ks. Władysław został aresztowany przez NKWD i przez kilka miesięcy przebywał w więzieniu. W czerwcu 1941 roku Rosjanie wymordowali część więźniów. Ksiądz Władysław odniósł wówczas rany, jednak po odzyskaniu przytomności udało mu się wydostać. Ze względu na te wydarzenia, ks. Bukowiński poniósł duży uszczerbek na zdrowiu – był bardzo wyczerpany. Nie zniechęciło to ks. Władysława do dalszej pracy duszpasterskiej – wrócił do pełnienia obowiązków proboszcza w łuckiej katedrze, gdzie kontynuował działalność kaznodziejską, pomoc żołnierzom i jeńcom, organizował wsparcie materialne dla ubogich.

W 1945 roku po raz kolejny został aresztowany. Z czasem został wywieziony do obozu, gdzie pracował przy wycince drzew oraz kopaniu rowów. W 1947 roku przewieziono go do obozu Bajkał na Uralu. Bardzo poważnie zachorował na zapalenie płuc, w wyniku czego trafił do szpitala, a w 1950 roku przeniesiono go do obozu w Dżezkazganie. Pomimo wyczerpującej pracy i słabego stanu zdrowia, nie zapomniał o posłudze kapłańskiej. Wstawał rano, by odprawiać Mszę świętą; po zakończeniu obozowej pracy odwiedzał chorych, którzy potrzebowali duchowego wsparcia.

Sierpień 1954 roku przyniósł zmiany. Ksiądz Władysław Bukowiński został zwolniony z obozu. Jednak władze zdecydowały o tym, by zesłać go do Karagandy. Ks. Władysław podjął tam pracę stróża na budowę. Jednak i to nie stało się przeszkodą do posługi kapłańskiej. W konspiracji odprawiał Msze święte, spowiadał, głosił katechezy. Nie zniechęcały go trudności, np. konieczność sprawowania Eucharystii w piwnicach lub zaciemnionych, odludnych budynkach.

Kiedy stan jego zdrowia się pogorszył, wrócił do Polski – w grudniu 1972 roku trafił do szpitala w Nowej Hucie. Pobyt w Polsce spędzał w dużej mierze w Krakowie; często miał okazje spotykać się tam z kardynałem Karolem Wojtyłą. W październiku 1974 roku wrócił do Karagandy. 25 listopada 1974 roku po raz ostatni sprawował Eucharystię.

Ks. Władysław Bukowiński zmarł 3 grudnia 1974 roku na skutek krwotoku. 11 września 2016 roku został ogłoszony błogosławionym.

Jego świętość to przede wszystkim wyjątkowe oddanie w posłudze duszpasterskiej i brak zniechęcenia spowodowanego trudnościami i represjami. W każdej sytuacji poświęcał swój czas biednym oraz potrzebującym – dzielił się z nimi nie tylko swoimi talentami, zdolnościami i czasem, ale także środkami materialnymi, które zyskiwał. Mimo tego, że niejednokrotnie sam niewiele posiadał, zawsze znajdował sposób, by pomóc tym, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji materialnej.

Świadkowie, którzy opowiadali o życiu ks. Władysława, wspominali, że doświadczenia obozu i prześladowań nigdy nie doprowadziły do nienawiści wobec oprawców – zawsze powierzał ich Panu w modlitwie.


Źródła:
http://pl.aleteia.org/2016/09/11/spowiedz-w-fabrykach-msze-na-stepie-ks-wladyslaw-bukowinski-pasterz-pustyn-zsrr/2/

https://pl.wikipedia.org/wiki/W%C5%82adys%C5%82aw_Bukowi%C5%84ski

Reklamy

Błogosławiony ks. Michał Piaszczyński

Posted: 5 stycznia 2017 by Agnieszka Dankiewicz in kapłani, święci i błogosławieni
Tagi:

Michał Piaszczyński urodził się 1 listopada 1885 roku. Na utrzymanie rodziny pracowali rodzice, Ferdynand i Anna. Zajmowali się oni uprawą roli. Jego rodzina żyła w Łomży, która w tamtym czasie należała do rosyjskiego zaboru. W wieku 10 lat rozpoczął naukę w lokalnym ośmioklasowym gimnazjum. Ze względu na przynależność tego obszaru do cesarstwa rosyjskiego, urzędowym językiem był właśnie rosyjski i to w tym języku dzieci podejmowały naukę w szkole. Natomiast używanie języka polskiego było ścigane i wiązało się z poważnymi konsekwencjami. W 1903 roku Michał ukończył szkołę. Po kilku miesiącach podjął decyzję o wstąpieniu do Seminarium Duchowego, które znajdowało się w Sejnach (tam też znajdowało się centrum ówczesnej diecezji).

Studia w Seminarium trwały 5 lat – Michał ukończył je w maju 1908 roku, otrzymując stopień bardzo dobry ze wszystkich przedmiotów. Następnie (już jako diakon) podjął naukę na rzymskokatolickiej Akademii Duchownej znajdującej się w Petersburgu. Była to jedyna uczelnia kościelna na terenie Cesarstwa Rosyjskiego i Królestwa Polskiego. Po trzech latach nauki, 13 czerwca 1911 roku, przyjął święcenia kapłańskie z rąk biskupa Jana Feliksa Cieplaka (kapłana znanego w tamtym czasie z patriotyzmu; ze względu na głoszone kazania oraz udział w manifestacjach narodowych był karany, a ostatecznie skazany na karę śmierci). Dopiero rok później, w 1912 roku, Michał otrzymał tytuł magistra teologii.

Zaraz po ukończeniu studiów został pierwszym proboszczem w parafii pw. św. Marii Magdaleny w Mikaszówce. Rozpoczął tam budowę kościoła oraz plebanii. Jednak jego posługa w tym miejscu nie trwała długo, ponieważ w tamtym czasie u ks. Michała narodziła się literacka pasja i ogromny talent. Z tego względu zwrócił się on do biskupa swojej diecezji z prośbą o możliwość podjęcia dalszej nauki. Pragnął podjąć studia filozoficzne na uniwersytecie we Fryburgu w Szwajcarii. Ks. Michał napisał wówczas do swojego ordynariusza następujące słowa:

Ufam, że Najwyższy dał mi talent literacki i mam zamiłowanie do pracy w tym kierunku. Znając zamiary Waszej Ekscelencji, aby diecezja nasza miała więcej fachowców i ufając w wyroki Opatrzności, pragnę swój talent wyrobić pod kierunkiem dobrego profesora i w przyszłości poświęcić się pracy na chwałę Boga, do rozporządzenia Waszej Ekscelencji dla dobra Kościoła.

historia_michalpiaszczynskiBiskup wyraził zgodę na wyjazd ks. Michała za granicę. Już w 1912 roku ukazał się pierwszy tomik jego poezji. Po dwóch latach nauki we Fryburgu zdobył tytuł doktora filozofii i literatury. Wyjechał do Włoch, przebywał we Florencji i Rzymie. Po jakimś czasie, na prośbę emigrantów polskich, został skierowany do posługi we Francji. Przeprowadził się więc i objął funkcję kapelana górników. Mianowano go również proboszczem parafii polsko-francuskiej i prefektem szkół. Jego posługa była bardzo oddana polskim emigrantom – odwiedzał polskie kolonie, obozy jenieckie, wspomagał biednych, dodawał otuchy chorym i cierpiącym. Wśród wiernych cieszył się ogromnym szacunkiem i opinią bardzo dobrego człowieka i świętego kapłana.

Kiedy w 1919 roku zakończyła się wojna, ks. Michał wrócił do Łomży. Zajął się wówczas pracą pedagogiczną – został wykładowcą (później również zastępcą rektora) w nowo otwartym Wyższym Seminarium Duchownym w Łomży. Ks. Michał niejednokrotnie zapraszał do seminarium rabinów żydowskich, nazywał ich „starszymi braćmi w wierze” – dzięki temu został uznany jednym z prekursorów dialogu z Żydami w dziedzinie religii.

Poza posługą w seminarium, podejmował pracę  nauczyciela wśród dzieci i młodzieży. Pracował w wielu szkołach, m.in. w Seminarium Nauczycielskim Żeńskim im. Narcyzy Żmichowskiej oraz Państwowej Szkole Mierniczej. Dodatkowo, pełnił obowiązki kapelana szpitalnego oraz spowiednika sióstr benedyktynek w opactwie w Łomży.

W czasie, gdy wybuchła II Wojna Światowa, ks. Michał sprawował funkcję dyrektora Wyższego Klasycznego Gimnazjum Biskupiego im. św. Kazimierza w Sejnach. Wówczas Sejny początkowo były zajmowane przez okupanta rosyjskiego, a następnie (na podstawie porozumień międzynarodowych) przeszły pod rządy niemieckie. Na terenach zajmowanych przez obu okupantów (zarówno niemieckiego, jak i rosyjskiego) zostały podjęte szeroko zakrojone prześladowania Polaków – szczególnie przedstawicieli inteligencji, działaczy patriotycznych oraz duchowieństwa.

7 kwietnia 1940 roku ks. Michał został aresztowany. Początkowo został przetransportowany do Suwałk i uwięziony w siedzibie niemieckiej tajnej policji państwowej. Stamtąd został przewieziony do obozu przejściowego Soldau w Działdowie, a następnie do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen.

Podczas pobytu w obozie wyróżniał się swoją postawą. Codziennie wieczorem prowadził modlitwy i głosił nauki. Służył swoim współwięźniom – zawsze starał się pocieszać wątpiących oraz wyręczał słabszych w obowiązkach obozowych. Kiedy w obozie odebrano Żydom ich dzienną porcję chleba, ks. Michał oddał swoją porcję jednemu z nich.

Zmarł 18 grudnia 1940 roku na skutek wycieńczenia spowodowanego głodem i choroby. Został beatyfikowany w gronie 108 polskich męczenników w 1999 roku. Jego wspomnienie jest obchodzone 18 grudnia.

 

 

 

Źródła:

http://www.swzygmunt.knc.pl/SAINTs/HTMs/1218blMICHALPIASZCZYNSKImartyr01.htm

http://lomza2.caritas.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=60&Itemid=44

Błogosławiony ojciec Antonio Grassi

Posted: 3 listopada 2016 by Agnieszka Dankiewicz in historie, kapłani, święci i błogosławieni
Tagi:

grassi

Cykl o świętych kapłanach

Antonio Grassi urodził się 13 listopada 1592 roku. Wychowywał się w głęboko wierzącej i bardzo religijnej rodzinie. Dzieciństwo spędzał w prostych, surowych warunkach. W rodzinnym mieście znajdowała się parafia prowadzona przez Zgromadzenie Ojców Filipinów.

Antonio postanowił wstąpić do Zgromadzenia 11 października 1609 roku, natomiast święcenia kapłańskie przyjął 17 grudnia 1617 roku. Posługiwał chorym, odwiedzał więźniów, katechizował dzieci i młodzież. Całe jego życie było pełne świadectw wiary i czynów miłosierdzia. Wszystko to wypływało z jego głębokiej wiary i długiej modlitwy. Jego zaangażowanie i gorliwość doceniano w Zgromadzeniu – zaowocowało to objęciem funkcji Prepozytem Kongregacji. Był regularnie wybierany do sprawowania tej funkcji od 1635 roku.

Jego wyjątkowość polegała na połączeniu codzienności i serii pozornie zwykłych rzeczy z niespotykanymi doznaniami mistycznymi. Talent ojca Antonio, prostota oraz mądrość sprawiały, że cieszył się ogromnym szacunkiem i sympatią wśród wiernych. Niejednokrotnie nazywano go „aniołem pokoju” – ze względu na niespotykaną umiejętność godzenia ludzi, rozwiązywania i łagodzenia konfliktów.

W jego życiu ważną postacią była Maryja – oddawał jej szczególną część, niejednokrotnie chodził na piesze pielgrzymki do Loreto. Podaje się, że stała się tam cudowna sytuacja. Nieopodal Sanktuarium w Loreto ojca Antoniego uderzył piorun – jednak on nie odczuł żadnych efektów, poza spalonym wierzchnim ubraniem.

Odszedł w opinii świętości 13 grudnia 1671 roku. Za jego wstawiennictwem wyproszonych zostało wiele cudów. Ojciec Antonio został beatyfikowany w 1900 roku przez papieża Leona XIII.

 Źródła: 

http://www.klo.radom.pl/liceum/patron/02.htm 

 

Nowy cykl tekstów!

Posted: 6 października 2016 by Agnieszka Dankiewicz in historie, kapłani, święci i błogosławieni
Tagi:

3688692197_e3f7c4630e_b

Przez długi czas w pierwsze czwartki miesiąca publikowaliśmy notki biograficzne związane z postaciami związanymi z modlitwą za kapłanów. Proponujemy Wam kolejny cykl tekstów biograficznych. Być może tutaj pojawi się pierwsza poważna wątpliwość. Były biografie i znowu będą jakieś kolejne? Po co następny taki cykl?

Podejrzewam, że wielu mogłoby podpisać się pod stwierdzeniem, że biografie to tylko zlepki dat i faktów, mniej lub bardziej ciekawych historii. Jednak za każdą z tych biografii kryje się konkretny człowiek – taki jak ja czy Ty. Konkretny człowiek – ze swoimi talentami, zdolnościami i umiejętnościami, ale także ze swoimi problemami, ograniczeniami i trudnościami.  Właśnie tego powinniśmy szukać w biografiach świętych, błogosławionych lub innych ludzi wiary – historii konkretnych ludzi, którzy pomimo problemów i trudności dnia codziennego wytrwale szukali Boga.

W poprzednim cyklu chcieliśmy przedstawiać postacie, które w szczególny sposób odznaczały się modlitwą za kapłanów lub pomagały im w posłudze.

Tym razem przedstawiających postacie świętych lub błogosławionych kapłanów. Tu mogą pojawić się kolejne wątpliwości – po co kolejny taki cykl? Przecież wielu jest świętych lub błogosławionych kapłanów, którzy są powszechnie znani. Znamy przecież całe grono świętych papieży – na czele z Papieżem Polakiem, Janem Pawłem II. Kolejna grupa to bardzo znani zakonnicy – o. Pio, o. Maksymilian Kolbe i inni. Męczennicy – ks. Jerzy Popiełuszko albo franciszkańscy męczennicy z Peru (o. Zbigniew Strzałkowski i o. Michał Tomaszek).

W ramach Dzieła Duchowej Adopcji Kapłanów bardzo często powtarzamy stwierdzenia o świętości życia kapłańskiego. Na naszej stronie pojawiały się już posty dotyczące tego, na czym ona polega. Były też notki o posłudze kapłańskiej w Kościele – o roli ojca duchowego, przewodnika i pasterza, który prowadzi lud ku Bogu. Wiele było postów, refleksji i cytatów.

Natomiast biografie to już bardzo konkretne przykłady. Są to przykłady konkretnych kapłanów, którzy w pewnych określonych okolicznościach służyli Panu pośród ludzi. Służyli Mu wykorzystując swoją wiedzę, umiejętności i różnorodne talenty. Służyli Mu widząc także swoje ograniczenia, mając problemy i trudności.

Kapłani potrzebują naszej modlitwy, ponieważ Kościół potrzebuje ich świętości.

Święty Jan Paweł II mówił, że

Świętość nie jest przywilejem nielicznych, lecz powinnością wszystkich. Świętość to najpiękniejsza normalność, jaką może osiągnąć człowiek.

Czasem w żywotach świętych lub błogosławionych znajdziemy informację o ich heroicznym zachowaniu wobec bardzo trudnych doświadczeń. Jednak z drugiej strony: będzie wiele faktów świadczących o tym, że świętość objawia się w tym, co codzienne i pozornie zupełnie zwyczajne.

Właśnie z tego względu chcielibyśmy zaprosić Was do lektury nowego cyklu biograficznego, w ramach którego chcielibyśmy przedstawiać Wam postacie świętych, błogosławionych, wyjątkowych kapłanów – mniej znanych niż te przytoczone wcześniej postacie. Będą to przykłady konkretnych kapłanów, którzy poprzez swoje talenty chwalili Pana i prowadzili ku Niemu powierzone im wspólnoty parafialne. Każda z tych historii będzie świadczyła o tym, że świętość to nie tylko wielkie i spektakularne czyny, ale też „najpiękniejsza normalność, jaką może osiągnąć człowiek”.

Analogicznie do poprzedniego cyklu – kolejne teksty będą pojawiały się w pierwsze czwartki miesiąca.

Siostra Romualda Grzanka

Posted: 10 grudnia 2015 by Sandra Kwiecień in święci i błogosławieni

romualda-grzanka

W ten czwartek pragniemy przybliżyć pewną postać – czyniliśmy tak wielokrotnie wcześniej. Tym razem będzie to siostra Romualda Grzanka. To kolejny przykład współczesnego świętego – kogoś, kto odznaczył się heroizmem cnót i wytrwałością w wierze. Wielu osobom wydaje się bowiem, że czasy świętych i błogosławionych już dawno minęły. Tacy byli w XIII czy XIV wieku. Tymczasem żyli oni całkiem niedawno, a nawet i teraz żyją. Siostra Romualda nie tylko wykazała się silną wiarą, ale i swoje życie złożyła w ofierze za innych: za siostry zakonne i kapłana.

Franciszka Grzanka urodziła się 11 marca 1901 roku w Jamach. Była najmłodszym dzieckiem Wojciecha i Teresy. Jej rodzice byli rolnikami. Ojciec zmarł w 1903 roku – Franciszka miała wówczas 2 lata. Od tamtego momentu opieką nad dziećmi, ich wychowaniem, prowadzeniem domu i pracą na gospodarstwie zajęła się ich matka. Była ona kobietą wyjątkowo pracowitą i pobożną. Właśnie w klimacie pobożności starała się wychować swoje dzieci, przekazując im zasady wiary i przykład życia religijnego. Teresa, jako matka, starała się stworzyć w domu atmosferę pełną miłości i wzajemnego zrozumienia.

Franciszka już od najmłodszych lat myślała o poświęceniu całego swojego życia Bogu i wstąpieniu do zakonu. W swojej rodzinnej miejscowości ukończyła szkołę powszechną, po czym zdecydowała się na dalszą naukę w ramach kursów kroju i szycia. W kwietniu 1922 roku wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej, a w listopadzie 1924 roku złożyła pierwsze śluby zakonne. W Zgromadzeniu przyjęła imię Romualda.

Ze względu na ogromny talent w dziedzinie krawiectwa, doskonaliła swoje umiejętności także po wstąpieniu do Zgromadzenia. Naukę tę zakończyła w 1933 roku – zdała wówczas egzamin mistrzowski w zawodzie krawca. W Zgromadzeniu złożyła śluby wieczyste 15 października 1933 roku. Od pierwszych lat swojego życia zakonnego pracowała w szwalni Zakładu Sierot w Łodzi, prowadziła również kursy krawieckie dla kobiet.

W 1936 roku siostra Romualda została przeniesiona do innej placówki – do Liskowa koło Kalisza. Tam również podjęła pracę w szwalni prowadzonej przy domu dziecka. Pełniła również obowiązki zakrystianki, dbała o szaty liturgiczne, opiekowała się kaplicą, troszczyła się o jej czystość i wystrój. Wszystkie obowiązki wypełniała bardzo sumiennie i rzetelnie. Jej codzienne życie było wypełnione radością, które promieniowało, zjednując jej ludzką sympatię i życzliwość. Była bardzo lubiana wśród dzieci, które często przychodziły do szwalni. Siostra Romualda przygotowywała dla dzieciaków skrawki materiałów – tak, aby mogły wykorzystać je do zabawy.

Kiedy wybuchła II Wojna Światowa, Lisków został zajęty przez Niemców. W domu dziecka sytuacja znacząco się pogorszyła – wspólnota zakonna liczyła 19 sióstr, natomiast w sierocińcu znajdowało się 290 dzieci. Trudno było zapewnić wychowankom utrzymanie i odpowiednie warunki do życia. W tamtym czasie siostra Romualda zaczęła mieć coraz większe problemy ze zdrowiem – pojawiły się poważne objawy gruźlicy, a ze względu na ówczesną sytuację, możliwości leczenia były ograniczone.

Od momentu wybuchu wojny nastał bardzo trudny czas dla Kościoła. Hitlerowcy zaczęli zwalczać religię, a także starali się zniszczyć kapłanów i siostry zakonne. W lutym 1941 roku siostry z Liskowa zostały zmuszone do opuszczenia swojego klasztoru. Na początku przewieziono je do Puszczykowa (koło Poznania), a następnie do obozu w Bojanowie (koło Rawicza). Pobyt w obozie i coraz trudniejsze warunki życia przyczyniły się do pogorszenia stanu zdrowia siostry Romualdy. Siostry Służebniczki, które zostały aresztowane razem z siostrą Romualdą, starały się o zwolnienie jej z obozu. Jednak władze obozowe postawiły ultimatum – warunkiem zwolnienia z obozu było odejście ze stanu zakonnego. Siostra Rajmunda nie zgodziła się na takie rozwiązanie i zdecydowała się pozostać w obozie razem ze swoimi współsiostrami.

Na początku traktowanie sióstr w obozie było dość łagodne. Z czasem wszystko to się skończyło – siostry nie mogły nosić swojego stronu zakonnego. Władze obozowe zakazały także wspólnej modlitwy. Siostra Romualda ofiarowała swoje życie i wszystkie cierpienia, które ją spotykały, w intencji uzdrowienia pewnego kapłana, a także prosząc o uwolnienie aresztowanych współsióstr i wszelki błogosławieństwo dla Zgromadzenia. Z tego względu cierpliwie i z pogodą ducha znosiła wszystkie upokorzenia i trudne doświadczenia zdrowotne; starała się pocieszać swoich współwięźniów i ożywiać ich nadzieję na uwolnienie.

Siostra Romualda zmarła 26 czerwca 1941 roku – w oktawie Uroczystości Najświętszego Serca Pana Jezusa. Pogrzeb siostry Romualdy odbył się 30 czerwca 1941 roku na cmentarzu przy parafii w Bojanowie. Uroczystość miała charakter bardzo doniosły i religijny – mimo tego że w przypadku pogrzebów innych więźniów, władze obozowe nie zezwalały na jakiekolwiek oznaki religijności. Po kilku miesiącach, 23 listopada 1941 roku, do władz obozowych w Bojanowie przyszedł list, w którym nakazano uwolnienie wszystkich więźniów. Na liście była także zmarła przed 5 miesiącami s. Franciszka Romualda Grzanka, która wiedząc o podjętych przez władze zakonne staraniach, a także o znikomych szansach na ich skuteczność, powiedziała: jeżeli się tam dostanę [do nieba], to tak zrobię, że wszystkie siostry stąd wyjdą. (…) Jak nam przepowiedziała śp. siostra Romualda, wyjechałyśmy z tryumfem. Siostry z innych zgromadzeń cieszyły się naszym zwolnieniem i serdecznie nas żegnały. Po przyjeździe do Starej Wsi witano nas serdecznie jako bohaterki wytrwania w habitach zakonnych, bo taki był pretekst naszego zabrania do obozu.
O łaskach otrzymanych, a zwłaszcza o swoim ocaleniu z wojennej pożogi, dzięki ofierze życia s.Romualdy, był także przekonany ks. Marian Suski, kapelan w Liskowie w latach 1935 – 1941 r., który w 6. rocznicę śmierci sługi Bożej dał temu wyraz w liście do Matki Generalnej:

Poczuwam się w obowiązku powiadomić Matkę Generalną o tym, że śp. S. Romualda, gdy ją gestapo zabierało do obozu wraz z innymi siostrami, tak mi na pożegnanie powiedziała: „niech ksiądz kapelan będzie o siebie spokojny, nic się księdzu nie stanie, ksiądz musi żyć, ja bowiem życie swoje ofiarowałam Bogu za księdza, bo ksiądz musi jeszcze wiele pracować dla Boga.” Z tymi słowami odjechała do obozu, skąd już nie wróciła. W Liskowie pozostałem sam, ponieważ księża parafialni opuścili parafię. W połowie maja nabawiłem się tyfusu, do którego przyłączyły się inne choroby. Z ledwością uratowano mi życie. Ja wstałem z łoża boleści, kiedy nadeszła wiadomość o śmierci śp. S. Romualdy. Wierzyłem mocno, że śp. S. Romualda uratowała mi życie. W październiku zabrano mnie do Dachau, gdzie przebywałem 4 lata. Z mojego transportu na 530 księży zginęło 450, tylko nas 80 zastali przy życiu Amerykanie. (…) Swój obowiązek wdzięczności wobec śp. S. Romualdy spłaciłem w ten sposób, że za Jej Duszę odprawiłem będąc jeszcze w Niemczech „Gregoriankę”, a w każdej Mszy świętej pamiętam o Niej. Tych kilka wiadomości podaję specjalnie Matce Generalnej, by Zgromadzenie wiedziało, jakie dusze ofiarne posiadało w swoich szeregach.

Śmierć s. Romualdy została odczytana jako męczeńskie zakończenie życia, które już wcześniej oddała Bogu w akcie profesji zakonnej, a potem konsekwentnie, we wszystkich okolicznościach ponawiała złożoną ofiarę, wypraszając łaski dla innych.

W 2003 roku siostra Romualda została włączona do procesu beatyfikacyjnego 122 polskich męczenników z okresu II Wojny Światowej.

korzystano z: http://www.sluzebniczkinmp.pl

Siostra Wanda Boniszewska

Posted: 7 Maj 2015 by Agnieszka Dankiewicz in święci i błogosławieni

wanda

Wanda Boniszewska urodziła się 2 czerwca 1907 roku w Nowej Kamionce. Była czwartym dzieckiem Heleny i Franciszka – w ich rodzinie narodziło się 11 dzieci, lecz troje z nich zmarło krótko po urodzeniu. 31 maja 1918 roku po raz pierwszy przystąpiła do Komunii Świętej. Ze względu na głęboką wiarę jej rodziców, od najmłodszych lat otrzymywała staranne wychowanie religijne. Interesowała się życiem duchowym, chętnie uczestniczyła w nabożeństwach, a jej marzeniem było wstąpienie do zakonu.

6 stycznia 1925 roku została przyjęta na próbę do Zgromadzenia Sióstr od Aniołów w Wilnie. Było to nowe zgromadzenie, które prowadziło ukryte życie (zakon bezhabitowy). Siostry, jako główny charyzmat, przyjmowały pomoc kapłanom w pracy duszpasterskiej.

Po trzech latach od przyjęcia Wanda złożyła pierwsze śluby. W jednej z wizji Chrystus powierzył jej misję podjęcia cierpienia w intencji kapłanów – szczególnie tych obojętnych lub grzeszących. Dodatkowo – siostra Wanda miała przyjąć na siebie cierpienie w intencji swojego Zgromadzenia.

Śluby wieczyste złożyła 2 sierpnia 1933 roku.

Od około 1927 roku siostra Wanda odczuwała ból w miejscach, w których zostały zadane rany Jezusowi podczas ukrzyżowania. W kronikach Zgromadzenia informacje o chorobie siostry Wandy pojawiły się w 1930 roku. Lekarze nie potrafili wówczas postawić konkretnej diagnozy – podejrzewano rozmaite choroby (między innymi gruźlicę i bronchit). Kiedy jej stan zaczął się pogarszać, siostra Wanda zamieszkała w miejscowości Pryciuny (nieopodal Wilna).

Z czasem bóle siostry Wandy przyjęły postać stygmatów. Jednak siostra Wanda starannie je ukrywała. Na co dzień nie wyróżniała się niczym od innych zakonnic: pracowała w szkole jako katechetka, pomagała na plebanii, uczestniczyła w pracach związanych z prowadzeniem klasztoru. Pomimo cierpień, była pogodna i uśmiechnięta.

Razem ze współsiostrami ze Zgromadzenia szczęśliwie przeżyła piekło II Wojny Światowej i okupacji. W 1946 roku siostry otrzymały możliwość powrotu do Polski jako repatriantki lub mogły pozostać w ZSSR. Siostra Wanda wraz z przełożoną domu zakonnego postanowiły pozostać, aby nie porzucić swych obowiązków i nadal pomagać kapłanom z pobliskich parafii. Jednak po krótkim czasie bardzo nasiliły się prześladowania – zdelegalizowano Kościół greckokatolicki, wszystkie zakony zostały rozproszone, a kapłanów karano za działania duszpasterskie.

wanda2

Wówczas w Pryciunach pojawił się ksiądz Antoni Ząbek. Był on jezuitą obrządku wschodniego, jednak był uprawniony do odprawiania Mszy świętej w obrządku łacińskim. Niestety, w Wielkanoc 1950 roku dom zakonny został otoczony przez funkcjonariuszy służby bezpieczeństwa. W wyniku przeprowadzonej rewizji aresztowano ks. Antoniego Ząbka. Za ukrywanie kapłana ukarano również siostrę przełożoną Rozalię Rodziewicz. Siostra Wanda została aresztowana po dwóch dniach.

Pomimo aresztu nie zaprzestała modlitwy i nie straciła wiary. Wciąż ufała woli Boga, nieustannie wierzyła, że w tej sposób realizuje się Boży plan w jej życiu. Wszelkie cierpienia przyjmowała jako ofiary w intencji kapłanów i Zgromadzenia.

Często zdarzało się, że do modlitwy siostry Wandy dołączały również współwięźniarki. Powodowało to zdenerwowanie funkcjonariuszy, którzy wzywali ją na kolejne przesłuchania połączone z torturami. Kończyły się one kolejnym przeniesieniem do szpitala. Dodatkowo – śledczy odkryli stygmaty siostry Wandy, czasami byli świadkami jej mistycznych przeżyć. Z tego względu kierowali ją na dodatkowe badania, które miałyby udowodnić, że stygmaty i objawienia to oszustwo.

Ze względu na złe warunki panujące w areszcie, siostra Wanda poważnie chorowała. Lekarze starali się jej pomóc, jednak często dziwili się, że przy tak poważnym wyniszczeniu organizmu siostra Wanda żyje. Wszystkie dolegliwości występujące w jej organizmie doprowadziło do bardzo mocnego ograniczenia spożywanych pokarmów. Z tego względu większość swoich posiłków siostra Wanda oddawała współwięźniom.

Postawa siostry Wandy przez cały czas budziła życzliwość i sympatię ze strony współwięźniów. Cenili ją za oddanie Bogu, pokorę oraz wyjątkowe umiłowanie bliźnich. Lubili ją lekarze, sanitariuszki i współwięźniowie. Po 6 latach siostra Wanda została zwolniona z więzienia, ponieważ wydany wcześniej wyrok uznano za bezpodstawny. Zawieziono ją do punktu repatriacyjnego – stamtąd mogła wrócić do Polski. Przebywała później w Chylicach, w Białymstoku, w Lutkówce koło Warszawy oraz w Częstochowie.

Zmarła 2 marca 2003 roku.

Przykład jej oddanej ofiary i modlitwy za kapłanów stał się zadaniem dla pozostałych sióstr ze Zgromadzenia Sióstr od Aniołów.