Archive for the ‘kapłani’ Category

Wielki Post – „mała” modlitwa

Posted: 14 lutego 2018 by Sandra Kwiecień in akcje, kapłani
Tagi: ,
Ten Wielki Post będzie w Dziele Duchowej Adopcji Kapłanów wyjątkowy.
Modlimy się bowiem za różnych księży, ale w tym roku szczególnie chcielibyśmy otoczyć swoją pamięcią i modlitwą kapłanów suspendowanych.
Jest ich kilkudziesięciu w Księdze Adoptowanych Kapłanów. Wymienionych tylko z imienia, by uszanować ich decyzję, prawo, sytuację, w jakiej się znaleźli. Niemniej wciąż pozostają kapłanami. Na ich duszy wyryto znak, którego nie zmaże nawet śmierć. To znak wieczny. Decyzja o pozostaniu kapłanem to decyzja na całe życie, i to dosłownie. Na całą ich egzystencję, która przecież nigdy się nie kończy.
Zaczniemy w czwartek, 15 lutego, a nasza modlitwa potrwa do soboty, przed Niedzielą Palmową.
Jeśli używacie mediów społecznościowych, zwłaszcza Facebooka, zachęcamy Was, by i tę „towarzyską” przestrzeń, wykorzystać do modlitwy. Każdego dnia pojawiać się będzie plansza z imieniem jednego księdza oraz krótką modlitwą w jego intencji.
Niedziela Palmowa będzie dniem, kiedy wszyscy (chętni) o godzinie 15:00, w ramach podsumowania, odmówimy koronkę do Bożego Miłosierdzia w intencji księży suspendowanych, za których modliliśmy się przez cały ten okres.
Pamiętajmy o nich. W historii DDAK zdarzały się przypadki, że tacy kapłani wracali do posługi. Jest to walka, którą toczą nie tylko oni, ale i cały Kościół. Jesteśmy częścią jednej rodziny. Ciężko nam to odczuwać na co dzień, gdy mamy tysiące innych zmartwień. Ale nie wolno nam zapomnieć, że to też jest nasza sprawa. I to także nasza walka. Najtrudniej zwycięża się w codzienności. Oni o tym wiedzą, dlatego tym bardziej pomódlmy się za nich. Pomóżmy!
Reklamy

Dlaczego warto się modlić… za kapłanów?

Posted: 6 lutego 2018 by Magdalena Maraj in kapłani, modlitwa
Tagi: ,

No właśnie. Wśród tylu rzucanych na kapłanów słów gniewu i złości w mediach, parafiach, wspólnotach itd. pojawiają się ludzie, którzy uparcie mimo przeciwności modlą się za kapłanów. Jednego, dwóch, trzech… każdego dnia w różnych modlitwach polecają kapłana Bogu. Proszą o pomoc, opiekę, błogosławieństwo. Ofiarują za nich swoje cierpienia, radości, troski, bóle, choroby. Ofiarują za nich Eucharystię – najpiękniejszą modlitwę.

Dlaczego? Każdy pewnie ma jakiś inny powód.  Bo jakiś kapłan jest dla nas ważny, bo go polubiliśmy, bo wiemy że kapłan choruje, ma kłopoty bo… chcemy po prostu pomóc. Zdajemy sobie sprawę, że w rękach kapłanów spoczywa ogromna odpowiedzialność. Otrzymali wielką łaskę. Na ich głos, Bóg schodzi na ołtarz, rozgrzeszają nas, błogosławią, karmią Bożym Ciałem, nauczają nas.

Kapłani. Dostali od Boga ogromne zadanie. Modląc się za nich chcemy im po prostu pomóc. Chcemy być ich podporą, by nie ustały ich ręce; ich siłą, gdy im jej już brak; pociechą gdy ich serce się trwoży. Każdy człowiek, bez względu na stan potrzebuje wsparcia i modlitwy. Czasem marudzimy, że mamy złych kapłanów, ale jak powiedział św. Jan Maria Vianney: Nie ma złych kapłanów. Są tylko tacy, za których wierni za mało się modlą. Trzeba nam sobie wziąć do serca słowa tego świętego.

Kapłan także dąży do świętości, jak każdy z nas. Tyle tylko, że jest on powiernikiem wielu serc, niesie cierpienia wielu ludzi sobie powierzonych. Kto wie może czasem jest im ciężej, niż nam. Łatwo jest oceniać patrząc z boku. Bo widzimy tylko to, co powierzchowne, nikt nie zna wnętrza drugiej osoby.

Szatan nie lubi kapłanów, bo oni dostali od Boga specjalne zadanie i wielką łaskę. Poprzez święcenia kapłańskie, które otrzymali, poprzez znak nałożenia rąk, wyryte zostało na duszy kapłana znamię – pieczęć. Kapłaństwo jest niezwykłym darem. Poznałam w życiu wielu kapłanów. Rożnych, każdy miał swój charyzmat, każdy był inny – to piękno Kościoła. Szatan jednak wie, że gdy uda się mu odciągnąć od Boga kapłana tym samym odciągnie od Boga wielu ludzi. Uderzę pasterza, a rozproszą się owce (Mk14,27). Szatan nie lubi także osób modlących się za kapłanów. Ale czy to ma nas zniechęcać? Absolutnie nie, nie ma się co nad tym zastanawiać, można to skwitować jednym zdaniem: Bóg jest silniejszy niż jakiekolwiek zło. Jezus już zwyciężył wszelkie zło. Z Nim my także możemy pokonać strach i zasadzki zła.

 Trzeba nam odważnie modlić się za kapłanów. Powodów jest wiele, jak wielu jest nas, ale jeden najważniejszy to taki, że oni potrzebują naszej modlitwy, by być świętymi i nas prowadzić do nieba. Sami zdobywając świętość prowadzą do niej i nas, pokazują jak żyć.

Od pewnego czasu bardzo szanuję kapłanów, wiele im zawdzięczamy. Ktoś udzielił nam chrztu, ktoś przyjął naszą pierwszą spowiedź, przygotował nas do komunii, bierzmowania… ktoś siada do konfesjonału i nas spowiada, przemienia biały opłatek w Ciało Boga. Oczywiście nie czynią tego swoją mocą, ale mocą Ducha św., są szafarzami. Czasami nie dostrzegamy tego co dostaliśmy, osób, które stają na naszych drogach.

W życiu możemy stracić wiele rzeczy. Pracę, pieniądze, różne dobra, ale gdy stracimy Boga stracimy wszystko. A to kapłani pomagają nam do Niego wrócić.

Nie bójmy się modlić za kapłanów, odważnie stwórzmy wielkie modlitewne wojsko za tych, którzy zostali powołani do szczególnej służby w Kościele, co więcej przyjęli ten dar i posługują nam każdego dnia.

Pierwszy czwartek miesiąca – o celibacie kapłańskim

Posted: 1 lutego 2018 by Sandra Kwiecień in kapłani
Tagi:

Celibat kapłański, którego Kościół strzeże jakby jakiegoś jaśniejącego klejnotu swej korony, cieszy się bardzo wielką chwałą i uznaniem również w naszych czasach, kiedy to zarówno mentalność ludzka, jak i warunki materialne uległy głębokim przemianom.

Wyznajemy, że ów istniejący w Kościele doniosły problem świętego celibatu duchownych nurtował Naszą duszę przez długi czas ze względu na swą rozległość i ważność. Czy również obecnie – takie zadawaliśmy sobie pytanie – mają być do tego surowego i uszlachetniającego ślubowania zobowiązywani ci, którzy pragną przyjąć wyższe święcenia? Czy raczej mamy uznać, że nadeszły czasy, w których należy rozwiązać węzeł łączący w Kościele celibat z kapłaństwem? Czemuż by raczej nie miało być dowolne dla każdego przestrzeganie tego trudnego prawa? Czy nie zyskałaby na tym posługa kapłańska i nie stałby się łatwiejszy dostęp niekatolików do nas? Jeśli zaś owo chlubne prawo świętego celibatu ma być również na przyszłość zachowane to jakimi dziś argumentami mamy dowodzić jego świętości i stosowności? A następnie, w jaki sposób to prawo kultywować i z ciężaru w pomoc dla życia kapłańskiego przemienić?

Trzeba najpierw przyznać, że nigdy w minionych epokach nie studiowano zagadnienia celibatu kościelnego tak przenikliwie i tak obszernie, jak za naszych dni, pod kątem mianowicie problematyki doktrynalnej, historycznej, społecznej, psychologicznej czy duszpasterskiej; a czyniono to przeważnie w uczciwych intencjach, chociaż niekiedy użyte sformułowania zdawały się oznaczać coś innego.

Pierwszy zarzut, który zdaje się wynikać z najświętszego dokumentu, na to się powołuje, że w Nowym Testamencie, gdzie zawarta jest nauka Chrystusa i Apostołów, nie nakazuje się otwarcie celibatu duchownych, lecz tylko zaleca się go jako środek, dzięki któremu człowiek mógłby swobodnie odpowiedzieć na szczególne, jak się mówi, wezwanie Boże albo na szczególny Boży dar. Poza tym ani Jezus Chrystus nie uzależnia wyboru dwunastu Apostołów od celibatu, ani Apostołowie nie wyznaczali wyłącznie ludzi bezżennych na zwierzchników pierwszych społeczności chrześcijańskich.

Jeszcze inni twierdzą, że utrzymywanie w Kościele celibatu przynosi niemałą szkodę tam, gdzie wskutek niedostatecznej ilości kapłanów – co z ubolewaniem stwierdza Sobór Powszechny Watykański II – powstają godne pożałowania sytuacje, sprzeciwiające się zamiarom Bożym dotyczącym zbawienia ludzi i niekiedy stające na przeszkodzie nawet temu, by do pewnych ludzi mogła dotrzeć pierwsza wieść o Jezusie Chrystusie. Niektórzy bowiem mniemają, że tak dotkliwy niedostatek kapłanów ma za przyczynę uciążliwość zachowywania celibatu.

Nie brak i takich, którzy żywią przekonanie, że jeśliby kapłani się żenili, nie mieliby okazji do owych niewierności, niepokojów i boleśniejszych jeszcze decyzji, które Kościół tak bardzo ranią i gnębią; a nawet przeciwnie, słudzy Chrystusa uzyskaliby w ten sposób większe możliwości realizowania zasad chrześcijańskich w samym pożyciu domowym, od którego obecny sposób ich życia zdaje się ich odcinać.

Są i tacy, co uporczywie twierdzą, że z powodu celibatu kapłan żyje w takich warunkach cielesnych i duchowych, które nie tylko są przeciwne naturze, lecz również szkodzą równowadze i dojrzałości samej osoby ludzkiej, sprawiając, że kapłan jak gdyby usycha i powoli traci żarliwość duchową, przez którą mógłby uczestniczyć w doli i niedoli innych ludzi, i musi wieść życie odosobnione, co staje się przyczyną tylu dotkliwych trudności, tylu słabości i upadków.

W rzeczywistości – jak wypowiedział się święty Sobór Powszechny Watykański II – kapłaństwo ze swej natury nie domaga się dziewictwa, jak to się okazuje z praktyki Kościoła pierwotnego i z tradycji Kościołów wschodnich. Ale ten sam Sobór Powszechny nie zawahał się mocno i słusznie potwierdzić prastarego, uświęconego, nader pożytecznego prawa celibatu kapłańskiego, które dziś obowiązuje, wyjaśniając zarazem przyczyny, które za nim przemawiają, jeśli tylko ocenia się dary Boże z wiarą i gorliwością.

Chrystus, jedyny Syn Boga, przez samo swoje wcielenie stał się Pośrednikiem między niebem a ziemią, między Ojcem a rodzajem ludzkim. Dostosowując się do tego zadania, Chrystus przez cały bieg swego życia zachował stan dziewiczy; oznacza to, że całkowicie się poświęcił służbie Bogu i ludziom. Ten niezwykle ścisły związek między dziewictwem a kapłaństwem, jaki istnieje w Chrystusie, odnosi się również do tych, którym dane jest uczestniczyć w godności i zadaniach Pośrednika i wiecznego Kapłana; uczestnictwo zaś owo tym jest doskonalsze, im bardziej kapłan jest wyzwolony od więzów ciała i krwi.

Jezus, który pragnął, aby pierwsi słudzy zbawienia, przez Niego wybrani, nie tylko znali tajemnice Królestwa Niebieskiego, lecz także w zupełnie szczególny sposób byli pomocnikami Boga i w Jego imieniu sprawowali posłannictwo (por. 2 Kor 5,20), który nazwał ich przyjaciółmi i braćmi, który za nich samego siebie poświęcił, aby i oni byli uświęceni w prawdzie obiecał przeobfite dary wszystkim, którzy dla Królestwa Bożego opuścili dom, rodzinę, żonę, dzieci.

Co więcej, posługując się słowami tajemniczymi i budzącymi nadzieję, wskazał doskonalszy jeszcze sposób życia, w którym człowiek, umocniony szczególnym darem, poświęciłby się przez dziewictwo Królestwu Niebieskiemu. Przyczyną, dla której człowiek miałby pójść za tym darem, jest Królestwo Niebieskie; to samo również Królestwo, Ewangelia i imię Chrystusa sprawiają, że Jezus wzywa do podejmowania trudnych prac apostolskich, złączonych z tylu niewygodami, jakie trzeba dobrowolnie znosić, aby tym sposobem głębiej uczestniczyć w Jego własnym losie.

Skoro więc kapłan w społeczności powierzonych mu wiernych reprezentuje Chrystusa, jest rzeczą ze wszech miar odpowiednią, żeby we wszystkim przedstawiał Jego obraz i szczegółowo naśladował Jego przykład, tak w swym życiu wewnętrznym, jak i w swej posłudze. Albowiem dla swoich dzieci w Chrystusie kapłan jest jakby znakiem i poręką szlachetnych i nowych wartości Królestwa Bożego, których jest szafarzem i które sam w doskonalszy sposób posiada. Dlatego kapłan umacnia wiarę i nadzieję wszystkich chrześcijan, którzy jako tacy zobowiązani są do zachowywania czystości, każdy według swego stanu.

 

Encyklika Sacerdotalis Caelibatus

Papież Paweł VI

f67eae1086c65e6a87fab7afd5e61454.jpg

Sakrament święceń jest sakramentem, dzięki któremu posłanie, powierzone przez Chrystusa Apostołom, nadal jest spełniane w Kościele aż do końca czasów. Jest to więc sakrament posługi apostolskiej. Obejmuje on trzy stopnie: episkopat, prezbiterat i diakonat.

Łaciński wyraz ordo oznaczał w czasach rzymskich stany ustanowione w sensie cywilnym, zwłaszcza stan rządzący. Ordinatio oznacza włączenie do ordo. W Kościele istnieją pewne stany, które Tradycja na podstawie Pisma świętego już od starożytności określa terminem taxeis (po grecku), ordines (po łacinie). I tak liturgia mówi o ordo episcoporum, ordo presbyterorum, ordo diaconorum. Inne grupy także otrzymują nazwę ordo: katechumeni, dziewice, małżonkowie, wdowy…

Włączanie do jednego z tych stanów Kościoła dokonywało się na mocy obrzędu nazywanego ordinatio, który stanowił akt religijny i liturgiczny, będący konsekracją, błogosławieństwem lub sakramentem. Dzisiaj wyraz ordinatio jest zarezerwowany dla aktu sakramentalnego, który włącza do stanu biskupów, prezbiterów i diakonów. Jest to coś więcej niż zwykłe wybranie, wyznaczenie, delegacja lub ustanowienie przez wspólnotę. Ten akt sakramentalny udziela daru Ducha Świętego, pozwalającego wykonywać „świętą władzę” , która może pochodzić jedynie od samego Chrystusa, przez Jego Kościół.

Święcenia określa się także jako consecratio, są bowiem pewnym wyłączeniem i przyjęciem przez samego Chrystusa w służbę Kościołowi. Włożenie rąk przez biskupa i modlitwa konsekracyjna stanowią widzialny znak tej konsekracji.

Lud wybrany został ustanowiony przez Boga „królestwem kapłanów i ludem świętym” (Wj 19, 6). Jednak w narodzie izraelskim Bóg wybrał jedno z dwunastu pokoleń, pokolenie Lewiego, przeznaczając je do służby liturgicznej. Sam Bóg był częścią jego dziedzictwa. Specjalny obrzęd zapoczątkował kapłaństwo Starego Przymierza. Kapłani zostali ustanowieni „dla łudzi w sprawach odnoszących się do Boga, aby składali dary i ofiary za grzechy”.

Kapłaństwo, ustanowione w celu głoszenia słowa Bożego i przywracania na nowo jedności z Bogiem przez ofiary i modlitwę, było jednak nieskuteczne, ponieważ nie mogło przynieść zbawienia, potrzebowało nieustannego powtarzania ofiar i nie mogło dokonać ostatecznego uświęcenia. Mogła tego dokonać jedynie ofiara Chrystusa. Liturgia Kościoła widzi jednak w kapłaństwie Aarona i posłudze lewitów, a także w ustanowieniu siedemdziesięciu „Starszych” , zapowiedzi posługi święceń Nowego Przymierza.

Wszystkie zapowiedzi kapłaństwa w Starym Przymierzu znajdują swoje wypełnienie w Chrystusie Jezusie, „jedynym Pośredniku między Bogiem a ludźmi”.

Odkupieńcza ofiara Chrystusa jest jedyna, wypełniona raz na zawsze, a jednak uobecnia się w Ofierze eucharystycznej Kościoła. To samo dotyczy 1367 jedynego kapłaństwa Chrystusa; uobecnia się ono przez kapłaństwo służebne, nie pomniejszając jedyności kapłaństwa Chrystusa: „Dlatego sam Chrystus jest prawdziwym kapłanem, a inni są tylko Jego sługami”.

Chrystus, Arcykapłan i jedyny Pośrednik, uczynił Kościół „królestwem – kapłanami dla Boga i Ojca swojego” (Ap 1, 6). Cała wspólnota wierzących jako taka jest kapłańska. Wierni wykonują swoje kapłaństwo, wynikające ze 1268 chrztu, przez udział w posłaniu Chrystusa, Kapłana, Proroka i Króla, każdy zgodnie z własnym powołaniem. Przez sakramenty chrztu i bierzmowania wierni „poświęcani są jako święte kapłaństwo”.

Podczas gdy kapłaństwo wspólne wiernych urzeczywistnia się przez rozwój łaski chrztu, przez życie wiarą, nadzieją i miłością, przez życie według Ducha, to kapłaństwo urzędowe służy kapłaństwu wspólnemu. Przyczynia się ono do rozwoju łaski chrztu wszystkich chrześcijan. Jest ono jednym ze środków, przez które Chrystus nieustannie buduje i prowadzi swój Kościół. Dlatego przekazuje się je przez osobny sakrament, a mianowicie sakrament święceń.

(KKK 1536 – 1541.1544 – 1547)

Pierwszy czwartek miesiąca – św. Piotr z Alkantary

Posted: 5 października 2017 by Agnieszka Dankiewicz in kapłani
Tagi:

Juan Garavito y Vilela de Sanabria przyszedł na świat w 1499 roku w Alkantarze – miejscowości położonej w zachodniej Hiszpanii. Jego rodzina miała szlacheckie pochodzenie. Ojciec, Pedro, pełnił funkcję gubernatora, a matka, Maria, była szlachcianką. Po ukończeniu podstawowej edukacji zdecydował się studia prawnicze na uniwersytecie w Salamance. W 1515 roku ukończył je i zdecydował się wstąpić do Zgromadzenia Braci Mniejszych, gdzie przyjął imię zakonne Piotr.

Po 6 latach formacji skierowano go do miejscowości Badajoz, gdzie został stworzony nowy dom zakonny. W 1524 roku przyjął święcenia kapłańskie. Później pełnił funkcję gwardiana i prowincjała wszystkich klasztorów franciszkańskich w Hiszpanii i Portugalii. Ze względu na to, że sam prowadził surowe życie, jako przełożony podjął działania, aby w zakonie także przywrócono bardziej surowe reguły.

Uznawany był za doskonałego mówcę i kaznodzieję. W swoich kazaniach bardzo często posługiwał się obrazami biblijnymi, ale słowo mówione dostosowywał do niższych warstw społecznych – dzięki czemu nawet ludzie mniej wykształceni mogli zrozumieć treść Pisma świętego oraz prawdy wiary. Z tego powodu jego homilie cieszyły się ogromnym posłuchem i były bardzo doceniane wśród wiernych.

Około 1540 roku zrezygnował z pełnionej funkcji i razem z Janem z Avila udał się do górskiej pustelni w Portugalii. Tam przyłączyli się do żyjącego samotnie ojca Martina da Santa Maria. W ślad za nimi poszli kolejni mężczyźni. W efekcie – zaczęły powstawać niewielkie wspólnoty franciszkańskich eremitów.

W 1553 roku ojciec Piotr wrócił do rodzinnej Hiszpanii i przez pewien okres czasu kontynuował tam samotne życie. Później wyruszył boso w pieszą pielgrzymkę do Rzymu. Spotkał się tam z ówczesnym papieżem Juliuszem II i otrzymał od niego zgodę na wprowadzenie zmian do franciszkańskiego życia zakonnego. Celem ojca Piotra był powrót do pierwotnej reguły Zakonu Braci Mniejszych. Dzięki uzyskaniu tej zgody ojciec Piotr mógł zakładać kolejne domu zakonne w Hiszpanii i Portugalii – bracia żyli tam w ubóstwie utrzymując się z własnej pracy.

Ojciec Piotr był przyjacielem Teresy z Avila, która podjęła się zadani reformy żeńskiego zakonu karmelitańskiego. Pełnił funkcję jej spowiednika oraz doradcy duchowego, swoją wiedzą służył też Teresie podczas gdy starała się odnowić życie zakonne. Był także spowiednikiem hiszpańskiego króla Jana III.

Mądrość i wrażliwość ojca Piotra na głos Boży były szeroko doceniane. W całym kraju cieszył się opinią wyjątkowo cierpliwego człowieka o wyjątkowej wierze i oddaniu Bożym sprawom. Wspomina się, że ojciec Piotr niejednokrotnie doznawał mistycznych doświadczeń.

Zmarł 18 października 1562 roku w Arenas de San Pedro. Ojciec Piotr zapisywał swoje doświadczenia duchowe – dzięki czemu pozostawił po sobie dzieła z tej dziedziny.

Ojciec Piotr z Alkantary został beatyfikowany papieża Grzegorza XV w 1622 roku. Natomiast kanonizował go papież Klemens IX w 1669 roku. Kościół wspomina św. Piotra z Alkantary 19 października.

Źródła:

http://brewiarz.pl/czytelnia/swieci/10-19d.php3

Błogosławiony ks. Adam Bargielski

Posted: 3 sierpnia 2017 by Sandra Kwiecień in kapłani
Tagi:

Tę postać poleciła nam uczestniczka DDAK, rodzina ks. Adama.

 

Urodził się 7 stycznia 1903 r. w Kalinowie, wsi niedaleko Łomży. Był synem Franciszka i Franciszki z domu Jankowskiej.

W 1924 r., już w odrodzonej Rzeczypospolitej, ukończył Państwowe Gimnazjum Męskie im. Tadeusza Kościuszki (dziś Zespół Szkół Ogólnokształcących im. T. Kościuszki) w Łomży. Myślał wówczas o karierze wojskowej i dlatego też wstąpił do Szkoły Podchorążych Piechoty Polskich Sił Zbrojnych w Ostrowii Mazowieckiej.

Pół roku później wszelako przeważyło powołanie Chrystusa i  5 stycznia 1925 r. rozpoczął studia w Wyższym Seminarium Duchownym w Łomży, utworzonym w 1919 r. przez ówczesnego biskupa łomżyńskiego Romualda Jałbrzykowskiego (1876, Łętowo-Dębie – 1955, Białymstoku), późniejszego metropolitę wileńskiego.

24 lutego 1929 r., już jako członek powołanej w 1925 r. diecezji łomżyńskiej, przyjął święcenia kapłańskie z rąk ordynariusza bpa Stanisława Kostki Łukomskiego (1874, Borek – 1948, k. Łomży). Bp Łukomski, który do Łomży przybył z archidiecezji poznańskiej, gdzie był sufraganem, skierował go najpierw do tejże diecezji, do parafii pw. św. Wojciecha w Poznaniu, gdzie posługę rozpoczął 7 marca 1929 r. Tam pierwsze szlify wikariuszowskie zdobywał u boku ks. Narcyza Putza, późniejszego męczennika…

W 1936 r., wyraził pragnienie wstąpienia do Zgromadzenia Księży Marianów Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, czyli marianów, z zamiarem posługi misyjnej w USA, ale bp Łukomski nie wyraził zgody i prosił go o kontynuowanie pracy duszpasterskiej w swojej diecezji. Adam decyzję biskupa przyjął z pokorą…

Znany był z zamiłowania do pracy z młodzieżą i szacunku do każdego spotkanego człowieka. Decyzje podejmował szybko, co miało przykre konsekwencje. W pewnym momencie bp Łukomski musiał mu nawet udzielić krótkiej, trzydniowej kary suspensy, za opuszczenie bez zezwolenia placówki. Wynikało to raczej z jego entuzjazmu, niż wyrafinowania. Wobec swego przełożonego zachował pokorę i spokój…

Od 1939 r. był wikariuszem parafii pw. Trójcy Przenajświętszej we wsi Myszyniec (prawa miejskie odebrały Myszyńcowi rosyjskie władze zaborcze po powstaniu styczniowym, w 1869 r.), uznawanej często za stolicę Kurpi, czyli mieszkańców terenów dwóch puszcz mazowieckich: Puszczy Zielonej (zwanej też Puszczą Kurpiowską lub Zagajnicą) i Puszczy Białej.

Tam też 1 września 1939 r. zastał go wybuch II wojny światowej. Diecezja łomżyńska znalazła się w obrębie dwóch okupacji. Jej stolica, Łomża, zajęta początkowo przez Niemców, przekazana została na podstawie IV rozbioru Polski – umowy niemiecko-rosyjskiej, zwanej paktem Ribbentrop-Mołotow – w ręce drugiego okupanta, Rosjan.

Myszyniec natomiast, gdzie posługiwał Adam, pozostał w obrębie okupacji niemieckiej, w tzw. rejencji ciechanowskiej, części województwa warszawskiego przyłączonej bezpośrednio do Niemiec – jej prowincji Prus Wschodnich. A to oznaczało natychmiastowe represje wobec ludności polskiej i przymusową germanizację. Ks. Adam, mimo rosnącego terroru, ofiarnie próbował dalej prowadzić posługę duszpasterską.

W kwietniu 1940 r. Niemcy rozpoczęli, we wszystkich rejonach Rzeczypospolitej „przyłączonych” bezpośrednio do Rzeszy, kolejną turę masowych aresztowań duchowieństwa katolickiego oraz polskiej inteligencji, przed wywiezieniem do przygotowywanych na gwałt obozów koncentracyjnych. Także duchowieństwo kurpiowskie znalazło się na celowniku Niemców i 9 kwietnia 1940 r. niemiecka „tajna” policja państwowa, czyli Gestapo, zatrzymała proboszcza parafii Myszyniec, 83-letniego ks. Klemensa Sawickiego. Ks. Adama akurat nie było na plebanii – odwiedzał z posługą duszpasterską chorego. Gdy wrócił natychmiast udał się na posterunek Gestapo w Myszyńcu. Tam zwrócił się z prośbą o zwolnienie proboszcza i w zastępstwie zaofiarował siebie. Niemcy prośbę uwzględnili. Adam znalazł się w celi.

Skierowano go do niemieckiego obozu koncentracyjnego Soldau w Działdowie, który dla setek polskich kapłanów stał się obozem przejściowym przed wysłaniem do obozów w głąb Niemiec. Dla wielu stał się stacją końcową – zostali w Soldau przez Niemców zamordowani.

Ks. Adam Soldau przeżył i wywieziony został do niemieckiego obozu koncentracyjnego Dachau. Otrzymał wówczas obozowy ubiór – tzw. pasiak – oraz tzw. winkiel, czyli trójkąt malowany farbą lub naszywany na odzieży więźnia, na wysokości piersi, z literką „P” na oznaczenie więźnia polskiego, oraz numerem 4860.

Po miesiącu, został zabrany – w pierwszym wielkim transporcie z Dachau obejmującym 1 084 więźniów – do niemieckiego obozu koncentracyjnego Mauthausen-Gusen w Austrii, a dokładnie do podobozu Gusen. Tam zmuszano ich do niewolniczej pracy, m.in. w największych austriackich kamieniołomach granitu. Wśród aresztowanych było ok. 300 polskich duchownych, z których 80 w Mauthausen-Gusen zginęło.

Ks. Adam piekło Mauthausen-Gusen przeżył. Po ponad pół roku, w ramach gromadzenia polskich duchownych z różnych obozów koncentracyjnych, zawieziono go, całkowicie wycieńczonego, z powrotem do Dachau. Tam zarejestrowano go ponownie, tym razem jako więźnia o numerze 22061. Polscy duchowni zostali zgrupowani w dwóch blokach. Wprawdzie w obozie istniała kaplica, ale polscy księża nie mieli od pewnego momentu do niej dostępu. Zmuszani byli do wyczerpującej pracy fizycznej, poddawani licznym szykanom i prześladowaniom fizycznym. Pozbawiono ich cieplejszej odzieży, co w surowym klimacie podalpejskim – obóz wybudowano na bagnistym terenie o dużej wilgotności, szczególnie dokuczliwej jesienią i zimą, gdy więźniowie godzinami musieli stać na placu apelowym – kończyło się wyniszczającymi chorobami…

Kapłanom polskim nie wolno było odprawiać Mszy św., odmawiać brewiarza, modlić się czy mieć przy sobie jakiekolwiek przedmioty kultu religijnego. Zakazano niesienia pomocy duchowej umierającym. Mimo tego, za pośrednictwem więźniów zmuszanych do pracy w Monachium, postarano się o hostie, komunikanty i Msze św. odprawiano potajemnie…

Większość niewolniczo pracowała na tzw. „plantagach”, polach przylegających do obozu: w upalne dni dokuczało górskie słońce, zimą deszcz, mróz i śnieg. Panował nieopisany głód, który nie pozwalał myśleć o niczym innym, jak tylko o jednym – w jaki sposób zdobyć kawałek chleba. Waga więźnia nie przekraczała często 40 kg. A w 1942 r., najtragiczniejszym okresie w historii obozu Dachau, Niemcy głodowe racje jeszcze zmniejszyli…

Ów najgorszy dla polskich kapłanów okres zaczął się po tzw. „apelu pokuty”. Mianowicie 15 września 1941 r. kapłani odmówili wpisania na tzw. listę „volksdeutschów” (pl. „etnicznych Niemców” albo: „folksdojczów”), i nie wyparli się polskości i godności kapłańskiej. Represje się nasiliły. Rozpoczęły się wywózki w tzw. „transportach inwalidów” do centrum eutanazyjnego, gdzie Niemcy mordowali wszystkich w komorach gazowych.

Nawet w tych tragicznych dniach i miesiącach ks. Adam zawsze niósł pomoc współwięźniom, a prześladowania nie wpłynęły na jego głęboki spokój. Kazimierz Stefanowicz (1914, Myszyniec – 1986, Sadowne), aresztowany przez Niemców razem z Adamem w Myszyńcu i razem z nim zesłany do obozów Soldau, Dachau i Mauthasen-Gusen, widział w Adamie „nadzwyczaj prawego człowieka, bardzo sympatycznego i miłego, od którego emanowała wprost niespotykana szlachetność i dobroć”. Stefanowicza po roku zwolniono i całkowicie wyczerpany wrócił do Myszyńca.

Ks. Adam wywózki do Hartheim uniknął. Ale nie uniknął stania się ofiarą niemieckiej decyzji o fizycznej likwidacji polskiego duchowieństwa w Dachau. Zamordowany został 8 września 1942 r. przez obozowego strażnika. Ciało spalono w obozowym krematorium a prochy rozrzucono po okolicznych polach. Beatyfikował go 13 kwietniu 1999 r. w Warszawie Jan Paweł II w gronie 108 polskich męczenników II wojny światowej.

8 lat wcześniej, 4 czerwca 1991 r., w Łomży, podczas uroczystej Mszy św., Jan Paweł II mówił:

„Wszyscy siewcy słowa Chrystusowego czerpią moc swej posługi z tej niewypowiedzianej tajemnicy, jaką stało się – raz na zawsze – zjednoczenie Boga-Słowa z ludzką naturą, z każdym poniekąd człowiekiem, jak uczy ostatni Sobór. Upadają słowa Ewangelii na glebę ludzkich dusz, ale nade wszystko samo Słowo Przedwieczne, narodzone za sprawą Ducha Świętego z Dziewicy-Matki, stało się źródłem życia dla ludzkich dusz.

W przypowieści ewangelicznej Chrystus zwraca uwagę nade wszystko na glebę dusz ludzkich i sumień ludzkich i ukazuje, co dzieje się ze słowem Bożym w zależności od rodzaju owej szczególnej gleby. Słyszymy więc o ziarnie, które zostało porwane i nie przyjęło się w ludzkim sercu, bo człowiek uległ Złemu i nie zrozumiał słowa. Słyszymy o ziarnie, które padło na ziemię skalistą, na glebę oporną – i nie potrafiło zapuścić korzeni, nie wytrzymało więc pierwszej próby. Słyszymy o ziarnie, które padło między osty i ciernie – i zostało przez nie zagłuszone; te osty i ciernie to ułuda doczesności, dobrobytu, który przemija. Jedynie to ziarno, które padło na ziemię żyzną, urodzajną, wydaje plon.

Kto jest tą ziemią żyzną? Ten, kto słucha słowa i rozumie je. Słucha i rozumie.

Nie wystarczy usłyszeć, trzeba przyjąć rozumem i sercem.”

Tak jak przyjął, rozumem i sercem, i sam stał się „siewcą słowa Chrystusowego” – ks. Adam Bargielski; siewca, o którym na tablicy pamiątkowej w Myszyńcu parafianie napisali »Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich«.