Prosząc o cud

Posted: 20 września 2017 by Agnieszka Dankiewicz in przemyślenia
Tagi:

Żyjemy wśród ludzi – spotykamy ich na każdym kroku: w szkole, na uczelni, w pracy, w środkach komunikacji miejskiej, w sklepach. Czasem podejmujemy rozmowę, poznajemy ich historię. Każda z tych historii jest inna i w każdej z nich przeplatają się chwile radosne i smutne. Ludzie doświadczają sukcesów, powodzenia, radości, ale czasem także porażki, cierpienia, smutków.

W każdej historii ludzkiego życia pojawiają się takie momenty, kiedy ze swojej ludzkiej perspektywy nie widzi już możliwości dalszego działania i wyjścia z sytuacji. Niektóre problemy dotyczą nas bezpośrednio, powodują u nas rezygnację, poddanie się, może nawet rozpacz. Czasami różne trudne doświadczenia mogą dotyczyć naszych bliskich. Wtedy również może pojawić się bezradność – zdarza się przecież, że tak bardzo chcielibyśmy pomóc w rozwiązaniu jej / jego problemów, ulżyć komuś w cierpieniu, wesprzeć… Jednak wszystkie nasze działania mogą pozostać bezskuteczne, a efektów – jak nie było, tak nie ma. Ludzkie sposoby i ludzka perspektywa zawodzi.

Jeśli więc „z ludzkiego punktu widzenia” nie można zrobić już nic, może pojawić się w człowieku ogromna nadzieja na cud – od Boga albo od losu. Najczęściej kojarzy się on człowiekowi z jakimiś „magicznymi okolicznościami”, które nagle odmienią całe nasze życie.

Kiedy żyjemy wiarą w Boga, nadzieję na cud pokładamy właśnie w Nim. Podejmujemy modlitwę, różne wyrzeczenia, składamy Panu Bogu najróżniejsze obietnice, które spełnimy, jeśli tylko przychyli się do naszej prośby.

Po ludzku czasem „wyobrażamy sobie”, co byłoby najlepsze w danej sytuacji. Choć czasem możemy czuć się bezradni i bezsilni wobec tego, co dzieje się w naszym życiu (lub w życiu naszych bliskich), mamy swoje ludzie nadzieje, swoje ludzkie pomysły na to, co byłoby dla nas dobre. A więc bardzo konkretnie stawiamy nasze prośby do Pana Boga, prosząc Go o konkretne cuda. Oznacza to, że nasze prośby o cud mogą być najróżniejsze i mogą przyjmować najróżniejszy kaliber: w zależności od tego, co dzieje się w naszym życiu. Kiedy zaczynamy prosić o cud i polecać Bogu nasze sprawy, może pojawić się jeszcze jeden problem.

Problem polega na tym, że ta „Boża interwencja”, której tak bardzo oczekujemy, może różnić się od naszego pomysłu. Prosimy Boga o pewną konkretną rzecz, modlimy się o jakieś konkretne rozwiązanie sprawy… Mimo to czasami dana sytuacja nie zmienia się przez dłuższy czas. Cudu nie ma, problem pozostaje, a człowiek ulega jeszcze większym wątpliwościom, jeszcze większej rozpaczy. Na zasadzie: „jeśli ja sam nie mogę nic zrobić, zwracam się do Boga – a jeśli teraz nawet Bóg milczy?”.

Na tym nie można się zatrzymać – nie można założyć, że Bóg milczy i nie chce czy nie potrafi rozwiązać naszych problemów. Ile ludzi, tyle reakcji – każdy z nas inaczej przyjąłby to „milczenie Boga”. Na czym polega problem naszego spojrzenia na cuda? Odpowiedzią mogą stać się tutaj słowa ks. Jana Kaczkowskiego:

O cuda można się modlić, ale cudu nie należy się spodziewać. One nie dzieją się na zawołanie ani nie można ich na Bogu wymusić.

Jaki jest więc z tego wniosek?

Bóg bardzo chce naszego szczęścia, On wie, co będzie dla nas najlepsze. Nasze szczęście jest głównym elementem Jego planu na nasze życie – choć może czasem trudno jest nam ten plan przyjąć, zwłaszcza, jeśli spotykają nas trudności, problemy, cierpienie czy ból. Jednak wszystkie doświadczenia (nawet te najtrudniejsze) dzieją się z jakiegoś konkretnego powodu – być może mają nas czegoś nauczyć, być może mają pokazać nam jakąś prawdę o nas samych. Być może wszystkie te doświadczenia mają wpłynąć w jakiś sposób na naszą relację z Bogiem i przyczynić się do rozwoju duchowego. Kto wie – może poprzez trudne doświadczenia, które nas spotykają, mamy szansę na zyskanie lub odnowienie kontaktu z najbliższymi ludźmi, odkrycie prawdziwych przyjaźni… Wydaje nam się, że patrząc w przyszłość, widzimy jedynie ciemność – nie zauważamy sensu naszych doświadczeń, nie potrafimy ich sobie wytłumaczyć. Podczas gdy w gruncie rzeczy: zrozumienie tych doświadczeń, zauważenie ich sensu i dostrzeżenie wspaniałego Bożego planu może być odpowiednio odczytane dopiero z perspektywy czasu.

Przyjmując to, że Bóg chce naszego szczęścia, nie możemy spodziewać się konkretnego cudu – konkretnego rozwiązania danej sytuacji. Nie możemy Mu niczego „narzucić” – to On wie, co robić.

Zaufajmy, dajmy się poprowadzić Jemu.

Powierzajmy Mu swoje sprawy, prośmy o cuda, ale się ich nie spodziewajmy tak, jak tego oczekujemy.

Pozwólmy się zaskoczyć Temu, który NAPRAWDĘ chce naszego szczęścia.

Nauczmy się cierpliwie czekać na to, co przed nami i pokornie przyjmować to, co bieżące.

I przede wszystkim – uwierzmy w to, że On jest, działa i nigdy nas nie zostawi, bez względu na różne okoliczności naszego życia. A jak pisał ks. Twardowski: „wierzyć – to znaczy nawet nie pytać, jak długo jeszcze mamy iść po ciemku”.

Reklamy

Pierwszy czwartek miesiąca – Święty Piotr Kanizjusz

Posted: 7 września 2017 by Sandra Kwiecień in Uncategorized

Piotr Kanizjusz przyszedł na świat 8 maja 1521 roku w Nijmegen w Holandii. Wychowywał się w bogatej rodzinie, na utrzymanie której zarabiał przede wszystkim ojciec, Jakuba Kanijs, który był burmistrzem. Jakub pragnął, aby jego syn został prawnikiem. Piotr od najmłodszych lat był bardzo zaangażowany w życie Kościoła i lokalnej wspólnoty parafialnej. Zawsze chętnie służył podczas nabożeństw. Z tego względu zdecydował się na podjęcie studiów teologicznych na uniwersytecie w Kolonii.

Nauka Piotra w Kolonii przypadła na lata 1536 – 1546. Wśród wszystkich teologicznych działów Piotrowi najbardziej przypadła do gustu apologetyka. Wnikliwie starał się zbadać i zgłębić te prawdy wiary, które w tamtym czasie były szczególnie podważane przez protestantów. W 1543 roku postanowił wstąpić do jezuitów. Na polecenie Ignacego Loyoli był kierowany do Włoch w celu pogłębienia swojej formacji. Swoją mądrością i talentami potrafił bardzo szybko zyskać autorytet – dzięki temu zanim został jeszcze wyświęcony na kapłana, zdecydowano się wysłać go kilkukrotnie z wizytą do cesarza Karola V, aby tam prosić o usunięcie z urzędu ówczesnego biskupa Kolonii (problemem był fakt sprzyjania protestantom przez biskupa). Piotr przyjął święcenia kapłańskie w 1546 roku.

W latach 1559- 1568 był głównym kaznodzieją w augsburskiej katedrze. Sposób przekazywania treści przyciągał kolejnych odbiorców. Jego kazania i pisma zawsze wywierały duże wrażenie na słuchaczach – dzięki temu wielu Niemców nawracało się i powracało do Kościoła. Był to główny punkt jego apostolstwa, dzięki któremu mógł być uznany za jednego z najbardziej wpływowych katolików tamtego czasu. Jego dużym osiągnięciem było stworzenie Niemieckiego Katechizmu, w którym najważniejsze prawdy wiary były wyjaśnione w przystępny sposób w języku niemieckim. Dzięki temu możliwy był odbiór tych treści przez szersze grono osób.

Wiedza i doświadczenie Piotra było doceniane na każdym kroku. biskup Augsburga (kardynał Otton Truchsess) zaprosił go, aby towarzyszył mu na Soborze Trydenckim. Dodatkowo, był bardzo zaangażowany w udział w zjazdach i obradach dotyczących problemów spowodowanych wystąpieniem Marcina Lutra. Podczas wykładów nauczał swoich studentów i odrzucał wszelkie ataki protestantów na katolickie prawdy wiary.

Poza wydanym „Niemieckim Katechizmem” ojciec Piotr prowadził bardzo ożywioną działalność pisarską – tworzył modlitewniki, broszury, zbierał w biuletynach kazania i nauki. Swoim zaangażowaniem, wiedzą i talentami przyczynił się do odnowy ówczesnego Kościoła w Niemczech. Jego kazania, listy i inne pisma były pełne treści świadczących o tym, że w jego życiu istotną rolę odgrywał kult maryjny.

Ostatnich 20 lat swojego życia spędził we Fryburgu (Szwajcaria). Założył tam szkołę jezuicką. W wieku 70 lat został częściowo sparaliżowany na skutek udaru. Pomimo problemów zdrowotnych nie zaprzestał działalności apostolskiej i nadal głosił kazania. Piotr Kanizjusz umarł w 1597 roku we Fryburgu. Został beatyfikowany w 1864 roku przez papieża Piusa IX. Natomiast beatyfikował go Pius XI w 1925 roku. Kościół wspomina go 21 grudnia.

Źródła:

http://brewiarz.pl/czytelnia/swieci/12-21a.php3

 

PRZYPOMINAMY ZASADY WYSYŁKI:

***

Nie wyślesz danych? Zapewne kapłan nie dostanie Karty.

Dlaczego?

Przy kilku tysiącach adopcji i dziesiątkach maili przychodzących każdego dnia, nie mamy możliwości przeszukiwania każdego kapłana z osobna. Jeżeli adoptowaliście kapłana nawet kilka lat temu – proszę, zwróćcie uwagę na to, czy otrzymał Kartę. Jeśli chcecie, by ją otrzymał, to wysłanie stosownych danych jest częścią Waszej troski o swoje zobowiązanie. Prześlijcie nam wymagane informacje, a my wówczas sporządzimy dla kapłana Kartę.

Na Kartę trzeba troszkę poczekać. Zależy to bowiem od tego, ile przychodzi zgłoszeń i iloma materiałami w danym momencie dysponujemy (czy trzeba zamówić koperty, dokupić znaczki, papier wizytówkowy na Karty itd.). Czas oczekiwania – do 3 tygodni. 

Karty Adopcyjne są całkowicie bezpłatne.

Więcej pytań – zakładka „KARTA ADOPCYJNA” pomoże Wam znaleźć odpowiedź 🙂

Maila należy wysłać TYLKO na adres: karty.adopcyjne@gmail.com

Treść według wzoru:

  1. Temat maila: Wysyłka- KA IV/V 2017
  2. Treść: imię i nazwisko adoptowanego przez Was kapłana,
  3. data rozpoczęcia adopcji,
  4. czy chcecie, aby Wasze dane pojawiły się na Karcie (jeśli tak, to proszę to wyraźnie zaznaczyć, np. „Chcę, by na Karcie znalazły się moje dane”), i podać imię i nazwisko,
  5. czy chcecie osobiście wręczyć Kartę kapłanowi (jeśli tak, prosimy o podanie swojego adresu pocztowego),
  6. jeżeli natomiast chcecie, aby Karta została wysłana bezpośrednio do kapłana, prosimy o wpisanie jego aktualnego adresu.

Artykuł w gazetce parafialnej

Posted: 28 sierpnia 2017 by Sandra Kwiecień in świadectwa
Tagi:

Poniżej fragmenty artykułu pani Moniki Krzemień, współredaktorki miesięcznika ukazującego się w parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Bielsku- Białej. Dziękujemy!

Zdjęcie ze strony: http://episkopat.pl/

Kim właściwie jest Kapłan? Osobą wybraną do wyjątkowo ścisłej współpracy z Bogiem, „zatrudnioną” w miejscu o nazwie Kościół, będącą w służbie wspólnocie wiernych. Człowiek wyznaczony do służby mającej na celu przekazywanie ludziom, że ON JEST – tu i teraz, i że był na początku i będzie gdy nastanie koniec… Tak niewiele, aczkolwiek oznacza przecież wszystko. I tym zajmuje się Kapłan.

Księży poznałam kilku, może kilkunastu. Diametralnie różnych pod względem usposobienia, podejścia do ludzi, do spraw, do otoczenia – i dzięki Bogu! Nie zaszufladkowani, nie zamknięci w szarych i ciemnych celach, odizolowani od świata zmieniającego się w zawrotnym tempie. Katecheci, wykładowcy, nauczyciele, profesorowie, ale i synowie, bracia, najlepsi przyjaciele. Ludzie wyjęci ze świata, by zostać do tego świata posłanymi jeszcze raz – z Dobrą Nowiną.

Czasami zastanawiam się dlaczego tak wielu, którzy odeszli od Kościoła, ma tak niewiele dobrego o Nim do powiedzenia. Trudne, może czasami bolesne życiowe doświadczenia sprawiły, iż postrzegają Kościół jako instytucję, której przedstawiciele wciąż wyciągają rękę po pieniądze. Kapłanom wytykane są ludzkie grzechy, błędy i zaniedbania, które dodatkowo przez media są podkreślane grubą, czerwoną krechą, co powoduje kolejne haniebne plamy na kartach historii Kościoła. A gdzie jest miejsce na poszukiwanie tego dobra, które niosą ze sobą Księża, tej odpowiedzialności, którą podjęli w dniu święceń? Czas dla innych, dobre słowo, pociecha, przyjacielska rozmowa, niejednokrotnie pomoc finansowa. O tym się w mediach nie mówi, bo to zbyt normalne, oczywiste. Tylko zło jest jaskrawe i krzykliwe. Ale to, co widzialne, to tylko mała cząstka choć nie mniej ważna… Jak pisał Antoine de Saint-Exupéry: „Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”. Sens powołania i posługi kapłańskiej należy zawsze postrzegać oczami wiary. Kapłan ukazuje nam Boga obecnego w Eucharystii, utajonego w Hostii, przygarniającego nas w sakramencie Chrztu, przychodzącego w Komunii Świętej, umacniającego podczas Bierzmowania, przebaczającego w sakramencie pokuty, uzdrawiającego dusze i ciała, uzdalniającego do świadomego małżeństwa lub kapłaństwa.

Na całej rozciągłości ziemskiego życia, Kapłan jako pośrednik między nami a Bogiem – winien być obecny. Od chrztu, aż po odprowadzenie na miejsce doczesnego spoczynku – biorą za nasze życie duchowe odpowiedzialność i na końcu czasów zdadzą raport ze swojej służby.

„Konieczne jest, by kapłani mieli świadomość, że cała ich posługa nigdy nie powinna wynosić na pierwszy plan ich samych lub ich opinie, ale Chrystusa. Każda próba stawiania siebie w centrum celebracji liturgicznej sprzeciwia się tożsamości kapłańskiej. Kapłan przede wszystkim jest sługą i winien ciągle starać się być znakiem, który jako posłuszne narzędzie w rękach Chrystusa, odsyła do Niego.” (Benedykt XVI)

Potrzebujemy świętych Kapłanów, życzliwych, ale i wymagających. I o to powinniśmy się modlić. Jednym ze sposobów, w jaki możemy wspomóc modlitwą księży, jest świecka akcja katolicka, założona przez Sandrę Kwiecień w 2010r., o nazwie Dzieło Duchowej Adopcji Kapłanów (DDAK). Założyła ona internetową bazę Kapłanów, których można zgłosić do pewnego rodzaju duchowej adopcji. Zupełnie bezpłatnie, z chronionymi danymi osobowymi, jawnie lub anonimowo można zdeklarować się do codziennej, dowolnej modlitwy tymczasowej lub nieograniczonej w czasie, za wybranego przez siebie kapłana, który otrzymuje pamiątkową Kartę Adopcyjną.

Inicjatywa DDAK powstała w celu wsparcia duchowego Kapłanów w ich posłudze. Modlitwą przyczyniamy się też do wzrostu ich wiary, umocnienia w charyzmacie powołania, przez co stają się lepszymi głosicielami Słowa Bożego i szafarzami Sakramentów Świętych.

„Bez reklamy, szumu w mediach i kampanii reklamowych. Widać z Bożą pomocą niczego nie trzeba, poza modlitwą. Czy macie więc jeszcze jakieś wątpliwości, że modlitwa niczego nie zmienia?W naszym przypadku całe istnienie DDAK bazuje tylko na tym. Dzięki Wam wszystkim za Waszą obecność, Wasz trud i poświęcenie! Rozejrzyjmy się po swoich parafiach. Kogo z duszpasterzy nie ma jeszcze w Księdze Adoptowanych Kapłanów? Może warto przygarnąć któregoś, choćby na miesiąc, dwa lub rok? Nie ustawajmy w modlitwie!”

Monika Krzemień

Czy Ty w to wierzysz?

Posted: 21 sierpnia 2017 by Agnieszka Dankiewicz in przemyślenia
Tagi:

Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już od czterech dni spoczywającego w grobie.
Kiedy więc Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta więc rzekła do Jezusa: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga».
Rzekł do niej Jezus: «Brat twój zmartwychwstanie».
Marta Mu odrzekła: «Wiem, że powstanie z martwych w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym».
Powiedział do niej Jezus: «Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, to choćby umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?»
Odpowiedziała Mu: «Tak, Panie! Ja mocno wierzę, że Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat».
Jezus wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: «Gdzie go położyliście?»
Odpowiedzieli Mu: «Panie, chodź i zobacz!» Jezus zapłakał. Żydzi więc mówili: «Oto jak go miłował!» Niektórzy zaś z nich powiedzieli: «Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?»
A Jezus, ponownie okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień.
Jezus powiedział: «Usuńcie kamień!»
Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: «Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie».
Jezus rzekł do niej: «Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?»
Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: «Ojcze, dziękuję Ci, że Mnie wysłuchałeś. Ja wiedziałem, że Mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie tłum to powiedziałem, aby uwierzyli, że Ty Mnie posłałeś». To powiedziawszy, zawołał donośnym głosem: «Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!» I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce przewiązane opaskami, a twarz jego była owinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: «Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić».
Wielu zatem spośród Żydów przybyłych do Marii, ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego.

(J 11, 3-7. 17. 20-27. 33b-45)

 

Wiele może być spojrzeń na tę doskonale znaną biblijną scenę.
Każdy z nas może zwrócić uwagę na zupełnie inny aspekt tego tekstu, wynosząc dla siebie rozmaite wnioski.

Choć wiadomo, że głównym wątkiem w tej scenie jest wskrzeszenie Łazarza, to jednak piękna jest rozmowa Marty z Jezusem. Chrystus przychodzi do Judei w bardzo trudnym dla Marty momencie. Umarł jej brat – jedna z najbliższych osób w rodzinie. Przyszła śmierć – wszystko wydaje się stracone i można by było uznać, że nic nie da się zrobić. Choć śmierć jest naturalną koleją rzeczy, to jednak gdy dotyka ona kogoś z naszych bliskich, zawsze towarzyszy temu rozczarowanie, ból i cierpienie.

W tej smutnej chwili Marta spotyka Chrystusa – już na wstępie wita go pięknym wyznaniem wiary: „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci to wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga”. Następnie pojawia się dialog o zmartwychwstaniu – Jezus zapewnia, że Łazarz powstanie z martwych, a Marta potwierdza swoją wiarę, że nastąpi to w czasach ostatecznych. „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, to choćby umarł, żyć będzie.”

W innym ewangelicznym opisie tej sceny po tym stwierdzeniu Jezusa pada bardzo ważne pytanie: „Czy Ty w to wierzysz?”. Marta w zasadzie bez wahania odpowiada, że tak i wyznaje wiarę w to, że Chrystus jest Mesjaszem, Synem Bożym. Wówczas Jezus nakazuje, by odsunąć kamień, modli się i wzywa Łazarza do wyjścia z grobu.

Można zaryzykować stwierdzeniem, że i dziś ta historia się powtarza.
Dominikanin, o. Krzysztof Popławski OP, pisał:

“Śmierć jest powszechnie obecna w codzienności, informacji, prasie, filmie, grach komputerowych. Ale jako możliwe, nasze doświadczenie – jest tabu.”.

Nie tylko śmierć jest takim problemem, który pozostaje powszechny, ale wciąż nie do końca “oswojony”. Każdemu człowiekowi przytrafiają się w życiu różne chwile, w których sytuacja może się wydawać całkowicie beznadziejna. I choć nie dotyka nas może śmierć bliskich, a inne problemy – schemat pozostaje taki sam. Ulegamy wrażeniu, że sytuacja jest trudna, że nie ma już dobrego rozwiązania, że nic nie da się zrobić. Być może pojawia się u nas podobne zachowanie jak w przypadku Marty. Spotykamy się z Bogiem i mówimy Mu: „Panie, gdybyś był ze mną w tym konkretnym doświadczeniu, nic by się nie stało”.

Jednak we wszystkich takich momentach nie wolno nam zapomnieć o wszechmocy Boga. On jest Tym, który może wszystko: dla Niego nie ma nic możliwego. Bóg to Ten, który (jak czytamy w Księdze Izajasza) „otwiera groby”. Groby przyzwyczajeń, trudności, grzechu, problemów, lęków… A więc Bóg to Ten, który uwalnia nas od tego, co złe, aby obdarować nas szczęściem i tym, co dobre.

Czego więc potrzeba, aby tak się stało?

Odpowiedź na to pytanie może wydawać się oczywista i prosta. Potrzebna jest wiara. Jednak nie taka „teoretyczna”, a „praktyczna” – szczera, z głębi serca, pełna przekonania.

Czy Ty w to wierzysz?
To pytanie skierowane w fragmencie Ewangelii jest kierowane współcześnie także do każdego i każdej z nas. Dla Boga nie ma ABSOLUTNIE niczego, co byłoby niemożliwe. Z drugiej strony: to właśnie ten moment, kiedy słyszymy także to pytanie: czy wierzymy, że rzeczywiście On może wszystko.

Wszystkie te biblijne fragmenty zachęcają nas do tego, aby zadać sobie właśnie to pytanie, które usłyszała Marta: czy Ty w to wierzysz?

No właśnie. Wierzysz?

Wysyłka plakatów

Posted: 16 sierpnia 2017 by Sandra Kwiecień in materiały
Tagi:

W końcu ogłaszamy zaplanowaną wysyłkę plakatów promocyjnych DDAK!

Plakat pionowy:

Plakat poziomy:

Łącznie przygotowaliśmy 50 kopert ze znaczkami o wartości 5,10 zł. Na zdjęciu jest ich dokładnie 45, gdyż 5 kopert wysłaliśmy już parę dni wcześniej.

Jakiś czas temu dziękowaliśmy Wam za ogromną pomoc (zwłaszcza finansową), dzięki której pomogliście nam opłacić ponad połowę kosztów przeznaczonych na akcję promocyjną. W tym miejscu jeszcze raz Wam za to dziękujemy!

Koperty te są przeznaczone na wysyłkę plakatów DDAK. Plakaty otrzymaliśmy za darmo od Wydawnictwa Hlondianum. Każdy, kto miałby chęć i możliwość rozwiesić takie plakaty w swojej parafii, salce katechetycznej (wszak niedługo zacznie się rok szkolny) lub na uczelni – śmiało możecie pisać na adres:

sandra.kwiecien.ddak@gmail.com

Tytuł wiadomości: „Plakaty”

W treści należy wpisać ile sztuk i jakiego rodzaju (poziome czy pionowe) plakaty są Wam potrzebne.

Prosimy o rozwagę w szacowaniu ilości – plakaty powoli się nam kończą, a szkoda, by wylądowały gdzieś w kącie.

Pamiętajcie o trzech rzeczach:

  1. przesyłka jest awizowana i trzeba po nią pójść na pocztę,
  2. podajcie swój adres pocztowy, na który można przesłać materiały,
  3. miejcie pewność, że uzyskacie zgodę na rozwieszanie naszych plakatów.

***

Materiały, jak zawsze, są całkowicie bezpłatne. 

Jeśli jednak ktoś miałby taką możliwość (może nagroda w pracy lub zwrot podatku 🙂 ), to istnieje opcja wsparcia nas poprzez przesłanie znaczków pocztowych lub drobnej, finansowej „cegiełki”, np 5 zł lub 10 zł.

Adres pocztowy lub numer konta są udostępniane mailowo. Pamiętajcie jednak, że jest to tylko i wyłącznie opcjonalne. Samo wsparcie nas jest ogromną i wspaniałą pomocą, za którą jesteśmy BARDZO wdzięczni.

Jak widać na zdjęciach, Wasze darowizny są przekazywane w całości na potrzeby akcji. Detaliczny koszt takiej przesyłki to 5,10 zł (jeśli plakatów jest mało, bo przy większej ilości jest to 7,10 zł) oraz 3,60 zł za kopertę bąbelkową. Czyli jedna przesyłka to (najniższy koszt) 8,70 zł. Z tego też powodu prosimy, by zamówienie na plakaty było na co najmniej dwa plakaty.


Wysyłka będzie organizowana tylko w dniach 16-21 sierpnia.

Kto chce pomóc – niech pisze na maila 🙂

Dziękujemy!