Posts Tagged ‘religia’

O różańcu

Posted: 17 października 2016 by Sandra Kwiecień in modlitwa, religia
Tagi: ,

92434_rozaniec_krzyz_medalion

Uczyć się Chrystusa od Maryi

Maryja jest niedoścignionym wzorem kontemplacji Chrystusa. Oblicze Syna należy do Niej ze szczególnego tytułu. To w jej łonie ukształtowało się, biorąc od Niej również ludzkie podobieństwo, które wskazuje na jeszcze większą z pewnością bliskość duchową. Nikt nie oddawał się równie pilnie kontemplowaniu Chrystusowego oblicza, jak Maryja. Oczy Jej Serca skupiły się w jakiś sposób na Nim już w chwili Zwiastowania, gdy Go poczęła za sprawą Ducha Świętego; w następnych miesiącach zaczęła odczuwać Jego obecność i domyślać się Jego rysów. Kiedy wreszcie wydała Go na świat w Betlejem, również Jej oczy cielesne spoglądały czule na oblicze Syna, którego „owinęła w pieluszki i położyła w żłobie” (Łk 2, 7).

Odtąd Jej spojrzenie, zawsze pełne adorującego zadziwienia, już nigdy się od Niego nie odwróci. Czasem będzie spojrzeniem pytającym, jak po Jego zaginięciu w świątyni: „Synu, czemuś nam to uczynił?” (Łk 2, 48); będzie to zarazem zawsze spojrzenie przenikliwe, zdolne do czytania w głębi duszy Jezusa, aż do pojmowania Jego ukrytych uczuć i odgadywania Jego decyzji, tak jak w Kanie. Kiedy indziej będzie spojrzeniem pełnym bólu, zwłaszcza pod krzyżem, gdzie będzie to jeszcze w pewnym sensie spojrzenie ‚rodzącej’, skoro Maryja nie ograniczy się tylko do współudziału w męce i śmierci Jednorodzonego, ale przyjmie nowego syna powierzonego Jej w osobie umiłowanego ucznia. W wielkanocny poranek będzie to spojrzenie rozpromienione radością Zmartwychwstania, a wreszcie w dniu Pięćdziesiątnicy spojrzenie rozpalone wylaniem Ducha.

Maryja żyje z oczyma zwróconymi na Chrystusa i skarbi sobie każde Jego słowo: „Zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” (Łk 2, 19). Wspomnienia o Jezusie, wyryte w Jej duszy, towarzyszyły Jej w każdej okoliczności, sprawiając, że powracała myślą do różnych chwil swego życia obok Syna. To te wspomnienia stanowiły niejako ‚różaniec’, który Ona sama nieustannie odmawiała w dniach swego ziemskiego życia.

Maryja stale przypomina wiernym ‚tajemnice’ swego Syna, pragnąc, by je kontemplowano, i by dzięki temu mogły wydać z siebie całą swą zbawczą moc. Odmawiając różaniec, wspólnota chrześcijańska wnika w spojrzenie Maryi i żyje jej wspomnieniami. Różaniec, właśnie wychodząc z doświadczenia Maryi, jest modlitwą wyraźnie kontemplacyjną.

Wiele oznak wskazuje, jak bardzo Najświętsza Maryja Panna, której umierający Odkupiciel powierzył w osobie umiłowanego ucznia wszystkie dzieci Kościoła, chce również dzisiaj, właśnie przez tę modlitwę, dać wyraz swej macierzyńskiej trosce. W dziewiętnastym i dwudziestym stuleciu Matka Chrystusowa w różnorakich okolicznościach dawała odczuć w jakiś sposób swoją obecność i usłyszeć swój głos, by zachęcić Lud Boży do tej formy modlitwy kontemplacyjnej.

Chrystus jest Nauczycielem w całym tego słowa znaczeniu, jest objawiającym i samym Objawieniem. Nie chodzi jedynie o nauczenie się tego, co głosił, ale o ‚nauczenie się Jego samego’. Jakaż nauczycielka byłaby w tym bieglejsza niż Maryja? Jeśli ze strony Boga to Duch Święty jest wewnętrznym Nauczycielem, który prowadzi nas do pełnej prawdy o Chrystusie, wśród istot stworzonych nikt lepiej od Niej nie zna Chrystusa; nikt nie może, tak jak Matka, wprowadzić nas w głęboką znajomość Jego misterium.

Pierwszy ze ‚znaków’, jakie uczynił Jezus – przemienienie wody w wino na weselu w Kanie – ukazuje nam Maryję właśnie w roli Nauczycielki, gdy zachęca sługi do wykonania poleceń Chrystusa. Możemy sobie wyobrazić, że taką rolę spełniała Ona wobec uczniów po wniebowstąpieniu Jezusa, gdy pozostała z nimi oczekując na Ducha Świętego i umacniała ich w pierwszej misji. Przechodzić z Maryją przez sceny różańca to jakby być w ‚szkole’ Maryi, by czytać Chrystusa, by wnikać w Jego tajemnice, by zrozumieć Jego przesłanie.

Szkoła Maryi okazuje się tym skuteczniejsza, jeśli pomyśleć, że prowadzi ją Ta, która uzyskuje dla nas w obfitości dary Ducha Świętego, a zarazem daje nam przykład owej „pielgrzymki wiary”, w której jest niezrównaną Mistrzynią. Wobec każdej tajemnicy swego Syna zachęca nas Ona, jak to było przy zwiastowaniu, do zadawania z pokorą pytań, które otwierają na światło, by na koniec okazać zawsze posłuszeństwo wiary: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa” (Łk 1,38).

Istotnym znamieniem duchowości chrześcijańskiej jest wysiłek ucznia, by upodabniać się coraz bardziej do swego Mistrza.  Na duchowej drodze różańca, opartej na nieustannym kontemplowaniu – razem z Maryją – Chrystusowego oblicza, ten wymagający ideał upodabniania się do Niego jest osiągany przez obcowanie, które moglibyśmy nazwać „przyjacielskim”. Wprowadza nas ono w naturalny sposób w życie Chrystusa i pozwala nam jakby « oddychać » Jego uczuciami. W związku z tym bł. Bartłomiej Longo stwierdza: „Jak dwóch przyjaciół, którzy często razem przestają, zazwyczaj upodabnia się również w obyczajach, tak też my, prowadząc serdeczne rozmowy z Jezusem i Maryją przez medytowanie tajemnic różańca i rozwijając razem to samo życie przez komunię, możemy, na ile byłaby do tego zdolna nasza małość, stać się do Nich podobni i nauczyć się od tych najwyższych przykładów życia pokornego, ubogiego, ukrytego, cierpliwego i doskonałego”.

Różaniec przenosi nas mistycznie, byśmy stanęli u boku Maryi, troszczącej się o ludzkie wzrastanie Chrystusa w domu w Nazarecie. Pozwala Jej to wychowywać nas i kształtować z tą samą pieczołowitością, dopóki Chrystus w pełni się w nas nie „ukształtuje”. To działanie Maryi, oparte całkowicie na działaniu Chrystusa i zupełnie Mu podporządkowane, „nie przeszkadza w żaden sposób bezpośredniej łączności wiernych z Chrystusem, ale ją umacnia”.

Chrystus polecił nam zwracać się do Boga wytrwale i ufnie, byśmy zostali wysłuchani: „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam” (Mt 7,7). Podstawą tej skuteczności modlitwy jest dobroć Ojca, ale również pośrednictwo u Niego ze strony samego Chrystusa i działanie Ducha Świętego, który „przyczynia się za nami” zgodnie z wolą Bożą (por. Rz 8,26-27). Modlitwę, którą Chrystus i Duch Święty wzbudzają w naszym sercu, Maryja wspiera swym matczynym wstawiennictwem. Na weselu w Kanie Galilejskiej Ewangelia przedstawia właśnie skuteczność wstawiennictwa Maryi, która występuje wobec Jezusa jako rzeczniczka ludzkich potrzeb: „Nie mają już wina”(J 2,3).

Ja sam również nie pomijałem okazji, by zachęcać do częstego odmawiania różańca. Od mych lat młodzieńczych modlitwa ta miała ważne miejsce w moim życiu duchowym. Różaniec towarzyszył mi w chwilach radości i doświadczenia. Zawierzyłem mu wiele trosk. Dzięki niemu zawsze doznawałem otuchy. Oto bowiem na kanwie słów Pozdrowienia Anielskiego przesuwają się przed oczyma naszej duszy główne momenty z życia Jezusa Chrystusa. Równocześnie zaś w te same dziesiątki różańca serce nasze może wprowadzić wszystkie sprawy, które składają się na życie człowieka, rodziny, narodu, Kościoła, ludzkości. Sprawy osobiste, sprawy naszych bliźnich, zwłaszcza tych, którzy nam są najbliżsi, tych, o których najbardziej się troszczymy. W ten sposób ta prosta modlitwa różańcowa pulsuje niejako życiem ludzkim.

List apostolski „Rosarium Virginis Mariae”, papież Jan Paweł II, 16 października 2002

Reklamy

Jaka będzie przyszłość Kościoła?

Posted: 10 listopada 2014 by Sandra Kwiecień in religia
Tagi:

W obliczu wielu wstrząsów, problemów, medialnych skandali oraz spadającej liczby wiernych – przyjdzie nam zmierzyć się z nowym światem, w którym Kościół będzie diametralnie inny, aniżeli dotychczas. Zapraszamy Was do poniższej lektury oraz osobistego przemyślenia tego tekstu.

*

Przyszłość Kościoła dzisiaj zależy od tych, którzy mają głębokie korzenie i żyją pełnią własnej wiary, a nie od tych, którzy jedynie dają recepty. Nie zależy od tych, którzy przystosowują się jedynie do danej chwili, ani od tych, którzy jedynie krytykują innych, a siebie samych uważają za nieomylnych. Nie zależy też od tych, którzy wybierają wygodniejszą drogę, od tych, którzy unikają pasji wiary i za fałszywe i przestarzałe uważają wszystko to, co jest wymagające, co sprawia ból człowiekowi, co wymaga od niego poświęcenia. Powiedzmy to z nadzieją: jak zawsze, przyszłość Kościoła zależy od świętych, czyli od ludzi widzących więcej niż tylko hasła, które w danej chwili są nowoczesne; od ludzi, którzy widzą więcej niż inni, gdyż ich życie obejmuje więcej wymiarów. Bezinteresowność, która czyni człowieka wolnym, można osiągnąć tylko przez cierpliwe, codzienne, małe rezygnacje z samego siebie. Jedynie w tej codziennej pasji, która pozwala człowiekowi zobaczyć, jak bardzo wiąże go jego „Ja”, człowiek krok po kroku otwiera się. Widzi tylko tyle, ile przeżył i wycierpiał. Jeśli dzisiaj z takim trudem dostrzegamy Boga, to dzieje się tak dlatego, że ucieczka przed głębią naszej egzystencji w otępienie, jakie przynoszą różnego rodzaju wygody, stała się bardzo łatwa. Dlatego nasza głębia pozostaje zakryta. Jeśli to prawda, że naprawdę widzimy tylko sercem, to jak bardzo jesteśmy ślepi.

Wielkie słowa tych, którzy zapowiadają Kościół bez Boga i bez wiary, są pustym gadaniem. Nie potrzebujemy Kościoła, który w politycznych „modlitwach” celebruje kult działania. Taki Kościół jest całkowicie zbędny. Dlatego też upadnie on sam z siebie. Pozostanie Kościół Jezusa Chrystusa. Kościół ten wierzy w Boga, który stał się człowiekiem i obiecuje nam życie wieczne. Kapłan, który jest tylko pracownikiem socjalnym, może zostać zastąpiony; jego obowiązki przejmą psychoterapeuci i inni specjaliści. Ale kapłana, który nie jest specjalistą, który sprawuje swój urząd, angażując całego siebie, który jest z ludźmi w ich smutku, w ich radości, w ich nadziei i ich strachu, będziemy zawsze potrzebować.

ksiądzZróbmy jeszcze jeden krok. Z dzisiejszego kryzysu i tym razem powstanie Kościół, który wiele utracił. Stanie się mały, w wielu wypadkach będzie musiał zaczynać wszystko od początku. Nie będzie w stanie zapełnić wiernymi wielu budowli, które powstały w okresie dobrej koniunktury. Wraz z liczbą swoich członków Kościół utraci wiele swoich przywilejów w społeczeństwie. Stanie się w znacznie większym stopniu wspólnotą, do której należy się z wolnego wyboru. Jako mała wspólnota będzie zdany na inicjatywę swoich członków. Powstaną w nim nowe formy urzędu, możliwe, że na kapłanów będą wyświęcani sprawdzeni chrześcijanie, którzy wykonują inne zawody: w wielu mniejszych wspólnotach normalne duszpasterstwo będzie sprawowane w ten sposób. Ale kapłani, którzy tak jak dotąd sprawują jedynie ten urząd, będą nadal niezbędni. Przy wszystkich tych przypuszczalnych zmianach Kościół na nowo odnajdzie swoją istotę w tym, co zawsze było jego centrum – w wierze w Trójjedynego Boga, w Jezusa Chrystusa, wcielonego Syna Bożego, w wierze w obecność i pomoc Ducha Świętego, która będzie trwała aż do końca czasów. Swoje właściwe centrum Kościół odnajdzie w wierze i w modlitwie, a sakramenty będzie przeżywać na nowo jako służbę Bożą, a nie jako problem kształtowania liturgii.

Będzie to Kościół bardziej wewnętrzny, Kościół, który nie współdziała ani z prawicą, ani z lewicą. Nie będzie mu łatwo, gdyż proces krystalizacji i oczyszczenia będzie kosztował go wiele wysiłku. Stanie się Kościołem ubogim, Kościołem „maluczkich”. Proces ten będzie tym trudniejszy, że trzeba w nim będzie unikać zarówno sekciarskiej ciasnoty, jak i chełpliwej samowoli. Można przwidzieć, że to wszystko zajmie sporo czasu. Ów proces będzie długi i trudny, podobnie jak długa była droga od fałszywego progresizmu sprzed rewolucji francuskiej, kiedy nawet wśród biskupów były w modzie drwina z dogmatów i dawanie do zrozumienia, że istnienie Boga nie jest wcale takie pewne, do odnowy z XIX wieku. Ale po takich próbach z bardziej wewnętrznego i prostego Kościoła emanować będzie wielka siła. W świecie, który w pełni zostanie poddany planowaniu, ludzie będą bowiem odczuwać głęboką samotność. Kiedy zagubią Boga, doświadczą straszliwego ubóstwa, a wówczas małą wspólnotę ludzi wierzących odkryją jako coś nowego, jako swoją nadzieję, jako odpowiedź, której w ukryciu zawsze poszukiwali.

Wydaje mi się zatem, że Kościół czekają ciężkie czasy. Jego właściwy kryzys dopiero się zaczął. Trzeba się liczyć z poważnymi wstrząsami. Ale jestem też pewien, że tym, co pozostanie, nie będzie Kościół politycznego kultu, który upadł już w czasach Gobela, lecz Kościół wiary. Kościół nie będzie już zapewne tak wielką siłą społeczną, jaką był dotąd, ale rozkwitnie na nowo i będzie ojczyzną, która daje ludziom życie i nadzieję sięgającą poza granicę śmierci.

————————-

Joseph Ratzinger Wiara i przyszłość

Dusz – pasterz

Posted: 21 stycznia 2014 by Agnieszka Dankiewicz in religia, święci i błogosławieni
Tagi:

shepherd

Św. Afrahat o kapłaństwie

Św. Afrahat to syryjski pisarz i Doktor Kościoła. Jego życie i działalność przypadają na pierwsze wieki chrześcijaństwa. Od tego czasu minęło wprawdzie bardzo wiele czasu, świat się zmienił – jednak jego nauka wciąż pozostaje aktualna.

„Pasterze stoją na czele trzody i dają jej życiowy pokarm. Kto strzeże trzody, dla niej pracuje i o nią się troszczy staje się uczniem dobrego Pasterza, który za owce dodał swe życie. Kto nie dba o trzodę, podobny jest do najemnika, któremu nie zależy na owcach. Wy, pasterze, bądźcie podobni do tych pierwszych sprawiedliwych pasterzy. Gdy Jakub pasł i strzegł trzody Labana, pracował, czuwał i otrzymał nagrodę. Toteż rzekł do Labana: „Dwadzieścia lat byłem u ciebie, żadnej z twych owiec i kóz nie straciłem. Baranów z twej trzody nie jadałem, rozszarpanej przez dzikie zwierzęta sztuki ci nie przynosiłem, a tego z rąk mych żądałeś. W dzień trawił mnie upał, a nocą chłód spędzał mi sen z powiek” (Rdz 31,38-40).

Pasterze, jak on dbał o trzodę. W nocy czuwał, aby jej strzec i nie zasnął, w dzień zaś oddawał się pracy, aby ją paść. Jak Jakub był pasterzem, tak i Józef i jego bracia byli pasterzami. Pasterzem był Mojżesz, pasterzem był też Dawid, pasterzem był i Amos. Wszyscy byli pasterzami, strzegąc trzody i dobrze ją prowadząc. Lecz czemu – mój drogi – ci pasterze wpierw paśli trzodę, zanim ich wybrano na pasterzy ludzi? Aby najpierw nauczyli się, jak pasterz powinien troszczyć się o owce, strzec je i dla nich pracować. Dopiero gdy pasterze nauczą się dbać o owce, można ich wybrać do kierowania ludźmi. Jakub troszczył się o trzodę Labana, pracował, strzegł i dobrze ją prowadził; wychowywał też świetnie synów, dając tym wzór dobrego pasterza; podobnie Józef ze swymi braćmi pasł trzodę i potem w Egipcie jako dobry pasterz dobrze kierował ludem.

 Ale pasterze, którzy nie zajmowali się owcami, byli tylko siebie pasącymi najemnikami. O nich to mówi prorok: „O, pasterze gubicie i rozpraszacie owce pastwiska mego! Słuchajcie mowy Pana! A tak Pan mówi: «Oto odwiedzę swą trzodę, jak pasterz odwiedza trzodę w dniu burzy i zażądam swych owiec z rąk waszych. O pasterze głupi! Odzialiście się wełną owiec i jecie tłuste mięso, a trzody nie pasiecie. Tego, co było chore, nie leczyliście, co było złamane, nie wiązaliście, i co zostało rozproszone, nie szukaliście, mocnych i tłustych nie strzegliście, lecz twardo prowadziliście. Dobre pastwiska spasacie, resztę nogami depczecie; wody słodkie pijecie, resztę swymi stopami mącicie. A owce moje muszą spasać to, co stopami waszymi zdeptaliście, i pić to, co zmąciliście waszymi nogami”” (Ez 34,2-4; 9, 10-12, 18-19).

Oto pasterze chciwi i głupi; najemnicy, którzy owiec nie paśliście ani należycie nie strzegliście i od wilków nie uwalnialiście. Gdy zaś przyjdzie pasterz wielki, Książę pasterzy, zawoła i odwiedzi swe owce, i pozna swą trzodę, pasterzy też wezwie i rozliczy się z nimi i potępi ich czyny. Tych zaś, którzy trzodą dobrze kierowali, Książę pasterzy pochwali i ustanowi dziedzicami życia i spoczynku.

O pasterze! Bądźcie podobni do tego Pasterza, który tak się troszczył o swą owczarnię. Oddalone przyprowadzał z powrotem, słabe umacniał, złamane uzdrawiał, tłuste zachowywał, życie swe oddał za owce. Wybrał sławnych przełożonych i wychował ich, powierzył im owce i dał władzę nad całą owczarnią. Szymonowi Piotrowi powiedział: „Paś owce moje, paś baranki i owce moje” (J 21,15. 17). I Szymon pasł trzodę, aż skończył się czas jego, i wam ją powierzył i odszedł. Paście więc i wy trzodę, i wychowujcie ją należycie. Pasterz bowiem, który troszczy się o owce, nie wykonuje innego zadania: nie uprawia winnicy, nie obsiewa ogrodów, nie oddaje się zajęciom tego świata. Nigdy bowiem nie widzieliśmy pasterza, który by porzucił trzodę na polu, aby stać się kupcem. Gdyby bowiem opuścił trzodę i podobne rzeczy uczynił, pozostawiłby owce wilkom.

Przypomnij sobie, przyjacielu, co ci napisałem o naszych dawnych ojcach. Oni wpierw uczyli się służby pasterskiej i tak nabierali w tym doświadczenia, potem zaś wybierano ich do kierowania ludźmi, ponieważ wiedzieli i widzieli, jak pasterz powinien dbać o swą owczarnię. Skoro umieli kierować trzodą, potrafili rządzić i ludźmi.

Józefa wezwano od owiec do rządzenia w Egipcie w trudnych okolicznościach. Mojżesza wybrano od owiec do prowadzenia i pasienia ludu. Dawid odszedł od owiec, aby zostać królem Izraela. Amosa wezwał Pan od owiec i ustanowił go prorokiem nad swym ludem. Elizeusz także od pługa wybrany, był prorokiem w Izraelu. Nie wrócił Mojżesz do swych owiec, choć powierzonej sobie trzody nie opuścił. Nie wrócił też do owiec Dawid, lecz pasł lud w niewinności swego serca. Amos nie wrócił do pasienia owiec i zbierania drzewa, lecz pełnił swój urząd proroczy. Ani Elizeusz nie wrócił do swego pługa, lecz służył Eliaszowi i zajął jego miejsce.

Żądam od was, pasterze, abyście nie dawali owczarni przełożonych ograniczonych, głupich, żądnych bogactw. Kto pasie owce, niech się żywi ich mlekiem; i kto kieruje pługiem, niech korzysta ze swej pracy. Kapłani niech mają część z ołtarza, lewici niech pobierają dziesięcinę. Kto spożywa mleko, niech pamięta o owcach; kto pragnie pracować pługiem, niech chętnie oddaje się orce. Kapłani sprawujący ofiarę, niech ją sprawują gorliwie; lewici otrzymujący dziesięcinę, niech nie mają części w Izraelu. O, pasterze, uczniowie naszego wielkiego Pasterza, nie bądźcie podobni do najemników! Najemnik bowiem nie troszczy się o owce. Ale bądźcie podobni do naszego słodkiego Pasterza, który nie kochał więcej siebie niż owce. Uczcie młodzieńców, wychowujcie panny, kochajcie owieczki żywione w waszym otoczeniu, abyście kiedyś, stanąwszy przed swym Pasterzem, przedstawili Mu całą waszą trzodę, a On sam dał wam to, co przyrzekł: „Gdzie Ja jestem, i wy tam będziecie” (J 12,26). Niech te kilka słów wystarczy dobrym pasterzom i rządcom.”

(„Rozprawa o kapłaństwie”)