Imię zbyt święte, by je wypowiedzieć

Najsłynniejsze imię Boga w Starym Testamencie uważane było za zbyt święte, aby je wymawiać.

To „niewypowiedziane imię” składa się z czterech hebrajskich liter (tetragram) – יהוה JHWH – i mogło być wymawiane jako Jahwe w czasach biblijnych. Pewne jest to, że nazwa ta jest związana z czasownikiem „być” i prawdopodobnie oznacza „istotę bytu”. Dzisiaj niektórzy tłumaczą to słowo jako „Adonai”. Imię Jahwe „Jestem, który Jestem” wyraża istotę Boga. W sensie biblijnym oznacza Boga, który „jest” ze swoim ludem. W sensie filozoficznym oznacza pełnię istnienia.

W Księdze Rodzaju Bóg objawia się patriarchom Abrahamowi i Jakubowi, używając enigmatycznego tytułu אֵל שַׁדַּי El Shaddai. Nazwa ta składa się z dwóch hebrajskich słów: El oznaczającego „Bóg” i Shaddai, co być może łączy się ze słowem שדה sadeh oznaczającym „pole” – odniesienie do Boga objawiającego się swemu ludowi na pustyni. Inna teoria głosi, że Shaddai pochodzi od hebrajskiego słowa שד shad oznaczającego „pierś” – odniesienie do Boga jako karmiącej matki.

Bóg jest również określany jako Adonai Tzevaot יְהוָה צְבָאוֹת ponad 200 razy w Biblii hebrajskiej. Oznacza to „Władcę Armii”. Starożytni Izraelici wyobrażali sobie Boga jako dowódcę różnych brygad niebiańskich żołnierzy: aniołów, gwiazd i sił natury, które tworzą wszechświat.

Dlaczego nazywano go tak różnie? Albowiem w starożytnym Izraelu imię było utożsamiane z osobą, która je nosiła. Izraelici nie myśleli w kategoriach filozoficznych, nie posługiwali się pojęciami abstrakcyjnymi, tak jak my robimy to dzisiaj. Postrzegali świat bardziej praktycznie, obrazowo, namacalnie. Dlatego też Bóg po prostu „JEST”, lub „jest jak matka”, „jest władcą”, „jest z nami na pustyni”. Niezależnie jednak od imienia – On JEST. To On wyprowadził naród z Egiptu, z domu niewoli. Bóg kocha swój lud, opiekuje się nim, jest obecny w jego historii, jest zaangażowany w jego dzieje. Bóg jest ze swoim ludem.

Niektórzy bardzo są ciekawi, jak brzmi „prawdziwe” imię Boga i wierzą, że to nim powinni posługiwać się zwracając się do Stwórcy.

Tymczasem nie zastanawiają się nad jednym…

Jak zwracasz się do swoich rodziców? „Mamo, tato?”. Czy może: „Hej, Bożena! Cześć Krzysiek!”

Zwracanie się do Boga, Pana i Stworzyciela po imieniu, uważane było za pozbawione szacunku, niemal bezczelne. Do kogoś, kto budzi respekt i jest godzien chwały, nie zwracano się po imieniu, toteż nazywano go „Panem”, lub „Władcą”. „Nie będziesz brał imienia Pana Boga twego nadaremno” – przykazanie to nakazuje szacunek dla imienia Bożego i całej rzeczywistości sakralnej związanej z kultem i oddawaniem czci Bogu.

Jednak…

W historii Izraela pierwotnie używano imienia Bożego, na przykład w modlitwie, przy błogosławieństwach, w głoszeniu Słowa Bożego przez proroków. Jednakże zmieniło się to po niewoli babilońskiej. Zaprzestano więc wymawiania Jego imienia na znak szacunku dla Jego świętości. W czasach Jezusa imię Boże było wypowiadane zaledwie raz do roku, w świątyni. Po jej zburzeniu Żydzi uważali, że nie ma już miejsca, w którym imię Boga mogłoby być wymawiane. Nadejście Mesjasza dało nam po raz kolejny imię Boże w postaci Jego samoobjawieniowej formuły: „Ja Jestem”. Także Modlitwa Pańska daje nam imię Boże, którym mamy się posługiwać w stosunku do Boga – wszak mówimy; „Ojcze nasz”, i dodajemy „święć się imię Twoje”. Jezus podtrzymuje wielki szacunek do imienia Boskiego.

Imię Boże towarzyszy nam w codziennym życiu. Rozpoczynamy nasz dzień w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Wyznanie imion Trójcy Świętej ma nas umocnić jako wierzących i wezwać nas do tego, byśmy żyli i postępowali jak dzieci swego Ojca, jako dzieci Boże. Przywołując Boga, przywołujemy Jego obecność, toteż nasze życie ma być zgodne z Jego wolą. Boskie Imię domaga się szacunku.

Sakrament Pokuty

Źródło zdjęcia: https://gazetawroclawska.pl/

Z Sakramentem Pokuty wiąże się dla mnie niezwykły wysiłek, bo moja droga do przekonania się do tego sakramentu była długa i niezwykle ucząca. Mimo, że miałam świadomość, że spowiedź jest niezwykle ważnym sakramentem, bo otwiera człowieka na Boże działanie dzięki łasce, potwornie bałam się tego sakramentu, zapominając, że łaska jest silniejsza niż grzech. My wyznajemy grzechy, a Bóg daje nam nieporównywalnie większy prezent – obdarza nas miłosierdziem, odpuszcza nam nasze winy, a konsekwencje tego są niewyobrażalne – możemy czerpać ze zdrojów, możemy karmić się Ciałem i Krwią Pańską. Czasem brakuje już sił do tego, by wstać i iść dalej, by pełną piersią zachłysnąć się Bożą miłością. Wtedy na nowo potrzeba iść do tego zdroju, napełnić się, napromieniować Jego miłością i miłosierdziem. Bez strachu, bez obawy… z nadzieją, ufnością w Bożą miłość.

Gdy odchodzę od krat konfesjonału rzadko zdarza się, żebym nie miała uśmiechu na twarzy. Wróciłam do Ojca, nareszcie, jestem wolna. Taka radość, że już od teraz znów mam wyjątkowego opiekuna i On idzie ze mną tak naprawdę, bo został przeze mnie zaproszony. Otworzyłam drzwi, a On przyjął zaproszenie. Jak jest napisane w Ewangelii, cieszy się wraz z Bogiem całe niebo. A mój biedny Anioł Stróż… On też musi się cieszyć, w końcu wypełnił swoje pośrednie zdanie, doprowadził mnie do pojednania z Bogiem.

Zawsze po spowiedzi klękam w ławce i mówię Bogu ciche „dziękuję…” tylko tyle, bo co można powiedzieć Bogu, ogromie Jego wielkiej miłości, którą przed chwilą na mnie wylał. Ta świadomość sprawia, że widzimy inaczej, że po grzechu chcemy biec do Taty i choćby nie wiadomo ile trzeba było zapłacić za to, to chcę wrócić. Zacząć od nowa, z wiarą, że Bóg w swój wiadomy sposób po prostu to poukłada, przytuli do Serca i się ucieszy. Choćby cały świat był przeciw, On będzie za… za człowiekiem. Bo to się nazywa Miłość.

Po co nam sakrament przed człowiekiem? Wielokrotnie ludzie o to pytali innych ludzi. Bo jakie łatwe byłoby wypowiedzenie wszystkiego co złe, brudne, wstrętne przed samym Panem Bogiem. Siadam i mówię, tak po prostu bez żadnego większego strachu, przecież Bóg i tak to wszystko już wie. Gdy idziemy do innego człowieka – księdza – pośrednika, musimy przełamać barierę wstydu, to musi nas kosztować. Musimy się przygotować i to nie tak jak w rozmowie z Bogiem, gdy On wszystko wie, ale jak do człowieka, który czasem nie wie nic o naszym życiu. Tym samym, chcąc by zrozumiał nas w odpowiedni sposób, musimy nakreślić motywy naszego działania, żeby zadać odpowiednią naukę i pokutę. Musimy wypowiedzieć swojego grzechy, nie w myślach, ale na głos, w konfesjonale. To on daje nam ochronę, bezpieczeństwo.

Jakkolwiek trudna jest dla nas spowiedź, trzeba nam pamiętać, że nie spowiadamy się przed księdzem, ale przed Bogiem. I to On jest najważniejszy. Z Nim się jednamy i Jego kochamy. Kiedyś Ksiądz powiedział, że stan łaski uświęcającej to tańczenie z Panem Bogiem. Muzyka nam powie, że do tanga trzeba dwojga. Stan łaski uświęcającej to o wiele więcej, niż widzimy. Uświadomiłam sobie, że bez stanu łaski człowiek staje się szary, nijaki i w dodatku widzi jak przez brudne okulary. Jak trudno wtedy być prawdziwie radosnym, cierpliwym, uprzejmym… trudno. Dużo trudniej wtedy patrzeć na człowieka jak na brata jak na kogoś, kogo się kocha. Od pewnego czasu pierwszą Eucharystię po spowiedzi ofiaruję za mojego Księdza spowiednika, dziękuję Bogu za niego i proszę o potrzebne łaski.

Spowiedź to niezwykły dar Boga dla człowieka. I pewnie doświadczamy tego, a głębiej zastanawiając się, zobaczylibyśmy jak zmieniamy się pod wpływem grzechu. Jak trudniej nam już być uprzejmym, miłym, odrzucać pokusy… Sakrament pokuty to nie wstyd, katorga wymyślona przez Boga, itd. trzeba popatrzeć
na ten sakrament jak na łaskę i szansę, żeby iść dalej i zacząć raz jeszcze.

Magdalena Maraj, „Okruchy nieba”