I zaczął rozsyłać ich po dwóch.

Jezus przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch. Dał im też władzę nad duchami nieczystymi. I przykazał im. żeby nic z sobą nie brali na drogę prócz laski: ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie. „Ale idźcie obuci w sandały i nie wdziewajcie dwóch sukien”. I mówił do nich: „Gdy do jakiego domu wejdziecie, zostańcie tam, aż stamtąd wyjdziecie. Jeśli w jakim miejscu was nie przyjmą i nie będą was słuchać, wychodząc stamtąd strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo dla nich”. Oni więc wyszli i wzywali do nawrócenia. Wyrzucali też wiele złych duchów oraz wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali.

(Mk 6,7-13)

Niedawno, podczas jednej z niedzielnych Eucharystii, mogliśmy usłyszeć powyższy fragment Ewangelii według świętego Marka. W tej scenie Jezus przywołuje do siebie apostołów i rozsyła ich, aby szli na całyh świat głąsząc Dobrą Nowinę. Uczniowie otrzymują łaski potrzebne do tego, aby wyruszyć w drogę. Jednak w tym samym momencie Jezus poucza ich, aby nie zabierali ze sobą niczego, co z ludzkiego punktu widzenia wydaje się tak bardzo potrzebne: chleb, nadmiar ubrań, torby, pieniądze… Na dodatek Jezus od razu uprzedza, że uczniowie trafią także do takich miejsc, w których spotkają się z niezrozumieniem, brakiem zainteresowania, odrzuceniem, obojętnością…

Taka podróż od samego początku może wydawać się trudna – albo nawet niemożliwa. Jak bowiem 12 apostołów, rozesłanych przez Jezusa parami, może zwojować CAŁY świat? Ludzie możliwości są przecież ograniczone. Jak wiele miejscowości można odwiedzić, poruszając się na piechotę? Jak długie dystanse można w ten sposób pokonać? Jak radzić sobie, kiedy w podróż wyrusza się nieprzygotowanym i niezaopatrzonym – z ludzkiego punktu widzenia? Jak pozostać silnym, gdy dotychczas pozostawało się przy boku nauczyciela, a teraz przyszedł moment przejęcia większej odpowiedzialności i poważniejszego zadania? Jak zmierzyć się z ludzką nieprzychlnością, niezrozumieniem albo nawet odrzuceniem?

W tym momecie można byłoby pomyśleć, że cała misja głoszenia Ewangelii zdarzyła się w złym czasie. Wydawałoby się, że gdyby Jezus przyszedł na świat teraz, w XXI wieku, miałby tak wiele możliwości, aby głosić. Nie trzeba byłoby pokonywać tak ogromnych dystansów, łatwiej byłoby przekazywać informacje szerokiemu gronu odbiorców. Dzisiejszy świat daje nam przecież tak wiele możliwości i tak wiele rozwiązań technologicznych. Doskonale zorganizowane środki masowego przekazu, media społecznościowe, wiele nowoczesnych urządzeń, dzięki którym komunikacja staje się bajecznie prosta… Można by było odnieść wrażenie, że w ten sposób ograniczłoby się również „starcie” z ludzką nieżyczliwością i odrzuceniem. Jak często docierają do nas różne informacje o mniej lub bardziej znanych ludziach, którzy opowiadają o swoich rozmaitych teoriach, odkryciach czy wynurzeniach. Patrząc na nich z perspektywy „szklanego obrazu” bardzo łatwo osądzić takiego człowieka – każdy może poczuć się wyjątkowo swobodnie w wydawaniu swoich osądów co do takiej osoby, ponieważ ma świadomość, że taka forma komunikacji tylko jednostronna. Dla obu stron bariera szklanego ekranu daje poczucie bezpieczeństwa

Jednak mimo tej wygody w rozprzestrzenianiu informacji, Jezus przyszedł w najlepszym możliwym momencie. Tym samym daje nam też bardzo ważną naukę.

Uczniowie wyruszyli w świat obdarzeni łaską Bożą i z minimalnym ludzkim bagażem. Ich mocną było Słowo pochodzące od Boga oraz przykład ich życia, poparty długotrwałym wsłuchiwaniem się w nauki Jezusa. Rozesłanie apostołów miało właśnie taki sens. Umożliwiało spotkanie apostołów z ludźmi różnych kultur, poglądów, zawodów… To właśnie podczas takiego prawdziwego spotkania możliwe jest przekazanie Słowa i świadectwa.

W bardzo wielu katechezach mówi się o tym, że we współczesnym świecie każdy z nas – zarówno osób duchownych, konsekrowanych czy świeckich – jest apostołem, który ma za zadanie głosić Słowo Boże innym. W tym momencie zazwyczaj może przyjść moment zastanowienia – z serii: „W porządku, ale jak mam to zrobić?”. Możemy zacząć zastanawiać się, jak to zrobić, skoro nie mamy żadnych nadzwyczajnych talentów czy cech charakteru, ktore od razu porwałyby tłumy. Wątpimy w samych siebie, znamy swoje ograniczenia i popełnione błędy… I właśnie to przysłania nam nasze możliwości.

Nie możemy zapomnieć, że każdy z nas ma niemalże nieograniczone możliwości, ponieważ każdy z nas został obdarzony łaską do tego, aby świadczyć o Słowie Bożym. I to wystarczy! Własnie to wystarczyło apostołom do tego, aby wyruszyć w drogę – a skoro tak: z pewnością wystarczy i nam. W takim razie może pojawić się kolejne pytanie… Od czego zacząć?

Apostołowie długo pozostawali przy Jezusie – słuchali Jego słów, widzieli Jego cuda, byli blisko i mieli możliwość realnego doświadczenia Jego mocy. Choć od tamtego czasu minęło bardzo wiele lat my także wciąż mamy kontakt z tym Słowem, które Jezus kierował do apostołów. Każdy z nas ma swoim domu Pimo święte. Rozwijająca się technika sprawia, że jest Ono jeszcze bliżej nas. Jeśli nie możemy czytać, możemy skorzystać z wielu rozwiązań audio i słuchać. Bóg nie przestał do nas mówić, a my (chcąc stać się dobrymi apostołami) powinniśmy dać się „porwać” Jego Słowu. Każdy z nas powinien zawalczyć o to, aby REALNIE odnaleźć to Słowo w swoim życiu. Co więcej, mamy dziś sakramenty, dzięki którym naprawdę możemy spotkać i doświadczyć Boga. Nie jesteśmy sami – ogromnym darem może być dla nas wspólnota Kościoła, grupy duszpasterskie, otaczający nas ludzie wiary.

Pójdźmy za tym Jezusowym wezwaniem. Nie umniejszajmy naszych możliwości, nie szukajmy wymówek! Ruszmy i głośmy.  My też, bez względu na wiek, płeć, charakter, osobiste talenty i stan w jakim żyjemy, jesteśmy posłani do tego, aby iść na cały świat i dzielić się naszą wiarą. Czasem nie trzeba silić się na wielkie slowa, piękne przemowy czy opowieści o swojej wierze. Czasem wystarczy przykład naszego życia.

Niech wskazówką dla naszego ruszenia w świat będą słowa świętego Franciszka: „Głoś Ewangelię. Jeśli musisz, używaj słów.”

Reklamy

Odpoczywać przy Bogu

Wakacje, piękny czas. Część z nas wybiera się na letni odpoczynek. Jest to potrzebne każdemu z nas. Po czasie intensywnej pracy trzeba odpocząć, nabrać sił by wrócić z nową siłą.

Czasem może się nam wydawać, że wakacje to taki czas gdy zostawiamy wszystko. Nie tylko pracę, szkołę, ale i modlitwę, Eucharystię. A to nie tak. Są takie rzeczy w życiu, których nie wolno nam porzucić, od których nie wolno zrobić sobie wakacji. I to właśnie wiara. Ona nie jest tylko częścią czegoś, jakimś początkiem czy codziennym obowiązkiem. Wiara jest przywilejem i darem – o czym często zapominamy. Jedynym miejscem, gdzie nie będziemy potrzebować wiary będzie niebo. Tam wszystko stanie się rzeczywistością, prawdą i wszystko co było przed nami zakryte będzie dla nas jasne.

Zaprowadź mnie tam skąd powrotu nie ma. Gdzie ustaje wiara, spełnia się nadzieja. Gdzie światłością pachnie każdy skrawek nieba, bo ją na swój obraz Miłość wylewa.

Co więcej nie wolno nam odpoczywać od wiary i Boga, my powinniśmy odpoczywać w Nim. Co znaczy odpoczywać w Bogu? Bóg jest dla nas ucieczką i tarczą – jak mówi Psalm 46,1. Bóg daje nam bezpieczeństwo. Odpoczywać możemy tylko wtedy gdy czujemy się bezpieczni. W Jego obecności nic złego nie może się nam stać. Są ludzie dla których odpoczynkiem jest modlitwa czy adoracja Najświętszego Sakramentu. To taka chwila wytchnienia. W Bogu można odpoczywać, trzeba tylko zwrócić się do Niego całym sercem.

Wiele osób wykorzystuje wakacje do rozwoju duchowego poprzez udział w różnych rekolekcjach, spotkaniach, pielgrzymkach. Jest to dobry czas na całkowite odcięcie się od codzienności, nawet przez kilka dni. Kościół poddaje nam różne możliwości jedną z nich jest Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę, na którą wciąż trwają zapisy.

Musimy pamiętać, że my w każdym położeniu mamy swoje serca mieć w sercu Bogu. Wakacje to też dobry czas do tego by zadać sobie podstawowe pytanie dotyczące mojej wiary. Jaka ona jest. Czy jest tylko tą wiarą od święta, od niedzielnej Mszy św., bez modlitwy czy to wiara polegająca na przechodzeniu z Bogiem przez każdą trudną chwilę. Czy potrafimy Mu ufać. Te pytania trzeba sobie stawiać często i weryfikować swoje odpowiedzi, by każdego dnia stawać bliżej Jego Obecności, uczyć się większej wiary i większej nadziei. Niech czas wakacji będzie nie tylko odpoczynkiem fizycznym ale i nabraniem sił duchowych.

Z kolei sam wypoczynek, jeśli nie ma się stać jałową bezczynnością, która wywołuje uczucie nudy, musi być źródłem duchowego wzbogacenia, zapewniać większą wolność, umożliwiać kontemplację i sprzyjać braterskiej wspólnocie. Dlatego spośród różnych form ludzkiej kultury oraz rozrywek, jakie proponuje społeczeństwo, wierni winni wybierać te, które najbardziej odpowiadają życiu zgodnemu z nakazami Ewangelii.

Cykl pracy i odpoczynku, wpisany w ludzką naturę jest zgodny z wolą samego Boga, co poświadcza opis z Księgi Rodzaju (por. 2, 2-3, Wj 20,8-11): odpoczynek jest rzeczą „świętą”, pozwala bowiem człowiekowi wyrwać się z rytmu ziemskich zajęć, czasem nazbyt go pochłaniających, i na nowo sobie uświadomić, że wszystko jest dziełem Boga. – św. Jan Paweł II List Apostolski Dies Domini