Posts Tagged ‘modlitwa’

Pomóż nam

Posted: 20 Marzec 2017 by Sandra Kwiecień in ddak, modlitwa
Tags: ,

Pomóżcie nam.

Akcja duchowa ma to do siebie, że walczy się na frontach widzialnych i niewidzialnych. Czasem są to przeszkody materialne, czasem finansowe, a czasem – jak obecnie – duchowe.

Wierzymy, że modlitwa jest najsilniejszą możliwością naszego działania.

Dlatego prosimy Was rozpaczliwie o modlitwę w naszej intencji – zarówno poszczególnych członków, jak i naszego opiekuna oraz całej inicjatywy. Jesteśmy pod tym względem w ogromnej potrzebie.

Jeśli ktokolwiek z Was zna kogoś, kto ma przy okazji „miejsce” na dodatkową intencję – przekażcie naszą prośbę. To apel „wszystkie ręce na pokład”. Prosimy, by każdy do kogo dotrze ta prośba, odmówił choć krótką modlitwę za to Dzieło i jej członków. A jeśli jest taka możliwość – by przekazać tę intencję innym.

Potrzebujemy Bożego wsparcia. Ogromnego.

Pomóżcie.

Czy są wśród nas święci kapłani?

Posted: 25 Październik 2016 by Magdalena Maraj in kapłani, modlitwa, przemyślenia
Tags: , ,

Chcielibyśmy spotkać w naszym życiu wyjątkowego kapłana. Takiego, który przyciągnąłby nas do Boga, pokazał drogę, sprawił, że Jezus stałby się nam bliższy, że zakochalibyśmy się w Bogu. Takiego kapłana, do którego zawsze moglibyśmy przyjść, porozmawiać, poczuć się zrozumianym czy potrzebnym. Kapłana – Ojca. Może czasem wymagającego, ale uśmiechniętego; takiego, który podtrzyma nas, gdy będziemy upadać.

Wymagamy wiele od kapłanów. Patrzymy na świętych kaznodziei czy spowiedników: św. Jana Marię Vianneya, który jest patronem proboszczów, który swoją pokorą, posługą w konfesjonale, cierpliwością i służbą nawrócił wiele ludzkich serc. Św. Jana Bosko, który swoje życie poświęcił na pracę z dziećmi i młodzieżą, bł. Władysława Findysza i innych męczenników, który oddali życie za wiarę, św. Maksymiliana Marię Kolbego, św. Józefa Sebastiana Pelczara i wielu, wielu innych świętych kapłanów. Każdy z nich daje nam konkretne wskazówki jak zostać świętym, ale są oni także szczególnymi wzorami dla kapłanów. Czy możliwe jest, żeby dziś spotkać takiego kapłana? Żebyśmy spotkali człowieka, który choć trochę przypominałby któregoś ze świętych?kaplan

Kiedyś myślałam, że to nie możliwe. Bardzo długo modliłam się o kapłana, który prowadziłby mnie do Boga, a jednocześnie byłby dla mnie takim prawdziwym ojcem duchowym. Czasem mamy wysokie wymagania wobec innych, nie dostrzegamy, że obok nas stoją ludzie, którzy mimo własnych trudności i kłopotów pomagają innym by razem dojść do nieba.

Nie ma ludzi idealnych, jednak pośród nas żyją święci, także święci kapłani. Zawsze zachwycał mnie dar kapłaństwa. Ludzki umysł nie może pojąć jak człowiek może słowem sprowadzić na ołtarz Boga z samego nieba, jak Bóg w konfesjonale zasłania się tylko człowiekiem. Że przez kapłana rozgrzesza, karmi ludzi… to niezwykłe.

Anioł jest przyjacielem Boga, lecz kapłan Go zastępuje J. M. Vianney

Czy istnieją więc dziś święci kapłani? Tak. Pewnie każdy z nas spotkał choć jednego takiego kapłana na swojej drodze życia. Spotkać człowieka,  który tak naprawdę będzie dla nas przewodnikiem, wzorem czy autorytetem to dar. Pan Bóg stawia nam na drodze różnych ludzi, jednak spowiednik czy kierownik jest wyjątkowym darem. To człowiek, któremu możemy zaufać bez obawy. Czasem takiego kapłana szuka się latami. Jednak warto modlić się i prosić o to by na naszej drodze stanął taki święty kapłan.

Nie możemy też zapominać, że każdy kapłan jest tylko człowiekiem. Trzeba nam dziś wiele modlitwy za kapłanów, może szczególnie o to, by byli święci, by byli dla nas wzorami i przewodnikami po drogach życia, by prowadzili nas do nieba.

Panie Jezu, Pasterzu i przewodniku, Królu wszystkich powołanych do szczególnej służby w Kościele obdarz naszych kapłanów łaską świętości, daj im czyste, szczere serca chcące pomagać i służyć innym. Tak, byśmy wszyscy doszli do nieba.

 

O różańcu

Posted: 17 Październik 2016 by Sandra Kwiecień in modlitwa, religia
Tags: ,

92434_rozaniec_krzyz_medalion

Uczyć się Chrystusa od Maryi

Maryja jest niedoścignionym wzorem kontemplacji Chrystusa. Oblicze Syna należy do Niej ze szczególnego tytułu. To w jej łonie ukształtowało się, biorąc od Niej również ludzkie podobieństwo, które wskazuje na jeszcze większą z pewnością bliskość duchową. Nikt nie oddawał się równie pilnie kontemplowaniu Chrystusowego oblicza, jak Maryja. Oczy Jej Serca skupiły się w jakiś sposób na Nim już w chwili Zwiastowania, gdy Go poczęła za sprawą Ducha Świętego; w następnych miesiącach zaczęła odczuwać Jego obecność i domyślać się Jego rysów. Kiedy wreszcie wydała Go na świat w Betlejem, również Jej oczy cielesne spoglądały czule na oblicze Syna, którego „owinęła w pieluszki i położyła w żłobie” (Łk 2, 7).

Odtąd Jej spojrzenie, zawsze pełne adorującego zadziwienia, już nigdy się od Niego nie odwróci. Czasem będzie spojrzeniem pytającym, jak po Jego zaginięciu w świątyni: „Synu, czemuś nam to uczynił?” (Łk 2, 48); będzie to zarazem zawsze spojrzenie przenikliwe, zdolne do czytania w głębi duszy Jezusa, aż do pojmowania Jego ukrytych uczuć i odgadywania Jego decyzji, tak jak w Kanie. Kiedy indziej będzie spojrzeniem pełnym bólu, zwłaszcza pod krzyżem, gdzie będzie to jeszcze w pewnym sensie spojrzenie ‚rodzącej’, skoro Maryja nie ograniczy się tylko do współudziału w męce i śmierci Jednorodzonego, ale przyjmie nowego syna powierzonego Jej w osobie umiłowanego ucznia. W wielkanocny poranek będzie to spojrzenie rozpromienione radością Zmartwychwstania, a wreszcie w dniu Pięćdziesiątnicy spojrzenie rozpalone wylaniem Ducha.

Maryja żyje z oczyma zwróconymi na Chrystusa i skarbi sobie każde Jego słowo: „Zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” (Łk 2, 19). Wspomnienia o Jezusie, wyryte w Jej duszy, towarzyszyły Jej w każdej okoliczności, sprawiając, że powracała myślą do różnych chwil swego życia obok Syna. To te wspomnienia stanowiły niejako ‚różaniec’, który Ona sama nieustannie odmawiała w dniach swego ziemskiego życia.

Maryja stale przypomina wiernym ‚tajemnice’ swego Syna, pragnąc, by je kontemplowano, i by dzięki temu mogły wydać z siebie całą swą zbawczą moc. Odmawiając różaniec, wspólnota chrześcijańska wnika w spojrzenie Maryi i żyje jej wspomnieniami. Różaniec, właśnie wychodząc z doświadczenia Maryi, jest modlitwą wyraźnie kontemplacyjną.

Wiele oznak wskazuje, jak bardzo Najświętsza Maryja Panna, której umierający Odkupiciel powierzył w osobie umiłowanego ucznia wszystkie dzieci Kościoła, chce również dzisiaj, właśnie przez tę modlitwę, dać wyraz swej macierzyńskiej trosce. W dziewiętnastym i dwudziestym stuleciu Matka Chrystusowa w różnorakich okolicznościach dawała odczuć w jakiś sposób swoją obecność i usłyszeć swój głos, by zachęcić Lud Boży do tej formy modlitwy kontemplacyjnej.

Chrystus jest Nauczycielem w całym tego słowa znaczeniu, jest objawiającym i samym Objawieniem. Nie chodzi jedynie o nauczenie się tego, co głosił, ale o ‚nauczenie się Jego samego’. Jakaż nauczycielka byłaby w tym bieglejsza niż Maryja? Jeśli ze strony Boga to Duch Święty jest wewnętrznym Nauczycielem, który prowadzi nas do pełnej prawdy o Chrystusie, wśród istot stworzonych nikt lepiej od Niej nie zna Chrystusa; nikt nie może, tak jak Matka, wprowadzić nas w głęboką znajomość Jego misterium.

Pierwszy ze ‚znaków’, jakie uczynił Jezus – przemienienie wody w wino na weselu w Kanie – ukazuje nam Maryję właśnie w roli Nauczycielki, gdy zachęca sługi do wykonania poleceń Chrystusa. Możemy sobie wyobrazić, że taką rolę spełniała Ona wobec uczniów po wniebowstąpieniu Jezusa, gdy pozostała z nimi oczekując na Ducha Świętego i umacniała ich w pierwszej misji. Przechodzić z Maryją przez sceny różańca to jakby być w ‚szkole’ Maryi, by czytać Chrystusa, by wnikać w Jego tajemnice, by zrozumieć Jego przesłanie.

Szkoła Maryi okazuje się tym skuteczniejsza, jeśli pomyśleć, że prowadzi ją Ta, która uzyskuje dla nas w obfitości dary Ducha Świętego, a zarazem daje nam przykład owej „pielgrzymki wiary”, w której jest niezrównaną Mistrzynią. Wobec każdej tajemnicy swego Syna zachęca nas Ona, jak to było przy zwiastowaniu, do zadawania z pokorą pytań, które otwierają na światło, by na koniec okazać zawsze posłuszeństwo wiary: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa” (Łk 1,38).

Istotnym znamieniem duchowości chrześcijańskiej jest wysiłek ucznia, by upodabniać się coraz bardziej do swego Mistrza.  Na duchowej drodze różańca, opartej na nieustannym kontemplowaniu – razem z Maryją – Chrystusowego oblicza, ten wymagający ideał upodabniania się do Niego jest osiągany przez obcowanie, które moglibyśmy nazwać „przyjacielskim”. Wprowadza nas ono w naturalny sposób w życie Chrystusa i pozwala nam jakby « oddychać » Jego uczuciami. W związku z tym bł. Bartłomiej Longo stwierdza: „Jak dwóch przyjaciół, którzy często razem przestają, zazwyczaj upodabnia się również w obyczajach, tak też my, prowadząc serdeczne rozmowy z Jezusem i Maryją przez medytowanie tajemnic różańca i rozwijając razem to samo życie przez komunię, możemy, na ile byłaby do tego zdolna nasza małość, stać się do Nich podobni i nauczyć się od tych najwyższych przykładów życia pokornego, ubogiego, ukrytego, cierpliwego i doskonałego”.

Różaniec przenosi nas mistycznie, byśmy stanęli u boku Maryi, troszczącej się o ludzkie wzrastanie Chrystusa w domu w Nazarecie. Pozwala Jej to wychowywać nas i kształtować z tą samą pieczołowitością, dopóki Chrystus w pełni się w nas nie „ukształtuje”. To działanie Maryi, oparte całkowicie na działaniu Chrystusa i zupełnie Mu podporządkowane, „nie przeszkadza w żaden sposób bezpośredniej łączności wiernych z Chrystusem, ale ją umacnia”.

Chrystus polecił nam zwracać się do Boga wytrwale i ufnie, byśmy zostali wysłuchani: „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam” (Mt 7,7). Podstawą tej skuteczności modlitwy jest dobroć Ojca, ale również pośrednictwo u Niego ze strony samego Chrystusa i działanie Ducha Świętego, który „przyczynia się za nami” zgodnie z wolą Bożą (por. Rz 8,26-27). Modlitwę, którą Chrystus i Duch Święty wzbudzają w naszym sercu, Maryja wspiera swym matczynym wstawiennictwem. Na weselu w Kanie Galilejskiej Ewangelia przedstawia właśnie skuteczność wstawiennictwa Maryi, która występuje wobec Jezusa jako rzeczniczka ludzkich potrzeb: „Nie mają już wina”(J 2,3).

Ja sam również nie pomijałem okazji, by zachęcać do częstego odmawiania różańca. Od mych lat młodzieńczych modlitwa ta miała ważne miejsce w moim życiu duchowym. Różaniec towarzyszył mi w chwilach radości i doświadczenia. Zawierzyłem mu wiele trosk. Dzięki niemu zawsze doznawałem otuchy. Oto bowiem na kanwie słów Pozdrowienia Anielskiego przesuwają się przed oczyma naszej duszy główne momenty z życia Jezusa Chrystusa. Równocześnie zaś w te same dziesiątki różańca serce nasze może wprowadzić wszystkie sprawy, które składają się na życie człowieka, rodziny, narodu, Kościoła, ludzkości. Sprawy osobiste, sprawy naszych bliźnich, zwłaszcza tych, którzy nam są najbliżsi, tych, o których najbardziej się troszczymy. W ten sposób ta prosta modlitwa różańcowa pulsuje niejako życiem ludzkim.

List apostolski „Rosarium Virginis Mariae”, papież Jan Paweł II, 16 października 2002

Widział upadek Kościoła… i nie odszedł

Posted: 4 Październik 2016 by Sandra Kwiecień in modlitwa, patron, przemyślenia
Tags: , ,

giotto_01Dziś wspominamy św. Franciszka z Asyżu. To obok św. Jana Marii Vianneya, druga najważniejsza postać dla DDAK, gdyż to właśnie duchowość franciszkańska przyświeca działaniom członków akcji. Członków zarówno tych po jednej stronie (działających organizacyjnie), jak i po drugiej stronie (przyłączających się do wspólnej modlitwy).

Co jest TĄ franciszkańską cechą?

Nie mówimy przecież o Franciszku jako patronie ekologii. Mówimy o Franciszku jako reformatorze Kościoła, który będąc świadom niedoskonałości Kościoła, jego upadków i ciemnych stron, nie odszedł, nie zbuntował się i nie porzucił wspólnoty, do której należał. A przecież mógł – to właśnie na jego czasy przypadają ruchy heretyckie, np. waldensów. Widząc tę słabość, zaczął budować Kościół – nie na nowo, nie według swojego zamysłu. Zaczął budować Kościół w sobie. Jeżeli bowiem w sercu, w duszy i umyśle nie mamy Boga za Ojca i Kościoła za Matkę, to Królestwo Boże nie ma szans zaistnieć w naszym życiu i na świecie. Ale przez Kościół nie miał na myśli instytucji. Miał na myśli dzieło Jezusa Chrystusa, które w świecie przy okazji oblekło się w ramy organizacji – bo niestety musiało.odb5

Przełom XII i XIII wieku to były nieprzyjemne czasy. Kościoł przeżywał trudności, wśród ludu kwitły herezje i wystąpienia, zaczęły się wyprawy krzyżowe. Mimo to, św. Franciszek podjął trud wspierania Kościoła. Bez osądzania, bez krytyki, bez wystąpień jako nowy przewodnik, który „wie lepiej”, „zna się lepiej”. Pokornie poszedł do Watykanu. A że Duch Święty był z nim, został wysłuchany. I rozpoczął coś, co do dziś stanowi dla nas niedościgniony wzór wierności bezgranicznej, nawet mimo przeciwności. Jeszcze za jego życia bracia ze zgromadzenia między sobą zaczęli toczyć spory, dzielić się, oddalać od swojego duchowego ojca. Ale Franciszek pozostał wierny do końca. Nawet mimo tego, że przez wielu poczuł się niezrozumiany i opuszczony.

A że słusznie pojął, że od Kościoła nie należy odejść, lecz w nim pozostać i o niego walczyć, dowodzi fakt, że był pierwszym spośród tych, którzy tak bardzo zbliżyli się do Chrystusa, że na jego ciele zostały widoczne tego znaki – stygmaty. Dlatego wierzę w wierność. W wytrwałość mimo dziesiątek i setek upadków po drodze. W cichą, wytrwałą modlitwę, świadomość grzechów w Kościele, nie przymykania na nich oczu, ale walkę z nimi – jednak walkę o dobro poprzez dobro. Ilu walczyło o dobrą rzecz złymi środkami? Cel nie uświęca środków. Niezgoda i zła walka niejednych wyprowadziła z Kościoła. Walka modlitwą, wiarą, zaufaniem w Ducha Świętego przynosi owoc. O ile walczymy dla Boga, a nie dla siebie i swoich racji, które mogą być słuszne, ale jak długo pozostają nasze, to nie są Boże. I nie doprowadzą do dobra.

Msza Święta w intencji darczyńców

Posted: 7 Maj 2016 by Sandra Kwiecień in ddak, modlitwa
Tags: ,

Mam bardzo długą listę osób, które pomagały nam na przestrzeni niemal sześciu lat istnienia tej akcji. Jest wiele osób, których nie potrafię namierzyć. Takie, które przelewają nam jakieś pieniążki, ale nie pamiętam ich adresu mailowego i nie potrafię jakoś do nich napisać i powiedzieć: dziękuję. Albo tacy, którzy wysyłają znaczki, ale czasem zapomnę napisać maila, albo myślę, że napisałam, ale jednak nie wysłałam, bo gdzieś to się zgubiło w natłoku innych spraw. Z samego DDAK mam ponad 40 000 wiadomości i można czasem poczuć, że szuka się igły w stogu siana.

Pamiętam pierwszą osobę, która finansowo pomogła akcji.  To był kwiecień, 2011 rok. Pani Elżbieta zwróciła uwagę na napis „wyślę Karty – gdy na nie zarobię”. Nie prosiłam o pieniądze, bo nie chciałam, by ktoś pomyślał, że je wyłudzam – do tej pory prosiłam tylko o znaczki. Podałam jej adres i… przyjechała do mnie do domu. Dała wówczas akcji dużą dla mnie kwotę. Nigdy nie zapomnę wrażenia, jakie na mnie zrobiła. Okazała tyle zaufania, otwartości, poświecenia. Jeśli to Pani czyta, chciałabym, żeby Pani wiedziała, że pamiętam i często wracam myślami do tego momentu.

Wszystkich, na przestrzeni lat, spisywałam do osobnego zeszytu. Pomyślałam, że nie wpiszę tego do dokumentu na komputerze. Wezmę pióro i zapiszę na kartce, utrwalając sobie w głowie Wasze imiona i nazwiska. Czasem tylko imiona, bo nic więcej nie miałam. To trochę sentymentalne i może śmieszne, ale dla mnie w ten sposób miało to większa wartość. Internet i komputer często sprawiają, że ludzie i ich sprawy stają się dla nas mniej istotne. Wszystko jest spłaszczone, bo nie widzimy drugiej osoby i jej reakcji. I dlatego chciałam to spisać własną ręką.

Wszystkich.

I tych, którzy ofiarowują pieniądze, i tych, którzy przysłali znaczki. I tych, co ulotki rozsyłają, plakaty, bo ich pomoc to także dar. I tych, którzy nam te plakaty podarowali. I tych, z którymi się spotkałam, by porozmawiać – czy z gazety, czy po prostu prywatnie. I tych co się modlą i tak nam pomagają. I tych, do których pojechałam i do tych, do których miałam pojechać, ale mnie po drodze omal coś nie rozjechało 🙂

Czasem brak tego kontaktu, wiadomości zwrotnej. I dlatego, zaniosę tę swoją bardzo długą listę, a ona zostanie odczytana podczas Mszy świętej w Waszej intencji, która odbędzie się 15 maja. Wszystkich obejmiemy modlitwą, znanych i nieznanych, którzy kiedykolwiek, w jakikolwiek sposób, nam pomogli. Ponieważ nie wszystkim może się to podobać, zostaną przeczytane tylko imiona. Lista jest długa. A ludzie niech stoją. A im dłużej, tym lepiej.  Wasza ofiara coś Was kosztowała, z czegoś zrezygnowaliście, by nam pomóc. To my postoimy. Długo. Bo Wasze serca nie znały pojęcia chciwości, a każde kolejne imię będzie pokazywać, że świat wcale nie jest taki straszny i zły, jak to nam czasem pokazują. Iluż jest przecież ludzi dobrej woli! I ta lista jest tego dowodem.

Msza święta będzie także w intencji moich współpracowników.

Ciągle ich o coś proszę, a oni cierpliwie wypełniają swoje obowiązki, nie oczekując niczego, nawet „dziękuję”. Wyobrażacie to sobie? Jest im miło, gdy się im okaże wdzięczność, ale bez niej i tak pracują. To wręcz heroiczna postawa, do której ja nie jestem zdolna. Chciałabym, żeby ktoś mnie czasem pocieszył, gdy dostaje nieprzyjemne maile/ wiadomości/ komentarze, albo proszę o cierpliwość i zrozumienie. A jacy są inni członkowie tej akcji? Nieskończenie lepsi ode mnie. Ci ludzie nie chcą ode mnie niczego, nie mają nawet pretensji, bo wiedzą, że wszystko zależy od Pana Boga, wiec nawet jeśli ja coś zawalę, okazują nieskończone zrozumienie. A mają tyle własnych problemów i zmartwień… Tak dużo obowiązków. Czasem zdarzały się nieporozumienia, napięcia – ale to wszystko przetrwaliśmy. Służymy bowiem czemuś większemu niż my sami. I to nie jest jakaś bzdurna idea, bo mamy styczność z prawdziwym życiem, realiami kapłanów i osób modlących się w ich intencji. W świecie, gdzie panuje znieczulica – obchodzi nas to. I co najpiękniejsze – przede wszystkim Was.

Pamiętam o członkach nie tylko tych, którzy są, ale także o tych, którzy byli z nami – tygodnie, miesiące lub nawet lata. I nie tylko o tych gwiazdach najlepszych artykułów, ale także o tych mniejszych lub tych, którzy pracowali tu na początku i niewielu ich już pamięta. Ja tak. A nawet jak ja zapomnę, to Pan Bóg nigdy.

Pamiętam o wszystkich. A jeśli kogoś nie mam na liście i go pominęłam, to Bóg pamięta. On wszystko uzupełni.

Dziękuję.

Modlitwa za kapłana

Posted: 11 Sierpień 2015 by Sandra Kwiecień in modlitwa
Tags:

Swiecenia1

Poniżej uroczy wiersz pani Marii Młynarczyk z Wałbrzycha, która nadesłała do nas ten tekst 🙂

MODLITWA ZA KAPŁANA

Chwila bezcenna, chwila ofiarowana,

Wtedy gdy modlisz się za kapłana.

Twoja modlitwa cenną się stanie,

Umocni, wesprze to powołanie.

Wielką sprawą jest powołanie,

Odpowiedzieć „TAK” na Boże wołanie.

Wybrać służbę dla Boga i ludzi

I całe życie przejść w wielkim trudzie.

Odpowiedzialność wziąć na ramiona.

Pozyskać ludzi przez swoje słowa.

Jednać ich z Bogiem, karmić Ciałem Chrystusa,

A co na to powie nasza dusza ?

Modlitwą objąć kapłana trzeba,

Prosić o łaski dla niego z nieba.

Niech Bóg pomaga w tym powołaniu,

Duch Święty wspiera w każdym zadaniu.

A Matka Boża niechaj go chroni,

Od złego ducha zawsze obroni.

Znajdź chwilę wolną, porę dogodną,

Odmów modlitwę jakąś dowolna.

Twoja modlitwa ofiarowana,

Niech będzie przez Boga wysłuchana.