Archive for the ‘kapłani’ Category

Święty Leonard Murialdo

Posted: 1 czerwca 2017 by Sandra Kwiecień in kapłani
Tagi:

Leonard Murialdo przyszedł na świat 26 października 1828 roku w Turynie. Wychowywał się w rodzinie szlacheckiej. Jego rodzice, Leonard i Teresa, mieli w sumie 2 synów i 7 córek.

W wieku 8 lat Leonard rozpoczął naukę w prywatnej szkole w Savonie, która była prowadzona przez pijarów. Następnym etapem jego edukacji były studia filozoficzne w Turynie, a później – teologiczne w Paryżu. W 1850 roku otrzymał stopień doktora nauk teologicznych, natomiast w 1851 roku przyjął święcenia kapłańskie.

Wrócił do Włoch i za zgodą biskupa podjął pracę na przedmieściach Turynu, gdzie w tamtym czasie mieszkało wiele ubogich i potrzebujących. Było tam również wielu mieszkańców zaniedbanych pod względem odpowiedniej wiedzy religijnej. Z ogromnym oddaniem katechizował, głosił kazania, odwiedzał swoich parafian, chodził z wizytami do chorych w lokalnych szpitalach. Nie zapominał również o tych, którzy w oczach społeczeństwa pozostawali „na marginesie”: odwiedzał więźniów, a także skazanych w zakładach poprawczych. Swoją pomocą włączał się w budowę nowych kościołów poprzez tworzenie komitetów wspierających realizację tego celu.

Ks. Leonard nigdy nie zapominał o potrzebujących. Przy okazji podejmowanych dzieł miłosierdzia miał okazję poznać Jana Bosco i Józefa Cafasso. Wspomagał konferencje św. Wincentego a Paulo, których celem była pomoc biednym. Przez 8 lat pełnił funkcję kierownika oratorium św. Alojzego założonego przez Jana Bosko. Jednocześnie był odpowiedzialny za szkołę, która działała w ramach oratorium. Przyczynił się również do powstania chóru i orkiestry.

Posługa duszpasterska i działalność dobroczynna były „oczkiem w głowie” ks. Leonarda. Poza wspomnianymi wcześniej inicjatywami, ks. Leonard podejmował też inne dzieła. Założył ośrodek dla osieroconej młodzieży, rozpoczął Dzieło Dobrej Prasy, zapoczątkował banki spółdzielcze dla ubogich. Stworzył również Stowarzyszenie Młodzieży św. Józefa.

W 1867 roku ks. Leonard założył nowe zgromadzenie zakonne – pod wezwaniem św. Józefa (józefitów). Miało ono na celu kontynuację dzieł rozpoczętych przez ks. Leonarda.

Ks. Murialdo zmarł 30 marca 1900 w Turynie w wieku 72 lat. Papież Paweł VI dokonał beatyfikacji księdza Leonarda w 1963 roku. 7 lat później ten sam papież ogłosił go świętym.

Źródła:

http://brewiarz.pl/czytelnia/swieci/03-30b.php3

http://www.pijarzy.pl/zakon_i_jego_historia/pijarskie_owoce_swietosci/sw._leonard_murialdo__1828-1900__d1133_pol.html

Wybrani do służby

Posted: 7 maja 2017 by Magdalena Maraj in kapłani, przemyślenia
Tagi: ,

W Kościele trwa Tydzień modlitw o nowe i święte powołania kapłańskie i zakonne (7-13 maj). W tym roku przebiega on pod hasłem: „Idźcie i głoście”. Po co nam taki czas w Kościele? Pewnie nie tylko po to, by przez siedem dni w szczególny sposób otoczyć modlitwą kapłanów i osoby konsekrowane, ale także prosić Boga, „żeby wyprawił robotników na swoje żniwo” (Mt 9,37), ale także po to, by uświadomić nam pewne prawdy.

Gdy słyszymy słowo „powołanie” najczęściej nasze myśli biegną w stronę kapłanów, braci i sióstr zakonnych, seminariów duchownych i klasztorów, ale powołanie przecież dotyczy każdego. Każdy chrześcijanin został powołany przede wszystkim do świętości, do której ma dążyć poprzez sumienne wypełnianie swojego stanu, który wybrał. Można uświęcić się w rodzinie, można w klasztorze czy też wybierając bezżeństwo. Bóg powołuje człowieka na różne sposoby i do różnych stanów. Jednak jakikolwiek z nich nie wybierzemy, musimy pamiętać, że kresem naszej wędrówki jest niebo. A do niego będziemy wchodzić z tymi, których kochamy i z tymi, których przyprowadzimy do Boga.

Dzisiejszy świat jest pełen chaosu, który nie pomaga nam wsłuchiwać się w głos Boga. Nawet w ciszy Wielkiego Piątku trudno jest nam się zatrzymać. Zapominamy, że Prawda nigdy nie krzyczy. Jest cicha. Jezus mówi w ciszy ludzkich serc. Nie będzie wchodził w nasze życie, jeśli nie będziemy Go chcieli. Nie będzie rozpychał się łokciami, jeśli człowiek nie otworzy Mu drzwi, jeśli nie będzie chciał usłyszeć pukania Dobrego Pasterza.

W tym szczególnym czasie nasze oczy biegną w stronę kapłanów i osób konsekrowanych. Czasem wiele od nich wymagamy, ale czy modlimy się za nich? Rozwija się wiele apostolatów, które zachęcają do modlitw za kapłanów, są ludzie, którzy ofiarują za księży i siostry zakonne swoje cierpienia i trudności. Chrystus ustanawiając sakrament Kapłaństwa związał go z sakramentem Eucharystii. Aniołowie, czy nawet Matka Boża, nie mogą dać nam żywego Boga w kawałku chleba. Bóg „zarezerwował” ten przywilej dla kapłanów, których sam wybiera i przez biskupów ustanawia do posługi w Kościele świętym.

Czas biegnie szybko. Za tydzień powiemy, że tydzień szczególnej modlitwy o nowe i święte powołania za nami. Jednak przed nami kolejne dni, majówki i inne nabożeństwa. Chciejmy pamiętać o modlitwie za tych, którzy świadczą o Chrystusie w ten szczególny sposób; tych, którzy dają nam żywego Boga, rozgrzeszają, wiążą przed Nim, czy towarzyszą w ostatniej drodze. Niech Słowa Papieża Franciszka zachęcą nas do wsłuchiwania się w Słowo, które nieustannie kieruje do nas Bóg, niech będą także zachętą do modlitwy za osoby, które On wybrał do swojej szczególnej służby w Kościele.

„Uczyńmy zatem z naszych serc „żyzną glebę”, aby słuchać Słowa, przyjąć je, żyć nim i w ten sposób przynosić owoce. Im bardziej potrafimy jednoczyć się z Jezusem przez modlitwę, Pismo Święte, Eucharystię, sakramenty celebrowane i przeżywane w Kościele, przez życie w braterstwie, tym bardziej będzie wzrastała w nas radość ze współpracy z Bogiem w służbie królestwa miłosierdzia i prawdy, sprawiedliwości i pokoju. A żniwo będzie obfite, proporcjonalnie do łaski, którą pokornie potrafimy w sobie przyjąć.” (Orędzie na 51 Światowy Dzień Modlitw o Powołania, 2014).

Święty Jan Ogilvie SJ

Posted: 4 maja 2017 by Agnieszka Dankiewicz in kapłani
Tagi:

Jan urodził się w 1579 roku w Keith, miejscowości w północnej Szkocji. Był synem lairda Waltera Ogilvie – poważanego urzędnika królewskiego, wyznania protestanckiego. Matka Jana, Agnieszka, była katoliczką, a dwóch jej braci wstąpiło do Jezuitów. Agnieszka Ogilvie zmarła w 1581 roku, gdy jej syn miał 2 lata. Z tego względu to ojciec zajmował się wychowaniem syna – także religijnym. Ponadto, Walter Ogilvie ożenił się po raz kolejny, a jego druga żona była protestantką.

W wieku 15 lat Jan wyjechał do Europy, by tam podjąć naukę – najpierw we Francji, a następnie w Belgii i Czechach. Dzięki zdobywanej wiedzy teologicznej i filozoficznej doszedł do zachwytu Kościołem, a w efekcie – do nawrócenia na katolicyzm. W grudniu 1599 roku wstąpił do Towarzystwa Jezusowego. Po 8 latach rozpoczął pracę jako wykładowca w Wiedniu. Natomiast w 1610 roku w Paryżu przyjął święcenia kapłańskie – został wówczas skierowany do posługi w Rouen. Podjął starania, aby udzielono mu zgody na wyjazd do Szkocji w charakterze misjonarza – nie zniechęcało go nawet to, że w tamtym czasie w jego ojczyźnie trwały silne prześladowania katolików. O. Jan otrzymał zgodę na wyjazd dopiero w 1613 roku.

Ojciec Jan wyjechał do Szkocji w przebraniu żołnierza. Posługiwał się też zmienionym nazwiskiem Watson. Odprawiał Msze święte i głosił Słowo Boże. Służył Bogu, starając się przekazać wiernym prawdy wiary. Przez 11 miesięcy dzielnie i z oddaniem prowadził działalność misyjną. Jednak w 1614 roku został aresztowany, ponieważ wydał go fałszywy katolik. Po zatrzymaniu ojca Jana próbowano zmusić go za pomocą różnorodnych tortur do podania nazwisk innych katolików. Pomimo prób i męczarni, nie udzielił żadnych informacji. Władze próbowały zmusić go do przyjęcia króla jako głowy kościoła, jednak ojciec Jan trwał przy uznaniu prymatu papieża. Zostało to uznane za zdradę stanu (za taką winę uważano nawracanie protestantów na katolicyzm).

10 marca 1615 roku ojciec Jan Ogilvie SJ został skazany na karę śmierci. Wyrok miał być wykonany przez powieszenie. Egzekucja odbyła się tego samego dnia. Papież Pius XI dokonał beatyfikacji ojca Jana w dniu 22 grudnia 1929 roku. Natomiast papież Paweł VI ogłosił go świętym 17 października 1976 roku.

Źródła:

http://www.brewiarz.pl/czytelnia/swieci/10-14d.php3

Wielkoczwartkowa Tajemnica

Posted: 13 kwietnia 2017 by Magdalena Maraj in kapłani, święta
Tagi: ,


Czasem rysuje nam się taki obraz kapłana: święty, wszystkowiedzący, nieomylny, pełen cnót, nie popełniający błędów a nade wszystko niegrzeszący. W tym obrazie mamy kapłana za Boga, którym nie jest. Byłoby rzeczą śmieszną modlić się za Pana Boga, czasem więc wychodzimy z założenia, że za kapłanów nie trzeba się modlić. Jakże błędne przekonanie!

A teraz narysujmy sobie realny obraz kapłana: człowiek powołany do szczególnej służby w Kościele, potrzebujący przebaczenia i Bożego miłosierdzia jak każdy; mylący się, zmagający się z pokusami, popełniający błędy… zwykły człowiek obdarzony niezwykłą łaską. W Biblii przeczytamy, że: Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą Łk 12, 48. Na barkach kapłańskich spoczywa wielka odpowiedzialność za ludzi im powierzonych.

Wielki Czwartek… Lubię ten dzień. Jest taki szczególny – zawsze wzruszają mnie dzieci mówiące w Kościele wierszyki dla kapłanów, dziękując im za przyjęcie tego daru i ich posługę. Ale Wielki Czwartek to coś więcej. Patrzymy na Jezusa w Wieczerniku, który błogosławi chleb i wino podając uczniom. Ustanawia Eucharystię i Sakrament Kapłaństwa. Nie będę dziś pisać o kapłaństwie, bo ono jak każdy Sakrament jest tajemnicą i żadne słowa nie są w stanie opisać takiego daru.

Dziś, chyba zresztą jak zawsze, trzeba mieć odwagę, by zostać kapłanem. Może w dzisiejszych czasach kapłanom nie grozi ukrzyżowanie za głoszenie nauki Chrystusa, jednak niezmiennie stoi przed nimi trudne zadanie wyrażone także w świadectwie i cierpliwym, znoszonym z miłością cierpieniu.

Drodzy Kapłani, niech ten piękny dzień, gdy raz jeszcze odnawiacie przyrzeczenia kapłańskie, kiedy raz jeszcze dziękujecie Bogu za tak wielki dar jakim jest Kapłaństwo będzie wyjątkowy i przepełniony radością. Chcemy wraz z Wami dziękować Bogu za Wasze wybranie. Za Wasze poświęcenie, za Waszą służbę, za czas poświęcany nam na mówienie o Jezusie ale i ten spędzony na rozmowach, byciu czy wspólnej modlitwie. Za każdą sprawowaną Eucharystię za każde rozgrzeszenie w konfesjonale udzielone mocą Chrystusa. Za to, że dzięki Wam możemy karmić się Bogiem ale i poznawać Go i zbliżać się do Niego. Życzymy Wam ducha służby i pokory, odwagi wschodzącego słońca, nieustannego zapatrzenia w Chrystusa, wiary która przenosi góry, nadziei, która rozlana w sercach doda siły i miłości, która potrafi wszystko zmienić. Niech Wasza posługa będzie owocna i cierpliwa a nade wszystko życzymy Wam świętości, byście pomagając nam dojść do nieba, sami stali się uczestnikami wiecznego szczęścia.

Ojciec Paweł Barański CSSp

Posted: 6 kwietnia 2017 by Agnieszka Dankiewicz in kapłani
Tagi:


Postać na pierwszy czwartek miesiąca – ojciec Paweł Barański CSSp

Paweł Barański urodził się 7 grudnia 1855 roku w Janowie Miejskim (zabór pruski; dziś jest to dzielnica Mysłowic na Śląsku). Był jednym z pięciorga dzieci Karola i Antoniny. W jego rodzinie wiara i patriotyzm były bardzo ważnymi wartościami, które zawsze były przekazywane kolejnym pokoleniom.

Edukację rozpoczął w szkole powszechnej w Mysłowicach, a następnie wyjechał do Belgii i kontynuował naukę w gimnazjum prowadzonym przez Zgromadzenie Ducha Świętego. Niższe seminarium (gimnazjum) ukończył z wyróżnieniem. Odkrył w sobie powołanie do kapłaństwa i posługi misyjnej, toteż wstąpił do Seminarium Ducha świętego w Chevilly (Francja). 28 października 1910 roku przyjął święcenia kapłańskie. Kontynuował formację w Zgromadzeniu, a po złożeniu ślubów zakonnych został skierowany do posługi misyjnej w Sierra Leone w Afryce. Razem z współbratem ze Zgromadzenia podejmował nie tylko działalność ewangelizacyjną, ale także organizacyjną. Rozpoczęła się budowa kościoła w Pujehun. Po powrocie współbrata do Europy, ojciec Paweł Barański pozostał w Pujehun sam. Podjął wyzwanie wybudowania szkoły, a na potrzeby tego dzieła samodzielnie wypalał cegły. Zaangażowanie, dzieło ewangelizacyjne, trud organizacyjny oraz gorliwość posługi zostały docenione zarówno przez lokalnego gubernatora, jak i biskupa.

W 1919 roku o. Paweł Barański CSSp został skierowany na urlop zdrowotny do Europy. Jednym z zadań, które powierzono o. Pawłowi, było stworzenie polskiej prowincji Zgromadzenia, toteż powrót do Europy był równoznaczny z powrotem do ojczyzny. W drodze powrotnej o. Paweł przebywał w Szwajcarii oraz w rodzinnej miejscowości na Śląsku. W 1921 roku dotarł do Bydgoszczy i razem z dwoma współbraćmi ze Zgromadzenia, o. Zygmuntem Rydlewskim CSSp oraz o. Stanisławem Kolipińskim CSSp, podjął opiekę nad sierotami. Z czasem zakupiono budynek, w którym zostało otwarte Niższe Seminarium Duchowne (tzw. Internat Ducha Świętego). Ojciec Paweł Barański bardzo gorliwie posługiwał w Niższym Seminarium Duchownym – uczył tam francuskiego oraz biologii. Powierzono mu również stanowisko ekonoma. Podczas jego posługi dwukrotnie udało się rozbudować Internat. W 1928 roku ojciec Paweł został oddelegowany do pełnienia funkcji mistrza nowicjatu. Z czasem przeniesiono go do Chełmszczonki – tam zajmował się gospodarstwem należącym do zgromadzenia.

Cała jego służba była pełna poświęcenia, oddania, zaangażowania i gorliwości.

1939 rok przyniósł wybuch I Wojny Światowej. W listopadzie 1939 roku aresztowano o. Pawła. Otrzymał szansę na uwolnienie, jednak o. Paweł nie skorzystał z tej możliwości, ponieważ warunkiem było przyjęcie niemieckiego obywatelstwa. W grudniu 1941 został przetransportowany do Dachau. Zmarł 16 lipca 1942 roku. W 2003 roku rozpoczął się jego proces beatyfikacyjny.

Źródła:

http://www.nspjmyslowice.pl/index.php/sludzy-bozy-pochodzacy-z-parafii/192-o-pawel-baranski.html

https://www.przewodnik-katolicki.pl/Archiwum/2003/Przewodnik-Katolicki-32-2003/Archidiecezja-Gnieznienska/O-beatyfikacje-ojca-Pawla-Baranskiego-CSSp

Proście Pana żniwa…

Posted: 28 marca 2017 by Sandra Kwiecień in kapłani, przemyślenia
Tagi: ,

 

Msza święta – w niedziele, święta, dni powszednie. Każdego dnia w każdym kościele parafialnym odbywa się kilka Mszy świętych, a każda z nich jest wyjątkową i niepowtarzalną okazją, aby spotkać się z Panem, posłuchać Słowa Bożego, pomodlić się. W kościołach odbywają się nabożeństwa, adoracje. Organizowane są spotkania, katechezy, wyjazdy, dni skupienia… Wydawałoby się, że życie duszpasterskie w pełni kwitnie.

Kiedyś zdarzyła mi się sytuacja, która w tym kontekście dała mi dużo do myślenia.

Wyjechałam kiedyś na spotkanie młodych (organizowane przez wspólnotę Taize) do Rotterdamu. Razem z koleżankami zostałyśmy zameldowane u pewnej rodziny. Z czasem okazało się, że byli protestantami i to spotkanie na pewno było dla nas przestrzenią do dzielenia się naszą wiarą – podobieństwami i różnicami. Osobą, która najbardziej się nami zajęła w czasie naszego pobytu, była córką naszych gospodarzy – a że byłyśmy wszystkie w podobnym wieku, z łatwością udało się nam nawiązać kontakt. Po jakimś czasie miała miejsce rewizyta – nasza koleżanka z Holandii przyjechała do Polski na wakacyjny wypoczynek. Podczas jej pobytu starałyśmy się pokazać jej atrakcje naszego miasta i różne ciekawe miejsca w naszej okolicy. Któregoś dnia szłyśmy na spacer i w godzinach wieczornych przechodziłyśmy akurat jednego z pobliskich kościołów. Z wieczornej Mszy świętej (w dniu powszednim) wychodzili akurat ludzie – nie była to jakaś wielka ilość ludzi, jednak na tyle spora, że przyciągnęła uwagę koleżanki. Wiedziała już, że to kościół, ale w tamtej sytuacji zdziwiła ją taka ilość ludzi, która z niego wychodziła. Zapytała mnie wtedy, co takiego się tam dzieje i skąd w tygodniu wzięło się tam tyle osób. Odpowiedziałam jej (wtedy zaskoczona jej zdziwieniem), że to po prostu wieczorna Msza święta. Zdziwienie mojej koleżanki wzrosło jeszcze bardziej. Wtedy zaczęła się kolejna seria pytań na zasadzie: „Ale jak to? Msza święta tak codziennie wieczorem?”. Wytłumaczyłam jej wtedy, że Eucharystia odbywa się w każdej parafii rano i wieczorem w dni powszednie, a w niedziele Msze święte odbywają się częściej. Moja koleżanka powiedziała mi wtedy, że choć protestantyzm jest głównym wyznaniem w Holandii (obok Kościoła Rzymskokatolickiego), to wszędzie w kościołach odbywa się jedno nabożeństwo w niedzielę: i nic poza tym.

Opowiadam tę historię, ponieważ w Polsce doskonale znamy obraz otwartych kościołów, regularnych Mszy świętych, różnorodności nabożeństw. Wciąż nie odczuwamy jeszcze braku kapłanów. Przez to wpadamy w „pułapkę przyzwyczajenia”. Uczestniczymy w życiu Kościoła, wierzymy, rozwijamy nasze życie duchowe. Jednak być może czasem nie zauważamy, jak ogromny skarb mamy – skarb polegający na wielu możliwościach spotkania się z Panem poprzez Eucharystię i sakramenty.

Akcja Dzieła Duchowej Adopcji Kapłanów propaguje ideę modlitwy za kapłanów. Niczym motto możemy więc powtarzać tutaj słowa: „Kapłani potrzebują naszej modlitwy, bo Kościół potrzebuje świętych kapłanów”. Jednak dla nas, jako ludzi wierzących, jeszcze jedna intencja powinna być bardzo, bardzo istotna. Chodzi mi o modlitwę w intencji nowych i świętych powołań do kapłaństwa.

Historie powołania są różne – prawdopodobnie każdy ksiądz mógłby opowiedzieć inną historię. Czasem dar powołania przyszedł „naturalnie” – bez fanfar i fajerwerków. Z drugiej strony – na pewno można też podać wiele przykładów, w których droga do kapłaństwa była pełna „przygód”: zakrętów, zwątpień, buntów i trudności. Pan Bóg zaprasza – jednak to po stronie człowieka leży odpowiedź na to zaproszenie. A człowiek ma wolną wolę – jego decyzja może być „na tak” lub „na nie”. Powołanie można przyjąć – postąpić tak jak apostołowie: zostawić wszystko i pójść za Chrystusem. Jednak można je także odrzucić i „zmarnować”.

Piękne wydają się tutaj słowa ks. Jana Kaczkowskiego, który w książce „Życie na pełnej petardzie”, odpowiadał na pytanie „Co to znaczy zmarnować powołanie?”. Padły wtedy następujące słowa:

To znaczy to samo co zmarnowanie wielkiej miłości. Marnujesz miłość, kiedy o nią nie dbasz. Marnujesz powołanie, kiedy się poddajesz i tracisz ideały, przestajesz nad sobą pracować i wymagać od siebie. Zmarnować, czyli też nie odkryć powołania. Czujesz, że coś cię w sercu drapie, ale ze względu na swoje lęki odkładasz ostateczną decyzję.

W kontekście powołania doskonale znana jest scena biblijna opisana w 9. Rozdziale Ewangelii św. Mateusza:

Tak Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski. Nauczał w tamtejszych synagogach, głosił Ewangelię królestwa i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości. A widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza. Wtedy rzekł do swych uczniów: «Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo». 

(Mt 9,35-38)

Współczesne „żniwo” również jest wielkie – wciąż potrzeba nam wielu kapłanów, którzy z oddaniem i gorliwością będą sprawowali sakramenty, głosili Słowo Boże, prowadzili nabożeństwa i spotkania. Bardzo, bardzo serdecznie zapraszamy Was do tego, aby objąć modlitwą kapłanów i zatroszczyć się o ich świętość. Jednak tym razem zachęcamy Was do tego, aby po raz kolejny uświadomić sobie, że „nikt nie rodzi się księdzem” – księdzem zostaje ten, kto odpowie na powołanie, czyli Boże wezwanie. Dlatego módlmy się, aby nigdy nie zabrakło powołanych i módlmy się, aby ci, których „coś zaczęło drapać w sercu”, znaleźli odwagę do podążania za tym głosem powołania i potrafili pozytywnie na nie odpowiedzieć.

Nie zapominajmy o powołanych!