Posts Tagged ‘podróże’

Jedni drugich brzemiona noście

Posted: 8 lipca 2012 by Sandra Kwiecień in ddak, wieści z targu
Tagi: , , , , , ,

Tydzień ten był wyjątkowo obfity w wydarzenia. Odbywały się bowiem Dni Skupienia, przeznaczone dla członków DDAK, DDASZ i DDABZ oraz trwają bezpośrednie przygotowania do XIX Spotkania Młodych w Wołczynie.

Poniedziałek rozpoczął się od wyjazdu do Kluczborka, gdzie w parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa, miały mieć miejsce pierwsze wspólne dla wszystkich Dzieł rekolekcje. Prowadził je duchowy opiekun DDASZ – ks. Andrzej Demitrów. W samej parafii przyjęto nas z otwartymi ramionami i zapewniono nam wszystko, co potrzebne: posiłki, nocleg, dostęp do domu katechetycznego (gdzie odbywały się modlitwy i konferencje).

Ks. Andrzej podczas tych kilku dni, razem z nami pochylił się nad czterema fragmentami Ewangelii Marka: powołaniem pierwszych uczniów, wyznaniem Piotra, nad całym rozdziałem 14 (zapowiedź zdrady i ustanowienie Eucharystii) oraz rozdziałem 16 (kobiety u grobu, zmartwychwstanie, mandat misyjny) – odwołując te sytuacje do kapłanów i sakramentu kapłaństwa oraz posługi członków w Dziełach adopcji. Wszystko to przeplatane było bardzo częstą i intensywną modlitwą, rozważaniami przed Najświętszym Sakramentem oraz dzieleniem się swoimi przemyśleniami, rozterkami i pomysłami. Ks. Andrzej powiedział wiele ważnych słów, przedstawił nam kilka własnych pomysłów, lecz szczególne wrażenie wywarł na mnie zacytowany przez niego fragment listu do Galatów, który uderzył mnie całą mocą świadomości, co zdanie to oznacza: „Jedni drugich brzemiona noście”. Nim rekolekcje się skończyły, już pojawiły się pierwsze owoce i znaki Bożego błogosławieństwa. Przyznać muszę, że były to jedne z najbardziej przełomowych dni w moim życiu, a przecież minęło zaledwie kilka dni od zakończenia Dni Skupienia i pełnia owoców dopiero się objawi!

Wyjazd do Wołczyna, z ulotkami i plakatami, można zaliczyć do wyjątkowo udanych. Brat Marcin Grec ponownie wyraził zgodę na oplakatowanie terenu parafii i pozwolił na umieszczenie ulotek w rozdawanych uczestnikom notatnikach. Brat Artur Borkowski podziękował za roczną współpracę i wyraził chęć pozostania stałym opiekunem duchowym Dzieła! Lepiej być naprawdę nie mogło 🙂

W tym podsumowaniu chciałabym szczególnie podziękować następującym osobom:

ks. Hubertowi Czernia – proboszczowi parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Kluczborku, za umożliwienie zorganizowania rekolekcji, udostępnienie pomieszczeń domu katechetycznego, serdeczność, gościnność i zapewnienie naprawdę komfortowych warunków do przeprowadzenia Dni Skupienia

ks. Andrzejowi Demitrowi – za przyjazd, doskonałe przygotowanie do rekolekcji, dzielenie się własnymi przemyśleniami i pomysłami oraz okazaną cierpliwość, zrozumienie i prawdziwie wielkie serce

br. Marcinowi Grecowi OFMCap – za umożliwienie rozpropagowania akcji podczas XIX Spotkania Młodych w Wołczynie, co jest – i z czego zdaję sobie w pełni sprawę – bardzo wielkim aktem pomocy i wyjątkową ugodowością

br. Arturowi Borkowskiemu OFMCap – za podjęcie się szaleńczej misji zostania stałym opiekunem duchowym akcji

Joannie Hadzik – za podjętą inicjatywę oraz działania organizacyjne, dzięki którym rekolekcje się odbyły

——————————————————————————-

zdjęcia pochodzą ze strony parafii NSPJ w Kluczborku 

Wołczyn 2011

Posted: 17 lipca 2011 by Sandra Kwiecień in akcje, ddak
Tagi: , , , , , ,

W tym roku na Spotkanie Młodych w Wołczynie dotarłam bez przeszkód. Moja podróż trwała niecałe 3 godziny, pociąg się nie zepsuł, nikt mnie po drodze nie porwał… innymi słowy: zaczynało się podejrzanie dobrze. Musiało się więc źle skończyć!

A jednak nie. W porównaniu z zeszłym rokiem, zanotowałam same plusy: więcej adopcji, więcej rozdanych ulotek, trochę sprzedanych zakładek, karty adopcyjne dostarczone. Ponadto, miałam okazję porozmawiać z różnymi ludźmi, dzięki czemu wiem, co jeszcze poprawić,  wyeksponować i podkreślić.

Nie miałam zbyt wiele czasu i przywiozłam ze sobą niewiele zdjęć. Więcej jednak możecie zobaczyć na http://wolczyn.kapucyni.pl/

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

 

Wspomóc bliźniego

Posted: 25 sierpnia 2010 by Sandra Kwiecień in przemyślenia
Tagi: , ,

można na różne sposoby. Jakiś czas temu wybrałam się z ekipą na wieś, w ramach akcji: „Wspomóc bliźniego”. Całość polega na tym, by w sposób konstruktywny spędzić wolny czas. Zamiast więc gnić przed telewizorem, komputerem lub bezproduktywnie smażyć się na leżaku, zebraliśmy z Emilem znudzonych przedstawicieli młodzieży gimnazjalnej i na rowerach, bez pieniędzy, ale za to z zapasami wody i kilkoma kanapkami w plecaku- wybraliśmy się na wieś.

Zaatakowaliśmy biednych mieszkańców pewnego miasteczka/wioski (jak kto woli) wyrażając gotowość pomocy w ich codziennych pracach. Niektórzy nas wygonili z przekleństwami, zdecydowana większość się zdziwiła i orzekła, że pomocy nie potrzebuje, ale spotkaliśmy i takich, którzy zaryzykowali i chętnie ofertę przyjęli.

Myliśmy okna, u kogoś ugotowaliśmy obiad, pomagaliśmy w pracach gospodarskich, a na koniec z Emilem zrzuciliśmy kilka ton węgla. W nagrodę otrzymaliśmy po kubku mleka prosto od krowy, trochę czereśni, kilka kompotów, a przede wszystkim garść wdzięczności i parę uśmiechniętych wspomnień, które razem spakowaliśmy do plecaka 😀

WNIOSKI:

1. Pomaganie bliźnim jest łatwe. Tylko wymaga szczypty odwagi i ruszenia się z kanapy.

2. Bezinteresowny czyn ubogaca, choć może nie w pieniądze.

wies

What a wonderful world

Posted: 30 lipca 2010 by Sandra Kwiecień in przemyślenia
Tagi: , ,

W ferworze walki zapomniało mi się nieco o świecie, na który jakoś nie miałam okazji popatrzeć. Nawet rano, pędząc nerwowo do Kościoła o godzinie 6:45, po kolejnej ciężkiej i dość krótkiej nocy, spokojnie nie mogłam się przyjrzeć uliczkom, które codziennie mijam. Nie wspominając już o korzystaniu z dobrodziejstwa, jakim jest park na przeciwko mego miejsca zamieszkania.

Słuchając „what a wonderful world” i zachwycając się psalmem 23, zapragnęłam nacieszyć się dziełem Boga, jakim jest przyroda. Wyciągnęłam z piwnicy zakurzony rower i pojechałam do parku. Z dziecięcym zachwytem zaliczałam wszystkie kałuże i przejeżdżałam przez największe błocko. Poczułam wiatr we włosach, krople deszczu na twarzy i wszystko nagle się skończyło, bowiem wylądowałam w pobliskich krzakach.  Leżąc na zgniecionych zaroślach, cała brudna i mokra miałam świetny widok na zachmurzone niebo (moje ulubione). bicycleaccident

WNIOSKI:

1.  Biedny, kto gwiazd nie widzi bez uderzenia w zęby.

2. Mimo wszystko, nie trać kontaktu z rzeczywistością!

Zaufanie to podstawa

Posted: 13 lipca 2010 by Sandra Kwiecień in akcje, przemyślenia, świadectwa
Tagi: , , ,

Zaufanie do Pana Boga to podstawa.

Wszystko zaczęło się jak najgorzej. Najpierw różnej maści problemy z pociągami, w związku z czym podróż do Wołczyna zamiast 3 godzin, zabrała mi aż 10. Ledwie żywa, zlana potem, doczłapałam się na miejsce i jedyne o czym marzyłam to długa kąpiel i wygodne łóżko. Lecz ani jedno, ani drugie nie było mi dane.

Siedząc- a w chwilach rozpaczy- leżąc na peronie, całkiem poważnie zastanawiałam się nad rezygnacją z całej akcji i powrotem do domu. Miałam wszystkiego serdecznie dosyć. Opóźnienie pociągu przedłużało się co chwilę i zaczęły ogarniać mnie wątpliwości, czy aby na pewno dobrym pomysłem było wybieranie się w tę podróż. Jako, że to Pan wysłał mnie z taką posługą, stwierdziłam, że po prostu poradzę się Jego. Otworzyłam więc brewiarz (nie miałam przy sobie Pisma), a mój wzrok padł na słowo: wytrwałość. Spojrzałam wymownie w niebo, dając znak, że owszem- zrozumiałam, ale mimo wszystko uważam, że wystawia mnie na ciężką próbę. Nie fizyczną, bo nie takie rzeczy się przechodziło, ale gorszą- psychiczną.

Na stacji w Kluczborku przeczekałam kolejną godzinę, aż w końcu po  19 dotarłam na miejsce. Chciałam triumfalnie paść na podłogę domu katechetycznego, ale wyglądałoby to co najmniej nieelegancko, więc z gracją klapnęłam sobie na najbliższe krzesło. Pan Maniura w tym czasie dostarczył mi materiały (przywiózł je dzień wcześniej swoim samochodem- wielkie dzięki!!), a brat Marcin Grec ulokował mnie w jednej z salek, bym miała gdzie się zdrzemnąć. Tak więc w niedzielę nie miałam możliwość zrobić nic, poza oddaniem bratu Marcinowi ulotek, które dołączone zostały do notatników uczestników.

Noc zapowiadała się koszmarnie. Jestem pełna zrozumienia dla uczestników Spotkania, ale fakt, że chodzę niewyspana od ponad trzech tygodni oraz trudy podróży, bardzo nadszarpnęły moje nerwy i ciężko mi było radować się razem z nimi. Po godzinie 22 zaszyłam się w swoim śpiworze, na gołej ziemi (czyt.: panelach), nie wzięłam bowiem karimaty, chcąc ograniczyć ciężar swojego bagażu. Przez długi czas nie zmrużyłam oka, choć bardzo się starałam. W zasadzie względny spokój, pozwalający na drzemkę, nastał koło godziny pierwszej. Względny, bo ostatnią aktywność w naszej salce zanotowałam po godzinie 3. Humor miałam wisielczy i szczerze „nie chciałam tam być„.

Po godzinie czwartej, zażywszy już oczyszczającej kąpieli, mój humor znacznie się poprawił. Na tyle przynamniej, że nie marzyłam o natychmiastowej ucieczce. Jednakże wątpliwości ogarniały mnie co chwila. Poprosiłam Pana o pomoc. A ten, w całej swojej łasce, chwale i wielkiej cierpliwości odpowiedział poprzez czytaną na Mszy Ewangelię: weź swój krzyż. Zrozumiałam, że trzeba zostać.

W zasadzie, to akcję mogłam podjąć po godzinie 14, jednakże na skutek małego konfliktu z MF Tau odnośnie namiotu, pod którym miałam osiąść, nic z tego nie wyszło. Ostatecznie ustawiłam stolik na placu, pod domem katechetycznym. Jakie rezultaty? Tego nie wiem, przekonamy się po Wołczynie, gdy Spotkanie Młodych się zakończy i ludzie powrócą do domów.

Przeciwności i problemów było całe mnóstwo, a wątpliwości jeszcze więcej.  Dwukrotnie zbierałam swój plecak i ruszałam- zrezygnowana- w stronę dworca. W obu przypadkach Pan stawiał mi na drodze kogoś, kto mnie od tego odwodził. Ot, co.

Ostatecznie jednak, wyprawa okazała się bardzo owocna… dla mnie. Przeszłam dość wyczerpującą fizycznie podróż i psychicznie wykańczające sytuacje, o których w tym miejscu pisać nie będę. Dość jednak, że całość poukładała się jak puzle pod sam koniec dnia. Wiele rzeczy zrozumiałam,  doznałam upadków, zwątpień, lecz zawsze otrzymywałam wsparcie i pomoc.

W tym miejscu chciałabym podziękować bratu Marcinowi, który poparł całą inicjatywę i pozwolił ją zorganizować na Spotkaniu Młodych. Poparcie takiej osoby jak brat Marcin, dużo dla mnie znaczy i bardzo sobie to cenię.

Dziękuję także Panu Adamowi Maniurze, który materiały przewiózł i przechował. Nie wyobrażam sobie tułania się po peronach z plakatami i ulotkami. Chyba pod koniec dnia niewiele by z nich zostało 😛

Brat Artur Borkowski to miód na moje serce. Bratu dziękuję za te ‚drobne’ gesty dobra, dzięki którym wszystko nabrało sensu.

WNIOSKI:

1. Gdy pytasz- Pan zawsze odpowiada. Tylko ty musisz słuchać!

2. Pan Bóg jest naprawdę cierpliwy. Ale może niepotrzebnie nie wystawiaj Go ciągle na próbę.

3. Rób co do ciebie należy i rób to jak najlepiej. A resztę zostaw Bogu.

4. Kapucyni są w dechę 😀