Archive for the ‘święta’ Category

Oto syn Twój (…) Oto Matka twoja

Posted: 11 lutego 2018 by Magdalena Maraj in święta
Tagi:

13 maja 1992 roku św. Jan Paweł II ustanowił Światowy Dzień Chorego. Obchody tego dnia wyznaczono we wspomnienie objawienia Matki Bożej w Lourde, czyli 11 lutego.

Jest wiele różnych chorób. Jedne dotykają nas ze względu na wiek, inne zupełnie nie wiadomo skąd się biorą i dlaczego dotykają tego właśnie człowieka. Jedne są bolesne bardziej, inne mniej. Jedne choroby możemy zauważyć patrząc na osobę chorą, ale są i takie, których nie widać gołym okiem.

Czy potrzebny jest więc tak konkretny dzień w roku, w którym nasz wzrok kierujemy na chorych? Jan Paweł II odpowiedział nam na to pytanie mówiąc, że dzień ten ma na celu uwrażliwienie ludu Bożego i – w konsekwencji – wielu katolickich instytucji działających na rzecz służby zdrowia oraz społeczności świeckiej na konieczność zapewnienia lepszej opieki chorym; pomagania chorym w dowartościowaniu cierpienia na płaszczyźnie ludzkiej, a przede wszystkim na płaszczyźnie nadprzyrodzonej; włączenie w duszpasterstwo służby zdrowia wspólnot chrześcijańskich, rodzin zakonnych, popieranie coraz cenniejszego zaangażowania wolontariatu…

Trudno zrozumieć nam sens cierpienia, od którego żadna choroba nie jest wolna. Z pomocą i tym razem przychodzi nam papież Jan Paweł II, który mówi: Myślę w tej chwili o wszystkich ludziach chorych, gdziekolwiek przebywają. Cierpienie jest tajemnicą szczególnie nieprzeniknioną i dlatego jakże często trudną do zrozumienia, do przyjęcia przez człowieka. Człowiek dotknięty chorobą, dotknięty jakimkolwiek cierpieniem, często pyta siebie samego: dlaczego ja muszę znosić ból? I prawie natychmiast stawia sobie inne pytanie: po co, jaki jest sens tego cierpienia, które mnie dotknęło? A gdy nie znajduje odpowiedzi, często się załamuje, bo cierpienie staje się silniejsze od niego. Cierpienie nie jest karą za grzechy ani nie jest odpowiedzią Boga na zło człowieka. Można je zrozumieć tylko i wyłącznie w świetle Bożej miłości, która jest ostatecznym sensem wszystkiego, co na tym świecie istnieje.

Papież wskazuje nam na bardzo trudną prawdę, która dotyka tak wielu ludzi, także z naszego otoczenia. Cierpienie to tajemnica. Św. Jan Paweł II nie przypadkowo wskazuje na Bożą miłość, jako światło dzięki któremu możemy dojrzeć sens tego co nas spotyka. Choroba jest także często wielką próbą wiary, musimy jednak pamiętać, że Bóg jest obrońcą cierpiących i nie zostawia żadnego człowieka w żadnej potrzebie.

W tym roku obchody Światowego Dnia Chorych odbywają się już po raz dwudziesty szósty. Ich temat to słowa z Ewangelii  Oto syn Twój (…) Oto Matka twoja. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie (J 19, 26-27). Ten dzień ma zwrócić naszą uwagę na sens cierpienia oraz na osoby chore. Pamiętajmy o takich osobach, o służbie zdrowia, która im posługuje i pomaga zdrowieć a czasem umożliwia normalne życie.

Mamy wielu świętych, patronów osób chorych, których możemy prosić o wstawiennictwo w różnych chorobach. Św. Wolfgang – patron chorych na padaczkę, św. Wit – patron chorych na oczy, św. Walenty – patron osób psychicznie chorych, św. Teresa od Jezusa – patronka chorych na serce i ból głowy, św. Sebastian i  św. Rozalia – patroni chorych na choroby zakaźne, św. Peregryn – patron nieuleczalnie chorych, św. Otylia – patronka chorych na choroby gardła, św. Łucja – patrona chorych dzieci… i wielu, wielu innych patronów i orędowników w różnych chorobach.

W każdym przypadku choroba i cierpienie są ciężką próbą. Ale świat bez ludzi chorych – choć to zabrzmi może paradoksalnie, byłby światem uboższym o przeżycie ludzkiego współczucia, uboższym o doświadczenie nieegoistycznej, niekiedy wręcz heroicznej miłości – św. Jan Paweł II

 

Reklamy

Przyjął chrzest

Posted: 7 stycznia 2018 by Magdalena Maraj in święta
Tagi:

W pierwszą niedziele po Objawieniu Pańskim (święcie Trzech Króli) obchodzimy w Kościele niedziele Chrztu Pańskiego. Ta niedziela przenosi nas nad Jordan, gdy Pan Jezus przyjmuje chrzest z rąk Jana Chrzciciela. Chrystus jest Bogiem i Człowiekiem. Jako Bóg nie potrzebuje chrztu, przyjmuje jednak chrzest jako człowiek. Gdy Jezus wszedł do wody z nieba dało się słyszeć głos Ojca, który wskazał na Jezusa jako na Swojego umiłowanego Syna.

Ta niedziela powinna nam przypomnieć nasz chrzest. I mimo, że go nie pamiętamy, Sakrament ten zostawił na naszej duszy ślad. I jakąkolwiek drogę wybierzemy i cokolwiek dalej się wydarzy to znamię będziemy mieć już zawsze wyryte na sercu. Chrzest nazywany jest także Bramą Sakramentów, otwiera bowiem człowieka na inne sakramenty. Chrzest jest bowiem tym pierwszym, pozwalającym na przyjmowanie innych.

Jak podpowiada nam Katechizm Kościoła Katolickiego: Chrzest święty jest fundamentem całego życia chrześcijańskiego, bramą życia w Duchu (vitae spiritualis ianua) i bramą otwierającą dostęp do innych sakramentów. Przez chrzest zostajemy wyzwoleni od grzechu i odrodzeni jako synowie Boży, stajemy się członkami Chrystusa oraz zostajemy wszczepieni w Kościół i stajemy się uczestnikami jego posłania: „Chrzest jest sakramentem odrodzenia przez wodę i w słowie” KKK 1213

Będąc w Czechach byłam świadkiem przygotowania do chrztu dla ludzi dorosłych – katechumenów. Czas takiego przygotowania trwa około roku. Przez ten czas kandydat bierze udział w katechezach, naukach, modlitwach. Uczestniczyłam tam w dwóch obrzędach dla osób przygotowujących się do przyjęcia chrztu. Pierwszym był obrzęd przyjęcia do katechumenatu, drugim był obrzęd przyjęcia modlitwy „Ojcze nasz”. Piękne obrzędy, pokazujące niezwykłą głębie naszej wiary.

Na chrzcie świętym każdy z nas otrzymał imię. Nie tylko to, którym posługujemy się na co dzień, ale także imię Dziecka Bożego. Każdy z nas przez chrzest stał się dzieckiem samego Boga, zostaliśmy włączeni w Mistyczne Ciało Chrystusa. Poprzez chrzest zostaliśmy także włączeni we wspólnotę Kościoła. To ważne, bo od tej pory nigdy nie jesteśmy sami. We wspólnocie Kościoła możemy dawać i przyjmować miłość. W tej wspólnocie wierzących możemy dzielić się także świadectwem i wiarą. To niezwykle ważny i cenny dar.

W niedziele Chrztu Pańskiego widząc oczami wiary Jezusa zanurzającego się w Jordanie chciejmy dostrzec łaskę i dar wiary, jaki został nam przekazany na chrzcie świętym. Chrzest zobowiązuje nas także  do życia według Bożego Słowa i Jego praw. Na naszym sercu została wyryta pieczęć, staliśmy się Dziećmi Bożymi. Nie traktujmy więc tego sakramentu jako obowiązek czy tradycję. Popatrzmy na niego jak na niezwykły dar. Sam Jezus przyjmując chrzest wskazał nam na jego wartość i ważność.

Chrzest jest najpiękniejszym i najwspanialszym darem Boga… Nazywamy go darem, łaską, namaszczeniem, oświeceniem, szatą niezniszczalności, obmyciem odradzającym, pieczęcią i wszystkim, co może być najcenniejsze. Darem – ponieważ jest udzielany tym, którzy nic nie przynoszą; łaską – ponieważ jest dawany nawet tym, którzy zawinili; chrztem – ponieważ grzech zostaje pogrzebany w wodzie; namaszczeniem – ponieważ jest święty i królewski (a królów się namaszcza); oświeceniem – ponieważ jest jaśniejącym światłem; szatą – ponieważ zakrywa nasz wstyd; obmyciem – ponieważ oczyszcza; pieczęcią – ponieważ strzeże nas i jest znakiem panowania Boga –  Grzegorz z Nazjanzu

Zaproś Chrystusa

Posted: 23 grudnia 2017 by Magdalena Maraj in święta
Tagi:

Ten, któremu moglibyśmy powiedzieć: „Jesteś daleko i zostawiasz nas samych. Co Ty robisz z człowiekiem, którego stworzyłeś?” — ten Bóg wydaje nam samego siebie, przyjmując na siebie naszą własną słabość. Bóg daje siebie, stając się tym, czym my jesteśmy. Tajemnica i niepojęty dar, ofiarowany w tajemniczy sposób nam, uczniom Chrystusa.
kard. Jean-Marie Lustiger

Niebawem szczególna niedziela. Będziemy obchodzić wigilię Bożego Narodzenia. W około pachnie już choinka, kuchnie są pełne smakołyków. Usiądziemy do wigilijnego stołu, podzielimy się opłatkiem, zaśpiewamy kolędy…

Bóg się urodzi. Małe dziecko leży na sianie. Dlaczego Bóg przyszedł do człowieka jako dziecko? Bo dziecko wykazuje wiele cech, których nie mają dorośli.  Dzieci nie można się bać, są niewinne. Chrystus przychodzi jako małe dziecko byśmy nie bali się do Niego przyjść, pokochać Go.

Boże narodzenie. Cały Adwent czekamy na Boże przyjście. Ale święta to nie tylko dwa czy trzy dni w roku, nie tylko wtedy trzeba nam pamiętać o żłóbku i radości z przyjścia Chrystusa. Musimy pamiętać, że Bóg rodzi się każdego dnia i każdego dnia schodzi z nieba na ziemię w Eucharystii, pod postacią białego chleba. Może przychodzić do naszego serca gdy tylko Go do niego zaprosimy.

Tajemnicą Bożego Narodzenia jest prawda o Bożej miłości. Czasem w święta zapominamy o Bogu. Traktujemy ten czas jak dni odpoczynku, spotkania z rodziną… choć to też jest ważne,  nie pamiętamy, że to Bóg obchodzi wtedy swoje urodziny. Kilka lat temu moją uwagę zwróciło pewne hasło znalezione w internecie: „na święta zaproś Chrystusa, urodziny bez solenizanta są do bani!”. No właśnie…

Boże Narodzenie to czas radości. Prawda o tym, że Bóg zszedł do człowieka, żeby go zbawić mocno dobija się do naszej głowy. Jak się więc nie cieszyć? Nadeszło zapowiadane zbawienie. Prorok Izajasz przez cały Adwent głosił nadejście Zbawiciela. Niech ten czas radości, będzie pełny Chrystusa. Chciejmy w te dni prawdziwie świętować Jego narodziny.

Przyszedł, aby nam pomóc żyć: żeby poprzez naszą małość, podłość, nędzę, poprzez chęć prześlizgnięcia się przez świat w wygodzie i spokoju potrafiła się przebić nasza wspaniałość; żebyśmy, mali spryciarze, potrafili rzucić na szalę służby Dobru – siebie samych.
ks. Mieczysław Maliński

Przed nami piękny czas zagłębiania się w tajemnice Bożego wcielenia. Czego można więc życzyć sobie na święta? Przede wszystkim na nowo odkrycia Bożej miłości schodzącej do człowieka w osobie Chrystusa Pana. Wiele spokoju, radości, ciepła. Niech Bóg, który przychodzi wleje w nasze serca miłość, by to ona prowadziła nas na drogach naszej codzienności – tego wszystkiego Wam drodzy Czytelnicy z całego serca życzymy.

Niepokalanie poczęta!

Posted: 8 grudnia 2017 by Magdalena Maraj in święta
Tagi:

O Maryjo bez grzechu pierworodnego poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy, i za wszystkimi, którzy się do Ciebie nie uciekają, a zwłaszcza za nieprzyjaciółmi Kościoła świętego i poleconymi Tobie.

8 grudnia to dzień, w którym obchodzimy w Kościele szczególne święto. Jest nim Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny. Często ten dogmat nam „nie pasuje”, bo nie potrafimy wyjaśnić ani pojąć, że dziewczyna z Nazaretu mogła doznać łaski i daru niepokalanego poczęcia. Są jednak pewne prawdy wiary, których ludzki rozum nie potrafi zrozumieć. Które trzeba po prostu przyjąć i przed nimi uklęknąć. Musimy pamiętać, że sama Maryja mówi o sobie „jestem Niepokalana Poczęta”. Dogmat o Niepokalanym Poczęciu został ogłoszony przez Kościół 8 grudnia 1854 r. bullą Ineffabilis Deus przez papieża Pius IX w bazylice św. Piotra w Rzymie w obecności 54 kardynałów i 140 arcybiskupów i biskupów.

Popatrzmy na Niepokalaną. Na Jej piękne życie. Jako młoda dziewczyna, czego dowiadujemy się także z Pisma św., Maryja znała Boga, znała Stary Testament. O tym fakcie świadczy pieśń, którą wyśpiewuje na spotkaniu z Elżbietą „Wielbi dusza moja Pana…”. Czekała na Zbawiciela. Spotkanie z Archaniołem Gabrielem było dla Maryi niezwykłym wypełnieniem się wszystkich zapowiedzi począwszy od Księgi Rodzaju i zawartych tam słowach: Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę. (Rdz 3,15)

Maryję wielokrotnie zapowiadano w Starym Testamencie podobnie jak Jezusa. Niepokalana była w zamyśle Bożym od założenia świata, tak jak każdy z nas.

Jej reakcja na Zwiastowanie: wielkie zaufanie Bogu na wszystko co zaplanował w Jej życiu, jest dla nas wzorem relacji z Bogiem. Kiedyś ktoś zwrócił mi uwagę, że Maryja w rozmowie z Archaniołem Gabrielem nie pyta czy to się Jej opłaca, co dostanie w zamian. po prostu z wielkim zaufaniem powiedziała Bogu „tak”.

Na Maryję nie można patrzeć jednowymiarowo. Jest niezwykle pięknym wzorem dla każdego z nas na wielu płaszczyznach. Niepokalana jest nam bliska. Była człowiekiem, żyła jak my, współpracowała z Bogiem poprzez wypełnienie przedwiecznego zamysłu i zbawieniu ludzi,  a także z Jezusem nie tylko przez Jego urodzenie ale także przez towarzyszenie Mu podczas męki i drogi krzyżowej. Maryja jest wzorem dla każdego z nas. Dzieci może uczyć ukochania Biblii i Bożych Słów, narzeczonych uczy piękna tego szczególnego czasu, małżonków wzajemnego zaufania, rodziców uczy piękna miłości do dzieci, nawet gdy wybierają swoją drogę (kapłaństwa czy życia zakonnego), cierpiących uczy jak znosić  ten trudny stan, bowiem jak nikt wie co znaczy cierpieć, nie na damo nazywamy ją Matką współcierpiącą. I w końcu wszystkich wierzących uczy piękna życia, zaufania Bogu, pójście za Nim nie tylko w chwili wybrania ale aż po krzyż. Maryja jest, jak to często śpiewamy: Matko Odkupiciela z niewiast najsławniejsza, Gwiazdo Morska do nieba ścieżko najprościejsza,
Tyś jest przechodnią bramą do raju wiecznego, Tyś jedyną nadzieją człowieka grzesznego
(łaciński hymn na cześć Najświętszej Maryi Panny).

Niech Niepokalana Matka Kościoła będzie dla nas wzorem życia w niezwykłej zażyłości z Bogiem. Adwent, który przeżywamy jest kolejną szansą do ponownego zapatrzenia się w Maryję. Jest Ona bowiem jedną z głównych patronów Adwentu.

Ogłaszamy, orzekamy i określamy, że nauka, która utrzymuje, iż Najświętsza Maryja Panna od pierwszej chwili swego poczęcia – mocą szczególnej łaski i przywileju wszechmocnego Boga, mocą przewidzianych zasług Jezusa Chrystusa, Zbawiciela rodzaju ludzkiego – została zachowana nietknięta od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego, jest prawdą przez Boga objawioną i dlatego wszyscy wierni powinni w nią wytrwale i bez wahania wierzyć. – papież Pius IX

Król?

Posted: 23 listopada 2017 by Magdalena Maraj in przemyślenia, święta
Tagi: ,

Zamknij oczy i wyobraź sobie Jezusa. W koronie z cierni na głowie, prawie nagiego, pokrytego ranami… ogołoconego Boga stającego przed tłumem, który właśnie skazuje Go na śmierć. Czy tak wygląda Król?

Uczniowie wyobrażali Go sobie zupełnie inaczej. Myśleli, że zasiądzie na tronie, będzie rządził, przyniesie coś nowego w wymiarze ziemskim. A oni będą rządzić razem z Nim, jako ci Mu najbliżsi. Jezus jednak daleki jest od purpury, korony ze złota i berła, od ludzkich godności i odznaczeń. On przynosi inne Królestwo.

Czy Jezus jest więc Królem? Jest ogołocony z wszystkiego, co po ludzku dla nas jest istotne. A może w ten sposób chce powiedzieć nam, że zatrzymywanie się jednie na tym co ziemskie nie przyniesie nam tego co najważniejsze – zbawienia? On pokazuje zupełnie inny wymiar królowania. A za Jego przykładem idą święci i błogosławieni. Oni otrzymali swoją koronę, nie tu na ziemi. W większości, w sposób fizyczny, nie nosili korony, purpury, nie mieli pałaców czy fortec. Popatrzmy chociaż na św. Matkę Teresę z Kalkuty czy św. Andrzeja Bobolę – choć mają oni zupełnie inne drogi życia, to łączy ich świętość i uczestnictwo, już pełne, w królowaniu Jezusa.

Matka Teresa z Kalkuty pomagała tym, których wszyscy odrzucili. Wszyscy znamy jej heroiczne czyny. Św. Andrzej, który jest jednym z patronów Polski, ozdobiony jest koroną męczeństwa. Mimo licznych tortur, o których nieraz trudno nam czytać, nie wyrzekł się Boga. Na wzór Chrystusa stali się ubodzy, by innych swoim ubóstwem ubogacić.

Komu więc Króluje Jezus? Dla kogo jest Królem? Powinien być Królem dla każdego wierzącego. Jednak nie despotą czy tyranem. My nie mamy się bać królowania Jezusa, mamy Go wyczekiwać, a nawet za nim tęsknić, mamy tęsknić i dążyć do Nieba. Chrystus jest Królem wszechświata, ale też każdego ludzkiego serca. I w tym sercu już tu na ziemi ma być początek Królestwa Bożego, bo ma być ono mieszkaniem Króla.

26 listopada, w ostatnią niedziele Okresu Zwykłego, obchodzimy w Kościele Niedzielę Chrystusa Króla Wszechświata. Ta Uroczystość zamyka również rok liturgiczny. Święto to do liturgii wprowadził Papież Pius XI encykliką Quas Primas z 11 grudnia 1925 r. na zakończenie roku jubileuszowego.

Od dawna już powszechnie nazywano Chrystusa Królem w przenośnym tego słowa znaczeniu, a to z powodu najwyższego stopnia dostojeństwa, przez które wyprzedza wszystkie stworzenia i przewyższa je. Mówimy więc, iż Chrystus króluje w umysłach ludzkich, nie tyle dla głębi umysłu i rozległości Swej wiedzy, ile że on sam jest prawdą, a ludzie od Niego powinni prawdę czerpać i posłusznie ją przyjmować; mówimy też, iż Chrystus króluje w woli ludzkiej, ponieważ w Nim nie tylko nieskazitelna wola ludzka stosuje się zupełnie i z całym posłuszeństwem do najświętszej woli boskiej, lecz także dlatego, że Chrystus tak wpływa natchnieniami swymi na naszą wolną wolę, iż zapalamy się do najszlachetniejszych rzeczy. Wreszcie uznajemy Chrystusa jako Króla serc dla Jego „przewyższającej naukę miłości” i dla łagodności i łaskawości, którą przyciąga dusze. Żaden bowiem człowiek nigdy nie był i nie będzie do tego stopnia ukochanym przez wszystkie narody, jak Jezus Chrystus.
Lecz jeżeli głębiej wnikniemy w rzecz, widzimy, iż we właściwym tego słowa znaczeniu imię i władzę króla należy przyznać Chrystusowi jako Człowiekowi, albowiem tylko o Chrystusie jako Człowieku można powiedzieć, iż otrzymał od Ojca „władzę i cześć, i królestwo”; Chrystus bowiem, jako Słowo Boga, będąc współistotnym Ojcu, wszystko ma wspólne z Ojcem, a więc także najwyższe i nieograniczone władztwo nad wszystkim stworzeniem – Pius XI

Nie bójmy się zobaczyć Króla – Jezusa ogołoconego ze wszystkiego, wtedy bowiem najbardziej przemawia Jego miłość do człowieka i coś więcej, wtedy bowiem otwiera nam bramy nieba, otwiera dla nas Swoje Królestwo – jesteśmy zbawieni.

Wielkoczwartkowa Tajemnica

Posted: 13 kwietnia 2017 by Magdalena Maraj in kapłani, święta
Tagi: ,


Czasem rysuje nam się taki obraz kapłana: święty, wszystkowiedzący, nieomylny, pełen cnót, nie popełniający błędów a nade wszystko niegrzeszący. W tym obrazie mamy kapłana za Boga, którym nie jest. Byłoby rzeczą śmieszną modlić się za Pana Boga, czasem więc wychodzimy z założenia, że za kapłanów nie trzeba się modlić. Jakże błędne przekonanie!

A teraz narysujmy sobie realny obraz kapłana: człowiek powołany do szczególnej służby w Kościele, potrzebujący przebaczenia i Bożego miłosierdzia jak każdy; mylący się, zmagający się z pokusami, popełniający błędy… zwykły człowiek obdarzony niezwykłą łaską. W Biblii przeczytamy, że: Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą Łk 12, 48. Na barkach kapłańskich spoczywa wielka odpowiedzialność za ludzi im powierzonych.

Wielki Czwartek… Lubię ten dzień. Jest taki szczególny – zawsze wzruszają mnie dzieci mówiące w Kościele wierszyki dla kapłanów, dziękując im za przyjęcie tego daru i ich posługę. Ale Wielki Czwartek to coś więcej. Patrzymy na Jezusa w Wieczerniku, który błogosławi chleb i wino podając uczniom. Ustanawia Eucharystię i Sakrament Kapłaństwa. Nie będę dziś pisać o kapłaństwie, bo ono jak każdy Sakrament jest tajemnicą i żadne słowa nie są w stanie opisać takiego daru.

Dziś, chyba zresztą jak zawsze, trzeba mieć odwagę, by zostać kapłanem. Może w dzisiejszych czasach kapłanom nie grozi ukrzyżowanie za głoszenie nauki Chrystusa, jednak niezmiennie stoi przed nimi trudne zadanie wyrażone także w świadectwie i cierpliwym, znoszonym z miłością cierpieniu.

Drodzy Kapłani, niech ten piękny dzień, gdy raz jeszcze odnawiacie przyrzeczenia kapłańskie, kiedy raz jeszcze dziękujecie Bogu za tak wielki dar jakim jest Kapłaństwo będzie wyjątkowy i przepełniony radością. Chcemy wraz z Wami dziękować Bogu za Wasze wybranie. Za Wasze poświęcenie, za Waszą służbę, za czas poświęcany nam na mówienie o Jezusie ale i ten spędzony na rozmowach, byciu czy wspólnej modlitwie. Za każdą sprawowaną Eucharystię za każde rozgrzeszenie w konfesjonale udzielone mocą Chrystusa. Za to, że dzięki Wam możemy karmić się Bogiem ale i poznawać Go i zbliżać się do Niego. Życzymy Wam ducha służby i pokory, odwagi wschodzącego słońca, nieustannego zapatrzenia w Chrystusa, wiary która przenosi góry, nadziei, która rozlana w sercach doda siły i miłości, która potrafi wszystko zmienić. Niech Wasza posługa będzie owocna i cierpliwa a nade wszystko życzymy Wam świętości, byście pomagając nam dojść do nieba, sami stali się uczestnikami wiecznego szczęścia.