Archive for the ‘kapłani’ Category

Błogosławiony ks. Adam Bargielski

Posted: 3 sierpnia 2017 by Sandra Kwiecień in kapłani
Tagi:

Tę postać poleciła nam uczestniczka DDAK, rodzina ks. Adama.

 

Urodził się 7 stycznia 1903 r. w Kalinowie, wsi niedaleko Łomży. Był synem Franciszka i Franciszki z domu Jankowskiej.

W 1924 r., już w odrodzonej Rzeczypospolitej, ukończył Państwowe Gimnazjum Męskie im. Tadeusza Kościuszki (dziś Zespół Szkół Ogólnokształcących im. T. Kościuszki) w Łomży. Myślał wówczas o karierze wojskowej i dlatego też wstąpił do Szkoły Podchorążych Piechoty Polskich Sił Zbrojnych w Ostrowii Mazowieckiej.

Pół roku później wszelako przeważyło powołanie Chrystusa i  5 stycznia 1925 r. rozpoczął studia w Wyższym Seminarium Duchownym w Łomży, utworzonym w 1919 r. przez ówczesnego biskupa łomżyńskiego Romualda Jałbrzykowskiego (1876, Łętowo-Dębie – 1955, Białymstoku), późniejszego metropolitę wileńskiego.

24 lutego 1929 r., już jako członek powołanej w 1925 r. diecezji łomżyńskiej, przyjął święcenia kapłańskie z rąk ordynariusza bpa Stanisława Kostki Łukomskiego (1874, Borek – 1948, k. Łomży). Bp Łukomski, który do Łomży przybył z archidiecezji poznańskiej, gdzie był sufraganem, skierował go najpierw do tejże diecezji, do parafii pw. św. Wojciecha w Poznaniu, gdzie posługę rozpoczął 7 marca 1929 r. Tam pierwsze szlify wikariuszowskie zdobywał u boku ks. Narcyza Putza, późniejszego męczennika…

W 1936 r., wyraził pragnienie wstąpienia do Zgromadzenia Księży Marianów Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, czyli marianów, z zamiarem posługi misyjnej w USA, ale bp Łukomski nie wyraził zgody i prosił go o kontynuowanie pracy duszpasterskiej w swojej diecezji. Adam decyzję biskupa przyjął z pokorą…

Znany był z zamiłowania do pracy z młodzieżą i szacunku do każdego spotkanego człowieka. Decyzje podejmował szybko, co miało przykre konsekwencje. W pewnym momencie bp Łukomski musiał mu nawet udzielić krótkiej, trzydniowej kary suspensy, za opuszczenie bez zezwolenia placówki. Wynikało to raczej z jego entuzjazmu, niż wyrafinowania. Wobec swego przełożonego zachował pokorę i spokój…

Od 1939 r. był wikariuszem parafii pw. Trójcy Przenajświętszej we wsi Myszyniec (prawa miejskie odebrały Myszyńcowi rosyjskie władze zaborcze po powstaniu styczniowym, w 1869 r.), uznawanej często za stolicę Kurpi, czyli mieszkańców terenów dwóch puszcz mazowieckich: Puszczy Zielonej (zwanej też Puszczą Kurpiowską lub Zagajnicą) i Puszczy Białej.

Tam też 1 września 1939 r. zastał go wybuch II wojny światowej. Diecezja łomżyńska znalazła się w obrębie dwóch okupacji. Jej stolica, Łomża, zajęta początkowo przez Niemców, przekazana została na podstawie IV rozbioru Polski – umowy niemiecko-rosyjskiej, zwanej paktem Ribbentrop-Mołotow – w ręce drugiego okupanta, Rosjan.

Myszyniec natomiast, gdzie posługiwał Adam, pozostał w obrębie okupacji niemieckiej, w tzw. rejencji ciechanowskiej, części województwa warszawskiego przyłączonej bezpośrednio do Niemiec – jej prowincji Prus Wschodnich. A to oznaczało natychmiastowe represje wobec ludności polskiej i przymusową germanizację. Ks. Adam, mimo rosnącego terroru, ofiarnie próbował dalej prowadzić posługę duszpasterską.

W kwietniu 1940 r. Niemcy rozpoczęli, we wszystkich rejonach Rzeczypospolitej „przyłączonych” bezpośrednio do Rzeszy, kolejną turę masowych aresztowań duchowieństwa katolickiego oraz polskiej inteligencji, przed wywiezieniem do przygotowywanych na gwałt obozów koncentracyjnych. Także duchowieństwo kurpiowskie znalazło się na celowniku Niemców i 9 kwietnia 1940 r. niemiecka „tajna” policja państwowa, czyli Gestapo, zatrzymała proboszcza parafii Myszyniec, 83-letniego ks. Klemensa Sawickiego. Ks. Adama akurat nie było na plebanii – odwiedzał z posługą duszpasterską chorego. Gdy wrócił natychmiast udał się na posterunek Gestapo w Myszyńcu. Tam zwrócił się z prośbą o zwolnienie proboszcza i w zastępstwie zaofiarował siebie. Niemcy prośbę uwzględnili. Adam znalazł się w celi.

Skierowano go do niemieckiego obozu koncentracyjnego Soldau w Działdowie, który dla setek polskich kapłanów stał się obozem przejściowym przed wysłaniem do obozów w głąb Niemiec. Dla wielu stał się stacją końcową – zostali w Soldau przez Niemców zamordowani.

Ks. Adam Soldau przeżył i wywieziony został do niemieckiego obozu koncentracyjnego Dachau. Otrzymał wówczas obozowy ubiór – tzw. pasiak – oraz tzw. winkiel, czyli trójkąt malowany farbą lub naszywany na odzieży więźnia, na wysokości piersi, z literką „P” na oznaczenie więźnia polskiego, oraz numerem 4860.

Po miesiącu, został zabrany – w pierwszym wielkim transporcie z Dachau obejmującym 1 084 więźniów – do niemieckiego obozu koncentracyjnego Mauthausen-Gusen w Austrii, a dokładnie do podobozu Gusen. Tam zmuszano ich do niewolniczej pracy, m.in. w największych austriackich kamieniołomach granitu. Wśród aresztowanych było ok. 300 polskich duchownych, z których 80 w Mauthausen-Gusen zginęło.

Ks. Adam piekło Mauthausen-Gusen przeżył. Po ponad pół roku, w ramach gromadzenia polskich duchownych z różnych obozów koncentracyjnych, zawieziono go, całkowicie wycieńczonego, z powrotem do Dachau. Tam zarejestrowano go ponownie, tym razem jako więźnia o numerze 22061. Polscy duchowni zostali zgrupowani w dwóch blokach. Wprawdzie w obozie istniała kaplica, ale polscy księża nie mieli od pewnego momentu do niej dostępu. Zmuszani byli do wyczerpującej pracy fizycznej, poddawani licznym szykanom i prześladowaniom fizycznym. Pozbawiono ich cieplejszej odzieży, co w surowym klimacie podalpejskim – obóz wybudowano na bagnistym terenie o dużej wilgotności, szczególnie dokuczliwej jesienią i zimą, gdy więźniowie godzinami musieli stać na placu apelowym – kończyło się wyniszczającymi chorobami…

Kapłanom polskim nie wolno było odprawiać Mszy św., odmawiać brewiarza, modlić się czy mieć przy sobie jakiekolwiek przedmioty kultu religijnego. Zakazano niesienia pomocy duchowej umierającym. Mimo tego, za pośrednictwem więźniów zmuszanych do pracy w Monachium, postarano się o hostie, komunikanty i Msze św. odprawiano potajemnie…

Większość niewolniczo pracowała na tzw. „plantagach”, polach przylegających do obozu: w upalne dni dokuczało górskie słońce, zimą deszcz, mróz i śnieg. Panował nieopisany głód, który nie pozwalał myśleć o niczym innym, jak tylko o jednym – w jaki sposób zdobyć kawałek chleba. Waga więźnia nie przekraczała często 40 kg. A w 1942 r., najtragiczniejszym okresie w historii obozu Dachau, Niemcy głodowe racje jeszcze zmniejszyli…

Ów najgorszy dla polskich kapłanów okres zaczął się po tzw. „apelu pokuty”. Mianowicie 15 września 1941 r. kapłani odmówili wpisania na tzw. listę „volksdeutschów” (pl. „etnicznych Niemców” albo: „folksdojczów”), i nie wyparli się polskości i godności kapłańskiej. Represje się nasiliły. Rozpoczęły się wywózki w tzw. „transportach inwalidów” do centrum eutanazyjnego, gdzie Niemcy mordowali wszystkich w komorach gazowych.

Nawet w tych tragicznych dniach i miesiącach ks. Adam zawsze niósł pomoc współwięźniom, a prześladowania nie wpłynęły na jego głęboki spokój. Kazimierz Stefanowicz (1914, Myszyniec – 1986, Sadowne), aresztowany przez Niemców razem z Adamem w Myszyńcu i razem z nim zesłany do obozów Soldau, Dachau i Mauthasen-Gusen, widział w Adamie „nadzwyczaj prawego człowieka, bardzo sympatycznego i miłego, od którego emanowała wprost niespotykana szlachetność i dobroć”. Stefanowicza po roku zwolniono i całkowicie wyczerpany wrócił do Myszyńca.

Ks. Adam wywózki do Hartheim uniknął. Ale nie uniknął stania się ofiarą niemieckiej decyzji o fizycznej likwidacji polskiego duchowieństwa w Dachau. Zamordowany został 8 września 1942 r. przez obozowego strażnika. Ciało spalono w obozowym krematorium a prochy rozrzucono po okolicznych polach. Beatyfikował go 13 kwietniu 1999 r. w Warszawie Jan Paweł II w gronie 108 polskich męczenników II wojny światowej.

8 lat wcześniej, 4 czerwca 1991 r., w Łomży, podczas uroczystej Mszy św., Jan Paweł II mówił:

„Wszyscy siewcy słowa Chrystusowego czerpią moc swej posługi z tej niewypowiedzianej tajemnicy, jaką stało się – raz na zawsze – zjednoczenie Boga-Słowa z ludzką naturą, z każdym poniekąd człowiekiem, jak uczy ostatni Sobór. Upadają słowa Ewangelii na glebę ludzkich dusz, ale nade wszystko samo Słowo Przedwieczne, narodzone za sprawą Ducha Świętego z Dziewicy-Matki, stało się źródłem życia dla ludzkich dusz.

W przypowieści ewangelicznej Chrystus zwraca uwagę nade wszystko na glebę dusz ludzkich i sumień ludzkich i ukazuje, co dzieje się ze słowem Bożym w zależności od rodzaju owej szczególnej gleby. Słyszymy więc o ziarnie, które zostało porwane i nie przyjęło się w ludzkim sercu, bo człowiek uległ Złemu i nie zrozumiał słowa. Słyszymy o ziarnie, które padło na ziemię skalistą, na glebę oporną – i nie potrafiło zapuścić korzeni, nie wytrzymało więc pierwszej próby. Słyszymy o ziarnie, które padło między osty i ciernie – i zostało przez nie zagłuszone; te osty i ciernie to ułuda doczesności, dobrobytu, który przemija. Jedynie to ziarno, które padło na ziemię żyzną, urodzajną, wydaje plon.

Kto jest tą ziemią żyzną? Ten, kto słucha słowa i rozumie je. Słucha i rozumie.

Nie wystarczy usłyszeć, trzeba przyjąć rozumem i sercem.”

Tak jak przyjął, rozumem i sercem, i sam stał się „siewcą słowa Chrystusowego” – ks. Adam Bargielski; siewca, o którym na tablicy pamiątkowej w Myszyńcu parafianie napisali »Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich«.

Reklamy

Święty Paweł od Krzyża

Posted: 6 lipca 2017 by Agnieszka Dankiewicz in kapłani
Tagi:

Postać na pierwszy czwartek miesiąca

Paweł Franciszek Danei przyszedł na świat 3 stycznia 1694 roku w miejscowości Ovada w Piemoncie. Jego rodzina miała pochodzenie szlacheckie, jednak żyła ubogo. Paweł był najstarszym z rodzeństwa. Kiedy sytuacja materialna rodziny znacząco się pogorszyła, poprzez podjęcie pracy postanowił wspomóc rodziców w utrzymaniu rodziny. Na co dzień uczył się w szkole powszechnej w Genui. W ramach pracy zarobkowej zaczął pomagać swojemu ojcu w handlu.

Od 1715 roku Paweł przeniósł się do Wenecji, aby tam zostać żołnierzem i uczestniczyć w walkach przeciwko Turkom. Pewnego dnia, podczas modlitwy, usłyszał głos Boga – głos powołujący do głoszenia Słowa Bożego i prawdy o Chrystusie. Po tamtym wydarzeniu Paweł zdecydował się wrócić w rodzinne strony, gdzie zrzekł się majątku, który na niego przypadał. Udał się wówczas do biskupa Aleksandrii, u którego przyjął sakrament bierzmowania i opowiedział o swoim pragnieniu pójścia za głosem Bożym, który usłyszał. 22 listopada 1720 roku biskup Aleksandrii wręczył Pawłowo czarny habit z łacińskim napisem Jesu Christi Passio – czyli w tłumaczeniu: Męka Jezusa Chrystusa.

Paweł przeniósł się do miejscowości Castellazzo w rodzinnym Piemoncie. Zamieszkał w pustelni, zaczął prowadzić dziennik duchowy, a także pracować nad stworzeniem reguły dla nowego zgromadzenia zakonnego, głosił też kazania. Udał się do Rzymu razem z młodszym bratem, aby prosić Ojca świętego o zatwierdzenie nowego zakonu. Jednak ze względu na to, że brakowało ochotników do tego zgromadzenia – nie został przyjęty. Z Rzymu Paweł wyruszył w dalszą drogę. Przemierzał Italię głosząc Słowo Boże, zachęcając do pokuty i nawrócenia, a także propagując szczególną miłość ku ukrzyżowanemu.

W 1725 roku Paweł wrócił do Rzymu i otrzymał od papieża pozwolenie, aby zebrać uczniów. Paweł nieustannie poszerzał swoją wiedzę teologiczną. Podjął się też dzieł miłosierdzia – był szczególnie oddany posłudze chorym, odwiedzał ich systematycznie w lokalnych szpitalach.

7 czerwca 1727 roku przyjął święcenia kapłańskie z rąk papieża Benedykt XIII. Paweł ponownie wyruszył w drogę i znów zatrzymywał się w różnych włoskich miejscowościach, by kontynuować swoją kaznodziejską działalność. Wszędzie mówił o miłości do ukrzyżowanego Chrystusa – jednak w każdym miejscu spotykał się z niechęcią lokalnego duchowieństwa. Wszędzie traktowano go jako człowieka, który bez zezwoleń kościelnych głosi kazania. Seria tych doświadczeń sprawiła, że Paweł zwrócił się do Ojca świętego Klemensa XII o możliwość głoszenia Słowa Bożego w różnych miejscach, w których się znajdzie.

W 1737 roku Paweł założył pierwszy dom zakonny, następnie stworzył kolejnych 10 placówek. Po 4 latach Paweł złożył pierwsze śluby zakonne i wybrał sobie wtedy imię Paweł od Krzyża. Przez kolejne lata (aż do śmierci) był wybierany jako przełożony nowopowstałego zakonu – dziś znanego jako Zgromadzenie Męki Pana Naszego Jezusa Chrystusa (pasjonistów).

Początkowo, zaraz po utworzeniu Zgromadzenia, Stolica Apostolska nie chciała przyjąć reguły zakonu, ponieważ sprawiała wrażenie zbyt surowej. Jednak z czasem zaakceptowano regułę, a Zgromadzenie było obdarzane wieloma przywilejami.

W 1771 roku ojciec Paweł od Krzyża wraz z benedyktynką matką Crocifissą Costantini stworzył żeński zakon klauzurowy – Zgromadzenie Męki Chrystusa. Ojciec Paweł zmarł w wieku 81 lat – w roku 1775. Papież Pius IX ogłosił Pawła od Krzyża błogosławionym w 1853 roku. Kanonizacji dokonał ten sam papież w 1867 roku. Kościół obchodzi wspomnienie świętego Pawła od Krzyża 19 października.

Źródła:

http://brewiarz.pl/czytelnia/swieci/10-19b.php3

http://www.pasjonista.pl/index.php?strona=sw

Światowy Dzień Modlitw o Uświęcenie Kapłanów

Posted: 17 czerwca 2017 by Sandra Kwiecień in kapłani
Tagi:

W ciągu roku wiele mamy momentów, które zwracają naszą szczególną uwagę na dar powołania i sakrament kapłaństwa – choćby najważniejszy taki dzień w ciągu całego roku liturgicznego: Wielki Czwartek. Jednak Święta Wielkiej Nocy już za nami. A my niedawno rozpoczęliśmy czerwiec. To również miesiąc wyjątkowy – patrząc na ten czas z „kapłańskiej” perspektywy.

Powody są dwa. Pierwszy – święcenia kapłańskie. W czerwcu w bardzo wielu diecezjach w Polsce, Europie i na świecie odbywają się święcenia. Jakie to piękne wydarzenie dla nas, członków Kościoła. Pan wyprawia pracowników na swoje żniwo – tak, by nigdy nam, wiernym, nie zabrakło sakramentów i głosicieli Słowa Bożego.

Kolejny powód jest silnie związany z tym pierwszym – rocznice święceń. Kapłani wspominają dzień, w którym rozpoczęli swoją posługę na rzecz wspólnoty Kościoła, mogąc już w pełni sprawować sakramenty.

Przeżywamy więc czas podwójnej radości i wdzięczności – za nowo wyświęconych kapłanów, którzy dopiero co rozpoczynają swoją służbę, ale także za tych z wieloletnim „stażem”.

Czy to nie wyjątkowy czas? 🙂

Nie jest to jednak koniec. Dziś, 17 czerwca, przypada Światowy Dzień Modlitw o Uświęcenie Kapłanów. Inicjatywa obchodzenia tego dnia została zaproponowana przez papieża Jana Pawła II w 1995 roku.

W liście Kongregacji ds. Duchowieństwa na Światowy Dzień Modlitwy o Uświęcenie Kapłanów napisanym w 2012 roku możemy znaleźć piękne słowa na temat kapłańskiej świętości:

W uroczystość Najświętszego Serca Jezusowego obchodzić będziemy, zgodnie ze zwyczajem, Światowy Dzień Modlitwy o Uświęcenie Kapłanów. Wprawdzie słowa Pisma Świętego: „Wolą Bożą jest wasze uświęcenie!” (1 Tes 4, 3), skierowane są do wszystkich chrześcijan, jednak w sposób szczególny przemawiają do nas, kapłanów, jako że przyjęliśmy nie tylko zaproszenie do „osobistego uświęcenia”, lecz także zaproszenie do tego, by stać się „szafarzami uświęcenia” dla naszych braci i sióstr. Takie jest nasze wspaniałe przeznaczenie: nie możemy uświęcić siebie bez pracy na rzecz świętości naszych braci, z kolei praca na rzecz świętości naszych braci nie jest możliwa, jeśli nie poprzedziliśmy jej pracą nad własnym uświęceniem i tej pracy nie będziemy nieustannie kontynuować.

Jednak dbałość o świętość powołanych nie jest obowiązkiem tych, którzy zostali wezwani do służby Panu. To także odpowiedzialność każdego i każdej z nas! Co więc możemy zrobić? Jak wyrazić naszą troskę?

Karol de Foucauld mówił, że: „modlitwa jest najsilniejszą możliwością naszego działania”.

Angażujemy się w działanie grup duszpasterskich, wspomagamy kapłanów poprzez naszą życzliwość, dobre słowo, konkretne działanie. Każdy z wyżej wymienionych elementów jest niezwykle ważny. Jednak kolejnym, bardzo pięknym „prezentem”, jaki możemy sprawić naszym duszpasterzom, jest właśnie modlitwa – najsilniejsza możliwość naszego działania.

 

Święty Leonard Murialdo

Posted: 1 czerwca 2017 by Sandra Kwiecień in kapłani
Tagi:

Leonard Murialdo przyszedł na świat 26 października 1828 roku w Turynie. Wychowywał się w rodzinie szlacheckiej. Jego rodzice, Leonard i Teresa, mieli w sumie 2 synów i 7 córek.

W wieku 8 lat Leonard rozpoczął naukę w prywatnej szkole w Savonie, która była prowadzona przez pijarów. Następnym etapem jego edukacji były studia filozoficzne w Turynie, a później – teologiczne w Paryżu. W 1850 roku otrzymał stopień doktora nauk teologicznych, natomiast w 1851 roku przyjął święcenia kapłańskie.

Wrócił do Włoch i za zgodą biskupa podjął pracę na przedmieściach Turynu, gdzie w tamtym czasie mieszkało wiele ubogich i potrzebujących. Było tam również wielu mieszkańców zaniedbanych pod względem odpowiedniej wiedzy religijnej. Z ogromnym oddaniem katechizował, głosił kazania, odwiedzał swoich parafian, chodził z wizytami do chorych w lokalnych szpitalach. Nie zapominał również o tych, którzy w oczach społeczeństwa pozostawali „na marginesie”: odwiedzał więźniów, a także skazanych w zakładach poprawczych. Swoją pomocą włączał się w budowę nowych kościołów poprzez tworzenie komitetów wspierających realizację tego celu.

Ks. Leonard nigdy nie zapominał o potrzebujących. Przy okazji podejmowanych dzieł miłosierdzia miał okazję poznać Jana Bosco i Józefa Cafasso. Wspomagał konferencje św. Wincentego a Paulo, których celem była pomoc biednym. Przez 8 lat pełnił funkcję kierownika oratorium św. Alojzego założonego przez Jana Bosko. Jednocześnie był odpowiedzialny za szkołę, która działała w ramach oratorium. Przyczynił się również do powstania chóru i orkiestry.

Posługa duszpasterska i działalność dobroczynna były „oczkiem w głowie” ks. Leonarda. Poza wspomnianymi wcześniej inicjatywami, ks. Leonard podejmował też inne dzieła. Założył ośrodek dla osieroconej młodzieży, rozpoczął Dzieło Dobrej Prasy, zapoczątkował banki spółdzielcze dla ubogich. Stworzył również Stowarzyszenie Młodzieży św. Józefa.

W 1867 roku ks. Leonard założył nowe zgromadzenie zakonne – pod wezwaniem św. Józefa (józefitów). Miało ono na celu kontynuację dzieł rozpoczętych przez ks. Leonarda.

Ks. Murialdo zmarł 30 marca 1900 w Turynie w wieku 72 lat. Papież Paweł VI dokonał beatyfikacji księdza Leonarda w 1963 roku. 7 lat później ten sam papież ogłosił go świętym.

Źródła:

http://brewiarz.pl/czytelnia/swieci/03-30b.php3

http://www.pijarzy.pl/zakon_i_jego_historia/pijarskie_owoce_swietosci/sw._leonard_murialdo__1828-1900__d1133_pol.html

Wybrani do służby

Posted: 7 Maj 2017 by Magdalena Maraj in kapłani, przemyślenia
Tagi: ,

W Kościele trwa Tydzień modlitw o nowe i święte powołania kapłańskie i zakonne (7-13 maj). W tym roku przebiega on pod hasłem: „Idźcie i głoście”. Po co nam taki czas w Kościele? Pewnie nie tylko po to, by przez siedem dni w szczególny sposób otoczyć modlitwą kapłanów i osoby konsekrowane, ale także prosić Boga, „żeby wyprawił robotników na swoje żniwo” (Mt 9,37), ale także po to, by uświadomić nam pewne prawdy.

Gdy słyszymy słowo „powołanie” najczęściej nasze myśli biegną w stronę kapłanów, braci i sióstr zakonnych, seminariów duchownych i klasztorów, ale powołanie przecież dotyczy każdego. Każdy chrześcijanin został powołany przede wszystkim do świętości, do której ma dążyć poprzez sumienne wypełnianie swojego stanu, który wybrał. Można uświęcić się w rodzinie, można w klasztorze czy też wybierając bezżeństwo. Bóg powołuje człowieka na różne sposoby i do różnych stanów. Jednak jakikolwiek z nich nie wybierzemy, musimy pamiętać, że kresem naszej wędrówki jest niebo. A do niego będziemy wchodzić z tymi, których kochamy i z tymi, których przyprowadzimy do Boga.

Dzisiejszy świat jest pełen chaosu, który nie pomaga nam wsłuchiwać się w głos Boga. Nawet w ciszy Wielkiego Piątku trudno jest nam się zatrzymać. Zapominamy, że Prawda nigdy nie krzyczy. Jest cicha. Jezus mówi w ciszy ludzkich serc. Nie będzie wchodził w nasze życie, jeśli nie będziemy Go chcieli. Nie będzie rozpychał się łokciami, jeśli człowiek nie otworzy Mu drzwi, jeśli nie będzie chciał usłyszeć pukania Dobrego Pasterza.

W tym szczególnym czasie nasze oczy biegną w stronę kapłanów i osób konsekrowanych. Czasem wiele od nich wymagamy, ale czy modlimy się za nich? Rozwija się wiele apostolatów, które zachęcają do modlitw za kapłanów, są ludzie, którzy ofiarują za księży i siostry zakonne swoje cierpienia i trudności. Chrystus ustanawiając sakrament Kapłaństwa związał go z sakramentem Eucharystii. Aniołowie, czy nawet Matka Boża, nie mogą dać nam żywego Boga w kawałku chleba. Bóg „zarezerwował” ten przywilej dla kapłanów, których sam wybiera i przez biskupów ustanawia do posługi w Kościele świętym.

Czas biegnie szybko. Za tydzień powiemy, że tydzień szczególnej modlitwy o nowe i święte powołania za nami. Jednak przed nami kolejne dni, majówki i inne nabożeństwa. Chciejmy pamiętać o modlitwie za tych, którzy świadczą o Chrystusie w ten szczególny sposób; tych, którzy dają nam żywego Boga, rozgrzeszają, wiążą przed Nim, czy towarzyszą w ostatniej drodze. Niech Słowa Papieża Franciszka zachęcą nas do wsłuchiwania się w Słowo, które nieustannie kieruje do nas Bóg, niech będą także zachętą do modlitwy za osoby, które On wybrał do swojej szczególnej służby w Kościele.

„Uczyńmy zatem z naszych serc „żyzną glebę”, aby słuchać Słowa, przyjąć je, żyć nim i w ten sposób przynosić owoce. Im bardziej potrafimy jednoczyć się z Jezusem przez modlitwę, Pismo Święte, Eucharystię, sakramenty celebrowane i przeżywane w Kościele, przez życie w braterstwie, tym bardziej będzie wzrastała w nas radość ze współpracy z Bogiem w służbie królestwa miłosierdzia i prawdy, sprawiedliwości i pokoju. A żniwo będzie obfite, proporcjonalnie do łaski, którą pokornie potrafimy w sobie przyjąć.” (Orędzie na 51 Światowy Dzień Modlitw o Powołania, 2014).

Święty Jan Ogilvie SJ

Posted: 4 Maj 2017 by Agnieszka Dankiewicz in kapłani
Tagi:

Jan urodził się w 1579 roku w Keith, miejscowości w północnej Szkocji. Był synem lairda Waltera Ogilvie – poważanego urzędnika królewskiego, wyznania protestanckiego. Matka Jana, Agnieszka, była katoliczką, a dwóch jej braci wstąpiło do Jezuitów. Agnieszka Ogilvie zmarła w 1581 roku, gdy jej syn miał 2 lata. Z tego względu to ojciec zajmował się wychowaniem syna – także religijnym. Ponadto, Walter Ogilvie ożenił się po raz kolejny, a jego druga żona była protestantką.

W wieku 15 lat Jan wyjechał do Europy, by tam podjąć naukę – najpierw we Francji, a następnie w Belgii i Czechach. Dzięki zdobywanej wiedzy teologicznej i filozoficznej doszedł do zachwytu Kościołem, a w efekcie – do nawrócenia na katolicyzm. W grudniu 1599 roku wstąpił do Towarzystwa Jezusowego. Po 8 latach rozpoczął pracę jako wykładowca w Wiedniu. Natomiast w 1610 roku w Paryżu przyjął święcenia kapłańskie – został wówczas skierowany do posługi w Rouen. Podjął starania, aby udzielono mu zgody na wyjazd do Szkocji w charakterze misjonarza – nie zniechęcało go nawet to, że w tamtym czasie w jego ojczyźnie trwały silne prześladowania katolików. O. Jan otrzymał zgodę na wyjazd dopiero w 1613 roku.

Ojciec Jan wyjechał do Szkocji w przebraniu żołnierza. Posługiwał się też zmienionym nazwiskiem Watson. Odprawiał Msze święte i głosił Słowo Boże. Służył Bogu, starając się przekazać wiernym prawdy wiary. Przez 11 miesięcy dzielnie i z oddaniem prowadził działalność misyjną. Jednak w 1614 roku został aresztowany, ponieważ wydał go fałszywy katolik. Po zatrzymaniu ojca Jana próbowano zmusić go za pomocą różnorodnych tortur do podania nazwisk innych katolików. Pomimo prób i męczarni, nie udzielił żadnych informacji. Władze próbowały zmusić go do przyjęcia króla jako głowy kościoła, jednak ojciec Jan trwał przy uznaniu prymatu papieża. Zostało to uznane za zdradę stanu (za taką winę uważano nawracanie protestantów na katolicyzm).

10 marca 1615 roku ojciec Jan Ogilvie SJ został skazany na karę śmierci. Wyrok miał być wykonany przez powieszenie. Egzekucja odbyła się tego samego dnia. Papież Pius XI dokonał beatyfikacji ojca Jana w dniu 22 grudnia 1929 roku. Natomiast papież Paweł VI ogłosił go świętym 17 października 1976 roku.

Źródła:

http://www.brewiarz.pl/czytelnia/swieci/10-14d.php3