Paweł znaczy drobny, mały

W Kościele mamy wielu  świętych i błogosławionych – wielu ludzi, których Kościół pokazuje nam jako wzór do naśladowania, do zapatrzenia się w ścieżki ich życia. I nie chodzi o to, by krok po kroku odtwarzać ich życie i zachowanie. Czasem to nawet niemożliwe, bo święci żyli w różnych czasach historycznych, społecznych. Niektóre ich zachowania dziś potraktowano by jak szaleństwo. Jednak… warto ich naśladować, ich cechy.

Jednym z wyjątkowych dla mnie patronów – świętych jest św. Paweł Apostoł. Wspominamy go w Liturgii dwa razy w ciągu roku. Pierwszy raz wspominamy jego nawrócenie 25 stycznia, a drugi 29 czerwca – w święto Apostołów Piotra i Pawła.

Święty Paweł był starannie wykształcony i, jak wiemy, na początku swojego życia prześladował i zabijał chrześcijan. Pamiętajmy, że to czas pierwszych wspólnot chrześcijańskich, gdy Apostołowie dopiero zaczynają głosić prawdę, że Jezus umarł i zmartwychwstał. Pierwszy raz poznajemy postać Pawła na kartach Dziejów Apostolskich, gdy po ukamienowaniu Szczepana składają szaty u jego stóp. Koleje spotkanie z Szawłem, także na kartach Dziejów Apostolskich, mówi nam, że rusza do Damaszku  by tam uwięzić zwolenników Chrystusa. Po drodze spotkał Jezusa, który oślepił go – czytamy o jasności z nieba. Nawiązuje się dialog między Jezusem a Szawłem. Wtedy Szaweł dowiaduje się, że to Jezus, którego Szaweł prześladuje, spotkał się z nim w drodze. Odtąd Szaweł diametralnie zmienia swoje życie. Z osoby zabijającej chrześcijan stał się jednym z najbardziej zagorzałych wyznawców Jezusa.

Św. Paweł jest autorem 13 listów Apostolskich. Pisał je w różnych miejscach i okolicznościach, mamy bowiem także listy więzienne. Kilkakrotnie został aresztowany, nigdy jednak nie zaprzestał głoszenia Chrystusa. Nawet w więzieniu, w okolicznościach mało sprzyjających, był świadkiem wiary.

Sam Paweł nazwany został Apostołem Narodów. Nie jest to przypadkowa nazwa. Mimo, że jego imię oznacza osobę o niewielkim wzroście, to św. Paweł zapisał się w historii Kościoła wielkimi literami. Był on bowiem człowiekiem, który przeszedł wiele kilometrów, w różne zakątki świata, do pogan, by głosić prawdę o Chrystusie i by nawracać. Tak naprawdę ani kilometry ani przeszkody – a miał ich tak wiele na swojej drodze – nie sprawiły, by choć na chwilę stracił z oczu Boga i misję, do której został posłany.

Można przeczytać, że św. Paweł był porywczy i nerwowy, stąd często przedstawiany jest w „działaniu”, z rozczochranymi włosami. Sam nie wywyższał się, wręcz odwrotnie, mówił, że jest poronionym płodem; nigdy nie zapomniał o tym, że prześladował chrześcijan. Tak ściśle zjednoczył się z Jezusem, że pisał: Razem z Chrystusem zostałem przybity do krzyża. Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie. Ga 2,19-20. Jezus stał się dla niego najwyższym i jedynym dobrem. Dla Niego był gotów zrobić wszystko.

Co jest niezwykłego w tym świętym? Czego się można od niego uczyć? Myślę, że św. Paweł może nas uczyć wiary. Takiej bezgranicznej, na przekór wszelkim trudnościom i zwątpieniom. Możemy się też od niego uczyć apostolstwa – głoszenia Chrystus własnym życiem każdego dnia, tam gdzie żyjemy i jesteśmy: w szkole, pracy, rodzinie… Tak naprawdę nie musimy przekraczać granic, czasem „szaleństwem pawłowym” w naszym wykonaniu będzie dobre słowo, brak odwetu czy moralne życie.

Panie Boże, Ty w przedziwny sposób powołałeś świętego Pawła Apostoła do szerzenia Ewangelii, spraw, niech wiara w Jezusa, Pana i Zbawcę, którą głosił pośród narodów, przenika cały świat, a Kościół niech będzie jej ogniskiem i odważnym heroldem we współczesnym świecie. Amen.

Magdalena Maraj

„Dobrze uczynił wszystko.” (Mk 7, 37)

Nie jest w najmniejszym stopniu zaskakującym fakt, że Jezus, będąc Bożym Synem, jedną z osób Świętej Trójcy, przeszedł przez życie czyniąc „wszystko dobrze” (Mk 7, 37): „Wiecie, co się działo w całej Judei, począwszy od Galilei, po chrzcie, który głosił Jan. Znacie sprawę Jezusa z Nazaretu, którego Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą. Dlatego że Bóg był z Nim, przeszedł On dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich, którzy byli pod władzą diabła.” (Dz 10: 37-38) Wszystko, co wiemy o Bogu wskazuje na Jego niezrównaną dobroć, miłosierdzie i mądrość, Jego nieskończoną miłość dla nas i jego zadziwiającą pokorę, objawiającą się w tym, iż zszedł na Ziemię jako zwykły człowiek po to, by nam pomóc, służyć nam, umrzeć za nasi stać się dla nas pokarmem do końca czasów.

Ale czy zastanawialiście się kiedykolwiek nad tym, że „czynienie wszystkiego dobrze” jest jedną z rzeczy, którą mamy naśladować, jeśli chcemy podążać za Chrystusem? Cóż, istnieje dziesięć przykazań – zazwyczaj są to pierwsze stopnie, po których wstępujemy wyżej, najprostsze drogowskazy na drodze do Boga – których powinniśmy przestrzegać. Jednak jak już je, że tak się wyrażę, przyswoimy i po prostu według nich żyjemy, przechodzimy do ewangelicznych rad, porozsiewanych po całym Nowym Testamencie (a i wiele jest mądrości w Starym Testamencie) – takich jak „zaprzyj się siebie” albo „nie przechwalaj się swoimi dobrymi uczynkami” lub „nie martw się, dość ma dzień swojej biedy” – itd., i możemy, a nawet powinniśmy, do tychże rad się stosować.

Następny jest Hymn do Miłości w Pierwszym Liście do Koryntian, który z łatwością można potraktować jako instrukcję, jak żyć dalej – i wszystko sprowadza się do miłości, jako najważniejszego, kluczowego przykazania: „Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali».” (J 13, 34-35). Oczywiście wszystko to, co wymienione powyżej możliwe jest tylko wtedy, kiedy ukorzymy się przed Bogiem oraz ludźmi…

Następne kroki, tak mi się zdaje, wszystkie dotyczą wzrastania w miłości i pokorze. Jest to proces, który może zakończyć się tylko śmiercią ciała, a wtedy miłość staje się pełna i doskonała w Niebie. Ale zanim to nastąpi, jest CZAS aby wzrastać. Uderza mnie to, że cały czas należy do Boga – On go stworzył, tak samo jak nas. Jezus powiedział do św. Faustyny, że wszystkie stworzenia pełnią Jego wolę chcąc czy nie chcąc – a ponieważ wiemy doskonale, że Bóg nigdy nie chce grzechu, znaczy to że go jedynie dopuszcza – ale istotne jest to, że gdyby gdziekolwiek, cokolwiek miało się zdarzyć coś czego Bóg wprost nie chce, to by do tego nie dopuścił. Dla wielu ludzi stwarza to bardzo poważny problem – problem istnienia zła i cierpienia (według św. Tomasza z Akwinu jest to najlepszy argument… przeciwko istnieniu Boga). Jednak nie to jest tematem tego artykułu, chciałabym się skupić na kwestii CZASU, bo wydaje mi się warta zastanowienia.

Tak więc – co czas ma z tym wszystkim wspólnego? Wszystko… Memento Mori – przypomina coś komuś? To wyrażenie było bardzo popularne w Średniowieczu, ale nie jest jakimś nowym wynalazkiem. Ma co najmniej 2000 lat – Jezus sam powiedział, że mamy być czujni, bo nie wiemy kiedy przyjdzie nam umrzeć. Trzeba się przygotować – jak te panny, z oliwą (lub bez) i lampami; lub jak ten człowiek, który nazbierał sobie bogactw a Bóg nazwał go głupcem ponieważ tego dnia właśnie miał umrzeć. Cały czas należy do Boga, a Jego „wyczucie” czasu, jest inne niż nasze. Św. Alfons de Liguori napisał wiele wspaniałych książek – wśród nich Przygotowanie do śmierci – jedna z niewielu książek, które posiadał św. Charbel. Absolutnie polecam (jak i pozostałe jego dzieła).

Przygotowanie do śmierci, nie oznacza jednakże przygotowania się na swój własny pochówek (choć nikt nie mówi, że to coś złego) czy pospiesznych pożegnań z bliskimi itp.; nie jest jedynie załatwianiem niedokończonych spraw – choć to jest samo w sobie dobre, praktyczne. Przygotowanie się do śmierci oznacza przygotowanie się na spotkaniem z Panem. Dla ludzi, którzy już starają się naśladować Jezusa, ma to głębszy wymiar niż tylko odejście z tego świata w łasce uświęcającej, bez śmiertelnego grzechu na swoim sumieniu, co jest wspaniałe i absolutnie niezbędne do zbawienia (ale Bóg wzywa dusze jeszcze w samym momencie śmierci i można choć wtedy jeszcze błagać Boga o miłosierdzie – i otrzymać je, bo Bóg jest zawsze dobry). Tym niemniej, ludzie, którzy naprawdę kochają Jezusa chcą stanąć przed nim tak czyści jak to jest tylko możliwe, przynosząc ze sobą wiele dusz – w swoich sercach i modlitwach.

I to właśnie na ten jeden moment w przyszłości kiedy staniemy w obecności naszego Pana, chcemy i musimy maksymalnie wzrosnąć w miłości i pokorze – nie tracąc czasu. Ponieważ w tym życiu jest czas, który można wykorzystać dobrze lub źle – nie ma ziemi niczyjej w świecie duchowym. Św. Augustyn napisał, że albo się idzie do przodu, albo się cofa, nie ma czegoś takiego jak stanie w miejscu. To zawsze jest podróż. Każda minuta się liczy. Niezależnie od tego czy jest to życie w zakonie kontemplacyjnym, czynne życie w świecie, czy jakieś połączenie obydwu, ale wszystko z miłością do Boga i w Jego służbie, wszystko to jest cenne w oczach Pana. Powinniśmy żyć tak, żeby jak najbardziej odzwierciedlać ideał: „[Jezus] wszystko dobrze czynił” – choć jest to z całą pewnością w historii ludzkości bardzo rzadkie zjawisko, by ktoś był całe swoje życie dobry, jak to było w przypadku Jezusa i Maryi (i być może jeszcze garstki świętych); mimo to wciąż warto usilnie się starać, by nie stracić ani jednej chwili w życiu by zbliżyć się odrobinę bardziej do Jezusa, poznać Go trochę lepiej, każdego dnia, bez ustanku. Ponieważ czas należy do Boga i powinien być wypełniony miłością.

Anna Garbaczewska