Posts Tagged ‘spotkanie młodych’

Z 271 Kart Adopcyjnych wysłanych zostało 222. Pozostałe będą nadal rozsyłane, lecz aż do połowy lipca, gdyż każdy z kapłanów musi zostać dokładnie sprawdzony – czy otrzymał dekret od biskupa, a jeśli tak, to do jakiej parafii został skierowany. Wszystkie jednak zaległości sprzed stycznia 2012 roku będą nadrobione (chyba że naprawdę nie będzie możliwości odnalezienia adresu). Aktualizacje dotyczące wysłanych Kart zostały już wprowadzone, więc można zerknąć do Księgi. Jeżeli przy nazwisku Waszego kapłana brak oznaczenia „KA”, a dysponujecie jego aktualnym adresem, to prosiłabym o maila z informacją. Wiadomość o tytule „adres” wystarczy wysłać na skrzynkę: karty.adopcyjne@gmail.com

Chciałabym gorąco podziękować za pomoc jaką mi zaoferowaliście – czy to finansową, czy poprzez przysłanie znaczków. Dzięki temu, możliwym stało się zrealizowanie tak karkołomnego zadania, jakim było sfinansowanie tak potężnej wysyłki. Z całego serca za to dziękuję!

W ten weekend głównym celem będzie odebranie Waszych maili, odpisanie na nie oraz wprowadzenie aktualizacji na stronę. Trochę wiadomości się nazbierało, co oznaczać będzie kilka kolejnych pracowitych dni i nocy, dlatego też proszę o cierpliwość i zrozumienie – obecnie naprawdę pracuję nad DDAK niemal w 100% swojego wolnego czasu.

W dniach 2 – 7 lipca odbywać się będą Dni Skupienia dla członków DDAK, DDASZ i DDABZ, które prowadzić będzie opiekun duchowy DDASZ – ks. Andrzej Demitrow. Spotkamy się, by wspólnie omówić trapiące Dzieła problemy, zastanowić się nad samą strukturą tych akcji, jak poprawić ich działanie oraz przede wszystkim – by wspólnie się pomodlić. Z przebiegu tego spotkania postaram się zdać małą fotorelację 🙂 W trakcie Dni Skupienia prawdopodobnie nie będę mieć dostępu do internetu, co oznacza, że nie będą odczytywane maile, ani wprowadzane aktualizacje.

W dniach 9 – 14 lipca odbywać się będzie w Wołczynie kolejne już, bo XIX Spotkanie Młodych, organizowane przez Braci Mniejszych Kapucynów. Organizatorzy umożliwili mi reklamowanie DDAK poprzez ulotki i plakaty, za co jestem niewymownie wdzięczna i także bardzo, bardzo dziękuję.

Zapowiadają się kolejne pracowite wakacje, lecz DDAK, dzięki łasce Bożej, nie zwalnia nawet na chwilę 🙂 I jeszcze raz pragnę podziękować wszystkim dobroczyńcom za zaufanie, pomoc i dobre słowo. Bóg zapłać!

Wołczyn 2011

Posted: 17 lipca 2011 by Sandra Kwiecień in akcje, ddak
Tagi: , , , , , ,

W tym roku na Spotkanie Młodych w Wołczynie dotarłam bez przeszkód. Moja podróż trwała niecałe 3 godziny, pociąg się nie zepsuł, nikt mnie po drodze nie porwał… innymi słowy: zaczynało się podejrzanie dobrze. Musiało się więc źle skończyć!

A jednak nie. W porównaniu z zeszłym rokiem, zanotowałam same plusy: więcej adopcji, więcej rozdanych ulotek, trochę sprzedanych zakładek, karty adopcyjne dostarczone. Ponadto, miałam okazję porozmawiać z różnymi ludźmi, dzięki czemu wiem, co jeszcze poprawić,  wyeksponować i podkreślić.

Nie miałam zbyt wiele czasu i przywiozłam ze sobą niewiele zdjęć. Więcej jednak możecie zobaczyć na http://wolczyn.kapucyni.pl/

This slideshow requires JavaScript.

 

Zakładki

Posted: 13 lipca 2011 by Sandra Kwiecień in akcje, ddak
Tagi: , , , ,

Pierwsza partia zakładek  była cięta ręcznie, więc daleka jest od ideału prostokąta, jednakże kolejne partie są już równe, bo przycinane w pracowni. Jeżeli ktoś chciałby zamówić, to niestety do 50 groszy za zakładkę trzeba doliczyć 1,50 zł za znaczek, koperta na mój koszt. Sposób zapłaty do uregulowania indywidualnie, poprzez maila. Wszystkie dochody są przeznaczone na promocję dzieła i nie odliczam sobie z tego ani jednego nawet grosza na własne cele i wydatki.

Jeśli chodzi o pierwszy dzień w Wołczynie to, niestety, musiałam się ograniczyć do rozwieszenia plakatów oraz włożenia ulotek do każdego notatnika uczestnika- i tylko tyle. Dzięki bratu Jackowi Dębskiemu (ów misjonarz z lewej) wszystko poszło szybko i sprawnie, gdyż ochoczo przyłączył się do mnie, wiedząc o mnie tylko to, żem siostra jego w Chrystusie Panu. Anonimowemu animatorowi płci męskiej, który także ofiarował swoją pomoc, z całego serca dziękuję i pamiętam w modlitwie.

Ale wracając do Wołczyna- stolika w poniedziałek nie otrzymałam, więc wszystkich wypatrujących „stoiska” bardzo przepraszam. Organizatorzy zapewnili mi go za to na dzień czwarty spotkania, kapłański, więc tematyka jak najbardziej pasująca do dzieła i wtedy na pewno się rozłożę, choćby i na ziemi, jeśli będzie taka konieczność.

Dodam jeszcze kilka słów odnośnie Kart Adopcyjnych. Na bieżąco sporządzam wszystkie, dlatego też, jeśli ktoś chciałby otrzymać kartę bezpośrednio,  to w czasie wakacji jest taka możliwość. Wystarczy, że napisze maila, w którym zawrze następujące informacje:

  • w tytule: ‚Karta Adopcyjna- lipiec/sierpień’
  • swoje imię i nazwisko oraz dokładny adres
  • imię i nazwisko adoptowanego kapłana
  • informacja o tym, czy umieścić na Karcie imię i nazwisko (w przypadku braku takiego dopisku, nie będzie na Karcie informacji o osobie adoptującej).

224779_10150179051090706_264529135705_7198641_4405296_n-1

2151

Posted: 21 lipca 2010 by Sandra Kwiecień in przemyślenia, świadectwa
Tagi: , , , , ,

I rzekłem: „Ach, Panie Boże, przecież nie umiem mówić, bo jestem młodzieńcem!”.
Pan zaś odpowiedział mi: „Nie mów: «Jestem młodzieńcem», gdyż pójdziesz, do kogokolwiek cię poślę, i będziesz mówił, cokolwiek tobie polecę. Nie lękaj się ich, bo jestem z tobą, by cię chronić”, mówi Pan.”

Tymi oto słowami Pan rozpoczął przez moje ręce Dzieło Duchowej Adopcji Kapłanów. Pewnego pięknego wieczoru, dnia 2 lipca bieżącego roku, nudząc się niemiłosiernie przy komputerze, do głowy wpadł mi szalony pomysł, by zrobić stronę propagującą ideę modlenia się za kapłanów. Jak mam to w zwyczaju, szybko porzuciłam te niedorzeczne myśli. Tak, lubię pomagać ludziom i robię to na wiele różnych sposobów. Ale zobowiązywać się do czegoś na dłużej niż rok? Nie ma mowy! Jestem na to zbyt leniwa i co do zasady unikam wszelkich długoterminowych obowiązków…

Pan nie dał jednak za wygraną. Przekonał mnie do podjęcia się tego zadania. No i niech Mu będzie- zrobiłam tę stronę. Ale co z tego, skoro i tak nikt na nią nie zajrzy? Jedna, malutka stronka w nieskończonym oceanie witryn  internetowych. Nic z tego nie będzie. No… właśnie, no to może ją po prostu skasuję?

Nie. Nic z tego. Rozbudowałam stronę o kilka dodatkowych zakładek. Nie wiem nawet po co, bo kto to niby miał oglądać…  Okazało się, że Pan jednak miał swój plan. Jeszcze tego samego dnia, w którym kliknęłam na ikonkę „Opublikuj”, pojawiła się pierwsza chętna osoba. Konsternacja i nieopisany szok. I pierwsze świadectwo osoby adoptującej. Znak, że to jednak nie wymysł mojego przemęczonego umysłu, lecz naprawdę wola Boża.

Na modlitwie przedstawiłam Panu sprawę szczegółowo. Skoro pojawiła się już pierwsza osoba, która podjęła się takiego zadania, to teraz trzeba naprawdę się postarać, by cała akcja się porządnie rozkręciła i trafiła do  świadomości jak największej ilości osób. Zaczęłam więc prosić Boga o to, by coś w tej sprawie zrobił. Znacie takie hasło: „uważaj o co się modlisz! ? Najwyższy zadecydował, że czas wysłać mnie z posługą w nieco inny rejon łowiecki. Kierunek- Wołczyn. Mój nerwowy chichot powiedział memu przyjacielowi Emilowi, wszystko.

– Nie podoba ci się ten pomysł?- zapytał.

– Ja? Na Wołczyn? Ostatnim razem nie był to dla mnie zbyt szczęśliwy okres.

– Zaufaj Panu- powiedział tylko.

– Ha!- krzyknęłam triumfalnie- I tak z tego nic nie będzie. Nie dysponuję żadnymi zasobami finansowymi. Jeśli Pan naprawde chcę, by tam pojechała, to będzie mi musiał skombinować gotówkę na ten cel.

Jakież było moje zdziwienie, gdy na dniach do ręki wpadły mi pieniądze. I to od ludzi, od kórych nie spodziewałabym się nawet usłyszeć „dzień dobry”. Chwyciłam więc ołówek, wzięłam karteczkę do ręki i zaczęłam skrupulatnie wyliczać wydatki na dojazd, powrót i koszt wydruku plakatów i ulotek. No proszę. Co do złotówki. Muszę w tym miejscu dodać, że był to swoisty cud, że dostałam co do grosza tyle ile potrzebowałam. Lecz jeszcze większą łaską było to, że tych pieniędzy nie wydałam na nowe ciuchy. To był dopiero cud! 🙂

Ulotki i plakaty… dobra, poradzę sobie. Ale jak ja zrobię duży plakat? Ja nie umiem robić ładnych plakatów! Nie potrafię nawet równo ciąć papieru, a co dopiero jakieś bardziej zaawansowane rzeczy. Asmodeusz śmiał się ze mnie i podejmowanych przeze mnie wysiłków.

– Nie uda ci się! Lepiej sobie to odpuść- powtarzał.

Zmęczona, zmartwiona i kompletnie upokorzona poskarżyłam się Emilowi.

– Pomyśl. Na Wołczyn jedzie blisko tysiąc ludzi. Spośród tych wszystkich osób, Pan wybrał ciebie do tej posługi. To oznacza, że to, czego oczekuje, jest w zasięgu twoich możliwości. Cokolwiek to jest – jesteś w stanie temu podołać. Zaufaj!

Ze zdumieniem stwierdziłam, że ma rację. W piątek wieczorem zasiadłam do pracy. Układałam w głowie dzikie plany, kompletowałam zdjęcia, hasła… A mimo to, czułam że to w ogóle nie tak. Aż przyszła pomoc.

– To mi się podoba!- wykrzyczała moja mama.

Zerknęłam podejrzliwie na monitor. Zdjęcie ze złożonymi dłońmi i jeden jedyny napis : „Duchowa Adopcja Kapłana”. Zamrugałam kilka razy i zrozumiałam, że to jest właśnie to. Proste, wyraziste, o jasnym przesłaniu. Szczęka mi opadła.  Czyżby miało się jednak udać?

Mimo wszystko, z kolejnym zapasem wątpliwości, szybko skrobnęłam maila do organizatorów Spotkania Młodych. Pierwsza wielka próba. Czy odpiszą? I czy się zgodzą? Odpowiedź przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Przyjedź, pomożemy!

Co było dalej- już wiecie. Dziewięciu adoptowanych kapłanów, kilka Waszych cudownych świadectw, nawet możliwość porozmawiania z Wami- sam fakt, że miałam styczność z dobrem Waszych serc jest niesamowitą łaską, bo choć prze te słowa może wydawać się, że całość przebiegała szybko i gładko, to w rzeczywistości była to potężna batalia pomiędzy dobrem a złem, podjęciem właściwych decyzji i zmierzeniem się  sama ze sobą. Ten wyjazd oznaczał dla mnie psychiczną katorgę i postawienie wszystko na jedną kartę o nazwie „Bóg”.  Lecz zaufanie zaprocentowało. Wszystkie moje ścieżki zostały wyprostowane, a katusze Pan zamienił w czas łaski, pokoju i dobra.

Nie zapominaj o sobie- szepcze mi właśnie nad głową Emil- Pan zawsze kieruje, gdy ktoś potrzebuje pomocy. On wskaże drogę, pokaże któredy iść, wszystko naprawi. Od człowieka wymaga tylko jednego: powiedzenia Mu „tak”. Poszłaś któredy powiedział, by iść. Nie myśl, że Jeremiaszowi było łatwo. Wręcz przeciwnie- była to droga trudna, bolesna, pełna buntu i rozpaczy. Nie oceniaj się zbyt surowo. Poszłaś wskazaną ścieżką i mimo cierpienia, na niej wytrwałaś. A oto i nagroda: pokój i owoce Ducha Świętego. Dostałaś wszystko, czego potrzebowałaś, Pan sam uzdrowił serce, ciało i duszę. Spójrz na siebie teraz i na Sandrę sprzed kilku tygodni. To dwie różne osoby.

WNIOSKI:

1. Pan wszystko za ciebie zrobi. Tylko ty musisz zaufać.

2.  Każdemu cieniowi, nieważne jak głębokiemu, zagraża światło Poranka 😀

3. Cuda zdarzają się codziennie. Szkoda, że tak często ich nie dostrzegamy

4. Ale to patetycznie zabrzmiało 😀

——–

PS. Skąd nazwa Dzieło Duchowej Adopcji Kapłanów? Nazwa tak „doniosła”, że niemal ją rozdyma, ale nie miałam wyboru. Na wordpressie trzeba było podać w nazwie strony co najmniej cztery litery, a skrót od „Duchowej Adopcji Kapłanów” był nieco za krótki 😛

Dobre wieści z frontu. Kilka osób wyraziło gotowość bojową i w najbliższym czasie podejmie się adopcji jakiegoś nieszczęśnika.   Idea „adopcji kapłanów” spotkała się z pozytywnym odzewem ze strony zarówno osób świeckich, jak i konsekrowanych, mogę więc stwierdzić, że całość okazała się sukcesem. Zresztą, nic  dziwnego, wszak inicjatorem całej akcji jest Najwyższy, a nie od dziś wiadomo, że Pan Bóg bitew nie przegrywa!

Poniżej galeria:

This slideshow requires JavaScript.

Zaufanie to podstawa

Posted: 13 lipca 2010 by Sandra Kwiecień in akcje, przemyślenia, świadectwa
Tagi: , , ,

Zaufanie do Pana Boga to podstawa.

Wszystko zaczęło się jak najgorzej. Najpierw różnej maści problemy z pociągami, w związku z czym podróż do Wołczyna zamiast 3 godzin, zabrała mi aż 10. Ledwie żywa, zlana potem, doczłapałam się na miejsce i jedyne o czym marzyłam to długa kąpiel i wygodne łóżko. Lecz ani jedno, ani drugie nie było mi dane.

Siedząc- a w chwilach rozpaczy- leżąc na peronie, całkiem poważnie zastanawiałam się nad rezygnacją z całej akcji i powrotem do domu. Miałam wszystkiego serdecznie dosyć. Opóźnienie pociągu przedłużało się co chwilę i zaczęły ogarniać mnie wątpliwości, czy aby na pewno dobrym pomysłem było wybieranie się w tę podróż. Jako, że to Pan wysłał mnie z taką posługą, stwierdziłam, że po prostu poradzę się Jego. Otworzyłam więc brewiarz (nie miałam przy sobie Pisma), a mój wzrok padł na słowo: wytrwałość. Spojrzałam wymownie w niebo, dając znak, że owszem- zrozumiałam, ale mimo wszystko uważam, że wystawia mnie na ciężką próbę. Nie fizyczną, bo nie takie rzeczy się przechodziło, ale gorszą- psychiczną.

Na stacji w Kluczborku przeczekałam kolejną godzinę, aż w końcu po  19 dotarłam na miejsce. Chciałam triumfalnie paść na podłogę domu katechetycznego, ale wyglądałoby to co najmniej nieelegancko, więc z gracją klapnęłam sobie na najbliższe krzesło. Pan Maniura w tym czasie dostarczył mi materiały (przywiózł je dzień wcześniej swoim samochodem- wielkie dzięki!!), a brat Marcin Grec ulokował mnie w jednej z salek, bym miała gdzie się zdrzemnąć. Tak więc w niedzielę nie miałam możliwość zrobić nic, poza oddaniem bratu Marcinowi ulotek, które dołączone zostały do notatników uczestników.

Noc zapowiadała się koszmarnie. Jestem pełna zrozumienia dla uczestników Spotkania, ale fakt, że chodzę niewyspana od ponad trzech tygodni oraz trudy podróży, bardzo nadszarpnęły moje nerwy i ciężko mi było radować się razem z nimi. Po godzinie 22 zaszyłam się w swoim śpiworze, na gołej ziemi (czyt.: panelach), nie wzięłam bowiem karimaty, chcąc ograniczyć ciężar swojego bagażu. Przez długi czas nie zmrużyłam oka, choć bardzo się starałam. W zasadzie względny spokój, pozwalający na drzemkę, nastał koło godziny pierwszej. Względny, bo ostatnią aktywność w naszej salce zanotowałam po godzinie 3. Humor miałam wisielczy i szczerze „nie chciałam tam być„.

Po godzinie czwartej, zażywszy już oczyszczającej kąpieli, mój humor znacznie się poprawił. Na tyle przynamniej, że nie marzyłam o natychmiastowej ucieczce. Jednakże wątpliwości ogarniały mnie co chwila. Poprosiłam Pana o pomoc. A ten, w całej swojej łasce, chwale i wielkiej cierpliwości odpowiedział poprzez czytaną na Mszy Ewangelię: weź swój krzyż. Zrozumiałam, że trzeba zostać.

W zasadzie, to akcję mogłam podjąć po godzinie 14, jednakże na skutek małego konfliktu z MF Tau odnośnie namiotu, pod którym miałam osiąść, nic z tego nie wyszło. Ostatecznie ustawiłam stolik na placu, pod domem katechetycznym. Jakie rezultaty? Tego nie wiem, przekonamy się po Wołczynie, gdy Spotkanie Młodych się zakończy i ludzie powrócą do domów.

Przeciwności i problemów było całe mnóstwo, a wątpliwości jeszcze więcej.  Dwukrotnie zbierałam swój plecak i ruszałam- zrezygnowana- w stronę dworca. W obu przypadkach Pan stawiał mi na drodze kogoś, kto mnie od tego odwodził. Ot, co.

Ostatecznie jednak, wyprawa okazała się bardzo owocna… dla mnie. Przeszłam dość wyczerpującą fizycznie podróż i psychicznie wykańczające sytuacje, o których w tym miejscu pisać nie będę. Dość jednak, że całość poukładała się jak puzle pod sam koniec dnia. Wiele rzeczy zrozumiałam,  doznałam upadków, zwątpień, lecz zawsze otrzymywałam wsparcie i pomoc.

W tym miejscu chciałabym podziękować bratu Marcinowi, który poparł całą inicjatywę i pozwolił ją zorganizować na Spotkaniu Młodych. Poparcie takiej osoby jak brat Marcin, dużo dla mnie znaczy i bardzo sobie to cenię.

Dziękuję także Panu Adamowi Maniurze, który materiały przewiózł i przechował. Nie wyobrażam sobie tułania się po peronach z plakatami i ulotkami. Chyba pod koniec dnia niewiele by z nich zostało 😛

Brat Artur Borkowski to miód na moje serce. Bratu dziękuję za te ‚drobne’ gesty dobra, dzięki którym wszystko nabrało sensu.

WNIOSKI:

1. Gdy pytasz- Pan zawsze odpowiada. Tylko ty musisz słuchać!

2. Pan Bóg jest naprawdę cierpliwy. Ale może niepotrzebnie nie wystawiaj Go ciągle na próbę.

3. Rób co do ciebie należy i rób to jak najlepiej. A resztę zostaw Bogu.

4. Kapucyni są w dechę 😀