Jeden Bóg, Trzy Boskie Osoby, miliony „bogów” utworzonych na obraz… człowieka

Jak dobrze siebie znasz? Większość ludzi odpowie, że znają siebie samych bardzo dobrze, wręcz doskonale. Jednak w rzeczywistości, w większości przypadków życie zaskakuje nas w taki sposób, że  doświadczamy niespodziewanych emocji i podejmujemy decyzje, o jakie nigdy byśmy siebie nie podejrzewali. Gdyby ktoś mi powiedział 20 lat temu, że będę katoliczką rozpaloną miłością do Jezusa, pomyślałabym zapewne rozbawiona, a może i z niechęcią: w ogóle mnie nie znasz.

Spójrzmy na to z innej strony – powiedzmy, że masz męża/żonę od przynajmniej 5 lat, jednego lub dwóch najlepszych przyjaciół (od 10 do 20 lat), rodziców i kolegów z pracy. Która z tych osób zna cię najlepiej? I pomyśl też, że oni wszyscy znają cię z trochę innej perspektywy. Nie wspominając o dziesiątkach i setkach: kolegów, koleżanek, znajomych, którzy ledwo co pamiętają twoją twarz, ale coś tam o tobie wiedzą – o poglądach politycznych, religijnych, o twoich pasjach i skłonnościach do tego czy tamtego. I według tego Cię szufladkują, w ten czy inny sposób. Brzmi znajomo? Każdy lub prawie każdy tak postępuje. Ileż więc istnieje takich obrazów Ciebie (w sensie umysłowego, pamięciowego obrazu osoby) na świecie? I który z nich jest prawdziwy?

Ale jest ktoś, kto naprawdę cię zna – Bóg Wszechmogący w trzech Boskich Osobach. Bóg zna nas w taki sposób, w jaki my sami nie jesteśmy w stanie siebie poznać. On zna nie tylko wszystkie nasze poczynania, nasze życie z okresu płodowego, wszystkie nasze sny i koszmary, o których my już dawno zapomnieliśmy, wszystkie duchowe bitwy jakie rozegraliśmy (również nieświadomie) z siłami ciemności. Bóg zna także wszystkie nasze sekrety, co do których ateiści sądzą, że nikt poza nimi o nich nie wie. Bóg zna naszą przeszłość, ale też naszą przyszłość, wszystkie nasze wybory (choć zawsze dokonujemy ich w pełnej wolności). A co najważniejsze – Bóg zna też wszystkie nasze ukryte motywy, wszystkie nasze podświadome i ukryte myśli, które popychają nas do działania, tak jak i wszystkie nasze pragnienia, lęki i słabości. Wszystkie błędy i wady, od których nikt nie jest wolny.

Tak więc jest jeden prawdziwy obraz tego, kim naprawdę jesteś – i spoczywa on w Bogu. Co więcej, jeśli chcesz „być sobą” jak głosi popularny slogan – w jak najlepszym tego słowa znaczeniu, wykorzystać swój cały potencjał – to jest to możliwe tylko na warunkach ustalonych przez Boga. Doskonałość oznacza świętość, odwrotny kierunek prowadzi do zniekształcenia tego, kim jesteś i kim powinieneś się stać.

Jest też odwrotna strony „monety”: ile obrazów Boga – albo raczej „bogów” jest na świecie? Jeśli rozmawiałeś z wieloma ateistami, agnostykami, protestantami, a nawet katolikami, pomyślałbyś, że jest aż tylu „bogów”, ilu jest ludzi… Może trochę przesadzam, oczywiście. Przyjrzyjmy się temu więc. Jest wielu ateistów, którzy totalnie pomijają najważniejszy atrybut Boga i skupiają się na „ograniczeniach wolności narzuconych przez Kościół”. Dla nich Bóg jest tylko surowym i karzącym sędzią, i lubią podawać cytaty ze Starego Testamentu, by to zilustrować. Niektórzy po prostu wybierają jakieś tam cechy, przypadkowo wydawałoby się, również ze Starego Testamentu, po to tylko by mieć powód, by odrzucić w ogóle istnienie Boga jako jakąś śmieszną ideę – nie czytają nigdy Nowego Testamentu.

Są też tacy ateiści i agnostycy, którzy tworzą boga na własne podobieństwo i uważają go tym samym za straszliwie ograniczonego, ponieważ nie mieści się w ich umyśle, że Bóg jest niekończony. Jest to faktycznie trudny do ogarnięcia koncept. Nie ogarniają również myśli, że „drogi Boga nie są naszymi drogami, Jego myśli, naszymi myślami”.

Dalej, są też tacy ludzie, którzy na wzór Faryzeuszów i innych im współczesnych uważali Jezusa za słabego i może szalonego – jak wtedy gdy mówił o byciu zjadanym (J 6), bez armii, pieniędzy itp. Niestety, dla wielu osób jest to faktycznie powód, by kimś innym pogardzać.

A może znasz kogoś kto powiedziałby o Nim, że był wielkim nauczycielem moralności, który wykonywał regularnie jakieś (magiczne?) sztuczki (i jedni w nie wierzą, inni nie), ale zdecydowanie był tylko człowiekiem, „no bo przecież, człowieku, Bóg nie istnieje!”. Albo jak to pięknie podsumował C.S. Lewis: albo szaleniec, albo kłamca, albo Pan. Nie ma innej opcji. A jeśli już ktoś przyjmuje za fakt, że Jezus był wielkim Rabbim, to jak może NIE zaakceptować Jego boskości, skoro On sam tak o sobie świadczył?

Było wtedy sporo zamieszania, podobnie jak i później, i tak to trwa do dnia dzisiejszego. Pomyślmy teraz o protestanckich denominacjach. Na przykład, dla nich Bóg – Jezus – nie mówił dosłownie w rozdziale 6 Ewangelii św. Jana; albo kiedy ustanowił Piotra głową Kościoła; albo kiedy nadał Apostołom moc wiązania i rozwiązywania, czy też odpuszczania grzechów. Są też pomiędzy nimi spory doktrynalne dotyczące chrztu oraz predestynacji. I chociaż Jezus bardzo wyraźnie powiedział, że rozwody są niedopuszczalne to niektórzy je akceptują, według mody światowej. Jakie to są obrazy Boga? Czyż bowiem Bóg zmienia swoje zdanie lub naturę od czasu do czasu?

Wiemy, że nie zmienia. A św. Paweł powiedział, że Chrystus nie jest podzielony. Tak samo jak Duch Święty nie jest chaotyczny i nie podsuwa sprzecznych ze sobą doktryn różnym denominacjom… Podziały nie pochodzą od Boga, który chce byśmy wszyscy byli jednym. Bóg jest jednoczącym duchem, diabeł – dzielącym. I to samo dzieje się teraz w Kościele Katolickim, albo zawsze się działo, ale teraz jest to tak rażąco widoczne dzięki naturze mediów i globalizacji. Jakiekolwiek wiadomości lokalne mogą natychmiast stać się znane na całym świecie.

Na naszym własnym podwórku: kiedy jakiś tzw. progresywny katolik , czy liberał, mówi, że Bóg jest miłosierny i że to Kościół się myli na temat czynów homoseksualnych czy rozwodów, mam ochotę zapytać – czy masz na myśli, że Bóg zmienił zdanie? Z drugiej strony, jeśli tzw. radykalny tradycjonalista mówi, że tylko Msza Trydencka nas uratuje, a w szczególności Kościół, chcę zapytać – czy masz na myśli to, że Bóg nie jest już naszym Zbawicielem, że opuścił nas ponad 50 lat temu, a może to Duch Święty przestał kierować Kościołem, choć od początku było to nam obiecane? Nie mam zamiaru wchodzić tutaj w polemikę z wyimaginowanym oponentem – część Prawdy może znajdować się wszędzie – a tylko Bóg zna nasze umysły i serca i wie dlaczego wierzymy w pewne rzeczy, albo dlaczego je wypowiadamy. Czy za tymi wypowiedziami i przekonaniami stoi miłość? Czy może raczej egoizm, miłość własna i pycha… Skoro są to cechy wspólne nam wszystkim, tyle że w zróżnicowanym stopniu?…

Chodzi o to kto ma rację: kto ma właściwy obraz Boga, adekwatne pojęcie o Jego planach itp. Moja odpowiedź będzie identyczna jak w pierwszej części artykułu. Tylko Bóg zna siebie samego, co więcej – tak właśnie powiedział! Jezus powiedział bardzo jasno, że tylko Syn zna Ojca i tylko On Go widział. Wszystko, co wiemy o Bogu wynika z poznania Jezusa, jako że się nam ujawnił.  I tak poznajemy Boga. Ale wiele wspomnianych wcześniej osób czyta Biblię, w tym również Ewangelie. Niektórzy z nich znają na pamięć długie cytaty z Ewangelii, a jednak różnią się w swoich osądach. Dlaczego tak jest? Tylko Duch przenika głębia Boga Samego (1 Kor 2,10) – to malutką część, którą znamy, nawet jak się nam wydaje, że to bardzo dużo (a więc wszystkie szczegóły z Ewangelii, wszystko, co nam przekazali mistycy) – to jest prawie nic w porównaniu z wielkością i nieskończonością Boga.

Większość z nas, nawet nieświadomie, tworzy „boga” na własny obraz i podobieństwo. Muzułmanie uważają swojego Boga za Pana surowego i niewybaczającego, Żydzi mają koncepcję bardziej zbliżoną do chrześcijaństwa, tyle, że bez… Chrystusa. Protestanci nie wierzą w Eucharystię (nie tylko to, ale to jest największa dziura w ich chrześcijaństwie), a my katolicy często zapominamy albo o miłosierdziu, albo o sprawiedliwości. Wiele osób naprawdę jest ignorantami w sprawie swojej własne religii, wielu jest tak letnich, że traktują Boga jako środek zabezpieczający i na Mszę idą „na wszelki wypadek”… Niektórzy uważają iż Kościół jest zbyt surowy, albo staroświecki (!), inni, że zbyt współczesny, zbyt pobłażliwy – czy przenoszą to na obraz Boga? Nie jestem przekonana, że jest tak w każdym przypadku.

Więc po raz kolejny – jak naprawdę poznać Boga? Jest tylko jedna dobra odpowiedź: kochając Go. Bóg jest MIŁOŚCIĄ, tak więc by naprawdę Go zrozumieć, trzeba podążać za/naśladować Jezusa – usiłować być jak Jezus, by stać się Jego odbiciem na tym świecie. Stać się płomieniem miłości. Odczuć, że ta miłość w Tobie wzrasta i cię zmienia, pozwolić Duchowi Świętemu ukształtować Cię na obraz Jezusa, byś mógł myśleć tak jak On, patrzeć na innych z miłością tak jak On, i na koniec, zrozumieć Boga Ojca tak, jak rozumiał i rozumie Go Jezus – w ograniczonym na ludzki sposób zakresie póki na tej ziemi. Któregoś dnia, kiedy już będziemy w Niebie, będziemy naprawdę mogli Boga ujrzeć twarzą w twarz. Teraz, tylko za pomocą miłości i poprzez wzrastanie w świętości możemy poznawać Boga. Nie poprzez samo tylko czytanie albo nawet przez samą medytację, jeśli nie przynoszą one owoców miłości. Ponieważ gdybyś nawet mówił językami Aniołów… dokonywał większych cudów niż sam Jezus – ale brakowałoby Ci miłości – wtedy NIE wiedziałbyś kim Bóg JEST. Tylko miłość rozpoznaje miłość. Tylko miłość łączy dusze ze sobą – oraz z ich Stwórcą. Niech Bóg Który Jest Miłością ukaże ci Prawdę: Ojciec stworzył cię z miłości do CIEBIE, Jezus umarł z miłości do CIEBIE, a Duch Święty jest MIŁOŚCIĄ pomiędzy Ojcem i Synem tak wielką, że stał się trzecią osobą by pokierować CIĘ poprzez Syna do Ojca. Nie zasmucajmy Go więc, odpowiedzmy miłością MIŁOŚCI.

Dziękujemy!

Gorąco pragniemy podziękować za Waszą pomoc i przysyłanie znaczków. Otrzymaliśmy ich łącznie 48! Bardzo, bardzo dziękujemy za Waszą hojność. Poniżej zdjęcie Kart Adopcyjnych, które wyszły na początku tego miesiąca (druga partia w przygotowaniu):