Karty Adopcyjne – wysyłka z października 2016

Posted: 12 Styczeń 2017 by Sandra Kwiecień in karta adopcyjna
Tags:

Wznawiamy wysyłkę Kart Adopcyjnych!

Nie wyślesz danych? Zapewne kapłan nie dostanie Karty.

Dlaczego?

Przy kilku tysiącach adopcji i dziesiątkach maili przychodzących każdego dnia, nie mamy możliwości przeszukiwania każdego kapłana z osobna. Jeżeli adoptowaliście kapłana nawet kilka lat temu – proszę, zwróćcie uwagę na to, czy otrzymał Kartę. Jeśli chcecie, by ją otrzymał, to wysłanie stosownych danych jest częścią Waszej troski o swoje zobowiązanie. Prześlijcie nam wymagane informacje, a my wówczas sporządzimy dla kapłana Kartę.

Na Kartę trzeba troszkę poczekać. Zależy to bowiem od tego, ile przychodzi zgłoszeń i iloma materiałami w danym momencie dysponujemy (czy trzeba zamówić koperty, dokupić znaczki, papier wizytówkowy na Karty itd.). Czas oczekiwania – do 3 tygodni.

Karty Adopcyjne są całkowicie bezpłatne.

Maila należy wysłać TYLKO na adres: karty.adopcyjne@gmail.com

Treść według wzoru:

  1. Temat maila: Wysyłka- KA X 2016
  2. Treść: imię i nazwisko adoptowanego przez Was kapłana,
  3. data rozpoczęcia adopcji,
  4. czy chcecie, aby Wasze dane pojawiły się na Karcie (jeśli tak, to proszę to wyraźnie zaznaczyć, np. „Chcę, by na Karcie znalazły się moje dane”), i podać imię i nazwisko,
  5. czy chcecie osobiście wręczyć Kartę kapłanowi (jeśli tak, prosimy o podanie swojego adresu pocztowego),
  6. jeżeli natomiast chcecie, aby Karta została wysłana bezpośrednio do kapłana, prosimy o wpisanie jego aktualnego adresu.

Błogosławiony ks. Michał Piaszczyński

Posted: 5 Styczeń 2017 by Agnieszka Dankiewicz in kapłani, święci i błogosławieni
Tags:

Michał Piaszczyński urodził się 1 listopada 1885 roku. Na utrzymanie rodziny pracowali rodzice, Ferdynand i Anna. Zajmowali się oni uprawą roli. Jego rodzina żyła w Łomży, która w tamtym czasie należała do rosyjskiego zaboru. W wieku 10 lat rozpoczął naukę w lokalnym ośmioklasowym gimnazjum. Ze względu na przynależność tego obszaru do cesarstwa rosyjskiego, urzędowym językiem był właśnie rosyjski i to w tym języku dzieci podejmowały naukę w szkole. Natomiast używanie języka polskiego było ścigane i wiązało się z poważnymi konsekwencjami. W 1903 roku Michał ukończył szkołę. Po kilku miesiącach podjął decyzję o wstąpieniu do Seminarium Duchowego, które znajdowało się w Sejnach (tam też znajdowało się centrum ówczesnej diecezji).

Studia w Seminarium trwały 5 lat – Michał ukończył je w maju 1908 roku, otrzymując stopień bardzo dobry ze wszystkich przedmiotów. Następnie (już jako diakon) podjął naukę na rzymskokatolickiej Akademii Duchownej znajdującej się w Petersburgu. Była to jedyna uczelnia kościelna na terenie Cesarstwa Rosyjskiego i Królestwa Polskiego. Po trzech latach nauki, 13 czerwca 1911 roku, przyjął święcenia kapłańskie z rąk biskupa Jana Feliksa Cieplaka (kapłana znanego w tamtym czasie z patriotyzmu; ze względu na głoszone kazania oraz udział w manifestacjach narodowych był karany, a ostatecznie skazany na karę śmierci). Dopiero rok później, w 1912 roku, Michał otrzymał tytuł magistra teologii.

Zaraz po ukończeniu studiów został pierwszym proboszczem w parafii pw. św. Marii Magdaleny w Mikaszówce. Rozpoczął tam budowę kościoła oraz plebanii. Jednak jego posługa w tym miejscu nie trwała długo, ponieważ w tamtym czasie u ks. Michała narodziła się literacka pasja i ogromny talent. Z tego względu zwrócił się on do biskupa swojej diecezji z prośbą o możliwość podjęcia dalszej nauki. Pragnął podjąć studia filozoficzne na uniwersytecie we Fryburgu w Szwajcarii. Ks. Michał napisał wówczas do swojego ordynariusza następujące słowa:

Ufam, że Najwyższy dał mi talent literacki i mam zamiłowanie do pracy w tym kierunku. Znając zamiary Waszej Ekscelencji, aby diecezja nasza miała więcej fachowców i ufając w wyroki Opatrzności, pragnę swój talent wyrobić pod kierunkiem dobrego profesora i w przyszłości poświęcić się pracy na chwałę Boga, do rozporządzenia Waszej Ekscelencji dla dobra Kościoła.

historia_michalpiaszczynskiBiskup wyraził zgodę na wyjazd ks. Michała za granicę. Już w 1912 roku ukazał się pierwszy tomik jego poezji. Po dwóch latach nauki we Fryburgu zdobył tytuł doktora filozofii i literatury. Wyjechał do Włoch, przebywał we Florencji i Rzymie. Po jakimś czasie, na prośbę emigrantów polskich, został skierowany do posługi we Francji. Przeprowadził się więc i objął funkcję kapelana górników. Mianowano go również proboszczem parafii polsko-francuskiej i prefektem szkół. Jego posługa była bardzo oddana polskim emigrantom – odwiedzał polskie kolonie, obozy jenieckie, wspomagał biednych, dodawał otuchy chorym i cierpiącym. Wśród wiernych cieszył się ogromnym szacunkiem i opinią bardzo dobrego człowieka i świętego kapłana.

Kiedy w 1919 roku zakończyła się wojna, ks. Michał wrócił do Łomży. Zajął się wówczas pracą pedagogiczną – został wykładowcą (później również zastępcą rektora) w nowo otwartym Wyższym Seminarium Duchownym w Łomży. Ks. Michał niejednokrotnie zapraszał do seminarium rabinów żydowskich, nazywał ich „starszymi braćmi w wierze” – dzięki temu został uznany jednym z prekursorów dialogu z Żydami w dziedzinie religii.

Poza posługą w seminarium, podejmował pracę  nauczyciela wśród dzieci i młodzieży. Pracował w wielu szkołach, m.in. w Seminarium Nauczycielskim Żeńskim im. Narcyzy Żmichowskiej oraz Państwowej Szkole Mierniczej. Dodatkowo, pełnił obowiązki kapelana szpitalnego oraz spowiednika sióstr benedyktynek w opactwie w Łomży.

W czasie, gdy wybuchła II Wojna Światowa, ks. Michał sprawował funkcję dyrektora Wyższego Klasycznego Gimnazjum Biskupiego im. św. Kazimierza w Sejnach. Wówczas Sejny początkowo były zajmowane przez okupanta rosyjskiego, a następnie (na podstawie porozumień międzynarodowych) przeszły pod rządy niemieckie. Na terenach zajmowanych przez obu okupantów (zarówno niemieckiego, jak i rosyjskiego) zostały podjęte szeroko zakrojone prześladowania Polaków – szczególnie przedstawicieli inteligencji, działaczy patriotycznych oraz duchowieństwa.

7 kwietnia 1940 roku ks. Michał został aresztowany. Początkowo został przetransportowany do Suwałk i uwięziony w siedzibie niemieckiej tajnej policji państwowej. Stamtąd został przewieziony do obozu przejściowego Soldau w Działdowie, a następnie do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen.

Podczas pobytu w obozie wyróżniał się swoją postawą. Codziennie wieczorem prowadził modlitwy i głosił nauki. Służył swoim współwięźniom – zawsze starał się pocieszać wątpiących oraz wyręczał słabszych w obowiązkach obozowych. Kiedy w obozie odebrano Żydom ich dzienną porcję chleba, ks. Michał oddał swoją porcję jednemu z nich.

Zmarł 18 grudnia 1940 roku na skutek wycieńczenia spowodowanego głodem i choroby. Został beatyfikowany w gronie 108 polskich męczenników w 1999 roku. Jego wspomnienie jest obchodzone 18 grudnia.

 

 

 

Źródła:

http://www.swzygmunt.knc.pl/SAINTs/HTMs/1218blMICHALPIASZCZYNSKImartyr01.htm

http://lomza2.caritas.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=60&Itemid=44

Ksiądz to nie pracownik socjalny

Posted: 3 Styczeń 2017 by Sandra Kwiecień in Uncategorized

Przyszłość Kościoła może wyrosnąć i wyrośnie z tych, których korzenie są głębokie i którzy żyją z czystej pełni swojej wiary. Nie wyrośnie z tych, którzy dostosowują się jedynie do mijającej chwili ani z tych, którzy tylko krytykują innych i zakładają, że sami są nieomylnymi prętami mierniczymi; nie wyrośnie z tych, którzy podejmują łatwiejszą drogę, którzy unikają pasji wiary, twierdząc, że wszystko co stawia im wymagania, co ich uraża i zmusza ich do poświęcenia siebie jest nieprawdziwe i nieaktualne, despotyczne i legalistyczne. Ujmując to bardziej pozytywnie: przyszłość Kościoła, po raz kolejny, jak zawsze, zostanie ukształtowana przez świętych, to znaczy przez ludzi, których umysły nie zatrzymują się na hasłach dnia, ale dociekają głębiej, którzy widzą więcej niż widzą inni, ponieważ ich życie obejmuje szerszą rzeczywistość.

Bezinteresowność, która czyni ludzi wolnymi, osiąga się jedynie poprzez cierpliwość małych codziennych aktów samozaparcia. Przez tę codzienną pasję, która sama objawia człowiekowi w ilu wymiarach jest on niewolnikiem własnego ego, przez tę codzienną pasję i tylko poprzez nią, oczy człowieka powoli się otwierają. Widzi tylko na tyle, na ile przeżył i przecierpiał. Jeśli dzisiaj prawie nie jesteśmy już w stanie uświadomić sobie Boga, to dlatego, że tak łatwo przychodzi nam uciec od samych siebie, od głębi naszego jestestwa za pomocą narkotyku takiej czy innej przyjemności. W ten sposób nasza własna głębia wewnętrzna pozostaje dla nas zamknięta. Jeśli prawdą jest, że człowiek widzi tylko sercem, to jakże jesteśmy ślepi!

Jaki to wszystko ma wpływ na problem, który rozpatrujemy? Oznacza to, że chełpliwe i głośne twierdzenia tych, którzy wieszczą Kościół bez Boga i bez wiary to wszystko pusta paplanina. Nie potrzeba nam Kościoła, który celebruje kult działania w modlitwach politycznych. To jest zupełnie zbędne. Dlatego też, on sam siebie zniszczy. To co pozostanie, to Kościół Jezusa Chrystusa, Kościół, który wierzy w Boga, który stał się człowiekiem i obiecuje nam życie po śmierci. Ksiądz, który nie jest nikim więcej niż pracownikiem socjalnym może być zastąpiony przez psychoterapeutę i innych specjalistów; ale ksiądz, który nie jest specjalistą, który nie stoi [z boku], obserwując grę, udzielając oficjalnych rad, ale w imię Boga stawia się do dyspozycji człowieka, który towarzyszy ludziom w ich smutkach, w ich radościach, ich nadziei i strachu, taki ksiądz na pewno będzie potrzebny w przyszłości.

Pójdźmy krok dalej. Z obecnego kryzysu wyłoni się Kościół jutra – Kościół, który stracił wiele. Będzie niewielki i będzie musiał zacząć od nowa, mniej więcej od początku. Nie będzie już w stanie zajmować wielu budowli, które wzniósł w czasach pomyślności. Ponieważ liczba jego zwolenników maleje, więc straci wiele ze swoich przywilejów społecznych. W przeciwieństwie do wcześniejszych czasów będzie postrzegany dużo bardziej jako dobrowolne stowarzyszenie, do którego przystępuje się tylko na podstawie samodzielnej decyzji.

Jako mała wspólnota, będzie kładł dużo większy nacisk na inicjatywę swoich poszczególnych członków. Niewątpliwie odkryje nowe formy posługi kapłańskiej i będzie wyświęcał do kapłaństwa wypróbowanych chrześcijan, którzy wykonują już jakiś zawód. W wielu mniejszych parafiach lub autonomicznych grupach społecznych opieka duszpasterska będzie zazwyczaj prowadzona w ten sposób. Obok tego, niezbędna również będzie posługa kapłańska w pełnym wymiarze czasu, jak dawniej. Ale we wszystkich tych zmianach, w których, jak można się domyślać, Kościół na nowo odnajdzie swoją istotę i pełne przekonanie co do tego, co zawsze było w jego centrum: wiary w Trójjedynego Boga, w Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, który stał się człowiekiem, w obecność Ducha Świętego aż do końca świata. W wierze i modlitwie na nowo uzna sakramenty za formę oddawania czci Bogu, a nie za przedmiot wiedzy liturgicznej.

Kościół będzie wspólnotą bardziej uduchowioną, nie wykorzystującą mandatu politycznego, nie flirtującą ani z lewicą, ani z prawicą. To będzie trudne dla Kościoła, bo ów proces krystalizacji i oczyszczenia będzie kosztować go wiele cennej energii. To sprawi, że będzie ubogi i stanie się Kościołem cichych. Proces ten będzie tym bardziej uciążliwy, że trzeba będzie odrzucić zarówno sekciarską zaściankowość jak i napuszoną samowolę. Można przewidzieć, że wszystko to będzie wymagało czasu. Proces będzie długi i żmudny, tak jak droga od fałszywego progresywizmu w przededniu Rewolucji Francuskiej – kiedy biskup mógł być uważany za błyskotliwego, jeśli wyśmiewał się z dogmatów, a nawet sugerował, że istnienie Boga wcale nie jest pewne – do odnowy w XIX wieku. Ale kiedy minie już proces tego odsiewania, wielka moc popłynie z bardziej uduchowionego i uproszczonego Kościoła. W totalnie zaplanowanym świecie ludzie będą strasznie samotni. Jeśli całkowicie stracą z oczu Boga, odczują całą grozę swojej nędzy. Następnie odkryją małą trzódkę wyznawców jako coś całkowicie nowego. Odkryją ją jako nadzieję, która jest im przeznaczona, odpowiedź, której zawsze potajemnie szukali.

A zatem wydaje mi się pewne, że przed Kościołem bardzo trudne czasy. Prawdziwy kryzys ledwo się zaczął. Będziemy musieli liczyć się z tym, że nastąpią straszliwe wstrząsy. Jestem jednak równie pewny, co pozostanie na koniec: nie Kościół politycznego kultu, który już jest martwy, ale Kościół wiary. Może już nie być dominującą siłą społeczną w takim stopniu w jakim był do niedawna; ale będzie cieszyć się świeżym rozkwitem i będzie postrzegany jako dom dla człowieka, gdzie znajdzie on życie i nadzieję wykraczającą poza śmierć.

Kościół katolicki przetrwa mimo mężczyzn i kobiet, niekoniecznie ze względu na nich. A jednak, nadal mamy do odegrania naszą rolę. Musimy modlić się i pielęgnować bezinteresowność, wyrzeczenie, wierność, pobożność sakramentalną i życie skoncentrowane na Chrystusie.

1969 rok, wypowiedź księdza Josepha Ratzingera w niemieckiej stacji radiowej. W 2009 roku wydawnictwo Ignatius Press opublikowało w całości wypowiedź księdza Josepha Ratzingera „Jak będzie wyglądać Kościół w roku 2000”, w książce zatytułowanej „Wiara i przyszłość”.

2016 rok za nami

Posted: 1 Styczeń 2017 by Sandra Kwiecień in ddak
Tags:

New Year 2016

Przetrwaliśmy kolejny rok. I zaczynamy następny!

W 2016 roku podjęto 1646 modlitewnych zobowiązań.

  • od początku akcji, adoptowano łącznie: 8187 księży
  • obecnie opieką modlitewną otoczonych jest: 5003 kapłanów
  • liczba trwających adopcji: 6729

Stronę wyświetlono 295 413, co łącznie daje nam 2 267  000 wyświetleń od początku akcji!

Bez reklamy, szumu w mediach i kampanii reklamowych. Widać z Bożą pomocą niczego nie trzeba, poza modlitwą. Czy macie więc jeszcze jakieś wątpliwości, że modlitwa niczego nie zmienia? 🙂 W naszym przypadku całe istnienie DDAK bazuje tylko na tym 🙂

Dzięki Wam wszystkim za Waszą obecność, Wasz trud i poświęcenie!

Rozejrzyjmy się po swoich parafiach. Kogo z duszpasterzy nie ma jeszcze Księdze Adoptowanych Kapłanów? Może warto przygarnąć któregoś, choćby na miesiąc, dwa lub rok?

Nie ustawajmy w modlitwie!

Święta, święta i…?

Posted: 28 Grudzień 2016 by Agnieszka Dankiewicz in przemyślenia
Tags:
Illustration by Gary Smith of a family eating their Christmas dinner.

Illustration by Gary Smith

W Piśmie Świętym możemy znaleźć wiele fragmentów odnoszących się do narodzin Jezusa. Część z nich towarzyszyło nam w czasie adwentowych przygotowań  – niedzielnych Mszy świętych albo rorat. Wszyscy doskonale znamy scenę zwiastowania Maryi, kiedy Anioł Gabriel przekazuje Jej informację, że zostanie Matką Syna Bożego. Znana jest też scena, w której Józefowi objawia się we śnie anioł i zapewnia: „nie bój się przyjąć twojej żony Maryi, gdyż to, co się w Niej poczęło, pochodzi z Ducha Świętego” (Mt 1,20).

Wszyscy znamy też scenę nawiedzenia Elżbiety, kiedy Maryja wyrusza w drogę i wybiera się do swojej krewnej.  To właśnie w odniesieniu do tej sceny chciałabym zachęcić Was do podjęcia pewnego bożonarodzeniowego wyzwania.

Kilka lat temu wzięłam udział w bożonarodzeniowych dniach skupienia. Trafiłam wtedy na komentarz do Ewangelii według św. Łukasza – właśnie do fragmentu opisującego spotkanie Maryi i Elżbiety. W komentarzu do Pisma świętego Starego i Nowego Testamentu wydanego przez Towarzystwo świętego Pawła znalazły się następujące słowa:
Od momentu, gdy Bóg w Jezusie stał się człowiekiem, obecność Boga nie wyraża się już przez znaki, lecz zawiera się w osobie Jezusa. Od tej pory ograniczenie obecności Boga tylko do jakiegoś narodu, miejsca lub przedmiotu, jest niemożliwe. Podstawowym „miejscem” obecności Boga stał się Jego Kościół, symbolizowany tu przez pierwszą z wierzących – Maryję. Ukazanie Maryi jako Tej, która jest w drodze i przynosi Jezusa konkretnej osobie, stanowi wyraz apostolskiego wymiaru Kościoła, który swoją misją obejmuje całe stworzenie.

To piękny obraz! Maryja dowiaduje się o tym, że zostanie matką, że urodzi Syna Bożego, który zbawi każdego człowieka. Przyjmuje tę tajemnicę, mimo, że jej w pełni nie rozumie. I rusza w drogę, aby dzielić się radością tej wielkiej Tajemnicy, której doświadczyła.

Przez czas Adwentu przygotowywaliśmy się do Bożego Narodzenia. Przed naszymi oczyma przewijały się kolejne sceny biblijne – nie tylko te nowotestamentalne przywołane na początku tego tekstu, ale także wiele innych. Wszystko po to, abyśmy mogli jeszcze pełniej przeżyć te Święta i dobrze zrozumieć ich sens. Minęło już kolejne Boże Narodzenie w naszym życiu. Wyzwaniem, które chciałabym Wam zaproponować w tym czasie jest ruszanie w codzienną drogę za Maryją.

Trwamy w bożonarodzeniowej radości. Wszystko, co nas otacza, wciąż przypomina nam o Świętach. W tym okresie w szczególny sposób żyjemy pełni wiary w to, że Słowo stało się Ciałem, aby zamieszkać pośród nas i zagościć w sercu każdego człowieka. Jednak czas leci. Niedługo każdy z nas ruszy w drogę przez codzienność – wrócą codzienne sprawy i obowiązki. A przecież Jezus chce być obecny w naszym życiu nie tylko od święta, nie tylko w czasie Świąt – ale przede wszystkim w tej codzienności.

Dlatego też pozostając w tej radosnej, świątecznej atmosferze postarajmy się odpowiedzieć sobie na pytanie postawione w tytule tego tekstu: Święta, święta i…?

Maryja usłyszała od Anioła Gabriela radosną, choć tajemniczą nowinę. I ruszyła w drogę, aby tę właśnie radość nieść innym – konkretnym ludziom.

A my? Czy ruszymy w drogę za Maryją, aby nieść nowonarodzonego Chrystusa konkretnym ludziom w naszej codzienności?

Dla Ciebie, nasz Czytelniku

Posted: 27 Grudzień 2016 by Sandra Kwiecień in przemyślenia
Tags:

battlefield-3-lying-man

To Dzieło istnieje sześć lat. Sześć bardzo długich lat. Czy wiecie jak wygląda prowadzenie takiej akcji?

Nieskończona przygoda. Odbierasz maile. Czytasz te radosne, z nowymi cudami, jakimi są adopcje i podjęte modlitwy oraz te smutne, w których ktoś pisze o swoim bólu i cierpieniu wyrażając go w słowach czasem pełnych pogardy. To znaczy, że widzi coś złego lub nawet spotkało go coś złego. Takie maile także uczą. Pokory. Dystansu. Pełnej świadomości, że świat jest pełen różnych doświadczeń – dobrych i złych. I żadne z nich nie może mną zachwiać.

Niełatwo jest wytrwać sześć lat. Codziennie robisz to samo. Czytasz maile, odpisujesz, wpisujesz na stronę, wysyłasz powiadomienia, robisz Karty Adopcyjne, zbierasz pieniądze, znaczki, koperty. Codziennie. To nie jest jednak praca – nie daje wypłaty, ubezpieczenia, ani sławy. Gorzej, kiedy są jeszcze problemy techniczne – nie ma internetu, zachoruje się, jest się zapracowanym, skrzynka przepełniona, a ludzie – bardzo słusznie – się niecierpliwią. Trzeba zawsze służyć – jak tylko się umie najlepiej. Tym właśnie to jest. Służbą. Służyć to być używanym. Być użytecznym.

Wiele osób pracowało w DDAK na przestrzeni tych lat. Mało kto miał możliwość zostać z nami dłużej. To ogromne wyrzeczenie, by poświęcić swoje życie, swój wolny czas czemuś tak abstrakcyjnemu, jak gigantyczna lista anonimowych kapłanów, czy tysiące maili ludzi, których nigdy w tym życiu nie poznamy. Podziwiam Was, moi współpracownicy, że trwacie. Także w Dziele Duchowej Adopcji Sióstr Zakonnych jest podobnie. Jak w innych inicjatywach, których są tysiące.

Czy wiecie jak to w ogóle możliwe?

Wytrwałość, u której podstaw leży – w moim przypadku dość chybotliwa – wiara. Wiara nie w człowieka, nie w księdza, nie w dobrą wizję Kościoła. Brzmi dziwnie? Na pewno. Ostatecznie bowiem dochodzisz do punktu, że ani dobry kapłan, ani ten zły, nie potrafią już wpływać na to, co jest najgłębiej w sercu człowieka. Tam jesteś tylko Ty i Twój Bóg. Twój Stworzyciel.

Tylko Bóg sprawia, że jesteś w stanie podjąć się prawdziwych wyzwań.

Nikt i nic nie daje takiej siły i wytrwałości. A najlepsze w tym jest to, że nie czujesz się silny. Nie widzisz w sobie wytrwałości. Po prostu idziesz drogą i gdy przystaniesz i oglądasz się za siebie, ze zdumieniem spoglądasz jak wiele przeszedłeś.

Moja wiara jest jak rachityczne drzewko. Malutkie, słabiutkie, ciągle uginam się pod ciężarem różnych rzeczy, które czasem nawet mnie łamią. Poznałam tysiące ludzi wielokrotnie lepszych ode mnie. Bardziej bezinteresownych, dobrych, wytrwałych. Kiepska jest moja służba. Czasem czytam, że niektórzy obawiają się o swoje zobowiązania, bo zaniedbali modlitwę raz, dwa lub kilkanaście razy. Wtedy odpisuję – czy myślisz, że ja byłam tak silna, by codziennie pamiętać? Otóż nie. Upadałam wielokrotnie. Gdy czytałam wiadomości tych, którzy nigdy nie zapominają i nigdy nie opuścili nawet jednego dnia czuję radość, ale i wstyd. Tysiące razy Was zawiodłam – adoptujących, adoptowanych, współpracowników, samego Boga. Ale głos w sercu nigdy nie ustaje. I niezależnie jak wiele razy uskrzydlą mnie Wasze dobre i życzliwe słowa i niezależnie od tego, jak wiele oskarżeń mnie przygniecie – nie wolno mi się poddać. Nie wstaję bowiem dla kapłana. Nie wstaję dla idei. Powstaję dla Boga.

Powstań i Ty. Nieskończenie ode mnie lepszy człowieku.