Karty Adopcyjne – adopcje stałe z lipca i sierpnia 2024

W tym miesiącu wysyłka Kart obejmuje adopcje stałe podjęte w lipcu i sierpniu 2024 oraz w okresie wcześniejszym.

Nie wyślesz danych? Kapłan nie dostanie Karty.

Dlaczego?

Przy tak dużej ilości pracy i zaledwie kilku osobach w ekipie, nie mamy możliwości przeszukiwania każdego kapłana z osobna. Jeżeli adoptowaliście kapłana nawet kilka lat temu – proszę, zwróćcie uwagę na to, czy otrzymał Kartę. Jeśli chcecie, by ją otrzymał, to wysłanie stosownych danych jest częścią Waszej troski o swoje zobowiązanie. Prześlijcie nam wymagane informacje, a my wówczas sporządzimy dla kapłana Kartę.

Czas oczekiwania – do 3 tygodni.

Karty Adopcyjne są całkowicie bezpłatne.

Zamiast czekać na naszą przesyłkę, możecie poprosić nas o wersję PDF Karty Adopcyjnej (do samodzielnego wydruku, zamiast Karty od nas).

UWAGA: Ostatnio zauważyliśmy, że listy ekonomiczne wędrują dość długo do nadawców. Prosimy, zgłoście się odpowiednio wcześnie.


Więcej pytań – zakładka „KARTA ADOPCYJNA” pomoże Wam znaleźć odpowiedź 🙂

Maila należy wysłać TYLKO na adres: karty.adopcyjne@gmail.com

Treść według wzoru:

  1. Temat maila: Wysyłka KAVI/ VII 2024
  2. Treść: imię i nazwisko adoptowanego przez Was kapłana,
  3. data rozpoczęcia adopcji,
  4. czy chcecie, aby Wasze dane pojawiły się na Karcie (jeśli tak, to proszę to wyraźnie zaznaczyć, np. „Chcę, by na Karcie znalazły się moje dane”), i podać imię i nazwisko,
  5. czy chcecie osobiście wręczyć Kartę kapłanowi (jeśli tak, prosimy o podanie swojego adresu pocztowego),
  6. jeżeli natomiast chcecie, aby Karta została wysłana bezpośrednio do kapłana, prosimy o wpisanie jego aktualnego adresu.

Jeśli możesz i chciałbyś pomóc, bylibyśmy wdzięczni za wsparcie akcji znaczkami pocztowymi. Nawet JEDEN znaczek robi nam bardzo dużą różnicę! Można je kupić tradycyjnie na poczcie tradycyjnie lub przez internet. Szczegóły dostępne są tutaj: ZNACZKI

 

Modlitwa (nie)daremna

Ujrzałam Anioła Stróża, który mi kazał pójść za sobą. W jednej chwili znalazłam się w miejscu mglistym, napełnionym ogniem, a w nim całe mnóstwo dusz cierpiących. Te dusze modlą się bardzo gorąco, ale bez skutku dla siebie, my tylko możemy im przyjść z pomocą. Płomienie, które paliły je, nie dotykały się mnie. Mój Anioł Stróż nie odstępował mnie ani na chwilę. I zapytałam się tych dusz, jakie ich jest największe cierpienie? I odpowiedziały mi jedno zgodnie, że największe dla nich cierpienie to jest tęsknota za Bogiem. Widziałam Matkę Bożą odwiedzającą dusze w czyśćcu. Dusze nazywają Maryję „Gwiazdą Morza”. Ona im przynosi ochłodę. Chciałam więcej z nimi porozmawiać, ale mój Anioł Stróż dał mi znak do wyjścia. Wyszliśmy za drzwi tego więzienia cierpiącego. – [Usłyszałam głos wewnętrzny], który powiedział: Miłosierdzie Moje nie chce tego, ale sprawiedliwość każe. Od tej chwili ściślej obcuję z duszami cierpiącymi.

Św. Faustyna w swojej wizji widzi anioła, który prowadzi ją do miejsca cierpienia dusz w czyśćcu. To mistyczne doświadczenie ma na celu ukazanie, jak bardzo potrzebują one naszej modlitwy, by mogły doświadczyć Bożego miłosierdzia. Dusze w czyśćcu pragną bliskości Boga, ale nie są w stanie same skrócić czasu swoich cierpień. Poprzez modlitwę, dobre uczyni i przede wszystkim, ofiarowanie Mszy Świętej, my, Kościół żyjących, możemy im przynieść ulgę. To wezwanie, by być miłosiernym wobec tych dusz, przypomina nam, że każdy z nas najprawdopodobniej też będzie potrzebować takiej pomocy, będąc kiedyś po drugiej stronie życia.

W pewnej chwili w nocy przyszła jedna z naszych sióstr do mnie, która umarła przed dwoma miesiącami. Była to siostra pierwszego chóru. Ujrzałam ją w strasznym stanie: cała w płomieniach, twarz boleśnie wykrzywiona. Trwało to krótką chwilę i znikła. Dreszcz przeszył moją duszę, bo nie wiedząc gdzie by cierpiała, czy w czyśćcu, czy w piekle, jednak podwoiłam modlitwy moje za nią. Na drugą noc przyszła znowu, ale ujrzałam ją w straszniejszym stanie, w straszniejszych płomieniach, na twarzy malowała się rozpacz. Zdziwiło mnie to bardzo, że po modlitwach, które za nią ofiarowałam, ujrzałam ją w straszniejszym stanie, i zapytałam: Czy ci nic nie pomogły modlitwy moje? – I odpowiedziała mi, że nic jej nie pomogła modlitwa moja i nic nie pomoże. – Zapytałam: A czy modlitwy, które całe Zgromadzenie ofiarowało za ciebie, czy też ci nic nie przyniosły pomocy? – Odpowiedziała mi, że nic. Modlitwy te poszły na korzyść dusz innych. – I odpowiedziałam jej: Jeżeli modlitwy moje nic siostrze nie pomagają, to proszę do mnie nie przychodzić. I znikła natychmiast. Jednak w modlitwach nie ustawałam. Po jakimś czasie przyszła znowu do mnie w nocy, ale już w innym stanie. Już nie była w płomieniach, jak przedtem, a twarz jej była rozpromieniona, oczy błyszczały radością i powiedziała mi, że mam prawdziwą miłość bliźniego, że wiele dusz innych skorzystało z modlitw moich i zachęcała mnie, żebym nie ustawała [w modlitwach] za duszami w czyśćcu cierpiącymi, i powiedziała mi, że ona już niedługo będzie w czyśćcu pozostawać. Jednak dziwne są wyroki Boże.

Ta wizja ukazuje, że Boże miłosierdzie działa w sposób nieoczekiwany i tajemniczy. Nasze modlitwy mogą przynieść ulgę innym duszom, nawet jeśli nie są skierowane bezpośrednio do nich. To przypomnienie, że miłosierdzie ma wielką wartość w Bożych oczach, a nasza modlitwa nigdy nie jest daremna. Faustyna doświadcza widzenia, w którym ta sama dusza, wcześniej cierpiąca, objawia się jej w stanie pełnym radości i pokoju, sygnalizując, że osiągnęła zbawienie. To szczególne doświadczenie potwierdza, że modlitwy wstawiennicze są skuteczne, choć (niemal zawsze) potrzeba na to cierpliwości. W tej wizji Bóg pokazuje, że nawet dusze bliskie zbawienia przechodzą przez ostateczne oczyszczenie i potrzebują wsparcia tych, którzy jeszcze żyją na ziemi. Miłość bliźniego wyraża się więc w pamięci o zmarłych, którzy są częścią naszego Kościoła i potrzebują naszej pomocy.

W tym miejscu pragniemy pochylić się jeszcze bardziej nad przypadkiem tej siostry. Zauważmy, że była przekonana, że modlitwa jej nie pomaga! Myliła się jednak, ponieważ „efektów’ nie było widać od razu. Czy nie jest tak też czasami z naszym podejściem? Kwestionujemy sens modlitwy, bo wydaje nam się, że nie przynosi ona żadnych rezultatów. Jak zwykle jednak, wielkość modlitwy nie tworzą pojedyncze jej ziarenka, lecz codzienna powtarzalność, wytrwałość, swoiste nagromadzenie tej modlitwy. To jest coś, o czym musimy nieustannie pamiętać. Owoce rodzą się długo i w ogniu trudności i przeciwności i nie zawsze przynoszą one taki efekt, jakiego się spodziewamy.

Wytrwałość w modlitwie jest niezwykłą drogą, pełną cichego i codziennego poświęcenia, które przynosi owoce, choć czasem dopiero po długim czasie oczekiwania. Święci często świadczą o tym, jak wielką moc ma właśnie wytrwałość. Święta Monika, matka świętego Augustyna, przez lata modliła się o jego nawrócenie, nie widząc natychmiastowych rezultatów. Mimo to nie traciła nadziei i wytrwała w modlitwie, aż w końcu, po wielu latach, zobaczyła jej owoce w postaci przemiany swojego syna, który stał się jednym z największych świętych i myślicieli Kościoła.

Podobnie jak ona, możemy czasem nie widzieć efektów naszych modlitw, co może rodzić wątpliwości, czy mają one sens. Jednak warto pamiętać, że modlitwa to nie jednorazowy akt, lecz droga wzrastania i zbliżania się do Boga. Jak ziarno, które potrzebuje czasu, aby wykiełkować, tak i nasza modlitwa, wytrwale powtarzana, gromadzi w sobie siłę i przynosi owoce, nawet jeśli są one niewidoczne na pierwszy rzut oka. Każdy dzień wytrwałej modlitwy jest jak kolejna cegiełka budująca naszą duchową siłę i wiarę, a Bóg – jak przypominają nam święci – zawsze słyszy nasze wołania, nawet jeśli odpowiedź przychodzi w czasie i miejscu, które tylko On zna.

Wytrwałość wymaga ufności i pokory, ale przynosi wewnętrzny pokój i pozwala wzrastać w wierze. To właśnie ta stałość i oddanie, nawet w obliczu przeciwności, prowadzi do prawdziwego owocowania. Jest to bowiem nasz prawdziwy cel – zbudować relację z Bogiem, a ta wymaga czasu. W świecie, w którym wszystko ma przynieść efekt i zadziałać natychmiast, trudno nam wytrwać.

Faustyna modli się za wszystkie cierpiące dusze i prosi Jezusa o serce pełne miłosierdzia dla wszystkich ludzi na świecie, zarówno żyjących, jak i zmarłych. Z tej modlitwy płynie przesłanie, że nasze miłosierdzie nie powinno znać granic. Jak mówi św. Faustyna, „miłosierdzie Boże jest niezgłębione”, a każdy akt miłosierdzia wobec innych, zwłaszcza wobec dusz w czyśćcu, jest wyrazem naszej miłości do Boga i bliźniego.