Zaufaj

Posted: 22 lutego 2018 by Agnieszka Dankiewicz in przemyślenia

Życie jest nieprzewidywalne i potrafi zaskoczyć. Każdego dnia może zdarzyć się coś, co sprawi nam ogromną radość, doda entuzjazmu – sprawi, że w dalszą drogę ruszymy z ogromnym szczęściem i uśmiechem na twarzy. Jednak czasami mogą nas spotkać także trudniejsze doświadczenia, których po ludzku nie rozumiemy, boimy się ich i nie wiem, czy będziemy potrafili im sprostać.

Jakiś czas temu podczas niedzielnej Eucharystii mogliśmy usłyszeć w liturgii słowa fragment mateuszowej Ewangelii i dwa pytania Jezusa do jego uczniów. Pierwsze dotyczyło tego, za kogo ludzie uważają Jezusa. Padły wówczas różne odpowiedzi – ludzie uważali Chrystusa za Jana Chrzciciela, Eliasza, Jeremiasza, jednego z proroków. Drugie pytanie dotyczyło osobistego podejścia apostołów do Jezusa – czyli tego, za kogo ONI OSOBIŚCIE Go uważają. Piotr udzielił wówczas trafnej odpowiedzi, która spotkała się z pochwałą ze stroną Jezusa – że jest On Mesjaszem, Synem Boga Żywego.

Te dwa pytania Jezusa są skierowane także do każdego człowieka – bez względu na czasy, w których żyje; bez względu na miejsce zamieszkania; bez względu na płeć, wiek, zawód i tak dalej.
Każdy z nas stoi przed wyzwaniem odpowiedzi na to pytanie!

Jednak to nie jedyne nasze wyzwanie. Uświadomienie sobie, kim jest Jezus w naszym życiu to dopiero połowa sukcesu. Postawione przez Jezusa pytania mogą stać się dla każdego z nas motywacją do tego, żeby zapytać samego siebie także o naszą wiarę – o miejsce Boga w naszym życiu.

Na co dzień nie zawsze udaje nam się zobaczyć Boga w zwyczajnych wydarzeniach. Być może często „uciekamy” od trudnych pytań. Nie myślimy o tym, jak wielką siłę może dać nam wiara. Nie zastanawiamy się nad tym, czy potrafimy całkowicie zaufać Bogu – powierzyć Mu wszystkie nasze radości, dziękując za otrzymane dobro, ale zwrócić się do niego z naszymi rozterkami czy problemami. A niejednokrotnie przecież tylko na Niego możemy liczyć, bo nasze ludzkie możliwości najzwyczajniej się już kończą. Ile jest w naszym życiu takich sytuacji, gdy dochodzimy do punktu, w którym nie jesteśmy w stanie zrobić już nic? Czy potrafimy wtedy z optymizmem i spokojem spojrzeć w przyszłość, wierząc, że Jeden, Wszechmogący Ojciec wie najlepiej, co zrobić i On zatroszczy się o daną sprawę? Czy potrafimy zwracać się do Niego z zaufaniem?

W pierwszym rozdziale Ewangelii według św. Łukasza możemy znaleźć dwie postawy zaufania wobec woli Bożej.

Bohaterem pierwszej z nich jest Zachariasz. Kiedy pełnił swoją posługę w świątyni, Anioł Pański Gabriel przekazał mu radosną nowinę o tym, że jego żona urodzi syna. Zachariasz miał świadomość ludzkich ograniczeń swojej żony – nie była przecież młoda i przez całe życie uważano ją za niepłodną. Być może chciał zaufać, być może żywił nadzieję, że to możliwe, jednak widocznie jego strach, wątpliwości i zdroworozsądkowe podejście przeważyło. Zachariasz niedowierza i zaczyna zadawać pytania. I choć może miał dobre intencje – jego pytania najpewniej wynikały z braku wiary. W tej sytuacji, Anioł przekazał Zachariaszowi kolejną wiadomość – ze względu na brak jego zawierzenia i zaufania miał pozostać niemy aż do momentu, gdy Elżbieta urodzi syna.

Kolejną sytuacją przedstawioną w tym rozdziale Ewangelii jest zwiastowanie – spotkanie Maryi z Aniołem Gabrielem.
Maryja była młodą dziewczyną, dziewicą, dopiero co zaręczoną z Józefem. Zupełnie nagle i niespodziewanie otrzymuje wiadomość o tym, że urodzi Syna… Maryja musiała być zaskoczona – przecież to wyjątkowo niespodziewana wiadomość i po ludzku po prostu nie można tego uzasadnić. To właśnie jedna z tych sytuacji, kiedy człowiek dochodzi do granic swoich możliwości i zdrowy rozsądek nie jest w stanie „rozpracować” tej sytuacji.
Maryja wyraża swoje zdziwienie tą sytuacją – pyta Anioła, jak to możliwe, skoro nie zna męża. Jednak jej pytanie nie wynika z braku wiary – Ona cały czas ufa, że taka jest wola Boża i On wie, co robi. W odpowiedzi słyszy zdanie, które może być pomocą dla każdego i każdej z nas – „dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego!”.

 

Dwoje ludzi.

Dwie osoby pełne wątpliwości.

Dwie wiadomości, które całkowicie zmieniają życie.

Dwie sytuacje, które są niewytłumaczalne z ludzkiego punktu widzenia.

Dwa przykłady konfrontacji rozsądku i wiary.

Jedna z sytuacji pokazuje spojrzenie jedynie na ludzkie ograniczenia i możliwości. Druga – przedstawia wiarę i zaufanie mimo wszystko.

Święty Augustyn mówił: „Pracuj tak, jakby wszystko zależało od ciebie ale ufaj tak, jakby wszystko zależało od Boga”.

Te słowa, razem z przedstawionymi fragmentami, to pomoc i zachęta dla nas.

Motywacja do tego, aby zastanowić się nad naszą wiarą – nad tym, kim jest dla nas Chrystus; kim jest dla nas Bóg; jaka jest Jego rola w naszym życiu? Czy potrafimy Mu zawierzyć? Czy potrafimy spojrzeć na życie nie tylko ograniczając się do naszych ludzkich możliwości, ale także wychodząc ponad nie?

 

Nie zastanawiaj się! Zaufaj!

Reklamy

Wielki Post – „mała” modlitwa

Posted: 14 lutego 2018 by Sandra Kwiecień in akcje, kapłani
Tagi: ,
Ten Wielki Post będzie w Dziele Duchowej Adopcji Kapłanów wyjątkowy.
Modlimy się bowiem za różnych księży, ale w tym roku szczególnie chcielibyśmy otoczyć swoją pamięcią i modlitwą kapłanów suspendowanych.
Jest ich kilkudziesięciu w Księdze Adoptowanych Kapłanów. Wymienionych tylko z imienia, by uszanować ich decyzję, prawo, sytuację, w jakiej się znaleźli. Niemniej wciąż pozostają kapłanami. Na ich duszy wyryto znak, którego nie zmaże nawet śmierć. To znak wieczny. Decyzja o pozostaniu kapłanem to decyzja na całe życie, i to dosłownie. Na całą ich egzystencję, która przecież nigdy się nie kończy.
Zaczniemy w czwartek, 15 lutego, a nasza modlitwa potrwa do soboty, przed Niedzielą Palmową.
Jeśli używacie mediów społecznościowych, zwłaszcza Facebooka, zachęcamy Was, by i tę „towarzyską” przestrzeń, wykorzystać do modlitwy. Każdego dnia pojawiać się będzie plansza z imieniem jednego księdza oraz krótką modlitwą w jego intencji.
Niedziela Palmowa będzie dniem, kiedy wszyscy (chętni) o godzinie 15:00, w ramach podsumowania, odmówimy koronkę do Bożego Miłosierdzia w intencji księży suspendowanych, za których modliliśmy się przez cały ten okres.
Pamiętajmy o nich. W historii DDAK zdarzały się przypadki, że tacy kapłani wracali do posługi. Jest to walka, którą toczą nie tylko oni, ale i cały Kościół. Jesteśmy częścią jednej rodziny. Ciężko nam to odczuwać na co dzień, gdy mamy tysiące innych zmartwień. Ale nie wolno nam zapomnieć, że to też jest nasza sprawa. I to także nasza walka. Najtrudniej zwycięża się w codzienności. Oni o tym wiedzą, dlatego tym bardziej pomódlmy się za nich. Pomóżmy!

Ukochany proch

Posted: 12 lutego 2018 by Magdalena Maraj in akcje
Tagi:

Po raz kolejny w naszym życiu rozpoczynamy Wielki Post. Środa Popielcowa jest jakby klamrą, która otwiera przed nami 40-dniowe przygotowanie do Świąt Zmartwychwstania Pańskiego. W środę, pewnie jak co roku, przyjdziemy do kościoła, pochylimy się przed kapłanem, który posypie naszą głowę popiołem, usłyszymy słowa: „prochem jesteś i w proch się obrócisz” lub „nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”. Potem wyjdziemy z kościoła i wrócimy do codzienności. Czas nieubłaganie będzie przelewał nam się przez palce, aż staniemy na Wielkoczwartkowej liturgii, kończącej okres Wielkiego Postu.

40 dni. Tak krótki czas, by coś zmienić w naszym życiu, by spojrzeć inaczej na wiarę, Chrystusa, na siebie. 40 dni to symbol, który często pojawia się na kartach Pisma św. Zawsze jest on przygotowaniem do jakiegoś ważnego wydarzenia, do spotkania Boga. 40 dni trwał Potop, naród wybrany wędrował przez 40 lat do Ziemi Obiecanej, Mojżesz 40 dni przebywał na Górze Synaj prosząc o tablice z 10 przykazaniami, Eliasz szedł 40 dni i nocy do góry Horeb, by spotkać się z Bogiem w lekkim powiewie wiatru, Jonasz ogłosił 40 dniowy czas pokuty i nawrócenia dla mieszkańców Niniwy. Jezus przez 40 dni trwając na modlitwie przygotowuje się na pustyni do męki i śmierci.

Popiół symbolizuje przemijanie, oczyszczenie, pokutę. Człowiek przyjmując na swoją głowę popiół wychodzi naprzeciw Boga, na spotkanie z Nim. Jednak obrzęd ten musi wiązać się z wewnętrzną postawą gotowości do podjęcia trudu nawrócenia. Człowiek poprzez ten znak uznaje swoją niższość wobec Boga, uświadamiając sobie grzeszność, przemijalność i niegodność oraz fakt, że bez Stwórcy nie jest w stanie niczego dokonać. Stajemy przed Bogiem w pokorze serca prosząc, by przez okres 40 dni dopomógł nam godnie przygotować nasze serca na misterium Triduum Paschalnego i pustego Grobu. Kościół w tym czasie proponuje wiernym różne nabożeństwa (drogi krzyżowe, gorzkie żale, rekolekcje), które mają przypomnieć nam mękę Chrystusa i pomóc w odkrywaniu miłości, dobroci i miłosierdzia Boga. Wydawać by się mogło, że to smutny i melancholijny okres. Ale przekornie wśród popiołu, żałobnych pieśni, fioletu, postu, modlitwy i jałmużny wciąż chodzi o to samo – o Bożą miłość, która przychodzi do nas.

Stoi przed nami okres 40 dni. To zaproszenie do podjęcia trudu wewnętrznej przemiany, poddania się woli Bożej, ponownego spojrzenia na Chrystusa. Nie jest to czas ubierania worków pokutnych i krzyczenia na ulicach swoich wielkopostnych postanowień. Bóg chce byśmy swoją codzienną postawą, swoim świadectwem w pracy, domu, wśród bliskich i znajomych pokazywali Jego miłość, która zawiodła Go na krzyż. Bóg chce raz jeszcze wejść w szczerą i prawdziwą relację z nami, chce dać nam Swoją miłość, o ile tylko będziemy chcieli zaprosić Go do serca i otworzyć Mu drzwi codzienności.

Spójrzmy raz jeszcze na pokrwawioną twarz Chrystusa, na Jego krzyż. Nie bądźmy obojętni na tę Miłość, która umarła na krzyżu dla naszego zbawienia. On jest Panem życia i śmierci, a my – Jego stworzenie, jesteśmy prochem, który pokochał, aż do ofiarowania Chrystusa na drzewie krzyża. Wykorzystajmy ten 40-dniowy czas postu. Spróbujmy raz jeszcze nawrócić się do Pana Boga, pojednać z ludźmi, pomodlić się za nich, nieść im pomoc, zamyślić się nad swoim życiem. Żeby prawdziwie i z otwartym dla Boga sercem wejść w tajemnice Wielkiego Tygodnia i odnaleźć zmartwychwstałego Jezusa w poranek Wielkanocy.

„Okres przygotowania do Paschy jest opatrznościowym darem Boga i cenną sposobnością zbliżenia się do Niego przez wejście w głąb samego siebie i wsłuchanie się w głos Jego wewnętrznych wskazań.” (Jan Paweł II)

Zapraszamy Was do podjęcia wezwania wielkopostnego – 40 dni modlitwy za wybranego przez Was kapłana. Link do formularza wielkopostnego znajduje się

TUTAJ.

Oto syn Twój (…) Oto Matka twoja

Posted: 11 lutego 2018 by Magdalena Maraj in święta
Tagi:

13 maja 1992 roku św. Jan Paweł II ustanowił Światowy Dzień Chorego. Obchody tego dnia wyznaczono we wspomnienie objawienia Matki Bożej w Lourde, czyli 11 lutego.

Jest wiele różnych chorób. Jedne dotykają nas ze względu na wiek, inne zupełnie nie wiadomo skąd się biorą i dlaczego dotykają tego właśnie człowieka. Jedne są bolesne bardziej, inne mniej. Jedne choroby możemy zauważyć patrząc na osobę chorą, ale są i takie, których nie widać gołym okiem.

Czy potrzebny jest więc tak konkretny dzień w roku, w którym nasz wzrok kierujemy na chorych? Jan Paweł II odpowiedział nam na to pytanie mówiąc, że dzień ten ma na celu uwrażliwienie ludu Bożego i – w konsekwencji – wielu katolickich instytucji działających na rzecz służby zdrowia oraz społeczności świeckiej na konieczność zapewnienia lepszej opieki chorym; pomagania chorym w dowartościowaniu cierpienia na płaszczyźnie ludzkiej, a przede wszystkim na płaszczyźnie nadprzyrodzonej; włączenie w duszpasterstwo służby zdrowia wspólnot chrześcijańskich, rodzin zakonnych, popieranie coraz cenniejszego zaangażowania wolontariatu…

Trudno zrozumieć nam sens cierpienia, od którego żadna choroba nie jest wolna. Z pomocą i tym razem przychodzi nam papież Jan Paweł II, który mówi: Myślę w tej chwili o wszystkich ludziach chorych, gdziekolwiek przebywają. Cierpienie jest tajemnicą szczególnie nieprzeniknioną i dlatego jakże często trudną do zrozumienia, do przyjęcia przez człowieka. Człowiek dotknięty chorobą, dotknięty jakimkolwiek cierpieniem, często pyta siebie samego: dlaczego ja muszę znosić ból? I prawie natychmiast stawia sobie inne pytanie: po co, jaki jest sens tego cierpienia, które mnie dotknęło? A gdy nie znajduje odpowiedzi, często się załamuje, bo cierpienie staje się silniejsze od niego. Cierpienie nie jest karą za grzechy ani nie jest odpowiedzią Boga na zło człowieka. Można je zrozumieć tylko i wyłącznie w świetle Bożej miłości, która jest ostatecznym sensem wszystkiego, co na tym świecie istnieje.

Papież wskazuje nam na bardzo trudną prawdę, która dotyka tak wielu ludzi, także z naszego otoczenia. Cierpienie to tajemnica. Św. Jan Paweł II nie przypadkowo wskazuje na Bożą miłość, jako światło dzięki któremu możemy dojrzeć sens tego co nas spotyka. Choroba jest także często wielką próbą wiary, musimy jednak pamiętać, że Bóg jest obrońcą cierpiących i nie zostawia żadnego człowieka w żadnej potrzebie.

W tym roku obchody Światowego Dnia Chorych odbywają się już po raz dwudziesty szósty. Ich temat to słowa z Ewangelii  Oto syn Twój (…) Oto Matka twoja. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie (J 19, 26-27). Ten dzień ma zwrócić naszą uwagę na sens cierpienia oraz na osoby chore. Pamiętajmy o takich osobach, o służbie zdrowia, która im posługuje i pomaga zdrowieć a czasem umożliwia normalne życie.

Mamy wielu świętych, patronów osób chorych, których możemy prosić o wstawiennictwo w różnych chorobach. Św. Wolfgang – patron chorych na padaczkę, św. Wit – patron chorych na oczy, św. Walenty – patron osób psychicznie chorych, św. Teresa od Jezusa – patronka chorych na serce i ból głowy, św. Sebastian i  św. Rozalia – patroni chorych na choroby zakaźne, św. Peregryn – patron nieuleczalnie chorych, św. Otylia – patronka chorych na choroby gardła, św. Łucja – patrona chorych dzieci… i wielu, wielu innych patronów i orędowników w różnych chorobach.

W każdym przypadku choroba i cierpienie są ciężką próbą. Ale świat bez ludzi chorych – choć to zabrzmi może paradoksalnie, byłby światem uboższym o przeżycie ludzkiego współczucia, uboższym o doświadczenie nieegoistycznej, niekiedy wręcz heroicznej miłości – św. Jan Paweł II

 

Karty Adopcyjne – adopcje stałe z listopada 2017

Posted: 9 lutego 2018 by Sandra Kwiecień in karta adopcyjna
Tagi:

PRZYPOMINAMY ZASADY WYSYŁKI:

***

Nie wyślesz danych? Zapewne kapłan nie dostanie Karty.

Dlaczego?

Przy kilku tysiącach adopcji i dziesiątkach maili przychodzących każdego dnia, nie mamy możliwości przeszukiwania każdego kapłana z osobna. Jeżeli adoptowaliście kapłana nawet kilka lat temu – proszę, zwróćcie uwagę na to, czy otrzymał Kartę. Jeśli chcecie, by ją otrzymał, to wysłanie stosownych danych jest częścią Waszej troski o swoje zobowiązanie. Prześlijcie nam wymagane informacje, a my wówczas sporządzimy dla kapłana Kartę.

Na Kartę trzeba troszkę poczekać. Zależy to bowiem od tego, ile przychodzi zgłoszeń i iloma materiałami w danym momencie dysponujemy (czy trzeba zamówić koperty, dokupić znaczki, papier wizytówkowy na Karty itd.). Czas oczekiwania – do 3 tygodni. 

Karty Adopcyjne są całkowicie bezpłatne.

Więcej pytań – zakładka „KARTA ADOPCYJNA” pomoże Wam znaleźć odpowiedź 🙂

Maila należy wysłać TYLKO na adres: karty.adopcyjne@gmail.com

Treść według wzoru:

  1. Temat maila: Wysyłka- KA XI 2017
  2. Treść: imię i nazwisko adoptowanego przez Was kapłana,
  3. data rozpoczęcia adopcji,
  4. czy chcecie, aby Wasze dane pojawiły się na Karcie (jeśli tak, to proszę to wyraźnie zaznaczyć, np. „Chcę, by na Karcie znalazły się moje dane”), i podać imię i nazwisko,
  5. czy chcecie osobiście wręczyć Kartę kapłanowi (jeśli tak, prosimy o podanie swojego adresu pocztowego),
  6. jeżeli natomiast chcecie, aby Karta została wysłana bezpośrednio do kapłana, prosimy o wpisanie jego aktualnego adresu.

Dlaczego warto się modlić… za kapłanów?

Posted: 6 lutego 2018 by Magdalena Maraj in kapłani, modlitwa
Tagi: ,

No właśnie. Wśród tylu rzucanych na kapłanów słów gniewu i złości w mediach, parafiach, wspólnotach itd. pojawiają się ludzie, którzy uparcie mimo przeciwności modlą się za kapłanów. Jednego, dwóch, trzech… każdego dnia w różnych modlitwach polecają kapłana Bogu. Proszą o pomoc, opiekę, błogosławieństwo. Ofiarują za nich swoje cierpienia, radości, troski, bóle, choroby. Ofiarują za nich Eucharystię – najpiękniejszą modlitwę.

Dlaczego? Każdy pewnie ma jakiś inny powód.  Bo jakiś kapłan jest dla nas ważny, bo go polubiliśmy, bo wiemy że kapłan choruje, ma kłopoty bo… chcemy po prostu pomóc. Zdajemy sobie sprawę, że w rękach kapłanów spoczywa ogromna odpowiedzialność. Otrzymali wielką łaskę. Na ich głos, Bóg schodzi na ołtarz, rozgrzeszają nas, błogosławią, karmią Bożym Ciałem, nauczają nas.

Kapłani. Dostali od Boga ogromne zadanie. Modląc się za nich chcemy im po prostu pomóc. Chcemy być ich podporą, by nie ustały ich ręce; ich siłą, gdy im jej już brak; pociechą gdy ich serce się trwoży. Każdy człowiek, bez względu na stan potrzebuje wsparcia i modlitwy. Czasem marudzimy, że mamy złych kapłanów, ale jak powiedział św. Jan Maria Vianney: Nie ma złych kapłanów. Są tylko tacy, za których wierni za mało się modlą. Trzeba nam sobie wziąć do serca słowa tego świętego.

Kapłan także dąży do świętości, jak każdy z nas. Tyle tylko, że jest on powiernikiem wielu serc, niesie cierpienia wielu ludzi sobie powierzonych. Kto wie może czasem jest im ciężej, niż nam. Łatwo jest oceniać patrząc z boku. Bo widzimy tylko to, co powierzchowne, nikt nie zna wnętrza drugiej osoby.

Szatan nie lubi kapłanów, bo oni dostali od Boga specjalne zadanie i wielką łaskę. Poprzez święcenia kapłańskie, które otrzymali, poprzez znak nałożenia rąk, wyryte zostało na duszy kapłana znamię – pieczęć. Kapłaństwo jest niezwykłym darem. Poznałam w życiu wielu kapłanów. Rożnych, każdy miał swój charyzmat, każdy był inny – to piękno Kościoła. Szatan jednak wie, że gdy uda się mu odciągnąć od Boga kapłana tym samym odciągnie od Boga wielu ludzi. Uderzę pasterza, a rozproszą się owce (Mk14,27). Szatan nie lubi także osób modlących się za kapłanów. Ale czy to ma nas zniechęcać? Absolutnie nie, nie ma się co nad tym zastanawiać, można to skwitować jednym zdaniem: Bóg jest silniejszy niż jakiekolwiek zło. Jezus już zwyciężył wszelkie zło. Z Nim my także możemy pokonać strach i zasadzki zła.

 Trzeba nam odważnie modlić się za kapłanów. Powodów jest wiele, jak wielu jest nas, ale jeden najważniejszy to taki, że oni potrzebują naszej modlitwy, by być świętymi i nas prowadzić do nieba. Sami zdobywając świętość prowadzą do niej i nas, pokazują jak żyć.

Od pewnego czasu bardzo szanuję kapłanów, wiele im zawdzięczamy. Ktoś udzielił nam chrztu, ktoś przyjął naszą pierwszą spowiedź, przygotował nas do komunii, bierzmowania… ktoś siada do konfesjonału i nas spowiada, przemienia biały opłatek w Ciało Boga. Oczywiście nie czynią tego swoją mocą, ale mocą Ducha św., są szafarzami. Czasami nie dostrzegamy tego co dostaliśmy, osób, które stają na naszych drogach.

W życiu możemy stracić wiele rzeczy. Pracę, pieniądze, różne dobra, ale gdy stracimy Boga stracimy wszystko. A to kapłani pomagają nam do Niego wrócić.

Nie bójmy się modlić za kapłanów, odważnie stwórzmy wielkie modlitewne wojsko za tych, którzy zostali powołani do szczególnej służby w Kościele, co więcej przyjęli ten dar i posługują nam każdego dnia.