Posts Tagged ‘kapłani’

Proście Pana żniwa…

Posted: 28 Marzec 2017 by Sandra Kwiecień in kapłani, przemyślenia
Tags: ,

 

Msza święta – w niedziele, święta, dni powszednie. Każdego dnia w każdym kościele parafialnym odbywa się kilka Mszy świętych, a każda z nich jest wyjątkową i niepowtarzalną okazją, aby spotkać się z Panem, posłuchać Słowa Bożego, pomodlić się. W kościołach odbywają się nabożeństwa, adoracje. Organizowane są spotkania, katechezy, wyjazdy, dni skupienia… Wydawałoby się, że życie duszpasterskie w pełni kwitnie.

Kiedyś zdarzyła mi się sytuacja, która w tym kontekście dała mi dużo do myślenia.

Wyjechałam kiedyś na spotkanie młodych (organizowane przez wspólnotę Taize) do Rotterdamu. Razem z koleżankami zostałyśmy zameldowane u pewnej rodziny. Z czasem okazało się, że byli protestantami i to spotkanie na pewno było dla nas przestrzenią do dzielenia się naszą wiarą – podobieństwami i różnicami. Osobą, która najbardziej się nami zajęła w czasie naszego pobytu, była córką naszych gospodarzy – a że byłyśmy wszystkie w podobnym wieku, z łatwością udało się nam nawiązać kontakt. Po jakimś czasie miała miejsce rewizyta – nasza koleżanka z Holandii przyjechała do Polski na wakacyjny wypoczynek. Podczas jej pobytu starałyśmy się pokazać jej atrakcje naszego miasta i różne ciekawe miejsca w naszej okolicy. Któregoś dnia szłyśmy na spacer i w godzinach wieczornych przechodziłyśmy akurat jednego z pobliskich kościołów. Z wieczornej Mszy świętej (w dniu powszednim) wychodzili akurat ludzie – nie była to jakaś wielka ilość ludzi, jednak na tyle spora, że przyciągnęła uwagę koleżanki. Wiedziała już, że to kościół, ale w tamtej sytuacji zdziwiła ją taka ilość ludzi, która z niego wychodziła. Zapytała mnie wtedy, co takiego się tam dzieje i skąd w tygodniu wzięło się tam tyle osób. Odpowiedziałam jej (wtedy zaskoczona jej zdziwieniem), że to po prostu wieczorna Msza święta. Zdziwienie mojej koleżanki wzrosło jeszcze bardziej. Wtedy zaczęła się kolejna seria pytań na zasadzie: „Ale jak to? Msza święta tak codziennie wieczorem?”. Wytłumaczyłam jej wtedy, że Eucharystia odbywa się w każdej parafii rano i wieczorem w dni powszednie, a w niedziele Msze święte odbywają się częściej. Moja koleżanka powiedziała mi wtedy, że choć protestantyzm jest głównym wyznaniem w Holandii (obok Kościoła Rzymskokatolickiego), to wszędzie w kościołach odbywa się jedno nabożeństwo w niedzielę: i nic poza tym.

Opowiadam tę historię, ponieważ w Polsce doskonale znamy obraz otwartych kościołów, regularnych Mszy świętych, różnorodności nabożeństw. Wciąż nie odczuwamy jeszcze braku kapłanów. Przez to wpadamy w „pułapkę przyzwyczajenia”. Uczestniczymy w życiu Kościoła, wierzymy, rozwijamy nasze życie duchowe. Jednak być może czasem nie zauważamy, jak ogromny skarb mamy – skarb polegający na wielu możliwościach spotkania się z Panem poprzez Eucharystię i sakramenty.

Akcja Dzieła Duchowej Adopcji Kapłanów propaguje ideę modlitwy za kapłanów. Niczym motto możemy więc powtarzać tutaj słowa: „Kapłani potrzebują naszej modlitwy, bo Kościół potrzebuje świętych kapłanów”. Jednak dla nas, jako ludzi wierzących, jeszcze jedna intencja powinna być bardzo, bardzo istotna. Chodzi mi o modlitwę w intencji nowych i świętych powołań do kapłaństwa.

Historie powołania są różne – prawdopodobnie każdy ksiądz mógłby opowiedzieć inną historię. Czasem dar powołania przyszedł „naturalnie” – bez fanfar i fajerwerków. Z drugiej strony – na pewno można też podać wiele przykładów, w których droga do kapłaństwa była pełna „przygód”: zakrętów, zwątpień, buntów i trudności. Pan Bóg zaprasza – jednak to po stronie człowieka leży odpowiedź na to zaproszenie. A człowiek ma wolną wolę – jego decyzja może być „na tak” lub „na nie”. Powołanie można przyjąć – postąpić tak jak apostołowie: zostawić wszystko i pójść za Chrystusem. Jednak można je także odrzucić i „zmarnować”.

Piękne wydają się tutaj słowa ks. Jana Kaczkowskiego, który w książce „Życie na pełnej petardzie”, odpowiadał na pytanie „Co to znaczy zmarnować powołanie?”. Padły wtedy następujące słowa:

To znaczy to samo co zmarnowanie wielkiej miłości. Marnujesz miłość, kiedy o nią nie dbasz. Marnujesz powołanie, kiedy się poddajesz i tracisz ideały, przestajesz nad sobą pracować i wymagać od siebie. Zmarnować, czyli też nie odkryć powołania. Czujesz, że coś cię w sercu drapie, ale ze względu na swoje lęki odkładasz ostateczną decyzję.

W kontekście powołania doskonale znana jest scena biblijna opisana w 9. Rozdziale Ewangelii św. Mateusza:

Tak Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski. Nauczał w tamtejszych synagogach, głosił Ewangelię królestwa i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości. A widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza. Wtedy rzekł do swych uczniów: «Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo». 

(Mt 9,35-38)

Współczesne „żniwo” również jest wielkie – wciąż potrzeba nam wielu kapłanów, którzy z oddaniem i gorliwością będą sprawowali sakramenty, głosili Słowo Boże, prowadzili nabożeństwa i spotkania. Bardzo, bardzo serdecznie zapraszamy Was do tego, aby objąć modlitwą kapłanów i zatroszczyć się o ich świętość. Jednak tym razem zachęcamy Was do tego, aby po raz kolejny uświadomić sobie, że „nikt nie rodzi się księdzem” – księdzem zostaje ten, kto odpowie na powołanie, czyli Boże wezwanie. Dlatego módlmy się, aby nigdy nie zabrakło powołanych i módlmy się, aby ci, których „coś zaczęło drapać w sercu”, znaleźli odwagę do podążania za tym głosem powołania i potrafili pozytywnie na nie odpowiedzieć.

Nie zapominajmy o powołanych!

Duchowy Tata?

Posted: 11 Marzec 2017 by Magdalena Maraj in kapłani, przemyślenia
Tags: ,

Kapłan jest człowiekiem żyjącym samotnie po to, aby inni nie byli samotni – św. Jan Paweł II

Piękne słowa, jakże prawdziwe. Kapłani, których spotykamy nie są święci, bo gdyby byli święci czcilibyśmy ich na obrazach lub w inny sposób, a nie żyliby obok nas. To sprawia, że wszyscy wspólnie dążymy do świętości. Ramię w ramię. Oczywiście czasem słyszy się, że ten czy tamten kapłan jest święty, ale oznacza to, że my, patrząc oczami ludzkimi, uważamy go za świętego. Słowo to, gdy sięgniemy do słownika oznacza „oddzielony”, myślę, że możemy powiedzieć sobie po prostu: inny, nie należący do świata. Są tacy kapłani, których jakoś szczególnie uważamy za zakochanych w Chrystusie i niebie. Musimy jednak pamiętać, że kapłan, który dla nas jest „wyjątkowy” nie musi być wyjątkowy dla kogoś innego. Pan Bóg działa w różny sposób na różnych ludzi. Tyle jest możliwości i dróg do Boga, ile jest ludzi. Bo Bóg ma inną drogę dla każdego człowieka – kardynał Stefan Wyszyński.

ksiadz-10870381Wiemy także, że kapłan może być dla nas ojcem duchowym. Nie sięgając po żadne słowniki czy wyjaśnienia możemy zapytać: co szczególnego ma w sobie takie duchowy ojciec? Dla mnie duchowy ojciec to kapłan, który nie przysłania sobą Jezusa, wskazuje na Boga. Jest. Ma czas na rozmowę, wyciąga z tarapatów. To ktoś, do kogo możemy zawsze zapukać i powiedzieć „Ojcze, ratuj!”. To taki opiekun życia w wierze, towarzysz, jak często mówię – ojciec duchowy to przyjaciel duszy.

Od pewnego czasu doświadczam duchowego ojcostwa. Mój Ojciec duchowy jest dla mnie właśnie takim wyjątkowym kapłanem. Bardzo wiele mu zawdzięczam. Przede wszystkim poprzez swoje duchowe ojcostwo uczy mnie tego, że Bóg jest moim Ojcem. Zmienia mój zafałszowany obraz Boga, uczy, że jest inny świat. Czyż nie o to chodzi w życiu? By na pierwszym i najważniejszym miejscu był Bóg? By Go poznawać i coraz bardziej się w Nim zakochiwać? By prostować swoje drogi do Niego? Czyż nie o to chodzi by osiągnąć świętość?

Ks. Marek Dziewiecki pisze: Kapłaństwo jest jedną z tych form ludzkiego życia i aktywności, która okazuje się potrzebna w każdej epoce i cywilizacji. Odpowiedzialny kapłan to świadek Boga, który jest miłością, który kocha każdego człowieka i który pozwala się nazywać ojcem, a nawet tatusiem (abba). Chrystus posyła swoich uczniów po to, by podejmowali funkcję duchowych ojców wobec spotykanych ludzi. Stawia im trudne wymagania. Mają kochać bardziej niż inni ludzie, aby umacniać ich w wierze, nadziei i miłości.

Od kiedy przekonałam się, że kapłan może być prawdziwym duchowym Ojcem, Tatą, Przyjacielem duszy i w pewien sposób drogowskazem prowadzącym do Boga inaczej patrzę na kapłanów.

Święty Jan Maria Vianney pisze: Nie znajdziecie żadnego dobra, które pochodzi od Boga, żeby za nim nie stał kapłan. Spróbujcie wyspowiadać się przed Matką Boską albo przed którymś z aniołów. Rozgrzeszą was? Nie. Czy mogą dać wam ciało i krew Pańską? Nie. Najświętszjezusa Maryja Panna nie ma władzy sprowadzenia swego Syna do hostii. Choćby stanęło przed wami dwustu aniołów, nie mają oni władzy odpuszczenia wam grzechów. Jedynie kapłan ma władzę powiedzieć wam: »Idź w pokoju, przebaczam ci«. Kapłaństwo jest naprawdę czymś bardzo wielkim. Kapłan zrozumie siebie dobrze dopiero w niebie. Gdybyśmy rozumieli na ziemi, czym jest kapłaństwo, umarlibyśmy nie z przejęcia, lecz z miłości. (…) Kapłan nie jest jednak kapłanem sam dla siebie. Sam sobie nie może udzielić rozgrzeszenia. Nie może sam sobie udzielić żadnego sakramentu. . (…) Kiedy ktoś chce zniszczyć religię, najpierw atakuje kapłanów, gdyż tam, gdzie nie ma kapłana, nie ma już ofiary Mszy Świętej, nie ma kultu Bożego. (…) Kapłaństwo jest umiłowaniem Serca Jezusa. Kiedy spotykacie kapłana, zawsze myślcie o Jezusie.

Nie jestem kapłanem, jednak myślę, że ojcostwo duchowe to niezwykle trudna a jednocześnie piękna rzecz. Biologicznych ojców nie możemy sobie wybrać, jednak świadomie wybieramy duchowych przewodników, spowiedników obdarzając ich zaufaniem, a jednocześnie prosząc o pomoc, radę i opiekę.

Nie bójmy się, mimo tak wielu negatywnych opinii, prosić kapłanów o pomoc, przez Nich działa sam Pan Bóg. Módlmy się także o to, by znaleźć kapłana który będzie dla nas duchowym ojcem, który poświęci nam czas, odda trochę swojego życia, by pokazać nam Jezusa. A dla wszystkich kapłanów, którzy podejmują się trudu duchowego ojcostwa, prośmy o łaskę wiary, służby i odwagi.

Ks. Sylwester Zych

Posted: 2 Marzec 2017 by Agnieszka Dankiewicz in kapłani
Tags:

ks-sylwester-zych

Kolejny pierwszy czwartek miesiąca i kolejna postać.

Sylwester Zych urodził się 19 maja 1950 roku w Ostrówku (małej miejscowości nieopodal Wołomina). Wychowywał się w głęboko wierzącej, skromnej rodzinie. Od dzieciństwa pragnął podążać drogą powołania – chciał zostać księdzem. Swoją edukację zaczął od nauki w szkole powszechnej w Duczkach, następnie uczył się w szkole zawodowej w Zielonce. Ukończył technikum elektryczne, zdał maturę, a zaraz potem wstąpił do Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Warszawie. Ukończył je w 1977 roku – 5 czerwca przyjął święcenia kapłańskie.

Jego pierwszą placówką duszpasterską była parafia w Czerniewicach koło Tomaszowa Mazowieckiego. Następnie pełnił posługę wikarego między innymi w Stanisławowie koło Mińska Mazowieckiego, Grodzisku Mazowieckim oraz Tłuszczu. W swojej działalności duszpasterskiej współpracował głównie z młodzieżą.

Ks. Sylwester zaproponował akcję wieszania krzyży w szkołach i przedszkolach pod koniec lat 70. Ta inicjatywa nie spodobała się ówczesnej władzy, dlatego ks. Sylwestrem zainteresowała się Służba Bezpieczeństwa. W 1982 roku w wyniku pokazowego procesu ks. Sylwestrowi postawiono zarzut próby obalenia siłą ustroju PRL i przynależność do organizacji zbrojnej. Chodziło o przechowywanie broni, która została uzyskana przez dwóch uczniów w akcji rozbrajania sierż. Zdzisława Karosa (w wyniku ran odniesionych w tej akcji sierż. Karos zmarł). Ks. Zych został wówczas skazany na 4 lata więzienia. Został zatrzymany w zakładzie karnym w Braniewie. Warunki, w których odbywał karę, były wyjątkowo trudne. Władze zakazały mu utrzymywania korespondencji oraz otrzymywania paczek. Co więcej, podczas aresztu ksiądz Sylwester Zych nie mógł widywać się z rodziną. Rozpoczął walkę o możliwość odprawiania Mszy świętych w więzieniu – próbował pisać petycje oraz zdecydował się na podjęcie głodówki. Na skutek tego przedsięwzięcia skierowano go na 9 miesięcy do celi jednoosobowej (izolatki). Jednak ostatecznie postulaty księdza Sylwestra zostały uwzględnione – był on pierwszym księdzem po wojnie, który mógł sprawować Najświętszą Ofiarę jako więzień. Przez cały czas, który spędzał w zakładzie karnym, ks. Sylwester był źle traktowany, stosowano wobec niego kary dyscyplinarne, niszczono dewocjonalia itd.

Po zakończeniu kary mianowano księdza Sylwestera Zycha kapelanem domu dziecka, którym opiekowały się Siostry Franciszkanki Rodziny Maryi w Białołęce. W kolejnych latach sprawował funkcję kapelana Okręgu Warszawskiego Konfederacji Polski Niepodległej.

Od momentu opuszczenia zakładu karnego otrzymywał pogróżki, były również napady oraz pobicia.

5 lipca 1989 roku wyjechał na urlop. Na dworcu PKS w Krynicy Morskiej odnaleziono jego ciało 11 lipca. Władza starała się przedstawić kapłana w możliwie jak najgorszym świetle – stąd też jako powód jego śmierci wskazywano spożycie zbyt dużej ilości alkoholu. W mediach pojawiały się informacje potwierdzające wersję wydarzeń przedstawionych przez władzę oraz pogrążające ks. Sylwestra w oczach opinii publicznej.

Śledztwo dotyczące okoliczności śmierci ks. Sylwestra Zycha wielokrotnie umarzano i wznawiano. Sprawcy nigdy nie zostali wskazani. Jednak w tamtym czasie był to trzeci kapłan z kolei (obok ks. Stefana Niedzielaka i ks. Stanisława Suchowoleca), który zginął w tajemniczych okolicznościach z rąk nieznanych sprawców.



Źródła:

http://adonai.pl/ludzie/?id=216

http://historykon.pl/11-lipca-1989-roku-na-przystanku-autobusowym-w-krynicy-morskiej-znaleziono-zwloki-ks-sylwestra-zycha/

A ja znów o czymś co mnie dotknęło i znów z cyklu… na świecie są święci kapłani. Wiele lat temu w mojej parafii posługiwał pewien kapłan. Gdybym miała jakoś określić ten czas współpracy z tym księdzem, to był to niełatwy, wymagający, ale piękny czas. Ksiądz był dla nas prawdziwym przewodnikiem, a my na prawdę go słuchaliśmy, czuliśmy respekt. Nie było to na zasadzie „boje się to słucham”, a raczej „ten człowiek wie, co mówi, więc go słucham”. Mimo trudnych początków zawiązała się między nami nić porozumienia. Nasza wspólnota naprawdę była silna i potrafiła zrobić wiele rzeczy. To był dobry czas. Potem ów ksiądz odszedł z naszej parafii. Pamiętam, że nasza wspólnota nie potrafiła się z nim rozstać.

Od tamtego czasu minęło wiele, wiele lat. Często z moim przyjacielem wspominamy tamte czasy. Wczoraj jakoś wróciliśmy myślą do młodzieńczych lat i mój kolega powiedział coś co mnie zastanowiło: że tamten ksiądz zawsze miał dla nas czas. I dodatek – nadal go ma. Faktycznie, był i jest to człowiek, do którego można było zapukać o każdej godzinie i zawsze otworzył i pomógł. Dużo od nas wymag722006ec67bb5d6f8f7c3630312e49a3ał, ale czuliśmy się akceptowani i w jakiś sposób nieobojętni dla niego.

Pomyślałam sobie, że może nie pamiętamy dziś wielu sytuacji z tym kapłanem: i tych dobrych, i tych złych – bo przecież i takie bywały. Nie pamiętamy często jego słów, pamiętamy jednak to, że zawsze dla nas miał czas…

Czas to chyba najbardziej bezcenna i najdroższa rzecz jaką możemy dać innej osobie. Bo za najważniejsze rzeczy w życiu nie da się zapłacić żadnymi monetami czy nawet złotem. Nierzadko najbardziej bezcenną rzeczą jest to, by ktoś miał dla nas czas.

Można mieć tytuły naukowe, wielką mądrość życiową, można być niezwykłym człowiekiem, obdarzonym darami i charyzmatami, jednak na nic się to nie przyda, kiedy nie będziemy tym wszystkim służyć innemu człowiekowi. Jeden z kapłanów, których bardzo cenię, czasem powtarza mi takie słowa: „ja jestem tylko wiejskim kapłanem”. Ja zawsze odpowiadam „Bogu dzięki”. Siła nie leży w tytułach tylko w zwykłości i zrozumieniu innych.

Drodzy kapłani, wiemy, że czasem nie jest Wam łatwo sprostać temu pięknemu powołaniu, jakim obdarzył Was Pan Bóg, stąd to dzieło – modlimy się za Was. Ta inicjatywa pokazuje, że nie jesteście w tym sami, że jest mnóstwo ludzi, którzy się za Was modlą i pewnie wielu niewpisanych do żadnej oficjalnej księgi. To też świadectwo jak bardzo my – świeccy – Was potrzebujemy. Życzę Wam, pośród wielu pięknych inicjatyw, które podejmujecie w swoim życiu, byście pozostali w pamięci ludzi kapłanami, którzy zawsze mieli czas dla parafian.

A my kochani nie ustawajmy w modlitwie za naszych kapłanów.

Błogosławiony ks. Władysław Bukowiński

Posted: 2 Luty 2017 by Agnieszka Dankiewicz in kapłani, święci i błogosławieni
Tags:

ks-bukowinski

Władysław Bukowiński urodził się 22 grudnia 1904 roku w Berdyczowie (obecnie jest to teren Ukrainy). Jego ojciec, Cyprian Józef, był agronomem i dyrektorem cukrowni. Natomiast matka, Jadwiga, była Polką włoskiego pochodzenia. Miał dwoje rodzeństwa (siostrę Irenę i brata Zygmunta). W 1914 roku podjął naukę w rosyjskim gimnazjum filologicznym w Kijowie. Trzy lata później podjął naukę w polskiej szkole. Z czasem, po śmierci jego matki w 1918 roku, przeprowadził się wraz z rodziną do Polski i osiedlił się w okolicach Sandomierza.

W 1921 roku zdał maturę i podjął studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisał prace dotyczące historii prawa średniowiecznego (otrzymał również wyróżnienia ze strony Rady Wydziału). Podczas studiów był zaangażowany w działalność społeczną. Należał do Koła Kresowego i przez pewien czas sprawował funkcję prezesa. Dodatkowo, był redaktorem czasopisma „Czas”. Po 5 latach nauki ukończył studia ze stopniem magistra.

Po zakończeniu studiów podjął decyzję o wstąpieniu do Seminarium Duchownego w Krakowie. Do tej decyzji zainspirowała go rozmowa z jednym z krakowskich kleryków. 28 czerwca 1931 roku Władysław przyjął święcenia kapłańskie z rąk ówczesnego arcybiskupa krakowskiego, abp. Adama Sapiechy. Od początku września 1931 roku rozpoczął posługę w Rabce – był tam wikariuszem. Pracował także jako katecheta w tamtejszym gimnazjum. W 1935 roku został skierowany do parafii w Suchej Beskidzkiej. W parafii utworzył wspólnotę dla studentów. Poza posługą duszpasterską pracował także jako nauczyciel religii w szkole powszechnej. Rozpoczął wówczas działalność dobroczynną na rzecz chorych i potrzebujących.

W 1936 roku ks. Władysław złożył prośbę o możliwość wyjazdu na Kresy. Po otrzymaniu zgody, wyjechał do Łucka. Podjął tam pracę na stanowisku wykładowcy – prowadził zajęcia z katechetyki oraz socjologii w Seminarium Duchownym. Po dwóch latach otrzymał skierowanie do posługi jako sekretarz Akcji Katolickiej, a także dyrektora Wyższego Instytutu Wiedzy Religijnej. Pełnił też obowiązki redaktora czasopisma „Spójnia” oraz zastępcy redaktora „Życia Katolickiego”.

Na terenach ówczesnego ZSSR Kościół był silnie prześladowany. Skutkowało to koniecznością ukrywania się ludzi wierzących (prawosławnych oraz katolików). Wszystkie modlitwy oraz nabożeństwa musiały być sprawowane w konspiracji – najczęściej były to prywatne domy.

W 1939 roku, kiedy wybuchła II Wojna Światowa, podjął posługę proboszcza katedry w Łucku. Był oddanym i bardzo gorliwym duszpasterzem. W parafii zajmował się katechizacją dzieci, organizował pomoc ubogim i chorym (zarówno materialną, jak i duszpasterską). Ze względu na okoliczności wojenne, ks. Władysław wspomagał też żołnierzy. Był znany ze swoich wyjątkowych kazań, które zawsze przyciągały wiernych i były dobrze przez nich przyjmowane. Ksiądz Władysław starał się podtrzymywać na duchu wiernych – pomimo tego, że czas był trudny i niespokojny.

22 sierpnia 1940 roku ks. Władysław został aresztowany przez NKWD i przez kilka miesięcy przebywał w więzieniu. W czerwcu 1941 roku Rosjanie wymordowali część więźniów. Ksiądz Władysław odniósł wówczas rany, jednak po odzyskaniu przytomności udało mu się wydostać. Ze względu na te wydarzenia, ks. Bukowiński poniósł duży uszczerbek na zdrowiu – był bardzo wyczerpany. Nie zniechęciło to ks. Władysława do dalszej pracy duszpasterskiej – wrócił do pełnienia obowiązków proboszcza w łuckiej katedrze, gdzie kontynuował działalność kaznodziejską, pomoc żołnierzom i jeńcom, organizował wsparcie materialne dla ubogich.

W 1945 roku po raz kolejny został aresztowany. Z czasem został wywieziony do obozu, gdzie pracował przy wycince drzew oraz kopaniu rowów. W 1947 roku przewieziono go do obozu Bajkał na Uralu. Bardzo poważnie zachorował na zapalenie płuc, w wyniku czego trafił do szpitala, a w 1950 roku przeniesiono go do obozu w Dżezkazganie. Pomimo wyczerpującej pracy i słabego stanu zdrowia, nie zapomniał o posłudze kapłańskiej. Wstawał rano, by odprawiać Mszę świętą; po zakończeniu obozowej pracy odwiedzał chorych, którzy potrzebowali duchowego wsparcia.

Sierpień 1954 roku przyniósł zmiany. Ksiądz Władysław Bukowiński został zwolniony z obozu. Jednak władze zdecydowały o tym, by zesłać go do Karagandy. Ks. Władysław podjął tam pracę stróża na budowę. Jednak i to nie stało się przeszkodą do posługi kapłańskiej. W konspiracji odprawiał Msze święte, spowiadał, głosił katechezy. Nie zniechęcały go trudności, np. konieczność sprawowania Eucharystii w piwnicach lub zaciemnionych, odludnych budynkach.

Kiedy stan jego zdrowia się pogorszył, wrócił do Polski – w grudniu 1972 roku trafił do szpitala w Nowej Hucie. Pobyt w Polsce spędzał w dużej mierze w Krakowie; często miał okazje spotykać się tam z kardynałem Karolem Wojtyłą. W październiku 1974 roku wrócił do Karagandy. 25 listopada 1974 roku po raz ostatni sprawował Eucharystię.

Ks. Władysław Bukowiński zmarł 3 grudnia 1974 roku na skutek krwotoku. 11 września 2016 roku został ogłoszony błogosławionym.

Jego świętość to przede wszystkim wyjątkowe oddanie w posłudze duszpasterskiej i brak zniechęcenia spowodowanego trudnościami i represjami. W każdej sytuacji poświęcał swój czas biednym oraz potrzebującym – dzielił się z nimi nie tylko swoimi talentami, zdolnościami i czasem, ale także środkami materialnymi, które zyskiwał. Mimo tego, że niejednokrotnie sam niewiele posiadał, zawsze znajdował sposób, by pomóc tym, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji materialnej.

Świadkowie, którzy opowiadali o życiu ks. Władysława, wspominali, że doświadczenia obozu i prześladowań nigdy nie doprowadziły do nienawiści wobec oprawców – zawsze powierzał ich Panu w modlitwie.


Źródła:
http://pl.aleteia.org/2016/09/11/spowiedz-w-fabrykach-msze-na-stepie-ks-wladyslaw-bukowinski-pasterz-pustyn-zsrr/2/

https://pl.wikipedia.org/wiki/W%C5%82adys%C5%82aw_Bukowi%C5%84ski

Błogosławiony ks. Michał Piaszczyński

Posted: 5 Styczeń 2017 by Agnieszka Dankiewicz in kapłani, święci i błogosławieni
Tags:

Michał Piaszczyński urodził się 1 listopada 1885 roku. Na utrzymanie rodziny pracowali rodzice, Ferdynand i Anna. Zajmowali się oni uprawą roli. Jego rodzina żyła w Łomży, która w tamtym czasie należała do rosyjskiego zaboru. W wieku 10 lat rozpoczął naukę w lokalnym ośmioklasowym gimnazjum. Ze względu na przynależność tego obszaru do cesarstwa rosyjskiego, urzędowym językiem był właśnie rosyjski i to w tym języku dzieci podejmowały naukę w szkole. Natomiast używanie języka polskiego było ścigane i wiązało się z poważnymi konsekwencjami. W 1903 roku Michał ukończył szkołę. Po kilku miesiącach podjął decyzję o wstąpieniu do Seminarium Duchowego, które znajdowało się w Sejnach (tam też znajdowało się centrum ówczesnej diecezji).

Studia w Seminarium trwały 5 lat – Michał ukończył je w maju 1908 roku, otrzymując stopień bardzo dobry ze wszystkich przedmiotów. Następnie (już jako diakon) podjął naukę na rzymskokatolickiej Akademii Duchownej znajdującej się w Petersburgu. Była to jedyna uczelnia kościelna na terenie Cesarstwa Rosyjskiego i Królestwa Polskiego. Po trzech latach nauki, 13 czerwca 1911 roku, przyjął święcenia kapłańskie z rąk biskupa Jana Feliksa Cieplaka (kapłana znanego w tamtym czasie z patriotyzmu; ze względu na głoszone kazania oraz udział w manifestacjach narodowych był karany, a ostatecznie skazany na karę śmierci). Dopiero rok później, w 1912 roku, Michał otrzymał tytuł magistra teologii.

Zaraz po ukończeniu studiów został pierwszym proboszczem w parafii pw. św. Marii Magdaleny w Mikaszówce. Rozpoczął tam budowę kościoła oraz plebanii. Jednak jego posługa w tym miejscu nie trwała długo, ponieważ w tamtym czasie u ks. Michała narodziła się literacka pasja i ogromny talent. Z tego względu zwrócił się on do biskupa swojej diecezji z prośbą o możliwość podjęcia dalszej nauki. Pragnął podjąć studia filozoficzne na uniwersytecie we Fryburgu w Szwajcarii. Ks. Michał napisał wówczas do swojego ordynariusza następujące słowa:

Ufam, że Najwyższy dał mi talent literacki i mam zamiłowanie do pracy w tym kierunku. Znając zamiary Waszej Ekscelencji, aby diecezja nasza miała więcej fachowców i ufając w wyroki Opatrzności, pragnę swój talent wyrobić pod kierunkiem dobrego profesora i w przyszłości poświęcić się pracy na chwałę Boga, do rozporządzenia Waszej Ekscelencji dla dobra Kościoła.

historia_michalpiaszczynskiBiskup wyraził zgodę na wyjazd ks. Michała za granicę. Już w 1912 roku ukazał się pierwszy tomik jego poezji. Po dwóch latach nauki we Fryburgu zdobył tytuł doktora filozofii i literatury. Wyjechał do Włoch, przebywał we Florencji i Rzymie. Po jakimś czasie, na prośbę emigrantów polskich, został skierowany do posługi we Francji. Przeprowadził się więc i objął funkcję kapelana górników. Mianowano go również proboszczem parafii polsko-francuskiej i prefektem szkół. Jego posługa była bardzo oddana polskim emigrantom – odwiedzał polskie kolonie, obozy jenieckie, wspomagał biednych, dodawał otuchy chorym i cierpiącym. Wśród wiernych cieszył się ogromnym szacunkiem i opinią bardzo dobrego człowieka i świętego kapłana.

Kiedy w 1919 roku zakończyła się wojna, ks. Michał wrócił do Łomży. Zajął się wówczas pracą pedagogiczną – został wykładowcą (później również zastępcą rektora) w nowo otwartym Wyższym Seminarium Duchownym w Łomży. Ks. Michał niejednokrotnie zapraszał do seminarium rabinów żydowskich, nazywał ich „starszymi braćmi w wierze” – dzięki temu został uznany jednym z prekursorów dialogu z Żydami w dziedzinie religii.

Poza posługą w seminarium, podejmował pracę  nauczyciela wśród dzieci i młodzieży. Pracował w wielu szkołach, m.in. w Seminarium Nauczycielskim Żeńskim im. Narcyzy Żmichowskiej oraz Państwowej Szkole Mierniczej. Dodatkowo, pełnił obowiązki kapelana szpitalnego oraz spowiednika sióstr benedyktynek w opactwie w Łomży.

W czasie, gdy wybuchła II Wojna Światowa, ks. Michał sprawował funkcję dyrektora Wyższego Klasycznego Gimnazjum Biskupiego im. św. Kazimierza w Sejnach. Wówczas Sejny początkowo były zajmowane przez okupanta rosyjskiego, a następnie (na podstawie porozumień międzynarodowych) przeszły pod rządy niemieckie. Na terenach zajmowanych przez obu okupantów (zarówno niemieckiego, jak i rosyjskiego) zostały podjęte szeroko zakrojone prześladowania Polaków – szczególnie przedstawicieli inteligencji, działaczy patriotycznych oraz duchowieństwa.

7 kwietnia 1940 roku ks. Michał został aresztowany. Początkowo został przetransportowany do Suwałk i uwięziony w siedzibie niemieckiej tajnej policji państwowej. Stamtąd został przewieziony do obozu przejściowego Soldau w Działdowie, a następnie do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen.

Podczas pobytu w obozie wyróżniał się swoją postawą. Codziennie wieczorem prowadził modlitwy i głosił nauki. Służył swoim współwięźniom – zawsze starał się pocieszać wątpiących oraz wyręczał słabszych w obowiązkach obozowych. Kiedy w obozie odebrano Żydom ich dzienną porcję chleba, ks. Michał oddał swoją porcję jednemu z nich.

Zmarł 18 grudnia 1940 roku na skutek wycieńczenia spowodowanego głodem i choroby. Został beatyfikowany w gronie 108 polskich męczenników w 1999 roku. Jego wspomnienie jest obchodzone 18 grudnia.

 

 

 

Źródła:

http://www.swzygmunt.knc.pl/SAINTs/HTMs/1218blMICHALPIASZCZYNSKImartyr01.htm

http://lomza2.caritas.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=60&Itemid=44