Św. Jan Maria Vianney o kapłaństwie

Posted: 5 kwietnia 2018 by Agnieszka Dankiewicz in kapłani
Tagi:

W kolejnym tekście publikowanym w ramach naszego cyklu chcielibyśmy przedstawić Wam fragmenty kazań św. Jana Marii Vianneya o kapłaństwie. Niektóre są zdania są nam wszystkim doskonale znane – tak często pojawiają się przecież jako złote myśli, kiedy mowa o kapłaństwie. Jednak św. Jan Maria Vianney to bardzo szczególna postać – w kontekście sakramentu kapłaństwa, ale także dla Dzieła Duchowej Adopcji Kapłaństwa. Proboszcz z Ars jest wzorem niesamowitego kapłana, który z wyjątkową gorliwością walczył nie tylko o przyjęcie sakramentu kapłaństwa, ale także z ogromnym oddaniem posługiwał wśród swoich parafian. Dla nas, członków i uczestników DDAK, jest to także szczególna postać  – ze względu na to, że jest on patronem Dzieła! 🙂 Dlatego też bardzo serdecznie zapraszamy was do lektury kolejnego już tekstu o kapłaństwie.

Kapłan jest człowiekiem, który otrzymał od Boga wszystkie jego władze. »Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam« – rzekł Pan do pierwszych kapłanów (J 20,21). »Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!« (Mk 16, 15). »Kto was słucha, Mnie słucha, a kto wami gardzi, Mną gardzi« (Łk 10, 16).

Kiedy kapłan udziela wam rozgrzeszenia, nie mówi: »Bóg ci przebacza«, lecz »Ja odpuszczam tobie grzechy«. Podczas konsekracji nie mówi: »Oto Ciało Pana«, lecz mówi »Oto Ciało moje«. Gdyby nie było sakramentu kapłaństwa, nie mielibyśmy Pana wśród nas. Kto bowiem włożył Go do tabernakulum? Kapłan. Kto przyjął wasze dusze do Kościoła, kiedyście się narodzili? Kapłan. Kto karmi je, by miały siłę do ziemskiego pielgrzymowania? Kapłan. Kto przygotuje je, aby mogły stanąć przed Bogiem wykąpane we Krwi Jezusa Chrystusa? Kapłan. Zawsze kapłan. A kiedy dusza popadnie w grzech śmiertelny, kto ją wskrzesi do życia? Kto przywróci jej spokój sumienia? Tylko kapłan. Nie znajdziecie żadnego dobra, które pochodzi od Boga, żeby za nim nie stał kapłan.

Spróbujcie wyspowiadać się przed Matką Boską albo przed którymś z aniołów. Rozgrzeszą was? Nie. Czy mogą dać wam ciało i krew Pańską? Nie. Najświętsza Maryja Panna nie ma władzy sprowadzenia swego Syna do hostii. Choćby stanęło przed wami dwustu aniołów, nie mają oni władzy odpuszczenia wam grzechów. Jedynie kapłan ma władzę powiedzieć wam: »Idź w pokoju, przebaczam ci«. Kapłaństwo jest naprawdę czymś bardzo wielkim. Kapłan zrozumie siebie dobrze dopiero w niebie. Gdybyśmy rozumieli na ziemi, czym jest kapłaństwo, umarlibyśmy nie z przejęcia, lecz z miłości. Kapłan nie jest jednak kapłanem sam dla siebie. Sam sobie nie może udzielić rozgrzeszenia. Nie może sam sobie udzielić żadnego sakramentu. Kapłan nie żyje dla siebie, żyje dla was. Kiedy ktoś chce zniszczyć religię, najpierw atakuje kapłanów, gdyż tam, gdzie nie ma kapłana, nie ma już ofiary Mszy Świętej, nie ma kultu Bożego. Kapłaństwo jest umiłowaniem Serca Jezusa. Kiedy spotykacie kapłana, zawsze myślcie o Jezusie.

Wszystkie dobre uczynki razem wzięte nie są warte jednej Mszy Świętej, bo tamte są dziełami ludzkimi, a Msza jest dziełem Bożym. Na słowa kapłana Chrystus zstępuje z nieba i daje się zamknąć w małej hostii. Ojciec nieustannie patrzy z nieba na ołtarz: »To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie« (Mt 17, 5a). Wobec zasług tak wielkiej ofiary Ojciec nie może Synowi niczego odmówić. Gdybyśmy mieli wiarę, ujrzelibyśmy Boga w kapłanie, jak się widzi światło przez szybę, jak wino pomieszane z wodą. (…) Po konsekracji Bóg jest między nami obecny tak samo, jak jest obecny w niebie. Gdybyśmy zdawali sobie z tego w pełni sprawę, umarlibyśmy z miłości. Bóg jednak oszczędza nas i zakrywa przed nami tę tajemnicę z powodu naszej słabości.

Pewien kapłan zaczynał wątpić, że jego słowa rzeczywiście sprowadzają Chrystusa na ołtarz; w tej samej chwili hostia, którą trzymał w dłoniach, zaczęła ociekać krwią wsiąkającą w korporał. Gdyby nam ktoś powiedział, że o tej to godzinie jakiś zmarły ma powstać z grobu, zaraz byśmy tam pobiegli, żeby zobaczyć cud. A czyż konsekracja, podczas której chleb i wino stają się ciałem i krwią samego Boga, nie jest o wiele większym cudem niż wskrzeszenie umarłego? Potrzeba przynajmniej kwadransa, żeby dobrze przygotować się do przeżycia Mszy Świętej. W tym czasie trzeba głęboko uniżyć się przed Bogiem, na wzór głębokiego uniżenia, jakiego Chrystus dokonuje w sakramencie Eucharystii; trzeba zrobić rachunek sumienia, gdyż aby dobrze przeżyć Mszę Świętą, powinniśmy być w stanie łaski uświęcającej. Gdybyśmy znali cenę ofiary Mszy Świętej – albo raczej gdybyśmy mieli głębszą wiarę – uczestniczylibyśmy w niej z o wiele większą gorliwością.

Pamiętacie, dzieci, historię, którą wam opowiadałem – o tym, jak pewien święty kapłan modlił się za swojego przyjaciela, gdyż Bóg dał mu poznać, że przyjaciel jego przebywa w czyśćcu. Uznał więc, że najlepiej zrobi, ofiarując za jego duszę Mszę Świętą. Kiedy nadeszła chwila konsekracji, wziął hostię w dłonie i powiedział w duszy: »Wieczny i Święty Ojcze, zróbmy wymianę. Ty trzymasz duszę mojego przyjaciela w czyśćcu, a ja trzymam w dłoniach ciało Twojego Syna. Uwolnij mojego przyjaciela, a ja ofiaruję Ci Twojego Syna wraz ze wszystkimi zasługami Jego męki i śmierci«. I rzeczywiście: w chwili podniesienia ujrzał duszę swojego przyjaciela wstępującą do nieba w promieniach chwały. Kiedy chcemy o coś Boga poprosić, róbmy podobnie. Po Komunii świętej ofiarujmy Ojcu Jego umiłowanego Syna wraz ze wszystkimi zasługami Jego męki i śmierci, a Bóg nie będzie mógł nam niczego odmówić.

 

św. Jan Maria Vianney

Fragmenty pochodzą z książki „Zapiski z Ars” autorstwa ojca Alfreda Monnina SJ

Reklamy

Dział Powiadomień nieczynny

Posted: 29 marca 2018 by Sandra Kwiecień in ogłoszenie
Tagi:

W okresie świątecznym, tj. od 30 marca do 3 kwietnia włącznie, nie będą wysyłane powiadomienia do kapłanów. Można jak najbardziej wysyłać zgłoszenia, ale informacje o podjęciu modlitwy będą rozsyłane dopiero od środy, 4 kwietnia.

 

Nawrócić się

Posted: 25 marca 2018 by Magdalena Maraj in przemyślenia, święta
Tagi: ,

Wydaje nam się, że mamy czas. I przekornie mimo, że świat pędzi coraz szybciej robimy wszystko by mieć, posiadać. Czasem zatracając w tym swoje być. Czas jest pojęciem względnym. Nasze życie umiejscowione jest w pewnym miejscu i czasie. Wielki Post ma nam przypomnieć, że nie mamy czasu.

Nie mamy czasu na to, by go zmarnować, by go stracić, by przeżyć życie nie patrząc na Boga i innych ludzi, w których On żyje – na to nie mamy czasu. I choć Bóg widzi inaczej, bo w niebie czas nie istnieje, my jesteśmy nim ograniczeni. Kiedyś umrzemy. Kiedy? To zostawiamy Bożej mądrości. Święta Paschalne napawają nas jednak nadzieją, że śmierć nie jest końcem, że śmierć Jezusa otworzyła nam bramy nieba i jest tam dla nas miejsce.

Wielki Post powinien być czasem zatrzymania i zamyślenia nad swoim życiem. Jak go wykorzystaliśmy? Każdy to oceni we własnym sumieniu, jednak jeśli coś wciąż jest nie tak to mamy jeszcze czas, jeszcze kilka dni. Nie wiemy kiedy przyjdzie nam spotkać się z Bogiem, jest to jednak pewne, że taki czas nadejdzie. Zwróćmy się w stronę Pana Boga, bo Jemu na nas bardzo zależy.

Dzisiejsza niedziela – Palmowa jest ostatnią niedzielą Wielkiego Postu, otwiera ona Wielki Tydzień. Za kilka dni będziemy przeżywać święta paschalne, będziemy cieszyć się ze Zmartwychwstania Pana Jezusa. Dziś jednak Kościół daje nam kolejną niedziele i stawia przed naszymi oczami Jezusa, który wjeżdża do Jerozolimy witany przez tłumy. Za kilka dni to właśnie tłum skaże Go na śmierć i mękę.

W Niedziele Palmową tradycyjnie już święcimy palmy. Jest to pamiątka wjazdu Jezusa do Jerozolimy gdy tłum obwołując Go Królem ścielił przed  Nim gałązki. Jest to także nasze wyznanie wiary i decyzja pójścia za Chrystusem. Obwołując Chrystusa Królem chcemy przejść z Nim przez krzyż aż do zmartwychwstania. W tą niedziele kapłan nie ubiera fioletowych szat tylko czerwone, a cała liturgia przypomina nam, że Jezus jest Królem. Męka i śmierć nie odbiera Mu godności królewskiej, ale tym bardziej ją podkreśla. Bóg jest bowiem Bogiem nie z tego świata, a Jego królestwo jest o wiele większe i potężniejsze niż królestwa ziemskie.

Od Wielkiego Poniedziałku do Wielkiej Środy włącznie Pan Jezus dzień spędzał w Jerozolimie i nauczał w świątyni, a na noc udawał się do odległej o ok. 3 km Betanii, aby tam przenocować. Zapewne gościny Jemu i Jego uczniom udzielał Łazarz w swoim domu – z wdzięczności za niedawne wskrzeszenie go z grobu

W Wielki Poniedziałek w drodze do Jerozolimy Chrystus uczynił uschłym figowe drzewo za to, że nie znalazł na nim owocu, a tylko same liście (Mt 21, 18-19; Mk 11, 12-14). Kiedy wszedł na plac świątyni i zobaczył tam kupców z towarami i bydłem, wypędził ich stamtąd (Mt 21, 12-13; Mk 11, 15-19; Łk 19, 45-48).

W Wielki Wtorek Pan Jezus prowadził najgwałtowniejsze polemiki ze starszyzną żydowską, które zakończył wielokrotnym „biada”, rzuconym na swoich zatwardziałych wrogów (Mt 21, 20 – 23, 39; Mk 11, 27-32. 41; Łk 20, 9 – 21, 1). W wielkiej też mowie eschatologicznej zapowiada całkowite zniszczenie Jerozolimy oraz koniec świata, jaki zamknie dzieje ludzkości (Mt 24, 1-41; Mk 13, 1-33; Łk 21, 5-34). Zapowie także powtórne swoje przyjście na ziemię w chwale (Mt 25, 31-46). W przypowieści o roztropnym słudze, o mądrych i głupich pannach i o talentach będzie nawoływał do czujności (Mt 24, 42-55. 30; Mk 13, 33-37; Łk 21, 34-36).

Wielka Środa ma bezpośredni już kontakt z wydarzeniami Wielkiego Czwartku i Piątku. Sanhedryn na tajnej naradzie postanawia za wszelką cenę zgładzić Jezusa. Judasz ofiaruje Wielkiej Radzie Żydowskiej swoją pomoc za srebrniki, przyrzekając śledzić Chrystusa, a gdy będzie sam – zawiadomi o tym Sanhedryn (Mt 26, 1-16; Mk 14, 1-11; Łk 22, 1-6), aby Go można było pojmać (http://brewiarz.pl).