Posts Tagged ‘świadectwa’

Ponad 8000 polubień

Posted: 7 Marzec 2017 by Sandra Kwiecień in media, modlitwa, świadectwa
Tags: , ,

1477799669-19708-1-1_236px

A my znowu o liczbach.

„Mamy XXI wiek. To jakiś zabobon, żeby ludzie wierzyli w Boga i się modlili. Co za ciemnogród.”

Mam kolegę, który często mi to mówi, zwykle używając powyższych słów. Dobrze wie o akcji modlitewnej za kapłanów. Bardzo go to bawi, a jednocześnie uważa, że takie rzeczy powinny „naturalnie zniknąć” i że ludzie dojrzeli już i zmądrzeli na tyle, by nie zajmować się takimi „bzdurami”. Nie powinno już być księży. Powinni odejść.

Dla niektórych liczba „lajków” na Facebooku to oznaka tego, jak bardzo są lubiani i ile osób ich obserwuje. To wyznacznik jakiegoś statusu, czy rodzaj konkursu popularności, w którym chętnie biorą udział. I walczą, zabiegają, troszczą się o kolejnych obserwatorów. My nie. I może właśnie o to chodzi, że nie zabiegamy o popularność, ani z nikim nie konkurujemy. Chcemy dotrzeć do ludzi z wezwaniem do modlitwy, wszędzie, gdzie tylko się da. To jest nasz priorytet.

Cieszymy się jednak, gdy ta liczba rośnie. Obecnie przekroczyła ona już liczbę 8 tysięcy użytkowników. W jakiś sposób pokazuje nam to fakt, że wspomniany kolega nie ma racji – my nie znikamy. Wciąż jesteśmy i nie jest nas mało.

Krótkie świadectwo dla nas wszystkich:

Cieszę się, że ta akcja istnieje. Że jest taka, jaka jest – ludzka, świecka, z ludu dla kapłanów. Na mojej uczelni jest mnóstwo niewierzących osób, a że jestem przyjezdna, nie znalazłam jeszcze wspólnoty. I czuję się czasem osamotniona, jak jakiś odludek. Ale mogę zawsze zajrzeć tutaj. I wiem, że wciąż jest mnóstwo ludzi, którzy modlą się, wierzą, i że im zależy na Kościele. Bo ja czasami się łamię i boję się przyznać. A wy – wszyscy – dajecie mi odwagę. Widzę, że nie było takiego miesiąca, żeby nie było choć jednej adopcji. Że lista nazwisk w Księdze ciągle się powiększa. Kościół żyje. I widząc to, ja też walczę o to, by żyć jako członek Kościoła. Jest tak trudno… Czasem aż to jest straszne. Proszę, działajcie i módlcie się dalej.

Zdjęcie ze strony: lektor.superhost.pl

Zdjęcie ze strony: lektor.superhost.pl

Kapłan. A ja znów o kapłaństwie… no tak,  jak to już kiedyś napisałam sakrament kapłaństwa jest dla mnie czymś tak niezwykłym, że ilekroć wpatruję się w kapłana sprawującego Eucharystię nie jestem w stanie nic powiedzieć. Możemy mówić wiele o kapłanach, bo tego lubimy, a tego nie… ale gdy ksiądz odprawia Eucharystię to wszystko milknie. Łaska Boża jest większa niż niedociągnięcia człowieka. Bóg wybrał tego właśnie człowieka – nie innego, ale właśnie tego – by dawał nam Boga, by przemieniał nasze życie. Tak, tak – nie pomyliłam się! To kapłan przekazując nam naukę Kościoła, objaśniając nam Słowa Boże, nade wszystko sprawując Sakramenty, w tym Sakrament Pokuty i Eucharystii, zmienia nasze życie.

Ostatni weekend spędziłam wraz z grupą biblijną, do której należę, na Dniu Skupienia. Rozpoczęliśmy Nieszporami, gdyż do ośrodka, w którym mieliśmy mieszkać, dotarliśmy w godzinach wieczornych. Ksiądz, który jest naszym opiekunem, zauważył, że Tabernakulum w kaplicy jest puste. I wtedy Ksiądz powiedział słowa, które były początkiem czegoś, co bardzo mnie dotknęło. Ksiądz zaproponował, byśmy odprawili Mszę świętą, by w domu, w którym mieszkamy, był obecny Bóg. Jedno zdanie, jednak mocno mnie uderzyło. Oczywiście, mimo pory, z radością zgodziliśmy się. Po kilkunastu minutach mocą Ducha świętego, dzięki kapłańskim dłoniom na ołtarzu, zrodził się Jezus. Światełko przy Tabernakulum zostało zaświecone. Jezus zamieszkał nie tylko w sercu każdego z nas, ale i w domu, w którym mieszkaliśmy. Gdy wieczorem poszłam do kaplicy, by chwilkę porozmawiać z Panem Bogiem niezwykle się cieszyłam, że Jezus jest osobowo i prawdziwe obecny. Kolejnego dnia, po Eucharystii, światełko znów zgasło, bo nasz Dzień Skupienia dobiegał końca. I wtedy zrobiło mi się jakoś smutno, ale raz jeszcze zwróciłam uwagę na niezwykły dar kapłaństwa.

Gdzie jest kapłan, tam jest Chrystus, tam jest również Eucharystia. Jeśli kapłanaeucharystia-sacrum zabraknie, zabraknie Eucharystii –  św. Jan Paweł II.

Kapłan sprowadził nam Chrystusa. W niewielkiej kaplicy gdzieś w jakimś domu, dla kilku osób. Niezwykłe. Nie była to niedzielna Eucharystia w Kościele katedralnym, gdzie mamy ustalone godziny Eucharystii i czy przyjdzie 100 czy 1000 osób Eucharystia się odbywa. Jezus przychodzi. Tu Jezus przyszedł dla 6 osób. Kapłan ściągnął dla nas Boga z nieba, byśmy mogli zmienić swoje życie. Byśmy mogli stać się lepsi, by Bóg mieszkał z nami podczas tego Dnia Skupienia. Moje serce zostało dotknięte tym co wydarzyło się podczas tego czasu. Dotknęła mnie moc kapłańskich dłoni. Oczywiście, kapłan sam z siebie nie ma takiego daru, wiemy, że to dzięki Duchowi Świętemu staje się cud. Jednak ani ja ani nikt inny, oprócz kapłana, nie sprowadzi Boga na ołtarz.

Czasem słyszymy dyskusję po co wspólnocie kapłan. Jakakolwiek nie byłaby to wspólnota, mocno doświadczyłam tego podczas ostatnich dni, że kapłan jest prawdziwie potrzebny. Właśnie po to, by dawał nam Jezusa. Tego Boga obecnego pod postacią Chleba, obecnego w Słowie Bożym – by zmieniało się nasze życie…
Na długo w moim sercu zostanie symboliczny obraz zgaszonej lampki, ale i słowa Księdza opiekuna naszej wspólnoty. Oby nasze serce było takim właśnie domem, w którym zawsze będzie obecny Bóg.

Myślę, że trzeba podziękować dobremu Bogu za kapłanów. Nie tylko za kapłana mojej wspólnoty, ale za każdego kapłana – za to, że uczy nas jak kochać Boga, za to że swoją posługą pomaga zmieniać nasze życie, a tym samym pokazuje jak przejść przez życie, by dojść nieba.

Trudności rodzą dojrzałość

Posted: 9 Październik 2015 by Sandra Kwiecień in świadectwa
Tags:

zdj1

W tym roku mija trzy lata od podjęcia przeze mnie decyzji o adopcji kapłana. Z okazji rocznicy święceń kapłańskich pragnęłam ofiarować księdzu z którym współpracowałam w modlitewnej grupie dzieci, coś co miałoby wartość nieprzemijającą, ale by też nie powiększać stosu różnego rodzaju prezentów nagromadzonych przez lata. Problem był dla mnie dość poważny, ponieważ od dłuższego czasu już nie pracowałam. Zupełnie przypadkiem – choć my katolicy nie wierzymy w przypadki – trafiłam na Waszą stronę. Uznałam więc to wydarzenie za Boży plan wobec mnie. Trochę było mi głupio, że nie będę mogła wspierać Was finansowo, ale pomyślałam, że będę tą „kropelką w oceanie”, która będzie Wasze dzieło wspierać duchowo, a resztą sam Pan Bóg pokieruje. Przy rozważaniu podjęcia adopcji pojawiały się wątpliwości typu: na jak długo i czy wybrany ksiądz potrzebuje duchowego wsparcia skoro sam jest bardzo pobożnym kapłanem? Decyzję podjęłam szybko. Zdecydowałam, że będzie to adopcja stała i będę się modlić o świętość jego kapłańskiego życia. Miałam świadomość, że w każdej chwili może zostać przeniesiony do innej parafii, ale przecież modlitwa sięga nawet poza grób, więc nie ustanę nawet…. gdyby wcześniej niż ja przekroczył próg wieczności.

Dziś po trzech latach trwania na modlitwie jestem szczęśliwa, że dokonałam właściwego wyboru. Przyznam, że wbrew oczekiwaniom pierwszy rok był wyjątkowo trudny. W naszych dotychczasowych bardzo dobrych relacjach zaczęły pojawiać sie nieporozumienia i trudności, których do dzisiaj nie potrafię określić co było ich przyczyną. Po roku zupełnie niespodziewanie (poza zwyczajowym terminem), kapłan ten został przeniesiony do innej parafii. Przy tej okazji usłyszałam wiele cierpkich słów od osób z grupy modlitewnej. Z czasem te „niby przyjaźnie” jak się później okazało prysły niczym bańka mydlana. Nadszedł taki moment, że widziałam bezsens mojego zaangażowania i zaczęłam wątpić w słuszność podjętego zobowiązania. Myśli te, przez jakiś czas truły moją duszę. Rozpoczęłam czas częstego trwania na modlitwie różańcowej przed Najświętszym Sakramentem. I tam w ciszy świątyni oddychałam świeżym powietrzem, które miało coraz świeższą woń im częściej i dłużej tam przebywałam. Po roku ów kapłan zadzwonił z prośbą o modlitwę w intencji bardzo ciężko chorej mamy – nie powiedział jednak, że to jego stan zdrowia jest powodem jej choroby. I tak rozpoczął się szturm modlitewny do nieba o łaskę zdrowia dla obojgu. Między innymi prosiłam o modlitwę w tej intencji na Waszej stronie. Nasze modlitwy zostały wysłuchane.

Nasze relacje na nowo stały się serdeczne, a ja już nie mogę żyć – jak bez świeżego powietrza – bez trwania u stóp Najświętszego Sakramentu. Modlitwa za kapłanów została wpisana w mój codzienny kalendarz i wydaje mi się wprost rzeczą nierealną by o niej zapomnieć. Różaniec i Koronka do Bożego Miłosierdzia to jak tlen dla płuc, a modlitwę z Dzienniczka świętej Siostry Faustyny odmawiam często w ciągu doby tak po prostu spontanicznie, gdy czuję wewnętrzna potrzebę. Piszę celowo „doby”, bo gdy budzę się w nocy, to pierwsze myśli są słowami tej modlitwy.

wz1

 „O Jezu mój, proszę Cię za Kościół cały, udziel mu miłości i światła Ducha swego,

daj moc słowom kapłańskim, aby serca zatwardziałe kruszyły się i wróciły do Ciebie Panie.

Panie, daj nam świętych kapłanów, Ty sam ich utrzymuj w świętości.

O Boski i Najwyższy Kapłanie, niech moc miłosierdzia Twego towarzyszy im wszędzie

 i chroni ich od zasadzek i sideł diabelskich, które ustawicznie zastawia na dusze kapłana.

Niech moc miłosierdzia Twego, o Panie kruszy i wniwecz obraca wszystko to, co

by mogło przyćmić świętość kapłana – bo Ty wszystko możesz”.

Dziś widzę wyraźnie, że napotykane trudności były sprawdzianem, czy moja miłość do wybranego kapłana jest czysta, czy to tylko chwilowa fascynacja lub zauroczenie? Myślę również, że owocem wytrwałości jest pół roku temu podjęta decyzja o adoptowaniu na stałe innego kapłana i szczera wypływająca z serca modlitwa za całe duchowieństwo.

Wszystkim niezdecydowanym gorąco polecam „BALSAM”, którym jest spędzanie czasu u stóp Jezusa w Najświętszym Sakramencie u boku Jego Matki Maryi, a On zapali ich miłością do Powołanych przez siebie, by stali się tymi WYBRANYMI.

Świadectwo nadesłała pani Maria

Modlitwa łączy

Posted: 6 Sierpień 2015 by Sandra Kwiecień in świadectwa
Tags:

Nadesłane już dawno świadectwo pewnej uczestniczki. Zdaje się, że czekało na właściwy moment… Czytając Wasze maile oraz komentarze, uświadamiam sobie, że ten tekst czekał tak długo, by trafić na chwilę, gdy tak wyjątkowo wiele, od czasu trwania tej akcji, podejmuje się rezygnacji z adopcji – często z tego powodu, że omadlanego księdza już nie widujecie i czujecie, że więź została zerwana. Dlatego zapraszamy Was do lektury tego świadectwa 🙂 Mam nadzieję, że wielu z Was podniesie na duchu.

Prayer-connects-our-hearts

Zbieram się, żeby to napisać od bardzo dawna. TO, to znaczy coś w rodzaju świadectwa…? Tak mi się wydaje. Od razu powiem szczerze, że wtedy, kiedy miałam największą potrzebę napisać, nie miałam na to kompletnie czasu, bo sesja, bo pracowity początek wakacji. I tak się złożyło, że kiedy piszę te słowa mam nieco więcej luzu, ale też nieco więcej „trudności”. Zwłaszcza tych w modlitwie. Nie wiem dlaczego, nie próbuję na siłę szukać odpowiedzi. Po prostu. Ten czas przypomina „ciche dni”, choć w bardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu, bo między mną a Panem Bogiem dużo jest milczenia, poprzedzonego moim „Panie Boże, Ty wiesz…”.

Ale nie o tym. A raczej nie bezpośrednio o tym chciałam napisać. Z Dziełem Duchowej Adopcji Kapłanów zetknęłam się nieco ponad dwa lata temu. W Internecie, na jakiejś stronie zobaczyłam „reklamę” akcji. Poczytałam, od razu wydało mi się wartościowe, ale też nieco szalone – tak wielkie przedsięwzięcie obsługiwane przez tak niewiele osób, z praktycznie żadnym kapitałem… Ale przeglądałam dalej stronkę i oczom nie mogłam uwierzyć jakim zainteresowaniem cieszy się całe Dzieło. Upłynęło kilka czy kilkanaście dni, przemyślałam trochę to, co zobaczyłam i postanowiłam, że spróbuję dołączyć… Tak też zrobiłam. Ale ostrożnie, znając swoje możliwości i słomiany nieraz zapał „zaczęłam” od adopcji na dwa lata. Te dwa lata właśnie teraz mijają, a ja chciałam się podzielić tym, co się wydarzyło przez ten miniony czas.

Wspomnę tutaj, że jestem mocno zaangażowana w młodzieżową wspólnotę w swojej parafii i z księżmi mam kontakt, z nimi współpracuję – zarówno tymi z parafii, dekanatu, jak i innymi, których poznaję na różnego rodzaju wyjazdach i rekolekcjach. Mimo tego jednak dokonywałam pochopnych nieraz ocen i wyrabiałam sobie opinie o nich zanim czasem zdążyłam poznać. Potrafiłam, najczęściej w duchu, ale nieraz i w rozmowie, narzekać, bo „ten ksiądz mówi nudne kazania, ten za szybko i niedbale odprawia Mszę św., a o proboszczu to już w ogóle szkoda gadać…”. Wychowywałam się w bardzo tradycyjnej rodzinie, więc wpojone mi zostało, że kapłan to osoba, którą trzeba bezwzględnie szanować, że jest to ktoś wyjątkowy, niemalże nietykalny, idealny i otoczony nimbem świętości… Potem dostrzegłam, że nie jest tak do końca. I nieraz się mocno rozczarowałam odkrywając, że to tak samo słabi i grzeszni ludzie, z również przyziemnymi problemami i tęsknotami. Może to zabawne, ale też rzadko przychodziło mi na myśl, żeby się za nich pomodlić, nie mówię codziennie, ale chociaż z raz na tydzień…

Natomiast od czasu podjęcia adopcji – nie mówię od razu, ale stopniowo, powoli – coś zaczęło się zmieniać… Zaczęłam patrzeć nieco łagodniej, ze zrozumieniem, albo jego próbą. Nieraz modląc się za mojego adoptowanego kapłana dopowiadałam jeszcze jakąś (czasem krótką) modlitwę za innego, potem jeszcze kolejnego i następnego… I tak praktycznie za każdym razem. Nim się spostrzegłam, już modliłam się nawet za księdza proboszcza, z którym zawsze współpraca była wyjątkowo trudna, najłagodniej mówiąc. Wciąż jest. Najbardziej zadziwiało mnie to, że potrafię się już za niego (czy też innego kapłana) modlić zwłaszcza w najtrudniejszych momentach tej współpracy, wtedy kiedy – co tu dużo mówić – jestem najbardziej zdenerwowana, czy rozczarowana i nie mogę na niego patrzeć. Dotarło w końcu i bardzo mocno, że to są tylko ludzie, a Pan Bóg ich sobie sam wybiera. I na pewno doskonale wie co robi. A mnie w sumie nic do tego. W takim sensie, że to nie ja wybieram, ale bardziej mi do tego, że tych już wybranych trzeba mocno wspierać. Choćby nie wiem jacy byli wspaniali i choćby nie wiem jak bardzo rozczarowywała ich postawa…

Jeśli chodzi zaś o samą modlitwę… Na początku było trudno. Czasem, przyznam szczerze, zdarzało się, że zapominało się. Ale nie na długo. Było i jest trudno. Ale czy to coś nowego? Z modlitwą nigdy nie jest łatwo. Trzeba walczyć, być wytrwałym, bo nie tylko mnie się to przydarza… Czasem łatwo powiedzieć, a nieraz już słysząc te słowa bardziej chciało mi się płakać, niż czułam się zmotywowana. Ale staram się nie rezygnować. I z adopcji nie zrezygnuję. Nie mogę. Nie teraz. Już nie. Już za późno. Teraz nie jestem w stanie zrezygnować z tej modlitwy – co nie wynika z kwestii przyzwyczajenia czy rutyny, ale mojej własnej potrzeby modlitwy za adoptowanego. Wierzę i widzę, że on szczególnie potrzebuje tego modlitewnego wsparcia. Ciągle.

A czego się bałam, że „tylko” na dwa lata? Swój udział w Dziele zgłosiłam w dniu, kiedy adoptowany przeze mnie kapłan został przeniesiony na inną parafię i pozornie nasze drogi się rozchodziły. Bałam się, że za więcej niż dwa lata nie będziemy mieć już prawie żadnego kontaktu i nie będę potrafiła się wtedy modlić za osobę, która stanie mi się obca. Dwa lata minęły. Ze wspomnianym kapłanem widuję się może kilka razy do roku, a nie stał się obcym człowiekiem ani trochę. Co więcej, ciągle zadziwia mnie fakt, że możemy rozmawiać godzinami, jakbyśmy widzieli się wczoraj…

Bardzo jestem wdzięczna Panu Bogu za Dzieło Duchowej Adopcji Kapłanów, za ludzi, którzy go stworzyli i tych, którzy biorą w nim udział. Widzę jak wiele dał mi fakt, że przed dwoma laty natrafiłam na nie i podjęłam wyzwanie (myślę, że to będzie trafne stwierdzenie). Widzę jakie ogromne łaski ja otrzymuję, choć ta moja modlitwa ta skupia się na kapłanach, a szczególnie jednym…

Chwała Panu!

Nadesłane przez p. Annę

Po co i dlaczego?

Posted: 13 Lipiec 2015 by Magdalena Maraj in modlitwa, przemyślenia, świadectwa
Tags: , ,

49

Przed laty ktoś zaproponował mi włączenie się w modlitwę za moderatora mojej wspólnoty. Zgodziłam się. I tak się wszystko zaczęło. Od tej pory codziennie modle się za kapłanów. Dlaczego?

Kapłan, mówi się, że z ludu wybrany dla ludu dany. To prawda. Zawsze jednak fascynuje i zastanawia mnie dar kapłaństwa. Jak Bóg musi kochać człowieka – że oddaje się w ludzkie ręce. Kapłan sprowadza Boga na ołtarz, a On przychodzi zawsze. Nie mówi, że jest zajęty, zmęczony, że nie ma czasu. A kapłan? Kapłan nie jest ani Aniołem ani świętym. Jest zwykłym człowiekiem z wielkim zadaniem. Często oceniamy kapłanów po negatywach. Bo coś powiedział, bo zrobił, bo się nie uśmiechnął, bo nie przyszedł … wymagamy od nich wiele. To dobrze. Ale wymagania to nie wszystko.

Każdy dar to obowiązek, ale i wyzwanie. Kapłanom Bóg dał wielką odpowiedzialność, za prowadzenie ludzi. Kapłan to człowiek słuchający. Słuchający w sakramencie spowiedzi, ale także w codzienności, w rozmowach, udzielanych radach i pomocy. Kapłan to człowiek zaufania. Ale to też tylko człowiek z ograniczeniami fizycznymi, zdrowotnymi… My, jako ludzie wierzący, potrzebujemy kapłanów. Po co? Bez kapłanów Jezus nie rodziłby się dla nas na ołtarzu. Oni dostali taki przywilej, którego nie mają nawet Aniołowie. Nie wiem co czuje kapłan podczas Eucharystii, gdy podnosząc biały opłatek wypowiada słowa: „bierzcie i jedzcie”, ale sprowadzać Boga na ziemię i rozdawać Go ludziom – „wow”!

Narzekamy na kapłanów, a ile się za nich modlimy?

Amalekici przybyli, aby walczyć z Izraelitami w Refidim. Mojżesz powiedział wtedy do Jozuego: „Wybierz sobie mężów i wyruszysz z nimi na walkę z Amalekitami. Ja jutro stanę na szczycie góry z laską Boga w ręku”. 

Jozue spełnił polecenie Mojżesza i wyruszył do walki z Amalekitami. Mojżesz, Aaron i Chur wyszli na szczyt góry. Jak długo Mojżesz trzymał ręce podniesione do góry, Izrael miał przewagę. Gdy zaś ręce opuszczał, miał przewagę Amalekita. Gdy ręce Mojżesza zdrętwiały, wzięli kamień i położyli pod niego, i usiadł na nim. Aaron zaś i Chur podparli jego ręce, jeden z tej, a drugi z tamtej strony. W ten sposób aż do zachodu słońca jego ręce były stale wzniesione wysoko. Wj 17, 8-12

Wzniesione ręce do góry to znak modlitwy, to znak zawierzenia. Kapłani w sposób szczególny są tymi, którzy „mają wzniesione ręce”. Oni dają nam możliwość uczestnictwa w najpiękniejszej i doskonalonej modlitwie – Eucharystii i to oni zanoszą nasze modlitwy i prośby, intencje Bogu. A my powinniśmy być tymi mężami z Księgi Wyjścia, którzy swoją modlitwą podtrzymują ręce kapłanów.

Modlitwa to niezwykły dar. Ona potrafi wiele zmienić, potrafi czasem przewrócić życie do góry nogami. Potrafi wzmocnić, sprawić, że człowiek potrafi się wyprostować. Modlitwa ma niepojętą moc.

Może dla nas to tylko kilka minut, może chwilka, ale dla kogoś może być to deszcz łask.

Dlaczego więc modlę się za kapłanów? Bo chcę podtrzymywać ich ręce w górze jak najdłużej, by nie ustali, by codzienność życia, troski i zmartwienia nie odebrały im nadziei, siły do mówienia o Bogu, by nie poddawali się, by byli silni. Szatan nie oszczędza kapłanów, każdego z nas chce wyrwać Bogu. A jeśli kapłani w naszych oczach stracą szacunek, to o ile łatwiej my, jakby lawinowo, stracimy szacunek do Boga, którego przecież kapłani w sposób szczególny są sługami? Swoją modlitwą stwórzmy pancerz ochronny nad duszami i sercami kapłanów, pancerz, przez który szatan nie będzie mógł do nich dojść.

Codziennie marnujemy tyle możliwości na modlitwę. Modlitwa bowiem to nie tylko formułka czy trwanie przed Panem w sposób fizyczny. Możemy oddawać Bogu swoją codzienność, trudy i radości dnia i wiązać je w bukiety modlitwy. Ostatnio odkryłam modlitwę do Anioła Stróża kapłana, za którego się modlę. Każdego wieczora dziękując za przeżyty dzień, dziękując za udzielony temu człowiekowi dar kapłaństwa proszę jego Anioła Stróża o opiekę nad nim kolejnego dnia i dobrą noc. Nasi niebiescy Przyjaciele, w co wierzę, czuwają nie tylko nad nami, ale także nad osobami za których się modlimy. Nie ustawajmy więc w modlitwie za kapłanów.

Magdalena Maraj

Bóg Cię kocha i koniec kropka!

Posted: 23 Grudzień 2013 by apolnik in świadectwa
Tags:

_MG_2268-karmel

Nie wiem jak Wam minęły ostatnie miesiące, ale dla mnie czas od października do dziś był, i w zasadzie wciąż jest, czasem szczególnej łaski. Łaski, która spłynęła na mnie z zupełnym zaskoczeniem. Pozwólcie, że podzielę się z Wami tym, czym Pan mnie obdarował.

Pamiętam doskonale moją wrześniową spowiedź i ten moment, w którym kapłan wspomniał mi o Seminarium Odnowy Wiary, które miało się rozpocząć początkiem października u przemyskich Karmelitów. „Warto, żebyś to przeżyła” – usłyszałam z ust kapłana. „Nie  ma takiej opcji. Tam będą sami idealni ludzie. To nie miejsce dla mnie” – pomyślałam. I z tą myślą odeszłam. Czasem gdzieś przez głowę przeszła mi myśl o tym, co powiedział kapłan, jednak za każdym razem skutecznie ją odpychałam. Pan Bóg jednak zna mnie lepiej niż ja samą siebie i podszedł mnie od innej strony. Któregoś dnia przyszła taka myśl, że jak przyjdzie co do czego i będę musiała stanąć przed tym kapłanem to, co ja mu powiem jak zapyta o Seminarium? Znów się okaże, że nie słucham co się do mnie mówi. Może pójdę chociaż na jedno spotkanie i zobaczę. Tak się jakoś złożyło, że jak sobie postanowiłam, że pójdę to było już po pierwszym spotkaniu. Z niemałymi oporami poszłam jednak na drugie. Moje pierwsze wrażenie po dojściu na miejsce było: „Boże, co ja tu robie? Sami starsi ludzie.” Nie powiem Wam jak to dokładnie wszystko wyglądało, bo jeśli Was to ciekawi idźcie i sami zobaczcie. Jak dobrze poszukacie, to w każdym mieście takie coś jest organizowane. Nie mniej jednak pragnę podzielić się z Wami kilkoma rzeczami.

dobry-pasterz-2Otóż tematem spotkania na które akurat trafiłam była Boża miłość. Do czasu tego Seminarium ten temat był dla mnie akurat najbardziej trudnym tematem. No bo jak Bóg mnie może kochać skoro… ?  A nawet jeśli kocha, to czemu pozwala na… ? A jednak Bóg kocha Ciebie i mnie pomimo wszystko takimi, jacy jesteśmy. I żeby było mało, to kocha nas za nic, nie musimy na Jego miłość zasługiwać. Możemy nawet tej Jego miłości nie chcieć, ale On i tak nie przestanie nas kochać. Im dłużej słuchałam tego, co mówił karmelita głoszący konferencję, tym bardziej czułam jak mi coś, a może Ktoś ryje po sercu, wchodząc w najskrytsze jego zakamarki. Gdybym siedziała bliżej drzwi chyba bym wyszła, ale jak na złość usiadłam sobie na końcu sali, daleko od drzwi. Słuchałam tego, co mówił ten kapłan i widziałam tę jego wewnętrzną pewność co do tego, co mówi. To nie było jakieś górnolotne kazanie, to było mówione prosto z jego serca do naszych serc. Nie ma się co okłamywać -potrzebujemy Bożej miłości! Potrzebujemy, by księża mówili nam o tej Jego miłości do nas, która jest mocniejsza niż nasza słabość czy nasz grzech. Patrzyłam tamtego dnia na tych wszystkich ludzi, którzy tam siedzieli w tej sali – wszyscy potrzebowaliśmy tych słów. Ciągle mówi się nam, jakimi to wielkimi grzesznikami jesteśmy, mówi się nam, że to i tamto nam nie wyszło. Dziś człowiek jeszcze bardziej niż kiedykolwiek potrzebuje tego, by mu powtarzać, że Bóg go kocha. Świadomość a w konsekwencji wiara w to, że Bóg mnie kocha może zmienić wiele. Spotykałam się z tymi ludźmi na kolejnych spotkaniach. Im lepiej ich poznawałam, tym bardziej świadoma byłam tej ich biedy z jaką przyszli, ale widziałam też jak bardzo my wszyscy uczepiliśmy się tej myśli, że Bóg nas kocha. A On naprawdę nas kocha.

Drodzy kapłani, proszę przypominajcie nam o tej Bożej miłości do nas. Przecież to Wy jesteście tymi, którzy w pierwszym rzędzie, w szczególny sposób doświadczyli miłości Boga. W Wasze ręce oddał się Bóg, przez Wasze usta pragnie mówić, Waszymi dłońmi pragnie błogosławić, Waszymi nogami kroczy do ludzi i Waszym sercem pragnie kochać. Was wybrał, a wcześniej umiłował pomimo Waszych upadków, grzechów i słabości. Takimi, jacy jesteście chce Was miłować. Mówcie o Bożej miłości. My tego potrzebujemy!

Tak sobie jakoś Pan Bóg wszystko w stosunku do mnie obmyślił, że nie poprzestał tylko na tym, by przypomnieć mi, że mnie kocha, ale ubogacił jeszcze moje duchowe macierzyństwo o dwóch nowych synów. Tak naprawdę nie tylko ubogacił, ale pokazał jeszcze głębszy sens duchowej adopcji. W zasadzie będąc w tym Dziele już ponad 3 lata myślałam, że już dużo wiem – ale się myliłam. Kluczowym momentem była dla mnie chwila, w której zapytałam jednego z owych dwóch nowych adoptowanych o to, o co tak naprawdę mam się dla niego modlić. „O to, żebym był takim karmelitą, jakim chce mnie mieć Jezus” – taką odpowiedź usłyszałam. Wtedy zrozumiałam, że ta modlitwa za kapłana, to nie ma być modlitwa w moim poniekąd własnym interesie. Czyli, żeby był gorliwy, cierpliwy, mówił piękne kazania, przyprowadził jak najwięcej ludzi do Boga, żeby mnie dobrze wyspowiadał, był dobrym kierownikiem duchowym. To jest potrzebne, ale to za mało. Trzeba pójść głębiej. Trzeba w pierwszym rzędzie prosić o to, co tyczy się bezpośrednio tej relacji, która jest pomiędzy kapłanem, a Bogiem. Kiedy modlimy się o to, by Pan wypełnił serce kapłana Swą Miłością, kiedy prosimy, o to, co bezpośrednio tyczy się kapłana, o to czego on potrzebuje, a o czym wie tylko Pan – wtedy to jest modlitwa za kapłana. Wtedy nie ma w tym naszego prywatnego interesu. Taka modlitwa wymaga zaufania do Pana i może być o tyle trudna, że już tym bardziej możemy nie widzieć jej owoców, bo przemiana serca ludzkiego dokonuje się zazwyczaj w głębi. Nasz adoptowany nie stanie za pewne przed nami i nie powie nam, że zmieniło się to i tamto w nim samym, ale zaufajmy Bogu. Każdy kapłan jest ukochanym dzieckiem Boga i Bóg na pewno nie zrobi nic, co by  ostatecznie nie służyło dobru Jego dziecka. Bóg się o niego zatroszczy, módl się tylko za niego wytrwale. Gdy ta nasza modlitwa będzie wytrwała, szczera, pełna zatroskania o dobro kapłana i pełna zaufania względem Boga, to Bóg poprowadzi ją w takim kierunku, że sami będziemy bardzo zaskoczeni. Nie będziemy wtedy czuć sznurka na szyi, bo zobowiązałam się do modlitwy i muszę ją wypełnić. Ja osobiście w sercu już od jakiegoś czasu odczuwam, że ja nie muszę – ja chcę. Ja nie wyobrażam sobie dnia, by nie szepnąć do Pana słówka, by rozgościł się w sercu tych moich duchowych dzieci, by tym ich sercem zawładną i czynił je Swoim mieszkaniem. I owszem prędzej czy później przyjdą trudności, ale Pan Bóg jest tak Wielki i Niesamowity, że ze wszystkim może sobie poradzić. Bóg to, co jest najtrudniejsze w naszym życiu może uczynić pięknym. Nie bójmy się w modlitwie za kapłanów iść coraz głębiej. Nie bójmy się modlić za kapłana, który akurat widzimy, że spowiada. Jakaż to wielka łaska i radość wspomagać go wtedy modlitwą. Przecież podczas spowiedzi dzieją się wielkie cuda. Cuda powrotów do Pana, cuda przemiany ludzkich serc, spotkania z Bożą miłością.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOstatnia rzecz, którą pragnę się z Wami podzielić to taka, że na tym Karmelu po raz kolejny doświadczyłam jak ważna jest posługa kapłanów. My sobie możemy mówić, że ich nie potrzebujemy, że nie potrzebujemy Boga, ale okłamujemy tylko samych siebie. Potrzebujemy Boga, by nas Sobą przemieniał, by umacniał naszą słabość. Sami z siebie to w gruncie rzeczy jesteśmy takie chodzące bidusie, co to chodzą i co kawałek się przewracają. Mamy swoje ograniczenia, wewnętrzne rany, smutki, troski, wady i grzechy, trzeba by w to wszystko wszedł Pan , by nas Sobą umacniał. W tym wszystkim bardzo istotna jest posługa księdza, przez którego przychodzi sam Bóg. Dobry, oparty mocno na Bogu kapłan, może w naszym życiu zdziałać więcej niż kilkunastu psychologów. Może, o ile naprawdę chce, by Bóg się nim posługiwał, o ile chce być sługą.

Wspólnota przemyska liczy 9 kapłanów i 1 brata zakonnego i uwierzcie mi, że nikomu się tam nie nudzi. Nie mają czasu. Albo ktoś przychodzi, albo dzwoni, bo potrzebuje, albo ojcowie posługują w konfesjonale – non stop coś. To takie miejsce,  w którym przyjmą cię takim, jakim jesteś. Miejsce, w którym zostaniesz cierpliwie wysłuchany. Bez patrzenia na zegarek i wyliczania przez księdza ile to on ma dziś jeszcze zajęć. Miejsce, w którym kapłan zrozumie, co do niego mówisz i nie potępi cię, bo jest świadom tego, że sam jest słaby i grzeszny. Zamiast potępienia doświadczysz jedynie przez posługę kapłana miłości Boga, który bierze cię z tym wszystkim, co w tobie słabe i grzeszne i z miłością przytula Cię do Swego serca. Nie wierzysz? Przyjedź do Przemyśla, zapytaj kogoś o kościół Karmelitów, idź na Eucharystię, a po niej zapytaj kogoś z wychodzących stamtąd ludzi. Zobaczysz, że usłyszysz to, co napisałam. Tu krzyż człowieka spotyka się z krzyżem Samego Chrystusa.

Pragnę zakończyć to, co napisałam słowami jednej piosenki. W ostatnich miesiącach jakoś tak szczególnie kojarzą mi się z samym Bogiem.

„Świat szybki jak młody wiatr
Pędzi co tchu
I nie ma czasu na miłość już
Więc proszę Cię blisko bądź
Kochaj mnie, trwaj przy mnie bo
Wokół wzburzone morze
Tylko Twoja dłoń..stały ląd
Żyj z całych sił
Życie tli się płomieniem co
Wątły i łatwo zagasić go
Więc proszę Cię blisko bądź
Kochaj mnie, trwaj przy mnie bo
Wokół wzburzone morze
Tylko Twoja dłoń..stały ląd
Co los chce dać lub zabrać mi
Dziś oprócz Ciebie, wiem, nie mam nic x2
Więc blisko bądź i kochaj mnie
Trwaj przy mnie bo
Wokół wzburzone morze
Tylko Twoja dłoń..stały ląd”

(Kayah& Krzysztof Kiliański – Prócz Ciebie Nic)