Sakrament Pokuty

Źródło zdjęcia: https://gazetawroclawska.pl/

Z Sakramentem Pokuty wiąże się dla mnie niezwykły wysiłek, bo moja droga do przekonania się do tego sakramentu była długa i niezwykle ucząca. Mimo, że miałam świadomość, że spowiedź jest niezwykle ważnym sakramentem, bo otwiera człowieka na Boże działanie dzięki łasce, potwornie bałam się tego sakramentu, zapominając, że łaska jest silniejsza niż grzech. My wyznajemy grzechy, a Bóg daje nam nieporównywalnie większy prezent – obdarza nas miłosierdziem, odpuszcza nam nasze winy, a konsekwencje tego są niewyobrażalne – możemy czerpać ze zdrojów, możemy karmić się Ciałem i Krwią Pańską. Czasem brakuje już sił do tego, by wstać i iść dalej, by pełną piersią zachłysnąć się Bożą miłością. Wtedy na nowo potrzeba iść do tego zdroju, napełnić się, napromieniować Jego miłością i miłosierdziem. Bez strachu, bez obawy… z nadzieją, ufnością w Bożą miłość.

Gdy odchodzę od krat konfesjonału rzadko zdarza się, żebym nie miała uśmiechu na twarzy. Wróciłam do Ojca, nareszcie, jestem wolna. Taka radość, że już od teraz znów mam wyjątkowego opiekuna i On idzie ze mną tak naprawdę, bo został przeze mnie zaproszony. Otworzyłam drzwi, a On przyjął zaproszenie. Jak jest napisane w Ewangelii, cieszy się wraz z Bogiem całe niebo. A mój biedny Anioł Stróż… On też musi się cieszyć, w końcu wypełnił swoje pośrednie zdanie, doprowadził mnie do pojednania z Bogiem.

Zawsze po spowiedzi klękam w ławce i mówię Bogu ciche „dziękuję…” tylko tyle, bo co można powiedzieć Bogu, ogromie Jego wielkiej miłości, którą przed chwilą na mnie wylał. Ta świadomość sprawia, że widzimy inaczej, że po grzechu chcemy biec do Taty i choćby nie wiadomo ile trzeba było zapłacić za to, to chcę wrócić. Zacząć od nowa, z wiarą, że Bóg w swój wiadomy sposób po prostu to poukłada, przytuli do Serca i się ucieszy. Choćby cały świat był przeciw, On będzie za… za człowiekiem. Bo to się nazywa Miłość.

Po co nam sakrament przed człowiekiem? Wielokrotnie ludzie o to pytali innych ludzi. Bo jakie łatwe byłoby wypowiedzenie wszystkiego co złe, brudne, wstrętne przed samym Panem Bogiem. Siadam i mówię, tak po prostu bez żadnego większego strachu, przecież Bóg i tak to wszystko już wie. Gdy idziemy do innego człowieka – księdza – pośrednika, musimy przełamać barierę wstydu, to musi nas kosztować. Musimy się przygotować i to nie tak jak w rozmowie z Bogiem, gdy On wszystko wie, ale jak do człowieka, który czasem nie wie nic o naszym życiu. Tym samym, chcąc by zrozumiał nas w odpowiedni sposób, musimy nakreślić motywy naszego działania, żeby zadać odpowiednią naukę i pokutę. Musimy wypowiedzieć swojego grzechy, nie w myślach, ale na głos, w konfesjonale. To on daje nam ochronę, bezpieczeństwo.

Jakkolwiek trudna jest dla nas spowiedź, trzeba nam pamiętać, że nie spowiadamy się przed księdzem, ale przed Bogiem. I to On jest najważniejszy. Z Nim się jednamy i Jego kochamy. Kiedyś Ksiądz powiedział, że stan łaski uświęcającej to tańczenie z Panem Bogiem. Muzyka nam powie, że do tanga trzeba dwojga. Stan łaski uświęcającej to o wiele więcej, niż widzimy. Uświadomiłam sobie, że bez stanu łaski człowiek staje się szary, nijaki i w dodatku widzi jak przez brudne okulary. Jak trudno wtedy być prawdziwie radosnym, cierpliwym, uprzejmym… trudno. Dużo trudniej wtedy patrzeć na człowieka jak na brata jak na kogoś, kogo się kocha. Od pewnego czasu pierwszą Eucharystię po spowiedzi ofiaruję za mojego Księdza spowiednika, dziękuję Bogu za niego i proszę o potrzebne łaski.

Spowiedź to niezwykły dar Boga dla człowieka. I pewnie doświadczamy tego, a głębiej zastanawiając się, zobaczylibyśmy jak zmieniamy się pod wpływem grzechu. Jak trudniej nam już być uprzejmym, miłym, odrzucać pokusy… Sakrament pokuty to nie wstyd, katorga wymyślona przez Boga, itd. trzeba popatrzeć
na ten sakrament jak na łaskę i szansę, żeby iść dalej i zacząć raz jeszcze.

Magdalena Maraj, „Okruchy nieba”

Krzyż – na piersi nie wystarczy

Obchodząc dziś święto Podwyższenia Krzyża Świętego, warto skłonić się ku krótkiej refleksji.

Jan XXIII podczas swojego przemówienia w kościele św. Ignacego w Rzymie, skierowanego do sióstr zakonnych powiedział tak:

„Miło nam skierować waszą myśl na ten Krzyż, który potężnie uwydatnia się na wielkim fresku stropu, ożywiony fantazją i artyzmem pobożnego zakonnika jezuity Brata Pozzo. Szkicując glorię św. Ignacego, chciał on z głęboką intuicją uczcić także tryumf Krzyża, z którego rodzą się i nabierają sensu dzieje Świętych.

Krzyż ten uwydatnia się w całym swoim majestacie i z niezrównaną wymową przypomina wszystkim, że nie wystarcza nosić go na piersi lub mieć go przed oczyma, lecz że nade wszystko trzeba go wyrzeźbić w duchu i w sercu.

Niech Krzyż będzie pieczęcią waszego dziewictwa, źródłem waszej siły, natchnieniem waszych modlitw i sekretem waszego pokoju w kosztowaniu już tu na ziemi radości nieba, którego życie wasze tu na ziemi jest symbolem i upomnieniem. Wasze umiłowanie Krzyża sprawi, że z ofiary, którą złożyliście z samych siebie i z wszystkiego, co było wam drogie, będzie mogła rozlewać się wdzięczna woń w św. Kościele Bożym.

 

Dzisiejsze święto przypomina nam ogromne znaczenie krzyża jako symbolu chrześcijaństwa. Uświadamia, że nie możemy go traktować jedynie jako elementu dekoracji naszego mieszkania, miejsca pracy czy jednego z wielu elementów naszego codziennego stroju. Nosząc go, musimy być świadomi, że jest to także świadectwo naszej wiary, która ma być żywa i prawdziwa. Ironią, paradoksem i wielkim antyświadectwem było wydarzenie, gdy w akcji „Nie wstydzę się Jezusa” wzięła udział znana osoba, która później zachowała się publicznie w sposób głęboko niemoralny. Może i chcemy w ten sposób deklarować, by nie wstydzić się Jezusa, ale zróbmy wszystko, by On nie musiał wstydzić się… nas.