Karty Adopcyjne – adopcje stałe ze stycznia 2017

Posted: 9 kwietnia 2017 by Sandra Kwiecień in karta adopcyjna
Tagi:

Wysyłka Kart Adopcyjnych dla adopcji stałych podjętych w styczniu 2017 roku i wcześniej.

Nie wyślesz danych? Zapewne kapłan nie dostanie Karty.

Dlaczego?

Przy kilku tysiącach adopcji i dziesiątkach maili przychodzących każdego dnia, nie mamy możliwości przeszukiwania każdego kapłana z osobna. Jeżeli adoptowaliście kapłana nawet kilka lat temu – proszę, zwróćcie uwagę na to, czy otrzymał Kartę. Jeśli chcecie, by ją otrzymał, to wysłanie stosownych danych jest częścią Waszej troski o swoje zobowiązanie. Prześlijcie nam wymagane informacje, a my wówczas sporządzimy dla kapłana Kartę.

Na Kartę trzeba troszkę poczekać. Zależy to bowiem od tego, ile przychodzi zgłoszeń i iloma materiałami w danym momencie dysponujemy (czy trzeba zamówić koperty, dokupić znaczki, papier wizytówkowy na Karty itd.). Czas oczekiwania – do 3 tygodni. 

Karty Adopcyjne są całkowicie bezpłatne.

Więcej pytań – zakładka „KARTA ADOPCYJNA” pomoże Wam znaleźć odpowiedź 🙂

Maila należy wysłać TYLKO na adres: karty.adopcyjne@gmail.com

Treść według wzoru:

  1. Temat maila: Wysyłka- KA I 2017
  2. Treść: imię i nazwisko adoptowanego przez Was kapłana,
  3. data rozpoczęcia adopcji,
  4. czy chcecie, aby Wasze dane pojawiły się na Karcie (jeśli tak, to proszę to wyraźnie zaznaczyć, np. „Chcę, by na Karcie znalazły się moje dane”), i podać imię i nazwisko,
  5. czy chcecie osobiście wręczyć Kartę kapłanowi (jeśli tak, prosimy o podanie swojego adresu pocztowego),
  6. jeżeli natomiast chcecie, aby Karta została wysłana bezpośrednio do kapłana, prosimy o wpisanie jego aktualnego adresu.

Ojciec Paweł Barański CSSp

Posted: 6 kwietnia 2017 by Agnieszka Dankiewicz in kapłani
Tagi:


Postać na pierwszy czwartek miesiąca – ojciec Paweł Barański CSSp

Paweł Barański urodził się 7 grudnia 1855 roku w Janowie Miejskim (zabór pruski; dziś jest to dzielnica Mysłowic na Śląsku). Był jednym z pięciorga dzieci Karola i Antoniny. W jego rodzinie wiara i patriotyzm były bardzo ważnymi wartościami, które zawsze były przekazywane kolejnym pokoleniom.

Edukację rozpoczął w szkole powszechnej w Mysłowicach, a następnie wyjechał do Belgii i kontynuował naukę w gimnazjum prowadzonym przez Zgromadzenie Ducha Świętego. Niższe seminarium (gimnazjum) ukończył z wyróżnieniem. Odkrył w sobie powołanie do kapłaństwa i posługi misyjnej, toteż wstąpił do Seminarium Ducha świętego w Chevilly (Francja). 28 października 1910 roku przyjął święcenia kapłańskie. Kontynuował formację w Zgromadzeniu, a po złożeniu ślubów zakonnych został skierowany do posługi misyjnej w Sierra Leone w Afryce. Razem z współbratem ze Zgromadzenia podejmował nie tylko działalność ewangelizacyjną, ale także organizacyjną. Rozpoczęła się budowa kościoła w Pujehun. Po powrocie współbrata do Europy, ojciec Paweł Barański pozostał w Pujehun sam. Podjął wyzwanie wybudowania szkoły, a na potrzeby tego dzieła samodzielnie wypalał cegły. Zaangażowanie, dzieło ewangelizacyjne, trud organizacyjny oraz gorliwość posługi zostały docenione zarówno przez lokalnego gubernatora, jak i biskupa.

W 1919 roku o. Paweł Barański CSSp został skierowany na urlop zdrowotny do Europy. Jednym z zadań, które powierzono o. Pawłowi, było stworzenie polskiej prowincji Zgromadzenia, toteż powrót do Europy był równoznaczny z powrotem do ojczyzny. W drodze powrotnej o. Paweł przebywał w Szwajcarii oraz w rodzinnej miejscowości na Śląsku. W 1921 roku dotarł do Bydgoszczy i razem z dwoma współbraćmi ze Zgromadzenia, o. Zygmuntem Rydlewskim CSSp oraz o. Stanisławem Kolipińskim CSSp, podjął opiekę nad sierotami. Z czasem zakupiono budynek, w którym zostało otwarte Niższe Seminarium Duchowne (tzw. Internat Ducha Świętego). Ojciec Paweł Barański bardzo gorliwie posługiwał w Niższym Seminarium Duchownym – uczył tam francuskiego oraz biologii. Powierzono mu również stanowisko ekonoma. Podczas jego posługi dwukrotnie udało się rozbudować Internat. W 1928 roku ojciec Paweł został oddelegowany do pełnienia funkcji mistrza nowicjatu. Z czasem przeniesiono go do Chełmszczonki – tam zajmował się gospodarstwem należącym do zgromadzenia.

Cała jego służba była pełna poświęcenia, oddania, zaangażowania i gorliwości.

1939 rok przyniósł wybuch I Wojny Światowej. W listopadzie 1939 roku aresztowano o. Pawła. Otrzymał szansę na uwolnienie, jednak o. Paweł nie skorzystał z tej możliwości, ponieważ warunkiem było przyjęcie niemieckiego obywatelstwa. W grudniu 1941 został przetransportowany do Dachau. Zmarł 16 lipca 1942 roku. W 2003 roku rozpoczął się jego proces beatyfikacyjny.

Źródła:

http://www.nspjmyslowice.pl/index.php/sludzy-bozy-pochodzacy-z-parafii/192-o-pawel-baranski.html

https://www.przewodnik-katolicki.pl/Archiwum/2003/Przewodnik-Katolicki-32-2003/Archidiecezja-Gnieznienska/O-beatyfikacje-ojca-Pawla-Baranskiego-CSSp

Proście Pana żniwa…

Posted: 28 marca 2017 by Sandra Kwiecień in kapłani, przemyślenia
Tagi: ,

 

Msza święta – w niedziele, święta, dni powszednie. Każdego dnia w każdym kościele parafialnym odbywa się kilka Mszy świętych, a każda z nich jest wyjątkową i niepowtarzalną okazją, aby spotkać się z Panem, posłuchać Słowa Bożego, pomodlić się. W kościołach odbywają się nabożeństwa, adoracje. Organizowane są spotkania, katechezy, wyjazdy, dni skupienia… Wydawałoby się, że życie duszpasterskie w pełni kwitnie.

Kiedyś zdarzyła mi się sytuacja, która w tym kontekście dała mi dużo do myślenia.

Wyjechałam kiedyś na spotkanie młodych (organizowane przez wspólnotę Taize) do Rotterdamu. Razem z koleżankami zostałyśmy zameldowane u pewnej rodziny. Z czasem okazało się, że byli protestantami i to spotkanie na pewno było dla nas przestrzenią do dzielenia się naszą wiarą – podobieństwami i różnicami. Osobą, która najbardziej się nami zajęła w czasie naszego pobytu, była córką naszych gospodarzy – a że byłyśmy wszystkie w podobnym wieku, z łatwością udało się nam nawiązać kontakt. Po jakimś czasie miała miejsce rewizyta – nasza koleżanka z Holandii przyjechała do Polski na wakacyjny wypoczynek. Podczas jej pobytu starałyśmy się pokazać jej atrakcje naszego miasta i różne ciekawe miejsca w naszej okolicy. Któregoś dnia szłyśmy na spacer i w godzinach wieczornych przechodziłyśmy akurat jednego z pobliskich kościołów. Z wieczornej Mszy świętej (w dniu powszednim) wychodzili akurat ludzie – nie była to jakaś wielka ilość ludzi, jednak na tyle spora, że przyciągnęła uwagę koleżanki. Wiedziała już, że to kościół, ale w tamtej sytuacji zdziwiła ją taka ilość ludzi, która z niego wychodziła. Zapytała mnie wtedy, co takiego się tam dzieje i skąd w tygodniu wzięło się tam tyle osób. Odpowiedziałam jej (wtedy zaskoczona jej zdziwieniem), że to po prostu wieczorna Msza święta. Zdziwienie mojej koleżanki wzrosło jeszcze bardziej. Wtedy zaczęła się kolejna seria pytań na zasadzie: „Ale jak to? Msza święta tak codziennie wieczorem?”. Wytłumaczyłam jej wtedy, że Eucharystia odbywa się w każdej parafii rano i wieczorem w dni powszednie, a w niedziele Msze święte odbywają się częściej. Moja koleżanka powiedziała mi wtedy, że choć protestantyzm jest głównym wyznaniem w Holandii (obok Kościoła Rzymskokatolickiego), to wszędzie w kościołach odbywa się jedno nabożeństwo w niedzielę: i nic poza tym.

Opowiadam tę historię, ponieważ w Polsce doskonale znamy obraz otwartych kościołów, regularnych Mszy świętych, różnorodności nabożeństw. Wciąż nie odczuwamy jeszcze braku kapłanów. Przez to wpadamy w „pułapkę przyzwyczajenia”. Uczestniczymy w życiu Kościoła, wierzymy, rozwijamy nasze życie duchowe. Jednak być może czasem nie zauważamy, jak ogromny skarb mamy – skarb polegający na wielu możliwościach spotkania się z Panem poprzez Eucharystię i sakramenty.

Akcja Dzieła Duchowej Adopcji Kapłanów propaguje ideę modlitwy za kapłanów. Niczym motto możemy więc powtarzać tutaj słowa: „Kapłani potrzebują naszej modlitwy, bo Kościół potrzebuje świętych kapłanów”. Jednak dla nas, jako ludzi wierzących, jeszcze jedna intencja powinna być bardzo, bardzo istotna. Chodzi mi o modlitwę w intencji nowych i świętych powołań do kapłaństwa.

Historie powołania są różne – prawdopodobnie każdy ksiądz mógłby opowiedzieć inną historię. Czasem dar powołania przyszedł „naturalnie” – bez fanfar i fajerwerków. Z drugiej strony – na pewno można też podać wiele przykładów, w których droga do kapłaństwa była pełna „przygód”: zakrętów, zwątpień, buntów i trudności. Pan Bóg zaprasza – jednak to po stronie człowieka leży odpowiedź na to zaproszenie. A człowiek ma wolną wolę – jego decyzja może być „na tak” lub „na nie”. Powołanie można przyjąć – postąpić tak jak apostołowie: zostawić wszystko i pójść za Chrystusem. Jednak można je także odrzucić i „zmarnować”.

Piękne wydają się tutaj słowa ks. Jana Kaczkowskiego, który w książce „Życie na pełnej petardzie”, odpowiadał na pytanie „Co to znaczy zmarnować powołanie?”. Padły wtedy następujące słowa:

To znaczy to samo co zmarnowanie wielkiej miłości. Marnujesz miłość, kiedy o nią nie dbasz. Marnujesz powołanie, kiedy się poddajesz i tracisz ideały, przestajesz nad sobą pracować i wymagać od siebie. Zmarnować, czyli też nie odkryć powołania. Czujesz, że coś cię w sercu drapie, ale ze względu na swoje lęki odkładasz ostateczną decyzję.

W kontekście powołania doskonale znana jest scena biblijna opisana w 9. Rozdziale Ewangelii św. Mateusza:

Tak Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski. Nauczał w tamtejszych synagogach, głosił Ewangelię królestwa i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości. A widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza. Wtedy rzekł do swych uczniów: «Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo». 

(Mt 9,35-38)

Współczesne „żniwo” również jest wielkie – wciąż potrzeba nam wielu kapłanów, którzy z oddaniem i gorliwością będą sprawowali sakramenty, głosili Słowo Boże, prowadzili nabożeństwa i spotkania. Bardzo, bardzo serdecznie zapraszamy Was do tego, aby objąć modlitwą kapłanów i zatroszczyć się o ich świętość. Jednak tym razem zachęcamy Was do tego, aby po raz kolejny uświadomić sobie, że „nikt nie rodzi się księdzem” – księdzem zostaje ten, kto odpowie na powołanie, czyli Boże wezwanie. Dlatego módlmy się, aby nigdy nie zabrakło powołanych i módlmy się, aby ci, których „coś zaczęło drapać w sercu”, znaleźli odwagę do podążania za tym głosem powołania i potrafili pozytywnie na nie odpowiedzieć.

Nie zapominajmy o powołanych!

Pomóż nam

Posted: 20 marca 2017 by Sandra Kwiecień in ddak, modlitwa
Tagi: ,

Pomóżcie nam.

Akcja duchowa ma to do siebie, że walczy się na frontach widzialnych i niewidzialnych. Czasem są to przeszkody materialne, czasem finansowe, a czasem – jak obecnie – duchowe.

Wierzymy, że modlitwa jest najsilniejszą możliwością naszego działania.

Dlatego prosimy Was rozpaczliwie o modlitwę w naszej intencji – zarówno poszczególnych członków, jak i naszego opiekuna oraz całej inicjatywy. Jesteśmy pod tym względem w ogromnej potrzebie.

Jeśli ktokolwiek z Was zna kogoś, kto ma przy okazji „miejsce” na dodatkową intencję – przekażcie naszą prośbę. To apel „wszystkie ręce na pokład”. Prosimy, by każdy do kogo dotrze ta prośba, odmówił choć krótką modlitwę za to Dzieło i jej członków. A jeśli jest taka możliwość – by przekazać tę intencję innym.

Potrzebujemy Bożego wsparcia. Ogromnego.

Pomóżcie.

Wielbisz?

Posted: 19 marca 2017 by Agnieszka Dankiewicz in przemyślenia
Tagi:

Dobra praca, sukcesy zawodowe, zadowolenie z powierzonych obowiązków. Talent, zdolności, rozległa wiedza – powodzenie w szkole lub na uczelni. Zdrowie i brak jakichkolwiek poważnych dolegliwości. Dostatek – poczucie, że można zaspokoić wszystkie podstawowe potrzeby. Szczęście życia rodzinnego – obecność i wsparcie bliskich. Możliwość zapewnienia rodzinie godnego życia. Grono sprawdzonych przyjaciół, życzliwość napotkanych ludzi, łatwość w nawiązywaniu kontaktów. Wiele wspaniałych przygód, podróże, niezapomniane chwile. Radości, małe lub duże sukcesy w życiu prywatnym (rodzinnym czy towarzyskim).

Zmartwienia dnia codziennego – mniejszego lub większego “kalibru”. Cierpienie, choroba, uciążliwe problemy zdrowotne. Długotrwały brak pracy lub jej nagła utrata. Brak możliwości uzyskania wymarzonego wykształcenia. Niewystarczające środki, aby zaspokajać swoje potrzeby i zapewnić byt rodzinie. Problemy rodzinne, konflikty, nieporozumienia, utrata bliskiej osoby. Brak przekonania o wsparciu ze strony najbliższych, trudność w nawiązywaniu kontaktów, poczucie osamotnienia. Monotonia, smutek, rozczarowania…

To zestawienie pokazuje dwa skrajne stany, które można byłoby określić z grubsza jako szczęście i nieszczęście.
Bóg ma wobec każdego z nas pewien plan – wspaniały, wyjątkowy plan. I każdego dnia zaprasza nas do przeżycia tej niezwykłej przygody, zapewniając nas nieustannie o Swojej obecności i działaniu. Każda chwila naszego życia to znak Jego wsparcia i tego Bożego działania.

Powyższe zdania o Bożym wsparciu, o Jego obecności i działaniu mogą się nam wydawać banalne – tak często słyszymy na Mszach lub nabożeństwach takie i inne, podobne zdania, wszystkie motywowane są niezbitym argumentem o Bożej miłości ku nam.

Po co więc po raz kolejny przypominać te zdania? Jaki ma to związek z poczuciem zadowolenia albo nieszczęścia? Otóż, odpowiedź jest wyjątkowo oczywista. W życiu spotykają nas różne chwile – te dwa skrajne stany, poczucie szczęścia i nieszczęścia, przeplatają się ze sobą. Ale! W każdej z tych chwil naszego życia jest obecny Bóg – nawet jeśli nie zawsze potrafimy Go dostrzec.

Obserwując ludzi i świat można odnieść wrażenie, że zauważenie Boga w trudnych chwilach jest proste. Mając poczucie niezadowolenia albo nawet nieszczęścia często przecież „uciekamy się” do Boga, prosząc go, aby zmienił daną sytuację. Czasem, kiedy jednak tak bardzo trudno zauważyć sens naszego cierpienia, może pojawić się inna forma „zauważenia Boga”, polegająca na „obwinianiu” Go za aktualny stan rzeczy. A przecież – nie można nam zapomnieć, że w naszym życiu każda chwila jest nie tylko pełna Bożej obecności, ale także jest pełna sensu. Zapytacie: jak to możliwe, żeby w cierpieniu i nieszczęściu był sens? Jan Paweł II mówił, że nie ma takiego zła, z którego Bóg nie wyprowadziłby wielokrotnie większego dobra. Toteż cierpienie w naszym życiu może mieć sens – być może ma ono pokazać nam nasze zachowanie czy reakcje w danych sytuacjach; może poprzez wszystkie nasze osobiste trudności mamy zbliżyć się do naszego Niebieskiego Ojca… Każda jedna historia jest inna. Jeśli napotykamy na trudności, Bóg przygotował dla nas także i dobro – na które czasem musimy cierpliwie poczekać. Jednak wniosek pozostaje niezmienny – łatwo przychodzi nam mówienie Bogu, jak bardzo nam ciężko.

Z drugiej strony, można odnieść wrażenie, że kiedy człowiek ma poczucie spełnienia i szczęścia, nie dostrzega Jego obecności. Wówczas człowiek cieszy się, ma dużo zapału do dalszego działania.

17 rozdział Ewangelii według św. Łukasza (Łk 17,11-29) przedstawia nam sytuację analogiczną do tej współczesnej. Jezus zmierza do Jerozolimy, przechodząc przez obszar Samarii i Galilei. Spotkał tam 10 trędowatych wołających do Niego z prośbą o litość i pomoc. Jezus nakazał im udać się do kapłanów – a oni poszli. Kiedy już grupa dziesięciu trędowatych była w drodze, jeden z nich zorientował się, że został uzdrowiony. Nietrudno było zauważyć ustąpienie trądu, ponieważ w tamtych czasach była to choroba nieleczona, w związku z czym dawała bardzo wyraźne objawy (w postaci plam na skórze przekształcających się z czasem w deformacje ciała lub nawet twarzy). Jak podaje Ewangelia – uzdrowiony człowiek zaczął się ogromnie radość i chwalić Boga. Co więcej – zamiast udać się w dalszą drogę do kapłanów, wrócił do Jezusa, „następnie upadł na twarz u stóp Jezusa i dziękował Mu” (Łk 17,15). Wrócił jeden, choć zostało uzdrowionych dziesięciu.


Choć w życiu spotykają nas różne okoliczności i wydarzenia, nie możemy zapomnieć, aby w każdej z nich szukać obecności Boga. Powinniśmy uciekać się do Niego, ufając, że On ma dla nas coś lepszego – nawet jeśli na razie nie mamy pojęcia, co to takiego. Podobnie jak dziewczynka, która ma oddać swojego misia Jezusowi – jest jej ciężko, bo jak czytamy na rysunku: to jej ULUBIONY miś, a nie jakiś jeden z wielu przypadkowych. Czasem więc trzeba przeżyć coś, co z ludzkiej perspektywy jest trudne. Czasem trzeba zrezygnować z czegoś, co po ludzku jest dla nas bardzo ważne. Jednak ufając Bogu na pewno się nie rozczarujemy – On wie co robi!

Dlatego nie zastanawiaj się, zaufaj! Oddaj Bogu swoje problemy, trudności i troski, ale nie zapominaj także o tych „radosnych powrotach” pełnych uwielbienia Boga za całe dobro, które od Niego pochodzi.

Jest jeszcze jeden biblijny obraz, który warto tu przywołać.
W Łukaszowej Ewangelii jest zdanie, które wszyscy doskonale znamy:
Wielbi dusza moja Pana,
i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy.
(Łk 1,46-47)
W tym jednym zdaniu kryje się naprawdę niezwykła postawa Maryi. Stało się przecież coś, czego zupełnie nie rozumiała. Oto dowiedziała się, że zostanie matką Syna Bożego – a to z jej ludzkiego punktu widzenia niemożliwe. Nie rozumiała tego, więc z pewnością była zaskoczona, przerażona i pełna wątpliwości. Mimo wszystko, zawierzyła i zaufała woli Bożej – a te niezwykłe i niezrozumiałe wydarzenia były dla niej wystarczającym powodem, żeby wypowiedzieć słowa uwielbienia dla Boga.

A Ty? Potrafisz wrócić do Jezusa i tak jak człowiek uzdrowiony z trądu podziękować? Dzielisz się z Nim swoją radością ze swoich sukcesów – wśród których przecież i On jest obecny? Potrafisz jak Maryja uwielbić Boga – pomimo niezrozumiałych i zaskakujących wydarzeń?

Jak często negocjujesz z kusicielem?

Posted: 17 marca 2017 by Agnieszka Dankiewicz in przemyślenia
Tagi:

Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz!

Zdanie przytoczone jako tytuł tego tekstu jest na pewno doskonale znane – pochodzi z Księgi Kapłańskiej (rozdział 19, werset 2). Są to słowa skierowane przez Boga do Mojżesza – słowa, które Mojżesz ma następnie przekazać Izraelitom.

Ten kolejny wielkopostny tekst jest w pewnym sensie kontynuacją tekstu o spowiedzi. Wielki Post pełen jest nawoływania do pokuty, pojednania. W tym okresie szczególnie dużo mówi się o grzechu, pokusach i pracy nad sobą. Wiele osób może uznać, że to dość nudne: cały czas to samo, ciągle te same hasła… Jednak ma to swój bardzo, bardzo głęboki sens – uświadomienie sobie tego, że jesteśmy grzeszni, że zdarza się nam upadać, jest ważne, ale najważniejsze jest to, co z tym zrobimy dalej.

A co możemy zrobić dalej z tą „perspektywą naszego grzechu”?

Pierwszą możliwością jest zatrzymanie się na tej „perspektywie grzechu”. Zatrzymujemy się, a więc żyjemy w ciągłym poczuciu winy – bo przecież jesteśmy słabi, bo przecież niedługo znów upadniemy. Nie wspominając już o kolejnych argumentach z serii: „przygotowuję się do spowiedzi, ale i tak często spowiadam się z tego samego”, „po co regularnie przygotowywać się do spowiedzi i przyjmować ten sakrament, skoro niedługo znów będzie to samo?”.

Jednak takie podejście to trwanie w przeszłości i „zamknięcie się” na przyszłość i na to, co jeszcze przed nami.

Dlatego też – trwając w wielkopostnych rozważaniach – chciałabym przypomnieć Wam drugą możliwość spojrzenia na grzech i pokusy. Druga możliwość jest dokładnym przeciwieństwem pierwszej: nie zatrzymuj się, ale działaj!

Nasze działanie w tej kwestii może polegać na obserwowaniu tego, co się w dzieje w nas – tak, abyśmy mogli poradzić sobie z naszymi myślami i zachowaniami, zanim jeszcze ulegniemy naszym słabościom.

Dobre zrozumienie tego, na co mamy zwracać uwagę i czemu się przyglądać to w zasadzie odpowiedź na pytanie: jak przychodzi do nas pokusa?

Możemy przypomnieć sobie tutaj biblijny opis kuszenia Ewy przez węża w 3 rozdziale Księgi Rodzaju – wszyscy go z pewnością doskonale znamy. Jest to również opis popełnienia pierwszego grzechu w historii świata stworzonego przez Boga – świata, w którym Bóg zaplanował doskonałą harmonię, porządek; świata, w którym grzech pojawił się ze względu decyzję człowieka.

W tej scenie z Pisma świętego na początku pojawia się wąż – kusiciel, którego dostrzega Ewa. Wąż symbolizuje możliwość popełnienia zła – samo jego pojawienie się jest pewnego rodzaju „sugestią”, aby zrobić coś zakazanego. Następnie następuje bardzo rozbudowany etap dialogu pomiędzy wężem a niewiastą. Ewa podejmuje tę rozmowę, a wąż na każdym etapie poddaje w wątpliwość jej wcześniejsze myślenie posługując się kłamstwem. Rozpoczyna się wahanie, a ze strony węża pada propozycja zjedzenia zakazanego owocu, a także zafałszowanie intencji w zakazie postawionym przez Boga [„Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło.” (Rdz 3,5)]. Na samym końcu – człowiek (w tym przypadku Ewa) podejmuje decyzję.

Współcześnie ten schemat jest bardzo podobny.

Najpierw dostrzegamy pojawienie się kusiciela. I oto staje przed nami możliwość popełnienia jakiegoś zła. Przykłady takiej sugestii można by mnożyć – choćby taki: człowiek, który zauważa niepilnowaną rzecz (załóżmy: kurtkę, która mu się podoba albo torebkę, w której może znajdować się portfel z pieniędzmi), dostrzega też możliwość, aby ją sobie przywłaszczyć. Inne przykłady to możliwość pojawienia się perspektywy oszustwa lub kłamstwa, na którym w dalszej perspektywie można zyskać jakieś osobiste korzyści (np. materialne). Najczęściej jednak możliwość ta pojawia się w sposób subtelny. To pierwszy „test” – jeśli człowiek nie dostrzeże tej możliwości, to nie będzie przywiązywał uwagi do tej pokusy. Jeśli jednak człowiek dostrzeże możliwość popełnienia zła, nadejdzie kolejny etap pokusy – rozmowa z kusicielem. Tu pojawiają się wątpliwości, rozważanie tej możliwości – i chociaż decyzja związana z popełnieniem grzechu nie jest jeszcze przesądzona, to jednak wraca do człowieka i w jakimś sensie nie daje mu ona spokoju. Dialog może przybierać na intensywności – zaczynają się coraz większe wątpliwości i coraz większe wahanie. Można powiedzieć o pewnego rodzaju „walce wewnętrznej” – ponieważ człowiek „przyzwyczaił się” do myśli o tej pokusie, przez możliwość przybiera ona coraz bardziej „realną” postać. Celem kusiciela jest zburzenie dotychczasowego systemu wartości i ich zakwestionowanie, które prowadzi do przyzwolenia na taką możliwość („bo może to nie takie złe, jak się wydaje”).

Jednak – jak długo człowiek się waha, wciąż jest nadzieja na pójście w dobrym kierunku. Dopiero ostatni etap to decyzja. To etap, kiedy człowiek świadomie i dobrowolnie decyduje się na zło – czyli ma miejsce grzech.

Oznacza to, że grzech to tak na dobrą sprawę nie impuls, któremu człowiek niepostrzeżenie ulega. To decyzja, która w gruncie rzeczy jest rozłożona w czasie i składa się z kilku etapów. Wahanie pomiędzy dobrem a złem trwa do końca – aż do momentu podjęcia przez człowieka ostatecznej decyzji o pójściu za „wężem” i pokusą.

Po lekturze tych dwóch akapitów można odnieść wrażenie, że „pokusa czai się wszędzie” i trzeba szukać jej wszędzie, aby w porę ją wyeliminować. Nic bardziej mylnego. Pisząc to wszystko chciałabym zachęcić Was do wielkopostnej (i nie tylko) czujności – ale rozsądnej. Tak, aby z jednej strony podjąć walkę w życiu duchowym, ale z drugiej strony – nie dać się zwariować tą perspektywą grzechu.

Zachęta do bycia czujnym i do podjęcia działania w kwestii pracy nad sobą ma jeden główny cel. Pokazanie, że za każdym razem do ostatniej chwili mamy wybór. I choć nie zawsze uda nam się uniknąć upadku i grzechu, to zawsze warto próbować, bo zawsze ten proces będzie się powtarzał – i wciąż od nowa będziemy mieli kolejną szansę, aby zmierzyć się z naszymi pokusami i podjąć ostateczną, dobrą decyzję.

Natomiast słowa Boga skierowane do Mojżesza to jasna i bardzo konkretna alternatywa dla pokusy – bo ilekroć pojawia się w naszym życiu „wąż”, który kusi nas do popełnienia zła, pada także propozycja Boga do wybrania tego co dobre: „Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz!”