Posts Tagged ‘religia’

O różańcu

Posted: 17 Październik 2016 by Sandra Kwiecień in modlitwa, religia
Tags: ,

92434_rozaniec_krzyz_medalion

Uczyć się Chrystusa od Maryi

Maryja jest niedoścignionym wzorem kontemplacji Chrystusa. Oblicze Syna należy do Niej ze szczególnego tytułu. To w jej łonie ukształtowało się, biorąc od Niej również ludzkie podobieństwo, które wskazuje na jeszcze większą z pewnością bliskość duchową. Nikt nie oddawał się równie pilnie kontemplowaniu Chrystusowego oblicza, jak Maryja. Oczy Jej Serca skupiły się w jakiś sposób na Nim już w chwili Zwiastowania, gdy Go poczęła za sprawą Ducha Świętego; w następnych miesiącach zaczęła odczuwać Jego obecność i domyślać się Jego rysów. Kiedy wreszcie wydała Go na świat w Betlejem, również Jej oczy cielesne spoglądały czule na oblicze Syna, którego „owinęła w pieluszki i położyła w żłobie” (Łk 2, 7).

Odtąd Jej spojrzenie, zawsze pełne adorującego zadziwienia, już nigdy się od Niego nie odwróci. Czasem będzie spojrzeniem pytającym, jak po Jego zaginięciu w świątyni: „Synu, czemuś nam to uczynił?” (Łk 2, 48); będzie to zarazem zawsze spojrzenie przenikliwe, zdolne do czytania w głębi duszy Jezusa, aż do pojmowania Jego ukrytych uczuć i odgadywania Jego decyzji, tak jak w Kanie. Kiedy indziej będzie spojrzeniem pełnym bólu, zwłaszcza pod krzyżem, gdzie będzie to jeszcze w pewnym sensie spojrzenie ‚rodzącej’, skoro Maryja nie ograniczy się tylko do współudziału w męce i śmierci Jednorodzonego, ale przyjmie nowego syna powierzonego Jej w osobie umiłowanego ucznia. W wielkanocny poranek będzie to spojrzenie rozpromienione radością Zmartwychwstania, a wreszcie w dniu Pięćdziesiątnicy spojrzenie rozpalone wylaniem Ducha.

Maryja żyje z oczyma zwróconymi na Chrystusa i skarbi sobie każde Jego słowo: „Zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” (Łk 2, 19). Wspomnienia o Jezusie, wyryte w Jej duszy, towarzyszyły Jej w każdej okoliczności, sprawiając, że powracała myślą do różnych chwil swego życia obok Syna. To te wspomnienia stanowiły niejako ‚różaniec’, który Ona sama nieustannie odmawiała w dniach swego ziemskiego życia.

Maryja stale przypomina wiernym ‚tajemnice’ swego Syna, pragnąc, by je kontemplowano, i by dzięki temu mogły wydać z siebie całą swą zbawczą moc. Odmawiając różaniec, wspólnota chrześcijańska wnika w spojrzenie Maryi i żyje jej wspomnieniami. Różaniec, właśnie wychodząc z doświadczenia Maryi, jest modlitwą wyraźnie kontemplacyjną.

Wiele oznak wskazuje, jak bardzo Najświętsza Maryja Panna, której umierający Odkupiciel powierzył w osobie umiłowanego ucznia wszystkie dzieci Kościoła, chce również dzisiaj, właśnie przez tę modlitwę, dać wyraz swej macierzyńskiej trosce. W dziewiętnastym i dwudziestym stuleciu Matka Chrystusowa w różnorakich okolicznościach dawała odczuć w jakiś sposób swoją obecność i usłyszeć swój głos, by zachęcić Lud Boży do tej formy modlitwy kontemplacyjnej.

Chrystus jest Nauczycielem w całym tego słowa znaczeniu, jest objawiającym i samym Objawieniem. Nie chodzi jedynie o nauczenie się tego, co głosił, ale o ‚nauczenie się Jego samego’. Jakaż nauczycielka byłaby w tym bieglejsza niż Maryja? Jeśli ze strony Boga to Duch Święty jest wewnętrznym Nauczycielem, który prowadzi nas do pełnej prawdy o Chrystusie, wśród istot stworzonych nikt lepiej od Niej nie zna Chrystusa; nikt nie może, tak jak Matka, wprowadzić nas w głęboką znajomość Jego misterium.

Pierwszy ze ‚znaków’, jakie uczynił Jezus – przemienienie wody w wino na weselu w Kanie – ukazuje nam Maryję właśnie w roli Nauczycielki, gdy zachęca sługi do wykonania poleceń Chrystusa. Możemy sobie wyobrazić, że taką rolę spełniała Ona wobec uczniów po wniebowstąpieniu Jezusa, gdy pozostała z nimi oczekując na Ducha Świętego i umacniała ich w pierwszej misji. Przechodzić z Maryją przez sceny różańca to jakby być w ‚szkole’ Maryi, by czytać Chrystusa, by wnikać w Jego tajemnice, by zrozumieć Jego przesłanie.

Szkoła Maryi okazuje się tym skuteczniejsza, jeśli pomyśleć, że prowadzi ją Ta, która uzyskuje dla nas w obfitości dary Ducha Świętego, a zarazem daje nam przykład owej „pielgrzymki wiary”, w której jest niezrównaną Mistrzynią. Wobec każdej tajemnicy swego Syna zachęca nas Ona, jak to było przy zwiastowaniu, do zadawania z pokorą pytań, które otwierają na światło, by na koniec okazać zawsze posłuszeństwo wiary: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa” (Łk 1,38).

Istotnym znamieniem duchowości chrześcijańskiej jest wysiłek ucznia, by upodabniać się coraz bardziej do swego Mistrza.  Na duchowej drodze różańca, opartej na nieustannym kontemplowaniu – razem z Maryją – Chrystusowego oblicza, ten wymagający ideał upodabniania się do Niego jest osiągany przez obcowanie, które moglibyśmy nazwać „przyjacielskim”. Wprowadza nas ono w naturalny sposób w życie Chrystusa i pozwala nam jakby « oddychać » Jego uczuciami. W związku z tym bł. Bartłomiej Longo stwierdza: „Jak dwóch przyjaciół, którzy często razem przestają, zazwyczaj upodabnia się również w obyczajach, tak też my, prowadząc serdeczne rozmowy z Jezusem i Maryją przez medytowanie tajemnic różańca i rozwijając razem to samo życie przez komunię, możemy, na ile byłaby do tego zdolna nasza małość, stać się do Nich podobni i nauczyć się od tych najwyższych przykładów życia pokornego, ubogiego, ukrytego, cierpliwego i doskonałego”.

Różaniec przenosi nas mistycznie, byśmy stanęli u boku Maryi, troszczącej się o ludzkie wzrastanie Chrystusa w domu w Nazarecie. Pozwala Jej to wychowywać nas i kształtować z tą samą pieczołowitością, dopóki Chrystus w pełni się w nas nie „ukształtuje”. To działanie Maryi, oparte całkowicie na działaniu Chrystusa i zupełnie Mu podporządkowane, „nie przeszkadza w żaden sposób bezpośredniej łączności wiernych z Chrystusem, ale ją umacnia”.

Chrystus polecił nam zwracać się do Boga wytrwale i ufnie, byśmy zostali wysłuchani: „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam” (Mt 7,7). Podstawą tej skuteczności modlitwy jest dobroć Ojca, ale również pośrednictwo u Niego ze strony samego Chrystusa i działanie Ducha Świętego, który „przyczynia się za nami” zgodnie z wolą Bożą (por. Rz 8,26-27). Modlitwę, którą Chrystus i Duch Święty wzbudzają w naszym sercu, Maryja wspiera swym matczynym wstawiennictwem. Na weselu w Kanie Galilejskiej Ewangelia przedstawia właśnie skuteczność wstawiennictwa Maryi, która występuje wobec Jezusa jako rzeczniczka ludzkich potrzeb: „Nie mają już wina”(J 2,3).

Ja sam również nie pomijałem okazji, by zachęcać do częstego odmawiania różańca. Od mych lat młodzieńczych modlitwa ta miała ważne miejsce w moim życiu duchowym. Różaniec towarzyszył mi w chwilach radości i doświadczenia. Zawierzyłem mu wiele trosk. Dzięki niemu zawsze doznawałem otuchy. Oto bowiem na kanwie słów Pozdrowienia Anielskiego przesuwają się przed oczyma naszej duszy główne momenty z życia Jezusa Chrystusa. Równocześnie zaś w te same dziesiątki różańca serce nasze może wprowadzić wszystkie sprawy, które składają się na życie człowieka, rodziny, narodu, Kościoła, ludzkości. Sprawy osobiste, sprawy naszych bliźnich, zwłaszcza tych, którzy nam są najbliżsi, tych, o których najbardziej się troszczymy. W ten sposób ta prosta modlitwa różańcowa pulsuje niejako życiem ludzkim.

List apostolski „Rosarium Virginis Mariae”, papież Jan Paweł II, 16 października 2002

Jaka będzie przyszłość Kościoła?

Posted: 10 Listopad 2014 by Sandra Kwiecień in religia
Tags:

W obliczu wielu wstrząsów, problemów, medialnych skandali oraz spadającej liczby wiernych – przyjdzie nam zmierzyć się z nowym światem, w którym Kościół będzie diametralnie inny, aniżeli dotychczas. Zapraszamy Was do poniższej lektury oraz osobistego przemyślenia tego tekstu.

*

Przyszłość Kościoła dzisiaj zależy od tych, którzy mają głębokie korzenie i żyją pełnią własnej wiary, a nie od tych, którzy jedynie dają recepty. Nie zależy od tych, którzy przystosowują się jedynie do danej chwili, ani od tych, którzy jedynie krytykują innych, a siebie samych uważają za nieomylnych. Nie zależy też od tych, którzy wybierają wygodniejszą drogę, od tych, którzy unikają pasji wiary i za fałszywe i przestarzałe uważają wszystko to, co jest wymagające, co sprawia ból człowiekowi, co wymaga od niego poświęcenia. Powiedzmy to z nadzieją: jak zawsze, przyszłość Kościoła zależy od świętych, czyli od ludzi widzących więcej niż tylko hasła, które w danej chwili są nowoczesne; od ludzi, którzy widzą więcej niż inni, gdyż ich życie obejmuje więcej wymiarów. Bezinteresowność, która czyni człowieka wolnym, można osiągnąć tylko przez cierpliwe, codzienne, małe rezygnacje z samego siebie. Jedynie w tej codziennej pasji, która pozwala człowiekowi zobaczyć, jak bardzo wiąże go jego „Ja”, człowiek krok po kroku otwiera się. Widzi tylko tyle, ile przeżył i wycierpiał. Jeśli dzisiaj z takim trudem dostrzegamy Boga, to dzieje się tak dlatego, że ucieczka przed głębią naszej egzystencji w otępienie, jakie przynoszą różnego rodzaju wygody, stała się bardzo łatwa. Dlatego nasza głębia pozostaje zakryta. Jeśli to prawda, że naprawdę widzimy tylko sercem, to jak bardzo jesteśmy ślepi.

Wielkie słowa tych, którzy zapowiadają Kościół bez Boga i bez wiary, są pustym gadaniem. Nie potrzebujemy Kościoła, który w politycznych „modlitwach” celebruje kult działania. Taki Kościół jest całkowicie zbędny. Dlatego też upadnie on sam z siebie. Pozostanie Kościół Jezusa Chrystusa. Kościół ten wierzy w Boga, który stał się człowiekiem i obiecuje nam życie wieczne. Kapłan, który jest tylko pracownikiem socjalnym, może zostać zastąpiony; jego obowiązki przejmą psychoterapeuci i inni specjaliści. Ale kapłana, który nie jest specjalistą, który sprawuje swój urząd, angażując całego siebie, który jest z ludźmi w ich smutku, w ich radości, w ich nadziei i ich strachu, będziemy zawsze potrzebować.

ksiądzZróbmy jeszcze jeden krok. Z dzisiejszego kryzysu i tym razem powstanie Kościół, który wiele utracił. Stanie się mały, w wielu wypadkach będzie musiał zaczynać wszystko od początku. Nie będzie w stanie zapełnić wiernymi wielu budowli, które powstały w okresie dobrej koniunktury. Wraz z liczbą swoich członków Kościół utraci wiele swoich przywilejów w społeczeństwie. Stanie się w znacznie większym stopniu wspólnotą, do której należy się z wolnego wyboru. Jako mała wspólnota będzie zdany na inicjatywę swoich członków. Powstaną w nim nowe formy urzędu, możliwe, że na kapłanów będą wyświęcani sprawdzeni chrześcijanie, którzy wykonują inne zawody: w wielu mniejszych wspólnotach normalne duszpasterstwo będzie sprawowane w ten sposób. Ale kapłani, którzy tak jak dotąd sprawują jedynie ten urząd, będą nadal niezbędni. Przy wszystkich tych przypuszczalnych zmianach Kościół na nowo odnajdzie swoją istotę w tym, co zawsze było jego centrum – w wierze w Trójjedynego Boga, w Jezusa Chrystusa, wcielonego Syna Bożego, w wierze w obecność i pomoc Ducha Świętego, która będzie trwała aż do końca czasów. Swoje właściwe centrum Kościół odnajdzie w wierze i w modlitwie, a sakramenty będzie przeżywać na nowo jako służbę Bożą, a nie jako problem kształtowania liturgii.

Będzie to Kościół bardziej wewnętrzny, Kościół, który nie współdziała ani z prawicą, ani z lewicą. Nie będzie mu łatwo, gdyż proces krystalizacji i oczyszczenia będzie kosztował go wiele wysiłku. Stanie się Kościołem ubogim, Kościołem „maluczkich”. Proces ten będzie tym trudniejszy, że trzeba w nim będzie unikać zarówno sekciarskiej ciasnoty, jak i chełpliwej samowoli. Można przwidzieć, że to wszystko zajmie sporo czasu. Ów proces będzie długi i trudny, podobnie jak długa była droga od fałszywego progresizmu sprzed rewolucji francuskiej, kiedy nawet wśród biskupów były w modzie drwina z dogmatów i dawanie do zrozumienia, że istnienie Boga nie jest wcale takie pewne, do odnowy z XIX wieku. Ale po takich próbach z bardziej wewnętrznego i prostego Kościoła emanować będzie wielka siła. W świecie, który w pełni zostanie poddany planowaniu, ludzie będą bowiem odczuwać głęboką samotność. Kiedy zagubią Boga, doświadczą straszliwego ubóstwa, a wówczas małą wspólnotę ludzi wierzących odkryją jako coś nowego, jako swoją nadzieję, jako odpowiedź, której w ukryciu zawsze poszukiwali.

Wydaje mi się zatem, że Kościół czekają ciężkie czasy. Jego właściwy kryzys dopiero się zaczął. Trzeba się liczyć z poważnymi wstrząsami. Ale jestem też pewien, że tym, co pozostanie, nie będzie Kościół politycznego kultu, który upadł już w czasach Gobela, lecz Kościół wiary. Kościół nie będzie już zapewne tak wielką siłą społeczną, jaką był dotąd, ale rozkwitnie na nowo i będzie ojczyzną, która daje ludziom życie i nadzieję sięgającą poza granicę śmierci.

————————-

Joseph Ratzinger Wiara i przyszłość

Dusz – pasterz

Posted: 21 Styczeń 2014 by Agnieszka Dankiewicz in religia, święci i błogosławieni
Tags:

shepherd

Św. Afrahat o kapłaństwie

Św. Afrahat to syryjski pisarz i Doktor Kościoła. Jego życie i działalność przypadają na pierwsze wieki chrześcijaństwa. Od tego czasu minęło wprawdzie bardzo wiele czasu, świat się zmienił – jednak jego nauka wciąż pozostaje aktualna.

„Pasterze stoją na czele trzody i dają jej życiowy pokarm. Kto strzeże trzody, dla niej pracuje i o nią się troszczy staje się uczniem dobrego Pasterza, który za owce dodał swe życie. Kto nie dba o trzodę, podobny jest do najemnika, któremu nie zależy na owcach. Wy, pasterze, bądźcie podobni do tych pierwszych sprawiedliwych pasterzy. Gdy Jakub pasł i strzegł trzody Labana, pracował, czuwał i otrzymał nagrodę. Toteż rzekł do Labana: „Dwadzieścia lat byłem u ciebie, żadnej z twych owiec i kóz nie straciłem. Baranów z twej trzody nie jadałem, rozszarpanej przez dzikie zwierzęta sztuki ci nie przynosiłem, a tego z rąk mych żądałeś. W dzień trawił mnie upał, a nocą chłód spędzał mi sen z powiek” (Rdz 31,38-40).

Pasterze, jak on dbał o trzodę. W nocy czuwał, aby jej strzec i nie zasnął, w dzień zaś oddawał się pracy, aby ją paść. Jak Jakub był pasterzem, tak i Józef i jego bracia byli pasterzami. Pasterzem był Mojżesz, pasterzem był też Dawid, pasterzem był i Amos. Wszyscy byli pasterzami, strzegąc trzody i dobrze ją prowadząc. Lecz czemu – mój drogi – ci pasterze wpierw paśli trzodę, zanim ich wybrano na pasterzy ludzi? Aby najpierw nauczyli się, jak pasterz powinien troszczyć się o owce, strzec je i dla nich pracować. Dopiero gdy pasterze nauczą się dbać o owce, można ich wybrać do kierowania ludźmi. Jakub troszczył się o trzodę Labana, pracował, strzegł i dobrze ją prowadził; wychowywał też świetnie synów, dając tym wzór dobrego pasterza; podobnie Józef ze swymi braćmi pasł trzodę i potem w Egipcie jako dobry pasterz dobrze kierował ludem.

 Ale pasterze, którzy nie zajmowali się owcami, byli tylko siebie pasącymi najemnikami. O nich to mówi prorok: „O, pasterze gubicie i rozpraszacie owce pastwiska mego! Słuchajcie mowy Pana! A tak Pan mówi: «Oto odwiedzę swą trzodę, jak pasterz odwiedza trzodę w dniu burzy i zażądam swych owiec z rąk waszych. O pasterze głupi! Odzialiście się wełną owiec i jecie tłuste mięso, a trzody nie pasiecie. Tego, co było chore, nie leczyliście, co było złamane, nie wiązaliście, i co zostało rozproszone, nie szukaliście, mocnych i tłustych nie strzegliście, lecz twardo prowadziliście. Dobre pastwiska spasacie, resztę nogami depczecie; wody słodkie pijecie, resztę swymi stopami mącicie. A owce moje muszą spasać to, co stopami waszymi zdeptaliście, i pić to, co zmąciliście waszymi nogami”” (Ez 34,2-4; 9, 10-12, 18-19).

Oto pasterze chciwi i głupi; najemnicy, którzy owiec nie paśliście ani należycie nie strzegliście i od wilków nie uwalnialiście. Gdy zaś przyjdzie pasterz wielki, Książę pasterzy, zawoła i odwiedzi swe owce, i pozna swą trzodę, pasterzy też wezwie i rozliczy się z nimi i potępi ich czyny. Tych zaś, którzy trzodą dobrze kierowali, Książę pasterzy pochwali i ustanowi dziedzicami życia i spoczynku.

O pasterze! Bądźcie podobni do tego Pasterza, który tak się troszczył o swą owczarnię. Oddalone przyprowadzał z powrotem, słabe umacniał, złamane uzdrawiał, tłuste zachowywał, życie swe oddał za owce. Wybrał sławnych przełożonych i wychował ich, powierzył im owce i dał władzę nad całą owczarnią. Szymonowi Piotrowi powiedział: „Paś owce moje, paś baranki i owce moje” (J 21,15. 17). I Szymon pasł trzodę, aż skończył się czas jego, i wam ją powierzył i odszedł. Paście więc i wy trzodę, i wychowujcie ją należycie. Pasterz bowiem, który troszczy się o owce, nie wykonuje innego zadania: nie uprawia winnicy, nie obsiewa ogrodów, nie oddaje się zajęciom tego świata. Nigdy bowiem nie widzieliśmy pasterza, który by porzucił trzodę na polu, aby stać się kupcem. Gdyby bowiem opuścił trzodę i podobne rzeczy uczynił, pozostawiłby owce wilkom.

Przypomnij sobie, przyjacielu, co ci napisałem o naszych dawnych ojcach. Oni wpierw uczyli się służby pasterskiej i tak nabierali w tym doświadczenia, potem zaś wybierano ich do kierowania ludźmi, ponieważ wiedzieli i widzieli, jak pasterz powinien dbać o swą owczarnię. Skoro umieli kierować trzodą, potrafili rządzić i ludźmi.

Józefa wezwano od owiec do rządzenia w Egipcie w trudnych okolicznościach. Mojżesza wybrano od owiec do prowadzenia i pasienia ludu. Dawid odszedł od owiec, aby zostać królem Izraela. Amosa wezwał Pan od owiec i ustanowił go prorokiem nad swym ludem. Elizeusz także od pługa wybrany, był prorokiem w Izraelu. Nie wrócił Mojżesz do swych owiec, choć powierzonej sobie trzody nie opuścił. Nie wrócił też do owiec Dawid, lecz pasł lud w niewinności swego serca. Amos nie wrócił do pasienia owiec i zbierania drzewa, lecz pełnił swój urząd proroczy. Ani Elizeusz nie wrócił do swego pługa, lecz służył Eliaszowi i zajął jego miejsce.

Żądam od was, pasterze, abyście nie dawali owczarni przełożonych ograniczonych, głupich, żądnych bogactw. Kto pasie owce, niech się żywi ich mlekiem; i kto kieruje pługiem, niech korzysta ze swej pracy. Kapłani niech mają część z ołtarza, lewici niech pobierają dziesięcinę. Kto spożywa mleko, niech pamięta o owcach; kto pragnie pracować pługiem, niech chętnie oddaje się orce. Kapłani sprawujący ofiarę, niech ją sprawują gorliwie; lewici otrzymujący dziesięcinę, niech nie mają części w Izraelu. O, pasterze, uczniowie naszego wielkiego Pasterza, nie bądźcie podobni do najemników! Najemnik bowiem nie troszczy się o owce. Ale bądźcie podobni do naszego słodkiego Pasterza, który nie kochał więcej siebie niż owce. Uczcie młodzieńców, wychowujcie panny, kochajcie owieczki żywione w waszym otoczeniu, abyście kiedyś, stanąwszy przed swym Pasterzem, przedstawili Mu całą waszą trzodę, a On sam dał wam to, co przyrzekł: „Gdzie Ja jestem, i wy tam będziecie” (J 12,26). Niech te kilka słów wystarczy dobrym pasterzom i rządcom.”

(„Rozprawa o kapłaństwie”)

Światło wiary

Posted: 6 Październik 2013 by Agnieszka Dankiewicz in religia
Tags:

„Lumen Fidei”  („Światło wiary”) to encyklika, która została zaprezentowana 5 lipca 2013 w Watykanie. Została wydana jako pierwszy dokument napisany przez papieża Franciszka – Ojciec Święty określił ten tekst jako „encyklika na cztery ręce”. Uzasadnieniem tego wyrażenia są szkice i materiały przygotowane przez Benedykta XVI – rozpoczął on prace nad encykliką dotyczącą wiary, jednak nie ukończył jej ze względu na ustąpienie z pełnionej funkcji. Papież Franciszek miał możliwość, aby wykorzystać pozostawione materiały, uzupełniając je o własne refleksje i myśli.

Wydanie tej encykliki to dobra okazja, aby jeszcze głębiej zastanowić się nad naszą wiarą, a także przynależnością do wspólnoty Kościoła.

Pojęcia „wiara” i „wierzyć” mogą wydawać się nam oczywiste. Z łatwością moglibyśmy zdefiniować je jako zaufanie Bogu, przekonanie o Jego istnieniu i pewność pokładaną w Jego działaniu. Jednak wiara od zawsze kojarzona była także ze światłem i jasnością (nawiązania do tych wyrażeń możemy znaleźć w bardzo wielu fragmentach Pisma świętego). Chrystus, przynosząc światu Dobrą Nowinę i wiarę w Ojca Niebieskiego, mówił o Sobie: „Ja przyszedłem na świat jako światłość, aby nikt, kto we Mnie wierzy, nie pozostawał w ciemności.” (J 12, 46)

Na początek warto zastanowić się, jak definicja wiary rozumiana jest wiara w papieskiej encyklice.

„Kto wierzy, widzi; widzi dzięki światłu oświecającemu cały przebieg drogi, ponieważ przychodzi ono do nas od zmartwychwstałego Chrystusa, niezachodzącej nigdy gwiazdy porannej. Gdy brakuje światła, wszystko staje się niejasne, nie można odróżnić dobra od zła, drogi prowadzącej do celu od drogi, na której błądzimy bez kierunku. Dlatego pilne staje się odzyskanie światła, które jest właściwą cechą wiary, bo kiedy gaśnie jej płomień, wszystkie inne światła tracą w końcu swój blask. Światło wiary ma bowiem szczególny charakter, ponieważ jest zdolne oświetlić całe życie człowieka. Żeby zaś światło było tak potężne, nie może pochodzić od nas samych, musi pochodzić z bardziej pierwotnego źródła, musi ostatecznie pochodzić od Boga. Wiara rodzi się w spotkaniu z Bogiem żywym, który nas wzywa i ukazuje nam swoją miłość, miłość nas uprzedzającą, na której możemy się oprzeć, by trwać niezłomnie i budować życie. Wiara polega na gotowości otwarcia się na wciąż nową przemianę dokonywaną przez Boże wezwanie. Wiara jest bezinteresownym darem Boga, który wymaga pokory i odwagi, by zaufać i zawierzyć się, i w ten sposób dostrzec świetlaną drogę spotkania między Bogiem i ludźmi, historię zbawienia.” (LF 1, 3, 4, 13, 14)

Te słowa bardzo jasno mówią nam o tym, że wiara ma się opierać na indywidualnym spotkaniu z Bogiem, który chce stworzyć relację z człowiekiem. Droga wiary wynika z miłości – mimo to jest ona pełna wyzwań i trudności, ponieważ Bóg nie tylko obdarza człowieka Swoimi darami, ale jednocześnie jest wobec niego wymagający.

Dla każdego wierzącego pocieszeniem może być kolejna podstawa naszej wiary – to, że na drodze ku Bogu nie zostaliśmy sami. Najlepszym przewodnikiem jest bez wątpienia Jezus Chrystus, który jako Syn Boży doskonale zna Ojca.

2680„Nasza kultura straciła zdolność dostrzegania konkretnej obecności Boga, Jego działania w świecie. Uważamy, że Bóg znajduje się w zaświatach, na innym poziomie rzeczywistości, oddzielony od naszych konkretnych relacji. Gdyby jednak tak było, gdyby Bóg nie był zdolnym do działania w świecie, Jego miłość nie byłaby prawdziwie potężna, prawdziwie rzeczywista, a zatem nie byłaby nawet prawdziwą miłością, zdolną zapewnić to szczęście, które obiecuje. Wówczas byłoby całkowicie obojętne, czy się w Niego wierzy, czy nie wierzy. Natomiast chrześcijanie wyznają konkretną i potężną miłość Boga, który naprawdę działa w historii i decyduje o jej ostatecznym przeznaczeniu. Tę miłość można spotkać, ona objawiła się w pełni w męce, śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa. W wielu dziedzinach życia zawierzamy innym osobom, znającym sprawy lepiej od nas. Mamy zaufanie do architekta, który buduje nasz dom, do farmaceuty, który daje nam lekarstwo mające nas uzdrowić, do adwokata broniącego nas w sądzie. Potrzebujemy również kogoś, kto byłby wiarygodnym ekspertem w sprawach Boga. Jezus, Jego Syn, jawi się jako Ten, kto poucza o Bogu. Życie Chrystusa, Jego sposób poznania Ojca, życie całkowicie w relacji z Nim, otwiera przed życiem ludzkim nową przestrzeń, i my możemy w nią wejść. By umożliwić nam poznanie Go, przyjęcie i naśladowanie, Syn Boży przyjął nasze ciało, i dzięki temu patrzył na Ojca także w sposób ludzki, będąc w drodze i żyjąc w czasie. Wiara chrześcijańska jest wiarą we Wcielenie Słowa oraz w Jego zmartwychwstanie w ciele; jest wiarą w Boga, który zbliżył się do nas tak bardzo, że wszedł w nasze dzieje. Wiara w Syna Bożego, który stał się człowiekiem w Jezusie z Nazaretu, nie oddala nas od rzeczywistości, ale pozwala nam pojąć jej najgłębsze znaczenie, odkryć, jak bardzo Bóg kocha ten świat i wciąż kieruje go ku sobie; powoduje to, że chrześcijanin angażuje się coraz bardziej i mocniej przeżywa swoją wędrówkę na ziemi.” (LF 17, 18)

Chrystus założył Kościół – tak, aby powołać każdego człowieka do życia we wspólnocie. Każdy z nas tworzy wspólnotę. Papież pisze:

 „Przeszłość wiary, dzieło miłości Jezusa, które zrodziło w świecie nowe życie, dociera do nas w pamięci innych, świadków, jest zachowane i żywe w tym jedynym podmiocie pamięci, jakim jest Kościół. Kościół jest Matką uczącą nas mówić językiem wiary. Nie można wierzyć samotnie. Akt wiary pojedynczego człowieka wpisuje się we wspólnotę, we wspólne «my» ludu, który w wierze jest jakby jednym człowiekiem, «synem moim pierworodnym», jak Bóg nazwie całego Izraela.” (LF 38, 39, 14)

Ostatni przytoczony fragment (choć jest najkrótszy) powinien być dla nas bardzo ważny. Bóg zaprasza nas do tego, abyśmy tworzyli wspólnotę ludzi, których łączy ta sama wiara. To ogromny dar! Kościół – wspólnota niezmiennie przekazuje nam prawdę i pamięć o naszej wierze; pozwala nam poznać wiarę naszych przodków z początków chrześcijaństwa. W Piśmie świętym i Tradycji zawarte są historię tych, którzy przez wieki dawali piękne świadectwa swojej wiary. I my dziś wezwani jesteśmy do tego, aby pielęgnować to, co otrzymaliśmy. W tym kontekście wspólnota może jawić się nam jako wyzwanie.

Warto, abyśmy w swoim codziennym życiu zauważyli, że nasza wiara faktycznie jest osobistym spotkaniem z Bogiem, ale jednocześnie wpisuje się ona w życie wspólnoty, o którą nieustannie trzeba się troszczyć, ponieważ wszyscy jesteśmy za nią odpowiedzialni.

Potrzeba nam tego, byśmy umieli tworzyć wspólnotę Kościoła w jedności. Pamiętajmy o sobie nawzajem – aby nasze osobiste spotkanie z Bogiem otwierało nas na drugiego człowieka.

deon-encyklika21-600x304

Kapłan – pasterz i przewodnik

Posted: 20 Sierpień 2013 by Agnieszka Dankiewicz in kapłani, religia
Tags: ,

10.04.2012 Wroclaw , konfesjonal spowiedz kosciol Fot. Pawel Koziol / WP.PL

W Liście Novo Millennio ineunte zostało wyliczonych siedem priorytetów duszpasterskich: świętość, modlitwa, Najświętsza niedzielna Eucharystia, sakrament pojednania, pierwszeństwo łaski, słuchanie słowa i przepowiadanie słowa. Owe priorytety, które ukazały się szczególnie dzięki przeżyciu Wielkiego Jubileuszu, stanowią nie tylko istotną treść zagadnień, nad którymi winni z uwagą rozmyślać proboszczowie i wszyscy kapłani uczestniczący w duszpasterstwie parafialnym, lecz także streszczają w sobie ducha, który winien być natchnieniem dzieła duszpasterskiej odnowy.

Bez kapłanów prawdziwie świętych trudno byłoby o dobry laikat i wszystko zostałoby jakby przygaszone; podobnie też bez chrześcijańskich rodzin – domowych Kościołów – trudno marzyć o nadejściu wiosny powołań. Dlatego popełniają błąd ci, którzy dla uwydatnienia roli laikatu spychają w cień sakramentalne kapłaństwo. Czyniąc tak, ostatecznie wymierzają karę samemu laikatowi i narażają na bezpłodność całą misję Kościoła.

Wytyczanie drogi i budowanie fundamentu dla całego programu duszpasterskiego polega więc na tym, aby pomagać naszym wspólnotom w ponownym odkryciu powszechnego powołania wszystkich chrześcijan do świętości. Trzeba przypominać, że dusza wszelkiego apostolstwa zakorzenia się w wewnętrznym życiu Bożym; że niczego nie można stawiać ponad miłość Chrystusa; że w każdej sprawie mamy szukać większej chwały Bożej, że mamy przeżywać chrystocentryczny dynamizm  maryjnej zasady „totus tuus!” Pedagogia świętości jest „fundamentem programu duszpasterskiego” i stanowi główne duszpasterskie wyzwanie w kontekście obecnego czasu. W Kościele świętym wszyscy wierni są powołani do świętości.

Z całą pewnością nie omijają proboszczów i innych prezbiterów służących różnym wspólnotom, duszpasterskie trudności, duchowe i fizyczne zmęczenie i przepracowanie, któremu nie zawsze mogą zaradzić poprzez okresy zdrowego wewnętrznego skupienia i zasłużonego wypoczynku. Jakiej wreszcie doznają goryczy, gdy często muszą stwierdzić, że podmuch sekularyzacji wysusza glebę, na której z długotrwałym trudem siali dobre ziarno!

Szerząca się kultura sekularyzmu, która usiłuje uwięzić kapłana w systemie właściwych jej kategorii myślenia, ogołocić go z podstawowego dla jego życia wymiaru misteryjno-sakramentalnego, jest w znacznej mierze odpowiedzialna za to zjawisko. Stąd rodzą się przypadki zniechęcenia, które mogą prowadzić do izolacji, do pewnego rodzaju depresyjnego fatalizmu albo do rozpraszającego aktywizmu. Nie przeszkadza to jednak, że znaczna większość kapłanów w całym Kościele, podzielając zatroskanie swoich biskupów, mężnie stawia czoło trudnym wyzwaniom obecnego biegu historii oraz potrafi przeżywać z niezmąconą radością swoją kapłańską tożsamość i ofiarnie pełnić pasterską posługę.

Oby każdy z nich pełniąc swój codzienny „urząd” pasterskiej posługi, mógł się cieszyć macierzyńską pomocą Królowej Apostołów i był z Nią złączony więzią głębokiej komunii. „Jest [bowiem] w naszym służebnym kapłaństwie zdumiewający i przejmujący wymiar bliskości wobec Matki Chrystusa”. Pociechą jest dla nas świadomość, że „towarzyszy nam Matka Odkupiciela, która wprowadza nas w misterium odkupieńczej ofiary swojego Boskiego Syna. „Ad Iesum per Mariam”: niech to będzie nasz codzienny program życia duchowego i duszpasterskiego!”.

Instrukcja Kongregacji do spraw Duchowieństwa

„Kapłan – pasterz i przewodnik wspólnoty parafialnej”

4 sierpnia 2002 roku

Obiecuję ci Ducha Świętego

Posted: 26 Maj 2013 by Sandra Kwiecień in kapłani, święta
Tags: , ,

Trójca Święta Rublowa

Zapraszamy Was serdecznie do lektury poniższego tekstu, który jest zapisem przemówienia o. Raniero Cantalamessy OFMCap, wygłoszonego dnia 17 kwietnia br. w archikatedrze częstochowskiej, w czasie konferencji z okazji pielgrzymki wyższych seminariów duchownych. Nie zrażajcie się długością tekstu! Lektura ta jest nie tylko przyjemna, ale i do głębi wstrząsająca. Doskonale wpisuje się w ostatnie święta i uroczystości: dzisiejszą uroczystość Trójcy Świętej, Niedzielę Zesłania Ducha Świętego oraz majowe święta maryjne.

Na zdjęciu: br. Raniero Cantalamessa OFMCap

Na zdjęciu: br. Raniero Cantalamessa OFMCap

Nie mogliśmy rozpocząć tego spotkania w lepszy sposób aniżeli śpiewając Veni Creator. Ten hymn został skomponowany na początku drugiego tysiąclecia i towarzyszył Kościołowi w każdym uroczystym momencie jego życia. Każdy sobór ekumeniczny, każdy synod, każde święcenie kapłańskie zaczynało się śpiewem Veni Creator. Także każdy Nowy Rok zaczyna się od śpiewu Veni Creator. Rok 2000 został zainaugurowany w Rzymie przez Jana Pawła II uroczystym Veni Creator w Bazylice św. Piotra. Ta epikleza, to wezwanie Ducha Świętego, towarzyszyło Kościołowi w całym drugim tysiącleciu. Wszyscy święci, którzy żyli w tych wiekach śpiewali to przed nami. I teraz my to śpiewamy. Bóg słucha w tym całym chórze, którym jest wspólnota świętych. Paweł VI w pewnym przemówieniu pytał: „Jaka jest największa potrzeba naszej Matki Kościoła?” I musimy to powiedzieć niemal z bojaźnią i drżeniem, bo to jest Jej Tajemnica: Duch Święty. Kościół potrzebuje nieustannej Pięćdziesiątnicy, Kościół potrzebuje ognia w sercu, słowa pełnego żaru i proroctwa w spojrzeniu. To, co Paweł VI mówi o całym Kościele, odnosi się podwójnie do osób konsekrowanych, czyli do nas kapłanów czy dążących do kapłaństwa. Potrzebujemy Ducha Świętego. Sobór ekumeniczny, którego 50-lecie obchodzimy, miał być według zamiarów Jana XXIII, nową Pięćdziesiątnicą dla Kościoła. Pan wysłuchał tej modlitwy. Jest nowa Pięćdziesiątnica, która dokonuje się w Kościele. Byłoby dramatem gdybyśmy my, osoby konsekrowane, duszpasterze pozostali poza Wieczernikiem. Dlatego pomyślałem, najdrożsi przyjaciele seminarzyści, by wykorzystać ten czas, który mamy do wspólnego zanurzenia się, „wykąpania” się w Duchu Świętym.

Ja napisałem na tą okoliczność pewną medytację. Ta medytacja została przetłumaczona i wydrukowana po polsku. Jeśli wy złożycie mi obietnicę, ja też złożę wam obietnicę. Jeśli mi obiecacie, że przeczytacie tekst, który jest wydrukowany w książeczce, ja wam obiecam coś większego. Obiecuję wam Ducha Świętego. Jezus powiedział: „Jeśli wy, którzy jesteście źli, umiecie dawać dobre rzeczy swoim dzieciom, o ileż bardziej wasz Ojciec Niebieski udzieli Ducha Świętego tym, którzy Go proszą?” A przecież jesteśmy tu po to, aby o Niego prosić? Czy chcecie idei o Duchu Świętym, czy chcecie Ducha Świętego? Dobra odpowiedź jest w waszym sercu. Właśnie wczoraj papież Franciszek w homilii wygłoszonej podczas Mszy św. zachęcał by nie stawiać oporu Duchowi Świętemu. Jaka jest najprostsza droga by skorzystać z tego szczególnego Dnia Ducha Świętego? Najlepszą drogą jest pamiętać o tym, co stało się w czasie pierwszej Pięćdziesiątnicy. To jest coś podobnego do tego, co dokonuje się w Eucharystii na ołtarzu i do tego co się dzieje, gdy słuchamy z wiarą opowiadania o Pięćdziesiątnicy. Podczas Mszy św. kapłan gdy celebruje, nie robi nic innego jak powtarza pewne opowiadanie. Opowiadanie o tym co Jezus uczynił podczas ostatniej Wieczerzy: – wziął chleb, połamał go i rozdał Go swoim uczniom. My wiemy, że kiedy to opowiadanie jest wygłaszane przez wyświęconego kapłana, historia staje się rzeczywistością. W sposób analogiczny, nie identyczny. Kiedy słuchamy opowiadania o Pięćdziesiątnicy, opowiadanie staje się rzeczywistością. To co stało się tego dnia z apostołami, staje się teraz z nami. My już jesteśmy w czasie Pięćdziesiątnicy. Dla pierwszych trzech wieków Kościoła, Pięćdziesiątnica nie była tylko 50. dniem po Wielkiej Nocy. My teraz jesteśmy uczniami, którzy są w Wieczerniku z Maryją, w oczekiwaniu na Ducha Świętego, więc wejdźmy w to opowiadanie Pięćdziesiątnicy. Kiedy nadszedł dzień Pięćdziesiątnicy, wszyscy razem znajdowali się w tym samym miejscu. Dał się słyszeć szum jakby wiatru, ukazały się języki ognia, ale to jeszcze nie była Pięćdziesiątnica, były to znaki przygotowawcze. Wiatr i ogień w Biblii przywołują obecność Boga. Istota Pięćdziesiątnicy jest opisana w jednej linijce. Wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym. Musimy zrozumieć co zawierają te słowa. Coś wielkiego musiało się zdarzyć w tym momencie, bo począwszy od tego momentu apostołowie są osobami zupełnie nowymi. Nie mają już lęku, już nie dyskutują między sobą. I rzeczywiście coś wielkiego dokonuje się w tym momencie, wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym. A czym jest Duch Święty? To miłość osobowa, która krąży we wieczności między Ojcem a Synem. To jest ocean w miłości, w którym wszystkie miłości, które my znamy są jakby iskierkami. Powiedzieć, że wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, oznacza że wszyscy zostali napełnieni miłością Boga. Przeżyli wstrząsające doświadczenie tego, że są kochani przez Boga.

Święty Paweł tak wyjaśnia Pięćdziesiątnicę w Liście do Rzymian 5.5: „Miłość Boga – tu oznacza miłość Boga do nas – jest wlana w nasze serca przez Ducha Świętego, który został nam dany.” To jest opis Pięćdziesiątnicy. Bóg stworzył świat, aby rozszerzyć swoją miłość. Aby stworzenia mogły uczestniczyć w wielkim szczęściu, jakie jest w Trójcy. Grzech zatrzymał ten Boży plan. I oto Bóg wysyła proroków. Przygotowuje drogę. Później posyła swojego Syna. Jezus swoją śmiercią pokonuje grzech. Rozbija mur, który był między nami a Bogiem. Swoim Zmartwychwstaniem odnawia życie. I teraz wreszcie Bóg może doprowadzić do pełni swój plan. Wylewa swoją miłość na wszystkie stworzenia. Wylewa ducha swojego syna, Jezusa. Bo Duch Święty, którego my otrzymujemy to duch Jezusa. To jest trzecia osoba Trójcy. Duch Święty najpierw wcielił się w Jezusie i z przebitego boku na Krzyżu został dany światu. Oto dlaczego w ten sam wieczór Wielkiej Nocy, Jezus w Wieczerniku mówił uczniom: „Weźmijcie Ducha Świętego.” Ta scena nie dokonała się tylko raz, w wieczór Wielkiej Nocy. My teraz jesteśmy uczniami Jezusa. Jesteśmy współpracownikami apostołów. Jezus Zmartwychwstały żyje i jest tutaj przed nami, cierpi z powodu zimna, tak jak my. I szuka twarzy gotowych przyjąć Jego ducha. I jeśli chcemy – tchnie na nas. I prosi nas, mówiąc: „Weźmijcie Ducha Świętego! Przyjmijcie Ducha Świętego!”

wieża babelW następnej scenie apostołowie pełni miłości Bożej wychodzą z Wieczernika i zaczynają głosić. Głoszą każdą częścią ciała, oczami, rękami. Cała ich osoba wyraża Tajemnicę, którą otrzymali. Wtedy w Jerozolimie byli przedstawiciele prawie wszystkich ówczesnych ludów ziemi. I są zdumieni. Mówią: Jesteśmy Rzymianami, Kreteńczykami i słyszymy w naszych językach głoszenie wielkich rzeczy Bożych. W tej części opowiadania jest ważne pouczenie: ojcowie Kościoła stwierdzili, że zachodzi pewien paralelizm pomiędzy tym, co dokonało się w Pięćdziesiątnicy, a tym co wydarzyło się przy Wieży Babel. Przy Wieży Babel była grupa ludzi, którzy chcieli zbudować miasto z wieżą. Ta wieża, teraz wiemy to z wykopalisk archeologicznych, była świątynią poświęconą bóstwu. A więc nie byli to wielcy grzesznicy, ateiści. Byli to ludzie religijni tak jak my. A więc na czy polega grzech w wieży Babel? Posłuchajcie, co oni mówią, a odkryjecie to sami. Mówią: „Chodź, zbudujmy miasto z wieżą, pośrodku której szczyt będzie dotykał Nieba” Potem dodają: „Zróbmy sobie imię, abyśmy się nie rozproszyli na powierzchni ziemi.” Ci ludzie chcą zbudować świątynię dla bóstwa, żeby zrobić sobie imię, ale nie dla chwały Boga. To jest wola potęgi. A Bóg ich rozproszy przez pomieszanie języków.

Przy Pięćdziesiątnicy są ludzie, którzy chcą budować miasto Boże. Dlaczego wszyscy ich rozumieją? Bo oni nie chcą już tworzyć imienia dla samych siebie. Słyszymy, jak głoszą w naszych językach wielkie zdumiewające dzieła Boże. Apostołowie zapomnieli o samych sobie. Nie dyskutują o tym, kto z nich jest większy. Są kompletnie zafascynowani chwałą Boga. Dlatego wszyscy ich rozumieją. To jest ważne pouczenie.

Św. Augustyn napisał ważne dzieło, które omawiacie podczas waszych studiów – „Miasto Boże, państwo Boże” i mówi, że w historii są budowane dwa miasta. Jedno to miasto szatana, nazywa się Babel, Babilonia, zbudowane na miłości do siebie aż do pogardy dla Boga. A drugie to miasto Boga, które zaczyna się w dzień Pięćdziesiątnicy, jest budowane w oparciu o miłość Boga, aż do ofiary z siebie. Te dwa miasta to dwa otwarte place budowy aż do końca świata. Każdy z nas musi zdecydować, na którym palcu budowy chce pracować. Jeśli pracujemy dla naszej chwały, żeby zrobić sobie imię, żeby uzyskać miejsce zaszczytne w Kościele, robić karierę, pracujemy w mieście Babel. Będzie tyle języków ile jest głosów i wszystkie sprzeczne ze sobą. Jeśli pracujemy dla Chrystusa, jeśli naszą głęboką intencją jest oddanie chwały Chrystusowi, pracujemy w mieście Boga. Budujemy Królestwo Boga. W tym momencie Bóg nas prosi, żebyśmy dokonali wyboru: – Czy chcesz być kapłanem, aby mieć prestiż, aby mieć wygodne życie? Czy chcesz być kapłanem, aby oddać chwałę Jezusowi, aby paść Jego owce? To jest decyzja, którą ja i wy ciągle musimy odnawiać. Bo naturalna tendencja jest taka, aby budować coś wokół samych siebie. Przede wszystkim wy, seminarzyści, w okresie studiów musicie widzieć jako cel waszych studiów nie to by robić karierę, by mieć dobre rezultaty, ale celem waszych studiów musi być to, byście oddali wszystko na służbę Słowu Bożemu. Kiedyś Jezus powiedział pewne słowo, które ma moc niemal sakramentalną. Powiedział: „Ja nie szukam mojej chwały.” Proszę was wszystkich, najdrożsi współbracia, powiedzcie po polsku: „Ja nie szukam mojej chwały!”, „Ja szukam chwały Chrystusa”.

Możemy teraz przejść do następnej sceny. Niektórzy z obecnych dali się przekonać. Inni, jak mówił wczoraj papież Franciszek, opierają się Duchowi Świętemu. Piotr odpowiada tym ostatnim, cytując proroctwo Joela. Widać, że Piotr się spieszy, bo ma coś ważniejszego do powiedzenia. I rzeczywiście. Jeśli odczytacie opowiadanie o Pięćdziesiątnicy w tym punkcie jest nowe wprowadzenie. Mężowie izraelscy, posłuchajcie moich słów! W tym momencie Piotr wypowiada pewne imię i powtarza je całą mocą Ducha Świętego. To imię brzmi Jezus z Nazaretu. Tak jakby powiedzieć: – przypominacie sobie tego Jezusa z Nazaretu, który przeszedł między wami czyniąc dobrze wszystkim? Kiedy jest pewien, że zrozumieli o kim mówi, wydaje dwa okrzyki. Dwa gromy. Pierwszym ich powala wszystkich. A drugim ich wskrzesza. Wy Go ukrzyżowaliście, ale Bóg Go wskrzesił i ustanowił Go Panem. I cały dom Izraela wie z pewnością, dziś powiedziałby: „Niechaj wie cały świat, że Bóg ustanowił Jezusa, którego wyście ukrzyżowali, jest Panem i Mesjaszem.” To jest pierwsza deklaracja dogmatyczna papieża. Co nam mówi ta część opowiadania? Że pierwszym impulsem jaki daje Duch Święty, jest głoszenie Jezusa. Ale Jezus teraz nie jest już historią, zbiorem pouczeń. Jezus jest Osobą Żywą, Zmartwychwstałą, Obecną. Duch Święty czyni Jezusa żywym i obecnym w życiu Kościoła i świata.

Ja przeżyłem małe doświadczenie tej prawdy. Uczyłem na uniwersytecie katolickim w Mediolanie i jednym z moich ulubionych tematów nauczania były doktryny chrystologiczne. Uczyłem o osobie Jezusa. Później, dzięki zasłudze braci, miałem doświadczenie Ducha Świętego. Po tym jak trochę się opierałem, poddałem się. I największym owocem tej drugiej decyzji mojego życia było to, że przeszedłem od chrystologii do Chrystusa. Czyli Jezus już nie był zbiorem dogmatów, doktryn. Dzięki Duchowi Świętemu Jezus był osobą żywą, z którą mogłem rozmawiać. To było najpiękniejsze wydarzenie. Niech będzie owocem dzisiejszego spotkania. Niech też dla was Jezus nigdy nie będzie zbiorem doktryn. Niech będzie Zmartwychwstałym Panem, który chce być waszym przyjacielem.

Maryja PnerumatoforaKto był pierwszą osobą, dla której Jezus był właśnie tym? Kto jako pierwszy odkrył kim naprawdę był Jezus? Piotr? Nie. Paweł? Nie. To była Maryja. Matka. W Roku Wiary postawiłem sobie pytanie. Kto był pierwszą osobą wierzącą Nowego Testamentu? Mówmy o wierze Maryi. Całą ta medytacja, którą znajdziecie w Księdze mówi o wierze Maryi, ale dopiero potem postawiłem sobie pytanie: – w kogo precyzyjnie uwierzyła Maryja? W Boga, w którego wierzyli Abraham, Izaak i Jakub? Nie. Uwierzyła w Boga, który się wcielił w Jej Syna. Maryja uwierzyła w Jezusa. W waszych studiach na pewno znajdziecie problem relacji między Jezusem historii a Jezusem wiary. Bo prawie przez dwa wieki oddzielano Jezusa, który żył w historii od Jezusa popaschalnego. Dzisiaj ta sprzeczność została zaprzeczona przez gremia naukowe. Wiara w Jezusa zaczęła się przed wydarzeniami Wielkiej Nocy. Uczniowie poszli za Jezusem, uwierzyli w Niego, choć ich wiara była niedoskonała. Przede wszystkim wiara zaczyna się przed Wielkanocą. Bo matka Jezusa uwierzyła w swojego Syna. Uwierzyła, że ten którego nosiła w łonie jest Synem Bożym. Wierzyła także wtedy, gdy wszystkie zewnętrzne pozory zdawały się zaprzeczać temu. Wierzyła pod Krzyżem. I dlatego wiara Maryi jest wzorem dla nas, kapłanów. To co Maryja uczyniła fizycznie, my mamy uczynić duchowo. Maryja poczęła przez wiarę Jezusa w swoim łonie, a potem dała Go światu. Wydała na świat na Boże Narodzenie.

Za sprawą Ducha Świętego mamy począć Jezusa w swoim sercu. Pozwolić mu narodzić się w naszym sercu. Bo tylko tak będziemy mogli wydać Go na świat. Tylko tak będziemy mogli głosić Go dzisiejszemu światu. Tylko wtedy, gdy mamy Go w sobie, możemy Nim promieniować.

Ktoś spośród naszych braci, ewangelików, protestantów dziwi się: „Jak wy możecie nazywać Maryję Gwiazdą Ewangelizacji?” Kiedyś jeden z nich zadał mi właśnie to pytanie. A ja odpowiedziałem, że „Maryja nie przyniosła Słowa jednemu narodowi, ale całemu światu. Wydała na światło Słowo Boże.”

Wy, najdrożsi młodzi seminarzyści jesteście w tych latach przygotowania. Gdybym mógł wrócić do tych czasów, inaczej rozumiałbym moje studia. Chciałbym studiować w Duchu Świętym. Bo tylko w świetle Ducha Świętego wytryska Światło Boże. Także wy, w tych latach przygotowania, napełnijcie serce Jezusem. Zakochajcie się w Jezusie. Bo później wam, jako kapłanom, nawet jeśli nie będzie mieć wielkiej wymowy, Jezus będzie wychodził z oczu.

Paweł VI mówił, że chrześcijanie muszą mieć proroctwo w spojrzeniu. I chcę zakończyć małym wydarzeniem osobistym. Głosiłem tygodniowe rekolekcje i był tam klimat duchowy bardzo intensywny. Przede wszystkim były śpiewy bardzo natchnione. Gdy skończyły się rekolekcje, wracałem pociągiem do Mediolanu. Byłem w pociągu, w ciszy. Ale coś z tego namaszczenia Duchem przenikało, chociaż ja tego nie zauważałem. Bo kobieta, która siedziała przede mną w pociągu w pewnym momencie zamknęła gazetę i popatrzyła na mnie. I powiedziała: – Ojcze, co Ojcu jest? Ojciec ma taką twarz, która zmusza mnie do wiary w Boga. Skoro Pan Bóg posłużył się biedną twarzą Kapucyna, by zmusić kogoś do wiary w Boga, co zrobi z trzema tysiącami młodych, takich jak wy? Kiedy stąd wyjdziecie, kochani – miejcie twarz, która zmusi świat do wiary w Boga! Do wiary w Jezusa!