Posts Tagged ‘patron’

Widział upadek Kościoła… i nie odszedł

Posted: 4 października 2016 by Sandra Kwiecień in modlitwa, patron, przemyślenia
Tagi: , ,

giotto_01Dziś wspominamy św. Franciszka z Asyżu. To obok św. Jana Marii Vianneya, druga najważniejsza postać dla DDAK, gdyż to właśnie duchowość franciszkańska przyświeca działaniom członków akcji. Członków zarówno tych po jednej stronie (działających organizacyjnie), jak i po drugiej stronie (przyłączających się do wspólnej modlitwy).

Co jest TĄ franciszkańską cechą?

Nie mówimy przecież o Franciszku jako patronie ekologii. Mówimy o Franciszku jako reformatorze Kościoła, który będąc świadom niedoskonałości Kościoła, jego upadków i ciemnych stron, nie odszedł, nie zbuntował się i nie porzucił wspólnoty, do której należał. A przecież mógł – to właśnie na jego czasy przypadają ruchy heretyckie, np. waldensów. Widząc tę słabość, zaczął budować Kościół – nie na nowo, nie według swojego zamysłu. Zaczął budować Kościół w sobie. Jeżeli bowiem w sercu, w duszy i umyśle nie mamy Boga za Ojca i Kościoła za Matkę, to Królestwo Boże nie ma szans zaistnieć w naszym życiu i na świecie. Ale przez Kościół nie miał na myśli instytucji. Miał na myśli dzieło Jezusa Chrystusa, które w świecie przy okazji oblekło się w ramy organizacji – bo niestety musiało.odb5

Przełom XII i XIII wieku to były nieprzyjemne czasy. Kościoł przeżywał trudności, wśród ludu kwitły herezje i wystąpienia, zaczęły się wyprawy krzyżowe. Mimo to, św. Franciszek podjął trud wspierania Kościoła. Bez osądzania, bez krytyki, bez wystąpień jako nowy przewodnik, który „wie lepiej”, „zna się lepiej”. Pokornie poszedł do Watykanu. A że Duch Święty był z nim, został wysłuchany. I rozpoczął coś, co do dziś stanowi dla nas niedościgniony wzór wierności bezgranicznej, nawet mimo przeciwności. Jeszcze za jego życia bracia ze zgromadzenia między sobą zaczęli toczyć spory, dzielić się, oddalać od swojego duchowego ojca. Ale Franciszek pozostał wierny do końca. Nawet mimo tego, że przez wielu poczuł się niezrozumiany i opuszczony.

A że słusznie pojął, że od Kościoła nie należy odejść, lecz w nim pozostać i o niego walczyć, dowodzi fakt, że był pierwszym spośród tych, którzy tak bardzo zbliżyli się do Chrystusa, że na jego ciele zostały widoczne tego znaki – stygmaty. Dlatego wierzę w wierność. W wytrwałość mimo dziesiątek i setek upadków po drodze. W cichą, wytrwałą modlitwę, świadomość grzechów w Kościele, nie przymykania na nich oczu, ale walkę z nimi – jednak walkę o dobro poprzez dobro. Ilu walczyło o dobrą rzecz złymi środkami? Cel nie uświęca środków. Niezgoda i zła walka niejednych wyprowadziła z Kościoła. Walka modlitwą, wiarą, zaufaniem w Ducha Świętego przynosi owoc. O ile walczymy dla Boga, a nie dla siebie i swoich racji, które mogą być słuszne, ale jak długo pozostają nasze, to nie są Boże. I nie doprowadzą do dobra.

Reklamy

Święto naszego patrona

Posted: 4 sierpnia 2013 by Sandra Kwiecień in patron
Tagi:

vianney

Jeden człowiek, który przemienił serca milionów. Dosłownie: milionów.

Gdybyśmy dziś spotkali takiego księdza na Mszy świętej, to powiedzielibyśmy: no ja nie wiem czy on taki fajny. Wolę innych, którzy mówią płomienne kazania, a kościół podczas Mszy świętej jest wypełniony po brzegi ludźmi, którzy chcą ich posłuchać. Nie jeździ po kraju, nie ma konferencji. Ot, szary kapłan z zapomnianej przez świat parafii. Jąka się, często gubi wątek, kazania ma schematyczne  i nudnawe. Nic ciekawego.

Minęlibyśmy go obojętnie. Cóż może zaoferować mi tak fatalny kaznodzieja?

To nie tylko podejście znane z naszych czasów. Tak było zawsze. Ludzie lubią showmenów. Ale Bóg nie przejmuje się ludzkimi kategoriami. Moc Boga ukazuje się w ludzkiej słabości, ułomności, naszych wadach. Powierzenie ich Panu sprawia, że wchodzi On właśnie w te rejony i przemienia je, wyciągając z człowieka o wiele więcej, niż byłby w stanie sam to uczynić: więcej dobra, miłosierdzia, współczucia, miłości – słowem – naszego człowieczeństwa.

Nasz patron nie jest tylko od tego, żeby się za nas modlić. Jest też po to, by nas uczyć i towarzyszyć nam w naszych trudnościach. Zna biedę, upokorzenie, rozpacz i cierpienie. Widział kryzysy kapłaństwa, puste kościoły, całe parafie żyjące bez Boga. Czy to nie jest czasem obraz dzisiejszych czasów? O jego własnych parafianach mawiano nawet, że „tylko chrzest różni ich od bydląt”. Świadomy jednak stawki jaką jest zbawienie i życie wieczne, podjął walkę i zwyciężył. Mając Bożą moc w arsenale, nie ma spraw przegranych.

W dzień wspomnienia św. Jana Marii Vianneya, uklęknij kapłanie i pomódl się o pomoc, by i swoją parafię ratować. Nawet jeśli w niedzielę kościół wypełnia się ludźmi, to nie można spocząć, póki zostaje choć jedna osoba poza owczarnią.

Vianney to także wzór dla osób świeckich. Uklęknij dzisiaj i pomódl się. Przecież sam jeden także jesteś w stanie z Bożą pomocą przemienić oblicze świata. Nawet ta akcja zaczynała się od jednej osoby, a pociągnęła za sobą tysiące. Wiele ruchów, apostolatów, organizacji – zaczynało od jednostek. Twoja wiara, oddanie Bogu, wytrwałość nawet wtedy, gdy Twoja modlitwa nie jest chciana – może uczynić cud.

Małymi krokami idźmy razem do nieba.

Jean Statue Wood St. Joseph's Chapel

Nasz patronie – święty Janie Mario Vianneyu. Pociągnij kapłanów i świeckich na drogę modlitwy. Spraw, abyśmy zawierzali Panu wszystkie nasze sprawy i samych siebie. Dziękujemy Ci za miłość i cześć, z jaką celebrowałeś Eucharystię. Wystarczyło wtedy na Ciebie spojrzeć, by uwierzyć, że Bóg jest realnie w Eucharystii obecny, że na nas czeka, że w niej sam się oddaje i zaprasza nas do oddania się Jemu. Święty Janie Mario, Ty pałałeś gorliwością o zbawienie ludzi, ponieważ chciałeś, aby wszyscy dostąpili szczęścia. Pokornie Cię błagamy, racz nam wyjednać podobny zapał w głoszeniu Ewangelii poprzez modlitwę, słowo i dobre czyny. Niech nasze serca nie będą nieczułe, lecz pełne miłości.

Nasz człowiek w niebie

Posted: 4 sierpnia 2012 by Sandra Kwiecień in patron
Tagi:

4 sierpnia w Kościele wspominamy postać św. Jana Marii Vianneya, który jest patronem Dzieła Duchowej Adopcji Kapłanów. To właśnie dzięki temu świętemu zrozumiałam czym rzeczywiście jest patronat i czemu tak naprawdę służy. Wcześniej nie interesowałam się tym – przyjmowałam, że tak po prostu jest, czyni się tak zwyczajowo. Ot, wszyscy są pod czyimś wezwaniem, mają jakiegoś reprezentanta. Cóż to była za bolesna ignorancja…

W najtrudniejszych momentach Dzieła, gdy nie dawałam sobie rady niemal ze wszystkim, czułam się przytłoczona, zmęczona, targana wyrzutami sumienia, że nie potrafię sprostać oczekiwaniom uczestników (dotrzymywanie terminów, na bieżąco odbierana poczta) miałam ochotę po prostu się poddać. Chciałam krzyczeć, że jestem tylko człowiekiem, że tego jest po prostu za dużo i nie potrafię dać z siebie jeszcze więcej… Ale wszystkie te upadki – na przekór – nie sprawiały jednak, że Dzieło obumierało, a wręcz przeciwnie – rozwijało się, rozrastało, docierało do najróżniejszych miejsc. Dopiero powstająca akcja nie miała wtedy jeszcze takiego zaplecza modlitewnego, jakie ma teraz – w osobach uczestników, którzy w wysyłanych zgłoszeniach zapewniają o nieustannej pamięci w modlitwie. A ja sama nie potrafiłam znieść tej odpowiedzialności na swoich barkach. I wtedy zrozumiałam. Nie tylko to, że jako dzieło Boże, Pan mu błogosławi, ale że też wyznaczył kogoś, kto dzień i noc, modli się w intencji tej akcji i w tej modlitwie nie ustaje; że oprócz mnie i tych, którzy ofiarowali się razem ze mną iść tą drogą, jako członkowie DDAK – mamy przyjaciela w niebie, który się wstawia za nami wszystkimi: za adoptowanymi, adoptującymi, oczekującymi na ogarnięcie modlitwą.

Bóg jest Bogiem żywych, nie umarłych. Zrozumienie tego, że patron to nie jakaś abstrakcyjna, odległa, kiedyś i gdzieś tam żyjąca postać historyczna, lecz ktoś nam bliski i stale towarzyszący, jest bezcennym doświadczeniem. I tak jak pisałam rok temu – ani ja, ani inni członkowie Dzieła nie wybraliśmy go na patrona – nigdy na ten temat nie toczyła się nawet żadna dyskusja. On… po prostu się pojawił, wyskoczył dosłownie znikąd – został nam dany. I za ten dar: za towarzysza, opiekuna, wsparcie płynące z samego nieba, dzięki niech będą Najwyższemu!

Wszechmogący i miłosierny Boże, Ty obdarzyłeś świętego Jana Marię godną podziwu gorliwością apostolską, spraw, abyśmy za jego przykładem i wstawiennictwem, przez chrześcijańską miłość zyskiwali dusze braci dla Ciebie i razem z nimi osiągnęli wieczną chwałę. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków.

O patronie akcji, więcej TUTAJ.